Dodaj do ulubionych

Mazurskie demony i inne stwory

08.01.08, 19:09
W tym wątku będę się dzielił informacjami na temat mazurskich
wierzeń - tych związanych z niezwykłymi istotami, duchami i
demonami. Siłą sprawczą jest tu oczywiście czytany właśnie "Tragarz
duchów", ale lektura przypomniała też i opowieści zasłyszane od
starszych, bądź rówieśników w dzieciństwie.
Jak kto ma podobne wspomnienia - zapraszam do komentowania. Wnioski
moje ogólne są takie, że pod tym względem Mazury są typowym
pograniczem, gdzie mieszają się różne wpływy - tu akurat germańskie,
czasem z naleciałościami jeszcze z dalszych stron, z mitami
Mazowsza, pewnie też nie bez wpływu pozostało dziedzictwo po
Prusach/Jaćwingach, coś od siebie wnieśli może i Litwini - w każdym
razie bogata się robi plejada różnych stworów raz strasznych, innym
razem pomocnych, czasem śmiesznych.
Obserwuj wątek
    • ralston Wilkołek 08.01.08, 19:18
      Na początek zacznę od wilkołka. Nie, żeby może akurat najbardziej
      był dla Mazur charakterystyczny, czy też najczęściej spotykany ale
      dlatego, że akurat jeden przypadek odnotowano blisko Ełku, bo w
      Makosiejach pod Kalinowem, o ile mnie pamięć w tej chwili nie myli.
      Sprawa świeża, bo ktoś tam, kto historię spisywał w latach 30-tych
      ubiegłego stulecia nie używał pełnych nazw wiosek, tylko się
      literkami posługiwał. Tam chyba wciąż sąsiedzi się go bali.
      Wilkołek to w zasadzie to samo, co wilkołak - znaczy się od czasu do
      czasu zmieniał sobie postać ludzką na wilczą i hasał wtedy mordując
      na ten przykład sąsiadom inwentarz. Wilkołkiem można było zostać
      dziedzicznie - z ojca na syna, jeśli tylko ojciec przekazał
      odpowiednie zaklęcia (i nie pytajcie skąd znał je ojciec) ale też -
      uwaga! - zupełnie niewinnie i przypadkowo w czasie chrztu!
      Wystarczyło, żeby któreś z chrzestnych w czasie obrzędu o wilkołkach
      sobie myślało...
    • ralston Re: Mazurskie demony i inne stwory 09.01.08, 13:34
      I co? Taki fajny temat zapodałem i nic? Żadnego zainteresowania?
      Spodziewałem się lawiny wpisów. Jak tak, to się obrażam i nie powiem
      Wam, że wczoraj dotarła do mnie zamówiona pierwsza część mazurskich
      podań ludowych (W cieniu zamkowej góry) i nie powiem, że jest tam
      kilka podań z ełckiego powiatu, w tym jedno dotyczące Bunelki.
    • ralston Mara 09.01.08, 17:10
      Wychodzi na to, że obrzęd chrztu był na Mazurach niebezpiecznym
      momentem, bo analogicznie jak w przypadku wilkołka można było zostać
      marą o ile tylko w trkacie chrztu, któreś z rodziców chrzestnych
      pomyślało sobie o marze.
      Mazurska mara przypominała słowiańską zmorę, z tą różnicą, że
      słowiańską marą można było zostać również i po śmierci na skutek
      nieszczęśliwej w skutkach pomyłki przy odmawianiu modlitwy przy
      zmarłym. Jeśli ktoś się przejęzyczył i zamiast 'zdrowaś Mario'
      powiedział 'zmoraś Mario' sprawa była przesądzona.
      Czym zajmowała się mara mazurska - a zupełnie jak jej odpowiednik
      nordycki, czy słowiański - w nocy dusiła człowieka, siadając mu na
      piersiach albo podobnie męczyła zwierzęta gospodarskie. Jeśli rano
      gospodarz wchodził do stajni i widział, że koń jest pokryty pianą
      jak po jakimś galopie - to był znak, że urzędowała tam w nocy mara.
      W mazurskiej wersji, mogła to być dusza kogoś z sąsiedztwa, kto się
      nawet nie spodziewał, że jest marą i rano wstawał jak gdyby nigdy
      nic do codziennych zajęć. No chyba, że w nocy został poturbowany
      przez kogoś znającego się na rzeczy (np. gospodarza, który wiedząc o
      tym, że jego zwierzę prześladuje mara mógł się zaczaić i lać batem
      obok bydlątka jak się tylko w nocy poruszyło, czy zasapało) - wtedy
      rano osoba będąca marą nie wiedzieć czemu czuła się obolała.
      Na marę był jeszcze jeden sposób - należało pod progiem położyć
      siekierę albo inny kawał żelaza. Wtedy zniechęcona odchodziła.
      Jeśli zaś obudziliśmy się w trakcie nocy będąc przez marę duszeni,
      należało ją zaprosić na rano na śniadanie. Wtedy odpuszczała...
      • ralston Re: Mara 09.01.08, 17:14
        I niech tylko nikt nie mówi, że w nocy duszności miał, astmy, czy
        inne tam bezdechy. To mara go dusiła. W moim przypadku na marę co
        prawda lepiej niż siekiera działa Otrivin - ale w końcu nie mieszkam
        już przecież na Mazurach...
    • ralston Lataniec 11.01.08, 11:16
      Widział go chyba każdy, tylko czasem nie zdawał sobie sprawy co
      widzi. Lataniec to mazurska ewolucja słowiańkiego Latawca. Tyle, że
      wcześniej to był osobny demon z własnym rodowodem a u Mazurów już w
      czasach chrześcijańskich uważano go za pewien rodzaj diabła, który
      pojawiał się w postaci powietrznych wirów. I co nigdy nie
      widzieliście jesienią sterty liści, która nagle zawirowała w
      powietrzu? To znak, że lataniec na niej usiadł.
      Z latańcami spotkałem się też na Podkarpaciu, tylko że tam był to
      demon mokradłowo-bagienny odpowiedzialny za pojawianie się wieczorem
      i w nocy światełka na mokradłach, które zwodziło wędrowców, a kiedy
      podejmowali ucieczkę leciało za nimi (stąd nazwa) Miejscowi zaś
      dobrze wiedzieli, że to jednooki diabeł, któremu to oko się świeci i
      że podchodzić nie należy, bo choć skarbu pilnuje, to śmiałkowi,
      który by się nie zląkł spojrzeniem oczy wypali.
      • ralston Re: Lataniec 17.01.08, 11:25
        Tak więc w sumie lataniec też powinien trafić na listę podejrzanych
        w sprawie ukrywania tunelu pod jeziorem. W końcu zgadza się i
        środowisko występowania i fakt, że pilnował skarbów. A do tego
        wredota oczy wypalał!
    • ralston Topnik 15.01.08, 17:16
      No dobra o topniku będzie. Topnik w innych stronach znany był jako
      topielec, utopiec, wodnik i temu podobnie. Jak widać Mazowsze do
      Mazurskiej kultury wniosło sporo.
      Topniki zamieszkiwały zawsze jakieś akweny. Własciwie każda rzeka,
      jezioro czy staw miały swojego topnika. Ba! Nawet niektóre studnie!
      Sam pamiętam z dzieciństwa jak babcia przed nim ostrzegała, żebym do
      studni nie zaglądał.
      Jak wyglądał topnik? Bywało z tym bardzo różnie. Często miał górną
      część ciała ludzką a dolną płetwiastą, czy wręcz rybią. Ale czasem
      można go było z człowiekiem pomylić tak bardzo mógł być doń podobny.
      Znana jest historia o rybakach, którzy pracowicie rozstawiali całe
      popołudnie sieci na jeziorze, po czym wieczorem wrócili na brzeg i
      rozpalili ognisko. Przez cały dzień obserwowali bawiącego się na
      brzegu chłopca, który teraz przyłączył się do nich i zaczął sobie
      skakać przez ogień. Rozzłościło to jednego z rybaków, który uderzył
      rózgą chłopca. Wtedy mały pobiegł w stronę wody i zniknął w toni
      jeziora. Rano zamiast ryb rybacy zastali wszystkie sieci dokumentnie
      porwane, choć żadnej burzy w nocy nie było. Ewidentnie był to wodnik
      i tylko dziw, że ludzie doświadczeni, jak rybacy, nie rozpoznali go
      od razu. A poznać można było po wodnistych oczach, zawsze obecnych
      śladach wodorostów i szlamu na ubraniu, czy błonach między palcami.
      Napotkać Topnika było rzeczą niebezpieczną, bo jeśli ktoś usłyszał
      jego trzykrotne klaśnięcie w dłonie, to utonąć musiał. A jak na
      kogoś zagiął parol, to go dopadł gdzieś przy wodzie nawet po latach
      i o swoje się upomniał.
      Topniki z reguły były złośliwe i nawet jak nie udawało im się
      napotkać człowieka, to przynajmniej sieci potargały, powywracały
      zacumowane łódki, albo po bezdeszczowej nocy rybacy znajdowali je
      rano wypełnione wodą.
    • ralston Rusałka. Brzeginia. 16.01.08, 13:12
      W słowiańskiej mitologii rusałki to boginki zamieszkujące rzeki i
      jeziora, podobne do greckich nimf. To znaczy miały na ogół postać
      pięknych kobiet. Natomiast rusałka w wersji mazurskiej to
      najczęściej coś, co bardziej przypomina syrenę niż nimfę. To znaczy
      na wpół przecudnej urody kobieta, na wpół ryba.
      Kontakt z rusałką, zwłaszcza dla młodzieńców płci pięknej inaczej
      nie należał do bezpiecznych... Chociaż mawiało się, że kto zobaczył
      rusałkę trzykrotnie wyskakującą z wody i trzykrotnie klaszczącą w
      dłonie, ten miał gwarantowane szczęście do końca swego żywota.
      (czyli inaczej niż u topnika, gdzie trzykrotne klaśnięcie oznaczało
      pewną śmierć). Na ogół jednak rusałki zwabiały młodzieńców wdziękiem
      i śpiewem, tak, że ci bez pamięci podążali za nimi i tonęli w głębi
      jeziora, lub w nurcie rzeki.
      W innych stronach taki młodzieniec mógł się także zatańczyć na
      śmierć. W mazurskich podaniach takiej sytuacji nie znalazłem, ale
      skoro mazurskie nóg nie miewały, to i o taniec z młodzieńcem trudno.
      Skąd się rusałki brały? Otóż mogła nią zostać dziewczyna, której
      serce jeszcze nigdy nie kochało, a która napotkała korowód rusałek
      tańczących w świetle księżyca. Od tej chwili nie mogła już wrócić do
      rodziny i sama stawała się rusałką. I tylko nie pytajcie skąd się
      wobec tego wzięła pierwsza rusałka...
      U Słowian w dawnych czasach, pierwszy tydzień maja był poświęcony
      rusałkom. W tym czasie nie wolno było pracować a jedynie odpoczywać
      i pływać. Był to czas kiedy po raz pierwszy w roku można było pływać
      bezpiecznie. Rusałki w tym czasie wychodziły na brzeg i
      przesiadywały na gałęziach jaworów. Teraz zamiast tego mamy długi
      weekend majowy. Tylko nikt już nie pamięta, że to na cześć rusałek ;)

      I tu rzecz najciekawsza, będąca być może kluczem dla wyjaśnienia
      nieudanych Maniowych poszukiwań tunelu pod jeziorem. Otóż istniała
      odmiana rusałek, zwanych brzeginiami. Co prawda w mazurskich
      opowieściach ich śladów nie widać - ale to może być wyłącznie efekt
      tego zerwania ciągłości historyczno-kulturowej Mazur po wojnie i
      niewielkiej liczby zachowanych i spisanych podań. Na Mazowszu były
      dobrze znane a Mazurzy wszak z mazowieckiego osadnictwa się w
      głównej mierze brali - nie sposób więc, żeby o brzeginiach nie
      słyszeli... Dlaczego akurat brzeginie nas w szczególny sposób będą
      interesować? Ano dlatego, że są wzmianki o tym, że bywały
      strażniczkami skarbów! Jeśli więc jakiś skarb został był w tunelu
      ukryty, na co może wskazywać legenda o biednym chłopie i kulawym
      żebraku, którzy jakiś skarb przy moście wykopali, to tego
      skarbu/tunelu mogą strzec właśnie brzeginie! I temu tunelu odnaleźć
      się nie udaje.






