marysienka21
23.08.05, 23:27
Jak już pisałam kilka razy, lubię jazz w wydaniu damskim. Kocham głosy Billie
Holiday, Bessie Smith, Sarah Vaughan, Elli Fitzgerald... no przeróżne, te
najbardziej klasyczne, z pasją śpiewające piosenki Cole Portera albo
Gershwina. Nie da się w żaden sposób podrobić ani tego charakterystycznego
brzmienia, ani barw wokali tych dam, z których część odeszła już bezpowrotnie.
Nadchodzą, oczywiście, nowe pokolenia, znów śpiewające znane przeboje bądź
tworzące nową jakość. No właśnie - jak Wy zapatrujecie się na takie ramotki
piosenkowe w wykonaniu pań? Bo nie ukrywam, że muzyka lat 30-50 jest mi
bliska, a jakoś nie mogę odnaleźć tej nuty tajemniczości i melancholii, gdy
ktoś mi włącza te same znane przeboje w wykonaniu choćby Diany Krall. Jak wy
zaptrujecie się na damskie wokale w jazzie i okolicach?