Lili Marlene/Kombajn DZKPW; wczoraj we Wrocławiu

26.01.06, 09:49
Dwie wciąż nowe i świeże kapele na jednym koncercie. Jedna, krótko przed
nagraniem debiutu (nadzieja jest), druga chwilę przed nagrywaniem drugiej
płyty. Wrocław, Bezsenność, 25.01.05.
Po nabraniu ogłady i doświadczenia koncertowego, Lili Marlene zaprezentowała
się wreszcie przed własną publicznością i to całkiem ciekawie. Okazuje się że
wokalista potrafi śpiewać po polsku, a rezygnacja z przewagi rozlazłych
psychodeliczno-zimnofalowych kawałków na rzecz nowego rokendrola (to tylko
łatki, proszę się nie przywiązywać) wychodzi kapeli na dobre. Dobre, mocne,
krzyczące gitary i sekcja grająca w stylu lat '80 (słychać Joy Division i
Klausa Mitffocha - ale to komplement) to atuty kapeli. Bezsprzecznie,
najlepsza z wrocławskich nowych kapel, wykonała dobrą robotę doskonaląc
warsztat i szlifując materiał. Potwierdzili pokładane w nich nadzieje, ale
żeby nie być tylko jedną z wielu dobrze zapowiadających się kapel, muszą
jeszcze popracować nad dyscypliną. Występ przed znajomymi i entuzjastycznie
nastawionymi odbiorcami nie powinien być na pół gwizdka - przeciwnie; winien
być podzięką za wsparcie i trzymanie kciuków (morały? Ano zobaczymy!). Mój
kumpel mawiał - "Jak mnie kochasz - tak mnie uderz!". Chłopaki mają przed
sobą dwa ważne koncerty: ogólnokrajową emisję live w trójce i występ przed
ważniakami z wytwórni. Norbi, jak znów się uchlasz i wyjdziesz na scenę z
butelką - to nogi Ci pourywam.
Druga kapela - Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, to kolesie z zupelnie
innej bajki. I ligi. Są klasą sami dla siebie, nie mają konkurencji - może w
kosmosie lub w Czechach. Muzyczny odpowiednik kabaratu Mumio, generujący
melodyjny hałas i zniewalający oniryczno pozytywnymi tekstami - powala
dystansem do rzeczywistości i radością z życia i wykonywanej
profesji. "Dzięki Nim to była najlepiej zainwestowana dycha, od bardzo
dawna" - to słowa mojej przyjaciółki, pod którymi się oburącz
podpisuję.
Pełna wersja