Gość: Argus
IP: *.uci.uni.torun.pl
26.01.03, 15:59
Pod koniec zeszlego roku udalo mi sie nabyc za niemala kwote 80 zlotych nowy album Camela.Teraz juz sie z plyta osluchalem i chcialem podzielic sie moimi uwagami na jej temat.Przede wszystkim-Camel stal sie radosniejszy.Moze dlatego,ze plyta jest opowiescia o dziecinstwie.Wiecej tu radosnych melodii niz na przepieknie smutnym (i moim ulubionym Rajaz).Na pewno "For today" poswiecony pamieci ofiar WTC jest dla mnie najpiekniejszym utworym nagranym w 2002 roku.Jest tam wszystko za co lubie Camela-dlugie,naprawde dlugie gitarowe solo,piekna melodia wokalna snuta przez melancholijny glos Latimera.Arcydzielo.Co do reszty utworow to jest roznie.A jest ich jeszcze szesc.Taki 10-minutowy "Fox Hill" wydaje mi sie "przegadany",zaczyna sie skocznie, rozwija sie jakos tak bez pomyslu.Szkoda tych 10 minut-bo przeciez znajac Latimera mogl wypelnic je czyms piekniejszym.Tytulowy "A nod and a wink" tez prawie 10 minutowy jest juz o klase lepszy.Tam nastroje sa bardziej wywazone-jak w dobrym obrazie,kolory sie ladnie ze soba
komponuja.To taki ladny muzyczny pejzaz."A boy's life" i "Simple Pleasures"-bardzo dobre kompozycje,ulotne jak zapach perfum o ktorym spiewa Latimer w drugim z tych utworow.Reasumujac- album,ktorego nie sposob nie polecic-ale dla kogos kto jest nadal zakochany w Rajaz,moze wydawac sie momentami zbyt naiwny.Nie jest takze jedna muzyczna opowiescia-to raczej zbior utworow niekoniecznie laczacych sie w jedna spojna calosc.Ale jest tam kilka takich momentow,ze serce przyspiesza z predkoscia huraganu.Jezeli komus chcialo sie to czytac-dziekuje za uwage.Pozdrawiam.