    • ralston Kobold 17.01.08, 12:02
      Skąd się koboldy wzięły na Mazurach, powiedzieć ciężko. Bo demon ten
      znany jest raczej wśród niemieckich górników. W Niemczech zachowały
      się nawet nazwiska najbardziej znamienitych koboldów, takich jak
      Chimmeken, czy król Goldmar. Należy przypuszczać, że przywieźli go z
      sobą mazurscy chłopi, którzy wyjeżdżali za chlebem m.in. w rejon
      Zagłębia Ruhry. Prawdopodobnie tam zetknęli się z nimi i tą drogą do
      mazurskiego folkloru przeniknęły te stwory.
      Wśród braci górniczej powszechna była wiedza, że koboldy to złośliwe
      karzełki, które niezwykle sprawnie poruszają się pod ziemią.
      Praktycznie z taką łatwością, z jaką człowiek porusza się na jej
      powierzchni. Złośliwość koboldów, poza różnymi, drobnymi psikusami
      robionymi górnikom polegała na tym, że strzegąc podziemnych skarbów
      podmieniały złoto i srebro na bezwartościowe (wówczas!) - nikiel,
      wolfram i kobalt (notabene kobalt swą nazwę w oczywisty sposób
      bierze od koboldów).
      Jak wyglądał kobold? Tu relacje bywają przeróżne. Niektórzy
      twierdzą, że jest w ogóle niewidzialny. Ci którzy widzieli koboldy
      mówią, że wyglądają jak mały człowieczek nie większy niż
      czteroletnie dziecko, tylko z nienaturalnie dużą głową i szerokimi
      ustami (stąd powiedzenie - śmiać się jak kobold), inni mówią, że to
      raczej szkaradna postać o czarnej skórze a jeszcze inni - że kobold
      wygląda zupełnie jak małe dziecko i może mieć blond włosy i
      niebieskie oczy. Są i tacy, którzy twierdzą, że kobold może
      przybierać postać zwierzącą a także ognistą. Ta ostatnia jest o tyle
      ciekawa, że widywana była głównie w locie - jako smuga ognia. Jeśli
      kto zręczny takiego kobolda ugodził w locie jakimś żelazem mógł
      zdobyć skarb, gdyż wtedy najczęściej przenosiły one kruszce z
      jednego ukrycia do drugiego.
      Jako, że na Mazurach kopalnię znaleźć jest trudniej niż skarb to i
      koboldy musiały się zadomowić bliżej ludzkich siedzib. U Mazurów
      częściej był to synonim skrzata, czy krasnoludka. I miast złośliwym,
      bywał pomocny gospodarzom o ile tylko był dobrze traktowany.
      Zostawał wtedy nawet kimś w rodzaju domownika.
    • ralston Kłobuk 06.02.08, 10:07
      Kłobuk na Warmii i na Mazurach był początkowo demonem opiekuńczym,
      związanym z ogniskiem domowym. Czyli w zasadzie podobnie jak kobold
      przypominał słowiańskiego domowika, z tym, że tamten bywał
      najczęściej duszą któregoś z przodków a kłobuk był raczej duszą
      dziecka, które rodziło się już martwe. Z czasem w miarę rozwoju
      protestantyzmu na Mazurach zaczęła wzrastać religijność Mazurów i
      kłobuki, podobnie zresztą jak niemal wszystkie dotychczas znane
      demony zaczęto utożsamiać z diabłem. Tak więc kłobuk z przełomu XIX
      i XX wieku to już postać, którą najłatwiej poznać po wystających
      spod spodni kopytach i ukrytych pod kapeluszem rogów.
      • ralston Re: Kłobuk 06.02.08, 10:47
        Tak się zastanawiam, czy kapelusz nie był czasem od zawsze elementem
        nieodłącznie z kłobukiem związanym, bo w staropolskim słowo "kłobuk"
        oznaczało właśnie nakrycie głowy a do dzisiaj nasi południowi
        sąsiedzi mówią na kapelusz "klobouk", a Słoweńcy "klobuk" - o
        dolnołużyckim "kłobyk" nawet nie wspomnę. Natomiast w niektórych
        mazurskich wioskach, tam gdzie dominował język niemiecki a nie
        polski kłobuki były też nazywane alfami. Tak więc alf i kłobuk to
        jedno i to samo.
