Dodaj do ulubionych

Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu?

25.01.02, 02:26
W dyskusji o kupowaniu legalnych/pirackich plyt rozwinal sie bardzo mocno watek
poboczny dotyczacy jakosci dzwieku. Zrobil sie balagan, proponuje wiec
oddzielna dyskusje.

A zatem:

Czy audiofile to milosnicy muzyki, czy sprzetu?

Moim zdaniem audiofile sluchaja glosnikow, wzmacniaczy, kabli, odtwarzaczy i
tekturowych opakowan od jajek ktorymi obklejaja sciany. Muzyki natomiast nie
sluchaja prawie wcale.

Ja oceniam muzyke nie po jakosci dzwieku, ale po tym, czy mi ona w duszy gra.
Niestety, w przeciwienstwie do audiofili stanu grania w duszy nie jestem w
stanie empirycznie udowodnic za pomoca serii badan laboratoryjnych.


Co Wy na to?

pozdrawiam,
artur dent
Obserwuj wątek
    • Gość: Hollow Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.01.02, 09:58
      Zgadzam sie z tobą całkowicie.
      • Gość: Jack Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.gazeta.pl 25.01.02, 12:48
        Czytając wątek "Kupuje oryginały" doszedłem do wniosku że właśnie słuchają
        dzwięków - któryś z audiofilów napisał że dla niego dobra płyyta to ta dobrze
        nagrana czyli nie kupują płyt kierujac sie tak jak ja kryteriami " ulubiony
        artysta" czy " wytwórnia wydająca moje ulubione klimaty" ale raczej ulubiony
        realizator - inżynier dzwięku - technik.
        Zastanawia mnie w jaki sposób audiofil kupuje płyty - jeżeli odsłuchy w
        sklepie muzycznym są marnej jakości to jak sprawdzić że tę płytę będzie mógł
        posłuchać na swoim niesamowitym sprzęcie - czy polega na opini innych
        audiofilów - wyobrażam sobie że istnieje fanklub audiofilów i wysyła jeden do
        drugiegi mail - " słuchaj stary wyszła płyta z nagraniem odgłosów fal Morza
        Srodziemnego o nr XPR7649vz - niesamowite wrażenia kup ją koniecznie ".
        Napiszcie audiofile jak to jest.
        • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 25.01.02, 14:35
          Audiofile kupuja audiofilskie płyty z audiofilskich wydawnictw. Wiedza które to i nie kupuja zwykłych wydań. Maja drogi sprzet i mało niesamowicie brzmiacych płyt.
        • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 21:45
          Gość portalu: Jack napisał(a):

          > czyli nie kupują płyt kierujac sie tak jak ja kryteriami " ulubiony
          > artysta" czy " wytwórnia wydająca moje ulubione klimaty" ale raczej ulubiony
          > realizator - inżynier dzwięku - technik.

          jezeli mowisz o moim poscie, to chyba jest to u was rodzinne. Jesli to o mnie, to
          tez wszystko przekreciles. Na wszelki wypadek przypominam: pisalem, ze z prawie
          200 moich plyty z muzyka dawna wiekszosc jest przecietnie lub slabo nagrana, a
          przynjamniej nie audiofilsko, a tylko przypadkiem trzy najlepsze zespoly
          nagrywaja w najlepszych wnetrzach i ze wspanialymi, stalymi realizatorami.
          Wytwornie: Auvidis, Harmonia mundi, Alia Vox. Ale to tak na wszelki wypadek.

          A tak w ogole to zapraszam na wspomniany topic o pirackich CD. Wszystko zostalo
          powiedziane, a kazsy moze ocenic, kto widzi co innego, niz jest napisane. Prosze
          mi nie odopisywac, chyba ze na tamtym.
        • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 21:47
          A wlasnie, Arturrze, carissime, zdaje sie, ze nie przeczytales jednej z moich
          dwoch dzisiejszych porannych odpowiedzi, bo znowyu w kolko to samo. W razie
          czego polecam.
    • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 23:58
      Jeszcze tylko maly przyklad, jak wyglada "dyskusja" z arture dent:

      Polonus walkowal temat audiofilskich gatunkow: klasyki oraz jazzu (ten

      drugi to 99% chyba repertuaru tzw. firm audiofilskich).

      W odpowiedzi doczekal sie czegos takiego (mniej wiecej, z pamieci): "To

      co, milosnicy NIEAUDIOFILSKiCH GATUNKOW (pop, JAZZ, rock, cos tam) to..."

      Tak wlasnie to wyglada. Niestety, to reguula, nie wyjatek. Po prostu ze

      wszystkim; napiszesz "nie", zje mu "nie" i dalej w kolko. Rozlozysz mu w

      punktach swoje zdanie, ktore przeinaczyl, a on znowu to samo.

      Gosc widzi to, co sobie zalozyl, albo ma obsesje i nie potrafi przyznac

      sie do odwrocenia sensu zdania. Dla obrazliwych: mozliwe porownania z

      hitlerem i jego teoriami czystosci rasowej.

      Ja uzywam slow na okreslenie utworu (znow sie powtarzam, nienawidze
      tego): "zjawiskowy", "natchniony",

      "swietlisty", "porazajacy glebia wyrazu", "wstrzasajacy tekst (chyba). A on, na
      okraglo, po raz nie wiem juz ktory... "ty sluchasz tylko bitow". No po prostu
      ocipiec mozna. Pisze mu, ze wiekszosc mojej kolekcji to kiepskei lub przecietne
      nagrania (w tym wiele ulubionych)... a co, mono tez mam (Gould w partitach
      Bacha, a wybor idzie w dziesiatki), a ten w kolko, ze dla mnie kryterium muzyki
      jest jakosc nagrania. Niedowidzi, zaslepiony albo mnie prowokuje chyba.

      Arturze, carissime, tu masz link do posta z 10:27. Odpowiedziales na troche
      innego, a byly dwa, jakbys nie wiedzial:

      www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=MUZYKA&wid=800411&aid=930462
    • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 15:31
      artur.dent napisał(a):

      > W dyskusji o kupowaniu legalnych/pirackich plyt rozwinal sie bardzo mocno watek
      >
      > poboczny dotyczacy jakosci dzwieku. Zrobil sie balagan, proponuje wiec
      > oddzielna dyskusje.
      >
      > A zatem:
      >
      > Czy audiofile to milosnicy muzyki, czy sprzetu?
      >
      > Moim zdaniem audiofile sluchaja glosnikow, wzmacniaczy, kabli, odtwarzaczy i
      > tekturowych opakowan od jajek ktorymi obklejaja sciany. Muzyki natomiast nie
      > sluchaja prawie wcale.
      >
      > Ja oceniam muzyke nie po jakosci dzwieku, ale po tym, czy mi ona w duszy gra.
      > Niestety, w przeciwienstwie do audiofili stanu grania w duszy nie jestem w
      > stanie empirycznie udowodnic za pomoca serii badan laboratoryjnych.
      >
      >
      > Co Wy na to?
      >
      > pozdrawiam,
      > artur dent


      muszę się odezwać, bo nie można pozostawić bez komentarza takich bzdur (a może to
      miała być taka prowokacja)

      mylisz się, kolego
      przedstawiłeś stereotyp audiofila pokutujący, jak myślę, wśrod wielu "nie-
      audiofilów" a mijający się (jak każdy stereotyp) z prawdą obiektywną

      to co opisujesz to kliniczny przykład tzw. "audiofila trzypłytowego"
      gościu taki ma kilka płyt testowych z wytworni audiofilskich i podnieca się za
      ich pomocą swoim sprzętem - zboczenie, ale zboczeńcy są w każdej społeczności

      myślę, że większość audiofili (czy audiofilów - nie wiem, cholerne słowo!)
      zostaje nimi z miłości do muzyki - nie mogę znaleźć innego wytłumaczenia

      sprzęt jest tylko środkiem, kanałem komunikacji między artystą a odbiorcą (gdy
      nie możemy go posłuchać na żywo) i chyba dobrze jest, gdy na tym kanale jest jak
      najmniej zakłóceń (czytaj: sprzęt jest dobrysmile
      czy tak trudno to zrozumieć?
      i prędzej zagra w duszy, bo intencje twórcy dotrą do nas mniej zniekształcone, w
      takiej formie, jak to sobie wymyślił ów artysta, a nie konstruktor Altusów Tonsilu

      istota audiofilizmu tkwi, jak mi się wydaje w tym, żeby sprzęt był paradoksalnie
      jak najmniej ważny - w takim sensie, że gdy słuchamy zostajemy sam na sam z
      muzyką, sprzęt przestaje się liczyć gdy dociera do nas czysta muzyka
      obcujemy z prawdziwą sztuką, a nie z marną reprodukcją (sorry za ten patossmile

      i ten artysta powinien się postarać, żeby jego nagrania zostały jak najlepiej
      zrealizowane pod wzgledem technicznym, przez szacunek do słuchaczy i samego siebie

      nie musi się od razu wydawać w firmie audiofliskiej, poza kilkoma wyjątkami
      wydają one tez masę super brzmiącego badziewia

      ja nie lubię słowa "audiofil", dlatego raczej nie chciałbym aby ktoś tak o mnie
      mówił, jednak dla niektórych zapewne nim jestem
      i nie mam jakiegoś supersprzętu (bo mnie nie stać i obecny mi na razie wystarcza)
      ale i tak niektórym szczęka opada, jak posłuchają

      myślę jednak, że gdyby było mnie stać (albo jak będzie mnie stać, mam nadzieję)
      to kupię sobie jakiś niezły zestawik z wyższej półki (i na kabelki też nie będę
      żałował 2000 PLN a może i więcej - a co!)
      a wiesz dlaczego ?
      bo jestem MIŁOŚNIKIEM MUZYKI
      i to bez ograniczeń gatunkowych - trochę jazzu, ciut klasyki ale też mocniejszwe
      brzmienia - czy to gitarowe czy elektroniczne

      nie słyszałem o audiofilskich wytwórniach hiphopowych czy z ambitna muzyką
      elektroniczną, ale wiele z takich nagrań brzmi po prostu rewelacyjnie -
      ktoś się po prostu postarał (inna sprawa, że wytwornie audiofilskie specjalizuja
      się przede wszystkim w muzyce akustycznej, bo tam można mówić o wierności
      naturalnemu brzmieniu instrumentów, a o to chodzi w całej zabawiesmile

      nie odrzucam też automatycznie gorzej nagranych płyt, choć czyni je to
      trudniejszymi w odbiorze
      w przypadku starszych rzeczy to normalne - technika idzie naprzód, trzeba mieć
      świadomość, że niejednokrotnie nagrywano na najlepszym ówczesnym sprzęcie, ale
      dzisiaj to brzmi jak brzmi
      ale często jaka to muzyka, mozna to wybaczyć!
      gorzej, gdy mam do czynienia z zupełnie współczesnymi płytami, które brzmią
      fatalnie - często nie chce mi się ich słuchać i przezwycięzać barierę, jaką ktoś
      (realizator) mi ustawił abym dotarł do muzyki, czesto w sumie ciekawej
      i co wtedy traci? - jasne, ze muzyka!

      czasem mozna to zrozumieć i wybaczyc (taki dajmy na to DJ Shadow - tworzy rzeczy
      genialne, ale trudno żeby to dobrze brzmiało, skoro opiera się na samplach,
      często z bardzo starych nagrań) ale w przypadku wielu innych ktoś po prostu olał
      sprawę i teraz ja muszę się wysilać, żeby nie olać jego smile
      w sumie czasem warto się powysilać

      a tekturowe opakowania od jajek mają akurat kiepskie właściwości akustyczne - nie
      masz pojęcia, to nie piszsmile

      znasz Ty w ogóle jakiegoś audiofila żeby takie rzeczy wypisywać?

      może przeczytałeś o tych dziwakach w jakiejś gazecie (wyborczejsmile
      a wiadomo - wszelkich dziwaków należy conajmniej skrytykować lub ośmieszyć, potem
      przyjdzie pora wyciągnąć cięższe działa smile

      też kupuję oryginalne płyty, jak chcę mieć nieoryginalną to sobie wypalam CDR
      ale o tym może na innym forum

      pozdrawiam









      • Gość: rec Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 26.01.02, 16:41
        Argumenty audiofilow, ze niby podbija sie doly i gore w nie audofilskich
        nagranich by zwiekszyc "glosnosc" jak to jeden z nich opisal w innym topicu, sa
        smieszne. To by bylo akurat dokladnie na odwrotsmile
        Poza tym ja jak i wekszosc sluchaczy nie martwi sie takimi detalami i skupia
        uwage na samej "tresci". Z reszta kazda profesjonala plyta (nie tylko
        audiofilska jest takowa) jest zrealizowana swiadomie, jak brzmi bardzo
        nienaturalnie to widocznie taki byl zamiar artysty. Np trudno oczekiwac
        naturalnosci od wykonawcy bazujacego na: syntezatorach, mellotronach,
        samplerach, sekwencerach. Wiec czy mozna go na starcie zdyskfalifkowac za to,
        ze taka obral droge artystyczna? Sztuka nie polega tylko kopiowaniu natury. To
        przede wszystkim synteza, emocje i poszukiwania. Rownie dobrze mozna by bylo
        powiedziec, ze prawdziwe malarstwo to tylko akademicki Velazquez a np.
        surrealisci, informelisci, abstrakcjonisci robia tylko nie warte zlamanego
        grosza bazgroly. Chyba tak jednak nie jest.
        • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 20:15
          Gość portalu: rec napisał(a):

          > Argumenty audiofilow, ze niby podbija sie doly i gore w nie audofilskich
          > nagranich by zwiekszyc "glosnosc" jak to jeden z nich opisal w innym topicu, sa
          >
          > smieszne. To by bylo akurat dokladnie na odwrotsmile
          > Poza tym ja jak i wekszosc sluchaczy nie martwi sie takimi detalami i skupia
          > uwage na samej "tresci". Z reszta kazda profesjonala plyta (nie tylko
          > audiofilska jest takowa) jest zrealizowana swiadomie, jak brzmi bardzo
          > nienaturalnie to widocznie taki byl zamiar artysty. Np trudno oczekiwac
          > naturalnosci od wykonawcy bazujacego na: syntezatorach, mellotronach,
          > samplerach, sekwencerach. Wiec czy mozna go na starcie zdyskfalifkowac za to,
          > ze taka obral droge artystyczna? Sztuka nie polega tylko kopiowaniu natury. To
          > przede wszystkim synteza, emocje i poszukiwania. Rownie dobrze mozna by bylo
          > powiedziec, ze prawdziwe malarstwo to tylko akademicki Velazquez a np.
          > surrealisci, informelisci, abstrakcjonisci robia tylko nie warte zlamanego
          > grosza bazgroly. Chyba tak jednak nie jest.

          oczywiście, że tak nie jest, ale przedstawiona przez Ciebie analogia wydaje mi
          się niezbyt trafna - sztuki nie można mieszać z techniką
          dobra technika ma tylko polepszać odbiór muzyki, a ta jest najważniejsza!

          jak wspomniałem słucham trochę muzyki z kręgu "nowych brzmień" i to siłą rzeczy
          nie może brzmieć naturalnie,
          ale to nie znaczy, że nie może to brzmieć dobrze i byc dobrze nagrane pod
          względem technicznym
          perfekcyjnie zrealizowane płyty z tego gatunku brzmią na niezłym sprzęcie dużo
          bardziej efektownie niż audiofilskie superprodukcje
          możliwości współczesnych zabawek do robienia muzyki wykraczają poza brzmienia
          osiągalne za pomocą tradycyjnych instrumentów
          ale tak jak wybitny pianista nie zagra na bylejakim fortepianie, tak artysta
          tworzący muzykę "techniczną" pełną dysonansów, trzsaków, zgrzytów i bitów nie
          będzie używał do jej robienia słabego sprzętu co pozwoli tej muzyce dobrze
          brzmieć

          ponieważ większość odbiorców nie przywiązuje jednak do tego wagi (co widać na tym
          forum) dlatego spora część płyt brzmi jak brzmi, czyli cienko sad
          niestety...
          dla mnie ktoś, kto nie przywiązuje wagi do sprzętu hifi chyba nie kocha muzyki,
          bo nie pozwala aby brzmiała ona jak najlepiej

          i o to chyba chodzi w tym całym audiofilizmie, a nie o to, żeby słuchać nagranego
          brzmienia dajmy na to kontrabasu i porównywać go z wersją "live"smile

          trudno to jednak zrozumieć nie-audiofilom, choćby im nie wiem jakie argumenty
          wysunąć to oni i tak będą wiedzieć swoje - nie liczy się sprzęt, tylko muzyka,
          itp.

          to jest postawa typu - po co mi mercedes, skoro trabantem też dojadę do celu smile
          nie wiem juz co tu powiedzieć, bo i tak trafi to na ścianę niezrozumienia

          a wracając do poprzednich wątków - każdy szanujący się muzyk powinien jednak
          dobrać odpowiednich ludzi i sprzęt do nagrania swoich płyt
          to jest duuuuuuużo mniej ważne niż sama muzyka, ale jednak ważne

          chyba, że ktoś ma zamysł artystyczny, że zrobi specjalnie słabe brzmienie
          cóź, w muzeach kupę też pokazująsmile


          pozdrawiam


          • Gość: rec Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.01.02, 15:12
            Gość portalu: este napisał(a):

            > oczywiście, że tak nie jest, ale przedstawiona przez Ciebie analogia wydaje mi
            > się niezbyt trafna - sztuki nie można mieszać z techniką
            > dobra technika ma tylko polepszać odbiór muzyki, a ta jest najważniejsza!

            Racja, jednakze technika jest sposobem wyrazu, tak jak juz pisalem nie jest ona
            najwazniejszym wyznacznikiem jakosci dziela.

            > jak wspomniałem słucham trochę muzyki z kręgu "nowych brzmień" i to siłą rzeczy

            Jakie nowe brzmienia?

            > nie może brzmieć naturalnie,
            > ale to nie znaczy, że nie może to brzmieć dobrze i byc dobrze nagrane pod
            > względem technicznym
            > perfekcyjnie zrealizowane płyty z tego gatunku brzmią na niezłym sprzęcie dużo
            > bardziej efektownie niż audiofilskie superprodukcje
            > możliwości współczesnych zabawek do robienia muzyki wykraczają poza brzmienia
            > osiągalne za pomocą tradycyjnych instrumentów
            > ale tak jak wybitny pianista nie zagra na bylejakim fortepianie, tak artysta
            > tworzący muzykę "techniczną" pełną dysonansów, trzsaków, zgrzytów i bitów nie
            > będzie używał do jej robienia słabego sprzętu co pozwoli tej muzyce dobrze
            > brzmieć

            Nie mozna porownywac syntezatora z fortepianem.
            Jeden drugiego nie jest w stanie zastapic. Tylko syntezator ma ta przwage, ze
            mozna kreowac na nim dowolnie brzmienie podobnie jak malarz, ktory moze mieszac
            kolory na palecie zamiast uzywac tylko i wylacznie np zielonego. Co do
            nienaturalnosci nie ma czegos takiego jak nienaturanly dziwek, w gruncie rzeczy
            syntezatory sa tak samo naturalne jak kontrabas czy pianino. Jak dobrze poszukac
            to wszystkie dzwieki wygenerowane na syntezatorze mozna by do czegos odniesc w
            przyrodzie.

            > ponieważ większość odbiorców nie przywiązuje jednak do tego wagi (co widać na t
            > ym
            > forum) dlatego spora część płyt brzmi jak brzmi, czyli cienko sad
            > niestety...

            Tzn? co tam jest zle zrealizowane? Mysle aby ocenic jakosc nagran trzeba wpierw
            poprobowac samemu cos zrobic i wtedy okaze sie, ze np. plyta nagrana wiele lat
            temu w PRL jest na nieosiagalnym dla nas poziomie technicznym.

            > dla mnie ktoś, kto nie przywiązuje wagi do sprzętu hifi chyba nie kocha muzyki,

            Bez przesady nawet na najgorzym sprzecie da sie sluchc muzyke, sa ludzie biedni i
            bogaci BTW!

            > bo nie pozwala aby brzmiała ona jak najlepiej
            >
            > i o to chyba chodzi w tym całym audiofilizmie, a nie o to, żeby słuchać nagrane
            > go
            > brzmienia dajmy na to kontrabasu i porównywać go z wersją "live"smile
            >
            > trudno to jednak zrozumieć nie-audiofilom, choćby im nie wiem jakie argumenty
            > wysunąć to oni i tak będą wiedzieć swoje - nie liczy się sprzęt, tylko muzyka,
            > itp.

            > to jest postawa typu - po co mi mercedes, skoro trabantem też dojadę do celu smile
            > nie wiem juz co tu powiedzieć, bo i tak trafi to na ścianę niezrozumienia
            >
            > a wracając do poprzednich wątków - każdy szanujący się muzyk powinien jednak
            > dobrać odpowiednich ludzi i sprzęt do nagrania swoich płyt
            > to jest duuuuuuużo mniej ważne niż sama muzyka, ale jednak ważne

            Kazdy profesjonalny i szanujacy sie muzyk dba o to na miare swoich mozliwosci.

            > chyba, że ktoś ma zamysł artystyczny, że zrobi specjalnie słabe brzmienie
            > cóź, w muzeach kupę też pokazująsmile
            >
            > pozdrawiam
            >

            Tak w ogule jakosc jest pojeciem wzglednym , to co audiofil uwaza za szczyt
            warsztatu nagraniowego nie oznacza, ze inni musza miec takie samo zdanie. Od razu
            mugl bym zarzucic efekciarstwo, chelpienie sie mozliwosciam technicznymi,
            przerost formy nad trescia. Tak w ogule dajcie mi 100 mil $ to zlece Kudelskiemu,
            Studerowi i innym opracowanie najnowszej technologi rodem z NASA specjalnie dla
            mojego projektu, tylko czy to bedzie zachyt nad sztuka, czy tez nad technologia?
            Przy takim mysleniu najlepszym artysta bedzie koles z zasobnym kontem bankowym,
            ktory moze pozwolic sobie na coroczny remanent studia i ktory otacza sie sztabem
            najlepszych fachowcow. Sa pewne granice kiedy to przestaje byc sztuka, i zaczyna
            byc wyscigiem gdzie wygrywaja tylko najzasobniejsi.


            pozdrawiam
            • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 18:07
              Gość portalu: rec napisał(a):

              > Nie mozna porownywac syntezatora z fortepianem.
              > Jeden drugiego nie jest w stanie zastapic. Tylko syntezator ma ta przwage, ze
              > mozna kreowac na nim dowolnie brzmienie podobnie jak malarz, ktory moze mieszac
              >
              > kolory na palecie zamiast uzywac tylko i wylacznie np zielonego. Co do
              > nienaturalnosci nie ma czegos takiego jak nienaturanly dziwek, w gruncie rzeczy
              >
              > syntezatory sa tak samo naturalne jak kontrabas czy pianino. Jak dobrze poszuka
              > c
              > to wszystkie dzwieki wygenerowane na syntezatorze mozna by do czegos odniesc w
              > przyrodzie.

              Syntezatory graja dzwiekiem syntetycznym, tzn:

              1. Tworzy sie on w ukladach scalonych (dotyczny takze analogowych), potem ew.
              zostaje wzmocniony w kolejnych ukladach;
              2. Ten dzwiek jako taki mozna umiescic wylacznie w sztucznej przestrzeni
              dzwiekowej ze sztucznym poglosem; nawet jesli wykorzystamy wbudowane glosniczki
              syntezatora i umiescimy go np. w kosciele i nagramy, to nagramy dzwiek
              glosniczkow, nie zas pierwotny dzwiek stworzony w ukladach scalonych. Jezeli
              przepuscimy go przez uklad wzmacniajacy (dotyczy zreszta wszelkich instrumentow),
              to nagramy dzwiek juz zmodyfikowany elektronicznie/elektrycznie.
              3. Kazdy juz zdefiniowany (wlasnorecznie lub fabryczny) dzwiek syntezatora mozna
              dalej modyfikowac za pomoca suwakow, nastepnie wszelkiego rodzaju zewnetrznych
              konsolet. Czyli ten sam dzwiek tego samego instrumentu nalezaloby wg twojej
              teorii uznac za jednakowo naturalny, choc kazdy zupelnie w innym kierunku
              zmodyfikowany. Tak samo ten sam (w bitach) dzwiek przepuszczony przez skrajnie
              roznie brzmiace (ew. roznie skonfigurowane) tory wyjciowe, wzmacniajace,
              edycyjne, nalezaloby w ten sposob uznac za tak samo naturalne. A moga to juz byc
              dwa bardzo rozne dzwieki.

              4. I NAJWAZNIEJSZE!!! Nie ma czegos takiego, jak naturalna reakcja przetrzeni
              akustycznej (powietrze i sciany) na dzwiek syntetyczny (przed opuszczeniem ukadow
              wyjsciowych syntezatore, albo wzmacnacza, albo glosniczkow). Mozna puscic komus
              po raz pierwszy nagranie z muzyka stworzona na syntezatorze i bawic sie za kazdym
              razem korektorem... kazda "wersja" bedzie rownie naturalna, tzn. nie mozna (w
              rozsadnych granicach) okreslic faktu, a przynamniej stopnia ingerencji w ten
              dzwiek. Przetworzenie instrumentu akustycznego, nagranego w naturalnej
              przestrzeni dzwiekowej (instrument - mikrofon rejestrujacy), pozwala zawsze
              okreslic wszelkie nieprawidlowosci, niezaleznie od roznicy w brzmieniu np.
              skrzypiec oraz w charakterze wnetrz. Oczywiscie, gdy sie posiada punkt
              odniesienia w postaci doswiadczen koncertowych.
              Po prostu powietrze zachowuje sie w okreslony sposob na drgania, fale odbijaja
              sie wg okreslonych zasad od scian (choc w rozny sposob). W syntezatorach zalezy
              to od wlasnego widzimisie.

              Poza tym, w efekcie nie sposob porownac sprzetu, czy ocenic jego zdolnosci do
              kreowania przestrzeni dzwiekowej, oddawania odbic, barwy... owszem, dynamika w
              skali makro, wykop, ew. rozleglosc sceny (tak, to mozna ocenic, w koncu te zrodla
              pozorne sie gdzies umieszcza, aczkolwiek tylko wobec innych urzadzen, nie
              wykonania na zywo, bo takie (W TYM SENSIE co akustyczne) nie istnieja. Czyli nie
              sposob ocenic REALIZMU brzmienia, bo te moze diametralnie ulec zmianie przy
              jednym - ot tak sobie - machnieciu galka, albo po prostu przy zastosowaniu takiej
              a nie innej plytki drukowanej, ukladow analogowych, toru wzmacniajacego itd, i
              bedzie przy tym rownie NATURALNE (bez cudzyslowu, prosze to docenic!!!).

              Strasznie sie o tym rozpisywalem na wspomnianym forum o piratach.

              > Tzn? co tam jest zle zrealizowane?

              Na przyklad nagranie koscielne (poglos normalnego kosciola 3-5 sekund)
              z "poglosem" 0.5 sekundy. Na przyklad poprzez ograniczenie sie do mikrofonow
              glownych, bez uzycia poglosowych, do tego niedobranie proporcji
              wykonawca/mikrofon/sciany.

              Albo nagranie w zbyt dlugim i waskim wnetrzu, co skutkuje kompresja przestrzeni w
              poblizu wykonawcow, oraz "oderwaniem sie" poglosu od pozornego zrodla dzwieku w
              nagraniu.

              Totalna niespojnosc przestrzneni, tak jakby poszczegolni wykonawcy grali
              w "kokonach" przestrzenych, oddzielonych proznia od pozostalych.

              Ostrosc brzmienia na skutek skumulowania sie zbyt bliskich odbic. W przypadku
              wiekszosci gatunkow to sie zalatwia na konsolecie, poza tym nagrywa sie w
              specjalnie zaprojektoranych studiach, czesto w kabinach bezechowych a potem
              dopiero miksuje wykonawcow. W przypadku muzyki akustycznej, na ogol (mowie o
              regulach w nagrywanieu klasyki, takze jazzu aksutycznego, wszedzie tam, gdzie w
              cenie jest realizm odsluchu) ustawia sie mikrofony i potem juz nic sie nie da
              zrobic. Czesto maja miejsce rozne zabawy filtrami poszczegolnych mikrofonow, ale
              wtedy to juz zawsze kosztem roznych anomalii obrazu przestrzennego. Przykladem
              dwa "renesansowe" nagrania zespolu paula McCreesha, dokonane w takim samym (i
              prawie tym samym) skladzie, w tym samym wnetrzu, przez duet tych samych
              rezyserow, na tym samym sprzecie w tym samym systemie, dla DG Archiv. Oba niezbyt
              naturalne (dzwiek troche "techniczny"), ale jedno jest skrajnie miekkie, drugie
              wyjatkowo ostre. Poza tym przestrzen dziwna jakas. Czyli zabawa galkami.

              Niestety, w tym ostatnim przypadku to juz nawet nie jest kwestia jakosci nagrania
              jako takiej, ale slyszalnych, dokuczliwych wyostrzen, ktore czysto fizycznie
              mecza sluch i umysl, dokladnie na tej samej zasadzie, co odglos pocierania noza o
              widelec, albo pily elektrycznej. Na zespolowym wokalu to wylazi szczegolnie. W
              przypadku brzmien syntetycznych to mozna dowolnie korygowac a kazdy efekt bedzie
              rownowazny, w przypadku brzmien akustycznych, jak skorygujemy charakterystyke,
              usuniemy tez informacje przestrzenne, akustyczne. Do syntezatora i tak sie
              dorabia ja osobno, do girary basowej tez... do wokalu w rocku tak samo, widzial
              ktos nagranie na zasadzie zespol i jeden mikrofon rejestrujacy? Trzeba dorabiac,
              trzeba miksowac, podlaczac do pradu instrumenty i miksowac je z reszta.
            • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 02:44
              Gość portalu: rec napisał(a):

              ) Gość portalu: este napisał
              )
              ) ) jak wspomniałem słucham trochę muzyki z kręgu "nowych brzmień"
              )
              ) Jakie nowe brzmienia?

              oj, nie udawaj, że nie wieszsmile
              ambitna elektronika czy tzw. muzyka taneczna czy też jeśli wolisz klubowa, dla
              zupełnych laików - "techno" smile
              mam podawać przykłady?

