Dodaj do ulubionych

Konkurs - Skarbnica wiedzy

28.08.06, 11:22
Zapraszamy do udziału w konkursie na relacje z wakacji. Napiszcie gdzie warto
jechać, co zobaczyć, jakich miejsc unikać i dlaczego. Nagrodą w konkursie jest
aparat cyfrowy Olympus MJu 720 SW.

Zadanie konkursowe polega na opisaniu na tym forum, historii zawierającej
wiele przydatnych dla innych turystów informacji dotyczących miejsca
odwiedzonego przez Was w czasie wakacji.

Konkurs trwa od 28 sierpnia 2006 roku do 10 września 2006 roku.
Szczegółowe informacje na jego temat znajdują się na
Stronie konkursu.
Obserwuj wątek
    • odaa Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 29.08.06, 21:56
      To są moje wakacje sprzed 2 lat - niezapomniane...

      Zaczęły się na Dworcy Centralnym - stamtąd polski + ukraiński pociąg do Lwowa -
      dłuuuga jazda, na granicy jak na filmie dokumentalnym - kobiety przyklejają
      gdzie się da paczki papierosów, przelewają spirytus do foliowych torebek,
      głośno przeklinają, kiedy obok dworca robimy sobie zdjęcia.

      Pierwszy przystanek: Lwów. Nocleg w samym centrum miasta: Hotel Lwów - wysoki
      budynek, winda sprawia wrażenie, jakby miała się rozpaść, ale nie zawodzi;
      widok z okna - przygnębiający: byłoby pięknie - nie jest, bo nie ma na remont
      budynków. Po pokoju biegają karaluchy - ale w końcu to nie Ritz i nie Paryż i
      nie o to w tej wyprawie chodziło...

      Zwiedzanie Lwowa - obowiązkowo cmentarz, kościoły, oglądanie kamienic (polecam
      podróż tramwajem pod górę). Po drodze pozostałości PRLu - maszyna z sokami i
      wodą z jedną szklanką na łańcuchu, itp. Zabawę troche psują rumuńskie dzieci,
      które kurczowo łapią za rękę i mówią: "daaaaj" - dla wszystkich nie wystarcza -
      a jeśli się nie da - rzucają uroki.

      Pociąg nocny do Kijowa - wagon sypialny, druga klasa: na zewnątrz pełnia lata -
      prawie 30 stopni - ale kiedy wejdzie się do środka - pot zaczyna spływac nawet
      z zewnętrznych stron kolan!!! Okna otwieraja się w co-drugim przedziale -
      tubylcy i tak zamykają je na noc. Na początku trudno jest sie przyzwyczaić -
      pomaga spacer do 1 klasy - tam otwiarte okna na korytarzach - lodówka w
      porównaniu z 2. klasą - na termometrze: 28 stopni. Trzeba dużo pić, żeby
      zasnąć - na szczęście - WARS jest znakomicie zaopatrzony - wódka w porcjach
      0,3l za bardzo małe pieniądze, do tego chipsy o smaku rybnym lub grzybowym -
      nie masz tego w domu...

      Kijów - pierwsze pytanie po wyjściu z pociągu: czy to na pewno ten sam kraj, w
      którym leży Lwów? Wyraźny skok cenowy, eleganckie, drogie samochody na ulicach,
      sklepy, jakie trudno znaleźć w Warszawie...

      W Kijowie nie śpimy - jedziemy do Yevpatorii (Eupatorii - nie pamiętam, jak to
      poprawnie napisać) - na Krym. W pociągu jest jeszcze bardziej gorąco... tym
      razem jesteśmy lepiej zaopatrzeni.. i mamy mniejsze kieliszki :-)

      Wysiadamy w Eupatorii, idziemy do hotelu - byłego sanatorium. Czasy świetności
      ma juz dawno za sobą, krany ciekną, łazienki są tylko zbiorcze na koryttarzu,
      pachnie grzybem - ale po wstępie w Hotelu Lwów - jest dobrze :-)
      Plaża hotelowa pozostawia wiele do życzenia - na szczęście obok jest
      ładniejsza, mocniej zaludniona, ale z tanimi leżakami. Deptak jak w
      profesjonalnej nadmorskiej miejscowości - mnóstwo straganów, do kupienia
      wszelkie akcesoria potrzebne na plaży, w sklepikach outlety Dolce & Gabbana,
      itp. - wszystko w mocno różowo-fioletowych kolorach.
      Jest słońce, jest morze - czego więcej trzeba?

      Jedzenie - wysoka temperatura hamuje apetyt - wszędzie dookoła melony i to one
      są podstawą naszej tutejszej diety. Dookoła pełno budek z hamburgerami i hot-
      dogami - do wszystkich dodają tartej marchewki i posypuja zieloną pietruszką-
      na początku boimy się próbować, ale jak już zaczniemy - jemy codziennie.

      Tradycyjne obiady w knajpach są tłuste - do kolacji obowiązkowo wódka -
      świetnie wchodzi w tym klimacie - warto wypróbować różne regionalne specyfiki -
      te na mleku i inne osobliwości.

      Zaczyna się noc... klubów pod dostatkiem - wszystkie blisko plaży - impreza
      kończy się obowiązkową kąpielą w morzu ok. 5 rano. W porównaniu z warszawskimi
      cenami - jesteśmy w raju. Na początku trudno jest się przyzwyczaić do muzyki -
      ale w miarę upływu wieczoru wszystko staje się znośne.
      Dookoła mnóstwo Rosjan - jeden (na oko 25-latek) przy barze dziwi się, że
      jestem Polką i nie znam rosyjskiego - twierdzi, że to nasz obowiązek...

      Z jednej nocnej wyprawy do hotelu biegło za mną i moim przyjacielem 3 tubylców -
      chcieli, żeby załatwić im pracę w Polsce. Mieli najwyżej po 20 lat.

      W Eupatorii byliśmy ponad tydzień. Polecam :-)

      Wracamy przez Odessę - podobno kiedyś to było wspaniałe miasto... Ale jest
      plaża - jedziemy :-)
      Z Odessy do Lwowa jedzie się bardzo długo - zaprzyjaźniamy się z panią z WARSA.
      Kiedy palimy papierosy w przejściu pomiędzy wagonami (pociąg stoi na stacji) -
      wchodzą 2 policjanci. Chcą 100 $ kary, zarzekają się, że nie rozumieją po
      polsku ani po angielsku, ale że mogą z pociągu wyrzucić i na komisariat. Po
      krótkiej szarpaninie - słownej i nie tylko - daje im 20 $ i jest po sprawie -
      niesmak pozostaje. Widać takie zwyczaje...

      We Lwowie wysiadamy totalnie wyczerpani - siedzimy 2 godziny na dworcu, jedząc
      lokalne specjały przynoszone przez lokalne babuszki - tłuste, produkowane i
      przechowywane bez zachowania zasad BHP - ale jakie dobre :-) Odchorowałam to
      przez tydzień po powrocie - żołądek nie trawił niczego... Ale przeszło.
      Po drodze naturalnie zaopatrujemy się w napoje - na inne pamiątki nie mamy
      ochoty ani pomysłu.

      Na granicy spokój - ciekawie robi się dopiero po polskiej stronie. Przez 5
      godzin straznicy przeszukują pociąg - nigdy nie sądziłam, że aż tyle kartonów
      papierosów i woreczków ze spirytusem zmieści się w pociągu! Polskie babuszki
      płacza, że to cała ich emerytura - straż graniczna jest bezwzględna... Szkoda
      babuszek, szkoda papierosów, a jeszcze bardziej - spirutusu - z woreczków
      wylewają go bezpośrednio na trawnik.

      Pociąg w końcu rusza. Podróż zmierza ku końcowi.

      To nie jest dobry pomysł na wczasy - podróż po Ukrainie w pociągach, spanie w
      nieciekawych hotelach - to dobry pomysł na studenckie wakacje. Momentami
      przypomina tzw. survival. Moja koleżanka po powrocie chorowała na półpaścia,
      ja - wymiotowałam przez tydzień, naszemu koledze nie było nic - wszyscy uważamy
      te wakacje za wyjątkowe i chętnie byśmy się tam wybrali jeszcze raz. Warto.
      Niby nasi sąsiedzi - a zupełnie inny kraj...
    • ezea Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy: Krym 06.09.06, 21:19

