Gość: Marta
IP: *.mech.ar.wroc.pl
25.05.06, 11:48
W listopadzie "kupiliśmy" mieszkanie (wtedy w budowie) w Spółdzielni
Śródmieście-Prasa, na nowo powstającym osiedlu Relax-Partynice. Zapłacić
musieliśmy od razu cała sumę, bo tak życzył sobie zarząd. W marcu dostaliśmy
pismo, że jeśli do końca kwietnia nie wykończymy mieszkania w standarcie z
pozwolenia na budowę (nie będę wglębiać się w szczegóły), to grozi nam
usunięcie ze spółdzielni i potrącenie jakiejś wcale niemałej kwoty (chyba
kwoty VAT). Na wspomnienie jakim tonem posługiwano się w owym pismie, do dziś
się denerwuję. Szybciutko przygotowano też dla nas aneks do umowy z
rozliczeniem budowy i rozliczeniem zwrotu za rezygnację z wyposażenia
mieszkania. I tak od marca, kiedy podpisaliśmy wszystkie dokumenty czekamy na
zwrot ok. 8 tys. ze spółdzielni. Bywaliśmy w biurze i dzwoniliśmy już chyba
1000 razy (8 tys. piechotą nie chodzi) i ciągle słyszymy to samo, że ktoś tam
przekaże Głównej Księgowej, ale teraz akurat jej nie ma, bo pojechała do:
banku, Urzędu Skarbowego, Urzędu Miasta, Zdiku (niepotrzebne skreślić), albo
właśnie jest na bardzo ważnym posiedzeniu zarządu, a zaraz potem wychodzi. I
jakoś tak dziwnie sugerowano nam, żeby może zostawić dyspozycję przekazania
tej kwoty na poczet opłat czynszowych. Krótko mówiąc grają niezupełnie
uczciwie. Drugi raz nie kupiłabym u nich mieszkania. Szkoda nerwów. O
wszystko trzeba prosić i płaszczyć się przed paniami, których miny i głos
wskazują na zupełny brak szacunku i podejście do ludzi typowe jak w PRLu. Do
tej pory zamieszkiwaliśmy mieszkanie również wybudowane przez Spółdzielnię -
Osadę - i mogę zaryzykować twierdzenie, że spółdzielnia ta poszła z duchem
czasu. Złego słowa nie można powiedzieć na obsługę mieszkańców w Osadzie.
Wszystko działało jak w zegarku. Miało byc nam lepiej a wyszło ... zupełnie
nierelaksowo.