get.up.stand.up
29.12.05, 20:56
Czasem oglądając teledysk chciałbym wskoczyć za ekran i pobyć sobie przez
jakiś czas po 'tamtej stronie'. Wymieniajcie tutaj teledyski, podczas
oglądania których macie taką wielką chęć znalezienia się właśnie w miejscu, w
którym ten teledysk został kręcony. Teledyski, które mają nieprawdopodobną moc
przyciągania.
Z mojej strony mogę wymienić dwa:
Weezer "Island in the sun" - za ukazanie słońca, afrykańskich zwierząt,
obcowania z nimi, miłości, za niczym nieskażone poczucie szczęścia
uwarunkowanego wykonywaniem banalnych czynności.
Massive Attack "Unfinished sympathy" - za zamknięcie w 5 minutowym filmie
całej charakterystki przeciętnej ulicy przeciętnego miasta Stanów
Zjednoczonych, za nieprawdopodobny wręcz realizm - oglądając teledysk ma się
wrażenie, że był kręcony 'na żywo', bez aktorów, za pozostawienie miejsca na
własną intepretacje i za oszczędność w ukazywaniu uczuć 'statystów' idących ulicą.
Wiem, że są pewnie lepsze teledyski, ale tutaj nie chodzi o podawanie
najlepszych. Obydwa teledyski mogę oglądać do znudzenia