Święconka

IP: *.aster.pl 22.03.08, 08:26
Co oprócz jajek dajecie do koszyczka? Czy w innych krajach też jest zwyczaj
święconki?
    • wiedzma30 Re: Święconka 22.03.08, 08:32
      Na Ukrainie i w Rosji jest.
      Co do koszyczka? Jajka, pisanki, sol, maslo, chrzan, kielbase/malutka szynke,
      babke drozdzowa, bialy ser.
      • kaskahh Re: Święconka 22.03.08, 09:54
        w Niemczech w k.kat. tez swieca

        ja zwykle: jajko, chleb, kielbasa, maslo, sol, chrzan, kawalek ciasta...
        • nie-tak Re: Święconka 23.03.08, 23:30
          kaskahh napisała:

          > w Niemczech w k.kat. tez swieca
          >
          > ja zwykle: jajko, chleb, kielbasa, maslo, sol, chrzan, kawalek ciasta...

          Zapomniałaś dodać tylko w polskim KK. W Niemczech nie zna się tego zwyczaju.
          • fettinia Re: Święconka 25.03.08, 10:56
            W Niemczech-Bawaria-tez swieca w niemieckim KK.W sobote o 6 rano:)
    • Gość: km Re: Święconka IP: *.net-serwis.pl 22.03.08, 11:34
      W mojej rodzinie nie nosi sie święconki w koszyczku tylko na
      talerzyku w serwecie. Jest to pozostałość tradycji szlacheckiej
      kiedy to ksiądz przychodził do dworu i w sobotę święcił pokarmy na
      półmiskach stojące na stole i czekające na niedzielne śniadanie.
      Zgodnie z tą tradycją swięconki w koszykach przynosili do dworu
      chłopi, aby skorzystać z okazji i też mieć poświęcone jedzenie -
      dawniej nie było zwyczaju święcenia pokarmów w kościołach.
      Z tradycją święconki na talerzyku żyję od dziecka - nigdy nikt z
      dziadków czy rodziców nie wyjaśnił mi, dlaczego w naszej rodzinie
      jest innaczej niż u większości Polaków. Dopiero niedawno, kiedy
      miałem już praktycznie dorosłe dzieci zrozumiełem korzenie tej
      tradycji. Piszę o tym dlatego, aby nikt nie oskarżał mnie o
      jakiekolwiek wywyższanie się.
      Pozdrawiam
      km
      • Gość: x jakie wywyższanie? szlachta wyginęła IP: *.PH-1511G-BSR64K-02.ish.de 22.03.08, 11:38
        w wyniku rozpusty pospołu z klechami, chłopi uciekli do miasta i z mieszczaństwa
        wyrosła burżuazja.
        A teraz jest globalizacja;-)
      • Gość: ANKA Re: Święconka IP: *.aster.pl 22.03.08, 14:00
        O kurcze, to ja dopiero teraz się dowiedziałam dlaczego wysyłano mnie do
        kościoła z tym talerzem w serwecie.Wszystkie dzieci miały koszyczek tylko ja ten
        talerz.Myślałam,że jestem jakaś gorsza.Dlatego mojego syna
        puszczałam z koszyczkiem.Ale jak był u teściowej to szedł z talerzem i bardzo
        nad tym ubolewał.
        • Gość: km Re: Święconka - do ANKI IP: *.net-serwis.pl 22.03.08, 23:18
          Wytłumacz teraz synowi, że powinien być dumny z rodzinnej tradycji.
          Pozdrawiam
          km
      • nessie-jp Re: Święconka 22.03.08, 23:29
        Gość portalu: km napisał(a):

        > W mojej rodzinie nie nosi sie święconki w koszyczku tylko na
        > talerzyku w serwecie. Jest to pozostałość tradycji szlacheckiej

        Fajnie, że to wyjaśniłeś.

