prober
29.12.05, 19:16
Co sądzicie o reklamach, w których jako podkład muzyczny puszczane są
fragmenty utworów muzyki poważnej tudżież klasycznej?
Co odczuwacie, kiedy (nawet nie oglądając telewizji, ale będąc w tym samym
pomieszczeniu) słyszycie płynące z odbiornika pompatyczne dźwięki
Wagnera, "Cztery poru roku", beethovenowską symfonię bądź operę Verdiego...
zwracacie uwagę na ekran...
i wtedy ...
spostrzegacie reklamę najlepszych na świecie pieluch, kosmicznego masełka,
nowego rewolucyjnego proszku bądź absolutnie fascynującego kleju do glazur.
Ostatecznie wizualnie dopieszczone, czasami trochę artystyczne reklamy
samochodowe jakoś trzymają się kupy. Ale nijak nie widzę związku bachora
wspinającego się na kanapę i "Cwałowania Walkirii" bądź pani z ekstazą
pochłaniającej margarynę i dźwięków Vivaldiego.
Czy powinno być przyzwolenie dla producentów na zagarnięcie skojarzenia:
utwór muzyki klasycznej - nasz produkt ??
Czy nawet 10-sekundowe wykorzystanie fragmentu klasyki w gąszczu całej reszty
hałaśliwych filmów reklamowych może być na porządku dziennym (bo chyba to już
standard) ??