Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;)

    • vanite Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 10:28
      - oczywiście delicje, markizy, ptasie mleczko, rafaello jem w sposób standardowy
      dla tego forum - czyli najlepsze na koniec ;)
      - ze słonych paluszków zazwyczaj obgryzam najpierw posypkę
      - mam zestaw naczyń z kompletów dla dzieci, z których każda miseczka, każdy
      talerzyk ma swoje zastosowanie - jedna do sałatek, inna do muesli, jeszcze inny
      talerzyk na kanapki i tylko ja z nich jem; mam taką chińską miseczkę z
      jabłuszkami, zawsze byłam przeko
      - nienawidzę talerzy i kubków w kolorze niebieskim, nie napiję się z
      niebieskiego kubka
      - a kawę piję tylko na zimno, co doprowadza wszystkich do szału, tak samo jak
      moja zimna herbata i picie herbaty z tego samego kubka cały dzień :) a potem nie
      można go domyć
      - jak jem obiad, to tylko albo zupa, albo danie główne, nigdy nie jem dwóch dań;
      jak pomidorowa, to wyłącznie z kluskami lanymi, makaron ani ryż nie wchodzą w grę
      - jeśli mam danie główne składające się z 3 części, to mięso musi leżeć po
      prawej stronie, warzywko po lewej, ziemniaki na górze - jeżeli jest inny układ,
      to muszę przełożyć, bo inaczej "myli mi się jedzenie" :) Jeść trzeba w
      kolejności: kęs mięsa, kęs warzywa, kęs ziemniaków i od nowa. Kiedy ktoś mnie
      wybije z kolejności, to najpierw próbuję skojarzyć ostatni smak, żeby jeść
      dalej, a jak nie, to muszę zacząć od mięsa, ale już jestem zła. Zawsze jedzenie
      zaczyna się od mięsa, jeśli jakieś jest na talerzu :)
      - nie jadam niebieskich i brązowych M&M'sów. Nigdy. Są mocno podejrzane
      • thiessa Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 23:44
        vanite napisała:

        > - jeśli mam danie główne składające się z 3 części, to mięso musi leżeć po
        > prawej stronie, warzywko po lewej, ziemniaki na górze - jeżeli jest inny układ,
        > to muszę przełożyć, bo inaczej "myli mi się jedzenie" :)

        U mnie ziemniaki na gorze, mieso po lewej a warzywo po prawej:-)
        Moj maz nie moze jakos tego spamietac i kiedy to on naklada jedzenie to jak
        sobie przypomni to pyta co dac gdzie, zebym potem nie krzyczala, ze znowu jest
        nie tak jak trzeba:-)
    • Gość: henryka waza Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: 213.77.117.* 22.08.09, 10:36
      ha:) boski wątek

      -zimą majonez kielecki zamiast masła dosłownie do wszystkiego poza
      dżemem
      - jestem w stanie zmusić się do zjedzenia kawałka galarety z nożek,
      ale jak mam możliwość, to porcję galarety rozpuszczam sobie w
      garnuszku i zjadam taką gorącą "zupkę"
      - zimą nie zjem śniadania bez kiszonego ogórka
      - kubek z piciem MUSI być pełen, niepełnego nie tykam :)
      - gorącej kawy nie ruszam, wyrozumiały niemąż napoje do śniadania
      przygotowuje najpierw dla mnie, aby spokojnie wystygły, potem gorące
      dla siebie:)

    • odik Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 11:50
      Z kategorii: obryzanie. Jeśli już jem chleb w postaci (bo zwykle wcinam grahamki
      i tym podobne), to zawsze najpierw obgryzam skórkę, a potem jem resztę. Podobnie
      mam z jabłkami - najpierw całe jabłko skórki pozbawiam, a dopiero potem jem
      jabłko właściwie. I jestem strasznie zła, jak ktoś chce gryza i mi cały ten
      misterny proceder popsuje, wgryzając się od razu do środka.
    • Gość: agni Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.chello.pl 22.08.09, 12:37
      Boski wątek. Wychodzi na to, że nie mam się czego wstydzić i tyle
      bratnich dusz:-)
      Schize taką prawdziwą to mam jedną - wracam się po sto razy do domu
      sprawdzać, czy na pewno wyłączyłam gaz. W momentach natężenia schizy
      wracam kilka razy, każdy palnik sprawdzam osobno i piekarnik też:-)

      Reszta, to dla mnie raczej niegroźne dziwactwa:-) i jak fajnie się
      przekonać, że nie jestem sama...
      Ptasie mleczko - obgryzam jak najbardziej. Gdy już naprawdę widzę
      obrzydzenie w oczach małżona, wtedy odcinam czekoladę ostrym
      nożykiem.
      Delicje - podobnie. Kończę zawsze na galaretce.
      Marcepan - pozbywam się czekolady (szczytem marzeń jest nabycie
      marcepanu bez czekolady, znajomi mi czasem taki przywożą) i lepię
      sobie serduszko lub różyczkę.
      Markizy lub inne ciastka z nadzieniem - zawsze osobno.
      Odgryzam też dół czekoladek z nadzieniem i wyjadam najpierw
      nadzienie.
      Z ptysi lub krakowskich napoleonek uznaję tylko środek, czyli bitą
      śmietanę lub to boskie piankowe różowe nadzienie.
      Z ciastka pokrytego marcepanem lub grubą warstwą lukru (np typowego
      cukierniczego mazurka, który bardzo lubię, pewnie dlatego że można
      go kupić raz w roku) zdejmuję marcepan lub lukier i jem jako
      smakołyk na końcu.
      Jeśli mam okazję jeść lukrowaną szarlotkę, wierzch z lukrem zawsze
      zostawię na koniec. Podobnie z kruszonką. Jako najlepsza część
      ciasta jest zjadana na końcu.
      Kiedyś rozdzielałam wafelki, typu Prince Polo, warstwę z czekoladą
      zostawiając sobie na koniec. Teraz go popsuli, znaczy podobno
      ulepszyli. Na szczęście nadal ładnie rozwarstwiają się torciki
      wedlowskie:-)


      A czy ktoś przegryza słodycze kiszonymi ogórkami?
      • Gość: agni Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.chello.pl 22.08.09, 12:41
        Aha, rzodkiewki też obgryzam ze skóry:-)

        Poranna kawa smakuje mi tylko w dwóch kubkach.

        I też odczuwam dziwną satysfakcję deflorując nowy słoik kawy:-)
        • vanite Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 13:03
          Gość portalu: agni napisał(a):
          > I też odczuwam dziwną satysfakcję deflorując nowy słoik kawy:-)

          Ba, tylko zboczeniec by nie czuł :)
          Ja zawsze przebijam palcem, łyżeczką nie sprawia tyle przyjemności.
          • Gość: agni Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.chello.pl 22.08.09, 19:16
            a nie, to ja łyżeczką. Przy następnym spróbuję palcem:-))))
    • aggula3 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 12:48
      Oj , ja też mam schizy .
      Gruszke zaczynam jeść od tego końca z ogonkiem . Najpierw odrywam
      ogonek i zaczynam konsumpcję .
      Mięso tylko dobrze upieczone, na granicy przypalenia. Za nic nie
      skosztuję surowego mięsa(mielone robię na wyczucie, nigdy nie jadłam
      tatara) . Za to uwielbiam surowe ciasto i to pod wszelka postacią.
      I czekolada. Uwielbiam wszystkie czekolady , ale jeśli mleczna to
      tylko ze słonymi paluszkami . Paluszki musza byc określonej firmy.
      Kurczaka jem następująco , jest to cały rytuał. Za nic nie zjem
      kuperka, zawsze go odrywam i wyrzucam , nie może zostać na talerzu.
      Dokladnie sprawdzam kęs po kesie czy aby nie ma żadnej żyłki .
      Skórkę jem zawsze osobno , a na koniec ogryzam kosteczki dokladnie z
      chrząstek.Uwielbiam chrząstki.
      Kawa musi byc z mlekiem , mleka tyle by kolor był odpowiedni ,
      jaki , tylko ja to wiem . Dlatego też zawsze sama dolewam mleka ,
      jeśli nie ma takiej mozliwości rezygnuję z kawy.
      I oczywiście schizy ogólnonarodowe: równiutkie wydłubywanie ziaren
      słonecznika, obgryzanie ptasiego mleczka i delicji , okraiwanie
      chleba z piętek .
      • ewajer Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 20:00
        każdy ma jakieś schizy.
        Jak w szkole jadłam kanapki, to po pierwszym gryzie musiałam wyrównać do idealnej linii prostej, potem następny gryz i znowu wyrównanie.
        Nie napiję się żadnego alkoholu z plastikowego lub kartonowego kubka. Piwo może być z butelki, a wódkę raz pod namiotem piłam z metalowego kubka. Ale z plastikowego kieliszka nigdy w życiu.
        Jako dziecko uwielbiałam skórkę z kurczaka, i dziwiłam się mojej mamie że jej nigdy nie je. Teraz jej nie tknę, a moja córka dziwnie się na mnie patrzy bo to jej ulubiony kąsek.
    • Gość: Pani Śliczna Obgryzam paznokcie i popijam to mlekiem. IP: *.ssp.dialog.net.pl 22.08.09, 13:21
      Inaczej mleko mi nie smakuje.
      • Gość: dorotkah Re: Obgryzam paznokcie i popijam to mlekiem. IP: 67.176.131.* 22.08.09, 21:08
        Ja to nawet udka kurczece jadlam jak bylam mala a teraz nie tkne,
        tylko biale mieso z drobiu przejdzie.Jak jem deser lodowy pt. "hot
        fudge sundae" to najpierw wyjadam goraca czekolade tak polowe,potem
        odgarniam bita smietane z wisienka, potem czyszcze orzeszki,potem
        lody najpierw jeden smak i drugi szybko zeby sie nie
        pomieszalo,potem jem reszte czekoladowego sosu z bita smietana i na
        sam koniec te wisienke.Od lat nie zdarzylo mi sie zjesc sundae
        inaczej.
    • emigrantka34 A wiece co sobie jeszcze przypomnialam ? 22.08.09, 23:48
      Ze maslo lubie odkrawac lub zeskrobywac, aby caly czas byla ladna,
      estetyczna kostka. Nie jak moja mama, ktora zaasze wydziabywala nozem
      kratery tak, ze maslo przypominalo wulkan - w srodku krater, a po
      bokach jakies zjeczale kawaly. Strasznie mnie to denerwowalo i dobrze,
      ze moj malzon nie lubi robic kraterow w masle :)
    • vandikia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 22.08.09, 23:49
      tak z biegu, to cięzko :D
      pomidorowa - smakuje z cienkimi kluseczkami albo lanymi
      jak widzę u kogoś z innym makaronem, dodatkiem to raczej nie tykam
      jak nie muszę..a to moja ulubiona zupa :)

      golonka - temat rzeka, kilka podejść... ubzdurało mi się jak byłam
      mała, że golonka znaczy "mięso z konia" i nie mogę się przełamać,
      zawsze myślę o niej jako o mięsie z konia, ostatnie podejście miałam
      w dobrej restauracji, kolega dał mi gryza, który wylądował w serwetce

      ptasie mleczko też lubię obskubać najpierw ale to nie reguła :)

      generalnie moja głóna schiza polega na gotowaniu.. gotuję na ogół w
      prawie wszyskich garnkach jakie mam, mimo że do danej potrawy
      wystarczyłyby pewnie dwa, warzywa gotuję/podsmażam
      oddzielnie..inaczej jestem chora.. ale mam dobrą zmywarkę, która co
      prawda czasem jęczy ale narazie się nie buntuje :)
      • emigrantka34 a propos pomidorowej 22.08.09, 23:53
        To widzisz vandikia - u mnie domu WYLACZNIE z makaronem NITKI.
        Z lanymi kluseczkami lub ryzem nie tkne. Mam tak od dziecinstwa.
        Jeszcze musi byc bardzo duzo pieprzu.
        • vandikia Re: a propos pomidorowej 22.08.09, 23:58
          i ja Cię rozumiem :) :)
          i nie wiem z czego to wynika, inny ma smak pomidorowa z ryżem od
          pomidorowej z makaronem.. ale czy nitki czy muszelki czy inne to nie
          ma znaczenia teoretycznie ;)

          i nie wiem kiedy mi sie tak zmieniło, w dzieciństwie jadłam
          pomidorową zawsze z kluskami domowej roboty i ziemniakami i tez
          sobie wtedy nie wyobrażałam inaczej :)
          • emigrantka34 Re: a propos pomidorowej 23.08.09, 00:02
            Mnie zupa pomidorowa z ryzem i kluseczkami kojarzy sie ze wstretna zupa
            ze stolowki szkolnej - ryz byl rozgotowany na maksa, a kluseczki
            przyklejaly sie do dna talerza w formie bezksztaltnej brei....a makaron
            nitki byl w domu, robiony przez mame. Chyba stad mam uraz. Z drugiej
            strony polubilam lane ciasto jakis czas temu (ale nie z zupa
            pomidorowa).
            • vandikia Re: a propos pomidorowej 23.08.09, 00:09
              czyli tak zwana trauma :)
              to u mnie dochodzi jeszcze, że nie zjem pomidorowej jesli w rosole
              pływała soboe kośc schabowa..wyczuję zawsze nawet jeśli była
              najmniejszą składową.
              • emigrantka34 Re: a propos pomidorowej 23.08.09, 00:12
                a ja, jesli w wywarze plywala kapusta :)
                • vandikia Re: a propos pomidorowej 23.08.09, 00:15
                  o mistrzyni
                  no tego, to ja nie wyczuję :D
      • vanite Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 23.08.09, 09:16
        Ooo, a ja nie jem kotletów mielonych, bo w przedszkolu mówiło się, że
        są robione ze zdechłych gołębi :) Minęło ćwierć wieku, a ja dalej mam
        obrzydzenie.

        Za to Luby mój doprowadza mnie do szału odcinając wszystkim jedzonym
        ogórkom "piętki". Uważa, że to jest najobrzydliwsza rzecz na świecie.
        Obok pomidorów.
        • katiabb Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 24.08.09, 08:30
          A u mnie w przedszkolu mówiło się, że szpinak jest ze zdechłych żab :) dłuuuugo
          nie ujadłam szpinaku, odmieniło mi się dopiero po 20-stce :)
        • Gość: abcdef Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.lupro.net 24.08.09, 16:20
          avanite napisała:

          Za to Luby mój doprowadza mnie do szału odcinając wszystkim
          jedzonym ogórkom "piętki". Uważa, że to jest najobrzydliwsza rzecz
          na świecie.


          Najobrzydliwsza może nie, ale ja też odcinam ciemne piętki po
          plasterku i próbuję. Jeśli jest gorzki - odcinam jeszcze plasterek.
          I tak odcinam po plasterku do momentu, kiedy ogórek nie jest już
          gorzki.
          • Gość: abcdef Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.lupro.net 24.08.09, 16:23
            Sorry - miało być "vanite"
    • vandikia Re: no ja nie wiem 22.08.09, 23:54
      Gość portalu: ania_m napisał(a):
      > a kuchenni schizofrenicy z watku pisza ze MUSZA (tak nie innaczej
      zjesc ptasie
      > mleczko, obgryzc rzodkiewke, miec naczynie do napoju, nieparzyste
      czipsy i co
      > tam jeszcze). ja nie. taka miedzy nami istotna roznica


      i czujesz się z tego powodu lepsza, czy jak?
      jakby co..lepsza nie jesteś :)
    • Gość: abc Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.adsl.netsonic.fi 24.08.09, 12:02
      jem zupki chinskie pikantne (tylko) ... ale bez przypraw :)
      a pomidory i ogorki zawsze bez soli.
      jak bylam dzieckiem tak samo jadalam delicje i ptasie mleczko :)
      • Gość: alexa Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.09, 13:07
        Przysiegam,ze chciałam załozyc taki watek jakis czas temu, ale sie
        wstydziłam. O, ja głupia.
        1. Warzywa w zupie nie moga byc pokrojone w duzą kostke lub
        plasterki. W gre wchodzi albo mała kosteczka, albo podłuzne kawałki,
        ale też nie waskie słupki.
        2. Pomidor na surowo musi byc pokropiony jakims winegretem.
        3. Pomidor na ciepło-odpestkowany i bez skórki.
        4. Makaron swiderki-tylko w zupie pomidorowej.Poza tą zupą nie
        smakuje mi kompletnie, co uwazam za bzdurę, ale tak jest i nic na
        to nie poradzę.
        5.Bez wzgledu na to, czy kawe piję z małego naparstka, czy tez z
        wielkiego kubka, wypijam maksymalnie połowe. Moi bliscy, którzy
        wiedzą o tym, leją specjalnie dla mnie mniej do szklanki. I tak
        wypijam połowe z tej mniejszej ilosci, i robie to zupełnie
        bezwiednie.
        6. Nie lubie przygotowywac jedzenia z innymi osobami, bo przezywam
        koszmar patrząc jak kroja warzywa nie tak , jak lubie, czy tez
        dodaja czegos, czego nie znosze lub moim zdaniem nie pasuje do danej
        potrawy. Chciało mi sie płakać, gdy zobaczyłam, ze kolezanka
        pokroiła byle jak, na wielkie kostki warzywa do zupy chinskiej,
        dodała tam mieszanke ziół prowansalskich i cos tam jeszcze. Albo
        inna dodała smietany do kapusniaku. A jeszce inna kukurydzy do sosu
        ze swiezych pomidorów do spaghetti, czy tez wymieszała cała miske
        artysytycznie ułozonej sałatki greckiej, tak,ze ta zamieniła sie w
        ohydna zupe po 5 minutach.W kuchni ma byc po mojemu, i juz:)!
        • rozyczko Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 01.09.09, 23:03
          > 5.Bez wzgledu na to, czy kawe piję z małego naparstka, czy tez z
          > wielkiego kubka, wypijam maksymalnie połowe. Moi bliscy, którzy
          > wiedzą o tym, leją specjalnie dla mnie mniej do szklanki. I tak
          > wypijam połowe z tej mniejszej ilosci, i robie to zupełnie
          > bezwiednie.
          Mam to samo z kawa! Myslalam, ze tylko ja doprowadzam tym swoich bliskich do
          szalu ;-P

          -co rano jem platki z mlekiem, kanapke z ciemnego pieczywa z bialym serem
          posmariwanym powidlami - z innym dzemem juz nie ta bajka ;)
          -do sniadania pijemy z mezem JEDNA herbate na spole :)
          - z jablek i gruszek zostawiam tylko ogonki
          - jak sobie cos jeszcze przypomne to dam znac :)
    • gochag9 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 24.08.09, 18:55
      Wątek bardzo przyjemny. Dodam od siebie:
      - nie dotykam soli palcami, solenie potraw wyłącznie przy użyciu
      łyżeczki lub solniczki,
      - ptasiego mleczka nie jadam ale obgryzam z czekolady galaretkę w
      czekoladzie (miesznaka krakowska),
      - posiadanie osobnej filiżanki do kawy i osobnej do herbaty uważam
      za normalne i oczywiste,
      - gdy obieram świeże orzechy to muszę mieć ich obranych miseczkę,
      dopiero wtedy mogę przystąpić do jedzenia; dodam że to trudne
      bo "domowe sępy" się zakradają i podjadają.
      Pozdrawiam posiadaczki schiz.
      • Gość: Mańka Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.09, 20:40
        Ależ się uśmiałam z tego wątku:D
        Moja najwiękasza schiza: NIGDY nie wypiję napoju z mokrego na
        zewnątrz kubka czy szklanki. Doprowadza mnie to do szału (kilka razy
        płakałam), zwłaszcza, ze inni uważają to za brewerie. A mi na samą
        myśl robi się niedobrze, czasem mi robią na złość czy zapomną, to
        biedna musze z gorącym napojem manewrować, wycierać, parzyć
        paluchy,aż będzie suche.
        I co dziwne raz piję kawę czy herbatę z cukrem raz bez, kilka razy w
        ciągu dnia zminiem repertuar. Najgorsze są wizyty u różnych cioć co
        to dosładzaja człowiekowi bez pytania, a ja akurat mam faze na gorzą
        herbatę?
        Pozdrawiam kuchennych "schizofreników" :))))))
        • iza0331 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 05.09.09, 22:33
          no kocham ten wątek normalnie,nawet do ulubionych sobie wpisałam;)))
          ja mam na przykład schizę na śledzie,chociaż ich nawet nie
          próbowałam;)jak 37 lat żyję i nie zamierzam.Po prostu mnie odrzuca
          na sam widok,nie mówiąc o zapachu i nie kumam,jak ludzie mogą się
          nimi zajadać.Nie strzymam,jak wiem,że w domu jest nutella,ale zadne
          tam kanapki,ze słoika wyjadam,ku rozpaczy mojego dziecka,które
          zostawia sobie "na później",no nie dam rady,chociaz później głupio
          mi przed dzieciakiem;)
          Mój dziadek pomidorów nie jadał inaczej,jak z cukrem,u nikogo więcej
          tego nie spotkałam,znacie kogoś takiego?
          • vandikia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 19.09.09, 01:44
            ja bym Ci zrobiła śledzia pod pierzynką, nie wiedziałabyś co jesz :P
            Kiedyś miałam takie obrzydzenie jak Ty, a później przypadkiem u
            babci wszamałam kawałek śledzia w majonezie... eh jak mam fazę, to
            jem je codziennie pod różnymi postaciami, nie zjadłabym tylko
            takiego niewyfiletowanego niebieskiego ;D
    • ginewra.w Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 24.08.09, 20:12
      Ja zawsze, bez wyjątku na śniadanie muszę zjeść miskę płatków śniadaniowych,
      jeśli nie ma, to mogę nawet o 6 z rana przed szkołą poleźć do sklepu i kupić :P .
      Jak jem misie Harribo, to najpierw odgryzam im "główki", a potem "tułów" xD .
    • marta.r.8.5 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 24.08.09, 20:58
      Pizze zazwyczaj zjadam od brzegu a nie od środka.
      • o-kurde.pl Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 25.08.09, 15:35
        To i ja dorzucę się ze swoimi, jako załozycielka wątku na Forum
        Humorum.
        1. Nie jadam w całości czereśni, bo boję się robaków. Muszę je
        rozdłubac i obejrzeć najpierw.
        3. Nie ugotuje kalafiora w całości, z tego samego powodu.
        3. Wafelki kupne rozdzielam na części. Najpierw zeskrobuję zębami
        nadzienie, potem jem suchy wafelek. Domowe wafelki jadam w całości.
        • Gość: Eia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.09, 18:43
          - ja nie rozpocznę jedzenia, jeśli nie mam idealnego porządku w
          kuchni, a stół to już w ogóle musi być jak w laboratorium - niemal
          sterylny
          - zawsze oblizuję wnętrze wieczka od jogurtu i muszę oderwać je do
          końca
          - zaczynam jeść zawsze o parzystej godzinie
          - kanapki tylko w porcyjkach na jeden kęs
          - jabłka - które uwielbiam - tylko pokrojone w cząstki, nie znoszę
          śladów zębów na ich gładkiej powierzchni
          • Gość: Eia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.09, 18:51
            I jeszcze:
            - nikomu nie pozwalam, żeby nalewł mi mleka do kawy, bo przecież
            nigdy nie uda mu się uzyskać odpowiedniego koloru
            - uwielbiam potrawy gorące: nawet przy 40-stopniowym upale nie
            odmówię filiżanki gorącej herbaty, zupa nieomal bulgocze na talerzu,
            a znad mojej porcji unosi się para...
            • p.aulinka Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 17.09.09, 23:33
              Ostatnio złapałam sie jeszcze na jednej "schizie" :)
              Nienawidze jak ktos robi mi herbate lub kawę.
              Prawde mowiąc "nienawidzę" nie oddaje do konca tego co czuje a mianowicie -
              uczucia obrzydzenia.
              Brzydze sie jesli ktos wkłada np. torebke herbaty do kubka , zalewa woda ,
              słodzi (nie daj boże jeszcze zamiesza) i ta herbata jest potem dla mnie. Musze
              sama.
              Nie wypije tych napojów zrobionych przez kogos innego bo staje mi w gardle i mam
              odruch wymiotny...:/
              O dziwo - nie mam czegos takiego w resauracjach /knajpach (tu mowa o kawie bo
              herbat w knajpach nie zamawiam) - kawa w knajpce jest ok .
              Natomiast w domu / w pracy / w tzw. gościach, nie wypiję herbaty/kawy nie
              zrobionej własnoręcznie.
              Niestety w pracy jest taka "tradycja" ze jak ktos idzie sobie zrobic np. kawe to
              gromko pyta komu jeszcze. No ale wiedza o moim dziwactwie więc się nie czepiaja.
              Ludzie mnie goszczacy - jesli to znajomi/rodzina - to tez wiedza i daja mi samej
              zrobic sobie np. herbatę. U osób obcych czy to w domu czy to np. w obcej firmie
              gdzie rozmawiam/ spotykam sie np. zawodowo - gdzie "nie wypada" sie wpakowac
              do kuchni i zaparzyc sobie np. kawę samemu - po prostu herbaty/kawy nie zamawiam
              (prosze wtedy o wodę)
    • gloria77 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 28.08.09, 10:56
      nie wypiję wody mineralnej z kubka, musi być przezroczysta szklanka...no z kubka
      mi nie smakuje i już!
      • Gość: zxc Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.olsztyn.vectranet.pl 01.09.09, 21:01
        nielubie makaronu gotownego razem z mlekiem , mleko musi byc ugotowane
        oddzielnie i dopiero na talerzu łaczy sie z makaronem inaczej mi nie smakuje bo
        mleko robi sie takie geste i dziwnie smakuje ..:-\
        • Gość: Eia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.09, 21:56
          Gość portalu: zxc napisał(a):

