volta2
12.08.08, 23:41
wiem, że już wiele napisano o przebiegu trasy, to ja też jeszcze
kamyczek do ogródka wrzucę.
do bułgarii jechałam przez rumunię, z tym, że zatrzymywałam się w
okolicach maramureszu, więc podróż się znacznie wydłużała, ale że
potem jechaliśmy przez cały kraj w kierunku bukaresztu to wiem, że
wybór konkretnej drogi niewielkie ma znaczenie - drogi kręte, często
w bardzo zaludnionym terenie, na odcinkach znacznych ograniczenia do
50 -60 km i szybciej się nie pojedzie, bo co mnie mocno zdziwiło, to
kierowcy rumuńscy jeżdżą zgodnie z przepisami i nikt nie przekracza
tych prędkości. inna sprawa, że najpopularniejsze samochody to 20
letnie dacze, więc nawet jakby można było, to szybciej nie miałyby
jak pojechać. na drogach bardzo dużo policji uczciwie pracującej.
dzięki temu w rumunii czułam się mocno bezpiecznie, spaliśmy w
okolicach wąwozu bicaz, w przydrożnym zajeździe, też czysto i
bezpiecznie.
przejscie graniczne przejechaliśmy bez problemu, w ruse, potem most.
w bułgarii za to zupełnie inaczej - droga luźna, policji prawie
wcale, do sb dojechaliśmy dzięki temu znacznie szybciej.
po przejechaniu rumunii to czerwona droga była niczym autostrada.
(fakt, godziny sjesty to były)
powrót - zniechęceni rumunią zrobiliśmy przez serbię, skusiły nas
autostrady:)
tylko że o piątej rano już trasa z sb do sofii była solidnie
zatłoczona, w sofii objazdy fatalne, straciliśmy prawie godzinę na
przejazd przez stolicę(ok, 10-tej rano)
potem godzina stania na granicy z serbią i autostradą faktycznie
podgoniliśmy solidnie. w belgradzie też strata ok godziny, bo to był
piątek i godziny popołudniowego szczytu:(
no a na granicy z węgrami staliśmy od 20 do 1 w nocy. pełno turków
wracających z rodzinami do niemiec i austrii. do tego wybuchła wojna
z gruzją o czym oczywiście nie mieliśmy pojęcia - może dlatego była
wzmożnona kontrola na granicy unii - węgrzy trzepali każdemu
bagażniki:(
przez ten przestój na granicy i stracone nerwy postanowiliśmy na
zmianę jechać przez całą noc, bez noclegu do polski. i o siódmej
rano pod krakowem stawililśmy się z wizytą u rodzinki.
nasza podróż trwała od piątej rano do siódmej rano dnia następnego,
razem 26 godzin(a jeszcze doszła różnca czasu).
reasumując, przez rumunię pewnie osiągnelibyśmy podobny wynik
czasowy, ale jechało by się powoli, lecz płynnie, serbia szybko ale
z przymusowymi postojami.
i gdybym miała jeszcze raz jechać do bułgarii to po tym co
przeszliśmy z podróżą, dalej nie wiedziałbym którędy pojechać -
chyba tylko samolotem:)