        Pamiętam, że jako bardzo malutka dziewczynka, ogromnie współczułam takim
        starszym paniom, które do kościoła przynosiły święconkę na talerzyku. Byłam
        święcie przekonana, że one są bardzo biedne i nawet koszyczka nie mają
        • anula36 Re: Święconka 23.03.08, 00:27
          u mnie z jajami tak samo- jedno sie zawsze obiera "do polowy":)Nie ma to jak swiecenie "na gole jajo":)
    • matylda1001 Re: Święconka 23.03.08, 20:30
      Ciekawa teoria o tym "szlacheckim" święceniu na talerzykach ale
      mocno naciągana. Moja rodzina też ma korzenie szlacheckie. Zapytałam
      mamę, która pamięta jeszcze przedwojenne czasy w szlacheckim dworze
      swojej babci (sama wychowywała się w mieście). Ona twierdzi, że
      chłopi swojej święconki do dworu nie przynosili. We wsi, w kilku
      domach najbogatszych gospodarzy zbierali się sąsiedzi i tam
      przychodził ksiądz. Zarówno we dworze jak i w domach chłopskich na
      stole stawiano nie symboliczne święconki ale wszystko, co zostało
      przygotowane na święta. Tak więc na półmiskach leżały całe szynki,
      zwoje kiełbas, wielkie baby (pieczone na różne sposoby), różne
      ciasta, kopy jaj ugotowanych na twardo, pisanki. Moja mama mieszkała
      w mieście i tu przed wojną chodziło się święcić pokarm do kościoła,
      księża po domach nie chodzili. Wszyscy (niezależnie od pochodzenia i
      zamożności) przynosili święconkę (w ilościach symbolicznych) na
      talerzach. Koszyczki zaczęły byc modne dopiero po wojnie i nie były
      żadnym symbolem tylko praktycznym rozwiązaniem. W moim koszyczku
      jest baranek, jajka (wszystkie obrane), sól, pieprz, chrzan,
      kiełbasa i chleb no i wszystko jest przybrane gałazkam borówek.
      • Gość: sto kobiet Re: Święconka IP: 66.241.143.* 24.03.08, 17:13
        Ja tez pochodze ze starej szlachty, jeszcze sprzed Unii Lubelskiej,
        a chodzilo sie u mnie z koszykiem. Wprawdzie w 19 wieku moi
        protoplasci przeniesli sie do Warszawy i pozenili sie z pannami z
        burzuazji niemieckiej i zydowskiej, a potem w czasie 2 wojny
        swiatowej - na wies okrezna droga z terenow Bialorusi, wiec moze ta
        wielkopanska tradycja jakos zanikla w mojej rodzinie...

        Ja klade tylko jajka. Najczesciej wszystkie wlasnorecznie malowane i
        skrobane. Dla mnie to jest symbol - jajko na twardo sie przez dwa
        dni nie zepsuje, a takie wedliny, chleby, babki - gdzie Wy to
        trzymacie - w lodowce? U mnie koszyk jest wyeksponowany na stole, a
        jajka jedzone w niedziele na sniadanie...

        Moja Babcia kladla wszystko (tylko chrzanu nie pamietam) i jedno
        jajko tez obierala ze skorupki i tymze jajkiem sie dzielilismy.
        S.
        • Gość: en Re: Święconka IP: *.chello.pl 24.03.08, 20:42
          Wszystko, co w koszyczku, zjada sie na sniadanie wielkanocne w niedziele, raczej
          sie wiec nie zepsuje. Kielbase i kawalek szynki wkladam owszem do lodowki w
          sobote, w niedziele wyjmuje. Koszyczka juz nie eksponuje, dzielimy wszystko po
          kawaleczku i jemy.
          • jarek_zielona_pietruszka Re: Święconka 25.03.08, 02:35
            Jeżeli jest to wędlina robiona własnoręcznie domowym sposobem to gwarantuję, że
            nic się z nią nie stanie nawet jeżeli będzie leżała z soboty na niedzielę przy
            kaloryferze. Ja właśnie zajadam swoją kiełbasę, która leżała od piątku /bez
            lodówki/ na blacie w kuchni.
            pozdrawiam wiosennie
            • Gość: sto kobiet Re: Święconka IP: 66.241.143.* 25.03.08, 17:49
              Moja rodzina posiadala przed wojna restauracje i rzeznie. Dziadek
              nauczyl sie przyrzadzac wspaniale wedliny. Od Dziadka nauczyla sie
              moja Babcia - czasy wojenne i powojenne do latwych nie nalezaly -
              pamietam robienie wspanialych wedlin przed swietami: szynek, kielbas
              a rarytasem byla kaszanka. Niestety Dziadek zmarl przed moimi
              urodzinami. Zmarla tez Babcia - przepisy sie nie zachowaly.
              Zachowaly sie tylko wspomnienia :(
              Zreszta, tu gdzie mieszkam, kiedy mowie, ze codziennie gotuje swieze
              obiady od zera, patrza sie na mnie najpierw ze zdziwieniem, a potem
              sama musze szukac rogu miedzy oczami.... ;P A co dopiero mowic o
              przetworach albo wedlinach czy nabiale :))))
              • jarek_zielona_pietruszka Re: Święconka 25.03.08, 17:57
                pociesz się mam podobnie. Gdy mówię, że od 4 lat nie kupiliśmy wędliny i mówię
                dlaczego, to wszyscy robią oczy jak spodki i robią dziwne miny. Jednak, gdy
                nadchodzą święta, to jakoś dziwnie zwiększa się grono dobrych przyjaciół i
                chętnych do domowych wyrobów. I już nie słyszę o niedzisiejszym sposobie
                myślenia. Jakoś stwierdzają, że warto tracić czas na takie wyroby. Ale już po
                świętach stwierdzają, że to wszystko jest głupie i nie warte zachodu.
    • ag.gu Re: Święconka 25.03.08, 10:37
      pytałam o te talerzyki swoich rodziców.Pamiętają,że rzeczywiście
      zdarzały się takowe kiedy byli mali (lata 50-te).Jakkolwiek mój tata
      wyraźnie wspominał,że to wiejskie kobiety tak przynosiły,więc
      szlachectwo odpada.Z kolei w jego domu, o korzeniach zdecydowanie
      szlacheckich, używano koszyczka.To chyba raczej tradycje rodzinne
      niż pochodzenie regulowały takie zwyczaje.
      • Gość: km Re: Święconka IP: *.net-serwis.pl 25.03.08, 12:12
        Lata 50-te to były "dziwne" czasy.
        Sporo ludzi osiągnęło tak zwany "awans społeczny" i wzorowało się
        na "wyższych sferach".
        Z kolei wiele osób pochodzenia szlacheckiego lub arystokratycznego
        ukrywało swoje pochodzenie i w miejscach publicznych unikało
        pokazywania przywiązania do tradycji. Brat mego dziadka po powrocie
        z kilkuletniego pobytu w ZSRR chodził po mieście w dziurawych
        ubraniach z łopatą w ręku. W domu przebierał się i mył ręce....
        Pozdrawiam
        km
        • matylda1001 Re: Święconka 25.03.08, 12:57
          O jakiej Ty piszesz tradycji skoro przed wojną koszyczków nie było?
          Wszyscy nosili święconkę na talerzach. Różnica była tylko taka, że
          jedni mieli talerze z fajansu a inni z sewrskiej porcelany. To, że
          ludzie pochodzenia szlacheckiego w latach "pięćdziesiątych" nie
          mięli łatwego życia to wszyscy wiedzą ale Ty zdecyduj się na coś.
          Brat Twojego dziadka przez cały rok chodził z łopata pod pachą po
          to, żeby z okazji święcenia pokarmu zdekonspirować się za sprawa
          talerzyka? Gdyby koszyczki istniały i były popularne wsród gminu to
          jako pierwszy by sobie kupił.
          • Gość: lauri talerzyk i koszyczek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.08, 13:12
            ja od dziecka pamietam latanie do kosciola z koszyckiem, ale w domu
            moich dziadkow, chlopow, a nie szlachty, byloby to nie do
            pomyslenia. Zawsze byl wielki stol z petami kielbas, szynkami
            nabijanymi gozdzikami, babami i tortami, a ksiadz przyjezdzal i to
            swiecil. I to zarowno przed, jak i po wojnie. We wsi, gdzie
            mieszkali moi dziadkowie, ten "przewilej" mialy tylko 4 rodziny,
            reszta - to juz na pewno po wojnie - chodzila swiecic do kosiola.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja