vulture
06.12.03, 19:09
Dopiero niedawno miałem okazję wysłuchać album Procol Harum „The Long
Goodbye”, który został wydany ładnych parę lat temu i zawiera koncert,
podczas którego grupa, z towarzyszeniem orkiestry i chóru, przedstawiła swoje
największe przeboje. Koncert był świetny, brzmienie jest pełne, orkiestra
znakomicie wypełnia pozostawioną dla siebie przestrzeń, aranżacje niektórych
utworów są bardziej rozbudowane… wszystko jest w porządku, więc należało
jakoś to zepsuć. No i w związku z tym zaproszono gości do nagrania dwóch
utworów. Genialne „Grand Hotel”, jeden z moich ulubionych utworów Procol
Harum, wykonuje operowy śpiewak Jerry Hadley, tenor, który nieznośną manierą
(„we drrrrink fine wines and eat rrrarre meats…”

rozwala cały utwór. Ale to
nie wszystko – zgrabny całkiem utworek „Simple Mister” śpiewa… Tom Jones. Tu
prosimy wstawić serię bluzg.
Znacie jakieś równie wspaniałe sposoby spieprzenia potencjalnie dobrych płyt?