Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży cz.1

IP: *.chello.pl 28.07.08, 17:21
Własnie wróciłem z 2tyg. objazdu na trasie Gdańsk-Kraków-Tokaj-
Tischaujvaros-Szentendre-Budapeszt-Bratysława-Mikulov-Wiedeń-Czeski
Krumlow-Praga-Berlin-Gdańsk.
Wyjazd 14 lipca 2008
Start z Gdańska Oliwy
Załoga Nas dwoje + 2 dzieci- nasze córki (13 i 9 lat)
Ruszamy wczesnym rankiem aby po południu zladowac w Krakowie
(idziemy do naszej ulubionej knajpki na obiad i spotykamy sie z
naszymi przyjaciólmi, którzy jada z nami na Węgry - ich pierwszy
wyjazd z 3letnim dzieckiem)Drugiego dnia snujemy sie po uliczkach
Krakowa. Zwiedzamy Muzeum Czartoryskich (obowiązkowo ogladamy Damę z
łasiczka - to efekt naszej wiosennej wyprawy do Toskanii)oraz
Kopalnie soli w Wieliczce. Następnego dnia ruszamy na Węgry.
Jedziemy przez przejscie graniczne - Jurgi. Omijamy skrótem Poprad i
zatrzymujemy się w Levoczy. Zwiedzamy uroczy kościół (lista zabytków
Unesco) - w kosciele mieści sie ołtarz wyrzeźbiony przez ucznia Wita
Stwosza. Slowacy chlubia się , ze jest większy od tego w Kościele
Mariackim. Wczesnym popołudniem dojeżdzamy do winnic Disnokiu (wolne
tłumaczenie - nazwa od skały w kształcie głowy dzika). Zwiedzamy
winnice oraz zakład produkujący wino. Oprowadza nas miła Ester.
Przedstawia również świetna prezentacje o tokaju po polsku
przygotowana przez Dom Wina z Polski(jak milo). Schodzimy do piwnic -
szok! całe rzędy beczek z winem a w oddzielnym odgałęzieniu - ponad
100 tys butelek przedniego tokaju. Ester przygotowuje degustację
win - próbujemy wszystkich gatunków produkowanych przez Disnokiu. Sa
pyszne. Kupujemy po kilka butelek wina i ruszamy do miasteczka Tokaj.
Ciekawostka: w Disnokiu miesci się owalny budynek w kształcie
pierścienia. Ze zdumieniem dowiadujemy się , że jest to garaz dla
traktorów. Ma jednak tak doskonała akustykę, że urządza się w nim
koncerty.
Lądujemy w Tokaju. Ja ruszam od razu zarezerwować nocleg. 2 lata
temu nocowalismy w HULI PANZIO. Jest to pensjonat, który miesci się
nad cukraszda na samym poczatku głównej ulicy Tokaju (ul. Rakoczi
16. Tel. 06(47)352-791. Dostajemy ten sam pokój co poprzednio.
Własciciel pamieta nas i ucieszył sie wyraźnie na nasz widok. Za
pokój płacimy ok. 160 zl (pokój to tak naprawde 2 pokoje połaczone
ze soba z czyściutką łazienka , telewizorem i lodówką z mozliwościa
klimy za dopłatą). Idziemy na obiad do restauracji przy hotelu
Milenium - jak zawsze jest pusznie. Obiad na Węgrzech dla mojej 4
osobowej rodziny wahał się w cenach między 80 a 120 zł średnio. A
moje córy często jedza jak dorosli. Te ceny miło zaskakuja. Wydaje
mi sie że jest taniej niz w Polsce. Jest 1 różnica - tu zawsze
niemalże mamy pogodę.
Nastepnego dnia ruszamy do Tiszaujvaros - na camping termalny. Po
raz 1 zarezerwowaliśmy domek. Jest to pół murowanego domku. Nasza
część ma 32 m2. Na tej powierzcni jest pokój dzienny z 2
rozkładanymi fotelami dla naszych córek. Dzienny jest wyposazony w
kuchenke gazowa, lodówke. Wszelkie gary, sztućce i wszystko, co jest
potrzebne do normalnego zycia. Domek ma też łazienkę i kibelek oraz
2 sypialnię z podwójnym łózkiem z posciela i recznikami dla nas -
rodziców. Jest tu tez oczywiście duża szafa. Na zadaszonym tarazie
jest stół i krzeselka ogrodowe. Milo jest jeśc śniadanie i kolacje
na tarasie . Obiady jemy w restauracji ok. 500 m od campingu.
Koszt domku na nasza 4 to ok 170 zł. Wazne1. Domki najlepiej
rezerwować dużo wczesniej - jak się dowiedzielismy najlepiej w
lutym. Nam cudem udalo sie je zarezerwować. Nasi znajomi musieli
zanocować w Termal hotelu. Oczywiście jest jeszcze pole namiotowe.
Gdy byliśmy tu wcześniej - kosztowało nas to ok. 118 zł za nasza 4 -
w tym koszt miejsca na namiot, auto, energia elektryczna. Dla
mieszkańców namiotów sa bardzo czyste sanitariaty, pomieszczenie z
lodówkami oraz wiata z kuchenkami i miejscem do jedzenia.
Ok 400 m od campingu jest market Spar a w Tiszaujvaros jest też
Tesco. My polubiliśmy cukiernię z pysznymi lodami ok. 1000 m od
campingu.
Ważne2: w cenie pobytu na campingu są wejsciówki na baseny (10
basenów w tym 3 termalne, 1 oddzielny tylko dla malutkich dzieci -
obsluga nie pozwala wejść dorosłym. Wejściówki dla naszej 4 gdybyśmy
nie nocowali na campingu to koszt ok. 80 zl. Warto wiec nocować
chyba w ramac h campingu.
Sorry lody mi sie roztapiaja. Kończę teraz ale za moment pojawi sie
dalsza część i opis naszej wyprawy.
Pytania wysyłajcie na cork17@interia.pl. Spóbuje pomóc.
    • Gość: Gdańsk Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży cz2 IP: *.chello.pl 28.07.08, 17:52
      Szentendre - Bratysława
      Po 4-odniowym pobycie na basenach ruszamy dalej. Nigdy nie byłem w
      Budapeszcie. A moja zona bywała w nim na letnich koloniack Kiedy to
      było? 20 lat temu. Nocleg zarezerwowaliśmy przez portal Limba ,
      zajmujacy sie pośrednictwem w rezerwacji noclegów. Działa to bez
      zarzutu. Nocowalismy w Szentendre - to taki węgierski Kazimierz nad
      Wisła - opanowany przez artystów - bardzo modny obecnie. Pan w
      pensjonacie oczywisci miał nasza rezerwacje, a następnego dnia rano
      czekało na nas pyszne śniadanie. Sorry , ze pisze o jedzeniu tak
      często, ale uważam, ze jest to fajny składnik wyjazdów - móc
      próbować czegos innego nieznanego. Moje córy np. uwielbiaja langosze
      i okragłe ciasto drożdżowe z "grila" na słodko z posypka z orzechów
      lub kokosa. Kurcze zawsze zapominam jak się nazywa. Następnego dnia
      ruszamy na zwiedzanie Budapesztu - rzeczywiście robi wrażenie.
      Przepiekny jest parlament - szczególnie od strony zamku
      królewskiego. Do zamku jedziemy kolejka szynowa , która jest
      rodzajem windy. Duże wrażenie na moich córach i piekny widok.
      Spacerujemy ulicą Vaczi - najbardziej luksusowym deptakiem
      Budapesztu. Odnajdujemy tez pomnik małego księcia. Jest uroczy.
      Ogladamy tez kościół św. Macieja i słynna i piękna baszte rybacką.
      Po południu ruszamy do Mikulowa w czeskich morawach. Ale chcemy
      zahaczyc tez o Bratysławe.
      Moja zona źle wspomina Bratysławe - nie bardzo chce tam jechać . Ale
      ja się uparłem. Obiecałem moim córkom 5 stolic w 2 tygodnie i
      zamierzam dotrzymać obietnicy.
      A teraz slowa mojej zony "Bratyslawa jest super"
      Rzeczywiscie bylo super. Bratysława jest wyluzowanym miastem , gdzie
      brakuje tylko bosych hipisów na ulicach (patrz dziennik podrózy -
      Berlin). Dobrze sie tu czujemy. Ludzie sa mili i usmiechnieci. A
      propos ludzi i wegier - jestem przekonany , że Węgrzy lubia Polaków.
      Czułem sie tam super.
      W bratysławie jemy obiad i ruszamy dalej do Mikulova, gdzie
      zatrzymamy sie na 3 noclegi
      c.d.n.
      • Gość: vvv Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.08, 21:45
        Gratuluję udanego wyjazdu i niemniej udanej relacji, szczególnie o
        węgierskiej prowincji.
        Czekam na dalsze części.

        ps. Tylko te Jurgi. W uszch krakusa brzmią jak syropian na szkle;)
        • Gość: Gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży IP: *.chello.pl 28.07.08, 23:17
          Mogłem cos pomylic z tym przejsciem - wybacz - pisze z pamieci.
      • Gość: Gdańsk Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży cz3 IP: *.chello.pl 28.07.08, 23:15
        Mikulov-Wiedeń
        Gdy 3 lata temu jechaliśmy do Chorwacji zatrzymaliśmy sie w czeskim
        Mikulowie. Było to mniej więcej w połowie drogi do Chorwacji -
        miejsce dla nas idealne. Pensjonat Pohoda to jedno z najczystrzych
        miejsc noclegowych jakie znalazło sie kiedykolwiek na naszej trasie.
        Nawet moja zona, która ma bzika na punkcie czystosci orzekła, ze
        czegoś takiego nigdy nie widziała - no cóz Pohoda to biznes
        rodzinny - Pani Jana to dobra godpodyni. A pan Ludwik Mach to dobry
        gospodarz - jak się okazuje po 3 latach zarządza juz 2 pensjonatami,
        a ma tez swój sklep z winami. (dla zainteresowanych Penzion Pohoda,
        ul.Valticka 20a, tel. +420 721886117 - uwazam , ze jest to dobra
        baza wypadowa, w pensjonacie dostępne ulotki i przewodniki + mapy po
        okolicy po polsku)
        Wracając do tematu - uznaliśmy , że Morawy to ciekawe miejsce do
        zobaczenia. Nie zawiedlismy się.
        Gdy dojechalismy do pensjonatu - Pan Ludwik czekał na nas z butelką
        morawskiego wina. Pamiętał nas i ucieszył sie z naszego przyjazdu.
        Pierwszego dnia postanowiliśmy zainstalować się i poszwędać się po
        Mikulowie. W Mikulovie znajduje sie piekny zamek. "przylepiony" do
        skał. Niesamowicie to wyglada. Dla mnie Mikulov to przyszłe
        miasteczko w stylu Sopot lub Kazimierz nad Wisła. Myślę, że wkrótce
        stanie sie modny - ciesze się , ze mogłem go poznac zanim sie to
        stanie. W Mikulovie jest tez duzy cmentarz żydowski, a mikulov jest
        tez znany z tego, że mieszkał tu rabin Loew - twórca legendy o
        Golemie. W Mikulovie powstało mnóstwo małych sklepów z morawskimi
        winami. Z reszta zbocza wniesień wokół Mikulowa są pokryte
        winorosla.
        2 dnia jedziemy do Olomuńca. Zwiedzamy stare miasto. Odnajdujemy
        dom, w którym mieszkał Mozart. Nie! Jednak odpuscilem serki
        ołomunieckie - jednak ten zapach dobija. Potem jedziemy do Lednice.
        Zwiedzamy siedzibę Lichtenstainów. Piękne komnaty i największy skarb
        chyba - drewniane schody wykonane bez 1 gwoździa to tak naprawde
        wielka rzezba. Warto to zobaczyć, tym bardziej , że jest to 1 z
        najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych Czech.
        Po powrocie idziemy w Mikulowie na czeskie jedzenie i piwo. A gdzie
        jest najlepsze czeskie jedzenie w Mikulowie? Oczywiscie w Pubie
        O'Hara!Ha,Ha! Rzeczywiście daja tu dobrze jeść - ale nie jest to
        lekkie jedzenie. W Pubie O'Hara jemy codziennie. W menu ku naszemu
        miłemu zaskoczeniu opisy w językach -czeski, niemiecki, angielski,
        polski. Ceny za posiłek dla 1 osoby to 18-25 zł juz z piwem. No i tu
        sie je. Ruch tu jest ciągle. Widać, ze tu sie przychodzi , żeby
        jeść. Zawsze takich miejsc szukamy. Poza tym bliskość językowa
        powoduje, że nie ma problemu z dogadaniem się, a napiwki naturalnie
        zjednuja sympatie. Spotkałem się kiedyś z opinią, ze Czesi nie lubia
        Polaków- nigdy tego nie odczulem. Wręcz przeciwnie - zawsze
        otzrymywałem wiele sympatii, usmiechu i chęć pomocy. Nigdy też żaden
        Węgier, Czech czy Słowak nie próbował mnie oszukac. A nawet
        policjant w Pradze, gdzy zatrzymał mnie po moim drobnym wykroczeniu
        drogowymm , gdy dowiedział sie , że było to wynikiem po prostu błedu
        mojego GPS'a nie tylko nie wlepił mi mandatu - a wyjaśnił po prostu
        jak mam jechać dalej i pozegnał sie.
        Drugiego dnia jedziemy do Wiednia. To tylko 70 km. od Mikulova. 1
        punkt programu to Schonbrun - letnia siedziba cesarza. Samochód w
        Wiedniu zostawiamy na parkingu strzezonym. Chyba dobrze, bo
        policjanci na kazdym kroku wlepiaja mandaty za złe parkowanie.
        Parking to koszt 3,5 euro za godzinę. Do pałacu kupujemy Family
        Ticket - 34 euro. Odbieramy słuchawke - przewodnika w języku
        polskim, który prowadzi nas przez pałac - super pomysl. Potem
        zwiedzamy ogród przed pałacem i... labirynt dla dzieci. Super zabawa
        z atrakcjami dla dzieci i Japończyków. Oczywiscie jest labirynt z
        zielonych krzewów oraz interaktywny plac zabaw - naprawde polecam.
        Potem jedziemy do Hofburgu. Parking znajduje sie w podziemiu
        naprzeciwko muzeum naturalnego. W Hofburgu zwiedzamy muzeum Sisi.
        Potem metrem jedziemy do katedry św. Stefana. Spacerujemy ulicami
        wokół katedry. Wokół wielonarodowy tłum. Niestety w drodze powrotnej
        wpadamy w korek gigant - 70 km z wiednia jedziemy 2,5 godziny. Za
        ostatnie euro kupujemy hamburgery w mcdonaldzie. W zasadzie nie jemy
        fastfoodów. Zapewniam jednak, że nigdy nie jedlismy tak dobrych
        hamburgerów. Z radościa wpadamy do O'Hary.
        Po powrocie do Pensjonatu - miła niespodzianka. Pan Ludwik
        zaproponował nam degustację win morawskich w winiarni jego
        przyjaciela. Nasze cory zostaja w pokoju i oglądaja filmy po czesku,
        a Pan Ludwik wiezie nas do winiarni. Winiarnia to nieduży budyneczek
        przylepiony do góry, gdzie wnetrze wyglada troczhe jak jaskinia -
        sciany to po prostu skały góry na której jest mikulow. W winiarni
        jest ok. 10 osób - Czesi, którzy witaja się z nami z sympatia.
        Próbujemy ok 10 gat win. Własciciel (wyglada na człowieka, który
        lubi wino i się na nim zna) nalewa nam wiono ze szklanej wielkiej
        podłuznej bańki. Na koniec proponuje wino które nam najbardziej
        smakowało w większej ilości. Degustacja kosztuje nas ok. 15 zł.
        Spędziliśmy tam pół nocy dobrze sie bawiąc z sympatycznymi Czechami.
        Wracamy do pensjonatu. Następnego dnia ruszamy do Czeskiego Krumlowa
        i pałacu Hluboka. Cdn
        • g_shark Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży 29.07.08, 22:32
          Gość portalu: Gdańsk napisał(a):
          > Cdn

          Koniecznie! Czekam z niecierpliwością.
        • moose007 Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży 31.07.08, 14:27
          Bardzo ciekawa relacja. Także czekam na dalszy ciąg.
          • Gość: Gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróży IP: *.chello.pl 01.08.08, 01:11
            Dzięki za podtrzymanie w pisaniu. Niestety musiałem wpaść w wir
            pracy, ale postaram sie skrobnąć jeszcze słów kilka.
            Z mikulowa mielismy jechac do Pragi, ale po przewertowaniu naszego
            Bedekera o Czechach natrafilismy na zdjecia Czeskiego Krumlowa i
            Hluboki. Z reszta już nasi Czesi z winiarni zachecali do pojechania
            tam.
            Nastepnego dnia rano ruszyliśmy przez Znojmo i Austrie do Czeskiego
            Krumlowa. Przez Austrie, bo okazalo sie to najblisej. Trasa wyniosła
            ok 250 km. Po naszej wiosennej zaprawie do Toskanii (gdańsk-
            Toskania -ok. 1700 km) to był pikus. Drogi w Austrii okazały sie
            dużo lepsze niz w Czechach. Po wjechaniu do Czech okazały sie
            tragiczne wręcz. Naprawde w Polsce nie mamy co narzekać. Jerzeli
            ktos ocenia drogi Czech z perspektywy autostrad to jest super. Ale
            na prowincji wyglada to inaczej. Po dojechaniu do Czeskiego Krumlowa
            ukazal nam się zamek a przede wszystkim most o wygladzie
            kilkupoziomowego akweduktu. Sam zamek jest malowany od zewnątrz. U
            jego podnorza rozposciera się przepiekne stare miasto z licznymi
            akcentami rodem z wojaka Szwejka. Przez miasto przeplywa Wełtawa, ta
            która zobaczymy tez w Pradze. Na rzece widzimy licznych kajakarzy.
            Najstarsza część zamku pochodzi z XIII w. Ciekawostka: moja bystra
            córka wypatrzyła Czeski Krumlow w filmie Iluzjonista. I rzeczywiscie
            potwierdzilo sie to w napisach po filmie.
            Z czeskiego Krumlowa jedziemy do Hluboki. To prawdziwa perła. Wzorem
            dla pałacu był Windsor. Udaje nam sie dostać na ostatnia wycieczke
            po zamku z przewodnikiem. Przewodniczka usłyszała jak tłumacze moim
            córkom z czeskiego. Zaczęła wtracać polskie słowa aby mi ułatwić.
            Jest bardzo miła. Zamek jest czynny do 17. W środku jest
            przepięknie. Bardzo polecamy to miejsce - nie ma takiego chyba
            niestety w Polsce. W Hluboce w kafejce internetowej wynajdujemy
            adresy noclegów w Pradze. Telefon w budce obok za połaczenie z
            Praga "łyka" 10koron. Niestety oblozenie w pradze jest 100%owe.
            Postanawiamy jechać w ciemno choćby do jakiegos akademika
            przystosowanego na hostel , albo zatrzymać sie ghdzieś po drodze.
            W końcu zatrzymujemy się w Breszowie. Ok. 30-40 km od Pragi. Szukam
            noclegu. W końcu po kilku próbach znajduje hotel w centrum
            miasteczka. Cena to ok. 220 zł za nasza 4 ze sniadaniem. Mamy 2
            czyściutkie pokoje do naszej dyspozycji. Dostajemy tez kupon
            rabatowy na konsumpcje w restauracji obok. Idziemy tam zresta na
            piwo i lody. Pyszny obiad zjedliśmy w Hluboce w typowej jak sie nam
            zdaje czeskiej knajpce z bardzo miła i sympatyczna obsługa. Wydaje
            mi się , że sympatyczniej bylismy obsługiwani niz niemcy czy
            holendrzy przy stoliku obok. Moze dlatego, ze sililiwsmy sie aby
            zrobic pozytek z naszych rozmówek polsko-czeskich. Musze konczyc,
            ale jutro opiszę nasza prage.
            Pozdrawiam
            • moose007 Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podróż 07.08.08, 13:52
              I co z tym dalszym ciągiem, eh?
              • Gość: gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podró IP: *.chello.pl 16.08.08, 11:26
                Bardzo przepraszam za zwloke. Niestety dopadła mnie praca na dobre.
                Gdy dojechalismy do Pragi mielismy dylemat, gdzie zaparkować. Nie
                bardzo mieliśmy ochotę wchodzić w kontakt z policja. W końcu
                postanawiam zapytać przechodnia - cholera okazał sie Austryjakiem,
                ale wyjaśnił mi , że poza centrum nie ma platnych stref. W końcu
                parkujemy kilkaset metrów od Hrdczan na bezpłatnym parkingu i
                ruszamy na nogach. Lokalizujemy parking przy stacji metra
                Hradczańska - przydało nam się to , bo po całym dniu wróciliśmy
                metrem. Rozpoczynamy od snucia się po uliczkach Hradczan - to w
                końcu największy zamek królewski na świecie. Zwiedzamy katedrę św.
                Wita z przepielnymi witrazami Alfonsa Muchy (wielki plakat zakupiony
                w muzeum Alfonsa Muchy gdzie tez byliśmy zdobi teraz naszą
                jadalnię). W Pradze koniecznie trzeba zobaczyć też dzielnicę
                żydowska Józefów. Tak w ogóle Praga jest piękna. Na mosćie karola
                tłumy - wszyscy tłoczą sie przy rzeźbie św. Nepolomucena - to ten ,
                ktory nie zdradził tajemnicy spowiedzi krolowi . Za kare został
                strącony do Wełtawy. Pod jego pomnikiem wszyscy dotykaja
                płaskorzeźby psa - ma to przynieść szczęście. Zwiedzamy muzeum
                Muchy - polecam jestem jego fanem. Oglądamy też Małą strane i Złotą
                uliczkę. Złota Uliczka została tak nazwana , gdyż uważano, że
                mieszkają tak alchemicy , ktorzy wymyślaja jak stworzyc złoto. Tak
                naprawdę mieszkała tam obsługa zamku. Warto zobaczyć. . Chodzimypo
                glównym rynku - miła niespodzianka - mija nas młoda para z
                orszakiem. Wszyscy są wytworni. Panowie w cylindrach i we frakach.
                Panie w kreacjach z zielonymi wiankami na wlosach - niektóre
                bosonogie. Trochę jak z innego swiata. Robia miłe wrażenie.
                Kończymy zwiedzanie Pragi. W Planie miałem nocleg w czechach i
                następnego dnia podróz do Berlina. Moje dziewczyny maja jednak inne
                plany - nie chca noclegu. Mówię im , że w takim razie w Berlinie
                będziemy o 12 w nocy. Powiedziały ok. Jedziemy wiec.
                Przed granica z Niemcami zatrzymujemy się w Ustin.
                Próbujemy znaleźć market - nasza nawigacja oszalała. W końcu
                znajdujemy Tesco. Dokupujemy Kofolę (pychota) ciemnego
                Wielkopopowickiego Kozła(piwo ciemne jak dawne ciemne tyskie). Na
                wylocie zatrzymujemy się w restauracji na obiad. Jemy olbrzymie nie-
                wegetariańskie porcje czeskiego jedzenia i ruszamy dalej. Granicę
                przekraczamy z prędkością 130/h. Gdyby nasw niemcy zatrzymali, to
                chyba oskarzyliby nas o przemy alkoholu z tokaju i morav do niemiec.
                Bez problemu i bardzo szybko dojeżdzamy do Berlina. To juz prawie
                jak w domu. Nasza nawigacja - zośka gubi się. Po półgodzinnym
                blądzeniu dojeżdzamy do centrum. Parkujemy pod Bundestagiem i
                ruszamy pod Bramę Brandenburska. Jest ciemno, ale wszystko jest
                doskonale oświetlone. Na ulicach tłumy ludzi. Mnóstwo turystów i jak
                mniemam berlinczyków. Robimy zdjecia. Hipisi na boso na ulicach...
                cos o tym słyszałem. Pakujemy się do naszej bryki i ruszamy do
                Polski.
                Nad ranem dojeżdzamy do naszego ukochanego Gdańska. Oliwa jak zawsze
                jest przepiękna. Wreszcie w domu.
                Podsumowanie - pochwale się tez gdzie byliśmy i jakie mamy plany.
                Wakacje nie musza być bardzo drogie żeby były udane. Moja żona
                przygotowała prezentację ze zdjęc "wakacje 5 stolic".Z ponad tysiąca
                zdjęć wybrała te najpielniejsze. Na wszystkich naszych przyjaciołach
                zrobiło to wrażenie. Nasze wakacje zawierały i wypoczynek i
                zwiedzanie. W zwiazku z tym że w maju byliśmy w Toskanii,
                postanowilismy zrobić tanie wakacje. Może to się udać przy
                odpowiednim planowaniu. Staramy się planowac - z dziecmi nie zawsze
                da się jechać na żywioł. W przyszłym roku ruszamy polską ścianą
                wschodnią ze szczegolnym uwzględnieniem Bieszad, jedziemy też do
                Lwowa, gdzie nigdy nie byliśmy., a potem byczenie się w naszym
                miejscu na Węgrzech. Za to w ferie zimowe chcemy zwiedzić Ziemie
                Świeta - ale to z biurem podrózy (albo sigma travel albo z
                Pallotynami - niestety jest to dla nas finansowa masakra, ale chemy
                to zobaczyć)
                Jak do tej pory byliśmy 3 razy na Węgrzech, w Rumunii, Chorwacji, 2
                razy we Włoszech, 3 razy w Czechach, 2 razy w Austrii,w Niemczech,
                w Słowacji, w Słowenii, w Danii,w Szwecji, 3 razy w Norwegii, w
                Rosji - obwód Kaliningradzki, w Portugalii, 2 razy na Krecie, na
                Litwie.
                Jesli ktoś pomysli , że zaliczamy kraje, to proszę , żeby tak nie
                myślał. Chetnie zwiedzamy ponownie te same miejsca, ciągle
                odkrywając coś nowego. Uwielbiamy tez Polskę, uważam że jest tu
                mnóstwo do zobaczenia. Zdaję tez sobie sprawę, że jadąc na 2 , 3
                tyg. można liznąc tylko innej kultury, srodowiska. Ale i to jest
                fajne.
                Moje córki 9 i 13 lat różnią się od nas -juz starych. Nie maja
                kompleksów. Radza sobie z językami, wszędzie czuja się swietnie i
                nie mają oporów , żeby być obywatelkami świata, czego Wam równiez
                serdecznie życzę! Zwiedzajcie i żyjcie!
                • g_shark Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podr 17.08.08, 22:33
                  Gość portalu: gdańsk napisał(a):

                  > Moja żona przygotowała prezentację ze zdjęc "wakacje 5 stolic".Z ponad tysiąca
                  > zdjęć wybrała te najpielniejsze. Na wszystkich naszych przyjaciołach
                  > zrobiło to wrażenie.
                  Czy można je gdzieś zobaczyć w Internecie?

                  >W związku z tym że w maju byliśmy w Toskanii,
                  Czy jest dostępny opis z tego wypadu?

                  >Zwiedzajcie i żyjcie!
                  Dziękujemy za życzenia :-)
                  • Gość: gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik pod IP: *.chello.pl 18.08.08, 08:01
                    prześlij mi swojego maila na cork17@interia.pl. Spróbuje coś ci
                    przesłać
                    • Gość: vicealigator Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik po IP: *.cable.ubr14.aztw.blueyonder.co.uk 18.08.08, 15:32
                      Moze zobaczcie to: www.geoblog.pl ?
                      Bardzo prosty w obsludze, nawet laik sobie poradzi.
                      Tu macie przyklad mojego:
                      vicealigator.geoblog.pl
                      • Gość: tekila38 Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik p IP: *.retsat1.com.pl 22.08.08, 20:36
                        Jeśli wolno spytać,jaki był koszt podróży?
                        • Gość: Gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik IP: *.chello.pl 25.08.08, 22:25
                          Wiesz nie oszczędzalismy tym razem specjalnie. Ale dam Ci kilka
                          liczb , zeby ułatwić planowanie.
                          Noclegi. Z jednym wyjatkiem nie przekroczyły 200 zł za 4 osoby. Moje
                          corki wszedzie były traktowane jak dorosłe.
                          W tokaju pensjonat - 160 zł - 2 pokoje ze wspólna łazienką z lodówka
                          i telewizorem.
                          Campig termalny - pół murowanego domku(oddzielne mieszkanie) - 170
                          zł - nasz domek to kuchnia pokój z garami, kuchenką ,
                          lodówka ,łazienka i 2 sypialnia. Ale w tym były karnety dla nas na
                          baseny o wartości ok. 80 zł dla naszej 4.
                          Sentendre - przez portal limba - ok 300 zł ze śniadaniem (taki
                          sobie , ale mili gospodarze z sympatia do Polakow)
                          Pension pochoda w Mikulovie - ok 30 zł za osobę - naprawdę super
                          warunki - chyba najlepsze. Stad ruszaliśmy w kilka miejsc- to była
                          nasza baza.
                          W pradze nocleg próbowaliśmy zarezerwować bezskutecznie. W końcu
                          zanocowaliśmy w miasteczku pod Praga za 200 zł za to z bardzo dobrym
                          śniadaniem, przesympatycznym i rozmownym kelnerem przy kolacji i
                          kuponem rabatowym do kregielni i na konsumpcje i alkohol w tejze
                          restauracji (piwo oczywiście super). Aha - oczywiście w hotelu
                          bezplatne przewodniki po okolicy [po polsku i strzezony parking za 5
                          zł chyba.
                          Jedzenie wygladało tak , że nie chciało nam się gotować, więc
                          zazwyczaj jadaliśmy w restauracjach - nie najdroższych ale takich
                          gdzie widzieliśmy, że jedza węgrzy, czy czesi. Obiad wahał się
                          między 80 a 120 zł(moje córki jedza jak dorośli albo i lepiej), gdy
                          do obiadu zamówiłem np. butelke wina (zreszta pysznego). Oczywiście
                          można taniej - na Węgrzech polecam zupy gulaszowe (koszt ok 10-12
                          zł) które starcza za cały posilek. Moje córki uwielbiaja langosze
                          (koszt od 4 do 8 zł) - robiły za przegryzki. W drodze
                          zatrzymywalismy się w restauracyjkach przy stacjach benzynowych na
                          kanapki czy hot - dogi, oczywiscie najczęściej tam gdzie było duzo
                          Tirów lub innych samochodów, zgodnie z zasada , że tam musi być
                          dobre jedzenie. Ceny jak w Polsce.
                          Zrobilismy duzo zakupów alkoholowych - lubimy wino wiec do Polski
                          przyjechalo z nami chyba z 50 butelek wina od Tokaju po Morawy
                          kupowanego. Ceny zdecydowanie nizsze niz w Polsce. Dobrej klasy
                          Tokaje kupowane w Winotece u producenta po degustacji można kupić
                          juz za 60-80 zł. Ale kupilismy tez troche naprawde tanich win za 10-
                          20 zł, a i tak o niebo lepszych od tych za podobna cene w Polsce.
                          Własciwie ten nasz wyjazd był pod znakiem "korkociagu" - a to za
                          sprawa naszych przyjaciół , którzy zorganizowali nam jeszcze z
                          Polski degustację w jednej z najlepszych winnic w Tokaju i
                          Własciciela pensjonatu Pohoda, który zaproponował nam degustacje win
                          morawskich u swojego przyjaciela winiarza..
                          Moje dziewczyny poczyniły też mnóstwo zakupów typu ciuchy , buty i
                          rzeczy do szkoły jak plecaki i torby. Wszystko to i tak kupilibysmy
                          w Polsce, wiec doszły do wniosku, że skoro jest taniej i inne nieco
                          niz w Polsce to kupuja tam. Trudno wiec to wliczać w koszt podrózy.
                          Myślę , że na upartego możnaby niezbyt mocno oszczędzając
                          przeznaczyć na taki 10-iodniowy pobyt ok 3000 zł. z noclegami
                          jedzeniem kupowanym w sklepie i robionym w domku na campingu (ale w
                          Polsce tez musisz jeść), lodami i jakimis przyjemnościami
                          wakacyjnymi. Nam wyszlo sporo więcej, ale na własne życzenie. W
                          przyszłym roku robimy bardzo drogi wyjazd toteż latem jadąc
                          przez "wschodnią ścianę", Lwów, Bieszczady i Węgry przyjmiemy
                          własnie tanią opcje. Pozdrawiam i mam nadzieję, że pomogłem nieco
                          • uyu Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik 28.08.08, 22:36
                            Gdansk,
                            Ciekawie opisujesz swoje podroze. Dlaczego nie wstawisz tych opisow
                            z fotografiami do jednego bloga?
                            Nie po to, zeby sie chwalic tylko po to, zeby podzielic sie z innymi
                            wlasnymi, interesujacymi wrazeniami.
                            Ja tak zrobilam odnosnie dwoch lat spedzonych na Tahiti. I
                            najwieksza moja satysfakcja jest to, ze wielu ludzi, dla ktorych ta
                            wyspa jest synonimem egzotyzmu, ja przyblizylam.
                            Kilku osobom ktore sie tam wybieraly udzielilam cennych, tak
                            przynajmniej twierdza, wskazowek.

                            Twoj opis Czech sprawil mi wielka przyjemnosc, bo od pieciu miesiecy
                            mieszkam o 40 km od Mikulowa, a w promieniu 300 km mam cztery
                            stolice :))
                            • Gość: Gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn i IP: *.chello.pl 31.08.08, 12:25
                              Dzieki za uznanię i miłe słowo pochwały uyu. Wiesz , z tym blogiem ,
                              moze dlatego, ze uwazam sie za komputerowego debila. Ale
                              rzeczywiście może warto sprobowac. Wiem juz po poprzednich moich
                              opisach, ze wielu osobom pomogłem zaplanowac wyjazd albo zobaczyc
                              cos o czym nie wiedzieli. Jest to dla mnie duza satysfakcja. No tak -
                              obiecywalem sobie , ze przed 40-ka napisze książkę., a tu 37 lat i
                              nic. Więc może chociaz tak...
                              • uyu Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn 31.08.08, 22:36
                                Jesli ja dalamsobie rade to ty tez :))
                                Blog stworzylam na wp i nie zaluje, bo tam mozna za pomoca telefonu
                                komorkowego zwiekszac limit fotografii. Jest tez bardziej prosty w
                                obsludze i otwiera sie o wiele szybciej od gazetowych.
                                Nadal namawiam do blogowania :))
                • Gość: Gdańsk Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik podr IP: *.chello.pl 25.08.08, 22:29
                  Oczywiście te 3tys licze dla rodziny 2+2.
                  • Gość: tekila38 Re: Węgry-Czechy-Wiedeń-Berlin-dzienn ik pod IP: *.retsat1.com.pl 28.08.08, 16:06
                    Bardzo dziękuję za odp. Wybieramy się właśnie 2+2. Myślę więc,że
                    4tyś. starczy na spoko. Dzięki raz jeszcze!
Pełna wersja