Dodaj do ulubionych

Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami

29.06.08, 22:34

Pojechalam dzis do egzotycznego sklepu, zeby kupic sos rybny do
wieprzowiny w sosie karmelowym:
fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,81212964,81212964.html

I jak zawsze doswiadczylam tego samego: lekkiego oszolomienia. Niby
akurat ten sklep nie jest bardzo duzy, ale i tak nie znam sposobow
uzycia 4/5 artykulow, ktore mozna tam kupic. Wiem, czym sie rozni
kardamon zielony od czarnego, wiem co zrobic z miso, sosem sojowym,
tamaryndowcem, trawa cytrynowa i galangalem. Pare innych rzeczy
jeszcze. Ale reszta? Zawsze mam wraznie, ze duzo mnie omija.

Co kupujecie w egzotycznych deli i co z tym robicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: ania_m Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami IP: *.pools.arcor-ip.net 30.06.08, 00:00
      oj, ja chyba przez ostatnie 20 lat wszystkie sklepy etniczne w mojej miescinie
      dokladnie przetestowalam.
      jesli cos wpadnie mi w oko, czego zastosowania nie znam, pytam sie personelu.
      personel przewaznie mowi bardzo zle po niemiecku, ale u hindusa, wietnamczyka i
      tajlandczyka moge zupelnie dobrze dogadac sie po angielsku.
      u wlocha, greka, persa i turka zostaje mi niemiecki. w sklepie tajlandzkim
      kupuje tak czesto, ze mam znizke udzielana normalnie restauracjom tam sie
      zaopatrujacym :) nie mam skrupulow aby zagladnac klientkom-tajlandkom do koszyka
      przy kasie i wypytac sie co robia z danym egzotycznym warzywem, przyprawa,
      ziolem, czy innym niezidentyfikowanym czyms.
      u hindusa kupuje przyprawy solo i wlasciwie posiadam je wszystkie jak leci. z
      "gotowcow" posiadam jedno curry, garam- i tandoori masala, bo zwlaszcza to
      ostatnie mojej ulubionej firmie bardzo dobrze wyszlo. kupuje anyzek, badz
      nasiona kopru wloskiego powlekane kolorowym cukrem do podjadania po obiedzie,
      czasami chutneye z mango, indyjskie pikle, papadamy, bo nie chce mi sie samej
      bawic. podbramkowo mam zawsze w lodowce jedna gotowa indyjska paste curry,
      przewaznie balti w sloiku bez konserwantow itp.
      nie kupuje innych indyjskich gotowcow-mieszanek- fixow do potraw, ktorych w
      sklepie pelno. nie kupuje egzotycznych, wsciekle kolorowych galaretek, ani
      budyniu w proszku. kupuje wode rozana prawdziwa, tzn z olejku rozanego, a nie
      chemiczna, mydlo o zapachu drzewa sandalowego, make z cieciezycy, pelnoziarnisty
      ryz basmati z himalajow, cukier muscovado. ze swiezych towarow mini oberzyny
      wygladajace jak tradycyjne, tylko duzo mniejsze, maniok, bataty, plantains,
      swiezy imbir, jesli jest naprawde swiezy, piekielnie osta zolta papryczke i
      limonki na wage, jak sa, bo najtaniej....
      u tajlandczyka przede wszystkim swieze ziola - tajska bazylie, wietnamska miete
      i wiele, ktorych polskich nazw nie znam. trawe cytrynowa, zielone mini oberzyny,
      podbramkowo pasty curry, ale tylko bio, makarony azjatyckie, cukier palmowy,
      slodycze z sezamu, tajlandzki proszek curry, mleko kokosowe w tetra packu,
      swiezy budyn z tapioki z lodowki, wietnamskie kielbaski wieprzowe, koreanski
      kimczi, ale rzadko, zamrozone owoce morza, bo taniej, mrozone dim sum jednej
      marki, proszek agar do deserow, pulpe mango do lassi.
      od persa przynosze swieza kolendre, bo najtaniej -25 centow za wielki peczek.
      swieza miete, suszone, kandyzowane owoce, orzechy, kielbaski baranie z harrisa,
      zeberka baranie, wspaniala paste z pieczonej oberzyny w puszce za grosze, paste
      sezamowa, harrise, kehel do oczu, raz el hanout, choc robie i sama, wode z
      kwiatu pomaranczy, specjalny cienki, acz dosc tlusty chleb - placek, zapomnialam
      jak sie nazywa. w sezonie najlepsze w miescie morele - importowane z francji i
      dosc drogie.
      od turka oliwki na wage, sucuk, pastram, sery feta i fetopodobne, kaszkawal,
      melony, papryke szpiczasta, gladka natke pietruszki w wielkich peczkch,
      turecki tymianek suszony, wielka biala fasole w puszkach.
      jesli teraz mialaby napisac po kolei, co z tym wszystkim robie, bylby to
      gigantycznie dlugi post :)
      reasumujac, przynajmniej u mnie np u hindusa i tajlandczyka dostanie sie duzo
      tych samych towarow. z tym, ze jedne rzeczy sa tu tanie, inne tam. warto wiec,
      jesli ma sie mozliwosc i czas, pochodzic po kilku sklepach egzotycznych, bo
      roznice cenowe sa niekiedy znaczne. no i u mnie przyprawy u hindusa sa
      kilkakrotnie tansze, niz np w realu. to samo z mlekiem kokosowym u tajlandczyka.
      o koledrze i limonkach nie wspomne.
      • bene_gesserit Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami 30.06.08, 10:44

        Dzieki za taka dluuga wypowiedz :)

        Niestety - realia w polskich sklepach tego typu sa inne.
        Sprzedawczynie zazwyczaj - o ile nie sa w wersji 'overworked &
        underpaid & wiec mam wszystko w nosie', zazwyczaj dukaja
        bezradnie 'ja, wie pani, to takich rzeczy nie jadam'. A i
        asortyment jest rozny, niz w niemieckich sklepikach.

        Chociaz make z ciecierzycy chyba widzialam. Do czego uzywa sie maki
        z cieciorki? I cukier palmowy? Cukier palmowy ogladalam wczoraj -
        czy te krazki nie sa niewygodne? W jakiej proporcji do plynu
        stostuje sie agar?
        • Gość: ania_m Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami IP: *.pools.arcor-ip.net 30.06.08, 11:26
          cukier palmowy jest np. dodatkiem do past curry w kuchni tajskiej. w przypadku
          "niemania" stosujemy brazowy, byle nie muscovado, bo za aromatyczny i jakos nie
          to imho. cukier palmowy mozna kupic w roznej postaci. chyba zawsze jest
          zbrylony, innego nie widzialam i trzeba go strugac, odlamywac i traktowac
          mozdzierzem. tak naprawde, to w sumie taki wiekszy szpan, bo ma sie wrazenie, ze
          nasze gotowanie tajskie jest jeszcze "autentyczniejsze" ;) ogolnie zwykly,
          brazowy cukier imho jako ta szczypta/lyzeczka - dodatek wystarczy w zupelnosci.
          maka z cieciezycy to u mnie podstawowy skladnik bajis - czyli hinduskiej wersji
          warzyw smazonych w ciescie. proste, pyszne i nieomal zdrowe. make z cieciorki
          rozrabiam z jajem, sole, dodaje troche kminu rzymskiego, kurkumy, chili i
          pokrojona w dosc grube kawalki np cebule. smaze w malych kupkach w sporej ilosci
          tluszczu na patelni. podaje z dipem jogurtowym, chutneyem itp. przepisy znajda
          sie na sieci.
          na kazdej torebce agaru jest przepis i proporcje. ogolnie jesli nie mam,
          zastepuje zelatyna, bo nie jestem vege. mam jednak czasami wrazenie, ze agar
          rozrobiony dokladnie wg przepisu daje nieco luzniejsza, odrobine inna w
          konsystencji galaretke niz zelatyna.
            • Gość: ania_m Re: Bhajis/pakoras IP: *.pools.arcor-ip.net 03.07.08, 10:44
              zgadza sie absolutnie, ale ja znalazlam z 10 lat temu ten i od tej pory
              wylacznie tak robie.
              przepis pochodzi z wydanej w anglii ksiazki "authentic indian cooking", autora
              nie podam, bo nie jestem w domu, i jest ZDECYDOWANIE smaczniejszy od wersji z
              woda i soda. moge zrobic skana strony po przyjezdzie.
              smiac mi sie chce, kiedy ktos zaczyna prawic: "to tam nie pasuje, tak sie nie
              robi, itp". wystarczy poczytac watek o pomidorowce! ile domow, tyle przepisow.
              jesli ktos mysli, ze inne kuchnie etniczne maja jeden przepis za odstepstwa od
              ktorego przewidziana jest zsylka do kazamatow, to serdecznie wspolczuje :)
              przepis bez jajka i sody ma glebokie uzasadnienie jesli mowimy o indyjskiej
              kuchni wegetarianskiej i z pewnoscia z niej sie wywodzi. przepis z jajkiem jest
              imho po prostu o niebo lepszy, choc pewnie faktycznie niszowy.
              • Gość: ania_m i male sprostowanie IP: *.pools.arcor-ip.net 07.07.08, 20:14
                jestem w domu i moglam zerknac. ksiazka nazywa sie "the complete book of indian
                cooking" i jest z roku 1996. tu znalazlam cos o niej na amazonie
                tinyurl.com/5d6ao8 . absolutnie podpisuje sie pod opiniami czytelnikow.
                ze wszystkich, ktore mam ta uzywam najbardziej.
                widze, ze sa w niej rozne przepisy na bajis i pakoras. pakoras z pieczarkami sa
                np z ciasta tradycyjnego, czyli bez jaja i z soda. bajis z cebula i mieta sa z
                ciasta z jogurtem, bez sody, ale i bez jajka. ten "moj" przepis z ksiazki nazywa
                sie "bite-sized bajees". proporcje oryginalu: ciasto: 2 kopiaste lyzki maki z
                cieciorki, 1 jajo, szczypta soli, szczypta cayenne, po pol lyzeczki kurkumy i
                kuminu, lyzeczka garam masala. do srodka kawalki duzej cebuli, lyzeczka swiezej
                koledry (opcjonalnie). jesli mikstura po rozmieszaniu jest za plynna, mozemy
                dodac nieco maki cieciorki, lub (rada z ksiazki) odrobine bulki tartej :)
                smazymy na oleju, podajemy z dipem jogurtowym.
        • jo.hanna egzotyczne skladniki 30.06.08, 11:47
          cukier palmowy dobrze miec, gdy sie gotuje tajskie jedzenie, nic tak dodaje
          ostatniej kropki nad i w curry jak lyzeczka cukru palmowego. Jesli chcesz
          uzyskac 'czysta' slodycz (chociazby w 'mizerii' tajskiej-ajat)--dodajesz bialy
          cukier, do sosow salatkowych tez raczej dodaje sie bialy cukier. Ale juz do zup,
          mies, curry (nie tylko miesnych) daje sie cukier palmowy, bo jest mniej slodki,
          lekko 'zywiczny'.

          Maka cieciorkowa--ta jest bardziej miedzynarodowa. Dobrze sie ma we Wloszech
          (m.in. w Ligurii jako nalesniki farinate lub w panissa, czyli rodzaju
          ichniejszej 'polenty'), krajach arabskich (chociazby jako panierka do ostryg
          :-)) no i w Indiach. Wiem, ze robia tam z niej chleby, ciasto do pierogow...

          A co do egzotycznych skladnikow: czasami pytam. W wiekszosci przypadkow jednak
          kupuje rzeczy, ktore sa mi potrzebne do jakiejs potrawy. Przerabiam bowiem
          zakupione ksiazki kucharskie bardzo dokladnie. Czytam od deski do deski, potem
          wybieram potrawy, ktore mnie interesuja i wedruje do sklepu w poszukiwaniu
          skladnikow. A ze pamietam przepisy z przerobionych ksiazek raczej dobrze wiec
          nie raz i nie dwa zauwazylam przyprawe, o ktorej kiedystam czytalam ale nie
          moglam znalezc....itd...itd. Bardzo czesto tez kupuje 3 rozne wersje tego
          samego, chociazby sosu rybnego, zeby moc wybrac moj ulubiony, Ostatnio
          sprawdzalam roznice miedzy roznymi wersjami cynamonu :-)
          • jo.hanna aha, cukier palmowy ma trzy wcielenia 30.06.08, 11:50
            w krazkach, w duzym zbitym kawale (czasami jest nawet nawoskowany) i w formie
            sproszkowanej. Ta ostatnia jest ciemniejsza, bardziej aromatyczna, no i
            najlatwiejsza w uzyciu, chociaz cukier w krazkach daje sie dobrze utrzec w
            mozdziezu.
            • amused.to.death jeśli chodzi o cukier palmowy 30.06.08, 17:28
              to chyba jeszcze istnieje wcielenie w formie nie zbitego kawału tylko bardziej
              takiej masy - przynajmniej taką formę widziałam na kursie gotowania w Tajlandii.

              IMHO smak ma zupełnie inny niż muscovado czy inne cukry i dla mnie jest o wiele
              wiele lepszy - ja go często używam do zwykłych marynat do mięsa.
              • ania_m66 Re: jeśli chodzi o cukier palmowy 30.06.08, 18:00
                muscovado jest zupelnie inny w smaku :)
                ja uwazam, ze ilosc potrzebna w samorobnej tajskiej pascie curry jest na tyle
                mala, ze nie widze wielkich roznic smakowych miedzy cukrem palmowym, a brazowym
                i nie uwazam go za newralgiczny skladnik, bez ktorego danie tajskie nie wyjdzie.
                a ta masa widziana w tajlandii, to mogl byc cukier z palmy kokosowej, bo on jest
                wlasnie bardziej "pastowaty".
                mies nigdy nie marynuje w marynatach z dodatkiem cukru, poza hot chicken wings,
                ale to drob, nie mieso, gdzie dodaje m. in. slodki sos chili i miod, wiec nie
                moge sie wypowiedziec.
                daj jakis konkretny przyklad takiej marynaty
          • Gość: ania_m polecam suszonego, kandyzowanego ananasa :) IP: *.pools.arcor-ip.net 19.07.08, 14:41
            moje dzisiejsze odkrycie podczas zakupow na tajski weekend kulinarny w
            azjatyckim markecie.
            jesli nie przeszkadza wam "siara", bo jest konserwowany E220, nadzwyczaj polecam
            tego producenta tinyurl.com/5wrmtv
            kawalki ananasa sa soczyste, miekkie, aromatyczne i nie oblednie slodkie.
            za torebeczke 100g zaplacilam 69 centow i wyjadlam polowe w drodze do domu :) w
            poniedzialek kupie wiecej. suszone mango kosztowalo 1,49, wiec na pewno rowniez
            sprobuje.
            do wypiekow i podjadania jest genialny.
        • Gość: Nobullshit Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami IP: *.spray.net.pl 30.06.08, 11:51
          bene_gesserit napisała:
          > Chociaz make z ciecierzycy chyba widzialam. Do czego uzywa sie maki
          > z cieciorki?
          Do różnych placków, chlebków itp w kuchni hinduskiej.

          > I cukier palmowy? Cukier palmowy ogladalam wczoraj -
          > czy te krazki nie sa niewygodne?
          Cukier palmowy jest niewygodny w pudełku, bo trudno go wydłubać.
          Krążki ścieram na tarce i dzięki temu mam cukrowy puch, który doskonale
          rozpuszcza się w sosie rybnym, czy w czym tam potrzebuję go rozpuścić, kiedy
          gotuję po tajsku. (Tzn. oczywiście "po tajskiemu" :))
    • bene_gesserit Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami 30.06.08, 18:46

      Wielkie dzieki za odzew i rady.

      Czytajac Was doszlam do wniosku, ze ja robie cos okropnie
      nieracjonalnego, to znaczy kupuje cos, co ma intrygujacy wyglad i
      potem martwie sie/googluje, co z tym zrobic. W ten sposob jestem
      posiadaczka bezuzytecznej dla mnie pasty z umeboshi i czarnego
      kardamonu, ktory pokochalam.

      Ale jutro-pojutrze pojade do sklepu w meczecie (bo najblizej) i
      sprobuje wyczaic te make z cieciorki. A kiedy wezme sie za
      rozpracowanie kuchni tajskiej, to kupie cukier palmowy.

      Chociaz jak znam siebie, to pewnie oprocz cieciorki znowu wroce
      obladowana egzotycznymi zagadkami.
      • kocia_noga Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami 01.07.08, 09:34
        A ja czytając wątek zrobiłam postanowienie,że zmielę ciecierzycę na
        mąkę w młynku do kawy i spróbuję tych warzyw smażonych, bo
        przemówiły do mnie :)
        U mnie było tak: podczas studiów poznałam wielu Wietnamczyków i
        jednego Mongoła.Z Wietnamcami byłam bardzo zaprzyjaźniona i
        dopuszczona do sporej konfidencji, nauczyłam się też ichniej
        kuchni.Działo się to w PRLu, więc mnóstwa przypraw nie było w
        handlu, niektóre niezbędne, jak sos rybny przywozili sobie z kraju,
        albo kupowali w restauracji wietnamskiej w samej Warszawie.
        Potem wsiąknęłam w zupki i kupki i okazało się,że z zasad gotowania
        niewiele pamiętam poza tym,że mi smakowało.
        Dopiero bywanie na tym forum stało się okazją do odnowienia
        kontaktów z kuchnią azjatycką.
        Sosu rybnego takiego, jaki zapamiętałam nigdzie nie widziałam.Inne
        przyprawy kompletuję i testuję.Trawka cytrynowa rośnie mi wesoło w
        ogródku, kurkuma w doniczce, a świeży imbir jest dostępny.Kolendra
        zielona (rośnie w doniczce) jak dla mnie obrzydliwa i zajeżdża
        pluskwiakami, ale dodana do potraw już ujdzie.
        Ta wietnamska mięta mnie zaintrygowała.Mam w ogródku mietę
        pieprzową i dwie inne odmiany, mogłabym uprawiać i tę, choćby w
        doniczce; napisz Aniu, co w niej jest takeigo szczególnego i do
        czego warto ją mieć.Może będą w sieci nasiona do kupienia.
        • Gość: ania_m Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami IP: *.pools.arcor-ip.net 01.07.08, 12:26
          mieta wietnamska pachnie, hmmm naprawde bardzo lekko mietowo i ....-anyzowo,
          pieprzowo moze troche?
          w kazdym razie duzo mniej mietowo, niz normalna mieta, z ktora botanicznie nie
          ma nic wspolnego.
          tu informacje www.uni-graz.at/~katzer/germ/Poly_odo.html
          tam ta roslinke nazywaja "wietnamska koledra" btw.
          ja dodaje ja w stanie swiezym do wietnamskiej zupy z makaronem i wolowina - pho
          en.wikipedia.org/wiki/Ph%E1%BB%9F i do malajskiej laksy.
          bardzo lubie zupy, z kuchni wietnamskiej i malajskiej glownie je praktykuje no i
          tam ta ichnia "mieta" pasuje.
          niestety, chwilowo nie jestem w domu, a tam leza ksiazki, gdzie podane jest
          wiecej zastosowan roslinki.
        • thiessa Re: Rozterki w sklepie z egzotycznymi artykulami 01.07.08, 20:58
          > A ja czytając wątek zrobiłam postanowienie,że zmielę ciecierzycę na
          > mąkę w młynku do kawy i spróbuję tych warzyw smażonych, bo
          > przemówiły do mnie :)
          Tylko po zmieleniu podpraz na sucho na patelni, zeby zmienila kolor o jakies 2
          tony i wtedy bedziesz miala prawdziwa make z ciecierzycy. Osobiscie nigdy jej
          nie kupuje tylko sama produkuje wlasnie w ten sposob.
          • Gość: ania_m widzialam swieza pakowana na tackach w bomi IP: *.pools.arcor-ip.net 07.07.08, 19:30
            i chyba nawet raz w realu.
            ogolnie mrozona tez nie jest zla. kiedy mam nadmiar, rowniez mroze.
            kompletnie NIE POLECAM za to suszu - ani sproszkowanej trawy cytrynowej, laosu w
            proszku, ani listkow koledry, bo imho kompletnie nie maja smaku, ale wiem, ze sa
            na tym forum inne opinie. radze wiec przetestowac i miec wlasne zdanie na ten temat.
            suszony imbir z drugiej strony wchodzi w sklad wielu mieszanek przyprawowych.
            tak samo suszona cebula, ktora poza tym nie nadaje sie do niczego innego.
    • coralin pieprz seczuański 01.07.08, 21:17
      Raczej nie mam problemów z użyciem składników kupionych w sklepach
      egzotycznych, ale pieprz seczuański pałęta mi sie w szufladzie
      ohoho. Myślałam, że ostrzejsze toto. Jak i do czego uzyć, by poczuc
      smak?
      • Gość: ania_m Re: pieprz seczuański IP: *.pools.arcor-ip.net 01.07.08, 21:37
        do chinszczyzny :)
        ja dodaje zamiast pieprzu zwyklego do mojej osobistej wersji chinskiego rosolu
        (nie mylic z zupka "hinska" z paczki prosze).
        do gara wkladam skrzydelka i posiekany na mniejsze kawalki korpus kurczaka na
        zupe, kilka wieprzowych zeberek, kawalki pasternaka, marchewke, cebule, czosnek,
        korzenie i lodygi koledry, anyzek gwiazdkowy - 1-2 szt., chili, czosnek, pieprz
        seczuanski, grubo utluczone nasiona koledry,swiezy imbir, trawe cytrynowa i
        liscie kafir. te ostatnie niekoniecznie, ale ja lubie swiezy, kwaskawy posmak.
        dodaje z lyzke sosu sojowego i lyzeczke cukru (palmowy, brazowy). no i sol.
        gotuje minimum 2h na malym ogniu. odcedzam, doprawiam.
        do duzych misek leci ugotowany makaron azjatycki, podduszone pak choi w
        kawalkach, zielone mini szparagi jak mam, kawalki smazonej piersi kurczaka, ew.
        kilka plasterkow pieczarek. posypuje cebulka-dymka, listkami koledry i
        posiekanym chili. na to rosol, ktory doprawiam sokiem z limonki i ew sosem
        sojowym. wspaniale na przeziebienie.
        i czasami lubie steaki wolowe w pieprzu. wtedy mieszam, co mam; pieprz czarny,
        zielony, czerwony, kube, troche bialego no i wlasnie seczuanski :)
        • coralin Re: pieprz seczuański 02.07.08, 15:11
          Dzięki za konkretne przepisy. Myśle, że kawałek miesa smażonego z
          tym pieprzem to jest to, chyba jest szansa, że poczuję smak tym
          bardziej, że czytałam, iż smak tego pieprzu wydobywa sie dopiero w
          trakcie smażenia na oleju.
      • emka_1 pieprz sYczuański 01.07.08, 22:59
        tylko z wyglądu przypomina pieprz, jak się kto ślepy uprze:) w ogóle nie jest
        ostry, choć w większej ilości może znieczulić, głupie uczucie. zasadniczo dodaje
        się do mięs, pogłębia smak innych przypraw, dodaje mroczności:) w sumie coś
        pomiędzy rozmarynem a zwietrzałym jałowcem:)
        • kocia_noga Mięta wietnamska 02.07.08, 14:38
          bardzo przypomina nasz rdest plamisty, spróbuję go użyć, albo innego
          rdestu - ta sama rodzina.
          Dziękuję Aniu za informację i proszę o jeszcze.Ja też lubię ten
          wietnamski rosolek, chociaż gotuję w rozmaitych wariantach i na nasz
          domowy użytek nazywamy to 'czi'.
          Pamiętam wyśmienitą zupę pomidorową gotowaną przez wietnamczyków -
          czysta zupa o niebiańskim smaku z pomidorów.Może wiesz, jak się ją
          przyrządza?
        • coralin Re: pieprz sYczuański 02.07.08, 15:07
          Dzięki za rady . Za poprawke też choc to moje "e" zamiast "y" to
          chyba nie błąd;)
          Pieprz ten mam i wiem jak wyglada, dodawałam do różnych wschodnich
          dań, ale jakoś smaku nie ma tzn ja nie czuję. Po prostu ginie wsród
          tych innych, bardziej wyrazistych składników.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka