Dlaczego zarastają niektóre górskie szlaki

13.06.03, 22:04
Tekstem tym chcę po raz kolejny (z uzasadnionym uporem) sprowokować dyskusję
na temat możliwości wyeliminowania z naszego życia choćby części, najbardziej
realnych zagrożeń dla turystyki kwalifikowanej a zwłaszcza młodzieżowej w
polskich górach, związanych z wprowadzaniem monopolów przewodnickich.

Histeryczna reakcja niektórych moich adwersarzy na moje posty (zablokowanie
strony, usuwanie niewygodnych głosów w dyskusji na Forum PTTK, blokowanie
dostępu itp.) świadczy o powadze problemu. Dlaczego? Wiadomo. Być może
właśnie teraz ich klienci zastanawiają się nad sensem wydania własnych
pieniędzy na wynajęcie i opłacenie przewodnika; czy nie lepiej pojechać nad
morze i poleżeć sobie na piasku albo na Mazury i popłynąć kajakiem szlakami
wodnymi wzdłuż rzek i jezior (tam nikt nie wymaga zatrudnienia przewodnika,
choć wypadków śmiertelnych - utonięć jest bez porównania więcej niż wypadków
w górach)? Związane jest to z nieoczekiwaną (dla mnie) prawidłowością
socjologiczną. Otóż dla większości Polaków, niezależnie od zajmowanego przez
nich miejsca w hierarchii społecznej, góry kojarzą się niemal wyłącznie z
Tatrami. Dotyczy to w równym stopniu elit umysłowych (twórców, dziennikarzy,
lekarzy itp.), jak i zwalnianych grupowo pracowników PGR, hut i kopalni.
Niemal nikt nie widzi też nic niewłaściwego w nadawaniu przez media programów
o górach pokazujących niemal wyłącznie Tatry i straszących ludzi zatłoczonymi
szlakami i niebezpieczeństwami odnoszącymi się w tym kontekście do wszystkich
polskich gór.

Zainteresowanie społeczeństwa w większości nizinnego kraju, jakim jest
Polska, sprowadza się najczęściej do sensacji, a więc do relacji z wypadków w
górach lub widowiskowych programów o wyprawach wysokogórskich. Początek tego
roku dał kolejną sensacyjną pożywkę dla dziennikarskich hien: w lawinie w
Karkonoszach ginie ratownik, pod Rysami traci życie grupa młodych ludzi,
zimowa wyprawa na K2 wycofuje się tuż spod szczytu... To wszystko jest
perfidnie wykorzystywane przez wąską grupę ludzi - urzędników państwowych
powiązanych ze środowiskami przewodnickimi - jako argument przemawiający za
wprowadzeniem kolejnych restrykcyjnych zarządzeń i monopolistycznych
przepisów dławiących tanią turystykę młodzieżową, nakazujących organizatorom
wycieczek wynajmowanie do ich obsługi zawodowych przewodników, bo tylko to
może zagwarantować - ich zdaniem - bezpieczeństwo i pozwoli zapobiec wypadkom.

Nie będę tu ukrywał, że jestem przekonany, iż kierunek w jakim zmierzają nasi
decydenci w kwestii uregulowania organizacji ruchu turystycznego w polskich
górach dławi społeczne inicjatywy i skłania potencjalnych społecznych
organizatorów wycieczek do rezygnacji z organizacji imprez górskich. Te
przepisy jednocześnie uderzają w szalenie pozytywny model pracy wychowawczej
z młodzieżą, który sprawdzał się przez dziesiątki lat. I to jest zasadnicza
różnica między dawnymi a obecnymi laty. Nie dziwmy się więc, że niektóre
tradycyjne ścieżki i górskie polany powoli zarastają, a schroniska straszą
pustkami. Czy nie warto do nich powrócić?

Tylko niewielka grupa osób kojarzy opisane wyżej zjawisko z działalnością
oszustów medialnych i rozumie związane z tym zagrożenia dla ruchu
turystycznego w naszych górach. Wystarczy przypomnieć dowcip, który do
niedawna co tydzień serwowała nam TV, czyli tzw. energetyzowanie wody
mineralnej przez pana Nowaka.

Logika wskazuje, że spośród dwóch diametralnie różnych sposobów zapobiegania
niebezpieczeństwom w górach (np. zamykanie odcinków niebezpiecznych szlaków
albo chodzenie po tych szlakach z wynajętym przewodnikiem zawodowym) tylko
jeden sposób może być naprawdę skuteczny, jeśli turyści się do niego
zastosują. Drugi jest błędem lub oszustwem (zarówno w Polsce jak i w innych
górach zdarzają się wypadki wycieczek z przewodnikami). Ale jakże łatwo
logikę można obejść lub zlekceważyć. Przykład? Kto mi powie: kiedy członkowie
obecnego lewicowego establishmentu kłamali? Wtedy gdy byli członkami
totalitarnej organizacji o nazwie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza?… czy
teraz, kiedy jako socjaldemokraci uchwalali monopolistyczne przepisy oddające
monopol na prowadzenie grup w górach w ręce przewodników górskich? Nie ma
przecież dwóch różnych prawd.

Problemu bezpieczeństwa w górach, tak jak medycyny niekonwencjonalnej i
różnych szarlatanów czyniących chorym ludziom fałszywe obietnice uzdrowienia,
nie da się rozwiązać żadnymi środkami administracyjnymi. Jedyne co można
zrobić to publicznie demaskować to oszustwo.
    • Gość: emil Re: Dlaczego zarastają niektóre górskie szlaki IP: *.jgora.dialog.net.pl 29.06.03, 21:27
      Tu "histeryczny" przewodnik :-)
      Napomkne skromnie, ze turysci indywidualni (a tych przyjezdza w Sudety
      najwiecej) nie potrzebuja przewodnika. Twoje ruszanie z posad bryly swiata
      wydaje sie wiec wywazaniem otwartych drzwi, albo uzyciem armaty wobec muchy.
      Albo jeszcze czyms innym...
      Czy szlaki zarastaja? Hm.. Dzis bylem w Gorach Kaczawskich - a wiec raczej
      slabo odwiedzanym zaktaku Sudetow Zachodnich - i spotkalem nawet pare osob na
      sciezkach calkiem, calkiem.
      I na koniec jeszce jedna uwaga: "monopolistycznej" (nie ukrywam, ze nie do
      konca rozsadnej, choc potrzebnej, bo wiele spraw porzadkujacej) ustawie o
      uslugach przewodnickich nie uchwalil komunistyczny establishment. Powstala ona
      w roku 1999, a po poprawkach weszla w zycie z poczatkiem 2001.

      Pozdrawiam serdecznie!
      • Gość: Lechu Re: Dlaczego zarastają niektóre górskie szlaki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 00:18
        Gość portalu: emil napisał(a):

        > Tu "histeryczny" przewodnik :-)
        > Napomkne skromnie, ze turysci indywidualni (a tych przyjezdza w Sudety
        > najwiecej) nie potrzebuja przewodnika.

        A mnie nie chodzi o turystów indywidualnych, a o tanią turystykę młodzieżową
        która została zdławiona przez monopolistyczne przepisy dla przewodników
        zawodowych. W to miejsce wchodzą narkotyki, agresywne subkultury i inna
        patologia...

        W moim regionie działalność górska od lat opiera się wyłącznie na społecznych
        inicjatywach, wśród których prym wiodą przodownicy turystyki górskiej PTTK, a
        nie na przewodnikach. Istnieje kilka prężnie działających klubów górskich, w
        tym Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej. Te kluby, z których
        najstarszym jest Klub Górski "Grań" przy O/Poznańskim PTTK, od lat zrzeszają i
        szkolą przodowników turystyki górskiej. To one przez całe lata organizowały
        wycieczki w góry i korzystały tam z bazy noclegowej, gastronomii itp., dając
        miejscowym ludziom zarabiać na turystyce. CZY TO BYŁO ZŁE?

        > Twoje ruszanie z posad bryly swiata
        > wydaje sie wiec wywazaniem otwartych drzwi, albo uzyciem armaty wobec muchy.
        > Albo jeszcze czyms innym...

        Zdecydowanie mylisz pojęcia i robisz sobie żarty z bardzo poważnych problemów.
        Historia kiedyś surowo oceni ludzi małych duchem, a wielkich swą pazernościa za
        brak szacunku i uznania dla szalenie pozytywnych form wychowania młodzieży jaką
        kiedyś spełniały prowadzone społecznie obozy wędrowne w górach przez
        organizatorów turystyki i przodowników PTTK (nie przewodników zawodowych!), za
        w sworzenie monopolu niszczącego taką działalność.

        > Czy szlaki zarastaja? Hm.. Dzis bylem w Gorach Kaczawskich - a wiec raczej
        > slabo odwiedzanym zaktaku Sudetow Zachodnich - i spotkalem nawet pare osob na
        > sciezkach calkiem, calkiem.

        Twierdzisz, że dość ważny szlak grzbietowy (niebieski) z Chrośnicy m.in. przez
        Okole, Kapellę, Przełęcz Komarnicką, Skopiec i Baraniec nie jest zachaszczony?
        Dziwne, bo szedłem tamtędy w jesienią ubiegłego roku na wycieczce złotowej
        opisanej tu: kspttk.prv.pl/zlot_sptg.htm

        ... Kiedy byłeś ostatnio w górach Kruczych i Zaworach, przechodziłeś przez
        Pasmo Lesistej, albo w Górach Suchych z Mieroszowa do Andrzejówki? Kiedy
        przechodziłeś szlakami Gór Bystrzyckich albo grzbietem Gór Bardzkich ze
        Srebrnej Góry do Kłodzka?

        > I na koniec jeszce jedna uwaga: "monopolistycznej" (nie ukrywam, ze nie do
        > konca rozsadnej, choc potrzebnej, bo wiele spraw porzadkujacej) ustawie o
        > uslugach przewodnickich nie uchwalil komunistyczny establishment. Powstala
        ona
        > w roku 1999, a po poprawkach weszla w zycie z poczatkiem 2001.

        Piszesz nieprawdę. W naszych Polskich warunkach mieliśmy tylko jeden krótki
        okres normalności - lata 1990 - 1999. Pytanie: komu to przeszkadzało?
        Oczywiście rzeszom dawnych działaczy wydających pozwolenia pilotów wycieczek
        zagranicznych, których główną kwalifikacją była deklaracja współpracy z SB, i
        którzy zostali nagle odstawieni od koryta. Kiedy konsultowano projekt ustawy
        turystycznej były głosy ze strony ekspertów zagranicznych: zabezpieczenia
        finansowe biur jak najbardziej, ale zawód pilota czy przewodnika jest w
        większości krajów na świecie (może za wyjątkiem takich jak np. Korea Pn.,
        której w tym kontekście dorównujemy) wolnym zawodem i nie ma czegoś takiego jak
        państwowe uprawnienia!  

        Ale oczywiście nikt tego nie słuchał bo na nieszczęście turystyka w tym kraju
        jest kompletnie marginalną gałęzią gospodarki i mało kto się na tym zna.
        Dlatego (za cenę zapewnę niższą niż 17,5 tys.$) Sejm SLD-PSL-oswski poprzedniej
        kadencji klepnął ustawę w ostatnich dniach urzędowania. No i mamy dzisiaj - ach
        jak pięknie - dziesiątki dodatkowych państwowych, etatów drogie kursy i całą z
        tym związaną korupcyjną otoczkę.

        Projekty ustaw podsuwają nowobogaccy biznesmeni, którzy starają się w ten
        sposób zapewnić sobie jak najwięcej swobody działania. Jedyną "weryfikację"
        tych projektów stanowi sejm, który nie zna problemu i zupełnie nie panuje nad
        urzędnikami.  

        Jak się rozejrzeć po cywilizowanym świecie to widać, że granica konieczności
        zdobywania uprawnień jest położona w jakimś rozsądnym punkcie. I tak dla
        przykładu - aby kierować samochodem potrzebne jest prawo jazdy, ale żeby
        kierować rowerem już nie. Aby uprawiać zawód lekarza trzeba mieć dyplom, ale
        zawód fryzjera już nie. Takie przykłady można mnożyć. Oczywiście nieuważny
        rowerzysta też może spowodować wypadek, a niechlujny fryzjer zakażenie i każdy
        z nich odpowie względem prawa. A to czy miał jakieś "papiery" to nie ma żadnego
        znaczenia. Przeczytaj:

        1.USTAWA z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych. (Dz. U. Nr 133,
        poz. 884)
        kspttk.prv.pl/ustawa.htm
        2.ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 6 maja 1997 r. w sprawie określenia
        warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących
        się i uprawiających sporty wodne (Dz. U. Nr 57, poz. 358)
        obowiązuje od dnia 22 czerwca 1997 r.
        kspttk.prv.pl/rozporzrm.htm
        3.ROZPORZĄDZENIE MINISTRA GOSPODARKI (do ustawy z ustawy dnia 29 sierpnia 1997
        r. o usługach turystycznych z. U. z 2001 r. Nr 55, poz. 578)
        kspttk.prv.pl/rozporzmg.htm
        Proponuję też przeczytać:
        kspttk.prv.pl/nsz_list.htm
        Pozdrawiam

        Lech


        • a-r Re: Dlaczego zarastają niektóre górskie szlaki 02.07.03, 22:24
          Gość portalu: Lechu napisał(a):

          > Jak się rozejrzeć po cywilizowanym świecie to widać, że granica konieczności
          > zdobywania uprawnień jest położona w jakimś rozsądnym punkcie. I tak dla
          > przykładu - aby kierować samochodem potrzebne jest prawo jazdy, ale żeby
          > kierować rowerem już nie. Aby uprawiać zawód lekarza trzeba mieć dyplom, ale
          > zawód fryzjera już nie. Takie przykłady można mnożyć. Oczywiście nieuważny
          > rowerzysta też może spowodować wypadek, a niechlujny fryzjer zakażenie i
          > każdy z nich odpowie względem prawa. A to czy miał jakieś "papiery" to nie ma
          > żadnego znaczenia.
          >
          Właśnie. W tym kontekście zawód przewodnika turystycznego lokuje się
          zdecydowanie po tej drugiej stronie - jako typowe zajęcie hobbystyczne, wolny
          zawód. Żeby uprawiać zawód np. nauczyciela trzeba mieć udokumentowane
          wykształcenie i kwalifikacje, ale nikt tego nie wymaga od kogoś kto okazyjnie
          pomaga ludziom w zorganizowaniu wypoczynku.

          Także w Polsce przewodnictwo turystyczne powinno być wolnym zawodem, jak w
          innych krajach europejskich i jak było w okresie względnej normalności lat
          1990 - 1999. A jednak środowiska przewodników tzw. "zawodowych" przepchnęły
          przepisy sprzeczne z Konstytucją. Rozporządzenie Rady Ministrów nakazujące
          chodzenie grupom w górach w asyście przewodnika jest sprzeczne z Konstytucją
          RP, która gwarantuje organizacjom społecznym wolność działalnia, w tym prawo do
          samodzielnego decydowania przez grupę stowarzyszoną w jakimś klubie, kto będzie
          przewodził im na szlaku. A wydawać by się mogło, że czasy kiedy o tym
          decydowali urzędnicy państwowi już się skończyły bezpowrotnie...

          Organizacja turystyki w latach 40-tych po II wojnie światowej i 50-tych, także
          napotykała na mur oporu obowiązujących przepisów. W całym pasie przygranicznym
          grupy wycieczkowe mógł prowadzić wyłącznie upoważniony przewodnik PTT (Polskie
          Towarzystwo Tatrzańskie) lub PTK (Polskie Towarzystwo Krajoznawcze) w asyście
          żołnierza WOP z karabinem. Wyśmiewała to prasa, np. "Słowo Polskie" z 28 IV
          1947 pod tytułem: Nóż w plecy turystyce dolnośląskiej: "Rygor oczywiście
          wojskowy. Godz. 10, dwuszereg, baczność, w lewo zwrot! w góry marsz! Powrót
          punktualnie przed 16. Ciekawe, co na takie zarządzenie powiedzą nasi
          cudzoziemscy goście i czy nie przejdą gremialnie do Czech, gdzie tysiące
          turystów spaceruje spokojnie samotnie i w grupach, jak się komu podoba,
          fotografując wszystkich i wszystko". Trwało to do 1956.

          Obecne przepisy są bardziej restrykcyjne, bo wprawdzie można chodzić bez asysty
          żołnierza WOP, ale obowiązek wynajęcia przewodnika przez organizatora wycieczki
          nie dotyczy już tylko pasa przygranicznego. Dławienie turystyki młodzieżowej,
          afery korupcyjne i przekupstwo przy tworzeniu monopoli dla pewnych elit...
          Ciekawych czasów się doczekaliśmy...





      • Gość: Poznańczyk Re: Dlaczego zarastają niektóre górskie szlaki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 14:51
        users.nethit.pl/forum/read/gory/2111733/
Pełna wersja