ppaw
18.12.02, 14:32
Mam parę takich. Nie jest to niby nic nadzwyczajnego ale ciągle mogę się nimi
nie nudzić.
1.SIMPLE MINDS - "Once Upon a Time". Nie do końca udana próba wejścia zespołu
na rynek amerykański. Te piano Yamahy, czarne chórki.... Ale np. gra sekcji
John Giblin-Mel Gaynor ciągle może być inspirująca.
2.WISHBONE ASH - "Just Testing". Na pierwszy rzut ucha tragedia. Gdzie się
podziały kawałki z czasów "Argusa" czy "There's A Rub"? Ale to jedyna płyta
WA, na której śpiewa i gra na basie John Wetton. Lepiej chyba nie pytać go o
nią? Swego czasu naprawdę podobała mi się - ale w czasach pankrokowych
wymieniłem ją na GBH.
3.THE STRANGLERS - "Aural Sculpture". To mógła by być rewelacyjna EP-ka. Ale
rozciągnięta do całej płyty raczej nudzi. Ale takiej "Ice Queen" to mogę
słuchać bez końca.