              ) ) i to siłą rzeczy
              ) ) nie może brzmieć naturalnie,
              ) ) ale to nie znaczy, że nie może to brzmieć dobrze i byc dobrze nagrane pod
              ) ) względem technicznym
              ) ) perfekcyjnie zrealizowane płyty z tego gatunku brzmią na niezłym sprzęcie
              ) dużo
              ) ) bardziej efektownie niż audiofilskie superprodukcje
              ) ) możliwości współczesnych zabawek do robienia muzyki wykraczają poza brzmie
              ) nia
              ) ) osiągalne za pomocą tradycyjnych instrumentów
              ) ) ale tak jak wybitny pianista nie zagra na bylejakim fortepianie, tak artys
              ) ta
              ) ) tworzący muzykę "techniczną" pełną dysonansów, trzsaków, zgrzytów i bitów
              ) nie
              ) ) będzie używał do jej robienia słabego sprzętu co pozwoli tej muzyce dobrze
              )
              ) ) brzmieć
              )
              ) Nie mozna porownywac syntezatora z fortepianem.

              pewnie, że nie!
              przecież nie porównałem "instrumentów jako takich" tylko chciałem zobrazować
              pewną postawę do tychże

              ) Jeden drugiego nie jest w stanie zastapic. Tylko syntezator ma ta przwage, ze
              ) mozna kreowac na nim dowolnie brzmienie podobnie jak malarz, ktory moze mieszac
              )
              ) kolory na palecie zamiast uzywac tylko i wylacznie np zielonego. Co do
              ) nienaturalnosci nie ma czegos takiego jak nienaturanly dziwek, w gruncie rzeczy
              )
              ) syntezatory sa tak samo naturalne jak kontrabas czy pianino. Jak dobrze poszuka
              ) c
              ) to wszystkie dzwieki wygenerowane na syntezatorze mozna by do czegos odniesc w
              ) przyrodzie.

              w nagrywaniu muzyki akustycznej i "technicznej" czy jak wolisz "elektronicznej"
              chodzi o coś zupełnie innego
              w przypadku tej pierwszej dąży się do naturalności i realizmu porównywalnego z
              odbiorem "na żywo" (kolega perotin już conieco wyjaśnił, bo się lepiej znasmile

              i tu sprawa jest prosta
              a propos - czy audiofil to ktoś słuchający wyłącznie muzyki akustycznej?
              może ktoś mi wyjaśni, jaka jest jedynie słuszna definicja audiofilizmusmile

              ja raczej audiofilem nie jestem (tak mi się wydaje, bo przecież nie znam
              definicjismile
              ale cenię dobre brzmienie, dlatego postanowiłem bronić audiofilów na tym forum

              wracając do wątku - w przypadku brzmień syntetycznych często chodzi o to by
              brzmiały one jak najbardziej efektownie, ale przecież ktoś może mieć zamysł
              artystyczny żeby było topornie i ostro, więc wychodzi, że zazwyczaj chodzi o to
              by brzmiały tak jak chce twórca
              a więc robi się już skomplikowane zagadnienie
              w dodatku ma się to raczej nijak do audiofilizmu
              faktem jest jednak, że takie nagrania na dobrym sprzęcie mogą też brzmieć super i
              równiez odkryjemy wiele smaczków, które sobie wymyślił artysta (na przykład
              umiejscowianie niektórych dźwiękow dajmy na to z boku głowy albo nawet za głową!
              a więc w ogóle lokalizacja poszczegółnych odgłosów w przestrzeni)
              i tu już technika miesza się ze sztuką, masz absolutną rację
              a więc nie dysponując odpowiednią aparaturą nie odkryjemy pełni TREŚCI, a nie
              tylko formy utworu!

              ale cała ta sprawa brzmień syntetycznych to taki śliski grunt i tutaj dywagacje
              na tematy audiofilskie nie mają chyba zbytnio sensu



              ) ) ponieważ większość odbiorców nie przywiązuje jednak do tego wagi (co widać
              ) na t
              ) ) ym
              ) ) forum) dlatego spora część płyt brzmi jak brzmi, czyli cienko sad
              ) ) niestety...
              )
              ) Tzn? co tam jest zle zrealizowane?

              róźnie, czasem wszystko smile a raczej sad
              przecież oczywiste jest, że nagrania pop mozna ocenić pod względem realizacji
              technicznej
              wiadomo, że np. "stopa" perkusyjna nie może brzmieć jak pudełko kartonowe itd.


              ) Mysle aby ocenic jakosc nagran trzeba wpierw
              ) poprobowac samemu cos zrobic i wtedy okaze sie, ze np. plyta nagrana wiele lat
              ) temu w PRL jest na nieosiagalnym dla nas poziomie technicznym.

              ale jako odbiorca mam chyba prawo wymagać i oceniać
              podobnie jak nie będąc pisarzem wyrazić opinię, czy mi się dana książka podoba
              czy nie, co nie?
              zresztą, co ja szukam przykładów w literaturze jak rozmawiamy o muzyce - mam się
              zachwycać jakims tam Enrikiem bo śpiewa lepiej ode mnie ?

              nie sądzę, że uzyskanie dobrego brzmienia jest łatwe,
              ale jak coś się chce robić to należy to robić dobrze, dążenie do perfekcji chyba
              nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie

              a wiele nagrań brzmi kiepsko bo muzykom na tym nie zależy
              a dlaczego? bo odbiorcom też na tym nie zależy, co widzimy na niniejszym forum,
              a po co się starać dla kilku procent (raczej chyba promilismile jakiś dziwaków-
              audiofilów


              ) ) dla mnie ktoś, kto nie przywiązuje wagi do sprzętu hifi chyba nie kocha mu
              ) zyki,
              )
              ) Bez przesady nawet na najgorzym sprzecie da sie sluchc muzyke, sa ludzie biedni
              ) i
              ) bogaci BTW!

              nie jestem bogaty! (a szkodasmile chyba, że duchowo smile))
              może faktycznie trochę przesadziłem, biednego człowieka nie będzie tez stać na
              płyty i nie można powiedzieć, że nie kocha muzyki
              chodzi mi jednak o sytuację, gdy ktoś ma $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
              i lubi słuchac muzyki, ale kwestię sprzętu i tak ma gdzieś, bo jeszcze ktoś
              pomyśli, że jest audiofilem, brrrsmile



              ) )każdy szanujący się muzyk powinien jedn
              ) ak
              ) ) dobrać odpowiednich ludzi i sprzęt do nagrania swoich płyt
              ) ) to jest duuuuuuużo mniej ważne niż sama muzyka, ale jednak ważne
              )
              ) Kazdy profesjonalny i szanujacy sie muzyk dba o to na miare swoich mozliwosci.

              pobożne życzenie!
              to nie zawsze jest kwestia kasy (a raczej jej braku)
              obawiam się, że czasami wynika to raczej z pewnej nieświadomości i braku
              rozeznania "w temacie" niż skromnego budźetu


              ) Tak w ogule jakosc jest pojeciem wzglednym , to co audiofil uwaza za szczyt
              ) warsztatu nagraniowego nie oznacza, ze inni musza miec takie samo zdanie. Od ra
              ) zu
              ) mugl bym zarzucic efekciarstwo, chelpienie sie mozliwosciam technicznymi,
              ) przerost formy nad trescia. Tak w ogule dajcie mi 100 mil $ to zlece Kudelskiem
              ) u,
              ) Studerowi i innym opracowanie najnowszej technologi rodem z NASA specjalnie dla
              )
              ) mojego projektu, tylko czy to bedzie zachyt nad sztuka, czy tez nad technologia
              ) ?
              ) Przy takim mysleniu najlepszym artysta bedzie koles z zasobnym kontem bankowym,
              )
              ) ktory moze pozwolic sobie na coroczny remanent studia i ktory otacza sie sztabe
              ) m
              ) najlepszych fachowcow. Sa pewne granice kiedy to przestaje byc sztuka, i zaczyn
              ) a
              ) byc wyscigiem gdzie wygrywaja tylko najzasobniejsi.

              widzę, że masz zacięcie socjalistyczne smile
              SLD spada w notowaniach, ale nie wiem jak Samoobrona - może się zapiszesz,
              wybory juz za niecałe 4 latka, więc chyba warto, z takim podejściem może nawet
              zostanisz marszałkiem (choć na trochęsmile


              a serio - tą kwestię juz po części wyjaśniałem - to nie jest kwestia kasy
              dobrze zrealizowane płyty powstaję tez w Polsce

              dobre brzmienie nie musi oznaczać efekciarstwa, chełpienia się itd.
              to wyraz szacunku dla odbiorcy
              gdyby tak nie było to by sobie każdy nagrał płytę w garażu i już

              pominę kwestię realizatorów nagrań, którzy zapragnęli być artystami w tym fachu i
              robią "swoje" brzmienie, na przykład Steve Albini, nie wiem czy kojarzysz - jego
              produkcje są strasznie szorstkie i toporne, bo taka jest zresztą muzyka, ktorą
              się zajmuje
              w sumie nie mam nic do takiej postawy, choć niektóre jego rzeczy ciężko jest
              słuchać
              ale jest to ZAMIERZONE artystyczne działanie i to zmienia całkowicie postać rzeczy


              ja cały czas mam na myśli sytuację, gdy ktoś może zrobić to dobrze i ma ku temu
              środki, ale sobie tę kwestię po prostu olewa - rozumiemy się wreszcie???

              pewnie, że masa szajsu jest super nagrana bo ktoś ma kasę
              ale ja nie zamierzam w żadnym wypadku tego słuchać (może tylko raz by docenić
              kunszt realizatora, o ile to wytrzymam i nie zwymiotuję od muzycznej papki:
              • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 11:48
                Gość portalu: este napisał(a):

                > chodzi o coś zupełnie innego
                > w przypadku tej pierwszej dąży się do naturalności i realizmu porównywalnego z
                > odbiorem "na żywo" (kolega perotin już conieco wyjaśnił, bo się lepiej znasmile

                Wtrace tylko na wszelki wypadek, gdyby ktos zechcial podac przyklad koncertu
                rockowego, popowego, metalowego na zywo: pojecie nie istnieje o tyle, ze miedzy
                wykonawca a sluchaczem jest caly monstrualny tor wzmacniajacy z glosnikami na
                kocu wiekszych niz Shaquill O'Neal. Juz sie o tym zreszta szczegolowo
                rozpisywalem.


                > i tu sprawa jest prosta
                > a propos - czy audiofil to ktoś słuchający wyłącznie muzyki akustycznej?
                > może ktoś mi wyjaśni, jaka jest jedynie słuszna definicja audiofilizmusmile

                Dazyc do tego, by bylo lepiej, kiedy mozna lepiej. Niezaleznie od sluchania
                muzyki jako takiej. Prosciej i bardziej uniwesalnie juz chyba nie mozna. Jednak
                przy gatunkach czysto akustycznych jest punkt osniesienia w postaci koncertu na
                zywo, w przypadku innych... punktem odniesienia na pewno bylyby intencje tworcy,
                ale dowolnosc ksztaltowania brzmienia wymagalaby chyba posadzenia go w naszym
                fotelu odluchowym w celu okreslenia, na ile sie do tego zblizylismy, inaczej
                sobie tego nie wyobrazam. Bez tego to tylko spekulacje. Jeden zestaw zabrzmi
                jasniej, drugi znacznie ciemniej, jeden bedzie mial superlokalizacje zrodel
                pozornych, drugi gorsza, ale bardziej naturalna. Sluchalem odtwarzaczy CD na
                przyklad, ktore z ta lokalizacja i przejrzystoscia w niektorych nagraniach
                przesadzaly, bo odbywalo sie to za cene lekkiego uwypuklenia czestotliwosci za
                nia odpowiedzialnych. Na nagraniach koscielnych na przyklad zazwyczaj slychac
                wiecej niz na zywo rownie z bliska (przy odsluchu z podonego miejsca na zywo,
                co "pozornie" w pokoju), ale juz przejrzystosc jest prawie zawsze na zywo
                niedoscigniona. Lepiej byloby osiagnac bardziej zamazany obraz, ale z ta
                niezwykla krystalicznoscia pwoetrza pomiedzy; wymyka sie to opisom, trzeba sie
                wybrac na koncert. Bo widzicie, na plyte trafiaja czasem elementy, ktorych
                odworzenie niekoniecznie musi stanowic krok w kierunku idealu. Idealne wywazenie
                tego w odsluchu stanowi taki krok, nie w kazdym gatunku okreslenie tego jest
                mozliwe.
                > nie jestem bogaty! (a szkodasmile chyba, że duchowo smile))
                > może faktycznie trochę przesadziłem, biednego człowieka nie będzie tez stać na
                >
                > płyty i nie można powiedzieć, że nie kocha muzyki
                > chodzi mi jednak o sytuację, gdy ktoś ma $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
                > $
                > i lubi słuchac muzyki, ale kwestię sprzętu i tak ma gdzieś, bo jeszcze ktoś
                > pomyśli, że jest audiofilem, brrrsmile

                Czyli powszechne podejscie: stac mnie tylko na tania wieze, OK, ale jeden z
                glosnikow na podlodze, drugi na wysokosci 2 metrow poziomo, albo ob pod sufitem,
                bo ksiazki wygodniej jest siegac z nizszej polki niz ruszyc tylek i wziac stolek.
                Znajdzcie mi goscia z wieza, ktory stara sie ja wykorzystac choc w polowie!!! Sa
                tacy oczywiscie, ale szukac by ze swieca.

                > ) Kazdy profesjonalny i szanujacy sie muzyk dba o to na miare swoich mozliwosci
                > .
                >
                > pobożne życzenie!
                > to nie zawsze jest kwestia kasy (a raczej jej braku)
                > obawiam się, że czasami wynika to raczej z pewnej nieświadomości i braku
                > rozeznania "w temacie" niż skromnego budźetu

                Na przyklad ustawienie mikrofonow, wybor jednego ze 100 kosciolow w miescie i
                dobor ustawienia tych mikrofonow w zaleznosci od wnetrza. Skoro stac na to nawet
                najmniejsze, rodzinne i zupelnie niedochodowe wytwornie w rodzaju Alia Vox
                Savalla, to pozostaje tylko ignorancja realizatorow. Jest taka wytwornia
                audiofilska, nie pamietam nazwy, ktorej rezyser nagrywa analogowo za pomoca
                jednego mikrofonu. Ale czuje miete, ma po prostu talent i nie potrzebuje zestawow
                kilkunastu mikfofonow i zawansowanych, koztownych, systemow w rodzaju 4D Deutsche
                Gramophone, ktore nawiasem mowiac na licznych nagraniach maja wiecej wad niz
                zalet. Nie znam goscia z efektow, ale slawna persona. Dla mniej utalentowanych
                konieczne jest poswiecenie ciut wiecej czasu na proby, ale to wszystko. No i
                oczywiscie doswiadczenie z danym wnetrzem, a nie, ze co nagranie, to inna
                swiatynia, a w mikrofony poglosowe juz wcale sie nie bawimy na zasadzie szkoda
                zachodu. Glownie Brytyjczycy tak maja, widac po ocenach dzwieku w angraniach
                przez redaktorow pism plytowych. Po prostu kompromitacja. Co innego Francuzi. W
                BBC Music magazine nie ma akustyki i jest 5 punktow, bo sie p. redaktorowi
                podobalo na jego sprzeciku - podstawki drozsze od kolumn, podobno typowe. W
                Diapason jest za to specjalna ocena i nie moze nie zanizyc oceny. Oczywiscie
                Anglicy nagrywaja wokal zazwyczaj tragicznie, Francuzi, niezaleznie od potencjalu
                wytworni, na ogol o niebo lepiej. Wszedzie oczywiscie sa wyjatki.

                Na podstawie dziesiatek plyt z kazdej strony z podobnym repertuarem.


                > ) Przy takim mysleniu najlepszym artysta bedzie koles z zasobnym kontem bankowy
                > m,
                > )
                > ) ktory moze pozwolic sobie na coroczny remanent studia i ktory otacza sie szta
                > be
                > ) m
                > ) najlepszych fachowcow. Sa pewne granice kiedy to przestaje byc sztuka, i zacz
                > yn
                > ) a
                > ) byc wyscigiem gdzie wygrywaja tylko najzasobniejsi.

                Wyzej wyjasnione: male francuskie wytwornie w wiekszosci wypuszczaja super
                brzmiace realizacje, a brytyjscy potentaci wykazuja sie tu totalna ignorancja,
                typu muzyka koscielna w studiu, nie zas w naturalnym wnetrzu (np. label L'oiseau-
                Lyre Decca; w efekcie puszkowata akustyka, bo inaczej rezonuje instrument czy
                cala orkiestra, co innego sie ujawnai w przypadku wokalu), albo duza czesc nagran
                EMI Reflexe(brzmienie czesto gluche jak grob, niespotykane prawie u Francuzow).
          • __jw Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 31.01.02, 13:12
            > dla mnie ktoś, kto nie przywiązuje wagi do sprzętu hifi chyba nie kocha
            > muzyki, bo nie pozwala aby brzmiała ona jak najlepiej

            mylisz się este, znam wielu muzyków, którzy maja sprzęt do bani, którzy
            słyszą myzykę w głowie a nie w uszach i o których na pewno nie można
            powiedzieć, że nie kochają muzyki

            zauważyłem pewną zależność: wsród audiofilów nie ma wielu muzyków i na odwrót.
            • Gość: johdoe Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.*.*.* 31.01.02, 15:00
              __jw napisał(a):

              > > dla mnie ktoś, kto nie przywiązuje wagi do sprzętu hifi chyba nie kocha
              > > muzyki, bo nie pozwala aby brzmiała ona jak najlepiej
              >
              > mylisz się este, znam wielu muzyków, którzy maja sprzęt do bani, którzy
              > słyszą myzykę w głowie a nie w uszach i o których na pewno nie można
              > powiedzieć, że nie kochają muzyki
              >
              > zauważyłem pewną zależność: wsród audiofilów nie ma wielu muzyków i na odwrót.
              i to jest to!
              jezeli nie masz muzyki w glowie to musisz ja uslyszec, na tym to polega
              ktos kto czuje muzyke, dopowie sobie to czego nie uslyszy, ktos inny potrzebuje do tego sprzetu
              BTW. sluchanie muzyki na dobrym sprzecie nie mozna porownywac ze sluchaniem jej na jamniku. to tak jak ogladanie czarnobialych reprodukcji Vangogha czy Moneta
              • Gość: Neas Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.02.02, 16:53
                Gość portalu: johdoe napisał(a):

                > jezeli nie masz muzyki w glowie to musisz ja uslyszec, na tym to polega
                > ktos kto czuje muzyke, dopowie sobie to czego nie uslyszy, ktos inny potrzebuje
                > do tego sprzetu

                Jak sobie dopowie np. dźwięki na dalszych planach z utworu który słucha pierwszy
                raz na słabym sprzęcie, gdzie wspomniane tło dźwiękowe tworzy bezkształtną,
                rozmazaną masę? I czy to co sobie dopowie będzie tym, co artysta chciał nam
                przekazać?
        • Gość: polonus ..........Sprostowanie.............. IP: 198.138.227.* 28.01.02, 15:16
          Gość portalu: rec napisał(a):

          > Argumenty audiofilow, ze niby podbija sie doly i gore w nie audofilskich
          > nagranich by zwiekszyc "glosnosc" jak to jeden z nich opisal w innym topicu, sa
          >
          > smieszne.
          widzisz czy w cos wiezysz czy nie nie zmiania to faktu, a fakt ze to podwazasz
          swiadczy tylko o tym ze nawet raz w zyciu nie przezyles porowniania typowej plyty
          z plyta audiofilska na dobrym sprzecie, pierwsza bowiem rzecz ktora wychodzi w
          tym porownaniu to ciagnacy sie kartonowy mulacy bas w duzej ilosci, (zakladany
          bowiem odbiorca tej plyty z zalozenie mial bowiem nie posiadac pelnopasmowego
          sprzetu wiec podbito konce pasma dla jego dobra) druga roznica to doprowadzajacy
          do bulu glowy zalew zgrzytliwych sopranow, brak glebi sceny muzycznej i ogolnie
          przygnaiatajaca glosnosc (czyli przesterowania, aby sluchacz mial wrazenie
          wyzszej jakosci niz to jest w rzeczywistosci).
          Rozumiem ze mogles w zyciu nie byc w studiu hifi i mogles nie przezyc takiego
          doswiadczenia, ale nie rozumiem czemu sie wypowiadasz w temacie w ktorym nie masz
          zielonego pojecia? Nie rozumiem doprawdy? Zawsze msyslalem ze warunkiem
          koniecznym zabrania glosu w jakiejsc dyskusji jest posiadanie jkaiejs wiedzy w
          danym zakresie. A w twoim przypadku nie ma to miejsca. I to jeszcze wypowiadasz
          sie tak autokratywnie.

          > audiofilska jest takowa) jest zrealizowana swiadomie, jak brzmi bardzo
          > nienaturalnie to widocznie taki byl zamiar artysty. Np trudno oczekiwac
          zamiar artysty jest aby plyta brzmiala zle, to ja niechce miec do czynienia z
          takimi muzykami i pseudo wytworniami ktore z def produkuja zle brzmiace plyty,
          czyli tym samym pokazales ze jedna sa nie audiofilskie gatunki muzyki, bo
          audiofilskie to dokladnie takie w ktorym inzynier dzwiekowy (to mistrz) stanie na
          glowie abys dostal 99% tego na highendowym sprzecie co mozna bylo uslyszec na
          koncercie na zywo.
          > Sztuka nie polega tylko kopiowaniu natury. To
          Nie polega na wypaczaiu jej, to wtedy dla mnie nie sztuka, tylko jakis
          surrealizm, a tego nie oczekuje od muzyki, ja nie lubie sluchac znieksztalcen i
          jakis chorych wizji....

          > przede wszystkim synteza, emocje i poszukiwania. Rownie dobrze mozna by bylo
          > powiedziec, ze prawdziwe malarstwo to tylko akademicki Velazquez a np.
          > surrealisci, informelisci, abstrakcjonisci robia tylko nie warte zlamanego
          > grosza bazgroly. Chyba tak jednak nie jest.
          Tu sie widzisz roznimy, dla mnie od Piccasa malartstwo sie skonczylo a zaczely
          sie bazgroly, nie jest bowiem malarstwem cos co sam jest w stanie namalowac(a
          takie mam wrazenie patrzac na sztuke nowoczesna), a Matejki chocby 200 lat zyl
          10h dziennie malowal i tak nie spopjuje tak jak i utworow Baha, a skomponowac
          pare niskiej jakosc dzwiekow na niskiej jakosci syntezatorze i zmotawac to potem
          w halasliwa kupe potrafia tysiace niedoksztalconych pseudo muzykow z pomaca
          miernych inzynierow dzwiekowych stad mamy taki zalew pseudo wytworni i pseudo
          muzyki.
          To rozumiem bo sprzedac kazdy chce, ale nie rozumiem kupujacych ktorzy kupuja ten
          crap wierzac ze jest to muzyka. Do tego stopnia ze potem nie sa juz w stanie
          docenic tej prawdziwej ktorej skomponowanie trwalo lata (a nie 3 tyg bo studio
          drogie i speszyc sie trzeba), ktorej skomponowanie wynikalo z pasjii, a nie z
          potrzeby nabicia sobie kabzy kosztem frajerow, muzyki do nagrania ktorej urzyto
          ogromnej sali koncertowej w ktirej gralo 100 prawdziwych wyksztalconych muzykow a
          nie 3 gniewnych, dzikich malolatwo. W procesie tworzenia ktorej urzyto najdrozsze
          mikrofony, najdrosze przetworniki bo zamiarem byly urzeczenie sluchacza a nie
          jego ogluszenie.........................
          • Gość: perotin Re: ..........Sprostowanie.............. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 16:26
            No coz, nie do konca sie zgodze. Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem o co
            dokladnie ci chodzilo, ale akurat nie uwazam, aby np. muzyka nieakustyczna
            wykluczala audiofilskie podejscie do sprzetu i sposobu odsluchu, choc
            owczywiscie DUZA CZESC aspektow brzmieniowych w takim przypadku w porownaiu do
            nagrania akustycznego nie wystepuje. Stad podzial na repertuar audiofilski i
            nieaudiofilski, choc z punktu widzenia ocen jest on dosc jasny, gdyz np. J.M.
            Jarre wyklucza kompleksowa ocene z racji wlasnie niewystepowania pewnych
            zjawisk i brak punktu odniesienia w tym rozumieniu, co koncert akustyczny.

            Druga sprawa - i tu zdajesz sie troche przeginac - to jakosc nagran. To, ze np.
            Glen Gould nagrywal Bacha w glownie w latach 50 i 60 i w porownaniu do nowych
            realizacji jakosc dzwieku jest duzo slabsza, akurat rowniez nie kloci sie z
            pojeciem audiofilizmu. Sluchalem takze starego Goulda na... elektrostatach i
            takze dla takich plyt oplacaloby sie wydac na taki sprzet pieniadze.

            Trzecia sprawa to to, ze kiepska realizacja, niewazne: akustyczna czy
            synnstezatorow, nie musi wcale oznaczac jakichkolwiek anomalii typu ostrosc
            brzmienia Np. nagrania Ockeghema by Clerk's Group dla ASV - komora bezechowa
            niekiedy, ale nie kluje uszu). Nagranie Lagrime di San Pietro orlanda di Lasso
            dla harmonia Mundi... to akurat wyjatek w przypadku tej firmy, ale jest
            wspaniale pod kazdym wzgledem, z jednym wyjatkiem... ciezko sie tego slucha, bo
            jest po prostu wyostrzone.

            I na koniec casus Telarca w przypadku wokalno-instrumentalnych nagran Boston
            Baroque. Mam jedno, kilka sluchalem w domu, mam probki na Bonus CD dolaczonym
            do jednej plyty... no niestety, ci geniusze mikrofonu wszystko robia cacy, ale
            nie czuja klimatu tego repertuaru i nie dbaja o dlugi i pelny poglos. Czyli
            wielu generalnie mniej finezyjnie (nie znaczy generalnie gorzej) zrealizowanym
            plytom "zwyklych" wytworni jest o niebo blizej do koncertu, jak rowniez klepiej
            przekazuja klimat, istote utworu, choc przejrzystosc niekoniecznie doskonala,
            rozdzielczosc tez gorsza.

            Tu chodzi o cos innego. Koncert w kosciele w odleglosci 30 metrow od zespolu,
            kiedy wiekszosc elementow zlewa sie ze soba, ze szczegolow zostaje do
            podziwiania aura poglosowa, jest bardziej audiofilski niz przesadzone pod
            wzledem rozdzielczosci "audiofilskie" nagranie, jesli nie towarzyszy mu
            stworzenie odpowiadajacej dzielu aury, klimatu miejsca.

            Wiem, ze opisuje specyficzny repertuar, ale nawet w przypadku nagran
            orkiestrowych na przyklad, trzeba wziac pod uwage, ze wszystkiego nawet w
            najlepszych salach sie nie uslyszy, a co dopiero w 90% pozostalych? Po prostu
            slyszec wiecej nie znaczy wcale ze jest lepiej. Siedzialem juz na koscielnych
            koncertach w 2-3 rzedzie przy przejsciu i doprawdy - to co robi np, Telarc
            takze w dziedzinie rozdzielczosci obrazu to raczej dalej do wykonania na zywo,
            niz bardziej zamazanym, licznym genialnym nagraniom Harmonia Mundi. Slychac
            mniej, ale jest prawdziwiej. A juz sluchawki Senheiser HD600... modelowy
            przyklad, do czego prowadzi takie podejscie. Mitologizowanie neutralnosci (tzn.
            odtworzyc wszystko tak jak jest na plycie) nie prowadzi do neutralnosci, raczej
            od niej oddala. Ktos zapomina, ze mikrofon znajduje sie 0.5 metra od spiewaka,
            sluchacz chocby w pierwszym rzedzie, co najmniej pare metrow, no i proporcje
            dzwieku odbitego sa zupelnie inne. Stad na plycie sa rejestrowane rzeczy,
            ktoryc uslyszenie bedzie wada, nie zaleta.

            W ogole ciekawa sprawa: HD600 za 1000 zl (sluchawki) byly neporownanie bardziej
            przejrzyste niz elektrostaty z elektronika po kilkanascie tysiecy za element, w
            dopracowanym pomieszczeniu odsluchowym - calosc za ponad 50000 tysiecy chyba.
            Na tym duzo (relatywnie) drozszym sprzecie bylo duzo blizej do rzeczywistosci,
            niz na wspomnianych sluchawkach, choc slychac bylo duzo mniej (choc i tak chyba
            wiecej niz w pierwszym rzedzie!).
          • Gość: rec ..........Niesprostowanie.............. IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.01.02, 17:41
            Gość portalu: polonus napisał(a):

            > > smieszne.
            > widzisz czy w cos wiezysz czy nie nie zmiania to faktu, a fakt ze to podwazasz
            > swiadczy tylko o tym ze nawet raz w zyciu nie przezyles porowniania typowej ply
            > ty
            > z plyta audiofilska na dobrym sprzecie, pierwsza bowiem rzecz ktora wychodzi w
            > tym porownaniu to ciagnacy sie kartonowy mulacy bas w duzej ilosci, (zakladany


            hym ciekawy wniosek, jezeli slysze ten "mulacy" bas to znaczy, ze mam wywalic
            plyte do kosza??


            > Nie polega na wypaczaiu jej, to wtedy dla mnie nie sztuka, tylko jakis
            > surrealizm, a tego nie oczekuje od muzyki, ja nie lubie sluchac znieksztalcen i
            >
            > jakis chorych wizji....

            Nie wiem co o tym myslec. Albo sobie drwisz albo po prostu ignorujesz wiele
            ciekawych rzeczy.

            > > przede wszystkim synteza, emocje i poszukiwania. Rownie dobrze mozna by by
            > lo
            > > powiedziec, ze prawdziwe malarstwo to tylko akademicki Velazquez a np.
            > > surrealisci, informelisci, abstrakcjonisci robia tylko nie warte zlamanego
            >
            > > grosza bazgroly. Chyba tak jednak nie jest.

            > Tu sie widzisz roznimy, dla mnie od Piccasa malartstwo sie skonczylo a zaczely
            > sie bazgroly, nie jest bowiem malarstwem cos co sam jest w stanie namalowac(a
            > takie mam wrazenie patrzac na sztuke nowoczesna), a Matejki chocby 200 lat zyl
            > 10h dziennie malowal i tak nie spopjuje tak jak i utworow Baha, a skomponowac
            > pare niskiej jakosc dzwiekow na niskiej jakosci syntezatorze i zmotawac to pote
            > m

            Ty tej sztuki nie tyle co nie rozumiesz ale nie probujesz tego zrobic.
            Co to Picassa w wieku 14-15 lat potrafil malowac z fotograficzna dokladnoscia
            jednak szybko od tego odszedl wiedzial, ze nic poza ukazaniem doskonalosci
            warsztatu z tego nie wynika. Od kiedy pojawila sie kamera obskura i pierwsze
            zdjecia zupelnie stracilo to sens..

