Premierowe przypadki czyli sprawa się rypła:)

07.12.05, 22:56
Ciekawa jestem, czy zdarzyło się Wam oglądać przedstawienie, w którym coś nie
zadziałało tak jak trzeba i konsternacja na scenie, bo nie wiadomo co robić?
Ja miałam taki jeden przypadek - w operze wrocławskiej była premiera Włoszki
Rossiniego / a właściwie dwie premiery A i B w sobotę i w niedzielę/. Na
pierwszej wszystko ładnie poszło, a na drugiej w finałowej scenie statek,
który miał odpłynąć ze sceny, w połowie drogi się zatrzymał, bo maszyneria
się zacięła no i chór się pogubił na scenie / aktorsko nie wokalnie / bo tam
gdzie mieli iść to stał okrętsmile
    • quasthoff Re: Premierowe przypadki czyli sprawa się rypła:) 07.12.05, 23:38
      O! Takich przypadków było sporo, nawet czytałem o nich w różnych książkach o
      operze, znam kilka przykładów z opowieści samych śpiewaków, a nawet z
      bezpośredniego uczestnictwa. Najsłynniejsze z nich krążą w środowiskach
      operowych jako anegdoty, z których można się pośmiać, jakkolwiek sytuacje nie
      zawsze są zabawne i bezpieczne szczególnie dla samego artysty. Odpowiedzialność
      jak ciąży na śpiewaku, niemożliwość pewnych improwizacji wynikająca z
      nieprzerwanego ciągu narracji muzycznej ( w teatrze dramatycznym pewne kwestie
      mogą być przesunięte w czasie) jest i tak stresem a nieprzewidziane
      okoliczności jeszcze ten stres wzmagają, zwłaszcza gdy sytuacja z tak zwanych
      czysto technicznych przyczyn, zawodzi. Zresztą w grę wchodzą też sprawy
      inscenizacyjne, dekoracje nie powinny ograniczać ruchu scenicznego artystów,
      powinny być przyjazne na tyle by nie ucierpiała na tym warstwa wokalna,
      przecież najważniejsza. Czasami wymaga się od śpiewaka wbiegania na schody,
      szybkiego przemieszczenia się w skąpo oświetlonych dekoracjach, wspinania się
      po rusztowaniach albo zniknięcie w otwierającej się zapadni. Nie trudno wtedy o
      potknięcie albo co gorzej wpadnięcie. Jeszcze dochodzą czasami wpadki przy
      zapominaniu rekwizytów, budujących przecież dramaturgię dzieła operowego, wręcz
      niezbędnych. A tu pech. Rekwizytu nie ma, i trzeba scenę jakoś zagrać. Znowu
      stress i siódme poty a wokal tego nie znosi, powinien być spokój i opanowanie a
      przede wszystkim skupienie się na warstwie aktorskiej. Czyli reasumując Scena
      rządzi się swoimi prawami (czasami się nie rządzi) i tak naprawdę zawód
      śpiewaka jest często porównywany do zawodu górnika. Święte słowa. Następnym
      razem postaram się podać kilkanaście zabawnych? przykładów. Pozdrowienia.
      • lilypons Re: Premierowe przypadki czyli sprawa się rypła:) 08.12.05, 09:32
        A jak to było z premierą Damy Pikowej - gdzieś czytałam, że teatr spłonął i od
        tego czasu opera ta bardzo rzadko jest wystawiana, a śpiewaczki uważają, że
        aria starej hrabiny przynosi pecha.
        • quasthoff Trampolina 10.12.05, 16:56
          Przedstawienie "Toski" Pucciniego. Piękny teatr, panie w eleganckich kreacjach,
          panowie w smokingach, urocza atmosfera przed spektaklem. I i II akt już
          przebrzmiał, aplauz. Śpiewacy wspinają się na wyżyny wokalnego i aktorskiego
          mistrzostwa. Wszystko gra. Akt III. Cavaradossi już nie żyje. Toska zbliża się
          do skraju dekoracji i skacze. Nagle jej postać ukazuje się ponownie na
          horyzoncie sceny, jakby unosiła się w powietrzu, a potem jeszcze raz.
          Publiczność nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Cóż się potem okazało? Materac,
          na który skakała główna bohaterka opery, nie był dostatecznie sprawdzony
          podczas prób i jego sprężystość podziałała jak trampolina, wynosząca osłupiałą
          delikwentkę pod niebiosa. Ubaw był po pachy ale co przeżyła śpiewaczka lepiej
          nie wiedzieć.
          • lilypons Re: Trampolina 10.12.05, 19:06
            Faktycznie trudno zachować powagę na widok podwójnie zmartwychwstałej Toski,
            zwłaszcza jeśli była korpulentnasmile A jaki to teatr - jeśli to nie tajemnica?
            -
    • amneris Re: Premierowe przypadki czyli sprawa się rypła:) 04.02.06, 21:08
      Poznań, Andrea Chenier: mezzosopranistka spada z wozu do kanału orkiestry. Na
      szczęście nikomu nic się nie stało...
      Poznań, Madama Butterfly: statysta stoi na płaszczu Madamy, podczas gdy ta idzie
      dostojnym krokiem, przygotowując się do samobójczej śmierci. Gdy płaszcz
      naprężył się już niemożliwie, nagle Madama (wciąż śpiewając arię), cedzi
      pomiędzy kolejnymi tonami:"Zejdź, k..., wreszcie!!!", po czym kontynuuje śpiew...
      Poznań, Moc przeznaczenia: broń wypala, tyle że bohater nie zdążył jeszcze
      uśmiercić swojej ofiary...Śpiewa więc dalej, po czym niedoszła ofiara chwyta się
      za serce i osuwa na ziemię (pewnie zgon w wyniku zawału smile);
      • annkj2 Re: Premierowe przypadki czyli sprawa się rypła:) 05.02.06, 00:26
        Covent Garden, Bal Maskowy: w ówczesnej inscenizacji w ostatniej scenie Renato
        zabijał Riccarda, strzelając do niego (a za kulisami inspicjent robił "bum" -
        smile. W niektórych inscenizacjach Renato zasztyletowuje Riccarda (lub Gustawa,
        jesli to wersja "szwedzka"), ale wtedy w Londynie wybrano pistolet. Pewnego
        dnia zachorował baryton i na jedno przedstawienie ściągnięto Tita Gobbiego.
        Nadszedł kulminacyjny moment, inspicjent za kulisami zrobił "bum", a Gobbi
        zasztyletował tenora...
Pełna wersja