mesmeredia
21.05.03, 11:00
Mogwai „Happy Songs For Happy People”
Nie jestem szczęśliwym człowiekiem, ale takowym się stałam, od kiedy ten
album gości w domu moim. To płyta doskonale skomponowana, której nic nie
brakuje, po prostu czysta perfekcja. Muzyka płynie i płynie a właściwe sączy
się bez przeszkód do uszu. Każdy ma chyba takie swoje utwory, które lubi ze
względu na fajne klawisze, cudowne solo gitarowe czy inne detale. Tu mamy
same takie urzekające kawałki, które przyczepiają się po jednorazowym
przesłuchaniu. Takie jak "Tracy" czy "2 Rights make 1 Wrong". Tyle, że są one
złośliwie za krótkie i trzeba do nich ciągle wracać. Nie znaczy to, że album
jest płytki i prymitywny. Album jest piękny i z góry współczuję recenzentom
różnych maści, którzy będą się starali coś mądrego o owej płycie napisać. Sam
zwalający początek „Hunted by a freak” i na koniec tzw. wykop „Stop Coming to
My House”. Jeżeli Sigur Rós nic nie wyda w tym roku to będzie płyta roku
2003. Aha, nie ma tutaj nic w stylu "Dial: Revenge", wokale, jeśli są (albo
mi się tak wydaje, że to wokale) to takie rozmyte, przetworzone przez
wszystkie możliwe filtry, że wychodzi z tego raczej nowy dźwięk. No
może "Golden Porsche" jest takim uroczym małym kawałkiem, taką błyskotką. W
ogóle nie mogę się uwolnić od "Happy songs...". Obsesja jakaś.
I.