Gość: nanook IP: *.pronet.lublin.pl 06.09.07, 21:20 Od czasów igloo(lepianki,ziemianki,tipi) czasy się zmieniły ... na gorsze. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: gość Lokatorze, bierz się za spółdzielczą własność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.07, 10:47 Czytałem ustawę ale nie znalazłem tam zapisów pozwalających przekształcić mieszkanie spółdzielcze lokatorskie w spółdzielcze własnościowe. Mowa była jedynie o przekształcaniu we własność wyodrębnioną. Czyżbym coś przeoczył? Czy rzeczywiście można w oparciu o tą ustawę przekształcić mieszkanie na spółdzielcze własnościowe na tak samo dogodnych warunkach jak we własność wyodrębnioną? Może ktoś bardziej zorientowany podałby mi artykuły ustawy które o tym mówią? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michkos Lokatorze, bierz się za spółdzielczą własność IP: *.rzeczpospolita.pl 07.09.07, 18:06 GW nie ma niestety racji. Wbrew temu, co twierdzi "Gazeta Wyborcza" złożenie przez mieszkańców wniosków o własnościowe prawa do lokali zamiast odrębnej własności nie zmienia nic w sytuacji podatkowej spółdzielni. Do zasiedzenia dochodzi bowiem z mocy prawa, niezależnie od składanych przez spółdzielców wniosków. Powód kłopotów wielu spółdzielni to niemożność zapłacenia 19 proc. podatku CIT za zasiedzenie gruntów państwowych (lub prywatnych tam, gdzie ich właściciel jest nieznany), na których stoją spółdzielcze budynki. "Rz" pisała o tym w czwartek. Głos w tej sprawie zabrała też w piątek "Gazeta Wyborcza", która sugeruje, że wyjściem z sytuacji jest występowanie o przekształcenie praw lokatorskich we własnościowe, a nie w odrębną własność wraz z udziałem w gruncie. Niestety - takiego wyjścia nie ma! Przepisy art. 35 ust. 4[1] i 4[2] ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych w brzmieniu od 31 lipca br. są bowiem jednoznaczne. Przewidują, że spółdzielnia mieszkaniowa z mocy prawa zasiaduje własność nieruchomości, na których stoją jej budynki. Co warto podkreślić - dzieje się to niezależnie od tego, czy do spółdzielni trafi jakikolwiek wniosek o przekształcenie. Nie ma też innego wyjścia, ustawodawca nie zostawił jej bowiem wyboru, czy chce to rzeczywiście zrobić, czy też nie chce. Wszystko przez prawny mechanizm stwierdzenia zasiedzenia. Orzeczenie sądowe w tej sprawie jedynie potwierdza, że do zasiedzenia rzeczywiście doszło. W swoim tekście przytoczyłem w tej sprawie uchwałę Sądu Najwyższego z 1978 r. Oznacza to, że jeśli spółdzielnia wystąpi do sądu z wnioskiem o stwierdzenie zasiedzenia, to sąd potwierdzi, że do niego doszło z mocy prawa 31 lipca br., czyli w dniu wejścia w życie nowelizacji (orzeczenie sądowe ma więc charakter deklaratoryjny, a nie konstytutywny). Zarządy spółdzielni dostały 3 miesiące na wystąpienie o stwierdzenie zasiedzenia, bo miało to przyspieszyć tani wykup, aby sprawy te nie ciągnęły się w nieskończoność. To prawda, że gdy spółdzielnia nie ma własności lub użytkowania wieczystego gruntu, to jest możliwe jest wystąpienie o przekształcenie prawa lokatorskiego we własnościowe. Nie dotyczy to jednak opisanej przez nas sytuacji, bo tam do nabycia własności przez zasiedzenie doszło 31 lipca br. Spółdzielnia - czy tego chciała, czy nie - ma więc już do tych gruntów prawo własności nabyte z mocy prawa w drodze zasiedzenia. Art. 7 ust. 2 ustawy nowelizującej (DzU. z 2007 r. nr 125, poz. 873) nie znajdzie więc zastosowania. Michał Kosiarski, dziennikarz "Rz" Odpowiedz Link Zgłoś
gugcia nie widze tu zadnego problemu, jak ktos chce miec 07.09.07, 20:44 cos na wlasnosc, w tym przypadku mieszkanie oraz grunt, na ktorym stoi, to musi sie zlozyc w swoim procencie udzialu w budynku na te 19%, ktore ma zaplacic spoldzielnia. To przeciez on tam mieszka i do niego bedzie nalezec mieszkanie o wyodrebnionej wlasnosci, nie do spoldzielni. Ludzie, ktorzy chca byc pelnymi wlascicielami czegos musza sie niestety nauczyc, ze wlasnosc to nie tylko przywilej ale czesto powazny i kosztowny obowiazek. Nie chce myslec co sie stanie ze starymi budynkami, przeksztalconymi w ten sposob na pelna wlasnosc, gdy pojawi sie koniecznosc naprawy dachu za np. 150 tys zl, albo przewody kominowe do wymiany, albo inne roboty za setki tysiecy. Czy ci nowi wlasciciele wiedza, ze juz nie zaplaca za nich zadni "oni", zadna "administracja", zadne "panstwo", ktore "przeciez tak ludzi nie zostawi". Nie, nie. Jak nie bedzie calej kasy na remont od wlascicieli to sie bedzie po prostu lac do mieszkania albo gazownia zamknie gaz. To sa wielkie wyzwania przed takimi wspolnotami tych nowych "wlascicieli" z PiS owego mianowania,ktorzy czesto nie wiedza ile kosztuje paczka gwozdzi. Moze dobrze aby juz na poczatku nauczyli sie z tym gruntem, ze wlasnosci nie dostaje sie za darmo i dalej jest za darmo i tak jak bylo. Jak sie dzis wyleje juz kubel zimnej wody na glowe to juz moze czesc zrozumie w co sie pakuja. Ja mam odrebna wlasnosc i 30% bloku ma, wybudowany za nasze pieniadze w 1995 roku przez spoldzielnie, pozostale 70% chce byc przy spoldzielni, bo sie boi takich sytuacji remontowych. Ja ich namawiam na wspolnote aby obnizyc koszty obslugi i wywalic spoldzielnie z budynku, oni nie chca. Kazdy ma swoje racje ale my przynajmniej wiemy o czym mowa. Jak sie buduje wlasny dom to grunt tez trzeba kupic. Co w tym dziwnego? Zadziwia mnie w ogole ta socjalistyczna operacja darowania tych mieszkan lokatorskich przez panstwo. A co z remontami? Panstwo jest po czesci sprytne, pozbedzie sie problemu, beda sami wlasciciele i beda sobie prywatnie remontowac. Za pare lat wprowadza podatek katastralny i nagle dumny wlasciciel 2 pok z kuchnia w centrum Krakowa, z emerytura 800 zl, dowie sie, ze dysponuje majatkiem ok. 400 tys zl (50 m2 razy 8 tys zl za metr2) i od tego ma rocznie placic np. 2 tys zl podatku. Ciekawe jakie wtedy bedziemy mieli miny? Ja tez, bo mam odrebna wlasnosc. Mozna tez bedzie , jak to jest w RFN, uzaleznic pomoc spoleczna od tego czy masz wlasnosc czy nie. Jak masz wlasnosc to ci sie pomoc nie bedzie nalezala, zadna, bo urzednik powie: prosze najpierw sprzedac wlasnosc i z tego zyc, jak pan juz nic nie bedzie mial, przyjdzie pan do nas. Pytanie tylko- gdzie wtedy ci "wlasciciele" beda mieli mieszkac? Urzednik powie: na wsi, we wschodniej Polsce, tam za 400 tys zl ze sprzedazy panskiego mieszkania mozna dlugo zyc. No i co? Bierze ktos takie scenariusze pod uwage dzis? Chyba nie. A ja biore i dlatego mam dom na wsi, gdzie w sytuacji dramatycznej moge mieszkac. Ja juz mam taka nature, ze nie wierze w dobroc panstwa, zawsze mysle, ze jest dalej jakis hak. Co myslicie o tym co tu napisalem? Odpowiedz Link Zgłoś