Gość: sunny Re: Jak odróżnić dobrą muzykę od złej? IP: 213.17.133.* 09.05.03, 23:18 Myślę, że każdy ma w sobie taki barometr... --- Tall cans in the air Odpowiedz Link Zgłoś
ilhan Re: Jak odróżnić dobrą muzykę od złej? 09.05.03, 23:37 pixie napisała: > Jak odróżnić dobrą muzykę od złej? Posłuchać. Odpowiedz Link Zgłoś
vulture subiektywizm 100% 09.05.03, 23:40 dobra: ta, która mi się podoba bądź ta, która mi się nie podoba, ale szanuję zła: reszta Odpowiedz Link Zgłoś
pixie Re: Jak odróżnić dobrą muzykę od złej? 10.05.03, 00:00 To może rozwinę temat: Skąd wiadomo, że to jest świetne, a to kiepskie? Osobiście, kiedy słucham pewnego rodzaju muzyki (czytaj: włączam radio lub oglądam telewizję), po kilku minutach czuję, że mózg mi rozmięka i to skłania mnie do zaniechania tego aktu. Ale skąd mam wiedzieć, że to jest zła muzyka? Może po prostu jeszcze do niej nie dorosłam? To oczywiście żart, ale w stosunku do wielu twórców uznawanych za wybitnych długo musiałam się przełamywać, aby ich zaakceptować, a wiele ambitnych gatunków, jak np. jazz, zupełnie mnie nie pociąga – nie rozumiem takiej muzyki. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że krytyk muzyczny to po prostu osoba znakomicie obeznana z szerokim zakresem muzyki, która w swoich ocenach kieruje się uśrednioną jakością przesłuchanych płyt. Jego oceny są więc nieco rozmydlone, zwłaszcza jeśli przesłuchuje każdą płytę tylko raz czy dwa. Moja hipoteza jest taka - im więcej "cierpienia" na początku znajomości, tym bardziej kochamy i podziwiamy muzykę = jest dobra. Odpowiedz Link Zgłoś
stazzio To proste... nie można ;) 10.05.03, 04:25 Ogólnie rzecz ma się tak, jak ją zdefiniował przed laty Gombrowicz... (pisząc o zupie pomidorowej). Parafrazując jego przymyślenia, można stwierdzić, że nie ma muzyki obiektywnie dobrej i obiektywnie złej... no może poza Ich Troje (sorry, nie mogłem się powstrzymać). Wszystko jest raczej wypadkową tzw. kontekstu pozamuzycznego, a zatem przede wszystkim wrażliwości odbiorcy, ogólnie przyjętej estetyki w danym momencie historycznym i innych takich dupereli... Dość powiedzieć, że niemal wszyscy naprawdę wielcy miewali ciężkie chwile z przyjęciem wśród odbiorców, zwłaszcza jeśli tworzyli coś zupełnie nowego, ich dzieła często nazywano bezguściem, odmawiano im jakiejkolwiek wartości artystycznej etc. W sztukach plastycznych najwyrazistszym tego przykładem są - zdaje się - impresjoniści. W muzyce "klasycznej" najbardziej chyba cierpiał Wagner, któremu śmiano się w nos, że takie głupoty wypisuje... Na szczęścia facet miał wizję i wierzył w siebie... Za tą krytyką stały zwykle różne kwestie "pozamerytoryczne". Myślę, że nie da się stwierdzić jednoznacznie, że coś w sztuce jest dobre lub złe absolutnie... I dobrze, bo takie twierdzenie jest zawsze uzurpacją... Tzw. fakty artystyczne nie istnieją przecież w oderwaniu od świata, stają się dobre lub złe tylko w naszym odbiorze, w zderzeniu z naszą wrażliwością... jak mówią Anglosasi: "In the beholder's eye"... Z punktu widzenia historyków sztuki dobre jest to, co w najpełniejszy sposób realizuje założenia jakiejś artystycznej doktryny, złe - to, co czyni to nieporadnie lub fałszywie... Z punktu widzenia klasycznych etyków dobre jest to, co piękne, a piękne jest to, co historycy sztuki nazywają dobrym (taka mała pętla myślowa, ale chyba właściwa) i na dodatek budzi w człowieku tzw. "uczucia wyższe". Z punktu widzenia nas, zwykłych zjadaczy płyt, kaset, książek i filmów, dobre jest po prostu to, co nam się podoba, złe to, co do nas nie przemawia... Trzeba więc zaufać swojej wrażliwości i używać jej jako kategorii różnicującej. Amen PS bardzo mi się podoba Twój żart o krytykach muzycznych i ich "obeznaniu z szerokim zakresem muzyki"... Istnieje oczywiście paru takich, większość jednak - i jest to nie tylko przypadek krytyki muzycznej, ale również filmowej i literackiej - to goście, którzy wysłuchali w swoim życiu iluś tam tysięcy płyt i stwierdzili, że to ich uprawnia do autorytarnego wypowiadania się na temat sztuki... w gruncie rzeczy oni też piszą o tym, co im się podoba, a co nie... nie zaś o tym, co jest dobre, a co złe... Odpowiedz Link Zgłoś
otto_1 Re: To proste... 10.05.03, 13:17 To proste. Wystarczy przesłuchać milion utworów (najlepiej, żeby to były różne utwory) Potem już na pewno się nie pomylisz. A Twój post bardzo słuszny. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
ihopeyouwilllikeme Re: To proste... 10.05.03, 15:24 Ja też uważam że nie rozumiem jazzu, co nie zmienia faktu że go uwielbiam, i uwielbiam go słuchać ))) A może to znaczy, że już go rozumiem ? Ale co to znaczy " rozumieć muzykę " ? Odpowiedz Link Zgłoś
stazzio Re: To proste... 10.05.03, 15:35 ihopeyouwilllikeme napisał: > Ja też uważam że nie rozumiem jazzu, co nie zmienia faktu że go uwielbiam, i > uwielbiam go słuchać ))) A może to znaczy, że już go rozumiem ? Ale co to > znaczy " rozumieć muzykę " ? W romantycznej (tzn. stworzonej przez romantyzm, a nie przez filmy z Meg Ryan) hierarchii sztuk muzyka znajdowała się na samym szczycie, niżej było malarstwo, a najniżej literatura (poezja, bo proza to w ogóle się pocżatkowo nie liczyła w rankingach). Tak wysoka pozycja muzyki wynikała z tego, że jako jedyna potrafiła ona przekazać uczucia człowieka niejako "pozarozumowo"... muzyki nie da się zrozumieć, można ja tylko odczuwać... dlatego nie poddaje się intelektualnym rozważaniom - i całe szczęście Odpowiedz Link Zgłoś
ihopeyouwilllikeme Re: To proste... 10.05.03, 15:41 Uff... bo już się przeraziłem, że nie jestem godzien jazzu słuchać ))) Odpowiedz Link Zgłoś
pixie Re: To proste... 10.05.03, 17:14 stazzio napisał: > ihopeyouwilllikeme napisał: > > > Ja też uważam że nie rozumiem jazzu, co nie zmienia faktu że go uwielbiam, > i > > uwielbiam go słuchać ))) A może to znaczy, że już go rozumiem ? Ale co > to > > znaczy " rozumieć muzykę " ? > > W romantycznej (tzn. stworzonej przez romantyzm, a nie przez filmy z Meg > Ryan) hierarchii sztuk muzyka znajdowała się na samym szczycie, niżej było > malarstwo, a najniżej literatura (poezja, bo proza to w ogóle się pocżatkowo > nie liczyła w rankingach). Tak wysoka pozycja muzyki wynikała z tego, że jako > jedyna potrafiła ona przekazać uczucia człowieka niejako "pozarozumowo"... > muzyki nie da się zrozumieć, można ja tylko odczuwać... dlatego nie poddaje się > > intelektualnym rozważaniom - i całe szczęście > Ale jest też coś takiego jak poznanie pozarozumowe - słynna intuicja. Wydaje mi się, że to to samo co wrażliwość - np. muzyczna. Jeśli wrażliwość Ihope akceptuje jazz, to znaczy, że go rozumie. Uff... wybrnęłam? Odpowiedz Link Zgłoś
pixie Re: To proste... nie można ;) 10.05.03, 17:04 stazzio napisał: > Ogólnie rzecz ma się tak, jak ją zdefiniował przed laty Gombrowicz... (pisząc o > > zupie pomidorowej). Parafrazując jego przymyślenia, można stwierdzić, że nie ma > > muzyki obiektywnie dobrej i obiektywnie złej... no może poza Ich Troje (sorry, > nie mogłem się powstrzymać). Wszystko jest raczej wypadkową tzw. kontekstu > pozamuzycznego, a zatem przede wszystkim wrażliwości odbiorcy, ogólnie > przyjętej estetyki w danym momencie historycznym i innych takich dupereli... Może to jak z uczeniem się - jest muzyka łatwa i trudna. I tak jak niektórzy ludzie kończą edukację na podstawówce, tak inni poprzestają na muzyce na najniższym poziomie i nie rozwijają się pod tym względem. Z tym, że ja analizuję problem bardziej z perspektywy indywidualnego odbiorcy, a ty chyba raczej z perspektywy socjologicznej. > Dość powiedzieć, że niemal wszyscy naprawdę wielcy miewali ciężkie chwile z > przyjęciem wśród odbiorców, zwłaszcza jeśli tworzyli coś zupełnie nowego, ich > dzieła często nazywano bezguściem, odmawiano im jakiejkolwiek wartości > artystycznej etc. A tu nasuwa mi się pytanie, gdzie kończy się muzyka, a zaczyna hmm... eksperymentowanie z dźwiękami. Niektórzy artyści przekraczają w imię wolności artystycznej granice akceptowalności każdego człowieka oprócz siebie. > Myślę, że nie da się stwierdzić jednoznacznie, że coś w sztuce jest dobre lub > złe absolutnie... I dobrze, bo takie twierdzenie jest zawsze uzurpacją... Tzw. > fakty artystyczne nie istnieją przecież w oderwaniu od świata, stają się dobre > lub złe tylko w naszym odbiorze, w zderzeniu z naszą wrażliwością... jak mówią > Anglosasi: "In the beholder's eye"... [...] > Z punktu widzenia nas, zwykłych zjadaczy płyt, kaset, książek i filmów, dobre > jest po prostu to, co nam się podoba, złe to, co do nas nie przemawia... > Trzeba więc zaufać swojej wrażliwości i używać jej jako kategorii różnicującej. Nawiązując do mojej Masochistycznej Teorii Muzyki (w skrócie MTM), nie słucham Ich Troje, bo ich muzyka jest dla mnie zbyt prosta, nie dostarcza mi wystarczającej ilości wrażeń. A ja pytam: skąd się bierze wrażliwość muzyczna? Czy jest jakaś nadzieja dla ludzi, którzy kochają Ich Troje? > Amen > > PS bardzo mi się podoba Twój żart o krytykach muzycznych i ich "obeznaniu z > szerokim zakresem muzyki"... Istnieje oczywiście paru takich, większość jednak > - > i jest to nie tylko przypadek krytyki muzycznej, ale również filmowej i > literackiej - to goście, którzy wysłuchali w swoim życiu iluś tam tysięcy płyt > i stwierdzili, że to ich uprawnia do autorytarnego wypowiadania się na temat > sztuki... w gruncie rzeczy oni też piszą o tym, co im się podoba, a co nie... > nie zaś o tym, co jest dobre, a co złe... To daje mi nadzieję na przyjemną pracę w przyszłości A poważnie, to po co komu krytycy? Gdyby dać płytę bez opisu i nazwy wykonawcy setce ludzi, reprezentujących różne upodobania muzyczne i po ok. 5 przesłuchaniach dać do wypełnienia kwestionariusz... Przepraszam, te studia mnie wykańczają... Teza zawarta w temacie postu (dobra-zła muzyka) jest małą prowokacją - tak naprawdę myślę, że taka dychotomia nie istnieje, a jakość muzyki płynnie przechodzi od jednego bieguna do drugiego. Dzięki Stazzio za tak obszerny komentarz. Dałeś mi do myślenia. Odpowiedz Link Zgłoś