      • Trasa: Lwów -Symferopol - Bakczysaraj – skalne miasta: Czufut Kale,
      Mangup Kale - Wielki kanion: „wanna młodości”- Inkerman - Chersonez Taurydzki-
      Sewastopol- Bałakława – Ucios - Ałupka - Liwadia - Jaskółcze Gniazdo –Jałta –
      Nikita (ogród botaniczny) – Massandra – Sudak – Nowy Świat- Demerdży: Dolina
      Przywidzeń – Ałuszta- Symferopol - Lwów

      Moja przygoda z Krymem zaczęła się w chwili, kiedy w mojej głowie zrodziła się
      przemożna chęć zobaczenia tego miejsca. Od razu zabrałam się do szukania
      najfajniejszej dla mnie opcji wyjazdu. Zrażona wyjazdami masowymi, wybrałam
      biuro oferujące wyjazdy trekkingowe z mniejszą ilością osób(moja liczyła z
      pilotem 18). Wybrałam termin wyjazdu na przełomie czerwiec/lipiec (14 dni).
      Pogoda była przepiękna, chociaż trafiliśmy na sztorm (3 dniowy) co dostarczyło
      mi dodatkowych wrażeń – ogromne fale na morzu. Pobyt na Ukrainie zaczęłam od
      spędzenia prawie 2 dni we Lwowie, ale to inna opowieść dlatego zacznę od
      podróży pociągiem do Symferopola.
      Trochę o pociągu (kolej ukraińska): istnieją dwa warianty wagonów sypialnych: o
      podwyższonym standardzie klasy "kupe" w przedziałach 4 – osobowych i wagony
      otwarte bez przedziałów (tańsze bilety). Jeśli ktoś planuje wyjazd
      indywidualny, powinien zorientować się co do możliwości wcześniejszego kupna
      biletów (np. przez biuro podróży), aby uniknąć przykrej sytuacji czekania kilka
      dni (jak dobrze pójdzie) na wolne miejsca (i cały urlop zepsuty). Każdy wagon
      ma opiekuna i strażnika oraz:
      - samowar z wrzątkiem (darmowy)- warto mieć ze sobą swój kubek, herbatę, kawę,
      zupki itp. lub można zakupić gorące napoje u opiekuna wagonu (1-3 hr / kurs: 1
      hrywna=65 gr). Jeśli samowar jest nieczynny spokojnie można pójść do następnego
      wagonu po wodę (do skutku), zazwyczaj dołączony jest też wagon restauracyjny
      (klimatyzowany) w którym jest skromny wybór dań,
      - udostępniane są do spania materac i poduszka (darmowe), ale można na nich
      spać jak wykupi się na czas podróży pościel (6 hr)- wyprana i pakowana w
      zamknięte foliowe torebki, jednak zdecydowanie polecam zabrać swój śpiwór (mały
      i lekki),
      - pociąg jedzie ok. 25 godzin, ale letni może mieć opóźnienia nawet kilka
      godzin (mój spóźnił się 2 godz., w drodze powrotnej 45 min),
      - pociąg zatrzymuje się na dwie dłuższe przerwy ok.20 min.(oczywiście też na
      krótsze). Można wtedy kupić różności na peronie: świeże i smaczne jedzenie
      (pierogi – porcja 3 hr, naleśnik:1 hr. – 1 szt. z różnymi nadzieniami, wędzoną
      rybę, zimne piwo (3 hr), wodę i owoce. Ceny są normalne więc nie warto robić
      przed podróżą dużych zapasów jedzenia. W drodze powrotnej był też postój w
      miasteczku gdzie kiedyś była fabryka zabawek – mieszkańcy nadal robią i
      sprzedają pluszaki (mnóstwo stoisk na stacji- ceny bardzo różne).
      - jeśli się wychodzi z pociągu radzę się nie oddalać, bo pociąg w każdej
