loveletter
10.05.03, 22:08
słuchałem sobie właśnie "Eli Lama Sabachtani" i naszła mnie taka jedna myśl. W wypadku zdecydowanej większości kapel moja sympatia (czy coś więcej) dla granej przez nie muzyki jednoznaczna jest z sympatią dla muzyków. Głupio to trochę brzmi, bo w sumie ich nie znam, ale jakoś tak jestem przekonany, że Keenen & Co to równi kolesie a Tankian to już w ogóle zajebisty gość. Jak się nad tym chwilę zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że są jednak takie postacie, które tworzą/tworzyli muzykę która mi po części chociaż odpowiadała a mimo to ich po prostu nie lubię. Wilki właśnie, chłopaków z Metalliki też jakoś nigdy specjalnym sentymentem nie darzyłem, ostatnio Limp Bizkit coraz mniej, choć parę ich kawałków bardzo lubię... nie ma tych przykładów zbyt wiele, ale się zdarzają.
Pytanie - dlaczego tak jest, i skąd się biorą ewentualne wyjątki ? Macie jakiś pomysł? ja jakiś tam mam, ale najpierw chciałbym usłyszeć co Wy powiecie....
Lov.