      • ralston Re: Kłobuk 06.02.08, 12:26
        Kłobuki w legendach mazurskich można napotkać w różnych rolach.
        Czasem będą to diabły bezwzględne - siejące spustoszenie, próbujące
        zburzyć za pomocą wielkich polodowcowych głazów burzyć budowane
        kościoły. Jak zresztą wytłumaczyć obecność wielkiego głazu w środku
        wsi, czy lasu, jak nie tym, że diabeł go porzucił? - kto by tam
        podejrzewał jakieś lodowce o taką robotę… Na takich głazach diabły-
        kłobuki lubiły pozostawiać odcisk swego kopyta - najczęściej w
        gniewie, kiedy zostały oszukane przez sprytnych mazurskich chłopów.
        Każde z Was pewnie wskaże na Mazurach taki kamień ze śladem
        odciśniętego kopyta. Sam taki oglądałem niedaleko Kruklanek
        k/Giżycka. W tej roli kłobuki kusiły ludzi po to, żeby później
        porwać ich dusze do piekła. Oczywiście nie za darmo - bo najpierw
        musiały sobie na taką duszę nieraz bardzo solidnie i długo
        zapracować...
        • ralston Re: Kłobuk 06.02.08, 12:59
          Zjawiały się wtedy, gdy ktoś przeklął w złej doli, albo same szukały
          tych, których im się w życiu nie wiedzie i obiecywały tę dolę
          odwrócić. Oczywiście - w zamian za duszę. Ale czasami udawało się
          Mazurom kłobuka oszwabić. Znana jest opowieść o chłopie Witzkim,
          któremu się nie wiodło, inwentarz mu padał, ziemia słabo rodziła.
          Kiedyś w rozpaczy, po tym, jak padła mu ostatnia krowina zaklął
          szpetnie wzywając diabelskiego imienia. Na to wezwanie natychmiast
          zjawił się kłobuk i obiecał wszystkie nieszczęścia odwrócić w zamian
          za podpis złożony krwią na pewnym dokumencie i tu podsunął Witzkiemu
          pewien pergamin. Ten z ciekawości tylko, czy też z desperacji
          wielkiej chciał na pergamin zerknąć, ale kiedy brał go do ręki
          kropla krwi sama spadła mu z dłoni na dokument. Od tej pory zaczęło
          się Witzkiemu powodzić. Świnie mu się prosiły, krowy cieliły a
          kobyły źrebiły na potęgę. Zboże na polu rosło jak nigdy i jak nikomu
          w całej okolicy się nie udawało, tak Witzkiemu zawsze. Jak Witzki
          obsiewał piachy, to przychodził rok mokry, jak siał na bagniskach,
          to przychodziła susza - żeby zbiory i inwentarz pomieścić - zmuszony
          był rozbudować szopy i spichlerze - wybrał się więc do lasu po
          drewno. Kiedy jednak stanął wozem na porębie - napotkał znajomego
          sprzed lat, który niecierpliwie już przebierał kopytami a w ręku
          miał zszargany już nieco pergamin...
          • ralston Re: Kłobuk 06.02.08, 14:54
            - No Witzki - pora się rozliczyć z kontraktu, oznajmił przybysz.
            Na to Witzki, widząc że to nie przelewki zaczął się wykręcać. Że on
            nic nie podpisywał, że ta krew na pergaminie, to nie może być jego,
            tylko pewnikiem tej krowy, co to wtedy padła. Rozsierdziło to
            kłobuka, ale nie dał po sobie poznać, tylko złożył chłopu
            następującą propozycję: Dobrze, mówi - możesz mi teraz kazać wykonać
            trzy dowolne zadania. Jeśli je zrobię wszystkie - pójdziesz ze mną
            do piekła, jeśli któremuś nie podołam - odejdziesz wolny. Rad nie
            rad Witzki musiał wymyśleć coś, czemu bies by nie podołał, ale ze
            strachu i myśleć ciężko, kiedy serce do gardła podchodzi. Pierwsze
            co mu przyszło do głowy to kazać diabłu załadować cały wóz drewnem,
            nim pięć razy zdąży klasnąć w dłonie. Nim jednak zdążył ręce
            rozewrzeć po czwartym klaśnięciu wóz stał już cały wyładowany
            drewnem. Witzki zaczął się rozpaczliwie rozglądać na boki, szukając
            pomysłu na zadanie niemożliwe do wykonania dla kłobuka.
            • ralston Re: Kłobuk 06.02.08, 16:00
              - Widzisz diable ten wielki głaz - tam na skraju polany? Rozetrzyj
              mi go w proch nim pięć razy klasnę! Ale co to było dla kłobuka,
              który już rozgrzany po pierwszym zadaniu i napędzany wizją rychłego
              pozyskania duszy dla piekła tylko się zaśmiał złośliwie. Zanim
              zdążył Witzki klasnąć huknęło tylko a po wielkim głazie został tylko
              kurz w powietrzu. I tu biednemu chłopu strach tak wielki w oczy
              zajrzał, że całkiem mu myśli sparaliżował a co gorsza, nagle poczuł,
              że ze strachu musi się na chwilę oddalić bo w przeciwnym razie
              portki będą do prania. Przeprosił więc diabła i udał się kucnąć za
              pobliski krzaczek...

              I w tej niewygodnej pozycji będziemy musieli Witzkiego na chwilę
              zostawić. Ciąg dalszy wkrótce.
                • ralston Re: Kłobuk 07.02.08, 10:30
                  Albo go gajowy Marucha dopadnie. Bez obaw. Witzki to spryciarz.
                  Powinien sobie poradzić. Zresztą wtedy przychodzą mu do głowy
                  najlepsze pomysły. co się zresztę w niedługim czasie okaże :)
                  • luego Re: Kłobuk 07.02.08, 11:01
                    Pan Sulek... Rozmarzylam sie... :)
                    Notabene, w takiej pozycji, zwykle znajduje sie najpiekniejsze i
                    najbardziej okazale prawdziwki!
                    • ralston Re: Kłobuk 07.02.08, 11:08
                      No więc jak się okazało - jak się człowiek skupi (tutaj nawet
                      dosłownie) to mu najlepsze pomysły do głowy przychodzą. Tak i Witzki
                      doznał nagłego olśnienia... Wstając zza krzaka rzucił kłobukowi: -
                      widzisz te smużki smrodu za krzaczkiem? Zwiąż mi je wszystkie w
                      supełki. Tego diabeł uczynić nie potrafił. Ale mimo wielkiej
                      wściekłości nic uczynić nie mógł. Kłobuki mazurskie były bardzo
                      honorowe i danego słowa dotrzymywały. Musiał więc zostawić chłopa w
                      spokoju - i tym sposobem Witzkiemu udało się diabła przechytrzyć.
                    • marcotills Re: Kłobuk 06.03.08, 21:02
                      luego napisała:

                      Pan Sulek... Rozmarzylam sie... :)
                      Notabene, w takiej pozycji, zwykle znajduje sie najpiekniejsze i
                      najbardziej okazale prawdziwki!
                      --
                      Nie dziwota, ze sie rozmarzylas, bo w takiej pozycji zakonnica
                      zbierajaca grzybki, dosiadla gajowego Maruche, ktory ukryl sie pod
                      sciolka lesna wystawiajac do gory jeno prawdziwka :P
        • ralston Re: Kłobuk 07.02.08, 11:25
          Inna historia dotyczy trzech młodzieńców, których kłobuk przy grze w
          karty dopadł. Kłobuki zresztą gry karciane uwielbiały, bo wiele się
          przy nich przekleństw sypało a to miód był na kłobucze uszy. W
          każdym razie coś tam kłobuk młodzieńcom obiecał i swego dotrzymał,
          ale jakiś czas później zdybał ich znowu razem we trzech i upomniał
          się o ich dusze. A trzeba wiedzieć, że wśród młodzieńców był krawiec
          Żyd, ale przechrzta i do tego chyba dość gorliwy chrześcijanin
          (pokłosie natężonej pracy ewangelizacyjnej luterańskich pastorów).
          Ten majątku otrzymanego od diabła nie przehulał, ale przeznaczył na
          budowę kościoła. Z przerażeniem patrzył jak diabeł porywa jego
          towarzyszy po tym, jak dali mu zbyt łatwe zadania do wykonania. Sam
          jednak oprzytomniał w porę i sięgnął do swej krawieckiej torby...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka