Artysta wiele ma twarzy...

25.07.03, 15:37
Wielu artystów łapie się różnych stylów, próbuje grać różną muzykę. W którymś
momencie swojej kariery, ni z tego, ni z owego zaczynają grać coś czego nikt
po nim nie oczekiwał. Te poszukiwania w jednym przypadku kończą się sukcesem,
w innym - sromotną klęską.

Przykład pozytywny. Nigdy nie byłem przekonany do solowego Gary Moora. Numery
w stylu Out In The Fields trąciły mi Bon Jovim i innym tego typu graniem.
Aż w/w nagrał płytę Still Got The Blues. Pomyślałem wówczas - po co ten
człowiek tak się wcześniej męczył z tym soft rockiem, kiedy jego
przeznaczeniem jest granie bluesa...
    • teddy4 Re: Artysta wiele ma twarzy... 25.07.03, 16:02
      Przykłady negatywne - ROTARY, LIZAR, ANNA B,, GAYGA (to z Polski - i Vulture
      zaraz tu wymieni 100 dalszych przykładów).
      A ze świata:
      MARILLION - chociaż dopóki nie biorą się za hip-hop albo grunge (w tym roku
      powinni odkryć to zjawisko sprzed 12 lat) - ciągle jest jakaś nadzieja.
      • cze67 Re: Artysta wiele ma twarzy... 28.07.03, 10:31
        Przykład pozytywny. Rod Steward - w sumie zawsze go lubiłem za jego
        zachrypnięty głos, ale płytą z utworami z lat 30-tych: It Had to Be You...The
        Great American Songbook po prostu mnie zabił. Jego wokal wspaniale pasuje do
        tych znakomitych standardów. Oto przykład jak w prosty (a przy tym genialny)
        sposób można odkurzyć starocie i przy okazji zachwycić.
    • vulture aaaaa rod stewart aaaaaaaaaaaa 28.07.03, 10:42
      Mam tę płytę. Fakt, jest lepsza niż cokolwiek RS był uprzejmy wcześniej nagrać
      (poprzeczka nie była ustawiona zbyt wysoko), ale mi się nie podoba. Stewart nie
      brzmi wiarygodnie w takim repertuarze, jego głos jest dla mnie "doklejony", po
      prostu odśpiewuje standardy.
      Zauważyłem, że jak artysta już nie ma pomysłów (albo nie tylko artysta, bo
      Robbie Williams też sprofanował klasyki jazzu jakiś czas temu), to nagrywa
      płytę ze standardami. Już kiedyś o tym pisałem. Poprzednio takie coś zrobił
      Bryan Ferry, ostatnio Robert Palmer. W Polsce - Irena Santor ("Santor Cafe", z
      tekstami przetłumaczonymi przez W. Młynarskiego). I nie są to przeróbki znanych
      hitów pop, bo wtedy można by się przypieprzyć, że ktoś jedzie na sławie cudzych
      hitów, ale są to przeróbki jazzu, gatunku uważanego za taki, który nie podlega
      krytyce. I taki Rod Stewart wie, że nikt nic złego nie powie na standardy
      Gershwina czy Portera nagrane w mniej wiecej tradycyjny sposób (acz kotletowo).
      Zabieg jest na tyle perfidny, że niedługo posłuchamy płyty "Madonna Sings Duke
      Ellington" i wcale się z tego powodu nie ucieszę.
      • cze67 Re: aaaaa rod stewart aaaaaaaaaaaa 28.07.03, 11:05
        vulture napisał:

        > Mam tę płytę. Fakt, jest lepsza niż cokolwiek RS był uprzejmy wcześniej
        nagrać(poprzeczka nie była ustawiona zbyt wysoko), ale mi się nie podoba.
        Stewart nie brzmi wiarygodnie w takim repertuarze, jego głos jest dla mnie
        "doklejony", po prostu odśpiewuje standardy.

        A według mnie, interpretuje. Urok tej płyty polega na tym, że lekko starszawy
        już pan śpiewa mocno starszawe piosenki.
        • vulture stare dziadki i stare kawałki 28.07.03, 11:11
          cze67 napisał:
          > A według mnie, interpretuje. Urok tej płyty polega na tym, że lekko starszawy
          > już pan śpiewa mocno starszawe piosenki.

          Hm, a ja z serii "stare dziadki grają jazz" bardzo lubię płyty Charliego
          Wattsa. Interpretuje on standardy wprawdzie bardzo zachowawczo, ale z dużym
          smakiem, świetnie czując klimat tych nagrań. Do dziś jedną z ulubionych przeze
          mnie wersji "I've Got A Crush On You" jest właśnie wersja Wattsa z albumu "Long
          Ago And Far Away" (nawetwyszło na singlu i teledysk był), genialnie zaśpiewane
          przez Bernarda Fowlera, który na trasach The Rolling Stones śpiewa w chórkach -
          ale naprawdę, nie każdy klasyk nawet w tradycyjnej interpretacji się obroni. Na
          albumie "The Glory Of Gershwin" w/w utwór śpiewa Carly Simon i powinno się ją
          za to zamknąć do więzienia.
    • Gość: Sugar incognito Re: Artysta wiele ma twarzy... Bruce Springsteen IP: *.retsat1.com.pl 28.07.03, 10:57
      Bruce Springsteen. Nagrał kolejno wspaniałe "Born to run", solidne "Darkness on
      the edge of town", świetne "The river" i gdy jego kariera nabrała olbrzymiego
      biegu, nagrał akustyczną, Dylanowką "Nebraskę", przez wielu uważaną za jego
      szczytowe osiągnięcie. Później powtórzył ten manewr i po nagraniu "Human Touch"
      i "Lucky Town", przedstawił światu country-folkowe "The Ghost of Tom Joad"...

      Parę słów nt. tych płyt. "Nebraska" zasługuje w ogóle na osobny wątek. Bruce
      nagrał całość w pokoju, za pomoca gitary, efektu z pogłosem i zwykłego
      magnetofonu (2/3 śladowego). W ten sposób powstały takie klasyki jak "Atlantic
      City", "Highway patrolman", czy "Johnny 99". Teksty są fenomenalne...

      ...ale nie tak fenomenalne jak te na "The Ghost of Tom Joad". Dzięki tej płycie
      zrozumiałem geniusz tego człowieka. Pod wpływem tej płyty obejrzałem
      wspaniały "The grapes of wrath". Nagle uświadomiłem sobie że utwór tytułowy to
      idealna metafora, komentująca rzeczywistość amerykańską lat 90-tych,
      z perspektywy bohatera tego filmu (z lat 20-tych). Co więcej Bruce użył w
      większości tych samych słów i sformułowań co w filmie i połączyłje we wspaniały
      tekst! Jeżeli dodamy do tego niesamowity wprost "Youngstown", uzyskamy 3-cią
      (po "The Rising" i "Born in the USA") najlepszy album the Bossa...

      PS: co nie zmienia faktu iż najlepiej The Gost... zagrali Rage`owie
      PS2: a do czasu ustąpienia (mam nadzieję rychłego) urzędasa z funkcji guru,
      musze się ukrywać...

      • vulture zalecam konsekwencję w słowach i czynach 28.07.03, 11:05
        Gość portalu: Sugar incognito napisał(a):
        > PS2: a do czasu ustąpienia (mam nadzieję rychłego) urzędasa z funkcji guru,
        > musze się ukrywać...

        Chyba obejmę urząd dożywotnio. Aha, moja rodzina jest długowieczna.
      • Gość: As do Sugara IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 28.07.03, 16:36
        Parę uwag.

        1. Dzięki temu postowi wiem, że jesteś tomem_joadem, który obraził zarówno
        mnie, jak i moją matkę.
        2. Film "Grapes Of Wrath" rzeczywiście fajny choć staruteńki, ale mimo to
        polecam książkę Steinbecka.
        3. Dla mnie to jest trylogia - książka, film, płyta. Płytą jest concept-album
        artrockowej grupy Camel o tytule "Dust And Dreams", treść literacka płyty
        oparta jest właśnie na książce "Grona gniewu". Świetny krążek, polecam - muzyka
        wspaniale oddaje dramatyczną akcję.
        • homohedonistus do Asa... 28.07.03, 17:38
          Gość portalu: As napisał(a):


          > 1. Dzięki temu postowi wiem, że jesteś tomem_joadem, który obraził zarówno
          > mnie, jak i moją matkę.


          Teraz udowodniłeś, że kompletnie nic nie zrozumiałeś z nauk Sugara. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy udzielać Tobie jakiś korepetycji. Bardzo lubię koszarowy humor, ale niekoniecznie w wykonaniu Sugara.
          • Gość: As Re: do Asa... IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 28.07.03, 17:41
            homohedonistus napisał:

            > Gość portalu: As napisał(a):
            >
            >
            > > 1. Dzięki temu postowi wiem, że jesteś tomem_joadem, który obraził zarówno
            >
            > > mnie, jak i moją matkę.
            >
            >
            > Teraz udowodniłeś, że kompletnie nic nie zrozumiałeś z nauk Sugara. Mam
            nadziej
            > ę, że nie przyjdzie mu do głowy udzielać Tobie jakiś korepetycji. Bardzo
            lubię
            > koszarowy humor, ale niekoniecznie w wykonaniu Sugara.
            >
            >

            Homo, luzik smile

            Ja Coala traktuję z dystansem. Póki pisze z sensem o muzyce którą lubię, jest
            OK, inne rzeczy pomijam bo "szkoda prądu".
            • homohedonistus Re: do Asa... 28.07.03, 17:51
              Też go traktowałem z dystansem. Do czasu, aż się przyznał, że ma misję od Boga...
        • Gość: Dissapointment... Response dla Asa IP: *.retsat1.com.pl 29.07.03, 10:49
          Gość portalu: As napisał(a):

          > Parę uwag.
          >
          > 1. Dzięki temu postowi wiem, że jesteś tomem_joadem, który obraził zarówno
          > mnie, jak i moją matkę.

          Napisałem strasznie długą i pełną nienawiści tyradę nt. "toma_joada", TWA
          i twojej osoby na tym forum, ale (niestety?) z różnych tajemniczych
          i niewyjaśnionych względów, podczas wysyłania tego postu, wystąpiły
          nieprzewidziane problemy techniczne, które spowodowały że ów post przepadł...

          Zrozumiałem wtedy że był to znak od Boga smile Niezgoda rujnuje wink

          A teraz serio. Nie chce mi się powtarzać tego co napisałem, a co mi się
          skasowało, więc przejdę od razu do meritum. W dyskusji na temat TWA, w której
          wziąłem udział przy pomocy postu pt. "Nienawiść do TWA", wymieniłem WSZYSTKIE
          nicki jakimi się posługiwałem. Możesz wpisać w wyszukiwarkę tytuł postu i
          sprawdzić czy znajduje się tam "tom_joad"? Zdziwisz się...

          Napiszesz: "dlaczego po tych wszystkich strasznych doświadczeniach,
          towarzyszących twojej działalności na forum jako "Coal Chamber", ktokolwiek
          miałby ci ufać?"

          Odpowiem: "ponieważ dalsze obrażanie innych, dla samego tylko obrażania mnie
          znudziło. Co więcej, nie licząc pojedyńczych przypadków drobnych potyczek
          słownych z forumowiczami nie należącymi do TWA, wszystkie moje posty
          sygnowane "Sugar"`em są miłe i przyjazne społeczeństwu."

          Jednakże zdając sobie świadomość z ciężaru traumy, ciążącej na wszystkich
          obrażonych przeze mnie członkach TWA, akceptuję te ataki na moją osobę z
          pokorą wink

          Chciałbym jednakże nadmienić iż NIGDY NIC nie łączyło mnie z osobą podpisującą
          się "tom_joad", której twórczość na forum zapamiętałem jako prymitywną,
          nielogiczną i prostacką.

          > 2. Film "Grapes Of Wrath" rzeczywiście fajny choć staruteńki, ale mimo to
          > polecam książkę Steinbecka.

          Staruteńki ale zajebisty! Wczoraj obejrzałem na Ale Kino! inny stary film
          pt. "Czerwona linia" ("Fail-Safe") i powoli staję się wielkim fanem Henry`ego
          Fondy.

          > 3. Dla mnie to jest trylogia - książka, film, płyta. Płytą jest concept-album
          > artrockowej grupy Camel o tytule "Dust And Dreams", treść literacka płyty
          > oparta jest właśnie na książce "Grona gniewu". Świetny krążek, polecam -
          > muzyka wspaniale oddaje dramatyczną akcję.

          Perhaps... ale Camel kojarzy mi się tylko z fajkami... smile

          Szugarov.

          I jeszcze jedno.

          Oto jak ślicznie TWA zdominowało wątek o Bruce Springsteenie swoimi ranami
          z przeszłości... Chyba nie do końca zdaję sobie sprawę z rozmiarów zniszczeń
          jakie dokonałem w waszych głowach...
      • madee1 Re: Artysta wiele ma twarzy... Bruce Springsteen 28.07.03, 18:47
        Dla mnie Bruce Springsteen to płyta 'The Wild The Innocent and The E Street
        Shuffle', o której nie wspomniałeś, a szkoda. Jego wcielenia pod tytułem 'Born
        in the USA' nie akceptuję zupełnie.
    • arturox Re: Artysta wiele ma twarzy... 28.07.03, 14:04
      rzucilbym tu pare nazwisk, ale nikt nie przebije chyba herbiego hancocka.
      wystarczy zestawic trzy numery: "cantaloupe island" (jazz), "head hunters"
      (psychofunk) i "rock it" (najprawdziwsze electro!). co tu wiela gadac:
      kreatywnosc na miare geniuszu + otwarta glowa - to caly herbie.
      • arturox erratus 28.07.03, 14:12
        arturox napisał:

        > ..."head hunters"...
        chodzi naturlich nie o numer ale o czteronumerowy album z 1973 smile
    • konrad_socha Metallica 28.07.03, 17:17
      .
      ktoś nie wie o co chodzi?
      proponuję najpierw posluchać sobie np "ride the lightning" , później np "reload"
      .
      • cze67 Lennon - awangardzista 28.07.03, 18:01
        Po poznaniu Yoko Ono i zafascynowaniu jej krzykami (bo śpiewem tego nie można
        nazwać) Lennon postanowił, że zostanie muzykiem awangardowym. I nagrał ze swoją
        połowicą trzy albumy, których nie da się słuchać.
        Był to przykład negatywny.
        • Gość: soso chlopcy z placu IP: 195.41.66.* 29.07.03, 12:06


          3 grosze:

          Rod Stewart - plyte ze standardami krytyka sciela a publicznosc kupowala z
          umiarkowaniem, w koncy byl przedtem i Robbie Willimas i George Micheal. Nie
          znam jej natomiast uwazam, ze RodS w tzw. swoim czasie (dla mnie np.
          okolice 'Tonight I'm yours') byl fascynujacy bo band grajacy za jego plecami
          doskonale dawal sobie rade. Rock w najczystszej postaci. Bardzo dobra gitarowa
          muzyka. Uwazanie tego okresu jako 'nisko polozona poprzeczka' swiadczy dla mnie
          o ignorancji, nieznajomosci RodS, po prostu.

          Gary Moore faktycznie dobry solo ale nie wiem dlaczego takie zdziwienie, ze gra
          bluesa. Dziwne jak jest solo i nie gra bluesa smile

          Podobnie ma sie sprawa z Claptonem, ktory ogolnie rzecz biorac rzezbi w 2
          gatunkach, z ktorych tylko jeden mu wychodzi a drugi prawie kladzie go do
          grobu. Mam na mysli odpowiednio blues i pop-rock. Clapton spiewajacy rock-pop-
          balladki jest cieniutki jak nitka dentystyczna, jak zasiadzie w dobrym
          towarzystwie i po_jam_uje jakis blusik to nagle jest sympatycznie. Taki
          kameleon na mala skale smile

          Z naszych kilkoro takze sie wywrocilo biorac sie za nie swoje tereny. Nazwiska
          do wgladu za oplata. Za to pozytywnym przykladem jest Goran i Kaja. Bardzo
          sympatycznie obskoczyli niezaorany jeszcze u nas ugor.

          pzdrw

          soso
Inne wątki na temat:
Pełna wersja