      chwili może ruszyć, na wszelki wypadek lepiej mieć przy sobie paszport i trochę
      pieniędzy (ja wskakiwałam do wagonu w biegu jak ruszył niespodziewanie),
      - i jeszcze trochę o higienie: koniecznie papier toaletowy, chusteczki
      odświeżające, bo różnie może być z wodą – toalety nie są zbyt przyjemne.
      Jak przetrzyma się jazdę pociągiem(w dobrym towarzystwie minie bardzo szybko)
      to czas na zwiedzanie. Krym jest tak różnorodny, że każdy odnajdzie w nim coś
      dla siebie (zabytki kultury i przyrody). Krym łączy w sobie 2 w 1, czyli morze
      i góry, które tworzą niesamowite wręcz krajobrazy. Morze Czarne jak to morze:
      słona woda, fale, kamieniste plaże (warto zabezpieczyć się specjalnym obuwiem).
      Góry ciągną się wzdłuż wybrzeża, hm i nawet jak nie chcemy to i tak trzeba po
      nich chodzić, bo żeby coś zobaczyć to trochę trzeba się wdrapać np. skalne
      miasta - Czufut Kale i Mangup Kale (po drodze bardzo ciekawe cmentarze
      karaimskie), przecudowna potężna twierdza genueńska w Sudaku i Nowy Świat (moja
      perełeczki krymskie), „Sfinksy” nad Bakczysarajem, Demerdży - Dolina Przewidzeń
      (można oszczędzić trochę nogi i pojechać konno, ok. 20 hr) itd. Dlatego warto
      zabrać wygodne, lekkie obuwie nadające się do chodzenia po górach i drugą parę:
      sandały. Na trasie nie może zabraknąć wędrówki do ”wanny młodości” -
      niesamowita przeprawa wzdłuż kamienistego strumienia (dla odważnych kąpiel w
      lodowatej wodzie). Oglądanie pałaców nie wymaga już takiego wysiłku (Liwadia –
      słynny Biały Pałac gdzie odbyła się Konferencja Jałtańska, Ałupka- pałac
      Woroncewa z rozległym parkiem, pałac w Massandrze). Dodatkową atrakcją w
      Liwadii był koncert dzwonów, wykonany przez miejscowych turystów. Oczywiście
      najbardziej rozpoznawalnym miejscem Krymu jest Jaskółcze Gniazdo. Mały, bajkowy
      pałacyk zbudowany na skale przez Bawarczyka, który ciągle przyciąga tłumy
      turystów. Jednak lepsze wrażenie robi na pocztówkach niż w rzeczywistości. W
      Bakczysaraju odnajdziemy najlepiej zachowany zabytek kultury tatarskiej- pałac
      chanów krymskich, niestety grobowce rozsiane po mieście są zaniedbane.
      Miłośnicy trunków nie mogą przegapić fabryki w Massandrze – gdzie wytwarzane są
      najbardziej znane wina Ukrainy. Zwiedzanie obiektu (45 hr) połączone jest z
      degustacją 8 rodzajów win. Mi najbardziej smakowała 4 i 8 (ale okazało się, że
      to akurat najdroższe ok. 50 hr). Są to wina najczęściej podrabiane, dlatego
      najlepiej kupować je w sklepach firmowych.
      W grupie zorganizowanej bardzo wygodnie podróżowaliśmy wynajętym na cały dzień
      busem (18 osób), ale jest to opcja raczej droga dla indywidualnego turysty
      (jeśli się dobrze zagada 500 hr, ale mogą chcieć też 1000 hr). Ciekawym i tanim
      rozwiązaniem (2 hr) jest trolejbus, którego trasa pomiędzy Jałtą a Sewastopolem
      mierzy kilkadziesiąt kilometrów. Jeździ często i ma mnóstwo przystanków co
      umożliwia indywidualne wycieczki. Nad morzem lepszym i tańszym rozwiązaniem niż
      hotel jest wynajęcie pokoju u okolicznych mieszkańców (spaliśmy tak w Ałuszcie).
      Wymiana waluty (złotówki, dolary, euro) też nie stanowi problemu, gdyż w każdym
      mieście można znaleźć kantor – kursy są podobne.
      Podstawowe lekarstwa radzę zabrać z Polski (np.: wapno, przeciwbólowe) bo
      apteki nie są tak częstym zjawiskiem jak u nas. Słońce mocno pali, dlatego
      warto zabrać krem z filtrem i np. krem Alantan Plus (ok. 6 zł) jako ratunek
      przy poparzeniach słonecznych.
      Kuchnia jest bardzo różnorodna, smaczna i tania np. gołąbki w liściach
      winogron, papryka faszerowana, żarkoje (ziemniaki, grzyby, kawałki mięsa w
      sosie własnym), zupy gulaszowe, lepioszka (okrągłe, płaskie pieczywo),
      pielmienie (pierogi) i koniecznie zielona herbata z ziołami z tatarskim cukrem
      (wkłada się do buzi i popija) oraz piwo białe pszeniczne (2 hr butelka, kufel w
      knajpie 6-12 hr). W zależności od miejsca, rodzaju lokalu i potrawy ceny
      kształtują się średnio od 8 hr do 16 hr za porcję. Zachęcam do odwiedzenia
      lokali tatarskich –fajne klimaty orientalne: stoły na platformach, dywany i
      poduszki do siedzenia.
      Wybierając się w te piękne strony trzeba jednak pamiętać, że to nie jest Europa
      zachodnia i ludzie choć bardzo przyjaźni i mili, mają całkiem inną mentalność.
      Jednak z pozytywnym nastawieniem i odrobiną luzu do różnych nietypowych
      sytuacji, urlop będzie udanych. Życzę miłych wrażeń.
    • g-agnieszka Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy /KRYM 2006 09.09.06, 15:52
      Zaczął się w nocy z 12 na 13 sierpnia na
      Poznańskim Dworcu Głównym, kiedy cudem zajęłyśmy siedzące miejsca w pociągu
      relacji Szczecin- Lublin [bilet 51 zł/II kl. ]…Nasz najdziwniejszy urlop w
      życiu. Plan był prosty…z Lublina do Lwowa, potem do Odessy, tam spotykamy Tonię
      z Mariną i jedziemy na Krym. Wracamy 24.08 i w poniedziałek zadowolone,
      wypoczęte i opalone pojawiamy się w pracy.
      Mało wygodny, przeładowany polski pociąg dowiózł nas
      do Lublina o 8 rano. Trolejbusem na PKS, gdzie czekały już na nas 2 zamówione
      internetowo bilety na autobus do Lwowa-koszt 30zł.Bagaż umieściłyśmy w
      przechowalni( 8zł) i…4 godz. na poznanie Lublina. Zaraz po drugiej stronie
      dworca – piękny Zamek Książąt Lubuskich i ruiny po farze, blisko do rynku.
      Warto pokonać 207 schodów wieży trynitarskiej żeby w niedzielne przedpołudnie
      zachwycić się malowniczym widokiem starego Lublina. Jeszcze śniadanie w
      restauracji „13” i turystycznym szlakiem wracamy na dworzec. Ukraiński autobus
      już czeka…i za chwile się rozpadnie! Kierowca Igor łamaną polszczyzną zapewnia,
      że na 18 będziemy już we Lwowie. Granice Hrebenne/ Rawa Ruska przekraczamy bez
      żadnych trudności, bo ten archaiczny pojazd jakimś cudem kursuje codziennie!
      Wymieniamy 100$ na 500
      hrn.

      Za oknem ziemie ukraińskich sąsiadów…a raczej ugory i łąk trochę, pasące się
      krowy i konie, sporadycznie owce, jakaś koza. Rozsypujące się domki, mnóstwo
      śmieci i skromnie odziani ludzie. Fatalna nawierzchnia nie przeszkadza naszemu
      kierowcy w osiąganiu niewyobrażalnej prędkości i notorycznym łamaniu wszelkich
      zasad ruchu drogowego. O 19 jesteśmy w centrum Lwowa. Stare, zabytkowe
      kamienice…jest coś magnetycznego w tym mieście, ale nie mamy czasu, niestety.
      Nie udaje nam się kupić biletów do Odessy na pociąg o 19:52,na szczęście za 70
      hrn kupujemy miejsca w „cupe” na następny, o 00:32. Ukraińskie pociągi są
      tanie, czyste, punktualne a konduktorzy mega przekupni. Za 8 hrn kupujemy
      czysta pościel i śpimy w zamkniętym na klucz przedziale do samej Odessy.
      Nadmienię, że ja znam rosyjski w wersji podstawowej a moja siostra Tamarka w
      ogóle, jednak porozumiewanie się, nie stanowi wielkiej bariery.
      Po 12 godz. sennej, spokojnej podróży spotykamy się na cudownym odesskim dworcu
      (hit architektury jak dla nas) z koleżankami z Kierowogradu. Biletów na pociąg
      do Symferopola na 17: 32 już nie ma, nie korzystamy z propozycji „prowadnika”
      i nie kupujemy „ostatnich biletów”, bo taniej będzie zostać jedną noc w
      Odessie. Za 100 hrn( 60 zł) wynajmujemy we 4 pokój i za godzinę już jesteśmy na
      plaży. Jest ponad 40 stopni. Woda czysta i ciepła, glony, meduzy i inne
      żyjątka; mnóstwo ludzi i wszędobylskie śmieci, bo śmietników ogólnie brak.
      Plaża brzydka, piasek gruboziarnisty, sporo kamieni. Już spróbowałyśmy tutejszą
      szarmę,(zbyt tłusta), sosiski( zapiekane w cieście parówki) i bilasz ( mięso w
      cieście).Wszędzie pełno straganów z jedzeniem i pamiątkami( typu made in
      China). Wada narodowa-permanentne kłamanie; zaleta- zdumiewająca życzliwość i
      chęć pomocy. Wynajmowany pokój, choć czysty i schludny to jednak warunki
      sanitarne pozostawiają wiele do życzenia. Pseudo-latryna na dworze z gazetami
      sprzed 10lat i duża, drewniana, śmierdząca budka jako prysznic z powolutku
      kapiącą lodowatą i słoną wodą. Najsłodsze melony i arbuzy sprzedają tu za
      grosze. Od rana zwiedzamy Odessę. 8 godz. wystarczyło by zachwycić się
      kosmopolitycznym portem, słynnymi z Potiomkina schodami, pałacem Tołstoja,
      operą i cerkwią św. Trójcy. Komunikacja niespodziewanie rozbudowana i wręcz
      nieprzyzwoicie tania. Archaiczne tramwaje, przeładowane marszrutki, podejrzane
      bezcennikowe taxówki…i turyści z całego świata. O 17 już jesteśmy w pociągu na
      Krym. Sceny dantejskie w bezprzedziałowym wagonie, bo mamy bilety typu-
      plackarta za 27 hrn! (Pociąg od godziny stoi w 43 stopniowym upale z
      zamkniętymi oknami, ludzie siedzą niemal wszędzie i na wszystkim, gwar, krzyk,
      cyganki cos sprzedają, ludzie coś jedzą, piją, przebierają się, szukają
      miejsc…) Przerażone cierpliwie czekamy na „prowadniczkę”, która to za 60 hrn od
      osoby załatwia nam piękny 4-osobowy przedział typu „cupe”i wreszcie możemy
      podróżować dalej.
      Rano jesteśmy w Symferopolu – stolica Krymu.
      Najważniejsze to zdobyć bilety powrotne. Nie sprzedają ich w kasach dworca,
      trzeba udać się tramwajem 10 na ulicę Tołstoja i Luksemburg do kas
      międzynarodowych. Półtoragodzinna gehenna przy kasie, gdzie okazuje się, iż
      najbliższe bilety są na…5 wrzesień!!! Mnóstwo nerwów i łez…i kupujemy za 836
      hrn „ostatnie” dwa bilety na 24 sierpnia, na pociąg relacji Symferopol –
      Warszawa. Szczęśliwe i zmęczone jemy rosół z pielmieniami i rewelacyjne omlety
      w karaimskiej restauracji, poczym „elektryczną” za 3,16 hrn jedziemy 2,5h do
      Eupatorii. Zaczynamy chorować-
      biegunki, wymioty, bóle głowy i żołądka. Mamy z sobą pełno dobrych leków,
      jednak inny klimat i flora bakteryjna, upał i stresy, jedzenie…no, niestety.
      Decydujemy się zamieszkać u miłej „Jeleny” bo 5 minut do morza, blisko miasta i
      świetne warunki za 25 hrn od osoby. Starym zaporożcem w szóstkę pędzimy drogą
      do nikąd ponad 40 min, wszędzie stepy, ugory i sanatoria. Okazuje się, że dom
      Jeleny będzie miał kanalizację za rok i jeśli w tym czasie Morze Czarne
      przesunie się o 1,5 km w głąb lądu wówczas będzie miała 5 minut na plażę.
      Zostajemy tam jedną noc i podmiejskim autobusem wracamy do centrum Eupatorii,
      żeby znaleźć jakiś przyzwoity hotel. Ulica Połupanowa, przy kortach tenisowych…
      śliczny, nowoczesny kompleks budynków z basenem i za 40 $ dostajemy 4-osobowy
      pokój z prawdziwą łazienką (!!!),klimatyzacją i lodówką. Tramwaj w 5 minut
      zawozi nas na płatną, więc czystszą plaże, pełną Turków, Ormian, Rosjan,
      Ukraińców, Tatarów, Greków i „turystycznych narodowości”. Koleżanki zostają
      tylko do soboty, więc później przenosimy się z siostrą do 2-osobowego pokoju(30
      $ za dobę). Eupatoria –fascynująca, historyczna i kurortowo-turystyczna. Meczet
      Chan-Dżami zwiedzamy ubrane w specjalne wypożyczane szaty i chusty. Obok sobór
      św. Mikołaja Cudotwórcy- neobizantyjska cerkiew pełna złota, fresków, malowideł
      robi ogromne, choć zupełnie inne wrażenie po wizycie w skromnym acz magicznie
      natchnionym meczecie Piątkowym. Centrum miasta stanowią budynki miejskiej
      administracji: piękne, niebieskie z historycznymi elementami i wiecznie
      płonącym zniczem. Blisko monumentalny( jak wszystkie na Ukrainie!) pomnik,
      bodajże Tołstoja lub Puszkina. Warto pójść w głąb starego miasta, żeby
      przechodząc obok studzienki” Z lubowju” gwarantującej miłość;-) i nieczynnych
      ruin łaźni tureckich dotrzeć do domu karaimskiego i kenes( = domy modlitewne).
      Mnóstwo białego marmuru, zabytkowa brama, zadbane( to rzadkość) pomniki i płyty
      nagrobne i porośnięta winoroślą galeria…przepiękne miejsce! Wracając zwiedzamy
      synagogę z 1912roku z umieszczoną na elewacji gwiazdą Dawida, gdzie oglądamy
      zdjęcia ze spotkania Żydów i wpisujemy się do pamiątkowej księgi wizyt. Na
      ulicy Karaimskiej odnajdujemy również dom, w którym mieszkał Adam Mickiewicz. (
      W Odessie również znalazłyśmy mickiewiczowskie miejsca).Tylko tablice
      upamiętniające i nic poza tym, żadnego muzeum, informacji, nic…tylko urządzenie
      od klimatyzacji obok.
      Łatwo z Eupatorii dostać się do Bakczysyraju( autobus-3 godz.), do Jałty( bus-5
      h, statkiem 2 h rejs),do Teodozji (4 h). Można kupić za
    • g-agnieszka Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy/ KRYM cd. 09.09.06, 15:55
      Łatwo z Eupatorii dostać się do Bakczysyraju( autobus-3 godz.), do Jałty( bus-5
      h, statkiem 2 h rejs),do Teodozji (4 h). Można kupić za 60 hrn całodniową
      wycieczkę autokarową po Krymie. Stolikowe, 1-osobowe biura podróży są
      rozstawione na każdej ulicy w Eupatorii, tylko…trzeba się dobrze czuć(
      dolegliwości dyspeptyczne eliminują możliwość dalszych wyjazdów).
      Jedzenie w Eupatorii, jak i na całym Krymie, jest relatywnie tanie. Trzeba
      spróbować barszcz ukraiński(ok. 4 hrn), bo w każdym miejscu smakuje inaczej,
      tłuste rosoły i pożywne łapsze. Dobre są pierogi (wareniki)i pielmienie,
      czeburieki, samsa i płow z kalamarami-polecam. W zasadzie kuchnia ukraińska
      jest ciężkostrawna i bardzo tłusta, z mnóstwem mięsa, mąki i oleju.
      Najrozsądniej byłoby popijać to wszystko dobrą, ukraińską wódką( ok. 20hrn za
      0,5l), albo piwem( „Obołon”). Na ulicach stoją też żółte beczkowoziki, z
      których rozlewa się „kwas”( gazowany napój na zaczynie chlebowym…hmm…
      specyficzny). Obgotowane w słonej wodzie krewetki leżą sobie na drewnianych
      stoliczkach i za 5 hrn kupuję się „garść”w torebce foliowej, do
      natychmiastowego spożycia. Mnóstwo przeróżnych nasionek( słonecznik, orzechy,
      dynie, fasola) na kubeczki sprzedają bądź w formie czystej, lub preparowanej z
      miodem( rewelacja). Oczywiście wszędobylskie budki z jedzeniem typu Fast- ford
      dotarły i tam…nie warto. Lody na Ukrainie są takie sobie, natomiast mleczne,
      smakowe koktajle pyszne!
      Sklepy są dobrze zaopatrzone, z reguły. Nikogo nie dziwi brak kas fiskalnych,
      notoryczne pomyłki opryskliwych sprzedawczyń, kolejki czy przeterminowane
      artykuły. Ceny dużo niższe niż w Polsce, zwłaszcza papierosów, alkoholi,
      przypraw, słodyczy. Klisze i baterie też należy kupić na miejscu, i najlepiej
      zaraz tam wywołać za grosze zdjęcia( 36 zdjęć, format 10/15, dobra jakość= 14
      hrn)
      Język naprawdę nie stanowi większego problemu, gdyż Ukraińcy traktują
      zagranicznych turystów dużo lepiej niż rodaków. Pomocni i przyjaźni długo i
      cierpliwie będą szukać zrozumiałych słów i gestów…Nie warto popisywać się
      angielskim, bo ten ogólnoświatowy język jest im z reguły zupełnie obcy i
      traktowany lekceważąco. Podobnie w kasach biletowych i na dworcach. Nigdzie nie
      widziałyśmy subskrypcji w języku angielskim. Zdecydowanie łatwiej porozumieć
      się po rosyjsku z osobami znającymi ukraiński, bo one rozumieją większość
      polskich słów.
      Restauracje, puby, dyskoteki, wesołe miasteczka, automaty do gry...To wszystko
      niewiele różni się od rodzimego zaplecza gastronomiczno-rozrywkowego.
      Ukraina pełna jest paradoksów…jak na postkomunistyczny kraj przystało- to wciąż
      głęboki socjalizm, i mentalność jeszcze taka sama.
      Obok pięknych ulic, rozsypujące się domy z tanich materiałów / Obok firmowych,
      drogich sklepów znanych marek, malutkie komunistyczne magazyny z sprzedawcą w
      brudnym fartuchu / Obok niewyobrażalnie luksusowych aut, rozklekotane
      zaporożce / Obok nowomodnie ubranych mieszkańców i turystów, bardzo biedni i
      skromni staruszkowie i dzieci.
      Obok blichtru i bogactwa- wielka bieda.
      W czwartek, po 12 dniach urlopu wsiadłyśmy w pociąg do Polski. W przedziale z
      Rosjaninem i Ukraińcem wesoło i ciekawie minęła nam podróż powrotna. Za oknami
      Ukraina: dziwna, rozległa, przyjazna, biedna…taka inna, bo jeszcze
      niezmieniona.
      Pięć godzin na zwiedzanie Kijowa podczas postoju pociągu wystarczy, żeby
      przekonać się, że trzeba wrócić do tego miasta na dłużej…KONIECZNIE!
      Na granicy 4 godz. związane z operacją zmiany kół pociągu( w Polsce mamy węższe
      tory), odprawy graniczne i celne zupełnie bezproblemowe i bezstresowe.
      W Polsce zimno i pada deszcz. Brzydki dworzec centralny naszej stolicy
      przygnębia podwójnie, bo jak zamknąć oczy to monumentalne, piękne, czyste i
      zabytkowe wręcz dworce Lwowa, Odessy, Symferopola, Eupatorii, Kijowa…są już tak
      daleko!
      Za 168 zł(!!!) kupujemy dwa bilety do Poznania i w sobotnie popołudnie jesteśmy
      w domu.
      Zmęczone, pełne wrażeń i z plikiem zdjęć…opowiadamy o urlopie  
    • amra Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 13.09.06, 14:20
      Witajcie,

      Konkurs "Skarbnica Wiedzy" dobiegł końca. Dziękujemy za liczny udział i
      podzielenie się cennymi wspomnieniami. Jury po długiej debacie postanowiło, że
      nagrody otrzymają:

      - Pierwsze miejsce: qdlaty44
      - Drugie miejsce: g-agnieszka
      - Trzecie miejsce: platynka.iw

      Zwycięzcom serdecznie gratulujemy, tym którzy nie wygrali dziękujemy za opowieści,
      które pomogą przyszłym podróżnikom.

      pozdrawiamy!
      Redakcja Portalu

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka