Dodaj do ulubionych

Marillion z Fishem czy Hogarthem

27.11.04, 15:58
Którego wokalistę Marillion bardziej lubicie Hogartha czy Fisha? Ja muszę
przyznać, że im więcej słucham drugiego wcielenia Marillion (czyli z
Hogarthem) tym bardziej mi się ono podoba. Mało tego, wokal Steve`a polubiłem
do tego stopnia, że już właściwie nie słucham Fisha. Więc ja zdecydowanie
staję po stronie Marillion bezrybnegowink. Argumenty? Proszę bardzo: Marbles,
Afraid of Sunlight, Brave - płyty wybitne, wyprzedzające o kilka długości te
nagrane z Fishem.
A może lubicie dwu wokalistów i nie potraficie stanąć po stronie tylko jednego.

Pzdr
Jos
Obserwuj wątek
      • joseph80 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 27.11.04, 23:03
        Gość portalu: Jacek napisał(a):


        > Witam,
        > chyba lekko przesadziłeś. Script, Fugazzi czy Misplaced to klasa sama dla
        > siebie. Posłuchaj np. wykonania Forgotten Sons na Real To Reel - kto może w
        > ogóle porównywać się do Fisha ?


        Akurat Real To Reel nie znam, ale wcześniej wymienione albumy przez Ciebie znam
        bardzo dobrze, i w obecnej chwili mniej mi sie podobają niż, już wspomniane
        przeze mnie np. Afraid Of Sunlight. Może po prostu Fish mi się przejadł, czy
        raczej przesłuchał.

        pzdr
        Jos

        • Gość: Jacek Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 09:35
          joseph80 napisał:

          > w obecnej chwili mniej mi sie podobają niż, już wspomniane
          > przeze mnie np. Afraid Of Sunlight. Może po prostu Fish mi się przejadł, czy
          > raczej przesłuchał.<

          Witam,
          to rozumiem, ale to nie oznacza, że jak coś się osłucha to od razu jest gorsze.
          Warto pamiętać czas i emocje przy słuchaniu jednego i drugiego, a potem na
          chłodno porównywać. Klasę obu wokalistów można jeszcze posłuchać i zobaczyć np.
          na DVD - Fish : Recital Of The Script czy Live From Loreley, Hogarth : From
          Stroke To Ipanema. Dla mnie Marillion z Fishem to obiektywnie lepszy skład.
          Pzdr.
          • karolaola2 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 21.02.05, 15:47
            witam - tak sobie czytam i czytam i muszę zareagować - pamiętaj, że DVD From
            Stroke to Ipanema to w sumie początki Marillionu z H. - nie każdy byłby w
            stanie unieść na swoich barkach ciężar zastąpienia Fisha... obejrzyj lepiej DVD
            Marbles - dla mnie bomba (zwłaszcza, że miałam okazję widzieć Marblesów na żywo)
            Recital of the Script jest jak dla mnie za bardzo pojechany w happening -
            trochę bardziej niż (moim skromnym zdaniem) powinien być koncert...

            dla mnie jednak H. rules! za dryland, za invisible man, za wszystko!
      • Gość: Jacek Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 09:54
        przemas83 napisał:

        > Hehe kolejny wątek: Judasi czy Maideni, Fish czy ten tam...<

        Witam,
        gdyby dokładnie przejrzeć to forum to IMO wszystko już było, zostało
        omówione smile - ot kolejny powrót do tematu i może jakieś nowe głosy/wypowiedzi -
        w innym wypadku forum "umrze".

        > według mnie to w
        > zasadzie utwory są ważne, a nie wokalista. Przynajmniej w tej kapeli.<

        Utwory są ważne, ale IMO właśnie w tej kapeli bardzo ważny jest też wokalista.
        Pzdr.



    • aspargina co to kogo interesuje 28.11.04, 20:27
      Ten Fish to zaden artysta tylko wielka atrapa artysty. Zero glosu, glupi
      makijaz (pokazywali jakis koncert z lat 80 w tv) i nic, jedno wielkie nic. Tego
      drugiego nie znam i nie mam ochoty poznawac. Z takiej muzyki sie wyrasta chyba.
    • Gość: sława Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem IP: *.acn.waw.pl 28.11.04, 23:34
      Trochę jest tak że Marillion z Fishem i Marillion z Hogarthem to dwa inne
      zespoły. Rodzaj muzyczny niby podobny ale jednak... Osobiście muszę przyznać że
      czasami nie daję rady z Fishem i jego wysokimi tonami. A myślałam że tylko ja
      wolę Hogartha smile Za to w partiach bardziej lirycznych, romantycznych i rzewnych
      Fish sprawdzał się znakomicie bo rozklejał się z klasą. Ale "na ucho" bardziej
      lubię głos Hogartha.
      • w36 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 29.11.04, 17:42
        Gość portalu: sława napisał(a):

        > Trochę jest tak że Marillion z Fishem i Marillion z Hogarthem to dwa inne
        > zespoły. Rodzaj muzyczny niby podobny ale jednak...

        Osobiście, może z Fishem wolę, bo to właśnie z jego udziałem powstał ten
        specyficzny marillionowy klimat, choć muszę też przyznać że Hogarth też jest
        dobry i przyjemnie go posłuchać.
        Ale właśnie, mowisz "zespoły" i to jest ważne w tej sprawie. Co innego kapela
        gdzie każdy jest prawie tak samo ważny i wkłada coś do wpólnej pracy, a co
        innego śpiewak z towarzyszącym akompaniamentem, jak to teraz Fish wykombinował i
        co mnie się zbytnio nie podoba (ale chodzę na jego koncerty czasem wink ). Kiedyś
        na koncercie zdaje się w Krakowie, to miał tak znudzonych grajków, jakby ich
        przed chwilą oderwał od grania do kotleta w knajpie. Keybordzista to nawet grał
        jedną ręką, bo coś ciągle żarł na koncercie smile) . Ostatnio w Zabrzu może Fish
        trochę dał się pokazać niektórym, ale za to akustyka do kitu.
        Szkoda że się rozszedł z Marillionem sad
          • w36 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 29.11.04, 19:16
            Masz rację, mdłe to coraz bardziej. To już raczej tylko odcinanie kuponów od
            sukcesów z Marillion. Może trochę image'u na koncertach no i nie wygórowane ceny
            biletów, powodują frekwencje na koncertach (ciągle ta sama publika , zresztą),
            ale tak mi się wydaje nowych fanów nie ma co już przyciągnąć do Fisha sad
        • Gość: RunDLL32 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem IP: 195.245.217.* 30.11.04, 15:07
          > możesz przypomnieć ?

          Na przykład (pamiętam bardziej zjadliwe teksty z Tylko Rocka, ale w sieć tego
          jakoś nikt nie wklepał):

          Marillion Seasons End
          EMI
          Gdy zabierałem się do słuchania tej płyty, czułem się wyjątkowo niewygodnie.
          Rok temu napisałem, że "Marillion bez Fisha to jak akwarium bez ryby" - miałem
          wrażenie, że znalazłem się nagle w takim akwarium: żadnej przyjaznej duszy
          obok, tylko woda i szkło, a ja przecież nie umiem pływać. Widok okładki zdawał
          się potwierdzać ponure obawy: dużo spienionej wody, na tym tle cztery fotki -
          liść na tle pustyni, jaszczurka (kameleon?) na tle ognia, kawałek czapki
          jestera na tle nieba (a cóż on tutaj robi?) i obrazek z okładki Fugazi utopiony
          (!) w mętnej wodzie... Całość spłodził już nie Mark Wilkinson, a Bill Smith
          (tak, tak, ten Sam Bill Smith, autor jakże pomysłowych okładek do płyt Genesis -
          Abacab, Three Sides Live, Genesis, Invisible Touch). Do tego tytuł Seasons
          End, jakże wymowny... Mój dyskomfort pogłębiał fakt, że butelka wódki kosztuje
          ponad 10 tysięcy, a wytrawnego czerwonego wina nie uwidzisz nigdzie. Jak więc
          zabrać się w tej sytuacji do słuchania płyty firmowanej nazwą tak kiedyś bliską
          sercu jak Marillion?

          Gdy już muzyka wypełniła pokój od podłogi po sufit, w ciągu 51 minut
          doświadczyłem praktycznie wszystkich uczuć: bólu, wzruszenia, rozpaczy,
          zadowolenia, obrzydzenia i bezsilnej wściekłości. Nadal nie wiem, czy śmiać się
          (dość szyderczo) czy płakać. Oto więc trzy różne podejścia do tej płyty.

          Opinia 1 (obiektywna w miarę): doskonała muzyka, niekiedy wręcz rewelacyjna
          (Seasons End, Berlin, Easter, The Space). Wysoki - jak zwykle - poziom gry i
          produkcji. Przeciętny, raczej tuzinkowy i bardzo "amerykański" głos wokalisty.
          Płyta nierówna - obok utworów wybitnych są tu też ewidentne knoty (rekordy bije
          przebój Hooks In You, nie najlepsze wrażenie robi też pierwszy utwór The King
          Of Sunset Town).

          Opinia 2 (subiektywna): jest tu materiał na poziomie najwybitniejszych klasyków
          Marillion (słuchając Berlin miałem łzy w oczach: czułem co Fish mógłby z tego
          zrobić) i po prostu, za przeproszeniem, szlag mnie trafia, gdy słyszę jak Steve
          Hogarth go marnuje. Opuśćmy zasłonę miłosierdzia na teksty. Ten facet pasuje do
          muzyki Marillion jak skisła marmolada do wytrawnego wina. Rok temu pp. Rothery
          i Kelly zapowiedzieli, że następca Fisha będzie się musiał legitymować
          oryginalnym głosem. Jeśli to ma być oryginalność, to nie pozostaje nic innego,
          jak z okna swobodnym wzbić się lotem. Kiedyś słuchałem nagrań Styx, Journey
          itp., wcale teraz nie pragnę, by coś takiego podpisywał Marillion. Kto wie,
          może faktycznie Ian Mosley powinien sięgnąć na próbę po mikrofon... ?

          Opinia 3 (od serca): zażenowanie. Czuję wstyd, że niektóre utwory mi się
          podobają. Jedno jest pewne: płyta ma wybitnie adekwatny tytuł. Moja przygoda z
          Marillionem dobiegła końca. The game is REALLY over.
          • golek1 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 30.11.04, 16:46
            marillion - tylko z fishem ( zwłaszcza pierwsze dzwie lyty plus cindirella
            search i grendel )
            z hogartem moge sluchac tylko brave ( piekna plyta )

            no i jeszcze recenzja Tomka Beksinskiego z TR, bo chyba ta jest bardziej
            ciekawszabig_grin
            Marillion - Holidays in eden
            Podobno Marillion odrodził się na nowo, a „nietuzinkowy" wokalista Steve
            Hogarth zna­lazł wspólny język z dawnymi kolegami Fisha. Świadczy o tym wydana
            pod koniec ubiegłego ro­ku wideokaseta, okraszona pełnymi entuzjazmu wywiadami i
            zapowiedziami nowej super, super-płyty. Zespół popisał się nawet, grając w
            studiu jej fragmenty - żeby fanom ślinka pociekła. Obejrzałem tę kasetę,
            zamiast cieknącej ślinki po­czułem dziwne skurcze żołądka, a widok Hogar-tha
            śpiewającego Kayleigh i Lavender zepsuł mi humor na miesiąc. Z tym większym
            niepokojem czekałem na zapowiadany album, gdyż - mimo wszystko - brzmienie
            słowa MARILLION nadal wywołuje we mnie dość zagadkowe reakcje.
            Reakcja po wysłuchaniu płyty Holidays In Eden była jednak jak najbardziej
            zdrowa. Wyle­czyłem się całkowicie. Teraz mogę już nawet słu­chać starych płyt z
            Fishem, które odstawiłem kil­ka lat temu na półkę z przyczyn osobistych. Ma­
            rillion to już historia. Historia, do której zawsze podchodzić będziemy z
            szacunkiem i z łezką sen­tymentu. To coś, co umarło razem z latami
            osiemdziesiątymi, kiedy to wielki ambitny rock odzyskał rozmach. Obecnie słowo
            Marillion dru­kowane na okładkach wciąż wydawanych płyt (dużych i małych) jest
            tylko pustym hasłem. Na szczęście zespół wziął to także pod uwagę i zmie­nił
            nawet logo - album Holidays In Eden firmo­wany jest jakże banalnym znakiem
            graficznym na tle nijakiej niebieskiej okładki. Podpisał ją Bili Smith -
            artysta obdarzony wyobraźnią kosmicz­ną, czego dowodzą wszystkie jego „dzieła"
            (np. Ahacab czy Three Sides Live Genesis). Przejdź­my jednak do muzyki. Tak
            marnych kompozycji nie słyszałem już dawno. Są one marne nie tylko w skali
            Marillion, ale w skali ogólnej. Co naj­mniej połowa płyty robi wrażenie wariacji
            na te­mat Hooks In You. Są też dwie łzawe balladki {The Party i Waiting To
            Happen), z których ta druga wyróżnia się niczym wiśnia na talerzu gry­siku. Jest
            nawet coś w rodzaju suity - cykl trzech utworów zamykających płytę,
            połączonych, gdyż w innym razie nikt nie wpadłby na to, że stano­wią całość.
            Steve Hogarth udowadnia tym razem ostatecznie, że ma głos równie zniewalający
            jak wzrost. Gdyby nie słowo Marillion na okładce, pomyślałbym, że słucham
            chorego kuzyna Dona Henleya lub Dana Fogelberga (którzy przy nim są niczym
            Clint Eastwood przy poruczniku Borewiczu). Mam wrażenie, że Fish na odchodnym
            zostawił byłym kolegom tak wiele wódki, że do dziś nie wytrzeźwieli i nadal nie
            słyszą, kogo przyjęli na jego miejsce. W przeciwieństwie do Fisha Wielki Stefek
            POTRAFI grać na instrumentach klawiszowych!!. Zabrał się więc też do
            komponowania i to przewazylo szale. O ile Seasons End zawieral sporo utworow
            starszych, do ktorych Hogarth jedynie dodal zniewalajacy glos, Holidays In Eden
            w calosci powstal przy jego wspoludziale. "They're clutching at straws, still
            drowning..."
            Zal mi Steve'a Rothery'go i Marka Kelly'ego - obydwaj graja wspaniale i to
            jedynie tlumaczy fakt, ze albub Holidays in Eden nie jest sprzedawany z
            bezplatnym dadatkiem - torebka, jakie wiszą z tyl€ siedzeń w samolotach.
            Tu=ytuł - Wakacje w raju - obiecuje sporo, ale jeśli ma tak wyglądać urlop, to
            wyjadę do Japonii, gdzie rezygnacja z wypoczynku przynosi zaszczyt. Weekend w
            Piekle byłby znacznie ciekawszy, bo Lucyfer to gość z klasą i na pewno nie
            torturowałby nikogo taka muzyką.
    • Gość: strange Hogarth!!! IP: *.wrzeszcz.net / *.wrzeszcz.net 29.11.04, 22:06
      Rzecz jasna, jak poznałem Marillion to był to czas z Fishem. Potem pojawił się
      Hogarth i nie wiedziałem co z tym zrobić. Jednak płyty "Seasons End", "Holidays
      In Eden", "Brave"..... pokazały, że gość jest ok. A nawet bardziej niż ok. Fish
      w solowej karierze nie pokazał nic (broni się i to słabo tylko "Vigil..."). A
      dzisiaj, po "Marbles" uważam, że Hogarth uratował tę kapęlę i kocham ją
      straszliwie z Hogarthem. Nie wiem, jakby to wszystko wyglądało z Fishem dzisiaj
      i mam to gdzieś. Dla mnie jest ok. to co się teraz dzieje. Pozdrawiam
    • blackfield Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 29.11.04, 23:06
      Nie wiem jak było u was, ale ja Marillion ( Kayleigh nie liczę ) poznałem najpierw "od strony" Hogartha. Marbles było pierwszym albumem, który słuchałem. Potem były następne. Gdy włączyłem płyty z Fishem, to przyznam, że mnie bardzo drażnił jego wokal i, szczerze mówiąc, nie rozumiałem tych wszytkich zachwytów.
      Pewnie jest tak: kto "wychował" się na Hogartcie, temu trudniej przychodzi polubić Fisha i vice versa. Zresztą nie ma co się nad tym rozwodzić - każdy znajdzie w tej muzyce coś dla siebie. Bez względu na wokalistę.
      • w36 Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 30.11.04, 21:45
        Gość portalu: de_boer napisał(a):

        > Z bólem patrzę na to, co teraz dzieje się z FISHem i choć chodzę regularnie na
        > jego koncerty, to często sam nie wiem po co sad(

        Wiesz przecież.
        Głównie to dla tych paru kawałków ze starego Marillion, na które tak
        niecierpliwie się wyczekuje. I to chyba tak prawdę mówiąc najbardziej kręci i
        zostaje w pamięci, jak to zresztą widać na koncercie smile))) Taka jest prawda sad
    • pendragon_pl Re: Marillion z Fishem czy Hogarthem 28.12.04, 22:06
      Nie rozgraniczam tego.
      Marillion z Fishem, Marillion z Hogarthem, sam Fish, nie ma znaczenia.
      Bardzo podoba mi się płyta Afraid os Sunlight, Marbles jest rewelacyjny, Fugazi
      mnie po prosu powala, a z samego Fisha Vigil jest naprawdę świetna.
      Ja mam tak, że dzisiaj słucham Marillion z Hogarthem, bo akurat mam na to
      ochotę, najczęściej leci w kółko jakieś parę kawałków (ostatnio The Great
      Escape, Afraid Of Sunlight oraz Living Wit The Big Lie) jutro na przykład będę
      maglował Script For A Jester's Tear.
      I tak to juz jest z tym Marillion u mnie smile
    • piotrek_63 Fish solo czy Marillion z Hogarthem? 30.12.04, 12:15
      Oto jest pytanie. Ja wybieram to drugie. Przesluchalem sporo plyt solowych
      Fisha, znam tez plyty Marillion po jego odejsciu. Nie wszystko mi sie podoba i
      sporo rzeczy mi sie na nich nie podoba, ale cos sie przynajmniej dzieje. A
      albumy Ryby sa coraz bardziej monotonne, jakby nagrywal coraz slabsze kopie
      jednego kawalka.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka