Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę...

06.12.03, 19:09
Dopiero niedawno miałem okazję wysłuchać album Procol Harum „The Long
Goodbye”, który został wydany ładnych parę lat temu i zawiera koncert,
podczas którego grupa, z towarzyszeniem orkiestry i chóru, przedstawiła swoje
największe przeboje. Koncert był świetny, brzmienie jest pełne, orkiestra
znakomicie wypełnia pozostawioną dla siebie przestrzeń, aranżacje niektórych
utworów są bardziej rozbudowane… wszystko jest w porządku, więc należało
jakoś to zepsuć. No i w związku z tym zaproszono gości do nagrania dwóch
utworów. Genialne „Grand Hotel”, jeden z moich ulubionych utworów Procol
Harum, wykonuje operowy śpiewak Jerry Hadley, tenor, który nieznośną manierą
(„we drrrrink fine wines and eat rrrarre meats…”wink rozwala cały utwór. Ale to
nie wszystko – zgrabny całkiem utworek „Simple Mister” śpiewa… Tom Jones. Tu
prosimy wstawić serię bluzg.

Znacie jakieś równie wspaniałe sposoby spieprzenia potencjalnie dobrych płyt?
    • ihopeyouwilllikeme Re: Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę... 07.12.03, 10:27
      > Genialne „Grand Hotel”, jeden z moich ulubionych utworów P
      > rocol
      > Harum, wykonuje operowy śpiewak Jerry Hadley, tenor

      K.... rzeczywiście musi to brzmieć paskudnie smile
      • vulture Re: Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę... 07.12.03, 10:28
        Brzmi to równie interesująco, co występy z serii "Pavarotti & Friends":
        pretensjonalne, nadęte wycie, które wbrew pozorom wcale nie pasuje do pozornie
        pretensjonalnej i nadętej muzyki smile))))
        • ihopeyouwilllikeme Re: Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę... 07.12.03, 10:30
          vulture napisał:

          > Brzmi to równie interesująco, co występy z serii "Pavarotti & Friends":
          > pretensjonalne, nadęte wycie, które wbrew pozorom wcale nie pasuje do
          pozornie
          > pretensjonalnej i nadętej muzyki smile))))

          Spróbuj mi się do " Miss Sarajevo " przyczepić smile
          • vulture Re: Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę... 07.12.03, 10:30
            ihopeyouwilllikeme napisał:
            > Spróbuj mi się do " Miss Sarajevo " przyczepić smile

            W "Miss Sarajevo" nie było co zepsuć.
            • vulture "nie było czeg zepsuć" powinno być + errata 07.12.03, 10:31
              Ale nie dlatego, że beznadziejne (to też) tylko dlatego, że to nowy utwór, a
              nie adaptacja już znanego.
              • vulture literówka day 07.12.03, 10:32

              • ihopeyouwilllikeme Re: "nie było czeg zepsuć" powinno być + errata 07.12.03, 10:36
                vulture napisał:

                > Ale nie dlatego, że beznadziejne (to też)

                < bez komentarza >
                • cze67 A propos spieprzenia... 07.12.03, 11:13
                  1.Potencjalnie dobra plyta byla pierwsza solowa plyta Tony Banksa. Gdyby nie wokalista z
                  nieznosna maniera, ktorego ja osobiscie nie moge sluchac (nazwiska nie pomne). A muzycznie
                  rzecz znakomita.

                  2. Dwa ostatnie utwory na plycie John Lennon|Plastic Ono Band - Live Peace In Toronto. Koncert
                  znakomity, przypomne, w sklad zespolu Lennona wchodzil Klaus Voorman - bas, Alan White
                  (potem Yes - perkusja), Eric Clapton - gitara. No i niestety - Yoko Ono - wrzaski. I o ile sie nie
                  wtracala do calosci koncertu zbyt bardzo, to dwa ostatnie numery, to jej, niestety, "popisy".
                  Tragedia. Oba kawalki, instrumentalnie wspaniale, no ale nie da sie ich niestety sluchac z w/w
                  powodu.
      • Gość: kubasa Re: Procol Harum: jak zepsuć dobrą płytę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.03, 13:58
        bardzo latwo zepsuc dobra plyte. Wieksozsci zespolow wystarczy nagrac na niej
        swoj material. I juz zamiast dobrej, czystej plyty dostajemy jakis smiec...
        • joseph80 Re: jak zepsuć dobrą płytę... 30.12.03, 22:53
          To ja może o płytach koncertowych.
          Mnie najbardziej dobijają wyciszenia między poszczególnymi utworami. Nienawidzę
          tego. Jest to największa zbrodnia w stosunku do płyt koncertowych. Rozumiem, że
          większość tych płyt nie jest zapisem jednego pełnego koncertu, tylko wyborem
          najlepszych wersji z danej trasy. Ale bez przesady, przecież wiele płyt
          koncertowych jest ładnie zmiksowanych i to nawt tych z lat 70. Więc jaki
          problem przedstawia to dzisiaj? Przykład: EL&P 'Then & Now' po zakupie
          przesłuchałem chyba 2 razy.
          pzdr
          • vulture ELP Then And Now - dwa pytania 05.01.04, 23:54
            1. Warto?
            2. Czym się różni "Now" od płyty live z Royal Albert Hall?

            pytanie ekstra

            Czy ELP grali na żywo cokolwiek z "In The Hot Seat"?
            • joseph80 Re: ELP Then And Now - dwa pytania 08.01.04, 22:39
              vulture napisał:

              > 1. Warto?


              Nie, nie i jeszcze raz nie. Płyta, pod względem repertuaru i czasu rejestracji
              (97/98) jest powieleniem 'Live In Poland' + zamordowanie atmosfery przez te
              lipne wyciszeniasmile. Wersje utworów chyba gorsze niż na 'Poland'.



              > 2. Czym się różni "Now" od płyty live z Royal Albert Hall?


              RAH, jak wiesz, to początek lat 90 i elektroniczne bębny Palmera, a 'Now'
              wycinki z trzsy 97/98



              > pytanie ekstra
              >
              > Czy ELP grali na żywo cokolwiek z "In The Hot Seat"?


              Nic, a nicsmile



              Pzdr.
              Jos
              • vulture to niech spadają 08.01.04, 22:55
                Chyba jednak wolę RAH. A co do ostatniego pytania, ciekaw byłem, czy cokolwiek
                z płyty "In The Hot Shit" doczekało się prezentacji scenicznej. Mogłoby to być
                całkiem zabawne.
                • joseph80 Re: to niech spadają 08.01.04, 23:11
                  vulture napisał:

                  > ciekaw byłem, czy cokolwiek
                  > z płyty "In The Hot Shit" doczekało się prezentacji scenicznej. Mogłoby to
                  być
                  > całkiem zabawne.

                  Czytając rózne opinie, dochodzę do wniosku, że dobrze robię nie znając tej
                  płyty. Wolę sobie nie psuć względnie dobrego zdania o tym zespolesmile

                  pzdr
                  • vulture in the hot shit 08.01.04, 23:31
                    joseph80 napisał:
                    > Czytając rózne opinie, dochodzę do wniosku, że dobrze robię nie znając tej
                    > płyty. Wolę sobie nie psuć względnie dobrego zdania o tym zespolesmile

                    W najlepszych momentach brzmi jak Mike & Mechanics.
              • vulture ups jeszcze jednego nie doczytałem 10.01.04, 11:00
                joseph80 napisał:

                > Wersje utworów chyba gorsze niż na 'Poland'.

                AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! Nie wierzę! Na "Live In
                Poland" Lake brzmi, jakby go zbudzono o szóśtej rano po czterodniowym chlaniu i
                kazano śpiewać... a może tak rzeczywiście było? wink
                • joseph80 Re: ups jeszcze jednego nie doczytałem 10.01.04, 16:33
                  vulture napisał:


                  > AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! Nie wierzę! Na "Live In
                  > Poland" Lake brzmi, jakby go zbudzono o szóśtej rano po czterodniowym chlaniu
                  i
                  > kazano śpiewać... a może tak rzeczywiście było? wink

                  big_grin

                  Rzeczywiście, jego głos nie ma już nic z tego delikatnego, pięknego, którym
                  dysponował na początku swojej kariery. Szkoda. Ale nie on pierwszy i nie jedyny
                  który zajechał głos.


                  pzdr
                  • vulture Lake brzmi jak Wetton po płukaniu żołądka (n/t) 10.01.04, 16:57
Inne wątki na temat:
Pełna wersja