Dodaj do ulubionych

Porodówka w Redłowie - fakty i mity?

12.05.06, 14:47
10 maja udało się doprowadzić do bardzo ciekawego, w mojej ocenie, spotkania
członków Komisji Zdrowia i Rodziny Rady Miasta Gdyni z dyrekcją i ordynatorem
położnictwa Szpitala Morskiego w Redłowie.

Spotkanie to odbyło się z mojej inicjatywy, gdyż od dłuższego czasu zbieram
wiele sygnałów dotyczących tej placówki. Mam też własne doświadczenia - 2004
poród rodzinny i narodziny mojej córki Alinki, 2006 - poród rodzinny i
narodziny mojej córki Agatki, w tych samych latach dwa porody mojej siostry,
oraz mnóstwo innych relacji i uwag, w tym tych wyczytanych na forach, gdzie
mamy dzielą się doświadczeniami.

Widząc wiele nieprawidłowości, przede wszystkim w sferze braku dbałości o
potrzeby kobiet i niezbyt podmiotowego traktowania rodzących (tematy opłat,
dziwacznej procedury kwalifikacji do porodu rodzinnego i niedopuszczania do
niej, rutyny lekarskiej, nieinformowania kobiet o podawanych im lekach,
rutynowym nacinaniu krocza, braku remontu w sali porodowej od 10 lat itd.
itp.)- chciałem dowiedzieć się, jak te sprawy widzi - i czy widzi - dyrekcja
szpitala. Poprosiłem też o obecność innego z radnych, który jest świeżo po
porodzie w Wejherowie i trudnej dla lokalnego patrioty decyzji o porodzie poza
Gdynią, by opowiedział o tym dlaczego nie zdecydował się na Redłowo.

Nie wydaje mi się celowe zaśmiecanie tego forum szczegółową relacją z tego
spotkania - ją zamieszczę 13 maja na blogu trzebiatowski.blox.pl (zapraszam
osoby zainteresowane do czytania i komentowania)- w tym miejscu chciałbym
podjąć tylko jedną kwestię:
Pani dyrektor w toku dyskusji (dość gorącej)oznajmiła mi, że:
1. do szpitala nie wpłynęła ANI JEDNA SKARGA od osoby rodzącej;
2. w szpitalu rozdawane są do wypełnienia (nie wiem w jakim trybie ale na
pewno nie wszystkim) ankiety, w których można podsumować i ocenić pracę izby
przyjęć i oddziału. Zbiorcze wyniki tych ankiet włączone zostały do
dokumentacji związanej z ubieganiem się przez szpital o certyfikat jakości ISO
, świeżo otrzymany zresztą - w tych ankietach, według pani dyrektor, ponad 90%
osób oceniło pozytywnie całokształt i zadeklarowało polecenie placówki innym,
w tym osobom najbliższym...
W kontekście własnych doświadczeń i relacji innych osób- jestem zdumiony.

Wnioski:
Jeśli macie Państwo jakieś uwagi - zgłaszajcie je na piśmie dyrekcji. Nie
robiąc tego, nie zmieniacie przekonania, że jest bardzo dobrze. Wiem dobrze,
że miedzy poczuciem komfortu a skargą jest ogromna przestrzeń - ale nalegam,
by pisać choćby krótkie pisma w formie wniosków, by był ślad Państwa opinii.
Co do ankiet - proszę o informacje, czy któraś z Pań miała okazję taką
wypełniać, w jakich warunkach to się odbyło, czy dawało poczucie anonimowości
i bezpieczeństwa, czy też było inaczej. To bardzo ważne, bo chciałby mten
wątek kontynuować - dyrekcja już obiecała mi reakcję w kilku aspektach a ja
chciałbym swoją wiedzę uzupełniać i poszerzać, dla dobra kolejnych matek i
dzieciaków. Może i mi przyjdzie tam kiedyś jeszcze wrócić? Niezależnie od tego
uważam, że Gdynia zasługuje na lepszą porodówkę i dużo dobrego można w tej
sprawie niewielkim nakładem środków uczynić - zwłaszcza w kwestii stosunku do
rodzących, ułatwienia im życia, lepszej informacji, mniejszego zrutynizowania
czynności itd.

Proszę o kontakt w tej sprawie wszelkie osoby, które mają coś do "dorzucenia"
w tej sprawie: opisy sytuacji, które miały miejsce, wnioski dotyczące zmiany,
usprawnienia funkcjonowania tego oddziału itd.

Kontakt ze mną: Zygmunt Zmuda Trzebiatowski, zygmunt@trzebiatowski.pl , 502
153 888, trzebiatowski.blox.pl
Obserwuj wątek
    • gosia.testy Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? 13.05.06, 00:30
      Powiem krótko - HIPOKRYZJA Pani Dyrektor....

      Rodziłam niedawno...na Zaspie.Ale plany miałam w Redłowie. Niestety po rozmowie
      z p. doktorem w czaasei kwalifikacji do porodu rodzinnego i udzielenie mi jej
      warunkowo! na moją prosbę spowodowały, ze zrezygnowałam. Odczucia miałam takie,
      ze w czasie porodu rodzinnego kobieta nie ma wystarczajacej opieki medycznej.
      Dlatego doktorek proponował mi poród na sali oglen. Martwił sie przede
      wszytskim tym co będzie jak trzeba będzie męża wypraszać, bo będą
      komplikacje...

      Pani dyrektor o mojej sprawi na pewno wie. Żeby wydobyć piniądze za przdpłatę
      porodu + kwalifikację trzeba napisac pismo do saem pani dyrektor szpitala. Ja
      takie napisałam i uzasadniłam. Jasno z tego wynikało, ze mam obawy rodzić w tym
      szpitalu.
      Co wiecej trzeba jej napisać??? To za mało?
      Odbierając pieniądze, wiem, ze takich osób jak ja jest wiecej - rezygnujących z
      porodu po przeprowadzienj kwalifikacji do por. rodzinnego i wycofujących
      pieniądze.

      Popieram akcję. Mamy tylko jeden szpital w Gdyni. A do tego ruszyła akcja
      rodzić po ludzku. Miałam nadzieję, ze chociaż na tym im zależy, ale nie.....
    • demonii Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? 22.06.06, 08:19
      Anonimowe ankiety?? położne mają do nich dostęp i mogą je przeczytać, wiedząc
      która mama je wypełniała.
      Poza tym czy miarodajna jest ankieta wypełniona na "odczepnego" czasem krótko
      po porodzie, kiedy kobieta jest wyczerpana, boli ją dosłownie wszystko i na
      dodatek zajęta jest opieką nad bobaskiem, niezależnie od tego jak bardzo ją boli
      ( bo jak boli to pigułka i już nie boli - nie ważne czy działa czy nie).
      Rodziłam w Redłowie raz, było w miarę ok i w tym roku też tam chciałam urodzić.
      Na szczęście wypisałam się po kilku godzinach, bo nie wiem jak by skończył sie
      mój pobyt tam i nawet nie chcę myśleć.
      Wniosek, poza RUTYNĄ, kasa, kasa i jeszcze raz kasa. W tym szpitalu to jest
      najważniejsze.Okropne.
      kontakt gg 7548272
    • Gość: też gosia Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.06, 08:40
      jestem w szoku czyzby przez 4 lata zaszły takie zmiany w tym szpitalu .
      Ja rodziłam tam w 2002 r. i naprawde mam bardzo dobre wspomnienia cudownie
      zaopiekowano sie mną a nastęnie moim dzieckiem.Przed porodem odwiedzałam rozne
      szpitale aby się zorientować gdzie i jakie panują warumki , i Redłowo wydało mi
      sie całkiem ok. Trakt porodowy był świezo po remoncie , sale poporodowe fakt
      przydało by się wyremontować i oddział patologi ciąży był okropny to fak. Ale
      w sumie na obsługe nie mogłam narzekać a co najwazniejsze nie zostawiłam w tym
      szpitalu ani złotówki . Czyzbym miała tyle szczęścia :)))
      • Gość: jb Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.06, 12:21
        Ja niestety zdecydowałam się rodzić w redłowie po opinii moich znajomych ,że
        nie jest tak zle,(rodziłam w marcu 2006),wiedziałam że przed porodem musi być
        kwalifikacja zadzwoniłam więc do szpitala i telefonicznie miła pani (szczerze
        miła)poinformowała mnie,że tak naprawdę to kwalifikację mogę zrobić tuż przed
        porodem,długo by pisać co przeżyłam w momencie gdy znalazłam się na sali
        porodowej i jak mnie potraktował pan doktor który miał dyżur,skończyło się moim
        płaczem i wymuszeniem przez męża porodu rodzinnego(za poród oczywiście
        zapłaciłam).Chodzi tylko o pieniądze,a wszędzie porozwieszane są ulotki rodzić
        po ludzku ?
        • Gość: ewa Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.multicon.pl 20.08.06, 13:22
          Rodziłam tam 3 lata temu. Położne były fantastyczne. Opiekę miałam na prawdę
          fachową i w każdej chwili wiedziałam,że jesli będzie mi potrzebna pomoc to ją
          otrzymam. Niestety Te cudowne dziewczyny podlegają mniej cudownym lekarzom. Ja
          nie dałam ani grosza bo rodziłam sama na ogólnej porodówce. Lekarz był tam przes
          chwilę i całe szczęście.
    • bablara Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? 20.09.06, 11:54
      Rodzialam w Redlowie 6 lat temu i to wlasnie temu szpitalowi zawdzieczam to ,ze
      nie zdecyduje sie na drugie dziecko. to co w nim przezylam to moje...co z tego
      ze trakt porodowy byl wyremontowany...kiedy personel wredny i nie mily. Ludzie
      kochani, ten szpital mial wtedy etykietke przyjazny dziecku. Nie wiem na czym to
      mialo polegac...ale ani on byl przyjazny dziecku, ani matce. Totalna porazka,
      tyle lat po tym poradzie, a ja jak o tym mysle to dalej mna telepie.
    • Gość: po prostu mama Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.asta-net.com.pl 21.09.06, 09:03
      Rodziłam 3 razy i za każdym razem sprawdzałam, czy coś w Redłowie zmieniło się
      na lepsze.
      Niestety nie.
      Jechałam za każdym razem do szpitala na Klinicznej, pomimo, że to jest bardzo
      stary szpital to personel jest niesamowity. 2 moje ciąże były bardzo zagrożone,
      jednak tam miałam lekarzy z róznych specjalności, chodzi mi szczególnie o
      lekarzy, którzy zajmowali się mną także po i w trakcie porodu--o endokrynologów
      ze względu na problemy tarczycowe i oczne. Mieliśmy zrobione badania,
      odpowiedzi na pytania.

      W Redłowie gdy odwiedziłam szpital w 35 tyg. ciąży dowiedziałam się, że każdy
      lekarz może zająć się tarczycą, nie potrzeba endokrynologa.
      Położne traktowały mnie na bloku jako jakiegoś dziwoląga, co sprawdza jak jest.
    • c.kapturek Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? 21.09.06, 10:31
      oj ludziki dajecie zagwóstke przyszłym mamom, toć każdy kij ma dwa końce.
      jak widać każdy wyniósł inne doświadczenia porodowe z tegoż szpitala.
      mnie się zdaje, że w dużej mierze wszystko zalezy od nastawienia.
      sytuacja w służbie zdrowia jest jaka jest. mimo to, wśród lekarzy czy
      pielegniarkek na pewno są osoby z powołania i nie mozna wszystkich wrzucać do
      jednego worka.
      • Gość: Alina Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.spidercom.com.pl 20.10.06, 10:08
        Rodziłam córkę w Redłowie 10 lat temu. I do dzisiejszego dnia przeklinam ten
        oddział. Położna nacieła mi kroczę aż do damego odbytu, przez co do dzisiejszego
        dnia mam kłopoty /nierówna i krzywo schodząca się blizna/. Mimo, że prosiłam aby
        w razie czego cięła w bok jak przy porodzie pierwszego dziecka. Poza tym położne
        niesympatyczne i opryskliwe. Najlepiej wspominam chyba lekarzy pediatrów.
        AQutentyczne zainteresowanie noworodkami i gruntowne badanie. A lekarze
        ginekolodzy - lepiej nie mówić. Na moją prośbę o zbadanie pani doktor w średnim
        wieku stwierdziła, że to nie prywatna klinika. Tak więc zostałam wypisana z
        oddziału z zakażeniem rany krocza i co tu więcej pisać...... Od tamtej pory na
        słowo Redłowo robi mi się niedobrze.
        Pozdrawiam
    • Gość: slomka Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.chello.pl 11.11.06, 21:17
      Przrzylam tam horror, ktorego nikomu nie zycze< polozna sie pomylila, narobila rabanu, ze dziecko mi umiera, na szczescie lekarz byl na tyle kompetentny, sprawdzil sprzet, ktory bardzo szwankowal, po wszystkim polozna obrazila sie na mnie, lekarz poszedl do domu, a kiedy zaczelam rodzic drugi nie chcial do mnie przyjsc bo juz tej nocy odebral jeden porod i chce spac.Mam jedno dziecko i tak mnie wystraszyli, ze drugie juz chyba zaadoptuje, bo rodzic sie boje!!!!
      • Gość: anka Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.gdynia.mm.pl 15.11.06, 21:53
        niewiem czy trafiłyście na złą zmianę albo zapomniałyście że nie tylko wy
        rodzicie w tym szpitalu i są jeszcze inni.ja ze swojego pobytu byłam
        zadowolona..a spędziłąm w szpitalu 3 tyg!
        pierw byłam na patologii tydz potem na położnictwie tydz a potem na septycznym
        też tydz.fakt mogliby wyremontować patologię i septyczny-ten pokój dla matki z
        dzieckiem bo to wstyd zeby matka z dzieckiem na takiej sali leżala!!!
        pielęgniarki miłe były chociaż jak wszędzie znjdzie się parę nie miłych ale
        wtedy znimi sie nie gada!!!!
        • saha_ra Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? 14.12.06, 22:52
          koleżanka z pracy mieszka niedaleko Redłowa, rodzi w marcu i poszła do szpitala
          podpytać co i jak. Lekarz zapowiedział jej, że ma zapomniec o własnej polożnej,
          bo on korupcji nie uznaje i nie wpuszcza na salę porodową nikogo kto nie miał
          wyznaczonego dyżuru. Czyli niestety można wylosować także opisywaną niemiłą i
          opryskliwą położną. Oczywiście stosując się do rady z ostatniego postu można
          się do pani tej nie odzywać, ale to raczej w niczym nie pomoże, a zaszlachtują
          rodzącą pięknie.
      • Gość: Piotrowa Skarga Re: Porodówka w Redłowie - fakty i mity? IP: *.147.86.137.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 27.10.14, 22:49
        Wszędzie jest tak samo. Być ciężarną w Polsce to dzisiaj horror. Nasza opieka medyczna jest godna pogardy. I nie ma co się dziwić ze kobiety pragną rodzić po ludzku. Od samego początku ciąży traktują cię jak trędowatą. Najpierw idziesz do publicznej przychodni i ginekologa z NFZ, który wmawia Ci że to nie jest ciąża, żebyś czasem nie chodziła do niego i nie dostała becikowego, bo mogła byś dziecku coś za te pieniądze kupić. A może chce ci wyciąć torbiela którego nie masz. Stojąc na straży życia poczętego z deszczu wskakujesz pod rynnę i decydujesz się skorzystać z usług renomowanej kliniki żeby ta opieka kosztowała cię jakieś 4tyś. Ale czego się nie robi dla dziecka. Niestety nawet tutaj lekarz się tobą nie przejmie bo po co, sam jest niewyspany, bo pracuje w 3 placówkach równocześnie, bo ma już dosyć ciężarnych i oglądania ich ..."krocza", bo pracując tyle nie jest w stanie juz się nikim zająć. Nie udziela ci informacji o stanie zdrowia twojego dziecka, ani twoim, nie robi ci opisów USG, bo to grozi odpowiedzialnością za ewentualne błędy w sztuce, odpowiedzialnością za leczenie, a raczej jego brak. Na wyniki też nie zwraca uwagi, a raczej spływają po nim jak woda po psie bo przecież na 100% spotkacie sie w szpitalu i liczy że tam dopiero on się tobą zajmie. Póki co będzie cię wysyłał od Kajfasza do Annasza, okłamywał że wszystko jest dobrze i że nie masz rozwarcia. Tu chciałam wszystkim ginekologom życzyć z całego serca żebyście mogli przytyć 20 kg, i ubrali sobie obcisłe oficerki 2 rozmiary mniejsze i nie zdejmowali ich przez pół roku, żebyście mogli doświadczyć jak bolą spuchnięte nogi i ręce kiedy zdrętwieją i krew nie krąży, a ciśnienie spadnie 70/40 i skacze 190/90, a potem spróbujcie chodzić albo spać, a po pół roku takiego stanu będziecie mogli zrozumieć jak czują się kobiety w ciąży bo tego nie da się zrozumieć tyko patrząc na nie.
        Jeśli myślisz że już czas i zdecydujesz się jechać do szpitala, broń cię Panie Boże nie wzywaj karetki pogotowia, bo będą mieli pretensje że muszą zawieźć ciężarną do szpitala, jesli krwawisz to musisz jechać swoim autem a jeśli go nie masz to skorzystaj z komunikacji miejskiej :) . W szpitalu z kolei nie spotka cię to co spotkało nieszczęśników wykończonych pawulonem przez bezkarnych handlarzy skór. Tu spotka cię coś 100 razy gorszego. Na powitanie lekarz będzie miał pretensje do ciebie że w ogóle przyszłaś. Dla nich lepiej jest gdy rodzisz np. na klatce schodowej, lub przyjedziesz za późno, wtedy zwalą na ciebie winę za wszelkie powikłania. Jeśli masz spuchnięte nogi, złe wyniki,białko w moczu, lub inne problemy zdrowotne zostaniesz oskarżona o to że trujesz własne dziecko. Po spędzeniu całego dnia w poczekalni zostanie ci okazana wielka łaska, dostaniesz grubą koszulę i przyjmą cię na oddział. Na oddziale od koleżanek z sali dowiesz się że w twojej pościeli leżała już przed tobą inna dziewczyna która właśnie się drze na porodówce. Będą ci robić KTG 3, nawet 4 razy dziennie i wycierać brzuch tym samym papierem co wycierali brzuch ciężarnie obok, nie ważne że masz swój zapas papieru, nie zdażysz po niego sięgnąć bo one cie wyręczą, może przy okazji cię czymś zarażą i za jakiś czas znowu wrócisz do szpitala. Nie muszę wspominać o jedzeniu, wiadomo że 100 razy lepsze mają więźniowie. Dziewczyny po cesarkach czy porodach, którym krew leci z każdej strony nie są w stanie po sobie posprzątać, a prysznice są ciągle brudne od krwi, więc z obawy przed zarażeniem się hifem czy innym syfem, polujesz kiedy przyjdą salowe i je umyją żebyś mogła się wykąpać, tu trzeba dodać że brakuje mydła i płynów do dezynfekcji rąk, papieru toaletowego, ligniny, personelu do sprzątania, a nawet nie ma prądu. Taniej jest rozdeptywać robaki niż zatrudnić personel sprzątający. Z brudu jeszcze nikt nie umarł, a sanepid nic tu nie zrobi, wszyscy są z tej samej branży - państwowej. Na badania nie zawsze chodzisz świeża.Wbrew twojej woli będą cię faszerować lekami, a jak sobie w domu przeczytasz w ulotkach wyraźnie pisze - nie stosować w czasie ciąży, ale lekarze najwyraźniej nie czytają ulotek, lub przd podaniem leku, nie zachowali instrukcji - sprawdź 3 razy - przecież nie ich dziecko nosisz.
        Gdyby to przerosło twoje oczekiwania zostanie ci udzielona pomoc psychologiczna i namowa na pozostawienie dziecka w szpitalu po porodzie, gdyż lekarze nigdy nie wiedzą z kim mają do czynienia.
        Następnie żeby jeszcze bardzej cię zdołować i poniżyć zamontują ci PIN Do la wiadomo gdzie. Będą cię też do upadłego pompować oxytocyną. Jeśli po 5 kroplówce dziecko nadal nie chce wyjść to wbrew twojej woli zlitują się nad tobą przebijając pęcherz żeby innym cudem wywołać skurcze porodowe. O dzięki Ci Panie Boże gdy chociaż wody odejdą i za łaskę że mogłam znaleźć się na sali rodzinnej tylko pod opieką mojego męża sam na sam. Niektórzy mieli inne szczęście. Sama porodówka muszę przyznać o dziwo czysta i nowa, na pewno wyremontowana z funduszy unijnych bo przecież nie z naszych składek. Wracając do porodów rodzinnych chciałam je polecić - ze względu na oszczędność budżetu- rodząca jest pozostawiona samej sobie lub mężowi który jeśli nie zemdleje, to zawoła położną gdy sie zacznie poród i ubierze jej fartuch. Tutaj chciałam podziękować położnej: DZIĘKI. DZIĘKI. DZIĘKI. Niech bóg Pani wynagrodzi. Wracając do porodu- wdychasz już gaz obezwładniająco rozweselajacy, nie dość ze cierpisz to jeszcze cie naćpają, jak chcesz to zastrzyk też dostaniesz, jak nie chcesz to też ci dadzą. Położna rozcina krocze, przesz i drzesz się. Potem kładzie ci dziecko na brzuchu i mówi do męża zeby poszedł po kogoś bo dziecko nie oddycha. Przychodzi lekarz, coś tam robi, odcina pępowinę. Dziecko dostaje 10 punktów. W papierach nie ma śladu ze dziecko było owinięte pępowiną, nie oddychało, wymiotowało krwią, czy miało płukanie zołądka. Jest tak na wypadek gdyby się coś stało dziecku podczas porodu - oni mają czyste papiery. Potem zaszyją cię jak Frankensteina żebyś mogła trafić do nich znowu z reklamacją.
        Z porodówki każą ci iść na oddział położniczy. Tam z uwagi na smród rozkładającej się krwi ludzkiej nie są wpuszczane rodziny, a dziecko pokazujesz mężowi przez szybkę. W nocy nie możesz zasnąć, słychać płacz głodnych dzieci i krzyki położnych kłócących się która co ma robić a która co robiła wczoraj i przedwczoraj. Nie masz się co pytać lekarzy ani ordynatora o stan zdrowia, gdyż ich zdaneim pacjentowi się nie mówi, albo powie ci że ma 60 pacjentek i nie ma czasu. Tacy lekarze powinni sie sami zwolnic z pracy gdyż minęli się z powołaniem, a na ich miejsce na pewno przyjdą inni lekarze z powołania a nie dla pieniędzy.
        Tutaj jeszcze powtórka z brudnymi prysznicami, tym razem i z ciebie wszystko leci, kapie, cieknie po nogach, bo przecież zaszyć tak jak było to wielka sztuka, a mnie zszywał jakiś niechluj.
        Jeśli nie masz dziecka w inkubatorze lub wiesz że po wyjściu ze szpitala twoje dziecko ma zagwarantowaną rehabilitację, kiedy masz już tego wszystkiego dosyć, chcesz tylko zabierać w końcu swój skarb do domu. Przegonią cię jeszcze tylko kilka razy po zwolnienia lekarskie zaświadczenia poświadczone przeświadczeniem i możesz wszystkim powiedzić co o nich myślisz i gdzie ich masz. Odszkodowania za pobyt w szpitalu powinni wypłacać tuż przed przyjęciem.
        Tutaj czas zacytować: "Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej". Potem jedziesz jeszcze do szpitala na zdjęcie szwów. Potem jedziesz po raz drugi z reklamacją - żeby lekarz bez znieczulenia skalpelem w pochwie mógł wycinać i poprawiać. Przecież zaszyć tak jak było to prawdziwa sztuka, a operacja plastyczna kosztuje nei mało. Jak chcesz jakiś kwit że byłaś to się nie dopominaj, bo i tak nikt się nie doliczy ile wzierników zużywają, skalpeli, rękawiczek, ile pacjentek obsługują.
        I ja się pytam, kiedy ktoś się weźmie za kontrolę służby zdrowia. Przeciez oni pracują tam za nasze pieniądze, mamy prawo do tego aby rodzić po ludzku i do opieki medycznej i ochrony życia poczętego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka