Sympatia i muzyka

10.05.03, 22:08
słuchałem sobie właśnie "Eli Lama Sabachtani" i naszła mnie taka jedna myśl. W wypadku zdecydowanej większości kapel moja sympatia (czy coś więcej) dla granej przez nie muzyki jednoznaczna jest z sympatią dla muzyków. Głupio to trochę brzmi, bo w sumie ich nie znam, ale jakoś tak jestem przekonany, że Keenen & Co to równi kolesie a Tankian to już w ogóle zajebisty gość. Jak się nad tym chwilę zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że są jednak takie postacie, które tworzą/tworzyli muzykę która mi po części chociaż odpowiadała a mimo to ich po prostu nie lubię. Wilki właśnie, chłopaków z Metalliki też jakoś nigdy specjalnym sentymentem nie darzyłem, ostatnio Limp Bizkit coraz mniej, choć parę ich kawałków bardzo lubię... nie ma tych przykładów zbyt wiele, ale się zdarzają.
Pytanie - dlaczego tak jest, i skąd się biorą ewentualne wyjątki ? Macie jakiś pomysł? ja jakiś tam mam, ale najpierw chciałbym usłyszeć co Wy powiecie....

Lov.
    • laurka1 Re: Sympatia i muzyka 10.05.03, 22:11
      Oj Loveletter jakby Cię taki jeden z drugim olał i zbluzgał bo pewnie takich fanów to widzieli tysiące to już by nie byli tacy sympatyczni. No ale ja naoglądałam się amerykanskich filmów a tam same zblazowane gwiazdy rocka wink))
      • loveletter Re: Sympatia i muzyka 11.05.03, 08:33
        laurka1 napisała:

        > Oj Loveletter jakby Cię taki jeden z drugim olał i zbluzgał bo pewnie takich fa
        > nów to widzieli tysiące to już by nie byli tacy sympatyczni. No ale ja naogląda
        > łam się amerykanskich filmów a tam same zblazowane gwiazdy rocka wink))

        no dobra laurko, ale ja nie jestem żadnym łowcą autografów więc pewno do żadnych scysji nie dojdzie. Acha, i jeszcze jedna kapela mi się przypomniała z tych nielubianych - Oasis.

        Lov.
        • huney : Sympatia do muzyka 11.05.03, 11:43
          loveletter napisał:

          >no dobra laurko, ale ja nie jestem żadnym łowcą autografów więc pewno do
          żadnych scysji nie dojdzie. Acha, i >jeszcze jedna
          >kapela mi się przypomniała z tych nielubianych - Oasis.

          Może wpływ na sympatie ma tez look artysty- wszak przyzwyczajono nas do
          umięśnionych torsów ( czyżby tez nie sam Red Hot??? ), wymakijażowanych
          oblicz, błysku oka (w sztucznym oświetleniu) i niemalże tanecznych ruchów Ma
          się to prawo nie lubić odmieńców.


          tongue_out.
    • Gość: eeetam Re: Sympatia i muzyka IP: *.wro.vectranet.pl / 10.10.1.* 11.05.03, 10:35
      też taki kiedyś miałem smile
      miałem, bo kiedy przeczytałem o narktykowo-erotycznych orgiach członków
      uwielbionego przeze mnie wówczas zespołu Led Zeppelin mój mój mały światek się
      zawaliłsmile)))))))
      żartuje, ale byłem szczerze zawiedziony, ze taką wspaniałą muzykę tworzy banda
      zdemoralizowanych hedonistów;
      od tego czasu już nie przelewam umiłowania muzyki na sympatię do muzyków,
      choć zdarzają się tacy muzycy, których chętnie bym poznał bliżej
    • huney Sympatia do muzyka 11.05.03, 11:42
      loveletter napisał:

      >słuchałem sobie właśnie "Eli Lama Sabachtani" i naszła mnie taka jedna myśl. W
      wypadku zdecydowanej >większości kapel moja sympatia
      >(czy coś więcej) dla granej przez nie muzyki jednoznaczna jest z sympatią dla
      muzyków. Głupio to trochę >brzmi, bo w sumie ich nie
      >znam, ale jakoś tak jestem przekonany, że Keenen & Co to równi kolesie a
      Tankian to już w ogóle zajebisty gość.

      Szkoda tylko, że większość „zajebistych” kolesi nie para się muzyką smile, może
      wtedy wyszłoby więcej energetyzującego rock`a. Swoją drogą, trudno by było mi
      uwierzyć, że ludzie piszący nieźle zakręcone kawałki mają dość równo pod
      sufitem. Oryginalność wymaga poświęceń smile))).

      > Jak się nad tym
      >chwilę zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że są jednak takie postacie,
      >które tworzą/tworzyli muzykę która mi po części chociaż
      >odpowiadała a mimo to ich po prostu nie lubię.

      >Wilki właśnie,
      Czy miał na to wpływ singiel roku, czy tak Cię naszło od samego początku???

      >chłopaków z Metalliki też jakoś nigdy specjalnym sentymentem nie
      >darzyłem, ostatnio Limp Bizkit coraz mniej, choć parę ich kawałków bardzo
      lubię... nie ma tych przykładów >zbyt wiele, ale się
      >zdarzają.
      >Pytanie - dlaczego tak jest, i skąd się biorą ewentualne wyjątki ? Macie jakiś
      pomysł?

      Cóż, wytrawny znawca pewnie powiedziałby, że może trawić Cię zawodowa
      nienawiść tongue_out, ale ja mam inną odpowiedź- nie mam bladego pojęcia smile)))).

      ja jakiś tam mam, ale najpierw chciałbym
      usłyszeć co Wy powiecie....

      Zazwyczaj miedzy odsłuchującym a wokalistą ścieżką jednostronnej komunikacji
      jest wokal ( nie licząc wirtuozerskich popisów instrumentalistów), a że
      przeważnie wokalista/- tka stanowi centrum zespołu, więc od niego/- niej w
      większej mierze zależy, jak zostaną odebrani. Taki na przykład AC/DC, hmm,
      ekhm, całkiem ciekawy zespół, a traktuję go nieco pobłazliwie, może dlatego,
      że pobłażliwość należy się niewątpliwie powalającemu głosowi rockman`a-
      wokalisty smile))))

      Pozdrawiam

      >Lov.
      >
Pełna wersja