Dodaj do ulubionych

Kimże powinien być dziś artysta muzyczny? Pytanie.

27.02.06, 14:15
Zastanawiam się czasem kim/czym dziś powinien byc artysta w dobie tu i teraz.
Wasz ulubiony i ten jedyny artysta...

Czy powinien odpowiadać jedynie na nonkonformistyczne odezwy w stronę młodego
i ogłupialego swoim corocznym wzrostem i meszkiem pod nosem szkolnego luda?
(fuck you nauczyciele!!!)
Na jakie zasadnicze pytania ma odpowiadać? (jah jest prezydentem)
Jakie pytania ma stawiać? (kto za tym wszystkim stoi)
Komu ma grać i dlaczego ma grać? (to moi ludzie to moja rzeczywistosć)
Jakie ma mieć powody do grania? Czy wystarczy Wam że on to kocha? bez tego
nie może żyć? (mój styl jest niepodważalny jak system ratalny czy seks
spektakularny)
Czy można pogodzić niezalezność twórczą z podpisywaniem kontraktów muzycznych
i graniem koncertów i nagrywaniem teledysków i wywiadów radiowych tzw promo
jak zwykli pokątni handlarze ogórkami? (wolność kocham i rozumiem)
Jaki winien być proces powstawania dzieła? (wyszedłem do sklepu po mleczko...)
Czemu winien artista hołdować a na co szcz.. z pianką? (jedzie pociag
anarchistów)
Co artysta umie więcej od np. architekta, spawacza, pracownika księgowości
lub lekarza aby go hołubić? Co wie więcej? O czym ma większe pojęcie? Czy
byłby w stanie przejsc test na inteligencję lepiej od sekretarki agenta
ubezpieczeniowego? (mam dwie lewe ręce)
Jak odmienne jest jego podejscie do pieniędzy aby mu uwierzyc że wydawanie
płyt to jego misja dla ratowania świata i głos w sprawie wolnosci i walki o
godność(np koncert live aid)? (ta piosenka jest zrobiona dla pieniędzy)
Czy o emocje bez których odbiór muzyki jest trudniejszy do identyfikowania
się łatwiej w słabo wykształconym tłumie małolatów? (jak bolek i lolek...)
Czy atysta ma prawo wypowiadać się o rzeczach o których nie ma pojęcia?
(rewolucja dla mas)
Czy reaktywacje tuzów z ubiegłych dziesięcioleci często przez szeregowych
członków zespołu tylko na potrzeby letnich tras koncertowych są jedynie
słusznym zwiększeniem swojego dodatku emerytalnego?
Czy prawda jest najważniejsza? Prawda czego? (mam wszystko w dupie)
Jaki stosunek maja gwiazdy do samych siebie? (jestem megalomanem, podpieram
ścianę, prawym kolanem)



W sensie w świetle wyżej postawionych pytan czy jest logiczny kult jednostki
w sztuce? Czy jest logiczne aby półprzytomny od alko-narkotykowych libacji
kretyn bez umiejętności gramatycznego wysławiania się miał dużo do
powiedzenia i to rzede wszystkim o prawie do noszenia swoich szerokich spodni
i że to bardzo lubi i ze go to wyraża? i to w formie pedalskiego zaśpiewu?
Ja nie rozumiem...

PYTANIE DO WAS: kto z was czyta teksty ze zrozumieniem? kto z was lubi jakiś
zespół tylko dlatego że jest podobny do was? albo podobny do tego kim
chcielibyście być za dwa lata?

Tak naprawde wasze zespoły ulubione mówią o was bardzo dużo, kim
chcielibyście być, co myślicie (i czy), co jest dla was ważne. (spodnie)
Więc jak wyglądał by was idealny zespół? napiszcie o nim ciut plus napiszcie
o czym by spiewali na zasadzie recenzji waszej idealnej (nieistniejącej)
kapeli.
Dacie radę?
Obserwuj wątek
    • Gość: braineater Recenzja:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 14:42
      Wszystkim sie wydawało, ze taki split nie ma prawa zaistniec, że tych akurat
      ludzi nie da sie zebrac w jednym miejscu i zmusic do tego, by razem zagrali i
      zaspiewali. Byc może to cel szczytny ich pobudził - cel, ktory wszyscy oburącz
      i obunóż popieramy, czyli ostateczny krach sytemu korporacji muzycznych i
      ukierunkowanie odbiorcy na słuchanie muzyki i tekstów, a nie pobieranie
      polidzwonków do śmieciowych telefonków.
      Któz by sie spodziewał, że wjednym kawałku Diamanda Galas z Tomem Waitsem
      zaspiewają A put a spell on You, okładając klatwą Sony i Bmg?
      Kto wierzył w to, że Devendra Banhart wraz Beckiem wykonaja szaleńczy kover
      This is not america Davida Bowie, zapraszając samego autora do udziału w
      chórkach?
      Ci sami ludzie zapewne, co powątpiewali, że Beastie Boys wraz z The Roots
      potrafia wstrzasnąć posadami świata, rapując Revolution should be not Televised
      Gila Scotta Herona.
      A czy jest ktoś, kto nie westchnie z zachwytem nad instrumentalnymi wersjami
      Love Supreme zagranymi przez Antibalas Afrobeat Orchestra z udziałem genialnego
      trębacza Toshinori Kondo?
      Czy kogos nie zszokuje dziwaczna jazzmetalowa wersja God Save The Queen,
      zagrana przez Johna Zorna i Fantomas?
      Czy sztandarowy bard alterów wszelkiej maści, guru lubieznych młodzieńców z
      dredami i Che-koszulkami, Manu Chao, ma szanse trafic do tych samych słuchaczy,
      skowerowany przez Scanera w splicie z Atari Tenage Riot?
      I wreszcie - czy wersja Star-spangled Banner wykonana w obłakanym miksie
      Venetian snares, z gościnna wokaliza Peaches i Iggiego Popa ma szanse przejśc
      przez playlistową cenzure radiową?
      Pewnie, że ni ch..ja szans na coś takiegosmile
      Ale zawsze możemy sie artystycznie zbuntowac przeciw Mandarynie czy innej
      Kozidrak i wgrac sobie w telefon najnowsze CKOD czy inna porno pizame...

      Psmile
      • bubot Re: Recenzja:) 27.02.06, 15:24
        od dawna wiadomo, że najwartościowsza muzyka istnieje poza mainstreamem, bo to,
        co podoba się masom zwykle jest zwykłym szitem zrobionym na potrzeby trzepania
        kasy. teraz.
        kiedyś? mniej było konfekcji, mniej było elektroniki juz na etapie zwykłej
        produkcji, nagrywali płyty ludzie umiejący śpiewać, a nie tacy, których głos
        przetworzy się przez multum programów, które sprawią, że będzie spiewał wprost
        ślicznie, zachwyci nawet publicznośc sopocką wraz z włażącym w du.pę jury...
        identyfikuje się z artystami, na tym polega odbiór muzyki. trzeba ją czuć, musi
        wzbudzac emocje.
        zdarzało się, że czułem sie jak podmiot liryczny "Hurt" NIN, inna raza jak ten
        sam z "Tobie" grupy Ocean.
        spadam pod stół oglądając najlepszy koncert zarejestrowany ever czyli "Harmony
        Corruption" Napalm Death, wykrzykuje frazy wraz z Esprit du Clan w "Sous
        Estimees".
        bez tego nie ma muzyki, mozna jej słuchac ot tak, może gdzies się błąkać w tle.
        ale to świadczy o ludziach.
        juz dawno doszedłem do wniosku, że w 99% przypadków słuchana muzyka lub
        stosunek do niej świadczy o cżłowieku - rzadko kiedy sie myliłem.
      • obly Re: Recenzja:) 27.02.06, 15:29
        Praktycznie wypełnił Pan moje potrzeby zapatrywania na odpowiedź z godnością i
        zasobem zacnym bakalii miedzy wierszami. Uklęk płaski w dowód.

        Tym niemniej ja naprawdę mam trudność w wyobrażeniu sobie idealnego Idola.
        Paradoksalnie mnie wychodzi że moim idealnym Idolem jest ktoś kto właśnie
        pracuje w chatce w Biłgoraju nad zbawieniem muzyka wszechświata i łąduje tam
        tyle emocji i prawdy że kazdy ze słuchaczy znajdzie to coś dla siebie co
        podniesie jego poziom świadomisci przynajmniej o jedną zacną myśl i właściwie
        nie robi nic innego. Duzo czyta, dużo wędruje mało mówi i przetwarza to co
        czuje na format muzyczny oddając wszystko co jest w stanie zobaczyć dobrego w
        tym świecie. Nie prezentuje się. Unika mas. Za dwadzieścia kilka lat podczas
        rozbiórki jego chatki (stał na trasie robodromu - tunelu informatycznego
        prowadzącego Robotów Zastępujących Ludzi w Pracy klasy A z możliwością
        doładowania pre-paid firmy Heyah (za 60% pensji w abonamencie - każdy moze
        kupić sobie zastępnika w Pracy - 80% Robota klasy MBA który szybko awansuje))
        Robotnicy (ukraińskie roboty pracujące na czarno sterowane ręcznie jeszcze)
        natkna się na czarne pudełko z dyskami z jego komutera i praktyczny pan
        Robotrobotnik będzie chciał opylić dyski na allegro show - czyli publicznej
        internetowej telewizjii w której każdy użytkownik ma swój własny kanał
        nadawania. Jeden dysk z dwudziestu otrzymuje maniak muzyki i szperacz którego
        ciekawi odzyskiwanie starych danych, kolekcjonuje również sztućce. Feeria muzy
        zalewa jego mózg i nic juz niebędzie takie samo. Przez następne 10 lat świat
        odzyskał 3 dyski. 5 dysków zagineło (uzyto na podzespoły do manipulatorów
        liczników zuzycia Energii gdzieś w Skierniewickim). 10 dysków zakupiły
        multimedialne oddziały jedynej korporacji rozrywkowej "Micromjuzik" kierowanej
        przez Willa Batesa i trzymaja w sejfie z ołowiu w obawie przed indukcyjnym
        odtwarzaniem danych przez piratów internetowych.

        ....
    • Gość: geigo Re: Kimże powinien być dziś artysta muzyczny? Pyt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 18:03
      Nie podoba mi się emanująca z pierwszego postu Obłego ta idea zaprzęgnięcia sztuki "do celu" choćby i najbardziej szczytnego, jakim jest "bycie autorytetem". Nie podoba mi się, i już. Sztuka - taka jak ja ją rozumiem - żeby być autentyczną, powinna bezwzględnie wynikać z wewnętrznej potrzeby tego, kto ją tworzy; w innym wypadku będzie li tylko konfekcją albo rzemiosłem. Ale oczywiście spełnienie tego warunku nie stwarza automatycznie dobrej twórczości - ponieważ bez talentu (tej najmniej uchwytnej, najmniej identyfikowalnej cząstki), inteligencji i (tak, tak) empatii, sama miłość do sztuki i potrzeba jej kreowania mogą urodzić co najwyżej niedzielnych artystów - zadowolonych z siebie, mimo iż to co robią większej wartości nie ma. Przecież zdolnością kreacji, wydobywania z siebie i świata czegoś istotnego (prawdy? może... o ile jakakolwiek prawda większa niż prywatna istnieje), takim szczególnym rodzajem świadomości, nie zostaliśmy obdarowani po równo - ja widzę to na wzór Maslowowskiej piramidy potrzeb: wszyscy odczuwają potrzebę tworzenia, ale niektórzy umieją robić to na poziomie odpowiadającym Maslowowskiej potrzebie fizjolo, inni, wyżej - na poziomie elementarnych potrzeb psychicznych itd., - aż po mistrzowski ("uduchowiony") czubek piramidy - i, pkt. 2 mojej teorii, wszyscy ci twórcy mają swoich odpowiadających im poziomem odbiorców.
      I wg mnie wtedy źle się dzieje w sztuce, gdy artysta tworzy jakby był na niższym poziomie niż jest, wtedy gdy spłaszcza i spłyca swój przekaz, kierując się tym, że większa liczba odbiorców jest w stanie dostarczyć mu więcej korzyści (jeden pies, materialnych - pieniędzy czy niematerialnych - uznania, popularności etc.) - czyli wtedy, gdy bardziej ma na względzie okoliczności zewnętrzne, a nie to, co dyktuje mu głos wewnętrzny, coś co kiedyś określano jako wierność sobie.


      > Czy można pogodzić niezalezność twórczą z podpisywaniem kontraktów muzycznych
      > i graniem koncertów i nagrywaniem teledysków i wywiadów radiowych tzw promo
      > jak zwykli pokątni handlarze ogórkami?"

      Moim zdaniem można - o ile nie zaczyna się kombinować z temperowaniem siebie w kierunku działania pod wcześniej opisany niższy poziom, czyli tak zwaną publikę: "och, może zagram weselej/smutniej/szybciej/wolniej* (*niepotrzebne skreślić), bo inaczej stracę/zyskam* tyle a tyle procent fanów".


      > Czy atysta ma prawo wypowiadać się o rzeczach o których nie ma pojęcia?
      > (rewolucja dla mas)

      Każdy ma prawo się wypowiadać właściwie na każdy temat (niestety tylko niektórzy, nieliczni, wiedząc o swej zbyt małej wiedzy, wolą robić to po uprzednim dogłębnym zapoznaniu się z danym zagadnieniem, większość chlapie ozorem bez dłuższego zastanowienia - ale to tak na marginesie) - tylko winien mieć świadomość, że może zostać, i zapewne zostanie, skorygowany. Ale co ów delikwent zrobi z tą wiedzą, na to korygujący nie ma niestety znaczącego wpływu.


      > Co artysta umie więcej od np. architekta, spawacza, pracownika księgowości
      > lub lekarza aby go hołubić? Co wie więcej? O czym ma większe pojęcie? Czy
      > byłby w stanie przejsc test na inteligencję lepiej od sekretarki agenta
      > ubezpieczeniowego?

      Może pytanie winno brzmieć nie "co umie", ale "czym jest obdarzony"? Ale tu już wkraczamy na nierozpoznane terytorium, czyli zaczynamy rozmawiać o talencie. Artysta może wiedzieć więcej - ale nie musi. Może być superinteligentny - ale nie musi. Zwłaszcza jeśli mówimy o dziedzinach sztuki, w których posługiwanie się słowem jest nieczęste lub żadne. Idee, impulsy do refleksji nie muszą przecież krystalizować się werbalnie.


      > Czy prawda jest najważniejsza? Prawda czego?

      Heh, kto odpowie na te pytania, nie tylko pod kątem sztuki, ani chybi dostanie co najmniej Nobla wink


      > W sensie w świetle wyżej postawionych pytan czy jest logiczny kult jednostki
      > w sztuce?

      Obły, bez jaj, kult jednostki nigdy nie był, nie jest i nie będzie logiczny smile) Ni w sztuce, ni w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Kult to kult - z definicji wymaga zaangażowania iście religijnego, przyjęcia dogmatów i doktryn, zamiecenia pod dywan pytań i wątpliwości; tu nie ma miejsca na idącą ramię w ramię z racjonalizmem logikę. Jednakowoż sztuka - a muzyka IMO zwłaszcza - to obszar koncentracji emocji; emocji twórcy, ale jeszcze bardziej emocjonalności odbiorcy. Dlatego tak łatwo dochodzi tu do ubóstwień, idolatrii i tym podobnych uczuciowych łamańców.
      • obly Re: Kimże powinien być dziś artysta muzyczny? Pyt 28.02.06, 11:11
        wszystko pięknie geigo
        przepięknie i arcypięknie tylko kwiaty rwac i tarzac sie...

        chodzi mi o pewne odczucie i nie wime na ile jest związane z faktem że wyrastam
        poza wiek przypisywany dobrze zapowiadajacym sie umarłym gwiazdom rocka
        (srednio w wieku ok 28 lat musisz już niezyć, gdyz gdy umierasz grubo po 30
        stce jestes juz zenującym nudziarzem) i brak mi fizycznie mi pewnych
        mistycznych atrybutów które przypisywałem wczesniej jakimkolwiek moim idolom.
        okazało się że poetyka to po protsu pisanie wierszy po chemii, uwaznosc dla
        swiata wynikala bardziej z braku wchodzenia w jego nurty i staniu obok, odwaga
        byla zwyczajnym brakiem wiedzy, a cierpenie i miotanie siewynikało z błednego
        widzenia pewnych rzeczy. Po za tym dzisiejszy swiat ukonstytuował sciezki pracy
        artysty tak aby zadna z nich nie byla "niewydeptana" aby przemysł mógl
        przewidziec wszelkie ruchy i nie stracić na tym iż ktokolwiek jest w stanie
        wydać na cokolwiek bezsensownego choćby kopiejkę i zając swoje 60%.
        Brak mi jest wolnosci tworzenia poprzez te sterty uwarunkowań do których
        artysta musi( ty mowisz może bezkonfliktowo) sie dostosowac aby zaistnieć.
        Pytanie któż nie dałby sie temu złamac? Tylko jednostki? A gdzie sa jednostki
        na miarę gwiazd literatury i filozofii z początkó XX wieku?. Ktos kto tworzy
        poza systemem nie istnieje. Kto tworzy w systemie musi się dostosować a wiec
        stac się pewnym wykrzywieniem. Do tego demitologizacja. Nie ma madrych świetych
        zacnych wszyscy to tylko ludzie którzy sie pocą i puszczaja bąki wink)). Można
        uciec tlyko w jakis wygodny dogmat pseudofilozoficzny lub wyjsc poza
        systemowosc i paradoksalnie gaszac swiatło widziec więcej. I to mnei własnie
        aktualnie interesuje.

        Ponadto:

        Nie podoba mi się emanująca z pierwszego postu Obłego ta idea zaprzęgnięcia szt
        > uki "do celu" choćby i najbardziej szczytnego, jakim jest "bycie
        autorytetem".

        Celowośc w sztuce jest zawsze, jest wynikiem motywacji autora i jego dążeń
        poprzez ralizację dzieła do okreslonego mniej lub bardziej efektu czy chocby
        dziecięcej ciekawosci: co to będzie.

        i własnie dochodzimy do wewnętrznych potrzeb - i myslę że najbardizej się
        zgodze co do empatii przez ciebie wyliczonej pod koniec ze jest to
        najwazniejsza cecha jaka pozwala zrozumiec cokolwiek tworzącemu. tylko na ile
        to będzie wewnętrze? wink))
        • geigo Re: Kimże powinien być dziś artysta muzyczny? Pyt 28.02.06, 15:21
          > wiek przypisywany dobrze zapowiadajacym sie umarłym gwiazdom rocka
          > (srednio w wieku ok 28 lat musisz już niezyć, gdyz gdy umierasz grubo po 30
          > stce jestes juz zenującym nudziarzem)

          Noo, ten stereotyp jest zaiste ciekawy. Dlaczego to właśnie muzyk musi żyć szybko i umrzeć młodo (w kwestię bielizny nie będę wnikać wink ) - bo inaczej staje się nieautentyczny, oszukańczy i koniunkturalny? Ma to pewnie bliski związek z tym, o czym pisałam pod koniec poprzedniego postu - muzyka to kłębowisko emocji. A wiadomo, im się jest młodszym, tym (generalnie) te emocje przychodzą łatwiej, chętniej się je wyraża i częściej się ich żąda. Tylko dlaczego na własne życzenie grzęznąć w stereotypie? Doświadczenie, wiek też mogą stać się doskonałą pożywką dla tworzenia - upewniam się o tym za każdym razem, kiedy słucham chociażby "Hurt" wykonywanego przez Johnny'ego Casha.


          > okazało się że poetyka to po protsu pisanie wierszy po chemii, uwaznosc dla
          > swiata wynikala bardziej z braku wchodzenia w jego nurty i staniu obok, odwaga
          > byla zwyczajnym brakiem wiedzy, a cierpenie i miotanie siewynikało z błednego
          > widzenia pewnych rzeczy.

          Co by Ci tu napisać... Dojrzewasz, po prostu wink) Ale na serio - strata złudzeń, przewartościowanie zawsze boli. I od tego punktu można pójść dwiema drogami - zamknąć się w cynizmie i zgryźliwości, stwierdzając, że toco bło wcześniej - sztuka, tworzenie - to rzecz dobra dla durnych, nie znających życia małolatów. Ale rozczarowania też można wykorzystać, przekszałcić, one też mogą stać się inspiracją, choć to o wiele trudniejsza sprawa. Głównym impulsem tworzenia nie jest przecież tylko borykanie się z konfliktami pochodzącymi z zewnątrz: z "systemem", z "Babilonem", z nierozumiejącymi twojej sztuki krytykami. Dla tworzenia o wiele istotniejsze jest borykanie się ze sobą, ze swoimi ograniczeniami, ze swoimi błędami - i wierz mi, nie mówię tego wyłącznie z pozycji teoretyka.


          > Pytanie któż nie dałby sie temu złamac? Tylko jednostki?

          Tak, tylko jednostki. Dlatego właśnie wielkich twórców nie ma na pęczki, na każdym rogu ulicy, mimo tego co pseudopsychologiczne poradniki bredzą o odkrywaniu w sobie kreatywności na miarę Leonarda d. V. C'est la vie, niestety.


          > Celowośc w sztuce jest zawsze, jest wynikiem motywacji autora i jego dążeń
          > poprzez ralizację dzieła do okreslonego mniej lub bardziej efektu czy chocby
          > dziecięcej ciekawosci: co to będzie.

          No tak - tyle że największa celowość (i najlepszy efekt) w sztuce pojawia się nie wtedy, kiedy założymy sobie osiągnięcie tego i tego - ale wówczas, gdy dziełu uda się wykroczyć poza ten cel doraźny, ten który twórca jest w stanie widzieć; innymi słowy, gdy dzieło jest mądrzejsze od twórcy. Niestety, trudno powiedzieć jaki składnik ludzkich umiejętności twórczych za taki efekt odpowiada - może przypadek? A może kontakt z jungowskim archetypem? wink Ile ludzi, tyle teorii na temat co czyni arcydzieło arcydziełem.


          > i własnie dochodzimy do wewnętrznych potrzeb - i myslę że najbardizej się
          > zgodze co do empatii przez ciebie wyliczonej pod koniec ze jest to
          > najwazniejsza cecha jaka pozwala zrozumiec cokolwiek tworzącemu. tylko na ile
          > to będzie wewnętrze? wink))

          Heh, chcesz poczuć wyłącznie własne wnętrze? Zrób sobie deprywację sensoryczną (kojarzysz "Odruch warunkowy" Lema?). Tylko że wtedy można ocknąć się w domu bez klamek, mając mniej czy bardziej poprzestawiane pod kopułą smile Zewnętrza potrzebujemy do normalności jak kania dżdżu. A empatię widzę właśnie jako taki specyficzny łącznik między tym, co w nas, a tym co nas otacza. Jednak nie jest ona nadana nam z góry, nie wiem też do jakiego stopnia można ją w sobie samodzielnie wykształcić - dlatego jako jej miejsce widzę właśnie owo wewnętrze smile
    • Gość: bla Re: Kimże powinien być dziś artysta muzyczny? Pyt IP: *.icpnet.pl 28.02.06, 21:45
      Niestety ale to pytanie zawarte w tytule samo się uniewaznia i znosi prowokując
      do jedynej sensownej odpowiedzi, ze artysta muzyczny, jak i kazdy inny artysta,
      zeby nim być, nie powinien być skrojony na miare wyobrazen oblego lub
      kogokolwiek innego, komu przychodzi rozmyślac w kategoriach kim to nie powinien
      być artysta wg wydumanych, kieszonkowych koncepcji. Zapisz sie pan lepiej do
      PiSu lub innej sekty, bo do artysty to lepiej bez zadnych oczekiwan, moralnych
      roszczen czy innych izmów podchodzić. na koniec zadam ciwczenie umyslowe w
      postaci pytania, kimze powinien byc odbiorca artystycznych wytworów, zeby nie
      musial miec wobec artystów głupich oczekiwan? Szukam rozwiązania tej zagadki od
      lat.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka