W fastfoodzie plesn nie zabija

06.08.08, 20:17

Niby wszyscy to wiemy, ale:
"- Jak otworzyłam reklamówkę to myślałam, że pomylił torby. Kapusta
pekińska wyglądała jak mop do podłogi, była tak bardzo zwiędnięta.
Pomidory poobijane i pognite, chyba tylko jeden ogórek był w dobrym
stanie, reszta też jakaś stara. W domu mama kazałaby mi coś takiego
wywalić - opowiada dziewczyna. - Poszłam do pana Michała przerażona
i mówię, że potrzebujemy świeżych warzyw, bo te się popsuły.
Zaśmiał się tylko i powiedział: jak coś zgniło to odetnij ten
kawałek, a kapustę trzeba pokroić i namoczyć, to będzie lepiej
wyglądać. W tym czasie Monika wyjmowała bułki do knysz. - Pokazała
mi coś szarego, z boku bułek. Myślałam, że to jakaś pajęczyna,
potem patrzę: pleśń. I znów do pana Michała, a on: zdrapać albo
odkroić, pleśń nie zabija."

Budzaca groze calosc tutaj - min historia o pizzy z czarnymi
robakami i komarem, zalanym ketchupem:
tinyurl.com/5edvng
    • pani.serwusowa Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:00
      W takich momentach czuję ulgę, że jakiś czas temu postanowiłam
      zrezygnować z rzeczy kupowanych w budkach, take away, czy nawet
      pizzy na telefon, czy innych takich.

      W zeszłym tygodniu na kanale 4, z serii "Dispatches" widziałam
      dokument o gotowych kanapkach. Zdzarzało mi się takie kupować,
      szczególnie poczas podróży, kiedy np. samolot miał spore
      opóźnienie. Teraz choćbym koczowała na lotnisku całą noc bez
      jedzenia, to za kupną kanapkę się nie zabiorę.
      • salsadura Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:31
        Ja tez jakis czas temu sobie odpuscilam...Raz w roku ciagnelo mnie
        do KFC na pikantne skrzydelka.Chyba kazdy(do czasu), ma lub mial
        takie "grzeszki" na sumieniu;-(...Moim byly skrzydelka.Ta
        panierka,Coleslaw,itd;-).Wyleczylam siebie i dziecko skutecznie pare
        lat temu na Kalwaryjskiej w Krakowie.Nasze ulubione skrzydelka
        smierdzialy.Po prostu smierdzaly.Nie pomogla cud-panierka,nie pomogl
        wieeelki glod...Bywalam raz w roku,wiec pewnie mialam pecha,ale to o
        b r z y d l i w e bylo!Dziecko czasami chodzi na "szejka" w McD.i
        ciekawa jestem,kiedy jej minie;-)
      • dominikjandomin Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 14:46
        Biorąc pod uwagę, ze na Okęciu sprzedali mi spleśniałą kanapkę ze słowami "dziś
        rano robione" (a nie było jeszcze południa) - popieram.
    • eeela Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:19
      Ja tam uważam, że przesadyzm w dążeniu do sterylności żywności też nie jest
      zdrowy. Nie mam tu absolutnie zamiaru bronić fastfoodów, zwłaszcza tych z
      hamburgerami, frytkami i innymi tego typu podobnymi atrakcjami. Nie lubię, nie
      kupuję, nie jem. Ale wcale nierzadko zdarza mi się zamawiać dostawę do domu
      pizzy czy chińszczyzny, i nadal żyję, i pokładam ufność w opatrzności, że będę
      żyła jeszcze długie lata.

      Ale do rzeczy. Czy wy wszyscy tutaj jak jeden mąż wyrzucacie wszystko, co
      nadwiędnięte albo lekko dotknięte pleśnią? Bo ja nie. Nie cierpię marnowania
      jedzenia. Pleśń odkroję, a resztę wykorzystam jak najszybciej. Oczywiście już
      raczej nie w nieprzetworzonej formie, ale poddane obróbce cieplnej, niemniej nie
      przyszłoby mi do głowy wyrzucić całego kawałka żółtego sera, nadgryzionego z
      jednej strony przez pleśń, albo pomidora, którego kawałek podgnił. Pleśń nie zabija.
      • dzioucha_z_lasu Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:23
        eeela napisała:


        > Pleśń nie zabija.

        Nie zabija od razu. Nowotwory rozwijają się jakiś czas :)
        • bene_gesserit Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:27


          Otoz to.
          Kiedys wpadla mi w antykwariacie ksiazeczka 'Oszczedna Gospodyni' z
          lat bodaj 60. O tym, jak zutylizowac zepsuty dzem, jak usunac plesn
          z jedzenia, a reszte zjesc. Az zaluje, ze nie kupilam.

          Eeela, wez poczytaj sobie o plesni. Bez zartow.
          • eeela Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:44
            Czytam:

            www.rp.pl/artykul/156502.html
            :-)

            Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że pewne rodzaje pleśni na żywności stwarzają
            ryzyko dla zdrowia. Ale przecież samej pleśni nie jem. Poza tym w kraju, w
            którym pada 360 dni w roku, żywność nie jest tak wytrzymała jak w Polsce. Pleśń
            i grzyb są wszędzie, w domach, na ulicach, na żywności, w powietrzu. I ludzie żyją.
            • bene_gesserit Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 23:01
              Plesn produkuje aflatoksyny (albo alfatoksyny, nie pamietam), ktore
              w duzym stezeniu moga byc zabojcze, bo maja silne kancerogenne
              dzialanie. Oczywiscie - plesn jest wszedzie, ale nie kazda jest
              grozna (w serze plesniowym przeciez nie jest). Taka na dzemie moze
              byc grozna. Jesli usuwasz tylko 'futerko', usuwasz tylko czesc
              (niewielka) plesni, reszta grzyba siega duzo dalej.
              • eeela Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 00:40
                Akurat dżem nigdy dotąd mi nie spleśniał :-)
              • marysia_w_feretronie Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 15:04
                wszystko w dużym stężeniu jest zabójcze ;)
                • bene_gesserit Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 16:19

                  Tak, wez i umrzyj od swiezego powietrza :)
                  Plesn z pomidora albo sera mozna sobie spokojnie darowac.
                  Oszczedzanie jedzenia kosztem ryzykowania zdrowiem sie imo nie
                  kalkuluje.
                  • memphis90 Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 20:58
                    Tlen w czystej postaci to akurat jeden z najbardziej toksycznych gazów,
                    porównywalnie z czystym fluorem.
                    • bene_gesserit Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 22:20

                      Swieze powietrze to nie jest tlen w czystej postaci. Przynajmniej
                      nie bylo, kiedy ostatni raz sprawdzalam.
      • pani.serwusowa Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:34
        Zachowanie mimimum higieny to wg mnie żadna przesada. Nie wnikam, co
        każdy sobie w domu robi, ale jak ktoś sprzedaje takie g..no, to już
        jest przegięcie. Muchy w bułce, robaki w pieczarkach, spleśniałe
        pieczywo - no umówmy się - to jednak patologia.

        Zamawiałam kiedyś jedzenie na wynos i też żyję, ale uświaodmiona
        zostałam ile soli czy cukru to zawiera i postanowiłam sobie
        odpuścić. A względy warunków w jakich to jedzenie jest
        przygotowywane, czy jego jakości i/lub świeżości to już inna
        kwestia, która mocno działa mi na (wybujałą?) wyoraźnię.
        • bobralus Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 06.08.08, 22:40
          zapamietlam sobie raz na cale zycie lekcje biologii z liceum, ze plesn to nie
          tylko ta szara/zielona/biala plamka, ale ze te wszystkie najgorsze swinstwa i
          substancje rakotworcze przenikaja przez calosc produktu. i juz mnie nigdy nie
          kusi, zeby przyoszczedzic, zreszta i wczesniej mialam wstret do takiego jedzenia.
          • Gość: dorotka Re: W fastfoodzie plesn nie zabija IP: *.hsd1.il.comcast.net 07.08.08, 07:39
            Wszystko jednak zalezy od ludzi.Pamietam swoja pierwsza wakacyjna
            prace jako nastolatka.Byla to piekarnia grecko amerykanska.Najpierw
            wlasciciel kazal mi myc takie metalowe wozki i blachy do
            ciasta.Mordownia bo to bylo czarne,maziste i nie chcialo
            zlezc.Jeszcze nie skonczylam jak mnie zawolal, ze szybko potrzebuje
            pomocy.Kazal mi brac z kontenera kawaly ciasta i robic taka
            kruszonke na wierzchu muffins.Chcialam umyc rece ale mi nie pozwolil
            bo trzeba bylo to szybko do pieca wkladac.Patrzylam jak na tej
            kruszonce czarny brud z moich rak odchodzi i spada na muffins, ktore
            byly dostarczane na miedzynarodowe lotnisko O'Hare w Chicago.Za to
            moj maz tez kiedys zaliczyl cukiernie(tym razem niemiecko
            amerykanska) i w tej bylo czysciutenko i jak raz bylo podejrzenie
            myszy to wszystkie zapasy maki wyrzucili.Do tej pory w tej drugiej
            cukierni kupujemy swietne torty.
      • Gość: sabrossa ja wywalam bez skrupułów IP: *.gprs.plus.pl 07.08.08, 12:47
        wszystko, co budzi moje podejrzenia (czasem pewnie przesadzam). Nie cierpię
        nieświeżego jedzenia, o nadpsutym nawet nie wspomnę !! A robale to dla mnie
        koszmar - jak sobie wyobrażę, że w owocu/warzywie siedział robal, to nawet tej
        "nietkniętej" części nie wezmę już do ust. Po prostu się brzydzę :)
      • dominikjandomin Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 14:48
        eeela napisała:


        > Ale do rzeczy. Czy wy wszyscy tutaj jak jeden mąż wyrzucacie wszystko, co
        > nadwiędnięte albo lekko dotknięte pleśnią? Bo ja nie. Nie cierpię marnowania
        > jedzenia. Pleśń odkroję, a resztę wykorzystam jak najszybciej. Oczywiście już
        > raczej nie w nieprzetworzonej formie, ale poddane obróbce cieplnej, niemniej ni
        > e
        > przyszłoby mi do głowy wyrzucić całego kawałka żółtego sera, nadgryzionego z
        > jednej strony przez pleśń, albo pomidora, którego kawałek podgnił. Pleśń nie za
        > bija.

        Wmawiaj sobie tak dalej. Pleśń zabija i jest na to zbyt dużo trupów do
        potwierdzenia. Ale jak chcesz ryzykować, proszę bardzo. Tylko dzieciom nie dawaj.
    • aga-aa a jak na rynku facet spryskiwał 07.08.08, 08:01
      kurczaki muchozolem, co by muchy nie siadały?
    • Gość: lato Re: W fastfoodzie plesn nie zabija IP: *.adsl.inetia.pl 07.08.08, 08:42
      eeela napisała: "Czy wy wszyscy tutaj jak jeden mąż wyrzucacie wszystko, co
      nadwiędnięte albo lekko dotknięte pleśnią? Bo ja nie. Nie cierpię marnowania
      jedzenia. (...) nie przyszłoby mi do głowy wyrzucić całego kawałka żółtego sera,
      nadgryzionego z jednej strony przez pleśń, albo pomidora, którego kawałek podgnił."

      Jeezu! przecież nawet po odkrojeniu "całej" pleśni reszta sera, czy pomidora
      jest obrzydliwie niedobra. Najczęściej gorzkawa, gorzka, z posmakiem ściółki
      leśnej. Podobnie chleb i inne spleśniuchy. Ja wyrzucam wszystko nawet lekko
      dotknięte pleśnią! (o zdrowotności takich przysmaków się nie wypowiadam, bo
      wyżej ktoś już opisał - pleśń jak grzyb : najpierw piękna grzybnia po całości,
      potem widać osobnika na wierzchu.)
      • eeela Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 07.08.08, 13:18
        Zgadzam sie, ze chleba dotknietego plesnia jesc sie nie da. Ale ser,
        po okrojeniu, mozna stopic, a nadpsutego pomidora po okrojeniu
        wkroic do sosu. Jablko albo ziemniaka nadgryzione przez robaka tez
        mozna okroic. Nijak to nie szkodzi smakowi pozostalych czesci. Nikt
        mnie nie przekona do wywalania zdatnej do spozycia zywnosci tylko
        dlatego, ze w kawalku jablka siedzial robak, a pomidor sie nadtlukl
        i podgnil z jednej strony. Moi rodzice by mnie przechrzcili, a moj
        chlop jeszcze by zaczal wszystko ze smieci na powrot wyjmowac ;-P

        Oczywiscie przede wszystkim staram sie gospodarowac zywnoscia tak,
        zeby nie miala czasu sie psuc, ale jezeli to juz sie stanie, to
        najpierw zawsze szukam mozliwosci wykorzystania tego, co mozna
        jeszcze wykorzystac, zanim cos wyrzuce. Nie potrafilabym beztrosko
        wyrzucac jedzenia.
        • jo.hanna jasne, ze tak 07.08.08, 13:38
          tez tak robie, bo przeciez nikt nie mowi o maskowaniu smaku popsutego miesa
          ostrymi sosami, tak jak i nikt nie sugeruje, ze da sie zjesc podpsuty ser. A
          jesli juz mowimy o robaczywych owocach--to przeciez w organicznie hodowanych
          owocach zdarzaja sie robaki. Przede wszystkim dlatego, ze nie sypano ich chemia.
          A bardzo dojrzale pomidory robia sie kapciami po kilku godzinach.
        • poughkeepsie rzeczywiście 07.08.08, 13:47
          co zaoszczędzisz na zjedzeniu zepsutego jedzenia wydasz później na leki. Włos
          się jeży jak to czytam. Nie wiesz, że widoczne oznaki zepsucia; gnicia, pleśni
          to ostatnie stadium? Oznacza to, że cały produkt nie jest już zdatny do
          spożycia. Ale oszczędzaj, na zdrowie :]
          • eeela Re: rzeczywiście 07.08.08, 14:44
            Jak juz zaznaczylam, pochodze z domu, w ktorym robi sie tak od
            pokolen, i nikt w rodzinie nie cierpial ani na raka, ani na problemy
            gastryczne. Pieniadze na leki wydajemy powodowani schorzeniami,
            ktore wiele wspolnego z oszczednoscia w gospodarowaniu zywnoscia
            wspolnego nie maja.
            • wiedzma30 Re: rzeczywiście 07.08.08, 15:18
              Czasmi choroby wywoluja czynniki o ktorych nigdy nie pomyslalabys, ze moga...
              • aniorek Re: rzeczywiście 07.08.08, 16:26
                Zgadzam sie. Staram sie nie doprowadzic do psucia sie jedzenia (kupuje naprawde
                tylko to, co zjem, albo produkty z odlegla data przydatnosci). Ale jesli widze,
                ze pomidor jest nadgnity, to nie ma przebacz. Szkoda mi zdrowia.
              • eeela Re: rzeczywiście 07.08.08, 17:46
                Aha, jaskre na przyklad. Od dawna o niej wiadomo, ze powoduje ja
                plesn na serze :-D
                • Gość: ania_m eeelu, nie myl IP: *.dip.t-dialin.net 07.08.08, 20:27
                  plesni tzw "szlachetnych", jak np kultury plesniowe w serze roquefort
                  penicillium roqueforti ze zwykla plesnia na starych, zle przechowywanych
                  artykulach spozywczych. ta ostatnia jest, mowiac dosadnie, ZAJ....SCIE
                  szkodliwa. pomijajac walory zdrowotne, zepsuta zywnosc smakuje bleeee...
    • Gość: Nobullshit Dobra pleśń nie jest zła :) IP: *.spray.net.pl 07.08.08, 23:31
      Wobec przeważającej większości postów "wyrzucaczy" poprę Eeelę :)
      Ja też odkrawam biały nalot na serze i mniej ciekawe kawałki pomidora albo
      skórkę od chleba. O jedzeniu robaczywych jabłek nawet nie wspomnę. Dziecku albo
      kotu bym nie dała, ale sama jem takie rzeczy.

      Nie namawiam do tego, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia i swoje "oblechy" (z
      braku bardziej eleganckiego słowa), ale na litość,
      nie chodzi o żywienie się w dzień dzień jakimś spleśniałym żarciem ze śmietnika.
      Tylko o to, że raz na kwartał odkroi się od czegoś odrobinę pleśni, żeby nie
      wyrzucać jedzenia, bo naprawdę trudno jest kupić dokładnie tyle czegoś, ile nam
      potrzeba, a niektóre produkty po prostu psują się w oczach.
      • Gość: ania_m Re: Dobra pleśń nie jest zła :) IP: *.dip.t-dialin.net 07.08.08, 23:39
        akurat bialy nalot na serze mozna usunac i jest ok
        www.fsis.usda.gov/Fact_Sheets/Molds_on_Food/
        na dole strony bardzo pomocna tabelka co zrobic ze splesnialymi produktami i, co
        wazniejsze, dlaczego.
        • bene_gesserit Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 10:51
          Super link, dzieki!
          Zasada z grubsza taka, ze skazone jest to, co bardzo wilgotne.
        • eeela Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 17:24
          Czyli nie robię nic, co byłoby określone jako przeciwskazane na tej stronie,
          którą zalinkowałaś :-)
      • mwookash Nie należy mylić przypadków 08.08.08, 09:19
        to że robak nadgryzł oznacza nawet, że produkt świetny ;) To że coś się lekko
        zgniotło w transporcie też nie oznacza, że trzeba wyrzucić. Ale pleśń jeśli jest
        na miękkich produktach to inny przypadek. Ten "kożuszek" to tylko owocniki.
        Najprawdopodobniej cały produkt przerośnięty jest szkodliwą grzybnią. Vide
        lekcje biologi w szkole podstawowej i średniej.
        • bene_gesserit Re: Nie należy mylić przypadków 08.08.08, 10:53

          Oczywiscie, ze tak.
          Robak to w naszych czasach znak jakosci.
          A okrojony pomidor jest przerosniety plesnia - to przeciez czuc w
          smaku - nie czuc pomidora tylko cos w rodzaju grudki ziemi.
      • mhr-cs Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 10:18
        Nobullshit,

        a ile chleba potrzeba kupic zeby on plesnial,
        albo pomidorow i innych produktow,
        • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 15:42
          mhr-cs napisała:

          > Nobullshit,
          >
          > a ile chleba potrzeba kupic zeby on plesnial,

          1 współczesny bochenek. Co z tego, że data ważności nie upłynęła, skoro w
          firmowym opakowaniu jest włochaty? Czasem taki leży już w sklepie na półce.
          • Gość: Nobullshit Re: Dobra pleśń nie jest zła :) IP: *.spray.net.pl 08.08.08, 16:20
            dominikjandomin napisał:
            > mhr-cs napisała:
            > > Nobullshit,
            > > a ile chleba potrzeba kupic zeby on plesnial,

            > 1 współczesny bochenek. Co z tego, że data ważności nie upłynęła,
            > skoro w firmowym opakowaniu jest włochaty? Czasem taki leży już w
            > sklepie na półce.

            Dokładnie. A kiedy kupię pomidory w pudełeczku, nie widzę co jest na dnie.
          • mhr-cs Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 13:23
            dominikjandomin napisał:

            > mhr-cs napisała:
            >
            > > Nobullshit,
            > >
            > > a ile chleba potrzeba kupic zeby on plesnial,
            >
            > 1 współczesny bochenek. Co z tego, że data ważności nie upłynęła,
            skoro w
            > firmowym opakowaniu jest włochaty? Czasem taki leży już w sklepie
            na półce.
            no i tak go widzialas(es)
            i co potem zrobiles(as)
            kupiles,przecierz to glupoty,wiesz co piszesz i dlaczego
            nie
            • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 14:01
              mhr-cs napisała:

              > no i tak go widzialas(es)
              > i co potem zrobiles(as)
              > kupiles,przecierz to glupoty,wiesz co piszesz i dlaczego
              > nie

              Możesz to napisać jeszcze raz, ale tym razem po polsku? I taka drobna wskazówka
              - oba imiona wyraźnie określają płeć piszącego te słowa.
      • pinos Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 11:23
        U mnie w domu rzeczy spleśniałe się wyrzucało - sery, dżemy itp. Były (i są) to
        na tyle rzadkie wypadki, że nie było specjalnego problemu.
        Książę małżonek wyleczył się ze zwyczaju swojej rodziny (odkrawania czy
        zdejmowania pleśni) gdy okazało się, że kawałek niby zdrowy go uczula (dla
        wyjaśnienia: alergię ma właśnie na pleśń...)
        • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 15:44
          Masz szczęscie, ze przezył.

          W latach 80 był przypadek rodziny.

          Kolacja, dżem. Z góry spleśniał, ale górę wywalili, resztę na chleb. Matka +
          kilkoro dzieci zmarło, facet przeżył, bo... nie lubił chleba z dżemem i nie
          zjadł. Szedł za zestawem trumien płacząc, ze nie zjadł kolacji razem z innymi...
          • mhr-cs Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 13:28
            dominikjandomin napisał:

            > Masz szczęscie, ze przezył.
            >
            > W latach 80 był przypadek rodziny.
            >
            > Kolacja, dżem. Z góry spleśniał, ale górę wywalili, resztę na
            chleb. Matka +
            > kilkoro dzieci zmarło, facet przeżył, bo... nie lubił chleba z
            dżemem i nie
            > zjadł. Szedł za zestawem trumien płacząc, ze nie zjadł kolacji
            razem z innymi..
            > .
            masz racje do dzisiaj wspolczuje,
            jak bym byla szczesliwa ta rezepte dostac,
            • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 14:02
              Jaką receptę? O czym ty piszesz? Może dwa piwa za dużo?
      • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 15:37
        Gość portalu: Nobullshit napisał(a):

        > Wobec przeważającej większości postów "wyrzucaczy" poprę Eeelę :)
        > Ja też odkrawam biały nalot na serze i mniej ciekawe kawałki pomidora albo
        > skórkę od chleba.

        Ta z chleba akurat może cię zabić. Umiera się w przyjemnych mękach brzucha.
        Wypróbowane na więźniach w obozach koncentracyjnych, wg relacji świadków, którzy
        mimo głodu nie zdecydowali się na spleśniały chleb.
        • mallina Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 15:58
          a o pomidorach czy serze tez znasz jakas historyjke?
          koniecznie z umieraniem
          • dominikjandomin Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 16:18
            Niestety nie.

            Chociaż ja nie nazwałbym tego lekko "historyjką".

            Jak chcecie to jedzcie sobie spleśniałe, zgniłe i tego typu odpady. Ale innych
            nie trujcie.
            • eeela Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 16:27
              Dobrze, nie zaproszę cię na obiad :-P
      • eeela Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 16:28
        > Tylko o to, że raz na kwartał odkroi się od czegoś odrobinę pleśni, żeby nie
        > wyrzucać jedzenia, bo naprawdę trudno jest kupić dokładnie tyle czegoś, ile nam
        > potrzeba, a niektóre produkty po prostu psują się w oczach.


        Ano właśnie. Ale już miałam sobie odpuścić i machnąć ręką na to, że wychodzę na
        regularnego pleśniojada ;-)
        • bene_gesserit Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 16:50

          To jest bardzo ciekawa dyskusja.
          Jeszcze jeden sposob dzielenia ludzi na dwie czesci. Zwolennicy
          kotow i milosnicy psow, wietrzacy i umierajacy z zimna, niepalacy i
          palacze i jeszcze to - bezwzgledni wyrzucacze i wyznajacy
          filozofie 'co sie ma zmarnowac, lepiej zjesc i odchorowac' :)
          • eeela Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 17:19
            Jedna z moich babć to dopiero jest antywyrzucacz straszny, chyba najgorszy z
            całej rodziny :-) Był taki okres, że mieszkała z nami, kiedy ja jeszcze
            mieszkałam z mamą, a w kuchni zalęgły się mole spożywcze. Musiałam wszystkie
            mąki i kasze, w których znalazłam kokony, po kryjomu wyrzucać, bo babcia
            upierała się, że wystarczy przesiać przez sitko - a mnie w gardle stawało na
            myśl, że miałabym we wszystkim jeść larwy i jajeczka moli ;-)
            • billy.the.kid Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 08.08.08, 21:05
              eeetam-było bardziej treściwe.
              • eeela Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 13:09
                Byc to moze, ale po wybiciu sporego towarzystwa bialych larw
                ukrywajacych sie po wszystkich katach kuchni, palalam juz do nich
                taka niechecia, ze nie mialam na nie ochoty ani odrobine ;-)
            • mhr-cs Re: Dobra pleśń nie jest zła :) 11.08.08, 13:38
              eeela napisała:

              > Jedna z moich babć to dopiero jest antywyrzucacz straszny, chyba
              najgorszy z
              > całej rodziny :-) Był taki okres, że mieszkała z nami, kiedy ja
              jeszcze
              > mieszkałam z mamą, a w kuchni zalęgły się mole spożywcze. Musiałam
              wszystkie
              > mąki i kasze, w których znalazłam kokony, po kryjomu wyrzucać, bo
              babcia
              > upierała się, że wystarczy przesiać przez sitko - a mnie w gardle
              stawało na
              > myśl, że miałabym we wszystkim jeść larwy i jajeczka moli ;-)
              >
              >
              czy tak bylo nie wiem,
              ale jak dzisiaj kupisz make to bym tez sprawdzila,
              bo to z jej staroscia nie ma nic wspolnego,
              niestety zdaza sie teraz tez nawet w swiezej kupionej mace

    • Gość: micha11 Re: W fastfoodzie plesn nie zabija IP: *.igloonet.pl 11.08.08, 12:02
      To jak to w końcu jest z tym białym nalotem , który nieraz jest na
      serze kupionym w folii. Czy ktoś może skrócic o co mniej więcej
      chodziło w linku? Nie znam na tyle angielskiego
      • eeela Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 11.08.08, 13:08
        Z twardych serow mozna pozbywac sie go, odkrajajac jednocalowa
        (jakies 2,5 cm) warstwe. Miekkie (twarogowe) sery nalezy wyrzucac,
        jesli pojawi sie na nich plesn.
      • bene_gesserit Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 11.08.08, 15:12
        W linku jest mniej wiecej o tym, ze w wilgotnej zywnosci wieksze
        jest prawdopodobienstwo skazenia calego produktu. Czyli ser mozna,
        jesli trzeba, odkroic, pomidora - wywalic, tak samo jak dzem.
    • figgin1 Re: W fastfoodzie plesn nie zabija 11.08.08, 16:11
      Chm... Spleśniały chleb, dżem, śmietanę i takie tam wyrzucam. Z sera żółtego
      pleśń odkrawam. pomidory spleśniałe wyrzucam, ale nadgnite jakoś utylizuję.
      Różnicę między "nadgniłym" a "zgniłym" określam po zapachu. Generalnie z ogółem
      się zgadzam, miękkie do wywalenia,twarde do uratowania. Z jednym wyjątkiem,
      mianowicie zakwasem na barszcz wigilijny. W moim rodzinnym domu, oraz u dziadków
      z obu stron zawsze taki zakwas pleśniał, i zawsze się tą pleśń zbierało i
      barszcz był ratowany. Dodam, że nie mam w domu "Poznaniaków" chomikujących
      zgniłki, po prostu dla wszystkich było oczywiste, że barszczyk musi spleśnieć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja