yavorius
29.12.05, 14:53
Nie mniej niż 300 złotych musimy wpłacić do ZAiKS-u, jeżeli chcemy na
imprezie sylwestrowej lub karnawałowej słuchać muzyki. Przed opłatą nie
uchronimy się nawet zostając w domu, w domku na działce czy wynajmując
piwnicę, twierdzi "Gazeta Poznańska".
W ogłoszeniu, które tydzień temu ukazało się w prasie, Dyrekcja Okręgowa
Stowarzyszenia Autorów ZAiKS przypomina o konieczności uzyskania jego
licencji w przypadku chęci zorganizowania imprezy sylwestrowej lub
karnawałowej.
Licencji tej wymaga wykonanie lub odtwarzanie chronionej twórczości w czasie
imprez, a ogłoszenie powinni wziąć sobie do serca organizatorzy balów i zabaw
zainteresowani legalnym wykorzystaniem utworów. Płacić mają nie tylko ci,
którzy czerpią z takiej imprezy zyski, ale i ci, którzy chcą wraz z
przyjaciółmi dobrze się bawić.
Każde publiczne odtwarzanie muzyki wymaga uregulowania opłat, które
przysługują autorom wykorzystywanych dzieł z tytułu ich praw autorskich. Nie
uchroni nas to, że imprezę robimy w domu. Jeżeli sami organizujemy zabawę,
między innymi muzykę, która będzie tam odtwarzana, sami jako organizatorzy
musimy uiścić odpowiednie opłaty. Jest to nie mniej niż 300 złotych, ale
kwota ta może być wyższa. Jeżeli wejście na taki bal będzie wymagało kupienia
biletów, kwota jaką należy wpłacić ZAiKS-owi wynosi 8 proc. dochodu.
- Każde publiczne odtworzenie to fakt wystarczający do zapłacenia tantiem.
Staramy się przypominać o takiej konieczności, a w tym roku już są widoczne
skutki. Do oddziału zgłaszają się osoby, które chcą podpisać umowę, czy
dostać odpowiednie druki. Nie płacimy tylko pod warunkiem, że korzystamy ze
swojego sprzętu i własnych płyt - tłumaczy Mieczysław Śliwiński, dyrektor
okręgu poznańskiego Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Ci, którzy nie będą mieli licencji również zapłacą, tyle tylko, że karę.
Będzie ona trzykrotnością wysokości wynagrodzenia autorskiego należnego
twórcom.
Miejscem publicznym jest również ulica. Osoby, które skracają sobie pracę
słuchając muzyki - chociażby czyścibut czy sprzedający na straganie - powinny
zapłacić za tę przyjemność. Również zbierający na piwo studenci, grając
utwory znanych artystów powinni odprowadzić opłatę. W praktyce uliczni
grajkowie nie chcą oddawać części swojego obiadu i uciekają przed strażnikami
miejskimi. W Poznaniu jest jednak chlubny wyjątek - pan, który od dawna gra
na Starym Rynku uprzyjemniając spacery Poznaniakom, uiszcza co miesiąc
zryczałtowane opłaty za swoją działalność.
źródło: mojefinanse.interia.pl/news?inf=700746
Nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać...