Gość: ITNE
IP: *.siec2000.pl
12.10.05, 16:12
...nad północne góry Norwegii, a cisza ogarnia lasy. Budzę się i powstaję...W
noc wyruszam, jak wiele razy wcześniej, jak w moich snach, ale całe wieki
temu. Pod bladym światłem księżyca, pod koronami drzew. W bezkresne
ciemności, poza światło nowego dnia, do wewnątrz zamarzniętej oziębłej
natury, poza ciepło umierającego słońca. Wsłuchuję się w szeptanie wiatru,
cienie wzywają mnie. Wpatruję się w księżyc, który przynosi mi wizje tych
dwunastu pełni w roku, i każdej z tych nocy blaknie światłość apostołów.
Stają się słabsi, coraz słabsi, jeden po drugim. Wpatruję się w księżyc, on
czyni mój umysł czystym jak krystaliczne jeziora, moje oczy zimne jak
najczarniejsze zimowe noce, ale w środku wciąż trawi mnie ogień. On prowadzi
mnie w mroczne cienie, poza ten świat, wprost w nieskończoność myśli...Myśli
o nadchodzącej rzeczywistości. W imię wszechmocnego Cesarza, obdarzę
nienawiścią tych, których kocham. Żyjącym nadzieją dzieciom szczęścia
zostanie przyniesiona rozpacz. Wszędzie, gdziekolwiek panuje radość hordy
zaćmienia skażą ją smutkiem i nienawiścią, pod panowaniem strachu. Lądy
pokryją się czernią. Nie ujrzycie już wschodzącego słońca nad ugorami
zagubionego widma. Niech te chwile pod światłem księżyca trwają wiecznie.
Niech nieskończoność dręczy mnie...W Ciemności.