homek_toft
08.08.04, 15:45
"Tak duży festiwal powinien prezentować przekrój tego, co się dzieje na
świecie, jak na zachodnich imprezach. Muzyka na Woodstock jest zaściankowa i
wtórna - etno, hard rock i rock chrześcijański. (...) Pachnie sekciarstwem,
przeterminowanym etosem hipisowskim. Jest to miejsce, gdzie nie mogą wystąpić
zespoły ideowo niepewne, które wnoszą jakiś ferment, których muzykajest
zapładniająca twórczo. To raczej przypomina coroczny obrządek, na którym z
góry wiadomo, co się stanie. Nie chodzi o to, żeby zapraszać gwiazdy, bo w
Polsce też jest wiele ciekawych, nowych zespołów rockowych, które, niestety,
są spoza obszaru zainteresowań Jurka Owsiaka."
Tak się wypowiedział o Woodstocku Wandachowicz z Cool Kids of death. Ogólnie
nie lubię muzyki jego zespołu, ale pod tym, co mówi podpisuję się obiema
rękoma. Jak na razie to widziałem tutaj same głosy popierające Przystanek. Ja
jestem totalnie przeciwny. nie chodzi mi o narkotyki, o przemoc, o żadne taki
syfy, czy tam o wolną miłość. Chodzi mi wyłącznie o to, że okropna, brudna
impreza, która absolutnie nic nie wnosi - ani żadnego punktu odniesienia w
postrzeganiu świata, ani tak naprawdę nie rozwija muzycznie. Co rok sąte same
zespoły, a młodzi, którzy tam wystąpią często nie mają szans na wybicie się
na rynku właśnie dlatego, że zagrali na Woodstock. Czytam sobie artykuł
w "Przekroju" na temat Woodstocku i widzę wypowiedzi ludzi, którzy są z tą
imprezą związani. Oczywiście jest Grabaż ze swoimi kazaniami:
"Gram tu dla ludzi, których nie wykazują badania wielkich korporacji, bo nie
śmierdzą groszem". Fajnie, tylko gdzie są w Polsce wielkie korporacje? Chyba
że mamy własny Microsoft, a ja nic o tym nie wiem. A może chodzi o
Telekomunikację Polską? W końcu wydają tyle płyt i w ogóle trzęsie rynkiem
muzycznym. A ci, co nie śmierdzą groszem jadą sobie po piętnaście albumów
dziennie z kazy.
Koleś z Dezertera - "Na Przystanku jest poczucie wspólnoty..." Tak -
wspolnoty właśnie, w której ludzie są ogłupieni tym ideologicznym gównem,
które sprzedają im niedojrzali twórcy. Jak zebrać ludzi do kupy to niestety,
ale się zamieniają w stado baranów. Woodstock jako wspólnota niczym się nie
różni od Kościoła, czy od harcerstwa. Wszystkie te wspólnoty wymagają
podporządkowania się pewnym normom. Człowiek zainteresowany muzyką z
Woodstocka musi mieć koszulkę z przekazem, długie kudły, musi być luzakiem i
cieszyć się z pozytywnego, kolorowego świata. To ogłupia, odmóżdża po prostu.
Leszczyński (rzecznik prasowy Woodstock - jak dla mnie trochę dziwne): "W
szkole uczy się 100 osób. Z tego 95 słucha Ich Troje, a 5 szuka czegoś, czego
media nie potrafią im dać. Te 5 osób przyjeżdża tu i tworzy tłum". Kurwa, no
sorry, za bluzgi, ale ja takich bredni nie mogę znieść. Jeżeli ktoś naprawdę
się rozwija muzycznie, poszukuje nowych zespołów, wgryza się w nowe gatunki
to na pewno nie zawita na Przystanku Woodstock - po co? Żeby posłuchać muzyki
dobrej dla 14 - 16 latków w okresie buntu młodzieńczego?
Ja rozumiem, że media dają często bezwartościową muzykę - w radiu jest słodki
pop i głupi hiphop. Ale trzeba zrozumieć, że nie wystarczy wziąć do ręki
gitarę i już można się ogłosić ambitnym muzykiem, którego radio nie gra, bo
polskie radio jest do dupy. Może to raczej te młode zespoły, te wszystkie
podstarzałe, skomercjalizowane punki i metale są bezwartościowi?
Nie wzrusza mnie jakoś to, że Przystanek organizuje Orkiestra Świątecznej
Pomocy. Mógłby to organizować nawet papież i sam budda, ale jak impreza jest
tak przepełniona zwykłym bełkotem, to odrzuca mnie od niej na kilometr. Teraz
może się ktoś odezwie, że jak mnie odrzuca to żebym tam nie jechał i mam
problem z głowy. No i nie pojadę, co nie przeszkadza mi mieć o tym
negatywnego zdania.