            > w halasliwa kupe potrafia tysiace niedoksztalconych pseudo muzykow z pomaca
            > miernych inzynierow dzwiekowych stad mamy taki zalew pseudo wytworni i pseudo
            > muzyki.

            Uczyn swiat lepszym i ich doksztalc, ciekaw jestem czy sam masz jakies
            preferencje w tym kierunku skoro masz taka czelnosc szufladkowania tysiecy ludzi
            pod etykieta PARTACZE.....Zaprezentuj mi swoja tworczosc, porownam ja z ta
            kakafonia pseudomuzykow, ktora slucham.


            > To rozumiem bo sprzedac kazdy chce, ale nie rozumiem kupujacych ktorzy kupuja t
            > en
            > crap wierzac ze jest to muzyka. Do tego stopnia ze potem nie sa juz w stanie
            > docenic tej prawdziwej ktorej skomponowanie trwalo lata (a nie 3 tyg bo studio
            > drogie i speszyc sie trzeba), ktorej skomponowanie wynikalo z pasjii, a nie z
            > potrzeby nabicia sobie kabzy kosztem frajerow, muzyki do nagrania ktorej urzyto
            >
            > ogromnej sali koncertowej w ktirej gralo 100 prawdziwych wyksztalconych muzykow

            Znowu szufladkujesz... wyksztalcenie a tworczosc ma sie jak grucha do pietruchy
            to, ze masz teoretyczna wiedze nie znaczy, ze od razu masz polise na sukcesy,
            jest wielu tworcow nie znajacych notacji czy nawet nie umiejacych poprawnie grac
            na instrumentach(ie). Ale maja cos cenniejszego, cos czego nie mozna kupic ani
            sie nauczyc czyli pomysly.

            > nie 3 gniewnych, dzikich malolatwo. W procesie tworzenia ktorej urzyto najdrozs
            > ze
            > mikrofony, najdrosze przetworniki bo zamiarem byly urzeczenie sluchacza a nie
            > jego ogluszenie.........................

            Kto ma zamiar kogo ogluszac, o czym ty gadasz?
            Co masz przecowko mlodym? Wg mnie przynajmiej maja jakies idealy.
            Z ciezkim sercem czyta sie pana wypowiedzi, tyle tu jadu, szufladkowania,
            wywyzszania sie! Zamiast sprostowana zasiales balagansad(

      • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 18:59
        Gość portalu: este napisał(a):

        > to co opisujesz to kliniczny przykład tzw. "audiofila trzypłytowego"
        > gościu taki ma kilka płyt testowych z wytworni audiofilskich i podnieca się za
        > ich pomocą swoim sprzętem - zboczenie, ale zboczeńcy są w każdej społeczności
        >
        > myślę, że większość audiofili (czy audiofilów - nie wiem, cholerne słowo!)
        > zostaje nimi z miłości do muzyki - nie mogę znaleźć innego wytłumaczenia

        Jedna tylko (dluga) uwaga (a co, nie wytrzymalem i zajrzalem takze tuwink):

        Ryszard (? nie jestem pewien) Struss, Polski znakomity producent wzmacniaczy,
        takze high-end, okreslil gatunek audiofila trzyplytowego jako "na wymarciu".
        Akurat on jest tu najbardziej kompetentny, jak to tylko mozliwe.


        Znam (nie tylko na zywo) paru zapalonych audiofili, ale oni kupuja przewanie
        plyty ze wzgledu na muzyke bez zwracania uwagi na dzwiek, a nagrania tzw.
        audiofilskich wytworni sa tylko dodatkiem dla przyjemnosci posluchania niemal jak
        na zywo, a takze do ocen sprzetu po to, aby wycisnac ile sie da ROWNIEZ z owych
        nagran sprzed 40 lat. Zarzut kupowania tego, co wydaja te wytwornie bez wzgledu
        na muzyke tam nagrana, a tylko na dzwiek, jest o tyle prawdziwy, co falszywy,
        albowiem to samo mozna zarzucic regularnym bywalcom koncertow jazzowych: chodza
        na to co aktualnie graja, a nie jest tak, ze w poniedzialek sa w Paryzu na
        Jarrecie, w sobote biora samolot do Nowego Yorku bo gra tam Herbie Hankock
        (dobrze pisze?), a wracaja pod katem Garbarka w niedziele przez Londyn. Albo
        niech i to beda mniej znane choc genialne nazwiska.
        Ci wola pojsc na to co jest, nawet nieznanego, tylko dlatego ze WLASNIE GRAJA, a
        pod katem artystycznym kupuja plyty. Tamci kupuja plyty audiofilskie, zeby w domu
        zobaczyc scene jak zywa, a na koncerty tez chodza, bo nie ma prawdziwego
        audiofilizmu bez koncertow, nie byloby bowiem punktu odniesienia do ocen i
        porownan, a POZA TYM BO LUBIA. A pod katem artystycznym... TEZ kupuja plyty, te
        same, co milosnicy muzyki lejacy demonstracyjnie na audiofilow (bardzo cieplym
        moczem). Tyle, ze maja te kilkadziesiat plyt wiecej.

        Nie mowie za siebie, bo mam tylko jedna taka, a i tak bo dostala nagrode
        (pisalem, ze zadnej, niewielka roznica). Akurat cienka akustycznie, choc pod
        innymi wzgledami technicznie wybitna. Vespro Monteverdiego z 1610 roku... jedno z
        pieciu wykonan jakie mam, moze nagrody bym nie przyznal, ale na pewno jedno z
        najlepszych mimo poteznej konkurencji. TYle, ze nagrane przez Telarca, bo akurat
        ci ich przygarneli. Jakby Harmonia Mundi nie cierpiala na nadmiar obfitosci
        wybitnych zespolow (juz dwa stylowe Vespro, DG 3 albo 4 i tak dalej), to mogliby
        nagrywac tam, zrobili to o niebo lepiej, niz Herreweghe.

        A te wszystkie moje genialnie nagran plyty... Glownie Harmonia Mundi wlasnie,
        jedna z najbardziej wyrafinowanych i ambitnych repertuarowo wytworni na swiecie,
        specjalizuje sie w sredniowieczu, Renesansie i Baroku, czyli tzw. muzyka dawna. I
        co? Ano skoro maja pod reka (Francja) najlepsze akustycznie wnetrza na swiecie
        (opactwa Fontevraud i w Saintes), to korzystaja. A skoro moga zatrudnic wybitnych
        rezyserow, czujacych te muzyke (to trzeba czuc, tzn. kosciol, wokal, powietrze...
        kwestia takze mentalnosci, odczuwania muzyki, podejscia, bardzo czesto wybitni
        nawet rezyserzy muzyki nie koscielnej tego nie maja)... A co do cholery szkodzi
        ich starannie dobierac, skoro jest wybor? Jakby kreacja artystyczna wykluczala
        kreacje czysto dzwiekowa. Kurcze, znow sie powtarzam. Zapraszam na koncowke
        topicu o piratach.

        Acha, raczej filow, nie fili wink
      • Gość: asdf Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.*.*.* 09.02.02, 13:32
        Gość portalu: este napisał(a):

        > to kupię sobie jakiś niezły zestawik z wyższej półki (i na kabelki też nie będę
        >
        > żałował 2000 PLN a może i więcej - a co!)
        > a wiesz dlaczego ?

        Bo masz nierowno pod sufitem?
        Pytanie: czy ktos przeprowadzil POWAZNE i OBIEKTYWNE
        testy wplywu kabli na jakosc muzyki?
        Nie interesuja mnie pierdoly w propagandowych gazetach,
        interesuje mnie czy ktos normalny i obiektywny posadzil
        takiego nawiedzonego pedofila i poprosil go o odsluch
        muzyki na roznych kablach (oczywiscie testy slepe!)

        > bo jestem MIŁOŚNIKIEM MUZYKI
        > i to bez ograniczeń gatunkowych - trochę jazzu, ciut klasyki ale też mocniejszw
        > e
        > brzmienia - czy to gitarowe czy elektroniczne

        Oczywiscie, kupmy kabelki za 2tys co nam zredukuje
        szumy o 1e-6 dB. Nic to ze tlo akustyczne - jak chociazby
        oddech czlowieka wnosi wieksze zaklocenia,
        zawsze znajda sie pajace ktorym wydaje sie
        ze w ten sposob posluchaja LEPSZEJ muzyki.

        IMO to zwykla subkultura, ktora goni w pietke,
        rownie dobrze mozna popatrzec na Panow w dresach
        ktorzy wydaja grube tysiace na LEPSZE alumfelgi
        bo KOCHAJA SAMOCHODY (ten sam sposob rozumowania)

        > się przede wszystkim w muzyce akustycznej, bo tam można mówić o wierności
        > naturalnemu brzmieniu instrumentów, a o to chodzi w całej zabawiesmile

        Nienaturalny (w znaczeniu - elektroniczny intrument)
        jest be? A to niby dlaczego?

        > nie odrzucam też automatycznie gorzej nagranych płyt, choć czyni je to
        > trudniejszymi w odbiorze

        Tak, tak, wycisz najpierw swoj organizm (Pavulon?)
        bo okolice 100dB jakie daje CD w zupelnosci wystarczaja...
        (no chyba ze dysponujesz komora bezechowa smile

        > (realizator) mi ustawił abym dotarł do muzyki, czesto w sumie ciekawej
        > i co wtedy traci? - jasne, ze muzyka!

        A jak sie maja do tego pedofile sluchajacy winyli?
        Przeciez winyl NIE ODTWARZA WIERNIE muzyki!
        Nie jest to perfekcyjne brzmienie o ktore tak walczycie.

        > a tekturowe opakowania od jajek mają akurat kiepskie właściwości akustyczne - n
        > ie
        > masz pojęcia, to nie piszsmile

        Jak nie masz pojecia ile zaklocen wnosza
        setki roznych pierdol (sasiad za sciana,
        sokowirowka siejaca zakloceniami) to
        nie wyrzucaj bezmyslnie pieniedzy w bloto
        (znaczy sie w kable)

        > znasz Ty w ogóle jakiegoś audiofila żeby takie rzeczy wypisywać?

        Osobiscie na szczescie nie smile
        Znam posrednio a poza tym czytuje czasami wypowiedzi takowych.
        Ich cecha charakterystyczna jest to, ze uwazaja
        sie za ekspertow, choc zazwyczaj nie maja
        pojecia o sprawach technicznych - w 90% kieruja sie
        czysto subiektywnymi kryteriami.

        > może przeczytałeś o tych dziwakach w jakiejś gazecie (wyborczejsmile
        > a wiadomo - wszelkich dziwaków należy conajmniej skrytykować lub ośmieszyć, pot
        > em
        > przyjdzie pora wyciągnąć cięższe działa smile

        Czytywalem 'fachowa' literature dla pedofilow, prezentuje
        poziom podobny jak Chip/Enter w sprawie komputerow.

        > pozdrawiam

        Rowniez pozdrawiam i zycze zdrowego rozsadku przy wydawaniu pieniedzy,
    • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 15:50
      A oto jak rozumiem pojecie audiofil:

      To ktos, kto majac do dyspozycji okreslona sume pieniedzy na zakup
      sprzetu, dokonuje go kierujac sie wylacznie lub w glownej mierze walorami
      brzmieniowymi zestawu badz jego elementu, walorami danego polaczenia
      elementu z innymi, jak rowniez - co jest rzecza fundamentalna - dobiera
      sprzet pod katem konkretnego pomieszczenia oraz - ewentualnie - pod katem
      muzyki ktorej slucha.
      Po zakupie stara sie dobrze wykorzystac ten zakup i umieszcza swoj sprzet
      tak, aby brzmial optymalnie, chocby dalece niedoskonale. Dobiera
      oczywiscie odpowiednie miejsce odsluchu i ewentualnie przestawia jeden
      czy dwa regaly z ksiazkami, zeby zlikwidowac chocby tylko podstawowe
      niedoskonalosci akustyczne pomieszczenia, choc nie chodzi nie o
      stworzenie super pomieszdczenia w kategoriach obiektywnych, ale o
      niemarnowanie wydanych pieniedzy i podjecie dzialania, jesli to wiele ni
      kosztuje.

      Audiofilem jest zatem w ROWNYM STOPNIU ten, kto wydal na CD, amp i
      kolumny 3000 zl, jak ten co wydal 300000, pod warunkiem, ze wybor
      urzadzenia spelnial powyzsze kryteria. Oczywiscie w pewnych granicach, bo
      miniwieza za 600 zl to troche za malo, aczkolwiek ta granica jest dosc
      plynna i zalezy od roznych czynnikow (np. repertuar).

      W OBU tych przypadkach NIE MOZNA mowic o audiofilizmie, gdyby mialo to
      oznaczac kupno za duzych skrzyn do malego pomieszczenia, niezaleznie od
      ich walorow brzmieniowych jako takich i ceny. Nie jest nim ktos, kto
      kupil miniwieze za 3000 kierujac sie jej wylacznie lub glownie wygladem,
      bajerami czy tez parametrami typu moc xx W (ktora - nawiasem mowiac - nic
      nie oznacza, nawet mocy (sic!!!)).
      Nie jest nim ktos, kto bawi sie galkami niszczac sygnal muzyczny zapisany
      na plycie. Niezaleznie od tego sprzet robi to sam z siebie i wystarczy.
      Jak ma za duzo basu, to zle dobral sprzet do pomieszczenia.
      Co nie oznacza, ze jak ktos musi zmienic pokoj na niepasujacy do
      posiadanego juz sprzetu, przestaje byc audiofilem!!! To kwestia pewnego
      podejscia, nie zas ceny, warunkow mieszkaniowych...
      Nie jest nim ktos, kto kupi te miniwieze za sume, za ktora moglby
      skompletowac o lata swietlne lepiej brzmiacy zestaw za te same pieniadze,
      zlozony z osobnych klockow, bo mu sie nie chcialo pojechac dwa przystanki
      dalej i poswiecic kilka sobotnich godzin na wstepny wybor, a nastepnie
      wypozyczyc sprzet do domu za kaucja do poniedzialku. Chyba zeby bardzo
      nie mogl, ale malo komu w ogole sie chce, albo po prostu zalezy.Jak
      rowniez ktos, kto w ogole sprzetu nie sluchal, chocby tego najdrozszego,
      a tylko kierowal sie cena czy estetyka.
      Nie jest nim wreszcie ten, kto nawet ten najdrozszy sprzet ustawia byle
      jak, np. jedna kolumna na podlodze, druga pod sufitem.
      No i nie moze byc audiofilem, kto "slucha" WYLACZNIE odwrocony tylem, bokiem, z
      innego pokoju, ogladajac telewizje, chyba ze czasem slucha TAKZE jak bozia
      kazala wink i potrafi docenic taki odsluch.

      To by bylo na tyle.
      • Gość: Jack Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.gazeta.pl 28.01.02, 16:23
        Perotin.. jak mi miło - wg Twoich kryteriów jestem audiofilem!!! - a słucham
        muzyki nie dzwięku.
        • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 16:33
          Gość portalu: Jack napisał(a):

          > Perotin.. jak mi miło - wg Twoich kryteriów jestem audiofilem!!! - a słucham
          > muzyki nie dzwięku.

          Definicja jest juz w nazwie. Audiofil to ktos, kto lubi dobry dzwiek, czyli
          potrzebuje PEWNEJ MINIMALNEJ JAKOSCI dzwieku (bardzo indywidulane) oraz jesli
          moze zrobic cos lepiej (np. bardziej odsunac skrzynki od sciany albo podlozyc cos
          pod stolik z elektronika gdy podloga krzywa, to robi to, nie mowiac rzeczy w
          stylu: dla mnie to bez roznicy. Wlasnie o to, czy robi to komus ROZNICE w tym
          chodzi. Nie o obiektywna jakosc dzwieku (powtarzam, jest dolna granica, bardzo
          jednak niska). Oczywiscie to moja prywatna definicja.

          Tylko tyle.
          • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 28.01.02, 19:11
            Kochani audiofile. Piszcie jakoś krótko, bo z długich rzeczy to ja lubie Wojnę i Pokój a nie dyskusje. Nie jestem w stanie czytac tych wszystkich wypracowań i trudno mi się ustosunkowac smile))))))

            Pozdr dla kolców pod kolumny smile)
            • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 19:32
              verbal.kint napisał(a):

              > Kochani audiofile. Piszcie jakoś krótko, bo z długich rzeczy to ja lubie Wojnę
              > i Pokój a nie dyskusje. Nie jestem w stanie czytac tych wszystkich wypracowań i
              > trudno mi się ustosunkowac smile))))))

              Ciezko krocej, zeby bylo jasno, to takie plynne to wszystko...

              >
              > Pozdr dla kolców pod kolumny smile)

              Plyty granitowe sie poplakaly, ze pozdrowien ni dostaly wink TO mialo jakis
              podtekst? Kolce wazna rzecz.

              • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 30.01.02, 11:58
                Gość portalu: perotin napisał(a):
                > > Pozdr dla kolców pod kolumny smile)
                > Plyty granitowe sie poplakaly, ze pozdrowien ni dostaly wink TO mialo jakis
                > podtekst? Kolce wazna rzecz.

                A masz płyty i kolce? Ja tam nie mam i ładnie gra. Co się stanie jak podstawie? smile))
                • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:23
                  verbal.kint napisał(a):


                  > A masz płyty i kolce? Ja tam nie mam i ładnie gra. Co się stanie jak podstawie
                  > ? smile))

                  Nie bedzie przybywac dziur w podlodze. Poza tym jak masz miekki parkiet, to
                  poryszaj lolumna lub standem - kolumna dryz, podstawka drzy, rezonanse zamiast
                  sie wytlumiac, poteguja sie. No i roznica w sztywnosci osrodkow - warto zatem
                  takze przy PCV. Takze mniej drgan na kompakt, a tu juz jest to istotne przy
                  takiej precyzji odczytu i obrotowej do kilkunastu x na sekunde.

                  Pod CD tez izoluje, ale oczywiscie pozwala to na idealne wypoziomowanie. Korzysci
                  jak wyzej.

                  Na pewno lokalizacja, zwiezlosc, podbarwienia. Wypoziomowanie CD to w zasadzie
                  wszystkie aspekty.
                  • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 31.01.02, 09:48
                    Mała korekta. Ja nie mam kolców! Co się stanie jak założe?

                    v
                    • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 23:54
                      verbal.kint napisał(a):

                      > Mała korekta. Ja nie mam kolców! Co się stanie jak założe?
                      >
                      > v

                      Wlasciwie to samo, co w przypadku plyt. Mniej wiecej, to po to sa, regulacja
                      dodatkowa oczywiscie poziomuje. Chodzi o to, ze:

                      1. Roznica w twardosci osrodkow;
                      2. Szpiczastosc;

                      stanowia najlpeszy sposob wytlumiania drgan na sztywno (w obie strony).
                      • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 04.02.02, 10:47
                        Gość portalu: perotin napisał(a):
                        > stanowia najlpeszy sposob wytlumiania drgan na sztywno (w obie strony).
                        Czekaj perotin, Ty mi tu o drganiach na sztywno, ale co usłysze? Jak to wpłynie na dzwiek?



                        • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.02, 16:13
                          verbal.kint napisał(a):

                          > Gość portalu: perotin napisał(a):
                          > > stanowia najlpeszy sposob wytlumiania drgan na sztywno (w obie strony).
                          > Czekaj perotin, Ty mi tu o drganiach na sztywno, ale co usłysze? Jak to wpłynie
                          > na dzwiek?

                          Mowie przeciez, ze podobnie, jak plyty, a o tym juz pisalem. No dobra: u mnie
                          poprawila sie lokalizacja, gradacja planow, zwiezlosc dzwieku (mniej rozlazly
                          miejscami), troche barwa, tzn. z jednej strony mniej ciut podbarwien, z drugiej
                          ciut twardsza sie wydaje, ale w pozytywnym sensie.

                          Jak glosnik drga, to i obudowa drga, wiec i podstawka drga - wowczas rezonanse
                          sie wzmacniaja, wracaja do obudowy, do glosnika zaburzajac jego prace, poza tym
                          pusc sobie organy, to parkiet ci bedzie drgal, wiec i kompakt. Czesc tych drgan
                          przenosi sie od podstawek, czesc od cisnienia dzwieku jako takiego, zatem dobrze
                          jest miec cos ciezkiego takze pod kompaktem. A wypoziomowanie idealne CD, jak juz
                          pisalem, jest czyms oczywistym, zwazywszyna precyzje odczytu i jego predkosc
                          (chyba 9 obr/s srednio).

                          • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 07.02.02, 11:07
                            Gość portalu: perotin napisał(a):

                            > Jak glosnik drga, to i obudowa drga, wiec i podstawka drga - wowczas rezonanse
                            > sie wzmacniaja, wracaja do obudowy, do glosnika zaburzajac jego prace, poza tym
                            > pusc sobie organy, to parkiet ci bedzie drgal, wiec i kompakt. Czesc tych drgan
                            > przenosi sie od podstawek, czesc od cisnienia dzwieku jako takiego, zatem dobrze
                            > jest miec cos ciezkiego takze pod kompaktem. A wypoziomowanie idealne CD, jak juz
                            > pisalem, jest czyms oczywistym, zwazywszyna precyzje odczytu i jego predkosc
                            > (chyba 9 obr/s srednio).

                            Organ (organów?) to nie bardzo mam, najwyżej klawesyn smile
                            Ale z tymi drganiami to ściemniasz.
                            Po mojemu to gdybym postawił CD na gumie a nie na ciężkim to by wytłumiało drgania. Co do kolumny -
                            jeśli ją postawię na kolcach to (tak mi się wydaje) raczej chyba drgania samej kolumny nie będą się
                            wytłumiały i poprawi to wydostające się z niej harmoniczne dźwięki związane z basem. Czyli kolumna
                            lepiej zagra a nie zaszkodzi odtwarzaczowi (któremu w moim przypadku trudno już bardziej zaszkodzić).
                            Jeśli bredzę, to powiem inaczej - wydaje mi się, że to MOŻE mieć wpływ na coś zupełnie innego niż
                            mówisz...

                            Jak na razie kolumny grają mi zajebiście bez kolcy, więc jeśli mnie nie przekonasz, to może kiedyś w
                            ramach kaprysu i na odreagowanie....

                            smile
                            • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 09:38
                              verbal.kint napisał(a):

                              > Organ (organów?) to nie bardzo mam, najwyżej klawesyn smile
                              > Ale z tymi drganiami to ściemniasz.
                              > Po mojemu to gdybym postawił CD na gumie a nie na ciężkim to by wytłumiało drga
                              > nia.

                              Postaw ciezka plyte, a na tym gume. Jezeli parkiet ci dygoce, to lepsze bedzie 30
                              kg granitu, niz podstawka antywibracyjna bezposrednio na podlodze. Chyba ze masz
                              ciezka polke na regulowanych kolcach, tak specjalna. W kazdym razie jak puszcze w
                              swojej klitce organy (nie da sie normalnei sluchac prawie, niektore tylko
                              nagrania) to jak dotkne plyty i klepek podlogowych (gowno, nie parkiet), plyta
                              drzy nieporownanie mniej, praktycznie niewyczuwalnie, choc wszystko huczy.

                              > Co do kolumny -
                              > jeśli ją postawię na kolcach to (tak mi się wydaje) raczej chyba drgania samej
                              > kolumny nie będą się
                              > wytłumiały i poprawi to wydostające się z niej harmoniczne dźwięki związane z b
                              > asem. Czyli kolumna
                              > lepiej zagra a nie zaszkodzi odtwarzaczowi (któremu w moim przypadku trudno już
                              > bardziej zaszkodzić).

                              Jezeli kolumna wprawia w drganie stand, to jak to w szkole mnie uczyli, nastepuje
                              reakcja przeciwna. Jezeli stand jest super ciezki i stabilny, nie ma czego
                              wprawiac w drganie - drgajacy osrodek (drewno) gubi energie na styku z czubkiem
                              kolca, albo po prostu na kontakcie z nieostrym punktem o wyzszej twardosci.
                              Oczywiscie mozna to podkleic blue-tackem (tak sie to pisze?), tzn. drewno do
                              standu. To moje dywagacje, bo jak czytam o takich rzeczach, to tylko o skutkach,
                              nie o naturze. A skutki slysze.
                              To samo kolce miedzy standem a plyta pod kolumna. Kolejne miejsce na rozpraszanie
                              energii, poza tym kwestia stabilnosci - kolce w parkiecie draza jak kret.

                              > Jeśli bredzę, to powiem inaczej - wydaje mi się, że to MOŻE mieć wpływ na coś z
                              > upełnie innego niż
                              > mówisz...

                              Chyba troche nie rozumiem mysli. Tzn. co na co...

                              >
                              > Jak na razie kolumny grają mi zajebiście bez kolcy, więc jeśli mnie nie przekon
                              > asz, to może kiedyś w
                              > ramach kaprysu i na odreagowanie....

                              To nie chodzi o to jak graja w kategoriach bezwzglednych, ale o to, czy zagraja
                              lepiej. Pozycz kolce i sprobuj. To w koncu mozna gdzies zrobic za grosze, nie
                              trzeba od razu 300 zl za takie z regulacja - w koncu kolumna nie musi byc az tak
                              idealnie wypoziomowana jak CD.
                              Acha, ja mam tak, ze miedzy standem a kolumna jest bluetac, miedzy plyta a
                              standem sa kolce, plyta natomiast jest odizolowana od podlogi cienka warstwa
                              bluetaca - tak zaby kartka papieru z trudem sie przeciskala - tan. nie mowie, ze
                              tak to wymierzalem, ale po prostu akurat na styk wyszlo.
                              • verbal.kint Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? 08.02.02, 18:55
                                Gość portalu: perotin napisał(a):
                                > energii, poza tym kwestia stabilnosci - kolce w parkiecie draza jak kret.

                                teraz sprzedaja je z podkładkami smile)) nie robia wiec dziurek
                                Jeśli słusznie prawisz, to mi pomoże nawet gruby wełniany dywan.

                                > > Jeśli bredzę, to powiem inaczej - wydaje mi się, że to MOŻE mieć wpływ na
                                > coś z
                                > > upełnie innego niż
                                > > mówisz...
                                > Chyba troche nie rozumiem mysli. Tzn. co na co...

                                Na samo działanie kolumny. Nie wpływaja na źródło (CD), tylko na instrument (kolumnę), który lepiej gra, bo nie jest tłumiony przez podłoże.

                                Ale masz racje, spróbuję jak będzie okazja.
                                v
      • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 18:33
        Gość portalu: perotin napisał(a):

        > A oto jak rozumiem pojecie audiofil:
        >
        > To ktos, kto majac do dyspozycji okreslona sume pieniedzy na zakup
        > sprzetu, dokonuje go kierujac sie wylacznie lub w glownej mierze walorami
        > brzmieniowymi zestawu badz jego elementu, walorami danego polaczenia
        > elementu z innymi, jak rowniez - co jest rzecza fundamentalna - dobiera
        > sprzet pod katem konkretnego pomieszczenia oraz - ewentualnie - pod katem
        > muzyki ktorej slucha.
        > Po zakupie stara sie dobrze wykorzystac ten zakup i umieszcza swoj sprzet
        > tak, aby brzmial optymalnie, chocby dalece niedoskonale. Dobiera
        > oczywiscie odpowiednie miejsce odsluchu i ewentualnie przestawia jeden
        > czy dwa regaly z ksiazkami, zeby zlikwidowac chocby tylko podstawowe
        > niedoskonalosci akustyczne pomieszczenia, choc nie chodzi nie o
        > stworzenie super pomieszdczenia w kategoriach obiektywnych, ale o
        > niemarnowanie wydanych pieniedzy i podjecie dzialania, jesli to wiele ni
        > kosztuje.
        >
        > Audiofilem jest zatem w ROWNYM STOPNIU ten, kto wydal na CD, amp i
        > kolumny 3000 zl, jak ten co wydal 300000, pod warunkiem, ze wybor
        > urzadzenia spelnial powyzsze kryteria. Oczywiscie w pewnych granicach, bo
        > miniwieza za 600 zl to troche za malo, aczkolwiek ta granica jest dosc
        > plynna i zalezy od roznych czynnikow (np. repertuar).
        >
        > W OBU tych przypadkach NIE MOZNA mowic o audiofilizmie, gdyby mialo to
        > oznaczac kupno za duzych skrzyn do malego pomieszczenia, niezaleznie od
        > ich walorow brzmieniowych jako takich i ceny. Nie jest nim ktos, kto
        > kupil miniwieze za 3000 kierujac sie jej wylacznie lub glownie wygladem,
        > bajerami czy tez parametrami typu moc xx W (ktora - nawiasem mowiac - nic
        > nie oznacza, nawet mocy (sic!!!)).
        > Nie jest nim ktos, kto bawi sie galkami niszczac sygnal muzyczny zapisany
        > na plycie. Niezaleznie od tego sprzet robi to sam z siebie i wystarczy.
        > Jak ma za duzo basu, to zle dobral sprzet do pomieszczenia.
        > Co nie oznacza, ze jak ktos musi zmienic pokoj na niepasujacy do
        > posiadanego juz sprzetu, przestaje byc audiofilem!!! To kwestia pewnego
        > podejscia, nie zas ceny, warunkow mieszkaniowych...
        > Nie jest nim ktos, kto kupi te miniwieze za sume, za ktora moglby
        > skompletowac o lata swietlne lepiej brzmiacy zestaw za te same pieniadze,
        > zlozony z osobnych klockow, bo mu sie nie chcialo pojechac dwa przystanki
        > dalej i poswiecic kilka sobotnich godzin na wstepny wybor, a nastepnie
        > wypozyczyc sprzet do domu za kaucja do poniedzialku. Chyba zeby bardzo
        > nie mogl, ale malo komu w ogole sie chce, albo po prostu zalezy.Jak
        > rowniez ktos, kto w ogole sprzetu nie sluchal, chocby tego najdrozszego,
        > a tylko kierowal sie cena czy estetyka.
        > Nie jest nim wreszcie ten, kto nawet ten najdrozszy sprzet ustawia byle
        > jak, np. jedna kolumna na podlodze, druga pod sufitem.
        > No i nie moze byc audiofilem, kto "slucha" WYLACZNIE odwrocony tylem, bokiem, z
        >
        > innego pokoju, ogladajac telewizje, chyba ze czasem slucha TAKZE jak bozia
        > kazala wink i potrafi docenic taki odsluch.
        >
        > To by bylo na tyle.


        skoro tak, to jednak jestem audiofilem

        pozdrawiam
        este


        • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 20:10
          Gość portalu: este napisał(a):

          > skoro tak, to jednak jestem audiofilem

          Nie ma jednej definicji, wg mnie jest taka, ktos inny moglby sie nie zgodzic.
          Faktem jest jednak, ze sa audiofile poczatkujacy i bardziej zaawansowani.
          I jeszcze jedno: audiofil i milosnik muzyki. Wszystko zostalo juz w zasadzie
          powiedziane tu i na tamtym forum, ale dodam cod jeszcze.

