gdytyjeszczenamucheptapta
07.01.09, 07:13
Fantastyczny był z niego gitarzysta. Pamiętam jak po raz pierwszy słuchałem
Little Doll. Zanim kawałek się skończył, już wiedziałem, że zostanie ze mną na
zawsze. I to dzięki grze Rona właśnie. Albo riffy w takich numerach jak 1969
czy 1970. Absolutnie pierwsza liga. Na koncercie we Wrocławiu, w 2007, był
wyraźnie w cieniu Iggy'ego, statyczny, korpulentny, starszy pan. Ale wymiatał
jak za najlepszych czasów. Kolejna płyta The Stooges już raczej nie powstanie.
Smutno.
tiny.pl/6zk1
pl.youtube.com/watch?v=08SlRo6LlSM&feature=channel_page