Kulinarne wspomnienia z akademika :-)

    • mabebe Re: Kulinarne wspomnienia z akademika :-) 17.01.04, 23:32
      1)tosty robione z czym sie da o 3 nad ranem po super imprezie
      2)fasolka po bretonsku (fasola z własnego ogródka)
      3)frytki, które zamiast się usmażyc ugotowały sie (do dziś nie wiem dlaczego)
      4)nalesniki z pieczarkami i żółtym serem, polane keczupem
    • Gość: krystyna_jl u KAPUSTY.... IP: 81.185.193.* 19.01.04, 02:38
      kto pamieta wspaniale ruskie pierogi i inne delicje domowe u Kapusty w
      Krakowie, i czekanie w kolejce na ulicy na stolik? Bylo smacznie i niedrogo...
      Czy ta restauracyjka istnieje jeszcze?
      • Gość: Anka Do Republicana - restauracje w Gliwicach IP: *.vf.shawcable.net 19.01.04, 08:35
        Pamietam Biprohut, ja pracowalam przez jakis czas w Prosynchemie, na Strzody.
        Gdzie mieszkacie w Stanach?
        Pozdrowienia.
        Anka
        • Gość: Anka Re: Do Republicana - restauracje w Gliwicach IP: *.vf.shawcable.net 19.01.04, 08:39
          Kiedys w Gliwicach byla taka Jadlodajnia "Jarosz", na ul.Dworcowej. Naprawde
          bardzo smaczne i tanie jedzenie. Pierogi ruskie, z serem, i inne. Teraz juz
          tego nie ma.
          Pozdr.
          Anka
    • Gość: alex sesja w trakcie, co jadacie ??? IP: *.den.nilenet.net 28.01.04, 17:17
      no wlasnie czy obsmazany chleb jako pierwsze, drugie i trzecie danie obiadowe
      nadal bywa w menu ???
    • Gość: prawie-farmaceutka to macie co wspominac... IP: *.rokiet.am.poznan.pl 17.05.04, 23:32
      ...bo w Eskulapie w Poznaniu, co najwyzej mozna uslyszec jak ktos pietro wyzej
      wode w toalecie spuszcza (taka tu cisza), a nie gwar ludzi przy smazeniu
      nalesnikow :((( wspomnien "kuchennych" miec raczej nie bede, bo brac studencka
      woli wydac 4,5 zl i pozywic sie w stolowce, bo i 2 zupki do wyboru i 3 dania
      glowne i deserek. Tyle to i mamusia nie upichci. A dobre toto nawet, bo firma
      cateringowa od tego roku w kuchni rzadzi i nawet aluminiowe widelce
      na "restauracyjne" zamienila :))
    • warna Re: Kulinarne wspomnienia z akademika :-) 14.09.04, 12:50
      UP
      Niech poczytaja nowi studenci, jak to drzewiej bywało !!! Oni na forum STUDIA
      mają problem gdzie, jak i za co się żywić. Teraz to już nie te klimaty :-(
      Ja np. pamiętam, jak moi koledzy robili grzańca w ..pralce automatycznej.
      Baardzo nam smakował :-)
      • Gość: renia Re: Kulinarne wspomnienia z akademika :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 09:53
        to chyba dla całego piętra był tez grzaniec:)
    • landsbergk Re: Kulinarne wspomnienia z akademika :-) 16.09.04, 11:31
      Ja mieszkałam w akademiku tylko rok, i to w moim rodzinnym mieście, tak z
      miłości po prostu. Z rozrzewnieniem wspominam:

      - kiedy moje fantazje kulinarne wymagały jakiegoś skomplikowanego ustrojstwa
      jak np. ubijaczka do piany, biegało się po wszystkich piętrach i pukało do
      drzwi...

      - pożyczyłam koleżance z boksu nową teflonową patelnię (nie najlepszą, taką na
      studencką kieszeń). Koleżanka cos na niej przypaliła i odszorowała ją
      druciakiem kompletnie zdzierając teflon...

      - makaron z sosem pomidorowym niemal na okrągło. Raczej z zamiłowania, niż z
      braku środków. Zdecydowanie nie jest to już moje ulubione danie...

      - szaszłykarnia pod Kordeckim w Szczecinie, zjadłam tam kilkanaście razy, aż
      któregoś dnia przekroiłam kawałek mięsa i zobaczyłam, że w środku jest
      szarozielony... pewnie resztki mieszali ze świeżym mięsem

      - chińskie budki na Turzynie, w których ponoć podawano dania z psów, kotów,
      gołębi, łabędzi, dzikich kaczek ;)))))

      - taniutkie warzywa na tym samym Turzynie, w razie kryzysu finansowego można
      było ugotować obiad dla dwóch osób za 2 złote

      - sklepik naprzeciwko wejścia do Kordka z szyldem "Skóry, czapki" a w środku...
      alkohole przywiezione z Niemiec czy może z promu, niemieckie czekolady, kasy
      fiskalnej brak i naloty róznych służb, inspekcji itp. mniej więcej co tydzień,
      po czym budę zamykano na 2 dni, a potem znowu to samo... Tam pierwszy raz
      spróbowałam obłednych Marsów z migdałami, a także czekolady milka z jabłkami i
      z cynamonem oraz innej z cukrem gronowym, trzymanej przez właściciela w
      zamrażarce mmmmmmmm.... a przede wszystkim piwo w 50 różnych gatunkach (teraz
      nie cierpię). Później wybudowali Carrefoura, widziałam na własne oczy sławetną
      katastrofę idąc do akademika, coś huknęło, runęło, i około setki robotników
      zaczęło uciekać na wszystkie strony... pewnie byli to przybysze zza wschodniej
      granicy, zatrudnieni na budowie nielegalnie.
Pełna wersja