Dodaj do ulubionych

Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch

19.08.08, 21:53
19.30 Koncert symfoniczny
Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej

Dina Yoffe (fortepian)
Maciej Grzybowski (fortepian)
Yevgeny Sudbin (fortepian)
Sinfonia Varsovia
Jacek Kaspszyk (dyrygent)

PROGRAM
Fryderyk Chopin: Rondo a la Krakowiak F-dur op. 14
Andrzej Czajkowski: II Koncert fortepianowy op. 4
Piotr Czajkowski: I Koncert fortepianowy b-moll op. 23

1. Do Pani Yoffe mam tylko jedno pytanie: co to za "doradca" doradził jej granie na "fortepianie" yamaha? Ciężko było słuchać. A szkoda, bo pani grała chyba całkiem całkiem.

2. Po przerwie Koncert b-moll Czajkowskiego - bez rewelacji. Były "momenty" w II części, ale w całości mało przekonujące granie - na ogół zagonione (ale świetny finał finału), bez pomysłu, szkoda.

3. Na usłyszenie Koncertu Andrzeja Czajkowskiego czekałam od dawna - po lekturze książki "Mój diabeł stróż" MUSIAŁAM poznać jego muzykę.
Koncert wstrząsający. Wspaniała muzyka - "oschła" w środkach, nie probująca uwodzić słuchacza, ale mimo to (a może własnie dlatego) wręcz hipnotyzująca. Przynajmniej mnie. Koncert potwornie trudny. Wspaniałe wykonanie - pokłony dla Maćka Grzybowskiego i Orkiestry i dyrygenta.

MG napisał do książki programowej tekst, ktory - myślę - warto poznać. Ale to w następnym poście, bo wyświetla mi się komunikat że chcę napisać za długi post.

Obserwuj wątek
    • schaetzchen Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 19.08.08, 21:55
      ANDRZEJ CZAJKOWSKI 1935-1982

      Był wielkim pianistą. Prawdziwą sensacją połowy lat 50. XX wieku. Geniusz muzyczny, charyzmat, gigantyczny repertuar, źyczliwość tuzów światowej pianistyki, wielcy agenci, podróże, wywiady, nagrania. Kariera. Ale konflikt wybitnej indywidualności o rogatej, niepokornej osobowości z mieszczańską koterią spod znaku "politycznej poprawności" rzadko wychodzi na zdrowie tej pierwszej. rzadko wzrusza tę drugą. Może jednak być dla niej lekcją pokory wobec darów natury, obok których przechodzić obojętnie niepodobna. Dramat opozycji jednostki wobec społeczności towarzyszy czlowiekowi od zarania jego dziejow. Czasami przybiera postać tragedii. W przypadku Andrzeja Czajkowskiego tragedia ta jest wyjątkowo wstrząsająca. Dla historii wieku XX - wręcz emblematyczna.

      Andrzej Czajkowski był jednym z tych, których losem stała się ucieczka. Urodzony 1 listopada 1935 roku w Warszawie w rodzinie żydowskiej już jako dziecko podzielił los swoich pobratymców skazanych przez zdehumanizowaną mutację europejskiej cywilizacji, Dla niego los okazał się na tyle łaskawy, że uchronił od śmierci, choć - bezwzględny - zabrał to, co dla dziecka jest wszystkim: poczucie bezpieczeństwa. W swoich dziecięcych latach ograbiony z tego bezcennego kapitału, z tym szczegolnym laskawcą, losem tyleż dlań wielkodusznym, co okrutnym, zmagał się przez całe swoje 46-letnie życie. Mieszkał przy ul. Przejazd 1 (w tym miejscu stoi dziś fontanna przed kinem "Muranów"), został przemycony z getta i do końca wojny przechowywany w Warszawie w kilkunastu miejscach. Siedmioletnie dziecko czas jakiś mieszkalo zamknięte w szafie stojącej w obcym mieszkaniu, doglądane jedynie przez babkę, dla niepoznaki tleniącą mu włosy, brwi i rzęsy - w tych nieludzkich warunkach oswajało się ze swoją odmiennością, bólem i strachem. I samotnością. Malutki Andrzej - jeszcze przed wojną opuszczony przez ojca, który założył drugą rodzinę - bez matki, która zostala za murem, tym samym prawdopodobnie ocalając mu życie kosztem własnego, przerwanego w obozie śmierci w Treblince - wyrósł w dojmującym poczuciu straty i wyobcowania. Świadomość tego, że już na samym starcie życiowej wędrówki został pozbawiony naturalnych podstaw swego emocjonalnego rozwoju, w jego przypadku spotęgowana była niebywałą wrażliwością muzyczneo geniusza.

      W 1945 roku rozpoczyna naukę gry na fortepianie w Łodzi u Emmy Altberg, by już pięć lat później, jako 15-latek, zdobyć Grand Prix paryskiego Konserwatorium po dwuletnim kursie u sławnego Lazare Levy'ego. Czajkowski opromieniony międzynarodową sławą wraca do Polski, gdzie kończy studia pianistyczne (u prof. Stanisława Szpinalskiego) i kompozytorskie (u prof. Kazimierza Sikorskiego)., bierze udział w V Konkursie Chopinowskim w 1955 roku, a rok później objawia się światu po raz drugi: tym razem na prestiżowej estradzie Konkursu im. Królowej Elżbiety Belgijskiej, na którym zdobywa III nagrodę i uznanie Rubinsteina, jednego z jurorów. Maestro zafascynowany osobowością młodziutkiego muzyka pomoże mu potem w stawianiu pierwszych kroków na pianistycznym parnasie.

      Czajkowski w latach 1956-1959 wystąpi na ponad 500 koncertach, co daje zadziwiającą średnią: koncert niemal co drugi dzień! Ten wyczynowy tryb pracy umożliwiala Czajkowskiemu wprost nieprawdopodobna chłonność umysłu. Jego pamięć stała się legendarna. Niespotykanie obszerny repertuar, partytury opanowywane w samolotach, godzinami deklamowane wiersze (Hamleta znał na pamięć ponoć razem z didaskaliami), z rękawa od fortepianu serwowane transkrypcje kwartetów, symfonii czy oper... Anegdoty można by mnożyć.

      Kariera zdawała się być usłana różami. Tyle że Czajkowski, miast się nimi delektować i inspirować, z perfekcją i wdziękiem wytrawnego masochisty zaczyna stąpać po kolcach - bawiąc się swoim bólem, szydząc z niego i coraz częściej wprawiając środowisko w konsternację i niesmak. Zrywa przyjaźnie, doprowadza najbliższych sobie ludzi do nerwowych zalamań, igrając z ich uczuciami, bardzo niefrasobliwie traktuje swoje losy zawodowe. jest prowokatorem, obrazoburcą, kpiarzem. Buntownikiem. Czy bez powodu? Coraz bardziej daje o sobie znać trauma zwichrowanego dzieciństwa. teraz, w latach dojrzałych, dochodzi do tego homoseksualizm, z którym nigdy się nie krył, ale z którym też nigdy do końca się nie pogodził, marząc o założeniu rodziny, o domu, dzieciach.

      Grę na fortepianie zaczyna traktować jako sposób utrzymywania się, twierdzi, że ją nawet lubi ("z domieszką rezygnacji i cierpliwości"). Ale prawdziwą jego pasją staje się komponowanie, które go "pożera jak największa miłość", a czego zwierza się w jednym z listów opublikowanych w książce będącej wyborem korespondencji z Haliną Sander [Anita Janowska, ...mój diabeł stróż. Listy Andrzeja Czajkowskiego i Haliny Sander, wyd, I - Warszawa PIW 1988, wyd. II - Wrocław, Siedmioróg1996].

      Czajkowski tworzy od lat najmłodszych. Z wiekiem to właśnie działalność twórcza stanie się dominantą jego życia. Rezygnując z i tak obcego mu, bo nigdy nie zaznanego, poczucia bezpieczeństwa rozsądnego Dedala, wybiera lot va banque desperackiego Ikara. Całą własną nieokiełznaną osobowość, osobność i osobliwość swojego charakteru wyraża w muzyce własnej, a nie interpretowaniu dzieł cudzych, do którego już brakuje mu serca.

      • schaetzchen Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 19.08.08, 21:56
        Jaka jest muzyka Andrzeja Czajkowskiego? W wrastwie powierzchownej nosi ślady fascynacji jej autora sztuką Bartoka, Berga, Prokofiewa, Szostakowicza, Może Brittena, może Schoenberga, na pewno Lutosławskiego i Serockiego. Ale czym ta muzyka jest w swym rdzeniu, w swej treści istotnej, w swym wymiarze jednocześnie pierwotnym i ostatecznym? Obcując z Sonatą klarnetową. Kwartetami smyczkowymi, Inwencjami na fortepian, Siedmioma Sonetami Szekspira. Koncertem fortepianowym czy Triem Notturno nie sposób oprzeć się wrażeniu jakiegoś wstrząsającego stachurowego życiopisania. Czajkowski nie był awangardystą, nie miał potrzeby eksperymentu, tak typowej dla sztuki minionego stulecia. Eksperymentem było jego życie, jednym wielkim eksperymentem na jego ludzkiej wrażliwości, wytrzymałości, odporności.

        W sztuce Czajkowski miał potrzebę osadzenia, ugruntowania, pragnienie tego, co zostało ukradzione przez nieprzychylną Opatrzność Czajkowskiemu - człowiekowi, ale co oddała mu ona w olbrzymiej twórczej wyobraźni, która Czajkowskiemu - artyście pozwalała jasno i wyraziście widzieć to, czego istnienia większość nawet się nie domyślała a nieliczni - edwie dostrzegali. Słuchając muzyki Andrzeja Czajkowskiego, nie możemy domyślać się żródeł siły twórczej tego prawdziwego giganta, jego do granic sprężonej emocji, ekstatycznych uniesień, schozofrenicznej zmienności nastroju, operowaia kapryśną, niesforną, nieokrzesaną, wręcz szokującą kreską i ostrą prowokacją. Nie możemy, bo myślenie zda się tu na nic. "Są rzeczy na niebie i ziemi...". możemy jedynie próbować odczuć ten rodzaj energii, która bezlitośnie targała Czajkowskim, nie dając mu pogodzić się ze światem, każąc dostrzegać, punktować i bezwzględnie osądzać jego obmierzłą, fałszywą, konformistyczną gębę. Jak to prznikliwie ujęła Hanna Krall w poświęconym mu przejmującym opowiadaniu "Hamlet" zamieszczonym w "Dowodach na istnienie": "Oskarżając ten świat o to, że w ogóle jest, że śmie być po tym, czego się sam dopuścił" [H. Krall, Dowody na istnienie, Poznań a5 1995; H. Krall, Źal, Warszawa, Świat Książki 2007].

        Czjakowski nosil w sobie fascynację słowem i teatrem. Scenicznością każde estradowe dzieło Czajkowskiego jest wręcz przesiąknięte. Był teatrowi zaprzedany. Wiedząc, że jest, jak to napisał w swoim ostatnim liście do Zygmunta Mycielskiego, "nieuleczalny", sporządził testament, na mocy którego przekazał brytyjskiemu Royal Shakespeare Company swoją... czaszkę, która miała być przeznaczona do wykorzystania w spektaklach jako czaszka hamletowskiego błazna Yorricka. Na łożu śmierci kończy swoje opus magnum: operę Kupiec wenecki (wciąż czeka na prapremierę!).

        Muzyka Czajkowskiego jest przejmująco fizjologiczna. Jest dramatyczną, desperacką autoterapią po doświadczeniu czasu zwyrodnienia, estialstwa, pogardy i ciemności, czasu wynalezienia skrupulatnie księgowanego produktu z upirną etykietką "Śmierć". Po doświadczeniu ziemi przeklętej. jest spowiedzią dziecka tęskniącego za miłością. Dziecka, którym Andrzej Czajkowski nie przestał być nigdy.

        M. Grzybowski

    • onufry_z_oddali Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 19.08.08, 22:14
      Ważniejsze kompozycje Andrzeja Czajkowskiego:


      Dziesięć etiud na fortepian (1949)

      Sonata G-dur na fortepian (1949)

      Suita, Preludium, Cavatina, Walc, Kołysanka na fortepian (1950)

      Koncert skrzypcowy (1950)

      Koncert na flet i orkiestrę (1950)

      Wariacje na temat Cohena na fortepian (1950)

      Preludium i Fuga na fortepian (1953)

      Sonata na altówkę i fortepian (1954)

      Dwa preludia na fortepian (1954)

      Dwie etiudy na fortepian (1955)

      Pieśń na sopran i fortepian (1955)

      Koncert fortepianowy (1956-57)

      Sonata fortepianowa (1958)

      Symfonia (1958)

      Sonata na klarnet i fortepian op. 1 (1959)

      Dwie pieśni do słów Williama Blake'a na sopran i kwintet
      instrumentalny (1960)

      Oktet na klarnet, obój, róg i 5 skrzypiec (1961)

      Inwencje fortepianowe op. 2 (1961-62)

      Concerto classico, koncert skrzypcowy (1962-64)

      Arioso i fuga na klarnet solo (1964-65)

      Siedem sonetów Szekspira na kontralt i fortepian (1966)

      Koncert fortepianowy nr 2 op. 4 (1966-71)

      Kupiec wenecki op. 7, opera [niedokończona] (1968-82)

      Ariel, cykl trzech pieśni na mezzosopran i zespół instrumentalny (1969)

      Kwartet smyczkowy nr 1 ("in A") op. 3 (1969-70)

      Kwartet smyczkowy nr 2 ("in C") op. 5 (1973-75)

      Trio notturno op. 6 na skrzypce, wiolonczelę i fortepian (1978)

      Trio fortepianowe (1981)

      Sześć tańców na fortepian (1981)

      Pięć miniatur na skrzypce i fortepian (1981)

    • b1uenote Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 23.08.08, 14:49
      Byłam na tym.
      Ostatnio dostałam zamówienie na biografię Andrzeja Czajkowskiego. Umowy jeszcze
      nie podpisałam, jeszcze sie zastanawiam, ale chyba zdecyduję się to zrobić. To
      jest zajęcie przynajmniej na dwa lata, naprawdę kawał roboty i nie wyobrażam
      sobie, żebym mogła równolegle robić co innego. Podpiszę tę umowę drżącą ręką.
      Nawiasem mówiąc, podczas przerwy zerknęłam na stolik służbowy - nikogo przy nim
      nie było. To znaczy: było nawet aż troje ktosiów, ale chyba nie z naszego forum.
      Dina Joffe grała może i ładnie, ale całość jak kwiatek do kożucha, jak kożuch
      przyozdobiony kwiatkiem, przy czym kożuchem byłaby w tym porównaniu orkiestra.
      Po przerwie mocno zagłuszali Sudbina. On z kolei chciał się zemścić, robiąc im
      to samo co oni jemu, efekt był hałaśliwy.
      Ta sama orkiestra zupełnie inaczej zachowała się przy Macieju Grzybowskim - czy
      to mi się tylko przywidziało? Narzekał, że trochę się z nim mijali. Ale jednak
      to brzmiało wszystko razem bardzo dobrze dla takich ludzi jak ja (którzy nie
      wszystko usłyszą).
      • schaetzchen Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 25.08.08, 18:55
        b1uenote napisała:

        > Ostatnio dostałam zamówienie na biografię Andrzeja Czajkowskiego. Umowy jeszcze
        > nie podpisałam, jeszcze sie zastanawiam, ale chyba zdecyduję się to zrobić. To
        > jest zajęcie przynajmniej na dwa lata, naprawdę kawał roboty i nie wyobrażam
        > sobie, żebym mogła równolegle robić co innego. Podpiszę tę umowę drżącą ręką.

        Będę czekać z niecierpliwością!!! I pierwsza popędzę do księgarni smile


        > Nawiasem mówiąc, podczas przerwy zerknęłam na stolik służbowy - nikogo przy nim
        > nie było. To znaczy: było nawet aż troje ktosiów, ale chyba nie z naszego forum

        Ja podczas przerwy poszłam dziękować i gratulować pianiście, był do niego cały tłum, w efekcie do stolika nie zdążyłam.


        > Dina Joffe grała może i ładnie, ale całość jak kwiatek do kożucha, jak kożuch
        > przyozdobiony kwiatkiem, przy czym kożuchem byłaby w tym porównaniu orkiestra.

        Tak, ja też nie bardzo zrozumiałam dlaczego ten krakowiak był doczepiony do koncertu. Bo b-molla Piotra Czajkowskiego rozumiem. Czy nie można było pozostać przy samych Koncertach? Albo jako entrée dać uwerturę P.Cz.? Być może w innym wykonaniu (nie tak bladym) Chopin lepiej by "wyglądał", chociaż przyznaję, że to mój najmniej ulubiony z utworów na fort. i ork. tego pana.

        > Po przerwie mocno zagłuszali Sudbina. On z kolei chciał się zemścić, robiąc im
        > to samo co oni jemu, efekt był hałaśliwy.
        > Ta sama orkiestra zupełnie inaczej zachowała się przy Macieju Grzybowskim - czy
        > to mi się tylko przywidziało? Narzekał, że trochę się z nim mijali. Ale jednak
        > to brzmiało wszystko razem bardzo dobrze dla takich ludzi jak ja (którzy nie
        > wszystko usłyszą).

        Ja też nie wszystko usłyszałam. I cieszę się z tego, bo wrażenia mam niczym nie zmącone i zachwyt mi jeszcze nie przeszedł.
          • b1uenote Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 31.08.08, 09:58
            Schaetzchen, przeczytałam sobie tekst, który wkleiłaś w tym wątku dawno temu. Wtedy go opuściłam, bo pokrywał się mniej więcej ze znanym mi wywiadem w Stołecznej. Teraz patrzę, a tam jest o "Hamlecie". Poczułam się jak ktoś skrajnie nieuważny, przepraszam. Jesli zechcesz, wyślę Ci za to na maila coś innego, czego prawdopodobnie nie znasz.
            • viva_muzyka Re: Chije 17.VIII.08 - Czajkowskich dwóch 31.08.08, 12:06
              b1uenote napisała:

              > Schaetzchen, przeczytałam sobie tekst, który wkleiłaś w tym wątku
              dawno temu. W
              > tedy go opuściłam, bo pokrywał się mniej więcej ze znanym mi
              wywiadem w Stołecz
              > nej. Teraz patrzę, a tam jest o "Hamlecie". Poczułam się jak ktoś
              skrajnie nieu
              > ważny, przepraszam. Jesli zechcesz, wyślę Ci za to na maila coś
              innego, czego p
              > rawdopodobnie nie znasz.


              Dzień dobry,

              Wydaje mi się, że postać A. Czajkowskiego interesuje spore grono
              osób. Może więc warto by te interesujące materiały o nim
              pokazać tu, w tym wątku, dla wszystkich zainteresowanych.

              smile

              Pozdrawiam
              v_m

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka