Gość: buzuki
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.02.06, 00:30
...o dobrych manierach. Jakiś tydzień temu kupiłam trzy bilety na
walentynkowy koncert Felicjana Andrzejczaka w Keja Pub w Łodzi przy ulicy
Kopernika. Właściciel pubu spokojnie zainkasował 45 zł, wręczył mi trzy
bilety, przystawił na nich pieczątkę firmową i postawił parafkę. Na moje
pytanie czy gdyby ktoś jeszcze ewentualnie był chętny będzie można dokupić
bilet odpowiedział, że owszem, jest jeszcze kilka MIEJSC (hehe). W dniu
koncertu, 11 lutego, o godzinie 20-tej udaliśmy się z przyjaciółmi na
koncert. Przy wejściu jakiś małolat ("żle się dzieci bawicie") przedarł
bilety - może akurat nie "kanarował" w środkach komunikacji miejskiej. Pub
był zapełniony po brzegi, tzn. nie było nie tylko miejsc siedzących, ale i
stojących. Najwyraźniej właściciele Keja Pub razem z organizatorami koncertu
nie umieją zliczyć więcej niż do trzech. Nawinął się jakiś "pan" (chyba
organizator), który łaskawie zorganizował nam dwa krzesła składane i pouczył,
że należy je ustawić w takim miejscu, żeby nikomu nie przeszkadzać (miejsca
takiego nie było, no chyba, ze na scenie), po czym spokojnie usiadł na
krześle przy stole pod sceną. Właściciel Keja pub "przyrżnął głupa", a
konkretnie na moje pytanie czemu nie uprzedził mnie o tym, że trzeba
rezerwować miejsca lub przyjść wcześniej odpowiedział "a czego się pani
spodziewała" i że on nie organizuje koncertu (KTO organizuje nie powiedział).
Nie lubię jak ktoś mi robi łaskę (zwłaszcza jak każe sobie za to płacić),
więc opuściliśmy lokal. Teraz ja czuję się jak świnia wobec przyjaciół.
którzy poczuwają się do tego, żeby oddać mi pieniądze, które wyłożyłam na
bilety, a "organizatorzy" i "właściciele" sa dumni z siebie, że koncert się
udał (być może)
Przestrzegam przed plakatami reklamowymi jakichkolwiek imprez w KEJA PUB - są
nierzetelne: na żadnym nie ma podanego organizatora, na którego potem zwala
się winę. Pretensje można mieć wyłącznie do siebie (albo Pana Boga - jak ktoś
tak lubi).
Zamieszczam ten wpis, bo "walentynkowy koncert Felicjana Andrzejczaka" jest
tylko jednym z punktów "festiwalu walentynkowego". Nie twierdzę, że wszystkie
imprezy będą równie źle zorganizowane, ale "kto się sparzył na gorącym ten na
zimne dmucha" - warto zanim kupi się bilet dopytać o wszystko, nie licząc na
to, że sprzedający będzie się sam z siebie poczuwał do udzielenia informacji.
"Na ulicy Kopernika stoi Jolka bez bucika"

Aha: przyszliśmy o 20-tej (nie wcześniej), bo wszystkie poprzednie imprezy,
na których byłam w Keja Pub rozpoczynały się ze znacznym opóźnieniem.