          > nielubie makaronu gotownego razem z mlekiem , mleko musi byc
          ugotowane
          > oddzielnie i dopiero na talerzu łaczy sie z makaronem inaczej mi
          nie smakuje b
          > o
          > mleko robi sie takie geste i dziwnie smakuje ..:-\

          to nie schiza - to normalna reakcja zdrowego człowieka :)
    • wedrowiec2 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 02.09.09, 14:26
      W zasadzie nie jadam winogron. Jeden wyjątek – codziennie, do
      porannej porcji musli muszę mieć 5-6 owoców. Nie ma w tym nic
      dziwnego, prócz tego, że muszę je starannie oczyścić z pestek. Każdy
      owoc kroję na pół, wydłubuje pestki i dopiero w takiej postaci
      wrzucam do kefiru. Ostatnio dodałam do musli jagody borówki
      amerykańskiej. One też mają pestki;)
      Drugie natręctwo polega na domykaniu szuflad. Drzwiczki w szafkach
      mogą być uchylone, a nawet otwarte, ale szuflady MUSZĄ być starannie
      dociśnięte.
      • ulla-74 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 03.09.09, 13:22
        jabłko zawsze zaczynam nadgryzać od strony ogonka prawie przy samym
        ogonku no nie umiem inaczej zacząć, dawno temu kumpel chciał mi
        trzasnąć rys psychologiczny na podstawie sposobu jedzenia jabłka,
        szkoda że sprawa się rozmyła, ciekawe coby wyszło?
        aha jak jem rosół zawsze zostawię na talerzu trochę rosołu co mojego
        męża doprowadza do furii. Przy innych zupach tak nie mam o dziwo
    • purchawkapuknieta Re: no ja nie wiem 04.09.09, 15:54
      Być może, Aniu M BIO ci smakuje, ale też wyraźnie szkodzi.
    • purchawkapuknieta Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 04.09.09, 16:06
      u mnie nic oryginalnego. delicje też obgryzam. najpierw biszkopt, potem
      czekolada i na końcu biszkopt. ptasie mleczko też obgryzam najpierw z czekolady.
      rzodkiewki też pozbawiam skorki. kanapka: wyjadam środek, potem skórkę dolną a
      na koniec górną. raczej nie jadam tego, co gotuję. jem nieregularnie, więc caly
      dzień krążę wokół lodowki i podjadam.
      okołokulinarne- podobnie pedantyczne jak większość. złapalam się jednak na tym,
      ze wystawiając towar przy kasie, też stosuję system.
      i mam brzydki nawyk: piję mleko z kartonika :(

      A, jablka zjadam razem z ogonkami. jajecznicę jem tylko tak, ze kladę ja na
      kromkę chleba, a na górę plasterki pomidora (zawsze ze skorką i z tym "głąbem").
      lodówkę mam generalnie wypchana serami i czekoladą :( a, uwielbiam ser z
      chrzanem albo ćwikłą.
      • aga-aa Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 20.09.09, 09:27
        purchawkapuknieta napisała:

        > kanapka: wyjadam środek, potem skórkę dolną a
        > na koniec górną.
        ja z kolei najpierw skórkę jem ;)

        > i mam brzydki nawyk: piję mleko z kartonika :(
        ja też :/
    • meskiegotowanie Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 17.09.09, 21:32
      Dla mnie numer jeden to osoba, która liczy odkrawane plasterki. :)

      Moje "fixy":

      - jedzenie pączków w ten sposób, że najpierw obrywam skórę i całą jem, potem dopiero środek.

      - jedzenie chipsów powoli, "cmokając" każdy płatek aż się rozpuści.

      - robienie totalnego bajzlu w kuchni podczas gotowania, a potem doprowadzenie do sterylnego porządku gdy już absolutnie wszystko jest zrobione. Sprzątanie każdego garnka na bieżąco wydaje mi się tak cholernie niewydajne, a gotowa potrawa np. w garnku elegancko wygląda na posprzątanym tle...

      - robienie "brzydko" posiłków - wszystko rękami, bez cackania się z wciąganiem tysięcy sztućców i dziwnych rzeczy, przekładanie nawet ciepłych rzeczy rękami.
      • p.aulinka Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 17.09.09, 22:20
        jedzenie chipsów powoli, "cmokając" każdy płatek aż się rozpuści.
        O fuuu....:):):)
    • Gość: mrowka Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: 92.36.134.* 18.09.09, 11:47
      pani serwusowa i kolko wzajemnej adoracji

      ;)
      • bene_gesserit Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 18.09.09, 11:58
        Jesli do kolka nalezy kazdy, kto sie tu wpisal, to lepiej uwazac.
        To nie kolko, tylko koliszcze. Nie zadzieraj :)
        • missisia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 18.09.09, 14:09
          Moj M uklada brudne naczynia w zlewie i zajmuje mu to tyle czasu, ze
          dawno juz by pozmywal. A na mnie mowi Monk...
    • maggi9 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 19.09.09, 00:12
      -Kotlet w panierce musi być cienki, grubych nie lubię
      -tak samo wędlina w plasterkach, cieeenko jak kartka papieru.Co ciekawe na
      kanapkę zazwyczaj nakładam kilka takich plasterków.Za to mój luby zupełnie na
      odwrót kanapka to dla niego chleb na "dwa palce" i wędlina na "dwa palce"(w
      jednym kawałku ta wędlina)
      -Mięso z grilla, stek-tylko dobrze wysmażone(wypieczone), na granicy
      spalenia.Wiem, że dla niektórych to zbrodnia na polędwicy wołowej ale inaczej
      nie dam rady.
      -Pomidor na kanapce bez zielonego grzdyla i bez pestek.Natomiast pomidor z
      pestkami w sałatce mi nie przeszkadza.
      -Jeżeli jem kanapkę z wędliną i pomidorem, pomidor nie może się stykać z
      wędliną.Musi być coś pomiędzy-sałata, ser żółty, szpinak etc.
      -rybę w jakiejkolwiek postaci popijam tylko herbatą.Nie ma innej opcji.Jak nie
      ma to nie piję nic.
      -Nie lubię końcówek z ogórków kiszonych i małosolnych.Zawsze okrawam i wyrzucam
    • szalony_kucharz Rada na strzelające jogurty, śmietany, kefiry... 24.09.09, 20:52
      ... te oczywiście w plastikowych kubełkach zakapslowanych folią aluminiową.

      1. Postawić kubełek na stole lub innej równej powierzchni. Nie ma sensu ściskać
      dłonią i się potem dziwić, że ochlapało.

      2. Przekręcić kubełek tak, aby "języczek" folii, od którego zaczyna się
      otwieranie kubełka znajdował się od siebie. Jeśli już gdzieś chlapnie, to nie na
      Twoją bluzkę.

      3. Otwierać powoli i równomiernie, przytrzymując od góry rant kubełka palcami.
      Nie ściskać boków kubełka nawet delikatnie, bo to jasne, że przy tak
      hermetycznie "ciasnym" zakapslowaniu najmniejsze nawet zaburzenie ciśnienia
      gwarantuje erupcję.

      Nieradzenie sobie z takimi rzeczami to wcale nie schiza, tylko najzwyklejsza
      niewiedza praktyczna, do której człowiek tym mniej skłonny jest się przyznać, im
      prostsza się rzecz wydaje. Ale się tylko wydaje. Kto na przykład z nas
      opanowałby do perfekcji sztukę odpalania zapałki za każdym razem, bez żadnego
      pechowego złamania, gdyby po drodze, jeszcze za dziecka starszy kolega mu nie
      pokazał?
      • o-kurde.pl Re: Wasze schizy kulinarne:) 25.09.09, 09:47
        Mój teśc nigdy nie zjadł w życiu flaków, ponieważ sama nazwa
        przyprawiała go o mdłości.
        • mhr-cs Re: Wasze schizy kulinarne:) 25.09.09, 09:55
          moja rodzina na te slowo sie spotyka,
          festival
          no i zaczelismy kupowac wiekszy chleb,
          bo jak corka idzie go kupic 3min,
          to wracala zawsze z polowa,obrzarty jak przez termity,
    • Gość: Szadoka Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: 212.160.172.* 25.09.09, 14:00
      Juz chcialam Was kierowac do lekarza ale przypomnialo mi sie, ze
      herbata tylko z kubka ew z filizanki a sok albo mleko wylacznie ze
      szklanki... :)
      Ach i kolekcjonowanie sloiczkow malutkich ( takich od konfiturek do
      camemberta) i wysokich, po oliwkach ( te ostatnie swietnie sie
      sprawdzaja do przechowywania przypraw w moim domu, w domu mojej mam
      i siostry...)
      • Gość: Szalony Kucharz Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.b-ras1.pgs.portlaoise.eircom.net 25.09.09, 15:08
        1. Mleko: jeśli samo, to tylko zimne, z butelki i pite przy otwartej lodówce, na
        stojąco, po ciemku i nago od pasa w dół. W ten sposób mój blady tyłek jest
        romantycznie oświetlony światłem lodówki, co przydaje mleku zdecydowanie
        seksowniejszego smaku.

        2. Delicje: nie jadam ostatnio, a jeśli już to najpierw odgryzam galaretkę i
        wypluwam, a potem dobieram się delicji właściwych. Słodka, podbarwiona żelatyna
        na biszkptowym ciasteczku zalanym od góry czekoladą, to o jeden element za dużo.

        3. Łyżkę, którą próbuję przygotowywane potrawy po użyciu natychmiast wyrzucam do
        zlewu, albo płuczę wpierw i potem wyrzucam do zlewu, z obawy, że zawarte w
        ślinie enzymy rozłożą mi danie, jeśli użyję skalanej moimi ustami łyżki. Z tego
        samego powodu, jeśli próbuję palcem, to nigdy nie zanurzam tego samego palca dwa
        razy. Efekt: zlew pełen łyżek i utytłane obie dłonie, nawet jeśli w garnku
        pichciła się zaledwie prosta pomidorówka.

        4. Kawę zawsze nalewam po brzeg, z wyjątkiem kaw rozpuszczalnych, które nie dają
        "cremy". Crema wzmacnia napięcie powierzchniowe kawy i trudniej ją wtedy ulać,
        nawet jeśli polana jest aż do brzegu. Poza tym, przy pełnym polaniu nie widać na
        wewnętrznych ściankach filiżanki rozbryzgów z niedrożnego portafiltra, ani
        okazjonalnych odprysków fusów. No i nie ma mowy o niedolewce. Schiza z hotelu.

        5. Twaróg zawsze obwąchuję przed dalsżą obróbką. Zbyt wiele razy nadziałem się
        na niewystarczająco świeże kostki/gomółki, a pod tym względem jestem bardzo
        "picky", jako że twarożek wpiedzielam regularnie już 30 lat.

        6. Przy smażeniu naleśników zawsze tańczę, małpuję, walę się po klacie jak goryl
        i śpiewam piosenkę "Smaż się, smażu, smaż!" No i nie używam łopatki, tylko
        przerzucam na drugą stronę "like a pro". Zanim nagrzeję patelnię, muszę też
        kilkakrotnie zakręcić nią świderki w dłoni.

        7. Zamiast podnosić pokrywkę i zaglądać do gotującego się garnka, to przystawiam
        ucha i nasłuchuję, aby nie zakłócać procesu pichcenia.

        8. Wszystkie przyprawy w szafce mam poukładane w totalnym nieładzie. To znaczy
        nieładowi temu przyświeca jakaś zasada, a nawet kilka, czy kilkanaście
        (alfbatetycznie, według częstości użycia, zestawami, według zastosowań (słodkie,
        wytrawne, ziołowe, korzenne, kapsaicynowe), według kuchni (indyjskie,
        europejskie, dalekowschodnie) tylko jest ich tak wiele, często wzajemnie ze sobą
        sprzecznych, że trudno się w tym na pierwszy rzut oka połapać. Taki sam
        dynamiczny porządek utrzymuję także poza kuchnią. Podejrzewam, że staram się w
        ten sposób odzwierciedlić szaleństwo świata i cudowną przypadkowość zdarzeń w
        nim występujących.

        9. Noży własnych nigdy nie myję w zmywaku. Zmywak czeka na zapełnienie czasem
        nawet kilka dni, a w tym czasie moje ukochane ostrza pokrywają się rdzawymi
        plamkami. Zasychającymi na talerzach resztkami i cudzymi nożami się nie przejmuję.

        10. Herbata: earl greya nigdy nie piję z cytryną. Jeśli już, to tylko z mlekiem,
        ale nie spienionym, jak w London Fog. Piana w herbacie jest dla mnie nie do
        przyjęcia. Kojarzy się z chlorowaną wodą, za niską temperaturą zaparzania, albo
        z sabotażem jakiegoś pluja.

        11. Obkład na kanapce musi wychodzić poza brzegi chleba, z wyjątkiem kruchych
        plastrów sera, inaczej pomyślę sobie, że ktoś mi skąpi. Jeśli stosuję podkład z
        sałaty to musi być majonez zamast masła. I kanapki z dżemem nie smaruję masłem.
        Sam dżem daje wystarczający poślizg, więc masło w takim wypadku to rozbuchany
        konsumpcjonizm.

        12. Nie jem słodyczy w łóżku, zresztą w ogóle nie jem w łóżku/sypialni, jeśli
        warunki lokalowe do tego nie zmuszają. Słodyczy też zresztą nie jem, z wyjątkiem
        okazjonalnych ciast, pod warunkiem, że nie zawierają: kremu, dżemu/marmolady,
        galaretki, bitej śmietany. Jedzenie, szczególnie słodkie, z którym nie muszą się
        zmagać moje zęby kojarzą mi się z czymś już przez kogoś innego nadtrawionym. A
        takie rozpływające się tłuste słodkości kojarzą mi się z kawiarenkami pełnymi
        otyłych babć i ciotek klotek.

        13. Nie lubię podżerać między posiłkami. Jedyny wyjątek: owoce, które uwielbiam.
        Chipsy, popcorn, orzeszki, słonecznik - NIE! Zapach popcornu, szczególnie w
        kinach kojarzy mi się zresztą ze stajnią.

        14. Nie lubię napojów sztucznie gazowanych i to od dziecka. Pepsi, ten obiekt
        pożądania lat 80tych, w ogóle mi nie wchodziła. Wyjątek: okazjonalne 7up do
        dobrej pizzy. Zapach oregano, gorącego podpłomyka i cytrynowo-bąbelkowy aromat
        7up, szczególnie w gorący słoneczny dzień, przywołuje miłe wspomnienia z okresu
        studiów.
        • jastii Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 25.09.09, 15:28
          A to mnie ubawiłeś paroma punktami ;)))
    • Gość: Hella Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.dynamic.chello.pl 28.04.13, 22:35
      Fajny wątek, więc do góry. :)

      A przy okazji:

      - nienawidzę, kiedy przy okazji jedzenia jabłek zjem choćby kawałek twardej ścianki gniazda nasiennego - odruch wiadomy (a jeszcze gorzej, gdy na niego trafię w szarlotce... bleee) - dlatego nie rozumiem upodobania do zjadania jabłka w całości
      - cd. jabłek: nienawidzę, gdy ktoś w mojej obecności je jabłka głośno i łapczywie - ależ mnie to wkurza! tym bardziej, że sama staram się jeść owoce tak, żeby nikogo tym nie denerwować :)
      - jedzenie smakuje spożywane tylko przy pomocy określonego typu widelca (smukły, o długich zębach)
      - słodycze składające się z dwóch połówek (kulki/jajeczka wypełnione nadzieniem itp.) zawsze jem po odseparowaniu tychże, a nie w całości
      • Gość: sylwia Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: 108.76.100.* 09.08.13, 14:09
        po przeczytaniu wątku, stwierdzam, że nie jest ze mną tak najgorzej :)
        moje schizy:
        - czereśnie zawsze jem hurtowo, nigdy po jednej. wpycham po kilka, uważając, żeby nie połamać zębów na pestkach
        - arbuza wyjadam łyżką
        - słodycze z kremem, jak większość tutaj, rozparcelowane, nigdy w całości, podobnie delicje
        - kawę i herbatę robię sobie sama, koniecznie w wielkim kubku, wypełnionym po brzegi. Mama też jest fanką wielkich kubłów, z tym, że nigdy nie wypija całości, max 1/3 i buntuje się na próby zrobienia napoju w mniejszej objętości :P
        - sałatkę jarzynową jem na kromce, rzadko oddzielnie
        - jak jestem sama, makaron jem prosto z garnka, po wymieszaniu z sosem, koniecznie przy jakimś serialu
        • bene_gesserit Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 09.08.13, 20:27
          Gość portalu: sylwia napisał(a):

          > - jak jestem sama, makaron jem prosto z garnka, po wymieszaniu z sosem, koniecz
          > nie przy jakimś serialu

          To nie jest dziwactwo, to jest pms ;)
    • Gość: z Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.150.246.94.ip4.artcom.pl 10.08.13, 13:27
      Myślalam że nie mam schizow ale ... mam :)

      Czipsy - tylko i wyłacznie duże (absolutnie żadnych połamanych)
      Frytki - tylko i wyłacznie malutkie
      Woda mineralna, soki absolutnie nie w kubkach - śmierdzi mi
      Ptasie mleczko tylko i wyłacznie środek - czekolade ogryza moj M :)
      Kanapka nie może byc posmarowana dżemem, masłem czy czymkolwiek innym tak by ubrudziły się brzegi. Jak M. robi kanapki to jestem wściekła że mam brudne palce od masła i przestaje jeść.
      Prasowanie- koszulki i ogólnie wszytsko musi byc wyprasowane IDEALNIE, po czym muszą być IDEALNIE złożone bo.... rozkładam je i sprawdzam czy są zagięcia. Jak są prasuje jeszcze raz. I znów składam i rozkładam. Czasem prasowanie zajmuje mi jakieś 4-5 godzin, przy czym jest to jeden wsad pralki.

      Więcej grzechów nie pamietam - żadnego nie żaluje :)
      • Gość: z Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.150.246.94.ip4.artcom.pl 10.08.13, 13:30
        NO i zapomniałam o najważnejszym

        Obiad- zawsze ale to zawsze mieso (w każdej postaci) zjadam na samym końcu. Nie potrafie zjeść go pierwszego nie mam pojęcia dlaczego.

        I czasem zdarza mi sie wąchać talerze przed nałożeniem na nie obiadu. Czasem poprostu mi śmierdzą i szukam innego. Jak nie powącham przed nałożeniem i w trakcie jedzenia powącham go to poprostu wstaje od stołu i przekłądam wszystko na inny talerz. Nie wiem dlaczego niektóre śmierdzą a niektóre nie.
      • ania_m66 Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 10.08.13, 13:54
        to co opisujesz to po czesci zadne lekkie "schizy" kuchenne, tylko dosc ciezka nerwica natrectw ktora polecam jednak leczyc u psychiatry.


        Gość portalu: z napisał(a):

        > Myślalam że nie mam schizow ale ... mam :)
        >
        > Czipsy - tylko i wyłacznie duże (absolutnie żadnych połamanych)
        > Frytki - tylko i wyłacznie malutkie
        > Woda mineralna, soki absolutnie nie w kubkach - śmierdzi mi
        > Ptasie mleczko tylko i wyłacznie środek - czekolade ogryza moj M :)
        > Kanapka nie może byc posmarowana dżemem, masłem czy czymkolwiek innym tak by ub
        > rudziły się brzegi. Jak M. robi kanapki to jestem wściekła że mam brudne palce
        > od masła i przestaje jeść.
        > Prasowanie- koszulki i ogólnie wszytsko musi byc wyprasowane IDEALNIE, po czym
        > muszą być IDEALNIE złożone bo.... rozkładam je i sprawdzam czy są zagięcia. Jak
        > są prasuje jeszcze raz. I znów składam i rozkładam. Czasem prasowanie zajmuje
        > mi jakieś 4-5 godzin, przy czym jest to jeden wsad pralki.
        >
        > Więcej grzechów nie pamietam - żadnego nie żaluje :)
        • bene_gesserit Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) 10.08.13, 14:06
          Obawiam się, ze nie masz pojęcia, o czym piszesz.
          • Gość: pasqda Re: Wasze schizy codzienne - kulinarnie ;) IP: *.adsl.inetia.pl 10.08.13, 21:45
            No co ty bene, na pewno przedtem w googlu sprawdziła :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja