Gość: bogema
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.10.08, 14:14
Nazbierałam grzybów (2 godz.). Oczyściłam je (20 min.). Umyłam (5
min). Pokroiłam na równe kawałki (5 min). Ugotowałam (1,5 godz.).
Zesmażyłam tłustawe mięsko ze swojskiego świniaczka (1 godz.).
Pokroiłam drobno cebulkę i czosnek płacząc przy tym obficie (10
min). Usmażyłam je w powstałym smalczyku (20 min). Następnego dnia,
gdy grzybki były wystudzone, połączyłam składniki i przyprawiłam od
serca. Zagniotłam ciasto na pierogi biorąc jedno swojskie jajeczko,
kilogram mąki i na oko gorącej wody. Następnie przepuszczałam ciasto
przez nabytą uprzednio maszynkę do robienia pierogowego i
makaronowego ciasta firmy Bergner, coby się za bardzo nie namęczyć.
Wychodziło ciasto z dziurami, które następnie pracowicie zalepiałam
ręcznie klnąc coraz głośniej. Próbowałam wałkować je ręcznie, ale
kleiło mi się, a nie chciałam podsypywać mąką, bo moje dotychczasowe
doświadczenie podpowiadało mi, że ciasto będzie twarde jak podeszwa.
Próbowałam pomagać sobie foremkami do wycinania i sklejania
pierogów. Potem próbowałam wszystko robić ręcznie.
Po 4 godz. miałam gotowych 66 bardzo smacznych pierogów. Teraz mam
już tylko 60, bo 6 zjadłam. Zostało mi trochę farszu, który z ulgą
zamroziłam.
Nie wierzę, że ktoś z Was jest lepszy.