vulture
22.06.03, 14:28
Zaopatrzyłem się niedawno w album "Caught live + 5" The Moody Blues i
doznałem czegoś w rodzaju niestrawności - piękne w wersjach studyjnych utwory
wyszły ba żywo bardzo słabo; wokaliści fałszowali, brzmienie było cienkie,
zespół nie był w stanie odtworzyć całej palety dźwięków, obecnej na płytach
studyjnych... żenada jednym słowem. Ponieważ nie jest to, oczywiście,
pierwszy mój kontakt z beznadziejnym albumem live, postanowiłem że zbiorę
jakoś cechy DOBREJ płyty nagranej na koncercie...
- słychać wszystkie instrumenty
- słychać wokalistów
- słychać reakcję publiczności
- wszyscy grają i śpiewają dobrze
- brzmienie jest pełne, a nie jak z dyktafonu na wyczerpanej baterii
- płyta zawiera informację o tym, gdzie i kiedy dokonano nagrań
- utwory nie są wyciszane ani cięte
- utwory albo różnią się od pierwowzorów studyjnych, albo są przynajmniej tak
samo dobrze zagrane
- dobór repertuaru nie jest dziełem przypadku
Może jeszcze jakieś sugestie?...