          Otoz uwazam, ze jezeli ktos REZYGNUJE ze sluchania utworu tylko dlatego, ze
          wyszystkie dostepne wykonania nie sa dostatecznie dobrze zarejestrowane, albo tez
          deycyduje sie WYLACZNIE na wykonanie nagrane odpowiednio dobrze, choc kiepskie
          artystycznie, albo tez jego preferencje gatunkowe i wykonawcze/autorskie (tworcy)
          sa rezultatem WYLACZNIE dostepnego w wytworniach audiofilskich repertuaru, to
          moim zdaniem nie jest to jednak milosnik muzyki, tylko audiofil. I moim zdaniem
          cos jest nie tak, CHYBA ZE... te ograniczenia odnosza sie wylacznie do plyt i ten
          ktos zaklada, ze tylko muzyka na zywo ma sens, ew. odpowiedni stopien zblizenia
          sie do tego wzorca w przypadku odsluchu w domu, jednak to wymaga traktowania
          odslkuchu domowego jako dodatek to glownego nurtu. I to rozumiem. Jesli sluchanie
          wybitnych technicznie realizacji uwaza za najwazniejsze i jedyne zrodlo muzyki,
          ignorujac koncerty albo traktujac je jedynie wylacznie podstawe porownan
          urzadzen, to moim zdaniem cos na pewno jest nie tak. I cos takiego jest juz mi
          calkowicie obce.

          Zdrowym podejsciem wydaje mi sie odrzucanie jedynie realizacji, ktore czysto
          fizycznie mecza sluch, bo sa na przyklad silnie wyostrzone. Tym samym nie
          rozumiem odmawiania wartosci np. nagraniu Wariacji Goldbergowskich Bacha w mono z
          roku 1955. Slucha sie tego wspaniale, nic tam nie meczy, tylko ze... no, wiadomo,
          jak to mono. A kreacja epokowa.

          Czyli wylacznie super sprzet i super technicznie nagrane plyty TAK, ale jesli
          glownym nurtem pozostaja koncerty, a sluchanie tych super nagran traktuje sie
          jako namiastke koncertu, jako zlo konieczne (tzn. najlepsze co jest z braku
          koncertu). Jesli to mialby jednak byc ideal sluchania muzyki... Nie przyjmuje do
          wiadomosci obrony takiej postawy.

          Zatem idealem audiofila bylby ktos, kto slucha wylacznie na zywo. Ktos taki jest
          w rownej mierze milosnikiem muzyki. Ktos, kto POZA TYM potrafi sluchac muzyki bez
          zwracania uwagi na sprzet, nie jest wcale w mniejszym stopniu milosnikiem muzyki,
          choc czy audiofilem... tak, jak najbardziej, choc nie tak kategorycznym.
          Natomiast ktos, kto slucha WYLACZNIE z super nagranych plyt nie jest ani
          audiofilem tak naprawde, ani milosnikiem muzyki. Wg mnie audiofil jest pojeciem
          komplementarnym do milosnika muzyki, niekoniecznym ale niewykluczajacym sie,
          jednak niesamodzielnym. Ograniczenie w domowym odsluchu do najlepszych
          technicznie realizacji jest natomiast audiofilia wylacznie wtedy, gdy traktuje
          sie to jako wlasnie cos na zasadzie: nie moge isc na koncert (albo nie ma akurat
          koncertu), wiec jak juz musze zostac w domu, to... tylko ze takich chyba nie ma,
          sa co najwyzej tacy, i jest ich wielu, ktorzy muzyke na zywo uznaja za jedynie
          sluszna ze wzgledu na caloksztalt zjawiska, nie zas wylacznie na jakosc dzwieku.
          Milosnik muzyki w stanie czystym, ale czy mimo wszystko audiofil... wlasciwie, to
          pojecie to przestaje miec wowczas zastosowanie, staje sie po prostu zbedne.
          • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 00:23
            Gość portalu: perotin napisał(a):

            > Gość portalu: este napisał(a):
            >
            > > skoro tak, to jednak jestem audiofilem
            >
            tzn. wg twojej definicji jestem, a wydaje mi się ona dość trafna

            > Nie ma jednej definicji, wg mnie jest taka, ktos inny moglby sie nie zgodzic.
            > Faktem jest jednak, ze sa audiofile poczatkujacy i bardziej zaawansowani.
            > I jeszcze jedno: audiofil i milosnik muzyki. Wszystko zostalo juz w zasadzie
            > powiedziane tu i na tamtym forum, ale dodam cod jeszcze.
            >
            > Otoz uwazam, ze jezeli ktos REZYGNUJE ze sluchania utworu tylko dlatego, ze
            > wyszystkie dostepne wykonania nie sa dostatecznie dobrze zarejestrowane, albo t
            > ez
            > deycyduje sie WYLACZNIE na wykonanie nagrane odpowiednio dobrze, choc kiepskie
            > artystycznie, albo tez jego preferencje gatunkowe i wykonawcze/autorskie (tworc
            > y)
            > sa rezultatem WYLACZNIE dostepnego w wytworniach audiofilskich repertuaru, to
            > moim zdaniem nie jest to jednak milosnik muzyki, tylko audiofil.

            niefortunnie to ująłeś, bo przyznałeś rację tym, ktoży twierdzą, ze audiofile
            nie są miłośnikami muzyki
            powiedziałbym inaczej - jest to szczególny przypadek, taki audiofilski
            fundamentalista smile

            poza tym masz absolutną rację

            este

            I moim zdaniem
            >
            > cos jest nie tak, CHYBA ZE... te ograniczenia odnosza sie wylacznie do plyt i t
            > en
            > ktos zaklada, ze tylko muzyka na zywo ma sens, ew. odpowiedni stopien zblizenia
            >
            > sie do tego wzorca w przypadku odsluchu w domu, jednak to wymaga traktowania
            > odslkuchu domowego jako dodatek to glownego nurtu. I to rozumiem. Jesli sluchan
            > ie
            > wybitnych technicznie realizacji uwaza za najwazniejsze i jedyne zrodlo muzyki,
            >
            > ignorujac koncerty albo traktujac je jedynie wylacznie podstawe porownan
            > urzadzen, to moim zdaniem cos na pewno jest nie tak. I cos takiego jest juz mi
            > calkowicie obce.
            >
            > Zdrowym podejsciem wydaje mi sie odrzucanie jedynie realizacji, ktore czysto
            > fizycznie mecza sluch, bo sa na przyklad silnie wyostrzone. Tym samym nie
            > rozumiem odmawiania wartosci np. nagraniu Wariacji Goldbergowskich Bacha w mono
            > z
            > roku 1955. Slucha sie tego wspaniale, nic tam nie meczy, tylko ze... no, wiadom
            > o,
            > jak to mono. A kreacja epokowa.
            >
            > Czyli wylacznie super sprzet i super technicznie nagrane plyty TAK, ale jesli
            > glownym nurtem pozostaja koncerty, a sluchanie tych super nagran traktuje sie
            > jako namiastke koncertu, jako zlo konieczne (tzn. najlepsze co jest z braku
            > koncertu). Jesli to mialby jednak byc ideal sluchania muzyki... Nie przyjmuje d
            > o
            > wiadomosci obrony takiej postawy.
            >
            > Zatem idealem audiofila bylby ktos, kto slucha wylacznie na zywo. Ktos taki jes
            > t
            > w rownej mierze milosnikiem muzyki. Ktos, kto POZA TYM potrafi sluchac muzyki b
            > ez
            > zwracania uwagi na sprzet, nie jest wcale w mniejszym stopniu milosnikiem muzyk
            > i,
            > choc czy audiofilem... tak, jak najbardziej, choc nie tak kategorycznym.
            > Natomiast ktos, kto slucha WYLACZNIE z super nagranych plyt nie jest ani
            > audiofilem tak naprawde, ani milosnikiem muzyki. Wg mnie audiofil jest pojeciem
            >
            > komplementarnym do milosnika muzyki, niekoniecznym ale niewykluczajacym sie,
            > jednak niesamodzielnym. Ograniczenie w domowym odsluchu do najlepszych
            > technicznie realizacji jest natomiast audiofilia wylacznie wtedy, gdy traktuje
            > sie to jako wlasnie cos na zasadzie: nie moge isc na koncert (albo nie ma akura
            > t
            > koncertu), wiec jak juz musze zostac w domu, to... tylko ze takich chyba nie ma
            > ,
            > sa co najwyzej tacy, i jest ich wielu, ktorzy muzyke na zywo uznaja za jedynie
            > sluszna ze wzgledu na caloksztalt zjawiska, nie zas wylacznie na jakosc dzwieku
            > .
            > Milosnik muzyki w stanie czystym, ale czy mimo wszystko audiofil... wlasciwie,
            > to
            > pojecie to przestaje miec wowczas zastosowanie, staje sie po prostu zbedne.

            • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 00:55
              Gość portalu: este napisał(a):

              > > Otoz uwazam, ze jezeli ktos REZYGNUJE ze sluchania utworu tylko dlatego, z
              > e
              > > wyszystkie dostepne wykonania nie sa dostatecznie dobrze zarejestrowane, a
              > lbo t
              > > ez
              > > deycyduje sie WYLACZNIE na wykonanie nagrane odpowiednio dobrze, choc kiep
              > skie
              > > artystycznie, albo tez jego preferencje gatunkowe i wykonawcze/autorskie (
              > tworc
              > > y)
              > > sa rezultatem WYLACZNIE dostepnego w wytworniach audiofilskich repertuaru,
              > to
              > > moim zdaniem nie jest to jednak milosnik muzyki, tylko audiofil.
              >
              > niefortunnie to ująłeś, bo przyznałeś rację tym, ktoży twierdzą, ze audiofile
              > nie są miłośnikami muzyki
              > powiedziałbym inaczej - jest to szczególny przypadek, taki audiofilski
              > fundamentalista smile

              Dwuznacznosc slowa TYLKO. Zamiast TYLKO w sensie ALE, powinno byc TYLKO w sensie
              TYLKO I NIC WIECEJ; powinienem uzyc slowa wylacznie.
              • Gość: rec Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 29.01.02, 13:42
                Po prostu dobra muzyka brzmi dobrze. Zaden szanujacy, sie muzyk nie robi muzyki
                tylko pod kontem "high end", ale tak by brzmiala w mare dobrze zarowno
                w radiu, tv, na duzych i malych glosnikach, w mono i stereo. Jezeli robi
                inaczej prawdopodobnie olewa cala mase ludzi, ktorzy nie beda w stanie
                odsluchac jego muzyki ze wzgledu na slaby sprzet (6 sek poglosy potrafia
                sklonic do kapitulacji niejeden glosnik, juz w szczegolnosci radiowy). Wiec nie
                kazdy kupuje plyty i nie kazdy ma w domu klocki, co nie znaczy, ze nie jest
                sluchaczem muzyki!
                Smarowanie kogos od ignorantow, ze ma pieniadze ale nie zainwestuje w porzadny
                sprzet jest bezcelowe, widocznie ma powazniejsze cele niz wydawanie ostatniego
                gorsza na zabaweczki i przejmowanie sie malo istotnymi wedlug niego detalami.
                Niech kazdy slucha jak chce i jak lubi. Nie robmy tutaj klasyfikacji, i jedynie
                sluszych wzorow prawdziwego melomana.

                CZOLGIEM!
                • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 15:23
                  Gość portalu: rec napisał(a):

                  > Po prostu dobra muzyka brzmi dobrze. Zaden szanujacy, sie muzyk nie robi muzyki
                  >
                  > tylko pod kontem "high end", ale tak by brzmiala w mare dobrze zarowno
                  > w radiu, tv, na duzych i malych glosnikach, w mono i stereo. Jezeli robi
                  > inaczej prawdopodobnie olewa cala mase ludzi, ktorzy nie beda w stanie
                  > odsluchac jego muzyki ze wzgledu na slaby sprzet

                  Najlepiej na jamniku brzmia najlepsze technicznie realizacje. Lacznie z katedra w
                  Salzburgu (5 sekund jak nic na nagraniu Bibera z Savallem).

                  > (6 sek poglosy potrafia
                  > sklonic do kapitulacji niejeden glosnik, juz w szczegolnosci radiowy).

                  Nie no, zartujesz? Poglos ucina co najwyzej na koncu kolo sekundy-poltorej,
                  slychac go, po prostu jednak "nie czuc".

                  Wiec nie
                  >
                  > kazdy kupuje plyty i nie kazdy ma w domu klocki, co nie znaczy, ze nie jest
                  > sluchaczem muzyki!

                  Dokladnie tak pisalem. To bylo do mnie?

                  > Smarowanie kogos od ignorantow, ze ma pieniadze ale nie zainwestuje w porzadny
                  > sprzet jest bezcelowe, widocznie ma powazniejsze cele niz wydawanie ostatniego
                  > gorsza na zabaweczki i przejmowanie sie malo istotnymi wedlug niego detalami.

                  Pisalem cos przeciwnego? TYlko tyle, ze jezeli ktos nie kupuje bo nie robi mu to
                  roznicy, nawet jesli kasy ma nadmiar, albo i go nie ma, ale i tak by nie kupil
                  gdyby mial, bo wlasnie NIE ROBI MU ROZNICY, to nie jest audiofilem. Nic poza tym
                  nie pisalem.
                • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 01:27
                  Gość portalu: rec napisał(a):

                  > Po prostu dobra muzyka brzmi dobrze. Zaden szanujacy, sie muzyk nie robi muzyki
                  >
                  > tylko pod kontem "high end", ale tak by brzmiala w mare dobrze zarowno
                  > w radiu, tv, na duzych i malych glosnikach, w mono i stereo. Jezeli robi
                  > inaczej prawdopodobnie olewa cala mase ludzi, ktorzy nie beda w stanie
                  > odsluchac jego muzyki ze wzgledu na slaby sprzet (6 sek poglosy potrafia
                  > sklonic do kapitulacji niejeden glosnik, juz w szczegolnosci radiowy). Wiec nie
                  >
                  > kazdy kupuje plyty i nie kazdy ma w domu klocki, co nie znaczy, ze nie jest
                  > sluchaczem muzyki!
                  > Smarowanie kogos od ignorantow, ze ma pieniadze ale nie zainwestuje w porzadny
                  > sprzet jest bezcelowe, widocznie ma powazniejsze cele niz wydawanie ostatniego
                  > gorsza na zabaweczki i przejmowanie sie malo istotnymi wedlug niego detalami.
                  > Niech kazdy slucha jak chce i jak lubi. Nie robmy tutaj klasyfikacji, i jedynie
                  >
                  > sluszych wzorow prawdziwego melomana.
                  >


                  dobra już, niepotrzebnie tak się uczepiłem tej realizacji technicznej
                  w przeciwieństwie do polonusa uważam, że KAŻDA muzyka zabrzmi lepiej na lepszym
                  sprzęcie (chyba się powtarzamsmile
                  choć z drugiej strony lepszy sprzęt odsłania wszystkie "niedoróbki" nagrań słabo
                  zrealizowanych

                  ale dobra muzyka prawie zawsze sie obroni, choćby była źle nagrana (a nawet na
                  kiepskim sprzęcie)
                  niektórzy jednak (w tym ja) mają większą radochę jeśli jakość nagrania i sprzętu
                  do słuchania jest lepsza

                  co nie znaczy, że mam odrzucać DOBRĄ muzykę, jeśli jakość nagrania jest kiepska

                  co miałem do powiedzenia powiedziałem
                  amen

                  P.S.
                  ale mam jeszcze pytanie:
                  anty-audiofile, czy posłuchaliście kiedys muzyki na jakims hi-endzie albo
                  chociaż na czymś lepszym niż miniwieża z mediamarktu?

                  jeśli nie - nie powinniście zabierać tu głosu
                  jeśli tak - nie uwierzę, że wam się nie podobałosmile

                  pozdrawiam



                  • Gość: polonus Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 198.138.227.* 30.01.02, 16:12
                    Gość portalu: este napisał(a):

                    > dobra już, niepotrzebnie tak się uczepiłem tej realizacji technicznej
                    > w przeciwieństwie do polonusa uważam, że KAŻDA muzyka zabrzmi lepiej na lepszym

                    z tym nie stety sie zupelnie zgodzic nie moge, po komplementarnej wymianie
                    sprzetu wraz z kablami w ostatnim roku na o klase lepszy kolejne 40% moich plyt
                    jest po prostu niesluchalnych (kazda wymiana w gore zmniejsza ilosc sluchalnych
                    plyt), sztuczne podbicia basu sopranu, mala przestrzen rzucaja sie teraz jeszcze
                    bardziej w oczy, realizacje z BMG brzmia jakby byly robione w garazu 2x3m na
                    taniutkich syntezatorach. Niesety nie zyje w idealnym swiecie i tylko 20% moich
                    plyt to audiofilskie (nad czym ubolewam) i te jeszcze brzmia znow o wiele lepiej
                    niz brzmialy kiedykolwiek i wiem ze nie dotarlem jeszcze do kresu i mozliwosci bo
                    niektore z nich mialem przyjemnosc sluchac na zestawieniach zdecydowanie
                    przekraczajacych 100k$ w lokalnym studio hifi.
                    Wiec nie jest zupelnie prawda ze na lepszym sprzecie kazda muzyka zabrzmi
                    (przynajmniej moje 10letnie doswiadczenia pokazuja inaczej) lepiej jest wrecz
                    odwrotnie, niektorzy majetni audifile-muzykofile maja po kilka kompletnych
                    zestawow hifi wlasnie po to aby miec mozliwosc odsluchiwania tych gorszych
                    technicznie realizacji. Patrz Stereophile.
                    Ostatnio zrobilem doswiadczenie do mojego zestawu przylaczylem tanie, mniej
                    szczegolowe NHT Super2 zamiast Thiel 3.6 (bardzo ujawniajace kolumny nie lubiace
                    zlych nagran) znow sluchanie zwyklych plyt bylo mozliwe.
                    Wiec niejako sprzet decyduje co mozemy sluchac.

                    Wiec przeciwnie posiadanie drogich klockow bardzo ogranicza nam repertuar i jest
                    to prawda ogolnie znana.
                    >
                    > sprzęcie (chyba się powtarzamsmile
                    > choć z drugiej strony lepszy sprzęt odsłania wszystkie "niedoróbki" nagrań słab
                    > o
                    > zrealizowanych
                    dokladnie

                    > ale dobra muzyka prawie zawsze sie obroni, choćby była źle nagrana (a nawet na
                    > kiepskim sprzęcie)
                    nie dokonca w pewnym momencie zla jakosc jest tak przygnebiajaca, ze potrzeba
                    ogromnej wyobrazni zeby cos widziej wiecej poza niedorobkami, a ja jestem
                    sluchaczem a nie wizionerem,
                    > niektórzy jednak (w tym ja) mają większą radochę jeśli jakość nagrania i sprzęt
                    > u
                    > do słuchania jest lepsza
                    >
                    > co nie znaczy, że mam odrzucać DOBRĄ muzykę, jeśli jakość nagrania jest kiepska
                    nie musisz potrzebujesz po prostu dwoch zestawow hifi
                    >
                    > co miałem do powiedzenia powiedziałem
                    > amen
                    >
                    > P.S.
                    > ale mam jeszcze pytanie:
                    > anty-audiofile, czy posłuchaliście kiedys muzyki na jakims hi-endzie albo
                    > chociaż na czymś lepszym niż miniwieża z mediamarktu?

                    nie dlatego dyskutuja, kazdy kto raz posluchal zmienia zdanie, mialek kumpla
                    zagorzalego przeciwnika tego nurtu, zawsze mial tyle do powiedzenia w tym temcie,
                    watpil, wyjmiewal, nabijal sie,
                    wrecz twierdil ze trzeba byc idiota zeby dac za wzmacniacz az 2kl (tu sie z nim
                    zgadza trzeba dac o wiele wiecej smile ) az pewnego dnia prawie na sile zostal
                    zaciagniety przezemnie do studia hifi. twierdzil ze marnuje czas bo on nie
                    uslyszy roznicy.
                    Od tej pory nie mial ju znic do powiedzenia, kupil po 5 miesiacach creeka za 2klz.
                    A reszta anty audiofili z jego kregu nie miala juz odwagi pojechac ze mna do
                    studio hifi. Wiec maja dalej duzo do powiedzenia.
                    End of story.

                    > jeśli nie - nie powinniście zabierać tu głosu
                    > jeśli tak - nie uwierzę, że wam się nie podobałosmile
                    >
                    > pozdrawiam
                    >
                    >
                    >

                    • Gość: este Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:08
                      Gość portalu: polonus napisał(a):

                      > Gość portalu: este napisał(a):
                      >
                      > > dobra już, niepotrzebnie tak się uczepiłem tej realizacji technicznej
                      > > w przeciwieństwie do polonusa uważam, że KAŻDA muzyka zabrzmi lepiej na le
                      > pszym
                      >
                      > z tym nie stety sie zupelnie zgodzic nie moge, po komplementarnej wymianie
                      > sprzetu wraz z kablami w ostatnim roku na o klase lepszy kolejne 40% moich plyt
                      >
                      > jest po prostu niesluchalnych (kazda wymiana w gore zmniejsza ilosc sluchalnych
                      >
                      > plyt), sztuczne podbicia basu sopranu, mala przestrzen rzucaja sie teraz jeszcz
                      > e
                      > bardziej w oczy, realizacje z BMG brzmia jakby byly robione w garazu 2x3m na
                      > taniutkich syntezatorach. Niesety nie zyje w idealnym swiecie i tylko 20% moich
                      >
                      > plyt to audiofilskie (nad czym ubolewam) i te jeszcze brzmia znow o wiele lepie
                      > j
                      > niz brzmialy kiedykolwiek i wiem ze nie dotarlem jeszcze do kresu i mozliwosci
                      > bo
                      > niektore z nich mialem przyjemnosc sluchac na zestawieniach zdecydowanie
                      > przekraczajacych 100k$ w lokalnym studio hifi.
                      > Wiec nie jest zupelnie prawda ze na lepszym sprzecie kazda muzyka zabrzmi
                      > (przynajmniej moje 10letnie doswiadczenia pokazuja inaczej) lepiej jest wrecz
                      > odwrotnie, niektorzy majetni audifile-muzykofile maja po kilka kompletnych
                      > zestawow hifi wlasnie po to aby miec mozliwosc odsluchiwania tych gorszych
                      > technicznie realizacji. Patrz Stereophile.
                      > Ostatnio zrobilem doswiadczenie do mojego zestawu przylaczylem tanie, mniej
                      > szczegolowe NHT Super2 zamiast Thiel 3.6 (bardzo ujawniajace kolumny nie lubiac
                      > e
                      > zlych nagran) znow sluchanie zwyklych plyt bylo mozliwe.
                      > Wiec niejako sprzet decyduje co mozemy sluchac.
                      >
                      > Wiec przeciwnie posiadanie drogich klockow bardzo ogranicza nam repertuar i jes
                      > t
                      > to prawda ogolnie znana.

                      to znaczy z gorzej nagranymi płytami faktycznie tak jest, ale nie dotyczy to
                      całych gatunków muzyki, jak twierdzisz


                      > > choć z drugiej strony lepszy sprzęt odsłania wszystkie "niedoróbki" nagrań
                      > słab
                      > > o
                      > > zrealizowanych
                      > dokladnie
                      >
                      > > ale dobra muzyka prawie zawsze sie obroni, choćby była źle nagrana (a nawe
                      > t na
                      > > kiepskim sprzęcie)
                      > nie dokonca w pewnym momencie zla jakosc jest tak przygnebiajaca, ze potrzeba
                      > ogromnej wyobrazni zeby cos widziej wiecej poza niedorobkami, a ja jestem
                      > sluchaczem a nie wizionerem,
                      > > niektórzy jednak (w tym ja) mają większą radochę jeśli jakość nagrania i s
                      > przęt
                      > > u
                      > > do słuchania jest lepsza
                      > >
                      > > co nie znaczy, że mam odrzucać DOBRĄ muzykę, jeśli jakość nagrania jest ki
                      > epska
                      > nie musisz potrzebujesz po prostu dwoch zestawow hifi

                      na razie nie muszę, mam sprzęt raczej "budżetowy", choć audiofilski (Stereophile
                      się zachwycał)
                      ale coś czuję, że to początek drogismile
                      choć na razie jestem bardzo zadowolony, a na poważny skok w hi-end póki co mnie
                      nie stać
                      z drugiej strony nie słucham tylko stricte audiofilskiej (wg Ciebie) muzyki, więc
                      może lepiej zostać na tym etapie

                      ale weź pod uwagę (co napisałem już na forum o oryginalnych płytach), że HiFi i
                      Muzyka testuje hi-endowy sprzęt również na muzyce typu Sepultura, Primus czy
                      Cypress Hill (o ile Ci coś mówią te nazwy, w ogóle trochę Cię tam skrytykowałem,
                      może nawet za ostro, ale nie do końca seriosmile
                      tam też przytoczyłem opinię konstruktora kolumn Audio Physic, że sprzęt hi-end,
                      na którym dobrze słucha się tylko audiofilskich płyt jest do luftu!
                      i ja akurat podzielam tą opinię

                      nie powiem, że jestem jakimś fanem ww. grup (oprócz Primusa, ktorego bardzo
                      lubię), podaję je tylko za przykład, że dobrze zrealizowane gatunki muzyki
                      nieaudiofilskiej (czyli nieakustycznej) mogą dobrze brzmieć na dobrym
                      audiofilskim sprzęcie

                      i to też jest muzyka, różne pomysły mają muzycy i różnych środkow używają
                      a ja lubię muzykę nie tylko audiofilską/akustyczną, ale też taką z
                      elektronicznymi zniekształceniami, i dzielę muzykę tylko na dobrą i złą a nie na
                      jakieś tam gatunki

                      z drugiej strony mając lepszy sprzęt zacząłem słuchać w domu jazzu i klasyki,
                      czego wcześniej nie czyniłem

                      Ty masz inne zdanie na temat muzyki i nie zamiarzam Cię przekonywać, bo ty też
                      mnie nie przekonasz
                      dyskusja wydaje mi się bezcelowa... bo o gustach się nie dyskutuje (podobno)

                      pozdrawiam
                      este



                      > >
                      > > P.S.
                      > > ale mam jeszcze pytanie:
                      > > anty-audiofile, czy posłuchaliście kiedys muzyki na jakims hi-endzie albo
                      >
                      > > chociaż na czymś lepszym niż miniwieża z mediamarktu?
                      >
                      > nie dlatego dyskutuja, kazdy kto raz posluchal zmienia zdanie, mialek kumpla
                      > zagorzalego przeciwnika tego nurtu, zawsze mial tyle do powiedzenia w tym temci
                      > e,
                      > watpil, wyjmiewal, nabijal sie,
                      > wrecz twierdil ze trzeba byc idiota zeby dac za wzmacniacz az 2kl (tu sie z nim
                      >
                      > zgadza trzeba dac o wiele wiecej smile ) az pewnego dnia prawie na sile zostal
                      > zaciagniety przezemnie do studia hifi. twierdzil ze marnuje czas bo on nie
                      > uslyszy roznicy.
                      > Od tej pory nie mial ju znic do powiedzenia, kupil po 5 miesiacach creeka za 2k
                      > lz.
                      > A reszta anty audiofili z jego kregu nie miala juz odwagi pojechac ze mna do
                      > studio hifi. Wiec maja dalej duzo do powiedzenia.
                      > End of story.
                      >
                      > > jeśli nie - nie powinniście zabierać tu głosu
                      > > jeśli tak - nie uwierzę, że wam się nie podobałosmile
                      > >
                      > > pozdrawiam
                      > >
                      > >
                      > >
                      >

                    • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:23
                      Gość portalu: polonus napisał(a):


                      > Wiec nie jest zupelnie prawda ze na lepszym sprzecie kazda muzyka zabrzmi
                      > (przynajmniej moje 10letnie doswiadczenia pokazuja inaczej) lepiej jest wrecz
                      > odwrotnie,

                      To zalezy od bezwglednego poziomu jakosci dzwieku. Jezeli kogos irytuje kompresja
                      sceny, to na pewno rzucac sie bedczie to bardziej w oczy, ale juz na przyklad
                      barwa dzwieku... im tanszy system, tym wiecej podbarwien, wyostrzen, jednak jak
                      sie juz dojdzie do jakiegos poziomu, ktorego podbarwienia i wyostrzenia staja sie
                      pomijalnie
                      male w stosunku do tych w nagraniu - wowczas faktycznie moze byc tylko gorzej.
                      Ale niekoniecznie, w malym pomieszczeniu przy bliskim odsluchu nie sposob nie
                      docenic wiekszego oddalenia zrodel pozornych na przyklad, ktorego w licznych
                      nagraniach bardzo brakuje. Po prostu kwestia preferencji, czyli kogo co bardziej
                      wkurza.

                      > nie dokonca w pewnym momencie zla jakosc jest tak przygnebiajaca, ze potrzeba
                      > ogromnej wyobrazni zeby cos widziej wiecej poza niedorobkami, a ja jestem
                      > sluchaczem a nie wizionerem,

                      No wlasnie. Dla muzyka znajomosc utworu pozwala na pelnowartosciowe sluchanie
                      nawet przy czesci dzwiekow ginacej w szumie. Dla mnie juz troche jakosci potrzeba
                      na uruchomienie wyobrazni, innym wiecje, innym mniej. Ale bez przesady.

                      > wrecz twierdil ze trzeba byc idiota zeby dac za wzmacniacz az 2kl (tu sie z nim
                      >
                      > zgadza trzeba dac o wiele wiecej smile )

                      No, amp ampowi nierowny wink Wspomniany Creek za 2k... przy dobrym nagraniu i
                      towarzystwie mozna juz mowic o magii zhjawiska. Przynajmniej jest to
                      wystarczajaco dla mojej wyobrazni smile))

                      > az pewnego dnia prawie na sile zostal
                      > zaciagniety przezemnie do studia hifi. twierdzil ze marnuje czas bo on nie
                      > uslyszy roznicy.
                      > Od tej pory nie mial ju znic do powiedzenia, kupil po 5 miesiacach creeka za 2k
                      > lz.

                      Swietny wybor wink
                  • Gość: Kalor Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.natned.com.pl 30.01.02, 16:20
                    Bardzo ciekawy watek...
                    Szacunek dla este i perotina za cierpliwosc i niesienie kaganka!

                    este: teraz nawet jak posluchaja czegos lepszego to slowa zachwytu nie przejdae
                    im przez gardlo wink

                    Wszelkim sceptykom polecem Audio Show w Warszawie w listopadzie.
                    • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 19:23
                      Gość portalu: Kalor napisał(a):

                      > Bardzo ciekawy watek...
                      > Szacunek dla este i perotina za cierpliwosc i niesienie kaganka!
                      >
                      > este: teraz nawet jak posluchaja czegos lepszego to slowa zachwytu nie przejdae
                      >
                      > im przez gardlo wink
                      >
                      > Wszelkim sceptykom polecem Audio Show w Warszawie w listopadzie.


                      JKa tak mialem 2 lata temu, ze wszedlem do Sheratona, ale juz goscia za mna nie
                      wpuscili. Musial biedak czekac, az kolejna transza luda opusci przybytek.
                      Lojalnie uprzedzam.
                      • Gość: Tytus pytanie do perotina IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 12:17
                        na czym grasz?
                        • Gość: perotin Re: pytanie do perotina IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 23:27
                          Gość portalu: Tytus napisał(a):

                          > na czym grasz?


                          Nie wiem czy rozumiem... chodzi o instrument? Wlasnciwie to na niczym, nie liczac
                          drobnych improwizacji na pianinie (kiedy to bylo?) i prob z Die Kundt der Fuge po
                          szybkim nauczeniu sie podstaw nut. A dlaczego pytasz?
                          • Gość: Tytus Re: pytanie do perotina IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 10:35
                            Gość portalu: perotin napisał(a):

                            > Gość portalu: Tytus napisał(a):
                            >
                            > > na czym grasz?
                            >
                            >
                            > Nie wiem czy rozumiem... chodzi o instrument? Wlasnciwie to na niczym, nie licz
                            > ac
                            > drobnych improwizacji na pianinie (kiedy to bylo?) i prob z Die Kundt der Fuge
                            > po
                            > szybkim nauczeniu sie podstaw nut. A dlaczego pytasz?

                            Chodzilo mi o sprzet, na ktorym sluchasz. Pytam z czystej ciekawosci.smile
                            pozdr
                            T.
                            • Gość: perotin Re: pytanie do perotina IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 16:12
                              Sprzet: Dynaudio Audience 50, Crek 4330, Sonic link black/ast200, kompakt AMC
                              CD9(srednio w testach, ale nie uwierzylem i mialem racje - te wybitne mi jakos
                              nie pasowaly).

                              W salonie brzmialo to to o niebo lepiej, wiesz - wspaniala lokalizacja nawet w
                              pionie, ale mam pokoj beznadziejny, choc dosc starannie wytlumiony. 7.5 kw.,
                              ale repertuar prawie zupelnie bez basu: male sklady wokalne (dawna polifonia)
                              oraz solowe instrumenty; fortepian wylacznie u Bacha, a tam wiadomo - 4
                              srodkowe oktawy. Oczywiscie orkiestry nie da sie sluchac, organy tez nie za
                              bardzo, ale reszta... nie jest zle. W kazdym razie nawet nie zamierzam w
                              kabelki sie bawic, bo pierwszym zakupem byloby mieszkanie do tego sprzetu.
                              Mowie najzupelniej powaznie!
    • Gość: Tytus Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 12:01
      Arturze zrob sobie prosty eksperyment. Jezeli jestes w stanie to wez swoje
      kolumny, podlacz do przyzwoitego sprzetu i porownaj brzmienie. To bedzie tak,
      jakbys cale zycie widzial monochromatycznie, a nagle zobaczyl kolory. Dopóki
      tego nie doswiadczysz - przykro mi ale nie wiesz o czym mówisz.
      Pozdrawiam serdecznie
      T.
    • Gość: X Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 10.17.10.* 31.01.02, 13:17
      Zgadzam sie z toba.
      Znam osobe, ktora po zmianie sprzetu z altusow i technicsa na hi-endowy (nawet nie znam nazwy) o wygladzie skrzynki na kartofle za tysiace zlotych i kolumn za tysiace zlotych tygodniami dobierala kable (!!!) wsluchujac sie w "glebie basu" i wyskie tony...
      juz nie slyszala muzyki tylko tony. smile

      Audiofil nigdy nie odnajdzie szczescia, zawsze bedzie cos nie tak z np. tonami albo dynamika. w tym celu bedzie kupowal kable po 1000 za metr i wsluchiwal sie... w tony i dynamike.

      A fakt jest taki, ze to co hi-endowe teraz za kilka lat bedzie sie znajdowac w klasie mid-range - dostepnej dla kazdego (no prawie). I flustracja audiofila sie poglebia. bu.



      • Gość: soso Muzyka a sprzet. IP: 195.41.66.* 31.01.02, 14:36
        --

        Rzeczywiscie, glownie dlugie posty i nie mialem sily czytac choc bardzo
        interesuje mnie temat. W punkcikach i szybciutko:

        1. Audiofil to ktos, kto reaguje na jakosc muzyki. Ma przyjemnosc gdy dobre
        brzmienie laskocze go w uszko. Audiofil jest chory jak slucha muzyki z budzika
        lub walkmana

        2. Audiofil jest narkomanem i jako taki wywala gory pieniedzy na swoj nalog.

        3. Sprzet jest oczywiscie srodkiem bo narkotykiem jest dzwiek. A wiec nie wazny
        garnek a potrawa.

        4. Muzyka ma to do siebie, ze jest robiona lepiej lub gorzej i brzmi lepiej lub
        gorzej. Paradoksalnie - czasami cos co chcemy w koncu uslyszec na dobrym
        sprzecie i w dobrych warunkach bolesnie rozczarowuje podobnie jak nieciekawe i
        dretwe z pozoru produkcje na dobrym sprzecie zmieniaja sie w cuda i laskocza
        uszka do nieprzytomnosci. (Czasami mam problemy z pojsciem do lozka bo tak
        dobrze to brzmi, ze pol nocy mija niepostrzezenie.)

        5. Sluchawki to jeden monolityczny przetwornik i bardzo stabilna, malutka
        przestrzen, w ktorej brzmi dzwiek. Stad wrazenie, ze nie moze byc lepiej niz
        przez sluchawki. Czesciowa prawda. Szczegolow i niuansow dostatek ale wszystko
        obraca sie na niewielkich poziomach mocy stad wrazenia zupelnie inne niz w
        duzych przestrzeniach. Nie mam smialosci powiedziec, co lepsze a powiem tak -
        dobrze, ze tak jest bo niejako swiat odbioru sie powieksza. A moze nawet ile
        mozliwosci i sprzetow tyle swiatow. No i to jest dobre.

        6. Natura sluchu jest bardzo osobliwa. Trwaja badania. Sypia sie wnioski.
        Przeczytajcie na stronach JBL lub innych, jak wiele faktorow wplywa na odbior
        taki czy inny dzwieku. Zadziwiajace, jak niewiele mowia o dzwieku parametry
        sprzetu podawane przez producentow. Wazny jest koloryt. Kazda kolumna gra
        inaczej, kazdy wzmacniacz, kazdy odtwarzacz CD ma swoja barwe. Wniosek:
        adiofile sa jak milosnicy dobrych koni. Jak ktos sie zaczyna spierac, ze jego
        jest najlepszy i najpiekniejszy to znaczy, ze nie jest w kursie.

        7. Sa swiaty sprzetu i swiaty uszu. Jak to sie razem spotyka i generuje w
        glowie wrazenia to na jedna chwile powstaje nowy i niepowtarzalny swiat
        milosnika muzyki.

        8. Slucham muzyki na tym samym sprzecie, w tym samym pomieszczeniu i te same CD
        a mimo to zaleznie od dnia dotyka mnie ona mniej lub bardziej wyraziscie. O tym
        takze mysle. W koncu nasze cialo jest czescia lancucha i ono takze ma rozne
        parametry i wprowadze wlasne, nieodgadnione znieksztalcenia smile


        9. Dam sie porabac za stwierdzenie, ze na marnym sprzecie nic sie dobrze nie
        sprzeda. To warunek pierwotny.

        10. Wiele doskonalych urzadzen brzmi roznie a jednoczesnie wspaniale.

        11. Przyzwyczajamy sie do naszego sprzetu i ucho czasami potrzebuje czasu na
        przestawienie sie na nowe tor. Ale nie znaczy, ze inne znaczy gorsze. Przyklad:
        sluchawki HD600, kontra top z AKG, top z Beyerdynamic - karzde brzmia inaczej
        ale wszystkie wspaniale.

        12. Zapomnijcie o wypisanych starannie parametrach. Zapomnijcie o cenach.
        Zapomnijcie o renomie firmy. Sluchajcie! Czasami cos za 10 000 zl moze byc
        rownie dobre albo i lepsze niz za 50 000. Wierzcie swym uszom. Eksperymentujcie.


        soso

        --
        • Gość: mobiler Re: Muzyka a sprzet. IP: 212.76.35.* 31.01.02, 17:26
          W swoim długim (naprawdę) poście zawarłeś moim zdaniem istotę rzeczy. Dla mnie
          podobnie rzecz ma się z winem - możesz się kierować pewnymi wskazówkami i
          zazwyczaj one pomagają, ale tak naprawdę powinieneś kupować to, co ci smakuje.
          Wino to jednak zupełnie inna lista dyskusyjna. wink
          Jak czyta się pisma dla audiofili (od czasu do czasu kupuję) to czasem się
          słabo robi od wyszukanych określeń (podobna historia dotyczy opisu smaku wina).
          To zresztą jest powód, dla którego wystarczy mi tylko kilka razy do roku zakup
          takiego magazynu.
          A więc trzeba samemu posłuchać - i to takiej klasy sprzętu, na którą cię stać.
          Najgorzej jak coś usłyszysz lepszego, a później musisz żyć z gorszym. Nie można
          snobować się tylko na czyiś opiniach. Swoją drogą czytałem o pewnej firmie
          która robi "ślepe testy" kabli (zdaje się syganłowych) - tzn. zapraszają
          klienta i dają mu do posłuchania kilku fragmentow i on nie wie kiedy są
          zastosowane jakie kable. Jeśli się odgadnie - można chyba dostać je w nagrodę
          (lub pieniądze tego rzędu). Jak do tej pory nikt nie wygrał.
          • Gość: polonus Re: Muzyka a sprzet. IP: 198.138.227.* 31.01.02, 20:23
            Gość portalu: mobiler napisał(a):

            > W swoim długim (naprawdę) poście zawarłeś moim zdaniem istotę rzeczy. Dla mnie
            > podobnie rzecz ma się z winem - możesz się kierować pewnymi wskazówkami i
            > zazwyczaj one pomagają, ale tak naprawdę powinieneś kupować to, co ci smakuje.
            > Wino to jednak zupełnie inna lista dyskusyjna. wink
            > Jak czyta się pisma dla audiofili (od czasu do czasu kupuję) to czasem się
            > słabo robi od wyszukanych określeń (podobna historia dotyczy opisu smaku wina).
            >
            > To zresztą jest powód, dla którego wystarczy mi tylko kilka razy do roku zakup
            > takiego magazynu.
            > A więc trzeba samemu posłuchać - i to takiej klasy sprzętu, na którą cię stać.
            > Najgorzej jak coś usłyszysz lepszego, a później musisz żyć z gorszym. Nie można
            >
            > snobować się tylko na czyiś opiniach. Swoją drogą czytałem o pewnej firmie
            > która robi "ślepe testy" kabli (zdaje się syganłowych) - tzn. zapraszają
            > klienta i dają mu do posłuchania kilku fragmentow i on nie wie kiedy są
            > zastosowane jakie kable. Jeśli się odgadnie - można chyba dostać je w nagrodę
            > (lub pieniądze tego rzędu). Jak do tej pory nikt nie wygrał.
            bo pewnie porownuja ten sam kabel,
            bo ja w zyciu bralem dwa razy udzial w slepych testach kabli najpierw byl to
            Monster i Transparent Audio (na 12 testow 12 trafien, nawet moja luba nie miala z
            tym problemow) a potem Purist Audio i Audioquest i tym razem tez bez problemow.
            Roznice pomiedzy kablami sa rownie duze jak pomiedzy CD-playerami.




          • Gość: perotin Re: Muzyka a sprzet. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 23:47
            Gość portalu: mobiler napisał(a):

            > Swoją drogą czytałem o pewnej firmie
            > która robi "ślepe testy" kabli (zdaje się syganłowych) - tzn. zapraszają
            > klienta i dają mu do posłuchania kilku fragmentow i on nie wie kiedy są
            > zastosowane jakie kable. Jeśli się odgadnie - można chyba dostać je w nagrodę
            > (lub pieniądze tego rzędu). Jak do tej pory nikt nie wygrał.

            Przygotownie sluchaczy. To bylo fajnie opisane w s.p. Studio, przez Kacpra
            Miklaszewskiego. Swoja droga opisywal wady procedury szkoleniowej i badawczej
            przez siebie samego tam stosowanej, w kazdym razie wg mnie beznadziejnej.

            Bylo takie porownanie: discman vs. CD budget price vs. Denon 3X ta budzetowka.
            Bylo tam cos takiego: " Juz na poczatku teza o nieslyszalnosci roznic pomiedzy
            odtwarzaczami cyfrowymi (nb. lansowana przez baton nawet na wydziale Rezyserii
            Dzwieku w akademii Chopina - przyp. Perotin) - testowane odtwarzacze brzmialy
            niewatpliwie roznie." (z pamieci). Bylo tam cos oczywiscie o wyraznym
            dudnieniu... I dalej: "Jednak po kilku przelaczeniach okreslenie odtwarzacza bylo
            praktycznie niemozliwe".

            1. Do danej procedury badawczej trzeba sie wyszkolic, przygotowac i rozgrzac;
            2. Porownywanie jednego modelu po drugim i tym samym miedzy soba ma te wade, ze
            juz po pierwszym nastepuje zaburzenie punktu odniesienia. Krotko mowiac -
            nastawienie na takie porownanie ma taki wlasnie skutek, natomiast nastawienie i
            wprawa w ocenie wg brzmienia na zywo (po to wlasnie audiofilizm opiera sie na
            ciaglym, regularnym, utrwalaniu i postrzymywaniu "miary w uchu"), czyli
            umiejetnosc oceny kazdego kolejnego modelu w oderwaniu od poprzedniej proby,
            pozwala na wzglednie miarodajne okreslenie cech brzmienia.

            Inna sprawa przy niewlasciwym podejsciu jest niemoznosc okreslenia ktore
            brzmienie jest lepsze przy jednoczesnym slyszeniu wyraznych roznic!!! Jedynym
            wyjsciem jest wlasnie posiasc owa bezwgledna miare w uchu i oceniac wg natury
            zjawisk akustycznych na zywo.
            • Gość: soso jeszcze jedno slowo IP: 195.41.66.* 01.02.02, 07:37
              Rzeczywiscie, moj post byl dlugi ale to niezamierzone smile.

              Drobna uwaga o slepych testach.

              Harman Int. a raczej jego czesc ds. kolumn - JBL, robila slepe testy, w ktorych
              za zaslonka (zapewne cienka smile byly kolumny rozniace sie cena jak 1:5 przy
              czym, te tansze byly nie z najnizszej polki oczywiscie. Efekt:

              1. Ludzie oceniali dosc zgodnie i ranking wykreowal sie bardzo czytelnie.
              2. Wnioski: To, czy kolumny sa duze czy male, drogie czy tanie, 2 drozne czy
              wiecej (3,4 drozne) okazalo sie sprawa niezbyt wazna. Co bylo decydujace? A, tu
              jest chyba sedno sprawy. Testy przeprowadzona w roznych pomieszczeniach a w
              kazdym z nich tak sluchaczy jak i kolumny sytuowano w rozny sposob jakkolwiek
              wciaz zgodnie z regulami sytuowania ludzi i sprzetu. No i ranking zmienial
              sie 'chodzac' za wlasnie tymi czynnikami (pomieszczenie i sytuowanie) a nie
              zgodnie z 'jakoscia' sprzetu. Wiecej, i moze najsmieszniej. Absolutnie
              najdrozsze i o najlepszych parametrach mierzalnych kolumny (a wiec takie, ktore
              wydawac by sie moglo pasuja do wielkich, bogatych domow) wypadly gorzej w
              bardzo duzych pomieszczeniach niz ich ubogie siostry. Podobnie w malych
              pomieszczeniach kolumny o duzych rozmiarach maja sie zle o ile ich glosniki
              sa 'szeroko rozstawione' a system wielodrozny. Firm nie podano i moze dobrze smile

              Wniosek byl taki: kup dobre i audiofilskie kolumny ale 'na miare', dobre i
              mozliwie krotkie kable a potem starannie eksperymentuj z usytuowaniem tak
              siebie jak i sprzetu. Przy odrobinie szczescia ulozysz sobie wlasne gniazdko,
              ktore naprawde bedzie dobrze brzmialo - audiofilsko smile))


              pzdrw

              soso
    • kwieto Czy ja jestem audiofilem? 02.02.02, 20:58
      Hmmm wlasnie sie zastanawiam... Bo to jest tak - Sprzet mam kupiony na miare
      moich mozliwosci, i nie placze jakos zbytnio z tego powodu, ze mam takie
      kabelki a nie inne. Z drugiej strony, gdybym mogl zalozyc lepsze, to uczynilbym
      to bez wahania. I nie chodzi tu o "bity". Ja po prostu SLYSZE jaka jest roznica
      pomiedzy sluchaniem tej samej plyty na mini-wiezy firmy Panascanix, czy innego
      Thompsonic, a na przyklad wzmacniaczem firmy Denon. (ktory nie jest wcale Hi-
      End'em). I SLYSZE roznice pomiedzy dzwiekiem glosnika podlaczonego normalnie, a
      na przyklad Bi-Wiring'iem. Nie wiem na czym to polega, w koncu roznica jest
      tylko taka, ze tu normalnie mam jeden kabelek na oba glosniki w kolumnie (bo
      kolumny sa dwudrozne), a tutaj mam dwa kabelki, do kazdego glosnika oddzielny.
      Podlaczone pod ta sama koncowke mocy. A roznice slychac!

      Lepszy sprzet to nawet nie czystsze brzmienie dzwieku. Czesto po zmianie
      swojego zestawu zaskakiwaly mnie dawno wysluchane plyty - bo nagle muzyka
      robila sie inna, bardziej plastyczna, slyszalem wyraznie instrumenty, ktore na
      wczesniejszym sprzecie ginely w tle... Tak jakbys porownywal swiezo rozwiniety
      z paka kwiat do drugiego, zwiedlego przed tygodniem. Po prostu SLYSZE roznice
      na lepsze.

      Takich zaskoczen jest wiecej - podlaczenie gramofonu "Fonica" (dosc
      prymitywnego zreszta) do nowego wzmacniacza pokazalo, ze plyta CD jest plaska
      dzwiekowo w porownaniu z analogowym vinylem... (wczesniej slyszalem dokladnie
      odwrotnie, vinyl przegrywal w konkurencji).

      No i coz na koniec - lubie sluchac dobrego dzwieku. Dzwiek jest dla mnie po
      prostu w jakis sposob wazny. Draznia mnie wszelkiego rodzaju szumy, czy inne
      takie. A z tym jest tak, ze jesli raz posluchasz muzyki na lepszym sprzecie,
      bedziesz pamietal jak moze brzmiec muzyka i bedziesz chcial jeszcze raz
      zachwycic sie tym brzmieniem...
    • Gość: bart Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.02.02, 11:00
      audiofil to osoba kochająca muzyke sprzetofil to kochajaca sprzet, audiofil to
      ktos dla kogo muzyka ma szczególne znaczenie i poswieca jej uwage,
      zainteresowanie czas , zbiera płyty z gatunku chodzi czesto na koncerty które
      zaspokajają jego muzyczne potrzeby w wiekszosci , a w domu tylko liże przez
      szybke główne dania! to sobomy kóre tak naprawde nie znają sie na sprzecie i
      nie wiedząco jest w srosku bo ich to nie interesuje , interesuje je za to jak
      to brzmi, a jakiej to jest formy ? jakie to ma znaczenie! pewnie są tacy w
      polsce ale czy jest ich wiekszosc wśród audiofili?
      co było pierwsze instrument czy dzwięk?_)
    • verbal.kint Kasety rulez :-))) 04.02.02, 11:16
      A co powiecie na to:
      Od 5 miesiecy miałem odłaczonego decka. Po zmianie wzmacniacza jakos mi sie nie chciało podłaczyc (jakośc dzwieku, wiadomo). Ale jakoś mi się zachiało bo mam masę Stonesów na kasetach, których prędko na płytach nie kupię.
      Przy okazji "zreorganizowałem" trochę swoje kasety, zalegajace w szafie. Uzbierało się pudło do wyrzucenia, ale odkopałem pare rzeczy (np. Roxy Music, mniam). No i zaczałem słuchac. Cały dzień na kasetach... wielkie doznania mimo braku przestrzeni i... tych tam. smile))
      Stare płyty (z kaset) brzmiały bosko). Jedna z nich była nagrana... w czasie "wieczoru płytowego" czyli z 10 lat temu!

      I po co zmieniałem kable?
      • Gość: polonus Re: Kasety rulez :-))) IP: 198.138.227.* 04.02.02, 15:18
        verbal.kint napisał(a):

        > A co powiecie na to:
        > Od 5 miesiecy miałem odłaczonego decka. Po zmianie wzmacniacza jakos mi sie nie
        > chciało podłaczyc (jakośc dzwieku, wiadomo). Ale jakoś mi się zachiało bo mam
        > masę Stonesów na kasetach, których prędko na płytach nie kupię.
        > Przy okazji "zreorganizowałem" trochę swoje kasety, zalegajace w szafie. Uzbier
        > ało się pudło do wyrzucenia, ale odkopałem pare rzeczy (np. Roxy Music, mniam).
        > No i zaczałem słuchac. Cały dzień na kasetach... wielkie doznania mimo braku p
        > rzestrzeni i... tych tam. smile))
        > Stare płyty (z kaset) brzmiały bosko). Jedna z nich była nagrana... w czasie "w
        > ieczoru płytowego" czyli z 10 lat temu!
        >
        > I po co zmieniałem kable?

        powiem ci to ze jadac czasem samochodem (wiadomo, wysoku szum otoczenia) tez
        potrafie miec przyjemnosc z muzyki, ale jest to innego rodzaju sluchanie
        nastawione bardziej na odbiranie muzyki jako calosci niz wsluchiwanie sie w
        szczeguly, to tak jak ogladanie zdjecia obrazu Matejki, zgubsza cos widac, ale
        tylko z grubsza....
        Ale zeby naprawde docenic mistrza musisz jednak miec odpowiedzni pokoj
        oswietlenie itp..
        • verbal.kint Re: Kasety rulez :-))) 07.02.02, 11:59
          Gość portalu: polonus napisał(a):
          > nastawione bardziej na odbiranie muzyki jako calosci niz wsluchiwanie sie w
          > szczeguly, to tak jak ogladanie zdjecia obrazu Matejki, zgubsza cos widac, ale
          > tylko z grubsza....
          > Ale zeby naprawde docenic mistrza musisz jednak miec odpowiedzni pokoj
          > oswietlenie itp..

          Z nagraniami np. edith piaf to bez szans raczej.
          Moim zdaniem przede wibracje się liczą. Jak ich nie ma to najlepsze na świecie paczki nie pomogą.
          Oczywiście warto wznieść się ponad mini wieżę, ale wszystko wydane na sprzęt powyżej no powiedzmy 5
          tysiaków to już przesada (mówię cd, amp i głośniczki).
          Ktoś się pewnie nie zgodzi smile)
          • Gość: perotin Re: Kasety rulez :-))) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 09:53
            verbal.kint napisał(a):

            > Z nagraniami np. edith piaf to bez szans raczej.
            > Moim zdaniem przede wibracje się liczą. Jak ich nie ma to najlepsze na świecie
            > paczki nie pomogą.
            > Oczywiście warto wznieść się ponad mini wieżę, ale wszystko wydane na sprzęt po
            > wyżej no powiedzmy 5
            > tysiaków to już przesada (mówię cd, amp i głośniczki).
            > Ktoś się pewnie nie zgodzi smile)

            Dla mnie na czyms takim, a sluchalem duzo tanszych rzeczy, poziom podbarwien
            nawet w tych niby wybitnch w swej klasie urzadzeniach, byl nie do zaakceptowania,
            choc przeczucalem sie bezposrednio z dosc tanich sluchawek i technicsa. Nawet w
            Edith Piaf by tak pewnie bylo. Widzisz, tam gdzie nie ma przestrzeni, akustyki,
            gdzie szumi, tam faktycznie sprzet nie jest koniecznie potrzebny, ale cos takiego
            jak barwa... to nie kwestia podziwiania nawet, ale fizycznego zmeczenia (na
            przyklad wyostrzenia i wszelakie nalecialosci). I to znieksztalca tak samo na
            przedwojennych, jak tez audiofilskich realizacjach, na tych starych moze
            dodatkowo znieksztalca znieksztalcenia, ale to inna sprawa.

            A jak masz sporo wspanialych czy po prostu dobrych realizacji... maksymalnie 5
            tysiecy za calosc to... masz racje, przesada wink))) niewielka, ale zawsze. Nawet
            jak kupisz urzadzenia wybitne w swojej klasie. ja jes dobieralem tak, ze
            wyszedlem z poziomu nowe sluchawki, sluchawki + amp sluchawkowy, kolumny, amp za
            2 tys, za 3, za 5... sluchalem i sluchalem i stwierdzalem, ze wole juz barwe
            sluchawek z 8 letniego CD. No i doszedlem do pulapu 7 tys za sam sprzet, a
            urzadzenia sa po prostu rewelacyjne w tej klasie, zwlaszcza kolumny i amp.
            Porownywalem tez z drozszymi. Na razie mam mniej wiecej minimum barwowe, tzn.
            takie, ktore na wiekszosci nagran praktycznie nie meczy, ktore jednak - jak pisze
            duzo nizej - pozwala na uruchomienie wyobrazni. A repertuar mam wyjatkowio
            podatny na podbarwienie - wyobraz sobie np. czysto meski zespol wokalny, od
            subbasow do altow (np. 5 glosowa Missa l'homme arme Pipelare). Wszystko wylazi i
            sie kumuluje.
    • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 192.168.0.* 05.02.02, 11:51
      artur.dent napisał(a):

      > A zatem:
      >
      > Czy audiofile to milosnicy muzyki, czy sprzetu?
      >
      > Moim zdaniem audiofile sluchaja glosnikow, wzmacniaczy, kabli, odtwarzaczy i
      > tekturowych opakowan od jajek ktorymi obklejaja sciany. Muzyki natomiast nie
      > sluchaja prawie wcale.
      >
      > Ja oceniam muzyke nie po jakosci dzwieku, ale po tym, czy mi ona w duszy gra.
      > Niestety, w przeciwienstwie do audiofili stanu grania w duszy nie jestem w
      > stanie empirycznie udowodnic za pomoca serii badan laboratoryjnych.

      Odbior muzyki przez dobry audiofilski sprzet jest zupelnie inny niz przez tanie
      mini wieze czy tzw "masowke". Na kiepskim sprzecie poprostu pewnych rzeczy nie
      slychac albo sa znieksztalcone. Tzw "audioholizm" jest zarazliwy, wystarczy
      gdzies posluchac odpowiednich klockow i juz koniec, wpadles(as), tak ze lepiej
      uwazac i nie odwiedzac salonow ze sprzetem audio (w szczegolnosci hi-end) oraz
      kumli posiadajacych sprzet audiofilski. Pojawia sie nagle potrzeba poprawienia
      swojego systemu aby zagral jeszcze lepiej, dokupienia lub wymiany poszczegolnych
      klockow ale jaka potem jest frajda, slucha sie i slucha a tu polnoc, 1 w nocy,
      2 wink) itd, poprostu nie mozna sie oderwac od muzyki. A powiem wam wiecej ze im
      dalej w las tym wiecej drzew a drogie klocki potrafia naprawde zaczarowac dzwiek.
      • Gość: Brat Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.*.*.* 05.02.02, 13:31
        Osoba, ktora sprowokowala ta dyskusje (autor) albo nie rozumie pojecia audiofil
        albo chciala uzyskac dobry wynik w ilosci osob bioracych udzial w polemikach
        (po ilosci postow naczelny jest albo nie jest zadowolony).
        • Gość: polonus Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 198.138.227.* 05.02.02, 18:09
          Gość portalu: Brat napisał(a):

          > Osoba, ktora sprowokowala ta dyskusje (autor) albo nie rozumie pojecia audiofil
          >
          > albo chciala uzyskac dobry wynik w ilosci osob bioracych udzial w polemikach
          > (po ilosci postow naczelny jest albo nie jest zadowolony).
          moze tytul watku powinien byc :
          czy nieaudiofil moze byc milosnikiem muzyki?
          ablo inny alternatywny:
          nieaudiofile czyli milosnicy znieksztalcen...
          • Gość: Kosa Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 21:30
            Ciekawy wątek,ciekawe posty, sporo "poezji" ale waga spraw to uzasadnia.
            Wiele lat goniłem ideał sprzętowy, w końcu dałem za wygraną, bo gonitwa była
            męcząca i stresująca. Zdobyłem nie małą wiedzę sprzętową. Obserwuję od wielu lat
            ciągłą obniżkę cenową(omawiam sytuację tylko w klasie średniej i wysokiej, to
            co dotyczy klasy szczytowej i wzorcowej znam powierzchownie po prostu słabo)
            szczególnie kolumn a jest to najważniejszy element zestawu i za około 3500Pln
            można kupić zupełnie przyzwoity zestaw Amplituner+CD+kolumny i to gra na jakieś
            96 ,97% brzmienia ,które może nam dać inwestycja w sprzęt.Dzielni niech walczą
            o całość!?..tylko po co? Gdy zdobędziemy już solidną bazę sprzętową to okaże
            się niestety, że o wszystkim(dla malkontentów prawie)decyduje materiał podany
            do odtwarzania.Omówię tylko płyty CD spotykane na naszym rynku. Z moich
            obserwacji a właściwie przesłuchań wynika, że rozpiętość jakości płyt CD w
            skali od 0 do 100 waha się od ok 60 do ok 90 powyżej rezerwuję dla płyt klasy
            Chesky Reckord ,i tu dla mnie jest sedno problemu ,ten podstawowy lubiany przez
            nas nośnik jest z reguły strasznie marny!!! i sprzęt nic tu nie pomorze, co
            ciekawe czas nagrania płyty jest mało istotny.Kopie płyt analogowych z lat 60 i
            70-ątych brzmią na ogół dobrze, współczesne często celowo "zabrudzane" jak
            np.płyta POP grupy U2(nie wiem po co?..taka "figura stylistyczna")brzmią bardzo
            różnie i o dziwo najlepiej, najrówniej, na prawdę solidnie brzmią płyty polskie!
            I co Wy na to?
            PS.Wolę rock brytyjski i głównie jego słucham i przeklinam pracę większości ich
            studiów nagraniowych.
            Pozdrawiam.
            • Gość: . Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.02.02, 22:07
              BlueNote też wypada nieżle (np. Cassandra Wilson).
            • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 192.168.0.* 06.02.02, 08:17
              Gość portalu: Kosa napisał(a):

              >(omawiam sytuację tylko w klasie średniej i wysokiej, to
              > co dotyczy klasy szczytowej i wzorcowej znam powierzchownie po prostu słabo)
              > szczególnie kolumn a jest to najważniejszy element zestawu i za około 3500Pln
              > można kupić zupełnie przyzwoity zestaw Amplituner+CD+kolumny i to gra na jakieś
              > 96 ,97% brzmienia ,

              No z tymi procentami to grubo przesadziles z amplitunera raczej nie bedzie
              dobrego dzwieku, oczywiscie zalezy co kto rozumie pod pojeciem klasa srednia,
              wysoka, szczytowa czy wzorcowa, srednia klasa dla mnie to od okolo 2k do okolo 7-
              8 k zl.

              Co do plyt to niestety sporo jest nagranych slabo
              pozdro
              dirt
              • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 192.168.0.* 06.02.02, 08:19
                Jeszcze raz ja, zeby wszystko bylo jasne od 2k do 7-8k zl za jeden klocek
                • Gość: polonus Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 198.138.227.* 06.02.02, 15:56
                  Gość portalu: dirt napisał(a):

                  > Jeszcze raz ja, zeby wszystko bylo jasne od 2k do 7-8k zl za jeden klocek

                  jak za klocek to faktycznie klasa srednia, z tym ze bym powiedzial ze blizej 5kl

                  • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 192.168.0.* 07.02.02, 07:43
                    moze pogadamy na priv ( dirt31@poczta.onet.pl ) bo widze kolega zaawansowany
                    audiofil
                    • Gość: polonus Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 198.138.227.* 07.02.02, 22:25
                      Gość portalu: dirt napisał(a):

                      > moze pogadamy na priv ( dirt31@poczta.onet.pl )
                      czy nie masz przypadkiem na imie Robert bo znam kogos o bardzo podobny e-mailu i
                      tez jest "zaawansowanym" smile audiofilem?

                      • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wloclawek.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 10:29
                        tak zgadza sie, swiat jest maly
            • Gość: polonus cyba jednak nie jestes obeznany !!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 198.138.227.* 06.02.02, 15:55
              Gość portalu: Kosa napisał(a):

              > ciągłą obniżkę cenową(omawiam sytuację tylko w klasie średniej i wysokiej, to
              > co dotyczy klasy szczytowej i wzorcowej znam powierzchownie po prostu słabo)
              > szczególnie kolumn a jest to najważniejszy element zestawu i za około 3500Pln
              > można kupić zupełnie przyzwoity zestaw Amplituner+CD+kolumny i to gra na jakieś
              > 96 ,97% brzmienia ,które może nam dać inwestycja w sprzęt.Dzielni niech walczą
              to najwieksza bzdura jaka dzis czytalem, moj porzedni zestaw za 5000$ (klasa
              srednia) dawal max przy najlepszeych plytach wg (Stereophila ) az 60% brzmienia
              (co mi sie i tak wydawalo zawyzone). A konfigurowalem to 2 lata, wiec zestaw gral
              za 8000$.
              95% osiagaja zestawy z samymi kolumnami w cenie pietrowki.
              Za 3500zl to ty dobrych kabli nie znajdziesz, ja nie znalazlem, a probowalem
              naprawde ciezko...

              > skali od 0 do 100 waha się od ok 60 do ok 90 powyżej rezerwuję dla płyt klasy
              z moich wynika ze od 5-95%, wiele nowych plyt jest wydane z taka pieczolowitoscia
              ze moje radio samochodowe za 50$ na AM gra o wiele lepiej i takie plyty nie sa
              zadna rzadkoscia, wrecz procentowo co roku ich przybywa, wg ankiety ze
              Stereophila co roku plyty maja jakosc nizsza bo i zapotrzebowanie na nia spada,
              najwieksza siec sprzedajaca elektronike popularna w USA, BEST BUY jeszcze 10 lat
              temu prowadzila marki z mid-hifi sektoru, piec lat temu opuscily i jako szczy
              tmielismy low-endy z Japan teraz zostaly boomboboxy why, bo takie jest
              zapotrzebowanie rynku, a bestbuy robi kase i nie zjmuje sie wyimaginowanymi
              zainteresowaniami coraz mniejszej mniejszosci, interesuje sie tylko potrzebami
              wiekszosci a te z roku na rok spadaja.
              Kazdy potrafi dzis wymienic luksusowe marki samochodow Masserati, Lamborgini czy
              luksusowe zegarki Rolex, ale nikt juz nie potrafi (mowie o przecietnym czlowieku)
              wymienic producentwo luxusowych klockow audio, a w latach 70-tych byly one tu w
              USA jeszcze powszechnie znane.
              Nawet Ty twierdzac ze spedziles na poszukiwaniach sprzetu wiele czasu i jestes
              jakiegos pokroju znawca piszesz w zdaniu nastepnym ze za 3500zl mozna miec 97%
              brzmienia, jakby ktos napisal ze Fiat Uno to luksosowy samochod bylby blizej
              prawdy.

              Strach pomyslec co mysla ci co wogole nie mja pojecia o hifi.
              Dla nich pewnie te boomboboxy to 100%.



              > ciekawe czas nagrania płyty jest mało istotny.Kopie płyt analogowych z lat 60 i
              > 70-ątych brzmią na ogół dobrze, współczesne często celowo "zabrudzane" jak
              > np.płyta POP grupy U2(nie wiem po co?..taka "figura stylistyczna")brzmią bardzo
              niestety czeto 30 letnie plyty brzmia o klasy lepiej niz nowe CD...


              > PS.Wolę rock brytyjski i głównie jego słucham i przeklinam pracę większości ich
              > studiów nagraniowych.
              > Pozdrawiam.
              tez pozdrawiam i bez obrazy prosze za moja krytyke
              • Gość: soso do polonusa IP: 195.41.66.* 07.02.02, 07:46
                Drogi polonusie,

                Cos mi tu nie gra w twoim poscie. Wyglada na to, ze jestes malkontentem. Sa
                wciaz dobre, audiofilskie firmy. Znamy je. Jest coraz wiecej ludzi, ktorzy
                wlasnie w sprzet inwestuja bo im sie w jakosci brzmienia zwraca. Boksowanie sie
                na procenty i fiaty uno jest bezprzedmiotowe. Oprocz wyszukanych wzorniczo
                audiofilskich bajerow (np. nautilus) jest jeszcze oferta, ktora nie tylko ja
                wciaz uznaje za audiofilska a ktora nie probuje zedrzec z klienta ostatniej
                koszuli. Bo i nie ma takiej potrzeby. Wystarczy przypatrzec sie temu, co jest w
                srodku wielu audiofilskich brylantow i nagle przecieram oczy, ze nie sa to
                wcale zadne cuda. Ot, najwyzszej klasy ale wciaz technologicznie latwo
                osiagalne komponenty. Decyduja raczej niuanse konstrukcyjne, ktore note bene
                powoduja, ze audiofilski brzmienie coraz bardzi oznacza maniere i wyroznienie
                produktu brzmieniowo od innych a nie szukanie 'drutu'. Wlasnie 'drut' przestal
                byc przedmiotem dociekan a tworzy sie coraz wiecej cudakow by zaspokoic pogon
                za coraz to nowymi wrazeniami. Czy nie macie odczucia, ze jest to podobny
                wyscig jak wsrod projektantow mody? Wszystko musi byc zaskakujace i oryginalne
                ale niekoniecznie prawdziwe. W modzie jest to wrazenie kontra wygoda i jakosc.
                W muzyce jest to wrazenie kontra wiernosc przekazu.

                Wydaje mi sie, ze produkty typu - NAD czy CREEK (z gronej polki) wlasciwie
                osiagaja stopien wystarczajacej doskonalosci audiofilskiej. To co jest powyzej
                to juz tylko zabawa dla wtajemniczonych.

                I jeszcze jedna sprawa. Ktos slusznie zauwazyl, ze sprzet to jedno a nosnik to
                drugie. I z tym drugim nie jest najlepiej co slychac szczegolnie na dobrym
                sprzecie. Stad wniosek, ze zabijanie sie by siegnac do doskonalosci sprzetu
                jest moze nawet bardziej stresujace niz zwyczajne poprzestanie na czyms, co
                jest zblizone to koncepcji 'druta' i odkrywanie samemu niuansow muzyki. Wiem,
                ze kazdy nowy sprzet z poczatku brzmi obco bo jest zwyczajnie nieco inny. Po
                przyzwyczajeniu sie slyszymy co? Ano wlasnie - znana nam dobrze muzyke.
                Dlaczego tak jest? Jestem za rozwiazaniem, ktore mowi, ze mamy w glowie takze
                wlasny przetwornik, ktory i tak wpasowuje sie w to co slyszymy by ostatecznie
                pokierowac nas na nasze tory. Jedni koncentruja sie na przestrzeni, inni na
                wokalach, inni na dzwieku gitary czy dodatkowych efektach, czasami pasjonuje
                bas. I rzadko kiedy wszystko naraz a raczej wybiorczo, zaleznie od utworu, jego
                fragmentu czy gatunku muzyki. I jak mamy do czynienia z drutem to jestesmy w
                stanie zgrac sie z idea prezentacji i doswiadczac przyjemnosci. Jak nam to nie
                wystarcza szukamy sprzetowych YSL, Kelvinow Klainow, Armanich i innych Guccich.
                Szukamy przebranych dzwiekow plynacych z przebranych urzadzen. No i placimy za
                to!

                soso




                ,
                • Gość: polonus Re: do polonusa IP: 198.138.227.* 07.02.02, 19:32
                  Gość portalu: soso napisał(a):

                  > Drogi polonusie,
                  >
                  > Cos mi tu nie gra w twoim poscie. Wyglada na to, ze
                  jestes malkontentem.
                  nie malkontentem tylko lubie nazywac rzeczy po imieniu.
                  Wiec gdyby moj poprzdnik napisal ze jego zestaw za 3500zl
                  daje mu pelna satysfakcje jakosciowa, nie byloby mojego
                  posta gdyz ludzie maja mniejsze lub wieksze wyagania
                  (kady ma sobie prawo ustalic poprzeczke) ale gdy ktos
                  pisze ze zestaw za 3500zl to 97% to juz nie jest
                  subiektywna ocena i z tym sie juz zupelnie zgodzic nie
                  moge. Tak jak jesli ktos mowi mi ze wystarcza mu i lubie
                  swojego Fiata 126p jest to OK ale gdy slysze ze to 97%
                  mozliwosci dzisiejszej techniki to zglaszam veto.
                  Bo w tej skali Alfa Romeo to 870% a co z diablo 2789%,
                  wiec zamiast tworzyc ptem urojone procenty moze jednak
                  lepiej przewartosciowac malucha do 8%.
                  Sa
                  > audiofilskich bajerow (np. nautilus) jest jeszcze
                  oferta, ktora nie tylko ja
                  > wciaz uznaje za audiofilska a ktora nie probuje zedrzec
                  z klienta ostatniej
                  > koszuli.
                  bo to jest tak ze trzeba zaplacic 2 razy tyle za kazdy 5%
                  przyrostu jakosci powyzej jakis 40% wiernosci.
                  Te procenty to sa oczywisci ebardzo umowne.
                  A po wyzje 90% nawet wileokrotnie za kazdy procent.
                  Krotko jakosc wzrasta w stosunku do ceny po krzywej
                  logarytmicznej (czyli coraz wieksze przyrosty ceny
                  generuja coraz mniejsze przyrosty jakosci, ale sa one i
                  dla niektorych sa istotne)

                  > byc przedmiotem dociekan a tworzy sie coraz wiecej
                  cudakow by zaspokoic pogon
                  > za coraz to nowymi wrazeniami. Czy nie macie odczucia,
                  ze jest to podobny
                  jest to czesciowo prawda highendowa lampa brzmi inaczej
                  niz highendowy tranzystor a oa brzmia inaczej niz
                  gighendowy wzm cyforowy TACT, przy technologiach kolumn
                  sa jeszcze wieksze roznice. Ale to nie zmienia faktu ze
                  brzmienie tych urzadzen mimo ze inne jest bardzo
                  wyrafinowane a tego nie da sie powiedziec o Creeku ani
                  NAD ich brzmienie jest po prostu poprawne ale nic wiecej
                  (co przy ich cenie to sukces).

                  > Wydaje mi sie, ze produkty typu - NAD czy CREEK (z
                  gronej polki) wlasciwie
                  to raczej nijnizsza polka urzadzen ktora mozna polecic
                  poczatkujacym, znam te urzadzenie dobrze i dzieli je
                  przepasc do Hovlanda, Lamma, ML, Krella,czy Cello.
                  > osiagaja stopien wystarczajacej doskonalosci audiofilskiej.
                  przy tych urzadzeniach nigdy nie bedziesz mial wrazenia
                  muzyki na zywo jedynie w miare poprawy przekaz al etez
                  tylko wtedy jesli nie zostales zepsuty lepszymi kawalkami.
                  > to juz tylko zabawa dla wtajemniczonych.
                  kazdy kto posiada zdrowy zmysl sluchu moze zostac
                  wtajemniczonym po jednej sesji odsluchowej, pytanie ktore
                  trzeba postawic czy ja Jan Kowalski jestem gotowy
                  zaplacic 10 razy tyle za ta roznice (uslyszy ja kazdy) i
                  tu wiekszosc powie pojde na kompromis i zadowole sie
                  Creek, jest to zrozumiale ale nie jest zrozumiale
                  dlaczego gloryfikujemy potem tego Creeka z powodu ze na
                  cos nas nie stac nie wynika ze to na co nas stac jest
                  wyrafinowane. Chyba ze nie potrafimy stawic czola
                  prawdzie. A nie obrazajac Creek anie jest on wyrafinowany
                  w zadnm aspekcie, jest poprawny.
                  >
                  > wlasny przetwornik, ktory i tak wpasowuje sie w to co
                  slyszymy by ostatecznie
                  > pokierowac nas na nasze tory. Jedni koncentruja sie na
                  przestrzeni, inni na
                  cos w tym jest al ew bardzo ograniczonym zkresie i nawet
                  osoba o perfekcyjnej wyobrazni po 10 latach sluchnia
                  Creeka nigdy nie uslyszy tego co po 10s uslyszymy z Hovlanda.


                  Pozdrawiam
              • Gość: Tytus do dirta i polonusa IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 07.02.02, 09:27
                sluchajcie panowie. wyjasnijcie mi prosze co znaczy granie na 60 czy 95%?
                T.smile
                • Gość: soso wlasnie, Tytus, o to mi tez chodzi! IP: 195.41.66.* 07.02.02, 09:29
                • Gość: polonus Re: do dirta i polonusa IP: 198.138.227.* 07.02.02, 19:47
                  Gość portalu: Tytus napisał(a):

                  > sluchajcie panowie. wyjasnijcie mi prosze co znaczy
                  granie na 60 czy 95%?
                  > T.smile
                  bardzo dobre pytanie niestety nie dam ci dobrej odpowiedzi,
                  pewne jest ze 100% to po prostu sprzet potrafiacy
                  odtworzyc muzyke na zywo "na zywo" najlepsze sa bardzo
                  blisko tej magicznej asymptoty.
                  przy 60% mamy ju zwysoki komfort sluchania ale wciaz
                  czujemy ze jest to max 60% wiernosci jaka mamy na
                  koncercie instrumentow akustycznych. Ale nie jest to
                  najlepszy sposob ocen sprzetu bo jest bardzo subiektywny
                  dla jednego brzminie NAD juz bedzie tak dobre ze bedzie
                  mial wrazenie ze to 90% a dla drugiego 20%.
                  Jasna jest tylko definicja highendu mamy go wtedy gdy
                  mamy wrazenie uczestniczenia przy odsluchu w muzycznym
                  zdazeniu na zywo.
                  Ale to tez slaba definicja bo sa highendy bardziej na
                  zywo i jeszcze bardziej na zywo, na wystawie w NY
                  sluchalem Hovland (lampa preamp i amp) + CD z Accuphase +
                  Avantii z AF (razem nie wiele wiecej niz 35k$) byl to nie
                  watpliwie highend wysokiej klasy, niestety obok gral amp
                  i preamp lampa z Lamm CD+upsampler+DA (192/24) z dpa
                  +Utopie za ponad 100k$ i bylo slychac istotna poprawe
                  jakosci choc w poprzednim zestawie nic nie brakowalo na
                  pierwszy rzut oka, ale po powrocie do nizszego zestawu
                  juz czulem jego braki. Zestawy za 8k$ n atej wystawie
                  brzmialy po prostu bez zycia bezbarwnie w porownianu do
                  tych z wyzszych pulek.
                  Latwo jest bowiem zauwazyc roznice gdy nam czegos
                  przybywa gorzej gdy ubywa.

                  Dlatego wole oceny urzywane prze Stereophila czy klasy
                  A..E choc tez sa one subiektywne.
                  Nie wiem czy choc troche pomoglem.
                  • Gość: Kosa Re: polonusa IP: *.acn.waw.pl 07.02.02, 20:29
                    Mistrzu jesteś wielki.Masz słuch doskonały,poprawia się wraz z ceną
                    odsłuchiwanego sprzętu. Cóż za subtelność 35k$ kilo dolarów, dobrze czytam???
                    to mówisz,że wtedy nieżle słychać a za 100kilo$ to już pełny odjazd!!!Mein Gott!
                    Małe pytanko: na jakim sprzęcie słuchasz prywatnie?
                    jaką powierzchnię ma twój pokój?
                    Pozdrawiam serdecznie.
                    PS.Od dawna nie chodzę na wystawy, czuję się świetnie, czego i Tobie życzę!











                    slyszys
                    • Gość: polonus Re: polonusa IP: 198.138.227.* 07.02.02, 22:15
                      Gość portalu: Kosa napisał(a):

                      > Masz słuch doskonały,poprawia się wraz z ceną
                      masz taki sam sluch a kto wie moze i lepszy, a z kazda cena nie sluch sie
                      poprawia tylko nasza zdolnosc oceniania co brzmi dobrze a co juz tylko srednio,
                      po prostu rosnie nasza baza doswiadczen, osoba jezdzaca Fiatem 126p cal e zycie
                      moze w koncu uwierzyc ze to jest OK ale ta sama osoba po zaliczeniu BMW juz tak
                      nie bedzie uwazala, czy to znaczy ze Fiat sie pogorszyl nie horyzonty wlasciciela
                      po prostu urosly.
                      > odsłuchiwanego sprzętu. Cóż za subtelność 35k$ kilo dolarów, dobrze czytam???
                      > to mówisz,że wtedy nieżle słychać a za 100kilo$ to już pełny odjazd!!!Mein Gott
                      > !
                      > Małe pytanko: na jakim sprzęcie słuchasz prywatnie?
                      > jaką powierzchnię ma twój pokój?
                      pokoj jest ok 30m2 ale sprzet mam zaledwie przyzwoity jak na moje wymagania
                      oczywiscie, cos pomiedzy kategoria B/C ze Stereophila
                      > Pozdrawiam serdecznie.
                      ja rowniez
                      > PS.Od dawna nie chodzę na wystawy,
                      a bardzo szkoda prosze kolegi bo mozna zdobyc tam bardzo cenne doswiadczenia
                      czuję się świetnie, czego i Tobie życzę!
                      dziekuje, ja rowniez, szczegolnie majac swiadomosc - ze na Creek swiat sie
                      dopiero zaczyna a nie konczy - czego z kolei Ci rzycze.
                      >
                    • Gość: polonus Re: polonusa IP: 198.138.227.* 07.02.02, 22:38
                      Gość portalu: Kosa napisał(a):

                      > odsłuchiwanego sprzętu. Cóż za subtelność 35k$ kilo dolarów, dobrze czytam???
                      > to mówisz,że wtedy nieżle słychać a za 100kilo$ to już pełny odjazd!!!Mein Gott

                      jestem zaskoczony ze jestes zaskoczony cenami, najdrozsze zestawy na wystawie w
                      NY w Hiltonie lekko przekraczaly 200k$ (np. Burmester z Niemiec) okablowane byly
                      kabelkami za 5k$ za mb.
                      ale raz jeszcz podkresle przy 30-40k$ mozna juz bylo mowic o jakosci z klasy A w
                      tym przedziale cenowym byl moim zdaniem najwyzszy stosunek jakosci do ceny.
                      niestety zestawa ponizej 8k$ brakowalo jakosci wiec trudno mowic w ich przypadku
                      o stosunku jakosci do ceny i mimo ze posiadam zestaw z tej wlasnie klasy nie mam
                      zamiaru sam siebie oszukiwac i wierzyc ze jest on zdolny do oddania muzyki na
                      zywo bo nie jest o czym sie latwo przekonac wychylajac nosek z domu.
                      Zycze raz jeszcze wiecej samokrytyki.
                • Gość: dirt Re: do dirta i polonusa IP: *.wloclawek.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.02, 08:03
                  Troche przeoczylem ten post sorki, no coz 100% to poprostu koncert na zywo ale
                  ja naprawde nie wiem czy to jest mozliwe do osiagniecia w domu, z tego powodu
                  ze nigdy mi nie bylo dane sluchanie extremalnie drogiego high-endu, zreszta te
                  procenty sa tak naprawde zludne, dla kazdego bedzie to cos innego w zaleznosci
                  od doswiadczen, ja troche sluchalem na roznych audio-show i troche w sklepach
                  ale tam maja raczej klocki za 10-40k zl, to na pewno high-end ale nie
                  najdrozszy, w Polsce raczej drogich urzadzen nie ma wiele to za biedny rynek.
    • Gość: ... Albo-albo nie wystarczy... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.02.02, 18:19
      W próbie odpowiedzi na wątkowe pytanie pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż
      problem w zasadzie nie może zostać rozwiązany w pełni satysfakcjonująco dla obu
      stron (czyli bez kompromisu) z tego prostego powodu, dla którego w ogóle
      zaistniał. Czyli- ciężko rozmawiać ze ślepym o kolorach. Nie ma się za co
      obrażać- w końcu nie wszystko da się ogarnąć jednemu człowiekowi (podpowiedź
      dla 'nieaudiofili': może subtelności brzmieniowe to właśnie ta 'jedyna'
      rzecz?). Winę zresztą ponoszą również sami melomani; ich głośny zachwyt brzmi
      czasem samolubnie. Zresztą publiczne rozpływanie sie nad walorami rzadkiego
      gatunku kawioru, ew. szampana z górnej półki może zarówno świadczyć o dobrym
      guście konsumującego (i wartego pochwały tak długotrwałego, jak i kosztownego
      treningu), jak i prostym snobiźmie. Snobizm nie jest bynajmniej czymś obcym w
      audiofilskim świadku. Jaka więc powinna być prawidłowa reakcja złotouchego (ale
      takiego z doświadczeniem)? Otóż widząc zdziwione miny tych, którzy zapytani: -
      Słyszycie?! odpowiadają: -Ale co?..., wraca tenże do jednego z ulubionych zajęć
      (czyli szeroko pojętego słuchania) bez zbędnych komentarzy. Bez urągającej
      nieaudiofilom pychy, która rodzi się z dumy obcowania ze światem dostępnym
      tylko nielicznym. O tym się milczy. O tym się nie mówi. Słucha się.

      Pozdrawiam i życzę wszystkim takiego sprzętu, na jaki zasługuje, a nie na jaki
      go stać.
      • Gość: Jack Re: Albo-albo nie wystarczy... IP: *.gazeta.pl 05.02.02, 23:02
        Gościu ...( trzy kropki ) ...bo jak tu Cię zwać... napisałeś chyba
        najmądrzejszy z dotychczasowych postów
    • Gość: audiofil Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: 212.182.119.* 05.02.02, 23:29
      Przede wszystkim nie można generalizować. Czy zastanawia kogoś fakt, że bardzo
      często muzykę nawet tę z kręgów nieaudiofilskich nagrywa się na bardzo drogim
      sprzęcie niedostępnym dla przeciętnego zjadacza. Wydawane są grube pieniądze na
      sesje nagraniowe. Dlaczego nie miałbym słuchać tych nagrań na moim drogim
      sprzęcie, żeby wydobyć z nich to co nieuchwytne i nieosiągalne w wersjach
      boomboxowych czy tanich zestawów wieżowych. Mimo że nie jestem zdeklarowanym
      audiofilem (czytaj: lubiącym słuchać), to dbam o przekaz muzyczny bez względu
      na to czy słucham Mozarta czy Pearl Jam. Jedno i drugie może zabrzmieć
      rewelacyjnie na "drogim audiofilskim" sprzęcie, czego życzę wszystkim
      nieobojętnym słuchaczom.
    • Gość: Rami Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.polkomtel.com.pl 06.02.02, 09:17
      Audiofile to szaleni ludzie. w imie tego, by odbierac to co ich interesuje jak
      najwierniej i jak najpelniej chca wydawac straszne pieniadze.. pietnuje
      niniejszym audiofili.

      Pietnuje oczywiscie rowniez osoby chodzace do kina... po co chodzic do kina? w
      imie podniecania sie wielkoscia ekranu i i Dolby Digital? przeciez mozna
      dokladnie ta sama tresc obejrzec na kopii w divX...

      Pietnuje rowniez milosnikow telewizji, ktorzy w imie wyzszosci technicznej chca
      wydawac straszne pieniadze w imie podniecania sie przekatna telewizora,
      kolorami, ostroscia... osobiscie chlone sama tresc, wchlaniajac owa tresc z 9-
      calowego, czwrnobialego telewizorka...

      Dobijajace jest rowniez podejscie osob lubiacych jezdzic na nartach... co ja
      mowie! nie, oni nie lubia jezdzic na nartach, oni kupuja sam sprzet, i sprzetem
      sie podniecaja. Wydaja straszliwe pieniadze na buty, wiazania, deski... a
      przeciez nasi ojcowie jezdzili na sztachetach przywiazanych rzemieniami do
      butow... to byli prawdziwi narciarze!

      a rowerzysci? to dopiero jest klan zboczencow... czy wiecie, ze niektorzy z
      nich nie chca jezdzic tak na prawde, a za to kupuja straszliwie drogie rowery
      (powyzej dwustu zlotych!) tylko po to, by je ogladac. a nie chlonac tresc samej
      jazdy, ktora jest rownie wspaniala na rowerze Ukraina...

      PS: jestem zwollennikiem hasla "siermieznosc w domu i w zagrodzie"...
      monofoniczny magnetofon kajtek. czarno-bialy telewizor 9 cali. divX a nie kino.
      sztachety do szusowania po stoku. Ukraina do jazdy po szosie. A pieniadze ktore
      zaoszczedzimy wydamy w spozywczym. Rzeczjasna na wino marki "usmiech
      traktorzysty" (tresc jest dokladnie ta sama co w Bordeaux)

      zdrowka wszystkim.
    • Gość: perotin Jeden przykladzik IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.02, 23:26
      Plyta z renesansowymi lamentacjami 4 - 5 glosowymi: Massaino, White, de Orto i
      oczywiscie Orlando di Lasso. Wspaniale, glebokie, mroczne nagranie Huelgas
      Ensemble dla Harmonia Mundi. Piekny, dlugi poglos, powietrze itd.

      Pozyczylem to komus. Nie spodobalo sie zupelnie. Po jakims czasie posluchal u
      mnie, po ciemku, w koncu na niewybitnym przeciez sprzecie... byl zachwycony i
      poczul klimat - inne mniej efektowne (trudniejsze w obiorze) muzycznie rzeczy
      zaczely mu "wchodzic". A nastawienie mial niegdys wrogie (tylko rozne trashe i
      takie-tam).

      To tylko taki przyklad do myslenia - bez komentarza.
      • Gość: As Co to znaczy? IP: 172.16.2.* 11.02.02, 20:39
        Czy twoje nonszalanckie określenie "trasze i różne takie tam" to ma być
        dewaluowanie tego rodzaju muzyki? Bo jeśli tak, no to chyba uważasz się za
        Jedynego Oświeconego wśród nas prostaczków, co to nie umieją docenić "głębi
        polifonicznej sceny z XIV wieku z pogłosem 4,6667 sekundy". A podobno Prawdziwy
        Audiofil umie docenić każdą wartościową muzę.
        Trochę opamiętania panowie.
    • Gość: perotin Pare uwag IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 00:43
      Owa poprzeczka, ktora kazdy sobie stawia... to niezupelnie tak. Ktos, komu nie
      starcza (nie mowie tego w znaczeniu pejoratynym bron boze!!!) wyobrazni zeby
      sobie dograc co nieco, chyba - nie wiem - nie zrozumie tego do konca.

      To jest tak, ze im lepszy sprzet, tym mniej wysilku intelektualnego potrzeba na
      wytworzenie (w) sobie ospowiedniego stopnia "odjazdu" podczas sluchania. Jaki
      bowiem jest cel audiofilizmu? Stworzyc iluzje sceny (miejsca) mozliwie bliska
      wykonaniu koncertowemu. Jezeli cel ten osiaga sie mniejszymi srodkami, to
      roznica pozostaje jedynie w komforcie odsluchu - mozna sluchac wczesniej, niz
      po polnocy, moga swierszcze sobie cwierkac, szybciej i latwiej mozna wejsc w
      nastroj... Sluchalem swoich plyt takze na high-endzie, w swietnych warunkach
      (umowiona przedpoludniowa sesja w "Elektrycznej pomaranczy", gosc usiadl sobie
      gdzies z tylu i cos sobie czytal) i doprawdy - mimo ogromnej roznicy w jakosci
      brzmienia ogolne wrazenia ze sluchania muzyki jako takiej w mojej klitce i na
      Creeku nie sa wcale gorsze. Tylko ze tam wlaczylem i odjechalem, u siebie musze
      czekac do nocy i szukac nastroju.
      Rozumiem jednak doskonale tych, ktorzy nigdy nie beda w stanie osiagnac owej
      asymptoty, a tylko sie zblizyc (co jest zreszta - mowiac scisle - oczywiste z
      definicji asymptoty wink))
      Jak tez zazdroszcze tym, ktorzy rowno przyjemnosc czerpia z czytania nut, co ze
      sluchania. Kwestia takze podejscia do muzyki, czy traktujemy realizacje
      partytury w kategoriach piekna czysto dzwiekowego (milego dla ucha), czy
      wylacznie jako jej dzwiekowy obraz, jej przedstawienie, podczas gdy sama
      architektura dziela jest wartoscia zdecydowanie przewazajaca (nb. taka Sztuka
      fugi prawdopodobnie byla przeznaczona do czytania, nie do grania, ew. grania
      wylacznie jako pomoc naukowa w studiach teoretycznych; stad mamy wykonania od
      klawesynu po cztery saksofony, flety, czy nawet wokalizy!!!).

      Tak wiec wciaz oczywiscie marze o high-endzie, ale raczej ze wzgledu na owa
      latwosc sluchania, taka, ze po prostu siadam i widze scene przed soba. To, ze
      po sluchaniu duzo lepszego zestawu w o lata swietlne lepszych warunkach
      akustycznych wrocilem do Creeka... nie oznaczalo w najmniejszym stopniu, ze
      cokolwiek zaczelo mnie razic, albo czegos mi brakowac w jego brzmieniu!!! No
      ale mam to szczescie, ze slyszenie roznic nie przeklada sie u mnie na
      zwiekszony niedosyt. potrafie sie poczuc jak na zywo, wiec cel zostal
      osiagniety. Po prostu nie zawsze jest to mozliwe czy po prostu sie udaje, a
      sluchanie jest zawsze pewnym wysilkiem inteletualnym, nie czystym relaksem - z
      drugiej strony przy mojej muzyce to byloby niemozliwe (btw, od wszelkich
      Vivaldich i Haendlow trzymam sie z daleka, choc znam dobrze).

      I jeszcze kwestia wypowiedzi Polonusa, co w rodzaju (z pamieci): "nie uslyszysz
      wszystkiego, co uslyszysz z...". Podrzymuje swoja teze, ze akurat na tych
      audiofilskich realizacjach i tym bardziej odtwarzanych na high-endzie slychac
      czesto za duzo. Duzo za duzo. Jesli mowimy oczywiscie o detalach w rodzaju
      pocieranie smyczkiem jakby z pozycji samego skrzypka, nie o np. akustyce. Jak
      juz gdzies pisalem: na koncertach w kosciele jestem zawsze duzo przed czasem
      zeby siedziec w 2 rzedze posrodku i stwierdzam, ze np. w koscielnych nagraniach
      Telarca przegieli pale i nijak sie to ma do rzeczywistosci. Niestety, nie da
      sie do konca pogodzic dlugiego, rozlewnego poglosu z selektywnoscia,
      rozdzeielczoscia brzmienia - tego typu audiofilskie podejscie moze niestety
      prowadzic do NIENATURALNYCH rezultatow. WIec WSZYSTKO slychac, a naturalnosc
      bierze w leb. W podobnym nagraniu "zwyklej", choc starajacej sie bardzo
      wytworni na przyklad smyczki sie zlewaja, nie slychac tarcia wlosia o struny,
      plany sie nakladaja w poglosie, oboje troche gina w tych smyczkach... i jest
      tak jak mam byc. Ale potem powie ktos, jak na tym sprzet oceniac. Przeciez
      szczegolow nie slychac!!!

      Oczywiscie inna sytuacja jest w jazzie, albo po prostu w swieckiej czy w ogole
      koncertoewej (nie koscielnej) klasyce na przyklad, tam faktycznie na zywo
      slyczac duzo i nic sie nie zlewa, wiec i na plycie mozna sobie powolic na
      maksymalna precyzje. Chociaz w przypadku symfoniki Telarc (opinia niektorych
      krytykow) robi ja nadnaturalnie - tzn. czytam czasami o efektach, jakich nie da
      sie uslyszec w najlepszej sali, typu "jakby zawieszenie nad orkiestra, kazda
      sekcja slyszalna jednakowo dobrze", co jest po prostu niemozliwe przy duzym i
      skomplikowanym skladzie. Polega to na tym, ze miedzy np. blacha a sluchaczem w
      pierwszym rzedzie sa smyczki, a miedzy blacha a mikrofonem... pol metra. Nawet
      glowny stoi przed dyrygentem. No i mozna zrobic superrozdzielczosc a potem
      receznent narzeka, ze nagranie "za dobre" i mu w sluchaniu przeszkadza. Tak
      tak, Beethovena wielu slucha z partytura, a brak tej koniecznosci (kiedy
      wszystko slychac) jest wada jako odstepstwo od realizmu!!!

      Tak przy okazji Polonusie - znasz Msze luteranska Praetoriusa (DGArchiv) w
      nagraniu Gabrieli Consort McCreesha? Arcytrudne i arcyudane, moim zdaniem
      wyjatkowo dobrze wywazona proporcja: przejrzystosc - rozdzielczosc - aura
      polosowa - gradacja planow. Slychac troche mniej niz u Telarca, ale
      jest "miejsce", grupy wokalne w chorze troche mniej sie oddzielaja do siebie,
      ale i tak jest w gornej granicy przyzwoitosc w stosunku do zjawisk "na zywo", a
      ten poglos... Niby nie absolutnie idealny (znam jeszcze lepsze)... Ciekaw
      jestem co powiesz na temat tego nagrania (czesto sie o nim wpominalo w pismach
      hi-fi), ale raczej WYLACZNIE o tej rownowadze, nie o tym, czego tam NIE
      SLYCHAC. W kazdym razie i tak sluchac chyba TROCHE wiecej, niz w normalnym
      wnetrzu z bliska, choc musialbym posluchac czegos w katedrze w Roskilde, zeby
      to ocenic; w kazdym razie u nas w Mateuszu nawet tyle nie ma, choc nie jest
      zbyt szerokim, a ja zawsze siedze tuz przed zespolem.
      • Gość: perotin Re: Pare uwag- drobna errata IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 01:03
        Jak pisze o sluchaniu z nutami, nie mam na mysli sluchania z partytura w reku,
        ale co najwyzej na poczatku - chodzi o wiedze, ze jezeli np. oboj znika
        zupelnie w orkiestrowym tutti, to my wiemy, co on tam gra, choc go nie slychac.
        Czyli po prostu znajomosc partytury, a nie sytuacja, kiedy mozemy ja spisac z
        nagrania nie bedac muzykiem - sytuacja hipotetyczna, chodzi o uslyszenie
        faktury w stopniu teoretycznie pozwalajacym na cos takiego, chocby bez
        najomosci nut, po prostu rak dokoladne uslyszenie wszystkiego. Nie mowie tu ani
        o malo skomplikowanym Mozarcie (nie cierpie swoja droga), ani tez o typach w
        rodzaju samego Mozarta - ze sluchem absolutnym.
      • Gość: polonus do perotin IP: 198.138.227.* 08.02.02, 19:51
        bardzo interesujacy temat poruszyles w swoim poscie, tez na to zwrocilem uwage
        ze odslychy na sprzetach kategoii A lub highend sa czesto bardziej zogniskowane
        maja lepsza glebie niz te na zywo, no chyba ze ktos mial przymennosc sluchac
        naprawde duzej orkiestry wtedy na zywo bedzie jeszcze szerzej glebiej.
        Ale czasem mam wrazenie ze dostaje 105% oryginalu, choc jako osobnik szkolony
        wiem z nie moze byc wiecej niz 100%.
        Zastanawialem sie na tym juz kiedys, niestety nie doszedlem do dobrych
        konkluzji.
        Czy kopia moze byc lepsza od oryginalu?
        I czy wtedy jest super kopia czy juz przeklamanym oryginalem, zostawie to
        pytanie dla znawcow a moze filozofow.
        Kiedys spotkalem sie z recenzja porownacza dwu skrajnie drokich frontendow i
        recenzent zarzucil wlasnie jednemu ze upieksza rzeczywistosc a drugi mimo ze
        mniej spektakularny daje to co rzeczywiscie slychac na sali koncertowej (dpa).
        Moze jest tak ze inzynierzy pracujacy dla producentow highendu nie chodza na
        koncerty muzyki powaznej i w pogoni za doskonaloscia ja przegonili.

        moze trzeba zmienic def highend z pelnej wiernosci na pelna satysfakcje (mam
        musze sie ze wstydem przyznac np sluchajac drogich lamp, ktore niestety tez
        przeklamuja ale na swoj uroczy sposob), ale tu sie pojawi problem bo niektorzy
        maja satysfakcje z Technolasmile a to kolo highendu nawet nie stalo.
        • Gość: perotin Re: do perotin IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.02, 21:48
          Gość portalu: polonus napisał(a):

          > Moze jest tak ze inzynierzy pracujacy dla producentow highendu nie chodza na
          > koncerty muzyki powaznej i w pogoni za doskonaloscia ja przegonili.

          Mnie sprawa wydaje sie prosta:

          1. Duza czesc tzw. audiofili oczekuje od sprzetu, ze uslyszy jak najwiecej sie
          da, nie tyle, ile na zywo. Czyli falszywe pojecie neutralnosci, moim zdaniem
          doskonalym przykladem sa HD600 (odsluch na CD Luxman za kilkanascie tysiecy).
          Czyli jest na to popyt;
          2. Casus Telarca w nagraniach koscielnych kaze mi przypuszdczac, ze po prostu
          nagrywaja to tak samo, jak symfonike, kameralistyke i jazz. Rozdzielczosc jest
          lepsza niz w rzeczywistosci, a najwazniejszego dla klimatu nagrania elementu:
          dlugiej, pelnej akustyki, po prostu nie staje. No ale jakby zrobili realistyczny
          poglos, to by szczegoly musieli zgubic - polowa klientow uznalaby nagranie za nie
          dosc audiofilskie. W przypadku nagran muzyki przeznaczonej do sal koncerotwych,
          studyjnych albo klubow, dylemat nie wystepuje. Mozna co najwyzej zrobic te 105%
          oryginalu, ale jest przyjemnie, nic nie zostaje schrzanione, w przypadku nagran
          koscielnych... Ma byc 3-4 sekundy, ma sie to rozlewac, lekko zlewac, kontury
          zacierac, albo nie ma skladnika samej muzyki.

          Wystarczy porownac na przyklad Wielka Msze h-moll Bacha w nagraniu Boston Baroque
          dla Telarca oraz druga wersje Philippe Herreweghe dla Harmonia Mundi, a bedzie
          wiadomo, kto ma racje.

          Dam przyklad, jaka role moze pelnic poglos w takim repertuarze.

          Na przyklad pauzy, zalamania sie narracji, w zalozeniu pozwalajace dlugo
          wybrzmiec poglosowi, co zreszta pojawialo sie w zaleceniach kompozytora co do
          wykonania. Sa to de facto elementy zapisu nutowego, wiec kwestia jest to glownie
          wykonawcza, nie audiofilska nawet.

          No i znow Vespro della Beata Vergine Monteverdiego z 1610 roku. Koncert wokalny
          Audi Coelum (Sluchajcie, Niebiosa). Spiewa tenor, z oddali odpowiada mu na
          niektorych frazach inny tenor na zasadzie echa. Tak samo podstawa basowa lutni
          czy cytry, ew. takze gamby. OK bez poglosu to echo to nie echo, ale tylko tyle.
          Spojrzmy jednak do tekstu. Mamy tam rodzaj gry slowami, na przyklad "gaudio"
          (raduje sie) odpowiada nie "gaudio", ale "AUDIO" (slucham, slysze). Tak
          samo: "Kim jest ta (...) ktora blogoslawie (benedicam)?", ktoremu
          odpowiada "dicam" (juz powiadam). I tak do konca. Brak spojnego poglosu oddziera
          wykonanie nie z estetycznego, czysto dzwiekowego efektu, ale z pierwiastka
          niebianskosci, bez poglosu odpowiada jakis tam facet w oddali, z poglosem...
          jakby niebiosa przemawialy. To tak jakby burza huczala, ale z jednego miejsca,
          bez tego niezwyklego wypelniania sie nieba hukiem. Tak samo z sacrum robi sie
          efektowna gra technika kompozytorska i nic ponadto. Tu niestety nawet wielka
          wyobraznia moze nie pomoc, rzecz po prostu nie porywa.
    • Gość: Audio Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.02, 00:07
      Przyklad.
      ---------
      Audiofilem rzeczywistym jest jeden z kompozytorow (i dyrygentow jednoczesnie),
      ktorego nazwiska tu nie wymienie. Ten czlowiek ma tzw. muzyczny sluch absolutny
      i on doskonale wie co i z jaka wiernoscia chce slyszec. To pozwala mu oceniac
      rzeczywista jakosc sprzetu do rejestracji i odtwarzania muzyki. Wyraznie tu
      podkreslam: do rejestracji i odtwarzania.

      Ogromna wiekszosc pseudoaudiofilow to picerzy, megalomani, snobi i majatkowi
      ekshibicjonisci, ktorzy audiofilami nazywaja sie nie dlatego, ze nimi sa,
      ale dlatego , ze wydaje im sie ,iz w ten sposob mozna imponowac naiwnemu
      otoczeniu, ktore sklonne jest wierzyc w najbardziej idiotyczne mity na temat
      techniki Hi-Fi. Ta cala otoczka ma tez podstawowy cel: im wiecej naiwnych
      klientow, tym lepiej idzie interes tych paru sklepow, ktore sie zajmuja handlem
      sprzetem Hi-Fi z wysoka stopa zysku.

      Dochodza do tego czasopisma tzw. specjalistyczne, gdzie autorami artykulow sa
      zurnalisci sowicie oplacani przez firmy, ktorym zalezy na wcisnieciu towaru
      klientowi..

      To taka audifilska "pornografia", ktora poteguje przedzakupowe napiecie
      "miesiaczkowe" u wielu facetow, a osiagnieta w momencie zakupu satysfakcja
      konczy sie w wielu wypadkach ciezkim kacem pod haslem " i po co ja tyle forsy
      znowu w to wpakowalem".

      No i tyle.



      • Gość: perotin Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.02, 10:01
        Wybacz, ale z tym ocenianiem rzeczywistej jakosci... kots, kto nie ma tzw.
        sluchu absolutnego (a maja go tysiace muzykow), ale ma w miare dobry sluch, ma
        dokladnie ten sam punkt odniesienia do oceny reprodukcji w porownaniu do
        wykonania na zywo. SLuch absolutny nie oznacza, ze slyszy sie wiecej, oznacza,
        ze slyszy sie inaczej. Wlasciwie to jest cos, czego normalny czlowiek nie
        slyszy, aleto dziala - zdaje sie - w druga strone, tzn. nie jest tak, ze ow
        gosc slyszy tak jak ja i cos ponadto. To znaczy na pewno moze tylko domyslac
        sie, jak ja slysze, bo normalne slyszenie jest dla niego nieosiagalne. A
        poniewaz w ocenie sprzetu nie oceniamy absolutnych skladowych harmonicznych,
        ale odchylke od wzorca koncertowego, wiec jego zdolnosci MAJA ZNACZENIE TYLKO
        dla goscia ze sluchem absolutnym. Dla "normalnego" sluchacza, chocby z
        wybitnych sluchem, nie ma to znaczenia, skoro nie przeklada sie to na
        jakakolwiek roznice w brzmieniu. CO WCALE NIE OZNACZA, ze ten drugi jest jakos
        uposledzony pod wzgledem zdolnosci do oceny reprodukcji, a jesli ktos ma
        przechlapane, to raczej gosc ze sluchem absolutnym(w koncu to on jest
        marginesem, a z kolei brak s. absolutnego to nie daltonizm).

        Rownie dobrze moglbym powiedziec, ze ten czlowiek nie jest kompetenty w kwestii
        oceny jakosci wysokich czestotliwosci, bo daleko mu do neitoperzy czy w ogole
        jakichs zwierzat, albo i przedstawicieli innych cywilizacji.

        Podsumowujac: ludzie ze sluchem absolutnym to po prostu ODDZIELNA kategoria
        audiofili, ani lepsza, ani gorsza. A ze margines, to w ogole nie ma o czym
        mowic. Ich zdolnosci sa o tyle bez znaczenia dla wszystkich pozostalych, ze -
        choc niezaprzeczalne - nie maja najzwyczajniej dla nich zastosowania, sa ZBEDNE.

        A co do tego wydawania kasy, to troche albo przesadzasz, albo uogolniasz, albo
        wyrazasz sie niejasno i w efekcie nie wiem - znaczy sie wg ciebie, ze zblizenie
        sie do koncertu na zywo nie jest W OGOLE warte wydatku, czy ta poprawa jest
        ZBYT MALA w stosunku do cen, czy tez moze chodzi ci tylko o to, ze jest
        entuzjastyczna recenzja, a sprzet Z REGULY jest gorszy od nizej ocenianego?
        • Gość: dirt Re: Audiofile - milosnicy muzyki, czy sprzetu? IP: *.wloclawek.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.02, 11:17
          Gość portalu: perotin napisał(a):

          > A co do tego wydawania kasy, to troche albo przesadzasz, albo uogolniasz, albo
          > wyrazasz sie niejasno i w efekcie nie wiem - znaczy sie wg ciebie, ze zblizenie
          > sie do koncertu na zywo nie jest W OGOLE warte wydatku, czy ta poprawa jest
          > ZBYT MALA w stosunku do cen, czy tez moze chodzi ci tylko o to, ze jest
          > entuzjastyczna recenzja, a sprzet Z REGULY jest gorszy od nizej ocenianego?

          Ja sobie mysle ze jest to typowy przyklad frustracji i zazdrosci z faktu braku
          posiadania takowego sprzetu.
          • Gość: ... Re: Audiofile - miłośnicy czy cierpiętnicy? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 10.02.02, 20:17
            Ostra i zdecydowana opinia niekoniecznie oznacza frustrację. Może to być np.
            sprzeciw wobec sugestywnej, acz nieprawdziwej (wyjątkowo subiektywnej i
            napastliwej, opartej na stronniczych przesłankach) argumentacji, która ma na
            celu wzbudzenie poczucia winy z braku czegoś. W ten m.in. sposób kreuje się
            potrzeby. Można dopuścić sytuację, w której ilość potrzeb (w tym przypadku
            przemożna chęć obcowania z doskonałym dźwiękiem) i ich głębokość jest
            nieskończona. Folgowanie sobie jednak w nieskończoność przynosi tylko chwilowe
            zaspokojenie, a i to jedynie coraz mocniejszym bodźcem.

            Aby ukrócić tą dyskusję, a przynajmniej wprowadzić jakiś porządkujący element
            i uzyskać porozumienie, należałoby określić, jak istotne w życiu każdego z
            zainteresowanych jest słuchanie muzyki i jaka jest wystarczająca jakość samego
            dźwięku. To, że ktoś w tej czynności (wedle powszechnych norm) jawnie przesadza
            i np. zaniedbuje inne ważne sfery swojego życia kosztem drogiego sprzętu, jest
            usprawiedliwione, powiedzmy, przez pewien czas. Jeśli jednak komuś wciąż jest
            mało i nie jest w stanie usatysfakcjonować się tym, na co go stać (a nie jest
            to już np. średniej klasy światowej hifi) i wciąż z tego powodu cierpi (i
            mentalnie, i materialnie), być może zasługuje na litość. Być może jest
            obsesyjnym maniakiem.

            Audiofilstwo może oznaczać zarówno umiłowanie dźwięku (w pierwotnym znaczeniu),
            jak i zniewolenie przez obiekt swego uczucia. A, jak wiadomo, niespełniona
            miłość bywa nieszczęściem.

            PS.W przypadkach beznadziejnych winę ponosi nie sprzęt, a nierealne oczekiwania.
            Czy to nie przypadek, że PEWNE kolumny głośnikowe noszą nazwę GRAND UTOPIA?
            • Gość: dirt Re: Audiofile - miłośnicy czy cierpiętnicy? IP: 192.168.0.* 11.02.02, 07:37
              Jak juz pare postow wyzej pisalem audioholizm (jak zreszta sama nazwa wskazuje)
              to "zarazliwa choroba" wink)))) wzbudzajaca ostatnimi czasy sporo emocji. Co do
              powszechnie "przyjetych norm" i wydawania masy pieniedzy na sprzet to kazdy
              jest kowalem swego losu i nic nikomu do tego. W koncu nie kazdy musi miec w
              domu przyslowiowego "technicsa" czy "diore" jak to bywalo przewaznie w czasach
              PRL'u ktory sie wprawdzie skonczyl dawno temu ale jak widac w swiadomosci wielu
              ludzi nadal jest obecny.
              • Gość: soso polonus sie myli IP: 195.41.66.* 11.02.02, 12:46
                Prowokujacy tytul ale moze przez to zwroci uwage.

                Polonus pisze, ze nie moze byc tak, ze kopia jest lepsza od oryginalu. Zadne
                tam 105%.

                Otoz polonus sie myli. Tak sie sklada, ze mam inzynieryjne wyksztalceinie a na
                dodatek 'robie' takze w akustyce - wprawdzie innej atunkowo ale ogromne komory
                bezechowe nie sa mi obce bo mam je niemal za drzwiami.

                Do rzeczy. Nagrywamy koncert, wokale choru czy cos w stylu. Jak to sie robi?
                Otoz jest masa mikrofonow i one rejestruja dzwiek z roznych punktow a wiec
                takze z roznymi preferecjami co do poziomu natezenia dzwieku. Oczywiste jest,
                ze mikrofon blisko skrzypiec zbierze inny dzwiek niz ten blisko altowek,
                wiolonczeli czy kontrabasow. To samo z poszegolnymi glosami choru - na
                przyklad. Dalej material wedruje do studia i tam chlopcy sie bawia. Nie jest
                dla nikogo tajemnica, ze obrobka elektroniczna moze wszystko. Mozna dodawac
                poglosy, gasnace echa, robic cuda. Inzynierowie dzwieku dostaja wiec cos w
                rodzaju odseparowanych komponentow i ...
                Teraz przejdzmy do ucha ludzkiego. Od najmlodszego dziecinstwa uklada nam sie w
                glowie skojarzenie obrazu z dzwiekiem. Trzasniecie zamykanych drzwi slyszane z
                2 m i z 20 m to inny dzwiek, inny sklad harmonicznych, inne echa fal odbitych,
                itd. Po latach doswiadczen z zamknietymi oczami wiemy, czy ktos stapa tuz obok
                nas czy wiele metrow dalej, mamy pokojarzona przestrzen z dzwiekiem i uzywamy
                tego doswiadczenia na codzien z wielka perfekcja.
                Wracamy do studia. Tak inzynirowie dzwieku znajac te machanizmy i majac
                znakomite komputerowe programy kreacji przestrzeni 'wklejaja' poszczegolne
                glosy czy instrumenty w poszczegolne punkty przestrzeni wlasnie nasladujac
                elektronicznie to, co slyszymy rzeczywiscie w naszym codziennym swiecie. Tak
                wiec latwo jest odsuwac lub przysuwac poszczegolne instrumenty czy glosy, w
                lewo, w prawo, od i do sluchacza. Proste zabiegi. Im kto swobodniej rozdaje
                karty tym wrazenie wiekszej przestrzeni moze byc wykreowane. Moze wiec nawet
                wiecej uslyszymy niz w rzeczywistosci bo plany sie poukladaja i jak skupimy sie
                na lewym, srodkowym planie to trabki wylonia sie klarowne i bajkowo dzwieczne.
                Tak, polonusie. Uslyszysz lepiej niz na sali koncertowej. AKG 501 czy HD600
                dostarcza ci niewiarygodnych wrazen. To jest sztuka dzwieku.

                I jeszcze maly dowod na opis powyzej. Macie zapewne w swej kolekcji jakis glos
                solo a capella. No i posluchajcie tego. Jak sie uwaznie przysluchac to bedzie
                on pulsowal i niejako krazyl w przestrzeni, echa beda to krotsze to dluzsze
                sprawaiajac wrazenie, ze przenosimy sie niemal z kazda nutka do innego
                pomieszczenia. No bo tak sie to nagrywa! Jak kobieta spiewa i sylaby wylatuja
                jedan po drugiej to by nie zamazywac obrazu echa sie wycina i glos jest bliski
                i wyrazny. Jak konczy i wybrzmiewa ostatnia sylaba to dodajemy echa, a co. I
                nagle okazuje sie, ze ona spiewala w katedrze w Amiens bo glos wybrzmiewa 30
                sekund i albo slyszymy ja teraz z daleka albo kaplica czy katedra sie
                napompowala przestrzenia.

                Przyznaje racje tym, ktorzy twierdza, ze na zywo czasami jest duzo gorzej niz z
                plytki CD. To tak jak mecz na stadionie i w TV. Tylko w TV zobaczymy
                perspektywe, grymas na twarzy zawodnika, powtorke gola i reakcje trenera. A to,
                ze wolimy ogladac mecz na zywo - to juz inna sprawa.
                Hi-endy to wglad w detale i inny obraz tego samego. Co kto lubi.
                • Gość: perotin Re: polonus sie myli IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.02, 17:58
                  1. Mowimy o jakim repertuarze?

                  2. Jesli nawet o klasycznym i audiofilskich realizacjach, to raczej Polonus mowil
                  ze robi sie na 105% (nie pisal ze to niemozliwe), zadal jedynie pytanie
                  retoryczne, czy to ma sens (wyszlo troche niezrecznie, fakt).

                  3. Jesli j.w., to jest to, co mialem na mysli piszac o czuciu repertuaru. Np.
                  nasz najwybitniejszy rezyser dzwiku od klasyki chyba, a juz na pewno od muzyki
                  dawnej (rozmiawialem o tym z redaktorem z PR), powiedzial cos takiego: "moglismy,
                  owszem, podciagnac tlumiki orkiestry (zeby lepiej fortepian bylo slychac -
                  normalnie bowiem niezle ginie on w smyczkach - przyp. perotin), ale wszelka
                  ingerencja po ustawieniu mikrofonow kloci sie z duchem tej muzyki", czy cos
                  takiego, zupelnie z pamieci to odtwarzam.

                  Stad moim zdaniem jak najbardziej sluszny podzial na muzyke nieaudifilska i
                  audiofilska, a wsrod tej ostatniej na nagrania audiofilskie i - mimo wszystko -
                  nieaudiofilskie. Podzial na wytwornie nieaudiofilskie i audiofilskie moze byc juz
                  mylacy.
                • Gość: perotin Re: polonus sie myli IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.02, 19:03
                  Gość portalu: soso napisał(a):

                  > I jeszcze maly dowod na opis powyzej. Macie zapewne w swej kolekcji jakis glos
                  > solo a capella. No i posluchajcie tego. Jak sie uwaznie przysluchac to bedzie
                  > on pulsowal i niejako krazyl w przestrzeni, echa beda to krotsze to dluzsze
                  > sprawaiajac wrazenie, ze przenosimy sie niemal z kazda nutka do innego
                  > pomieszczenia. No bo tak sie to nagrywa! Jak kobieta spiewa i sylaby wylatuja
                  > jedan po drugiej to by nie zamazywac obrazu echa sie wycina i glos jest bliski
                  > i wyrazny. Jak konczy i wybrzmiewa ostatnia sylaba to dodajemy echa, a co. I
                  > nagle okazuje sie, ze ona spiewala w katedrze w Amiens bo glos wybrzmiewa 30
                  > sekund i albo slyszymy ja teraz z daleka albo kaplica czy katedra sie
                  > napompowala przestrzenia.

                  Nie wiem, ja mam duzo takich i zadnych takich sztuczek tam nie ma. Poglos

                  brzmi naturalnie i rowno, zadnych zaburzen itd. A tam, gdzie poglos jest

                  spieprzony to jest spieprzony - nikt nic nie dorabial ani nie poprawial.

                  Powtarzam - muzyka dawna VII-XVI wiek i potem tylko Monteverdi,Bach i

                  jacys pojedynczy z baroku. Slyszalem juz o roznych sztuczkach w

                  niektorych nagraniach orkiestrowych (ktore kazdy jednak slyszy i wytyka),

                  ale ja takich nie slyszalem. A cala rozrywkowa - wiadomo: miksuje sie

                  zazwyczaj wszystko od poczatku do konca.

                  Mam jedna plyte Huelgas Ensemble Paula van Nevela, gdzie swiadomie - choc

                  w 100% NATURALNYMI srodkami, osiagnieto odrealniony efekt. Jest to

                  "UTOPIA triumphans" z najbardziej monumentalnymi dzielami europejskiej

                  polifonii, z 40-glosowymi (tak!) motetami Tallisa i Striggio na czele.

                  Efekt jest wlasnie taki, ze nic tam sie nie zlewa, zespol jakby stal

                  rzorzucony gleboko w tyl, ci dalsi nie gina w tloku, ale tytul mowi sam

                  za siebie. Tylko ze cala akustyka brzmi bardzo naturalnie, choc

                  nierealnie. Jak? Ano nagrali to stojac W WIELKIM KOLE, z JEDNYM

                  mikrofonem w centrum i jednym czy dwoma poglosowymi dalej. Oczywiscie w

                  naturalnym, koscielnym wnetrzu. Ale to specyficzny projekt - podobno na

                  high-endzie "very captivant", ale nie sluchalem, wiec nie wiem czy ma sie

                  wrazenie stania w srodku, czy jak? Tedy i efekt bylby naturalny, choc nie

                  do powtorzenia w warunkach koncertowych, no bo jak tu cala publike

                  zmiescic na metrze kwadratowym!!!

                  Ale to tylko przyklad nierzeczywistego efektu przejrzystosci i

                  rozdzielczosci osiagnietego bez udzialu konsoli - poza tym wszystko jest

                  na swoim miejscu.


                  I jeszcze co do tej cechy high-endu. Na nagraniach rejestruje sie rozne rzeczy.
                  Niektore niepozadane. Zadaniem konstruktora high-endu jest stworzenie urzadzenia,
                  ktore nie bedzie w imie absolutnej neutralnosci wywalalo wszystkiego jak leci na
                  wierzch, ale zeby zachowalo odpowiednia rownowage. IMO - jak juz pare razy
                  pisalem- takie HD600 nie zachowuja tej rownowagi, a sluchalem juz high-endu
                  (elektrostaty ML), ktory jako tako zachowuje, choc slychac duzo mniej.
                • Gość: polonus Re: polonus sie myli - w czym IP: 198.138.227.* 11.02.02, 19:28
                  Gość portalu: soso napisał(a):

                  > Prowokujacy tytul ale moze przez to zwroci uwage.
                  >
                  > Polonus pisze, ze nie moze byc tak, ze kopia jest lepsza od oryginalu. Zadne
                  > tam 105%.
                  >
                  > Otoz polonus sie myli. Tak sie sklada, ze mam inzynieryjne wyksztalceinie a na
                  > dodatek 'robie' takze w akustyce - wprawdzie innej atunkowo ale ogromne komory
                  > bezechowe nie sa mi obce bo mam je niemal za drzwiami.
                  inzynierem dzwiekowym nie jestem al etroche czytalem o ich pracy i o mozliwosciach
                  dzisiejszej techniki mam "lekkie" pojecie. Wiec na czym poleg ato ze sie myle,
                  birac pod uwage ze twoj caly ponizszy (wyciety) fragment tylko potwierdzq fakt ze
                  dzisiejsze stoly potrafia wyciagnac wiecje niz w realu.
                  Bo ja czegos nie rozumie najpierw piszesz ze si emyle a potem lejesz wode na moj
                  mlyn pokazujac jak to mozna sztucznie ulepszyc nature....

                  >
                  > dla nikogo tajemnica, ze obrobka elektroniczna moze wszystko. Mozna dodawac
                  > poglosy, gasnace echa, robic cuda. Inzynierowie dzwieku dostaja wiec cos w
                  > rodzaju odseparowanych komponentow i ...

                  > na lewym, srodkowym planie to trabki wylonia sie klarowne i bajkowo dzwieczne.

                  > Tak, polonusie. Uslyszysz lepiej niz na sali koncertowej. AKG 501 czy HD600
                  przeceiz to ja pisalem a ty twierdzisz ze sie myle ?????
                  Nie rozumiem.....

                  > Przyznaje racje tym, ktorzy twierdza, ze na zywo czasami jest duzo gorzej niz z
                  przeceiz to pisalem....
                  >
                  > ze wolimy ogladac mecz na zywo - to juz inna sprawa.
                  > Hi-endy to wglad w detale i inny obraz tego samego. Co kto lubi.

                  prosze o wyjasnienie mojej pomylki bo sie pogubilem
              • Gość: polonus HIGHEND for masses ! IP: 198.138.227.* 11.02.02, 15:58
                Gość portalu: dirt napisał(a):

                > Jak juz pare postow wyzej pisalem audioholizm (jak zreszta sama nazwa wskazuje)
                >
                > to "zarazliwa choroba" wink)))) wzbudzajaca ostatnimi czasy sporo emocji. Co do
                > powszechnie "przyjetych norm" i wydawania masy pieniedzy na sprzet to kazdy
                > jest kowalem swego losu i nic nikomu do tego. W koncu nie kazdy musi miec w
                > domu przyslowiowego "technicsa" czy "diore" jak to bywalo przewaznie w czasach
                > PRL'u ktory sie wprawdzie skonczyl dawno temu ale jak widac w swiadomosci wielu
                >
                > ludzi nadal jest obecny.
                niestety jest to prawda, znam rodowitych warszawiakow urzywajacych technicsa i na
                uwage ze w Warszawie sa studia hifi w ktorych ich "klocki" nadawalyby sie na
                podstawki do kwiatow wywoluje totalne zdziwenie (przeceiz to najlpsza firma na
                swiecie), co powiedziec o ludziach z glebokiej prowincji ktorzy maja 100km do
                najblizszej cywilizacji nie wspominajac o studiu hifi.
                Panowie musimy postawic na edukacji hifi spoleczenstwa, im wiecej nas bowiem tym
                nizsze ceny sprzetu na rynku (wiec skorzystamy wszyscy, my na cenach oni na
                wrazeniach odsluchowych), tylko bowiem upowszechnienie highendu moze spowodowac
                ze i cenowo trafi on pod strzechy.
                Wiec highend dla ludu. smile

                • Gość: soso az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: 195.41.66.* 12.02.02, 08:36
                  Nie wiem dlaczego masz problemy z czytaniem. To nie ja a Ty napisales:

                  '...odsluchy na sprzetach kategoii A lub highend sa czesto bardziej
                  zogniskowane maja lepsza glebie niz te na zywo, no chyba ze ktos mial
                  przymennosc sluchac naprawde duzej orkiestry wtedy na zywo bedzie jeszcze
                  szerzej glebiej.'

                  Otoz wlasnie to jest nieprawda.
                  W sali koncertowej siedzi sie blizej lub dalej ale zawsze dalej niz mikrofony
                  przy nagrywaniu. Wszystkie fale odbijane od scian i wszystkiego dookola
                  docieraja do ucha w innej proporcji niz do mikrofonow. Natezenie dzwieku maleje
                  z kwadratem odleglosci od jego zrodla. Jak sie przyblizymy do instrumentu to
                  duzo lepiej slyszymy jego 'pierwszy', nieodbity dzwiek niz wszystkie smieci,
                  ktore docieraja po zawroceniu na scianach, suficie itp. Wprawdzie te smieci
                  daja poczucie przestrzeni (w komorze bezechowej dzwiek jest martwy) ale takze
                  brudza klarownosc odbioru. W studio wszystkie te dodatki mozna pominac no i
                  wychodzi z tego wspaniala czystosc ale daleka od wrazenia zywego koncertu.
                  Tak wiec nie zgadzam sie z toba, ze na zywo jest szerzej i glebiej. Szerzej i
                  glebiej robi sie w studiach nagran.

                  Poza tym takze nie zgadzam sie z Toba, ze Polacy do jakis ciemny narod, co to
                  nawet nie wie co to hi-end. Przykro czytac. Wprawdzie nie mieszkam w Polsce ale
                  i tak jestem pewien, ze wielu Polakow w kraju ma doskonaly sprzet. Niesmacznie
                  jest tak sie wywyzszac.


                  Pozdrawiam serdecznie i zycze wiecej pokory, szcunku dla innych i oddawania
                  slusznych postulatow (hi-endy pod strzechy) w bardziej zyczliwej ludziom formie.


                  soso
                  • Gość: perotin Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 09:59
                    Gość portalu: soso napisał(a):

                    > Tak wiec nie zgadzam sie z toba, ze na zywo jest szerzej i glebiej. Szerzej i
                    > glebiej robi sie w studiach nagran.

                    O jakiej muzyce piszesz? O jakich nagraniach? To chyba margines. Mam prawie 200
                    plyt i te twoje teorie biora w leb, za wyjatkiem jednej "audiofilskiej" Telarca,
                    ktora jest zbyt selektywna (rodzielczosc), ale poglos spieprzyli i nic nie
                    dorabiali. To Vespro Monteverdiego, jest tam efekt echa - spiewak w dali kosciola
                    albo na balkonie i niestety - moznaby tam dorobic poglos, ktory w tym przypadku
                    ma fdundamentalne znaczenie, a nie zrobiono tego. Poglosu praktycznie brak. A co
                    do reszty, to osobiscie nie spotkalem sie. Znajomy (400 plyt) audiofil i meloman
                    tez nie, przynajnmniej nie w normalnych wytworniach, "audiofilskich" nie slucha
                    wcale.

                    Wiem, jak sie nagrywa muzyke dawna i wiekszosc klasyki i wiem, ze nikt prawie tak
                    nie kombinuje. Ustaiwa mikrogony i na tym sie konczy, co najwyzej drobne korekty
                    tlumikami na mikrofonach poszczegolnych sekcji, ale to jest powszechnie uwazane
                    za niewlasciwe. Czasem tylko czytam w recenzji, ze rezyser sie popisal jakas
                    zonglerka kanalow, ale to pojedyncze przypadki.

                    A jesli chodzi o inne gatunki, niz akustyczny jazz i klasyka... Polonus pisze o
                    tej glebi na zywo na przykladzie WIELKIEJ ORKIESTRY/ZESPOLU w powaznym nagraniu
                    muzyki klasycznej, a nie jakis pop orchestra gar AC/DC. A ty z popem chyba
                    wyskakujesz? Ludzie jezdza zagranice do starannie wybranych wnetrz, choc pod
                    nosem maja 50 kosciolow w tym samym miescie. BTW, poglos w Fontevradu na plytach
                    rozncyh wytworni i roznych rezyserow zawsze brzmi tak samo, czasem tylko troche
                    dluzej lub krocej (np. 2.5 - 3.5 sek), ale wybrzmiewa taka samo. Na ogole jednak
                    nie ma zadncyh roznic. Oczywiscie, uzyto pewnie szablonu programistycznego pod
                    tytulem: Opactwo Fontevraud we Francji. Albo 5 sek. poglosu rodem z pliku p.t.
                    Katedra w Salzburgu.

                    Zdarzaja mi sie wyrazne efekty zabawy galkami na konsolecie, ale to margines, a
                    juz na pewno nie to, o czym piszesz.

                    • Gość: soso Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: 195.41.66.* 12.02.02, 12:51
                      Kochani audiofilomaci, perotinie i polonusie,

                      Nie pisze o AC/DC bo tam nie ma poglosu smile, przynajmniej nie ma naturalnego.
                      Szczerze mowiac to slucham duzo muzyki oraganowej i tam naprawde roznie z tym
                      bywa. Zreszta jak rozwiesic mikrofony nad kilku tysiacami piszczalek i na
                      dodatek miec jeszcze w glowie przestrzen kosciola i koniecznosc dostarczenia
                      efektu stereofonicznego. Tak na moje uszy to bardzo duzo sie kombinuje przy
                      nagrywaniu muzyki organowej i zreszta to rozumiem. Jak zrobic stereofinie
                      wieszajac mikrofony w kosciele? Jak zlapac dobry poglos wieszajac mikrofony nad
                      piszczalkami skoro zazwyczaj instrument jest zaglebiony w niszy? Problemy i
                      tyle. Muzyka woklana jest u mnie marginesowa stad moze nie najszczesliwsze
                      wywody ale z kolei nagrania orkiestrowe takze sa dla mnie podkolorowane,
                      zreszta, jezeli nie bylyby to po co obecnosc dyrygentow w studiach nagran? A to
                      sie przeciez nagminnie zdarza! Czyli, manipulaja pod plaszczykiem naturalnosci.

                      pzdrw.
                      • Gość: perotin Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 15:12
                        Gość portalu: soso napisał(a):


                        > Nie pisze o AC/DC bo tam nie ma poglosu smile

                        To nie mow o komorze bezechowej, montowaniu osobnych partii tam nagranych ze
                        sztucznym poglosem!!!


                        > Szczerze mowiac to slucham duzo muzyki oraganowej i tam naprawde roznie z tym
                        > bywa. Zreszta jak rozwiesic mikrofony nad kilku tysiacami piszczalek

                        Chyba kilku dziesiatkami? Zreszta wiecej w jednym utworze nie gra. Przeciez jak
                        grasz Bacha, to nie przerzucasz sie z glownego na boczny zestaw!!! Poza tym jakos
                        sobie radza na dwoch mikrofonach. Znajdz jakies zdjecie z sesji, przekonasz sie.

                        > Tak na moje uszy to bardzo duzo sie kombinuje przy
                        > nagrywaniu muzyki organowej i zreszta to rozumiem. Jak zrobic stereofinie
                        > wieszajac mikrofony w kosciele? Jak zlapac dobry poglos wieszajac mikrofony nad
                        >
                        > piszczalkami skoro zazwyczaj instrument jest zaglebiony w niszy?

                        Czasem w realizacjach wielkich wytworni poglos jest zepsuty i koniec, dlaczego
                        nikt nie korzysta z mozliwosci techniki?

                        > dodatek miec jeszcze w glowie przestrzen kosciola i koniecznosc dostarczenia
                        > efektu stereofonicznego.

                        Znow polecam zdjecia z sesji. 1-3 mikrofony metr, dwa przed zespolem i do tego
                        para poglosowych np. na 4-5 metrach wysokosci 2-3 metry od zespolu. A w
                        odpowiednio dobranym wnetrzu wystarcza jeden w opowiedniej odleglosci od zespolu
                        i scian oraz stropu. Rzadko sie zdarza, ale zdarza sie.

                        > Muzyka woklana jest u mnie marginesowa stad moze nie najszczesliwsze
                        > wywody

                        Polecam:

                        - Messe de Tournai/ Ensemble Organum/ Harmonia Mundi
                        - A. Agricola/ A Secret Labyrinth/ Huelgas Ensemble/ Sony
                        - Ecole de Notre Dame de Paris/ Ensemble Organum/ Harmonia Mundi
                        - Dufay: O Gemma Lux (motety izorytmiczne)/ Huelgas Ensemble/ Harmonia Mundi
                        - Lametations de la Renaissance/ Huelgas Ensemble/ Harmonia Mundi
                        - Biber: Missa Bruxelliensis/ Jordi Savall/ ALia Vox (w ogole nagrania tej firmy)
                        - Praetorius: Mass/ Gabrieli Consort, Paul McCreesh/ DG Archiv

                        Wystarczy porownac pierwsza piatke ze soba: jak lewa strona zespolu rozklada sie
                        w poglosie na boki, jak prawa, jak to sie naklada. Dokladnie te same zjawiska, te
                        same proporcje. Praetorius to wielki zespol i skomplikowana faktura nagrana w
                        Roskilde, Biber (nie lubie) to to samo, tyle ze w katedrze w Salzburgu.
                        Porownanie z innym nagraniem innej wytworni w tym samym miejscu katedry daje taki
                        sam poglos, te same proporcje.

                        > ale z kolei nagrania orkiestrowe takze sa dla mnie podkolorowane,

                        Nie watpie, ale to raczej mniejszosc. Na przyklad Lech Dudzik (chyba najlepszy w
                        Polsce od klasyki) nie zgadza sie nawet na roznice w tlumieniu poszczegolnych
                        mikrofonow!!!

                        > zreszta, jezeli nie bylyby to po co obecnosc dyrygentow w studiach nagran?

                        A jak sadzisz? Raz ze chca i lubia, dwa, ze na ogol cos trzeba dograc, zagrac
                        jeszcze raz, albo po prostu ustawic mikrofony dalej. Wiele zbyt "bliskich" nagran
                        to sprawka muzykow, nie rezyserow, ci pierwsi bowiem nie zawsze potrafia postawic
                        sie w sytuacji sluchacz, na codzien majac zespol tuz obok albo dookola, albo tez
                        instrument przy uchu.

                        A ze zdarzaja sie kombinacje... jak pisalem, sadze, ze to mniejszosc.

                        A to
                        >
                        > sie przeciez nagminnie zdarza!

                        No wlasnie, zdarza sie. Na 200 plyt raz mi sie zdarzylo, ze wlasnie podciagneli w
                        nagraniu kocertowym tlumiki i powietrze gdzies zniknelo razem z odglosami
                        publicznosci, choc sama akustyka i dalsze plany sa OK. No i ten raz z
                        nadnaturalna rozdzielczoscia.

                        Wiem doskonale, jak wyglada glos nagrany w komorze/kabinie bezechowej z
                        dorobionym poglosem. IMO to tak charakterystyczne, ze gluchy by uslyszal.

                        Problem w nagraniach koscielnych polega na tym, ze 9/10 wnetrz sprawia problemy,
                        ktorych nikt nie probuje pokonywac - mamy po prostu brzydkie akustycznie
                        nagrania. Chocby byly dobre akustycznie na zywo, ale mikrofon, wiadomo": inne
                        proporcje odleglosci. Stad popularnosc opactw w Fontevraud oraz aux-Dames w
                        Saintes, katedry salzburgskiej, i paru innych jeszcze. Tam prawie zawsze sie
                        udaje.

                        Podam przyklad. Huelgas Ensemble dla Sony. Staly rezyser Markus heiland. Zawsze
                        ten sam uklad mikrofonow, zawsze to samo ustawienie zespolu na nagraniu, zawsze
                        nienajlepsza akustyka. Z killkunastu nagran dla Sony 2 w tym samym wnetrzu...
                        udane, reszta w innych - nie. Agricole zrobili w Fontevraud, efekt magiczny.
                        Podpisali kontrakt z Harmonia Mundi. Dufaya nagrali w Saintes, jest super.
                        Monumentalna msza Padovano (lacznie prawie pol setki muzykow)... nie mogli
                        wszystkich (to Flamandowie) wiezc na sesje do Francji, wybrali cos w Belgii i
                        pudlo. Ten sam rezyser. Wracaja do Saintes i jest super. Niemal identyczny poglos
                        jak Ensemble Organum z innym rezyserem 10 lat wczesniej.

                        Jean-Marc Laisne dla Auvidis. Sam twierdzi, ze wnetrze to 80% sukcesu dzwiekowego
                        nagrania. W Fontevraud robi swietne rzeczy, gdzie indziej nic nie moze zrobic,
                        nawet z tym samym zespolem w takim samym skladzie i ustwieniu zespolu, co
                        najwyzej walczyc z akustyka na ile sie da ustawieniem mikrofonow - konsoleta
                        odpada.
                  • Gość: polonus Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: 198.138.227.* 12.02.02, 16:40
                    Gość portalu: soso napisał(a):

                    > '...odsluchy na sprzetach kategoii A lub highend sa czesto bardziej
                    > zogniskowane maja lepsza glebie niz te na zywo, no chyba ze ktos mial
                    > przymennosc sluchac naprawde duzej orkiestry wtedy na zywo bedzie jeszcze
                    > szerzej glebiej.'
                    >
                    > Otoz wlasnie to jest nieprawda.
                    Otoz wiekszosc audiofilskich plyt z klasyka moze byc lepsza (niz ich odpowiedznik
                    na zywo w przecietnym wnetrzu) tu sie zgadzamy ale jednoczesnie twierdze jak
                    przytoczyles (co rowniez poparl perotin) ze w najlepszych wnetrzach naturalnych
                    moze byc jeszcze lepiej niz n atych plytach dajacych 105% w porownaniu raz
                    jeszcze z przecietnym wnetrzem.
                    Wiec moze z pozoru zaprzeczajace sobie wypowiedzi jednak ida w harmonii.

                    > Poza tym takze nie zgadzam sie z Toba, ze Polacy do jakis ciemny narod, co to
                    > nawet nie wie co to hi-end. Przykro czytac. Wprawdzie nie mieszkam w Polsce ale
                    nie napisalem ze Polacy to ciemny narod tylko ze w Polsce high-end nie jest znany
                    i to nawet w stolicy (zaloze oddzielny watek), a na to mam wiecej setki
                    doswiadczen z autopsji.
                    Nawet w USA w kraju w ktorym maja highend od konca lat 50-tych ostatni
                    Stereophila zamiescil ciekawy artykul apropo tego ze mimo ze malo ludzi stac na
                    Rolexa czy Lamborghinii sa to marki szeroko rozpoznawane a Krell, ML mbl, Cabasse
                    czy inne sa kompletnie nie znane. I w Polsce nie jest inaczej, chyba nie
                    zaprzeczysz.
                    Wiec zupelnie nie rozumiem skad tak ostra reprymenda dla mnie.
                    >
                    > i tak jestem pewien, ze wielu Polakow w kraju ma doskonaly sprzet.
                    bardzo nie wielu, znam w kraju dos dobrze to srodowisku w Toruniu (stamtad
                    pochodze) i na palcach mozna policzyc sprzet w kategorii C, z tego co wiem tylko
                    w Warszawce jest lepiej.

                    > Niesmacznie jest tak sie wywyzszac.
                    jesli juz dyskusja o tym jest dla ciebie niesmaczna to proponuje ci przejdz do
                    dzialu towarzyskie tam uprawia sie small talk i moze nie poczujesz sie urazony.
                    >
                    >
                    > Pozdrawiam serdecznie i zycze wiecej pokory, szcunku dla innych i oddawania
                    > slusznych postulatow (hi-endy pod strzechy) w bardziej zyczliwej ludziom formie
                    > .
                    A ja zycze glebszej analizy postow wiecej poczucia humory smile
                    >
                    > soso

                    polonus
                    • Gość: soso Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: 195.41.66.* 12.02.02, 17:18
                      Ciesze sie, ze stanowiska powoli sie zblizaja. Swoja droga mysle, ze wiele osob
                      w Polsce wie co to Krell, ML mbl, Cabasse. Takze mit Technicsa przeminal
                      bezpowrotnie. Jedno jest niewatpliwe, Polska jest biedniejsza wiec i rzadziej
                      trafai sie na drogie rzeczy. Czytujac jednak pytania ludzi do pism typu Hi-fi i
                      muzyka widze, ze kupuja i sluchaja z calkiem dobrych zrodel.

                      Co do humoru - czy nie mozna zabawniej niz odsylanie mnie do rubryk
                      towarzyskich? smile

                      Dla mnie zabawniejsze jest jak nasz wspolny kolega, perotin, pisze o jednym
                      mikrofonie przy realizacji nagran smile.

                      No i organy rzeczywiscie maja tysiace piszczalek a nawet w czasie nagrywania
                      utworow sadze, ze bardzo czesto przynajmniej kilkaset z nich wydaje dzwiek.
                      Tak jest, perotinie!
                      smile

                      Perotinie,
                      O komorze bezechowej pisalem w kontekscie badania parametrow urzadzen
                      akustycznych a nie nagrywania czegokolwiek. Nie wydaje mi sie, ze jest to
                      wlasciwe miejsca do jakichkolwiek nagran muzycznych czy, o zgrozo, odsluchu.

                      pzdrw.


                      • Gość: perotin Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 19:03
                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        > Dla mnie zabawniejsze jest jak nasz wspolny kolega, perotin, pisze o jednym
                        > mikrofonie przy realizacji nagran smile.

                        Czytalem o takich sesjach (takze w firmie audiofilskiej), widzialem zdjecia. Wiec
                        mozesz mi mowic co chcesz, tez sie dobrze bawie. Oczywiscie nie mowimy o
                        orkiestrze symfonicznej, ale kilku muzykach. A Utopia triumphans (40 spiewakow w
                        kole ok. 10 m), to jeden mikrofon w srodku i tradycyjnie u M. Heilanda para
                        poglosowych na zewnatrz. Posluchaj efektu to zobaczymy.

                        >
                        > No i organy rzeczywiscie maja tysiace piszczalek a nawet w czasie nagrywania
                        > utworow sadze, ze bardzo czesto przynajmniej kilkaset z nich wydaje dzwiek.
                        > Tak jest, perotinie!

                        No, myslalem, ze operujesz w kategoriach glosow. Nie znam sie na detalach, ale
                        doprawdy - nie wiem, jakie znaczenie maja wewnetrzene szczegoly konstrukcyjne,
                        kiedy i tak z punktu widzenia mikrofonu jest to szafa kilka metrow na kilka,
                        zakladajac, ze gra jeden modul na raz. A slyszales organy z krawedzi balkonu?
                        Znasz byc moze slawna rycine (?) przedstawiajaca Fryderyka II chyba sluchajacego
                        Bacha? Pozorny sluchacz w nagraniu zazwyczaj znajduje sie w tym wlasnie mniej
                        wiecej miejscu, mikrofony tez kilka metrow od, zawieszone mniej wiecej na
                        wysokosci elementow dmuchajacych oraz poglosowe, ew. bez przy dalszej odleglosci
                        mikrofonow glownych. Zdjecia z takich sesji tez widzialem: 3-4 mikrofony. Gdyby
                        trzeba bylo ujmowac kilka miodulow w jednym nagraniu, wtedy sprawa oczywiscie by
                        sie skomplikowala. Trzeba by sie dowiedziec o detale rezyserskie nagran muzyki
                        weneckiej Paula McCreesha dla DG Archiv, on tam wykorzystywal nie raz az czterech
                        organistow.

                        > O komorze bezechowej pisalem w kontekscie badania parametrow urzadzen
                        > akustycznych a nie nagrywania czegokolwiek. Nie wydaje mi sie, ze jest to
                        > wlasciwe miejsca do jakichkolwiek nagran muzycznych czy, o zgrozo, odsluchu.

                        Juz nie bede sprawdzal, ale brzmialo to tak, ze dorabia sie echo, dostaja
                        realizatorzy odseparowane partie wykonawcow pozbawione poglosu i jeszcze jakas
                        uwaga, ze przeciez cos nagrane w komorze brzmi martwo. Moze kontekst byl
                        zaburzony ic zegos nie zrozumialem, ale tak to brzmialo.

                        A wiesz na pewno, jak sie nagrywa wokaliste w nagraniach rockowych czy popowych?
                        Taka kabina metr kwadratowy. Nie da sie zrobic z tego iluzji, nie da sie
                        odtworzyc elektronicznie efektu powietrza miedzy nim a sluchaczem. Jak juz
                        pisalem - bardzo charakterystyczne brzmienie tak nagranago glosu, niezaleznie od
                        dorobionych efektow poglosowych.

                        A tak na marginesie, podobno okres fascynacji technika wielomikrofonowa mamy juz
                        za soba,w kazdym razie ewolucja w tym kierunku obrala juz ladnych pare lat temu
                        kierunek wsteczny. Moze nie wszedzie, nie wiem.
                    • Gość: perotin Re: az tak trudno zrozumiec, polonusie? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 19:06
                      Gość portalu: polonus napisał(a):


                      > Otoz wiekszosc audiofilskich plyt z klasyka moze byc lepsza (niz ich odpowiedzn
                      > ik
                      > na zywo w przecietnym wnetrzu) tu sie zgadzamy ale jednoczesnie twierdze jak
                      > przytoczyles (co rowniez poparl perotin) ze w najlepszych wnetrzach naturalnych
                      >
                      > moze byc jeszcze lepiej niz n atych plytach dajacych 105% w porownaniu raz
                      > jeszcze z przecietnym wnetrzem.
                      > Wiec moze z pozoru zaprzeczajace sobie wypowiedzi jednak ida w harmonii.

                      To znaczy niezupelnie - na zywo slychac zawsze mniej szczegolow, wszystko sie
                      troche zlewa i ulega zamgleniu. Niestety, albo albo. Albo robimy naturalny
                      poglos, albo go skracamy o polowe i mamy wieksza selektywnosc brzmienia. Na
                      plytach mamy czesto 150% szczegolow, ale zawsze kosztem poglosu i w ogole
                      powietrza.
                      Patrz przypadek Telarca w nagraniach Boston Baroque.
    • Gość: perotin MIKROFONY-ERRATA I SPRECYZOWANIE POJEC IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 22:34
      Troche, przynaje sie, zamieszalem. ALe do rzeczy.

      1. Jak pisze pojedynczy mikrofon, mam na mysli oczywiscie pare po jednym na
      kanal, ewentualnie...
      2. Ewentualnie w liczbie np.czterech pojedynczych w rzedzie, na jakiej zasadzie
      to sie laczy, nie wiem.
      3. Jak pisze para poglosowych, sa one ustawione pojedynczo w pewnej odleglosci
      od siebie i skierowane najczesciej pod pewnym katem wobec siebie.

      A teraz errata. Pomyslilem rozne nagrania, zatem:

      1. Utopia triumphans 40 spiewakow w kole, po jednym na kazdy glos dziela i
      cztery pojedyncze mikrofony, czyli 2 pary ustawionych osobno po jednym na
      kazdym rogu kwadratu ok. 1 m posrodku, a poglosowych chyba nawet nie bylo - te
      cztery pojedyncze natomiast byly zawieszone dosc wysoko i skierowane w dol na
      zewnatrz.
      2. Markus Heiland nagrania Huelgas ensemble robil roznie, czasem z poglosowymi,
      czasem bez, w kazdym razie od lat trzyma sie zasady 2 - 4 mikrofony w rzedzie
      oddalone od siebie o niecaly metr w przypadku 6-12 spiewakow w rzedzie. Czasem
      sa 2 poglosowe dalej i wyzej, w pewnej odleglosci od siebie. Czyli 2-3 pary
      pojedynczo.
      3. Znam udane nagrania, gdzie kameralny zespol (np. 8 osob) stoi prawie w kole,
      natomiast 1 para mikrofonow jest w srodku pod katem ponad 90 stopni. Np. Le
      Poeme Harmonique dla Alpha.

      A tak na marginesi, nie ma mikrofonow zamknietych w jednej obudowie, ktore
      potrafia rozdzielac kanaly? Chyba o takich czytalem, ale to takmi sie tylko
      zdaje.
    • Gość: ... Głos wiernie brzmiącego sumienia? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 13.02.02, 13:10
      Okazuje się dość bezsprzecznie, że jednak sprzętu. Wzkazuje na to miażdżąca
      przewaga zagadnień technicznych rozpatrywanych tutaj. Tym gorzej, iż Ci, którzy
      zamierzali bronić audiofilstwa jako spontanicznej radości wyszli na swoich
      własnych 'wrogów', wykazując się w większości umiłowaniem do technologii.
      Przecież nawet jeśli wśród zawodowców miarą wartości są matematyczno-fizyczne
      parametry, to jednak dyskusja w mieszanym gronie, a zwłaszcza wobec szacunku do
      laickiego zapytania (wątkowego) wymaga odrobinę więcej. Audiofilia nie jest
      technofilią, a to, jak trudno to wykazać dyskutując wykazuje znakomita
      większość postów. Uwikłaliście się w paradoks, teoretyczni audiofile.
      • Gość: perotin Re: Głos wiernie brzmiącego sumienia? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 13:22
        Gość portalu: ... napisał(a):

        > Okazuje się dość bezsprzecznie, że jednak sprzętu. Wzkazuje na to miażdżąca
        > przewaga zagadnień technicznych rozpatrywanych tutaj. Tym gorzej, iż Ci, którzy
        >
        > zamierzali bronić audiofilstwa jako spontanicznej radości wyszli na swoich
        > własnych 'wrogów', wykazując się w większości umiłowaniem do technologii.
        > Przecież nawet jeśli wśród zawodowców miarą wartości są matematyczno-fizyczne
        > parametry, to jednak dyskusja w mieszanym gronie, a zwłaszcza wobec szacunku do
        >
        > laickiego zapytania (wątkowego) wymaga odrobinę więcej. Audiofilia nie jest
        > technofilią, a to, jak trudno to wykazać dyskutując wykazuje znakomita
        > większość postów. Uwikłaliście się w paradoks, teoretyczni audiofile.

        1. Technika jest po to, zeby miec namiastke koncertu na zywo np. Jordiego
        Savalla, nie muszac leciec do Barcelony albo Paryza. Widac niektorzy tego nie
        rozumieja.

        2. Watek techniczny zostal zapoczatkowany przez krytyka audiofilizmu, wczesniej
        dyskusja byla inna, wiec sorry, ale to tylko odpowiedzi.

        3. Znam siebie i wielu innych i - czy to rozumiesz czy nie - opowiadasz o nas
        bajki. Jesli to tak przyjemnie jest nie miec racji to baw sie dobrze wink
      • kwieto Re: Głos wiernie brzmiącego sumienia? 13.02.02, 14:20
        A czy jesli kierowca rajdowy rozwodzi sie nad nowa skrzynia biegowa, czy
        swietnym silnikiem - to jest rajdowcem czy technokrata? A przeciez od tego jaka
        jest ta skrzynia biegowa zalezy czy zajmie pierwsze czy 10 miejsce!

        A czy fotograf szukajacy wyrafinowanego aparatu do robienia zdjec jest
        technokrata?

        A przeciez sprzet powinien spelnic pewne warunki. Jesli np. jestes
        pletwonurkiem i kupujesz wodoszczelny zegarek, to liczy sie dla Ciebie czy
        wytrzyma on zanurzenie do 5, 10, 20 czy 100 m. pod woda, nieprawdaz? Bo pot