Dodaj do ulubionych

Książka na wakacje...kto zna polski tytuł?

08.07.07, 19:43
Autorem książki jest Charles Willeford, oryginalny tytuł: Pick-up. Ja
przeczytałam tę książkę po niemiecku : jako Sperrstunde.

Wenn sie getrunken hatte ,war ihr jeder Mann recht. Nur eines wollte Helen
noch mehr als trinken-sterben. Aber auch dazu brauchte sie einen Mann.

Teraz po polsku: Do obskurnej knajpki wchodzi piękna,elegancko ubrana, bardzo
pijana dama. Barman ( alkoholik-artysta malarz) podaje jej kawę, za którą ona
nie ma czym zapłacić, bo gdzieś zostawiła torebkę. Nie pamięta czym dotarła do
miasta- może pociągiem, może autobusem? Po zamknięciu lokaliku, szukają razem
jej torebki...znajdują cały bagaż w przechowalni. Zamieszkują razem, dwie
zagubione dusze...zyją tylko po to, aby pić. On stara się pracować,aby zarobić
na butelkę ginu, ale nie jest w stanie pogodzić pracy z pilnowaniem Helen(tak
ma na imię bohaterka). Alkohol i bezsilność podsuwa im pomysł samobójstwa.
Oboje tylko tego pragną. On zakrywa jej twarz poduszką i odkręca gaz. Helen
umiera, jemu się nie udaje. Sam zgłasza się na policję i przyznaje do winy,
nie przeraża go perspektywa śmierci,czeka na nią. Z nudów zaczyna malować
portrety strażników więziennych i ich znajomych. Staje się coraz bardziej
sławny. Osoby zamawiające portrety przelewają pieniądze na jego konto. Malarz
czeka na wyrok, marzy o karze śmierci, chce dołączyć do Helen,którą
udusił.....? Sekcja zwłok kobiety i zeznania jej matki...zmieniają radykalnie
bieg wydarzeń. Okazuje się,że piękna-alkoholiczka umarła wcześniej na zawał
serca. Mężczyzna nie chce w to uwierzyć, domaga się kary śmierci, ale sąd go
oczywiście uniewinnia. Pobyt w więzieniu izoluje go od alkoholu, regeneruje
siły witalne i mózg. Na koncie leżą pieniądze, może rozpocząć nowe życie.
Wyganiają go z więzienia....rozpoczyna nowe życie.

O tym mniej więcej jest książka, ale ograniczyłam się do króciutkiego
streszczenia. Pominęłam wszystkie psychologiczne zawiłości i filozoficzne
subtelności, które czynią z niej coś więcej niż ...komercyjny Kriminalroman.
Nie znam perfekcyjnie niemieckiego, dlatego pytam Was- znacie polski wariant?

A tak a propos....dobrych książek....może , ktoś coś mi poleci?
Ciekawa jestem, czy złotowianie lubią czytać i jakie mają gusta.
Obserwuj wątek
      • legalna-blondynka Re: Książka na wakacje...kto zna polski tytuł? 08.07.07, 23:49
        Dziękuję Grucha....:) Po napisaniu tego postu zajrzałam na złotowskie, aby
        zobaczyć co się mówi na temat EEM( nic nie wiem, bo w tym czasie byłam w innym
        miejscu). Książka, którą polecam przypadkowo koreluje z komentarzami
        internautów, którzy zauważyli problem alkoholowy u niektórych osób.
        Oczywiście nie podoba mi się wymienianie nazwisk i miejsca pracy, ponieważ to
        narusza prywatność osób niepublicznych(a może nie znam dobrze definicji osoby
        publicznej...?)

        Nie podoba mi się również obarczanie Burmistrza winą za nałogi jego podwładnych,
        ale skoro już o tym tak głośno, to i ja mam taką ogólną radę.
        Jeśli pracodawca podejrzewa pracownika o uzależnienie, to powinien z nim o tym
        dyskretnie porozmawiać, wysłać na odwyk i terapię- nic więcej nie może zrobić.
        Pracownik (dla własnego dobra) powinien skorzystać z możliwości leczenia się na
        koszt państwa i nie dyskutować z faktami. Jeśli nie uda mu się pokonać nałogu,
        to prędzej, czy później wyleci z pracy. Wszyscy w Złotowie orientujemy się, kto
        ma problem, ale roztrząsanie tego personalnie w gazetach jest obrzydliwe,
        ponieważ rani rodziny tych ludzi. Zakładam,że autorzy postów nie mieli złych
        intencji i chcieli jedynie zasygnalizować zjawisko. Podobają mi się ludzie,
        którzy otwarcie mówią o tym,że uczestniczą w spotkaniach AA.
        Niepijący alkoholik potrafi normalnie funkcjonować w każdej sferze życia,
        chociaż lepiej go kontrolować. Alkoholik pozostawiony sam sobie -kończy często
        jak bohaterowie książki,którą teraz....szczególnie rekomenduję ...:)

        Jeszcze coś....Elmek...a Ty się tu pojawiaj częściej, bo nam forum padnie, mamy
        przecież konkurencję. ....:)

        • tanges1 Re: Książka na wakacje...kto zna polski tytuł? 09.07.07, 11:31
          Witam.
          Tego autora znam tylko jeden tytuł ,,Herezja Oranżu Palonego".
          Nic więcej nawet w internecie nie znalazłem. Obawiam się, że nie została
          przełożona na polski.Sam jestem juz zainteresowany tą ksiażką i im bardziej jej
          nie mogę ,,namierzyć,, tym bardziej jej pragnę.
          Jak to się nazywa w psychologii wg. Cialdiniego? REGUŁA NIEDOSTĘPNOŚCI.

          W niemieckim nie będę czytał, bo jak nie można się posiłkować polskim wydaniem
          to raczej nie dam rady w dobrym zrozumieniu tekstu.

            • tanges1 Re: Książka na wakacje...kto zna polski tytuł? 09.07.07, 14:06
              To jest dobry pomysł, ale do tłumaczena musi się włączyć więcej osób.
              Elmek musiałby wyrazić zgode na utworzenie dwóch wątków niezależnych tzn.
              Jeden w wersji niemieckiej. Drugi przetłumaczone fragmenty tekstu przez
              forumowiczów.
              Sam nie dam rady choć wiem ,że to najwspanialszy rodzaj treningu
              językowego.Przyjemnie z pożytecznym.
              Legalną trzeba zdopingować, aby pierwszy rozdział wklepała wiernie na forum.
              Najlepiej jakby każde nowe zdanie miało liczbę porządkową, ponieważ niektóre
              zdania będą wymagału opisu lub odniesienia.
              Czytając fragment podany przez Legalną widzę, że łatwo nie będzie ale trudno
              też nie tak mocno.
              Prośba do Elmka, aby wszystkie złośliwe i trolowate teksty wywalał z wątku
              niemieckiego i polskiego przekładu. W zasadzie potrzebny będzie trzeci wątek do
              dyskusji nad interpretacją i ogólnie .
              Co Wy na to? Elmek, Legalna , Grucha ????
              Działamy?
              To bardzo fajne ipożyteczne zajęcie. Przełożymy książke za pomocą forum. W
              zasadzie napiszemy ją po Polsku wspólnie. Jak to się uda to ja zapłacę za
              wydanie jej w 1000 sztukach

              • legalna-blondynka Re: Książka na wakacje...kto zna polski tytuł? 09.07.07, 18:42
                Tanges może na początek zaczniemy od tłumaczenia małych fragmentów i zobaczymy ,
                czy ktoś jeszcze zainteresuje się naszym ambitnym pomysłem....:)Przekład książki
                nie musi być przecież dosłownym tłumaczeniem, więc nawet osoby nie znające
                perfekcyjnie niemieckiego mogą się w to zaangażować.
                Grucha bardzo Ci dziękuję za sympatyczne, prywatne maile....:) Nie mam
                klawiatury z niemieckimi literami, więc te ich wszystkie u,a,o z kropkami nad
                samogłoską , dla wygody pominę(?). Kto zna niemiecki, zrozumie bez problemu.
                Książka jest naprawdę bardzo wciągająca; znajdziemy w niej horror, humor,
                erotyzm....tak od zwierzęcych chuci do mistycznych uniesień.
                Na razie jest nas dwoje....Tanges i Blondynka....:)


                • legalna-blondynka Erstes Kapitel.....Wejście Damy 09.07.07, 19:30
                  AUFRITT MADAME

                  Zbliżała się godzina 23. Jakiś zabłąkany marynarz wszedł do środka i zamówił
                  hod-doga z chilli. Przekroiłem bułkę, wyciągając jednocześnie kiełbaskę z
                  gorącej wody. Upchnąłem ją błyskawicznie w bułce,przystroiłem łyżeczką chilli i
                  drobno posiekaną cebulą, która maskowała podły zapach wędliny. Nie nakarmiłbym
                  tym świństwem nawet padającego z głodu psa.

                  A dalej już po niemiecku:

                  Der Matrose war der einzige Gast, und als er seinen Hot dog gegessen hatte,ging er.
                  Genau in diesem Augenblick kam sie herain. Eine kleine Frau. Sie hatte eine
                  Figur wie ein Teenager. Ihr Kostum war aus blauem Tweed, schick geschnitten, und
                  uber den schmalen Schultern trug sie eine Pelzjacke nach Bolero-Art.
                  Winzige goldene Ohrringe hingen an ihren durchstochenen Ohrlappchen.
                  Sie war ziemlich betrunken.

                  Kto przetłumaczy.....?:)
                  • grucha444 Mam problem 09.07.07, 21:07
                    Legalna-Blondynko ja wam nie pomogę ponieważ nie znam niemieckiego.
                    Teraz bedziesz musiala sie ze mna umówić i opowiedzieć dokładnie calą książke,
                    tak mnie zaciekawilas.Będe wam jednak kibicował. Zajrzyj na pocztę. Pozdrawiam.
                  • tanges1 Re: Pierwszy rozdział Wejście Damy 09.07.07, 21:31
                    Marynarz był jedynym gościem, jedząc swojego Hot doga, przechadzał się po barze.
                    W tej samej chwili pojawiła się mała pani.
                    Figurę miała jak nastolatka. Jej kostium był z niebieskiego tweed-u, dobrze
                    skrojony, a na
                    wąskich ramionach nosiła kurtkę futrzaną na sposób artystycznego bolera.
                    Drobniutkie złote kolczyki wisiały na jej przekłutych uszach.
                    Była mocno upita.

                    (To jest tylko sens, autor uzywa bogatego języka, stosuje zwroty idiomatyczne,
                    bez słownika nic wiecej w tej chwili nie zrobię)

                    • legalna-blondynka Re: Pierwszy rozdział Wejście Damy 09.07.07, 23:05
                      Tanges świetnie, ale umówmy się,że nie będzie to wierne tłumaczenie; taki
                      bardziej intuicyjny przekład to szansa na lepszy styl. Co powiesz na tę wersję:

                      Marynarz był jedynym gościem, krążył znudzony po barze, wyszedł nie skończywszy
                      jeść. W tej samej chwili weszła ona, niewysoka kobietka o figurze
                      nastolatki,ubrana w pięknie skrojony, elegancki kostium z niebieskiego tweedu.
                      Futerko w stylu bolero-art okrywało niedbale jej wąskie ramiona. W uszach
                      migotały drobniutkie, złote kolczyki.
                      Od razu było widać, że jest nieźle wstawiona i ledwo trzyma się na nogach.


                      Was darf`s sein?- fragte ich sie.
                      -Ich glaube ,ich brauche einen Kaffee.
                      -Ja, den brauchen Sie,stimmte ich zu. Und Sie brauchen ihn schwarz-?

                      Ich zapfte eine Tasse und stellte sie ihr hin. Der Kaffe war zu hei@ zum
                      Trinken,und sie senkte den Kopf und blies mit komischem kurzen Pusten darauf.
                      Ich stand hinter der Theke und sah ihr zu. Ich konnte nicht dafur; sie war
                      wunderschon.
              • elmek Re: Książka na wakacje...kto zna polski tytuł? 10.07.07, 08:57
                Nie mam nic przeciwko takiej inicjatywie. W końcu mieszkańcy Ziemi Złotowskiej
                znani są ze swej dwujęzyczności i posiadania dwóch obywatelstw. No przynajmniej
                zdarza się to u nas częściej niż np. w centralnej Polsce ;-)
                Myślę, że wystarczy jeden wątek - tak jak to robicie teraz - fragment po
                niemiecku i zaraz tłumaczenie polskie. Ja Wam niestety nie pomogę. Niemieckiego
                zaczynałem się uczyć kilka razy (jako dziecko, w liceum, na studiach) i za
                każdym razem w momencie, gdy zaczynały się czasy przeszłe zdarzała mi się
                dłuższa przerwa w nauce. Nigdy już nie byłem w stanie nadrobić tej dziury i cały
                proces nauki zatrzymywał się :-/
                • legalna-blondynka Tłumaczymy książkę....:) Zapraszamy do zabawy. 10.07.07, 12:04
                  Elmek dziękujemy za akceptację inicjatywy. Jeśli uczyłeś się niemieckiego, to
                  umiesz więcej niż Ci się wydaje i jeśli tylko się zmobilizujesz możesz nam
                  czasami pomóc. Ja również nie znam doskonale tego języka, ale takie
                  wolne,intuicyjne tłumaczenie wcale nie jest trudne. Najfajniej czyta się w
                  oryginale książki przetłumaczone na j.polski. Tej pozycji Willeforda nikt nie
                  przetłumaczył...:)

                  Specjalnie dla Gruchy napiszę niebawem kolejny fragment po polsku.
                  • legalna-blondynka Re: Tłumaczymy książkę....:) Zapraszamy do zabawy 10.07.07, 13:19
                    Kolejny fragment

                    Nawet Benny- właściciel baru,zazwyczaj zajęty tylko liczeniem pieniędzy i
                    kontrolowaniem książki rachunkowej,na widok tak niecodziennej Piękności
                    znieruchomiał z długopisem w dłoni. Takie kobiety nie jadają w parszywych
                    barach, nigdy jeszcze jego lokalu nie odwiedziła tak wytworna dama.
                    Na pierwszy rzut oka wydawała mi się bardzo młoda, teraz jednak oceniłem jej
                    wiek na jakieś 26-27 lat.
                    Przepiękne , naturalne blond włosy miała gładko zaczesane do tyłu.
                    Na ślicznej, owalnej buzi nie zauważyłem żadnych zmarszczek. Jedyny make-up
                    stanowiła szminka na ustach, tak ciemno czerwona,że sprawiała wrażenie czarnej w
                    kontraście z bardzo jasną skórą.
                    Jej oczy były brązowe, w odcieniu palonej sienny, tęczówki rozweselały złotawe,
                    rozrzucone nieregularnie punkciki.
                    Zwykły śmiertelnik nie zauważyłby żadnego defektu, ale ja byłem alkoholikiem.
                    Każdy alkoholik potrafi w ciągu dwóch minut rozpoznać swego.
                    Ta piękna, świetnie jeszcze wyglądająca dziewczyna....piła już bardzo długo.
                    Może dłużej niż ja.



                      • legalna-blondynka Re: Tłumaczymy książkę....:) Zapraszamy do zabawy 10.07.07, 14:54
                        Ten dialog jest wcześniej....tłumaczę go mniej więcej tak:

                        _Czego Pani sobie życzy- zapytałem.
                        -Sądzę ,że potrzebuję mocnej kawy.
                        - Nie ma sprawy, żądasz i masz.
                        Napełniłem filiżankę i postawiłem przed nią. Kawa była zbyt gorąca, aby ją
                        natychmiast wypić,przekręciła głowę i próbowała ją schłodzić zabawnym dmuchnięciem.
                        Przyglądałem się jej uważnie i ustaliłem: była cudowna....:)


                        Tanges...przyznam uczciwie,że nie chce mi się za każdym razem wklepywać
                        niemieckiego tekstu. Może będziemy kolejne fragmenty?
                        A jak ty czujesz ten dialog?

                        Przy okazji podziękuję wszystkim osobom,za przemiłe maile.
                        Podkreślam,że to Tanges i Grucha wpadli na pomysł przekładu...więc piszcie
                        Państwo również do nich.

                        Tanges....następny kawałek po niemiecku póżniej....ok?:)
                        • legalna-blondynka fragment nr 6 10.07.07, 22:16
                          Benny hinter seiner Kasse gab mir Zeichen. Ich unterbrach meine Unterhaltung
                          mit der Frau, um zu sehen , was er wollte.
                          Benny war ein klainer Mann mit flachem Glatzkopf und einer Hakennase. Grauhaar
                          lag wie ein Hufeisen um seinen Schadel.

                          Benny dał mi znak zza swojej kasy. Przerwałem rozmowę z panią, aby zerknąć i
                          dowiedzieć się, czego on chce.
                          Benny był małym człowieczkiem z płaską głową i haczykowatym nosem.
                          Siwe pasmo włosów jak podkowa otaczało jego mózgownicę ( czachę?)
                          • legalna-blondynka fragment 7 11.07.07, 12:10
                            Ich mochte ihn nicht besonders, aber er hetze mich nie und versuchte auch nicht,
                            mich herumzukommandieren , und so hielt ich es schon uber zwei Monaten hinter
                            seinem Tresen aus. Fur mich war das ein Rekord . Seine schmutzigen Augen glanzen
                            hinter der goldgeraderten Brille.
                            - Da ist deine Chance, Harry!- er lachte sein kehliges , schleimgurgelndes Lachem.

                            Nie lubiłem go szczególnie,ponieważ nie wtrącał się i nie rozkazywał, to pomogło
                            mi wytrwać w robocie już ponad 2 miesiące. W moim przypadku to prawdziwy rekord.
                            Jego brudnawe oczy błyszczały zza pozłacanych okularów.
                            - To jest twoja szansa , Harry- roześmiał się gardłowym, bulgoczącym smiechem.
                            • grucha444 Blondi tylko nie rezygnuj!!!! 11.07.07, 14:46
                              Blondynko tylko nie rezygnuj z tlumaczenia,zalozylem sie z paroma osobami
                              ze Ci sie uda. Jak widze narazie jestes sama. To pewnie przez wakacje,ludzie
                              powyjeżdzali. Zadanie jest trudne. Malo ludzi zna niemiecki ,zeby cos dobrze
                              prztlumaczyc.
                              Nie odpowiedzialas mi, czy bohaterka musi umrzec?:)
                              Jak zwykle z uklonami twoj wierny kibic Grucha:)
                              • legalna-blondynka Re: Brawo 11.07.07, 18:09
                                Tanges dziękuję, ale obiecałeś mi pomóc. Popraw proszę 7 fragment , bo coś mi
                                tam nie gra.
                                Wcale nie mam tak dobrego warsztatu, niemieckiego uczyłam się generalnie sama,
                                ale osłuchałam się z tym językiem i w przeciwieństwie do większości Polaków ,
                                uważam,że jest śliczny....:)

                                Grucha nie martw się, nie zrezygnuję z paru powodów:
                                - nie mogę przecież dopuścić , abyś przegrał zakład
                                - nie mogę rozczarować moich znajomych, którzy podobnie jak Ty uroczo mi kibicują
                                - muszę wyszlifować język( książka ma przeszło 200 stron! - jeśli je tu wklepię,
                                to automatycznie sporo zapamiętam.
                                - bawi mnie to zajęcie, tym bardziej,że nikt jeszcze tej powieści nie
                                przetłumaczył na język polski.....:)
                                -są jeszcze inne powody...ale o nich innym razem.
                                • legalna-blondynka fragment 8 11.07.07, 19:45
                                  - Ich brauche deinen Rat nicht- sagte ich wundet.
                                  Er lachte wieder,aus tiefster Brust. - Feierabend-. Nutz die Gelegenheit.

                                  Ich wandte mich zur Kuche, als ich an der Frau vorbeikam,hob sie mir ihre leere
                                  Tasse entgegen und schuttelte sie.

                                  -Sehen Sie? Ganz ausgetrunken. Krieg ich noch einen?-

                                  -Nie potrzebuję twojej rady- warknąłem wściekle. Roześmiał się ponownie pełną
                                  piersią. - Koniec pracy. Wykorzystaj okazję.

                                  Powędrowałem w stronę kuchni,w momencie, kiedy ją mijałem ,pokazała pustą
                                  filiżankę , potrząsając nią dla efektu.
                                  -Widzi pan? Wszystko wypiłam. Dostanę jeszcze jedną?
                                  • legalna-blondynka fragment 9 11.07.07, 21:21
                                    Tym razem tylko po polsku.

                                    Obsłużyłem naszą piękną klientkę po raz drugi i szybciutko pobiegłem na
                                    zaplecze, aby ściągnąć z siebie przesiąknięte knajpianym odorem robocze ciuchy.
                                    Chwyciłem swoją starą, wytartą na łokciach kurtkę z ledwo trzymającymi się dwoma
                                    guzikami. Nosiłem ją już ze dwa lata, non stop;biedaczka nigdy nie widziała
                                    pralni. Moje jasnoniebieskie jeansy , aktualnie pokryte plamami różnego
                                    pochodzenia,aż błagały o wodę z proszkiem. Obiecałem im ten luksus ze 3 tygodnie
                                    temu, ale nie dotrzymałem słowa, bo całą kasę wydałem na czynsz i alkohol.
                                    W swoim nędznym, wynajmowanym pokoju miałem jeszcze jedną parę spodni, jednakże
                                    były to spodnie od smokingu, które zakładałem tylko wtedy, gdy pracowałem jako
                                    kelner lub pomywacz w hotelowych restauracjach.
                                    Spojrzałem w lustro: zobaczyłem w nim 26 letniego, wysokiego, wychudzonego
                                    faceta,który w niczym nie przypominał dawnego, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych.
                                    Przeczesałem kawałkiem wyszczerbionego grzebienia trochę za długie, jeszcze
                                    gęste włosy i już gotowy mogłem się udać do sąsiadującej z naszym barem knajpy,
                                    na podwójnego drinka. Ssało mnie od paru godzin. Byłem prawie pewien,że pijana
                                    bogini już opuściła spelunę............::)
                                      • legalna-blondynka fragment 10 12.07.07, 12:42
                                        Sie war immer noch an der Theke, und ihre Tasse war schon wider lee.
                                        - Nur noch einnen, dann gehe ich- sagte sie mit einem kurzen ,betrunken Lachen.
                                        -Ich versprech`s.
                                        Zum dritten Mal gab ich eine Tasse Kaffe. Benny zalte an den Finger und ging ins
                                        Hinterzimmer.
                                        -Benny , ich brauche einen Zehner bis Zahltag -sag ich-
                                        -Nicht schon wieder! Ich habe dir gestern abend zehn gegeben,und heute ist erst
                                        Dienstag. Am Samstag kriegst du dann ja gar nichts mehr raus-
                                        -Daruber brauchst du dir nicht den Kopf zu zebrechen-.

                                        Ona nadal siedziała przy barze z pustą filiżanką. -Tylko jeszcze jedną proszę i
                                        wówczas sobie pójdę,przyrzekam - wybełkotała z pijackim śmiechem.
                                        Trzeci raz podałem jej kawę. Benny strzelił palcami i poszedł w stronę zaplecza.
                                        -Szefie, potrzebuję dziesiątaka przed wypłatą- szepnąłem podążając za nim.
                                        -No nie, znowu! Wczoraj wieczorem dałem ci 10 dolarów, a dziś jest dopiero
                                        wtorek. W sobotę dostaniesz resztę tygdniówki, inaczej wszystko wydasz.
                                        -Ponadto powinieneś walnąć się porządnie w głowę-.


                                          • elmek OT 12.07.07, 15:07
                                            Grucha nie bądź namolny ;-) Ciesz się, że Blondi ma tyle samozaparcia i bawi się
                                            w to tłumaczenie. Nie poganiaj, bo się jeszcze zniechęci!
                                            • legalna-blondynka Re: OT 12.07.07, 21:30
                                              Elmek....już nie mogę zrezygnować z podjętego wyzwania....:) Cieszę się,że
                                              chociaż Grucha jest zainteresowany tą książką. Na razie ta jego namolność jest
                                              sympatyczna.
                                              Tanges obiecał publicznie,że wyda to moje dzieło ....wprawdzie nie wiem kim
                                              jest Tanges, ale mu wierzę....:)
                                              Mam nadzieję,że będzie to wydarzenie roku....:)
                                              Wszyscy forumowicze powinni zorganizować mi spotkanie autorskie i odpowiednią
                                              reklamę, ponieważ będę jedyną osobą w Złotowie, która przetłumaczyła książkę.
                                              To nie wszystko.....władze powinny ufundować dla mnie i Tangesa specjalną
                                              nagrodę...:)
                                              Książkę za darmo dostaną wszyscy alkoholicy i narkomani - to walor terapeutyczny.
                                              Hm....brzmię nieskromnie...?:)


                                          • legalna-blondynka Re: Blondi nie znęcaj się i pisz wiecej! 12.07.07, 21:56
                                            Grucha bardzo mnie cieszą twoje reakcje. Musisz jednak być bardziej cierpliwy,
                                            nie siedzę cały dzień przy komputerze. To zadanie wymaga jednak skupienia i
                                            weny...::) Ja nie jestem germanistką ani tłumaczem zawodowym.
                                            A propos śmierci bohaterki- to nie harlekin,kompromisem mogłaby być ewentualnie
                                            śpiączka< inaczej zapachnie banałem....nie sądzisz?
                                            Za jakiś czas wyjeżdżam(czekam na pogodę). Postaram się sprostać twoim
                                            wymaganiom....przed północą będzie kolejny fragment.:)
                                            • grucha444 Blondi brzmisz super!!! 12.07.07, 23:00
                                              He he Blondi ale sie usmialem z tego postu do elmka. Powinni Ci ufundowac wielką
                                              nagrodę, jestem za! Lista alkoholikow i narkomanow w naszym miescie jest dluga,
                                              te 1000egzemplarzy nie wystarczy.
                                              Sam ci podrzuce listę z uzależnionymi. A ten pomysł ze spiaczką bardzo mi lezy.
                                              Nie chce Cie poganiac ale nie widze jeszcze nowego odcinka.
                                              Klaniam sie nisko Grucha:)
                                              • legalna-blondynka fragment 11(dość zabawny) 13.07.07, 00:39
                                                Tylko po polsku (bo jest późno)

                                                Benny doskonale wiedział,że wydaję większość kasy na chlanie. Chociaż za nim nie
                                                przepadałem, doceniałem troskę o moje finanse, ale dziś byłem zbyt wkurzony, aby
                                                brać to pod uwagę.
                                                - Daj mi do cholery te 10 dolców- zasyczałem możliwie cicho, bałem się,że ona
                                                usłyszy moje skomlenie. Benny wyjął z kieszeni portfel i rzucił we mnie banknotem.
                                                -Idź skasować naszą damę Harry, zamykamy.
                                                Podszedłem do niej z rachunkiem. Mała, wytworna ślicznotka spojrzała na mnie
                                                swoimi wielkimi, brązowymi oczkami i z przepraszającym uśmiechem oznajmiła
                                                łagodnie: -nie mam ani grosza-.
                                                - Ach tak....?
                                                - I co, zadzwoni pan teraz na policję- zapytała błagalnie.
                                                - Nie mam ochoty na żadne zamieszanie, zapłacę za panią i wychodzimy. Mogę
                                                zapytać , gdzie podziała pani torebkę? Kobiety zazwyczaj obwieszają się torebkami.
                                                W tym momencie Benny zadzwonił kluczami, wyszliśmy na ulicę.
                                                Benny nie żegnając się z nami wsiadł do auta i odjechał. Moja piękna klientka,
                                                zachwiała się, wysokie obsasy eleganckich szpilek nie nadawały się do spacerów w
                                                stanie nietrzeźwości. Podtrzymałem jej ramię i ponownie zapytałem o torebkę.
                                                - Wydaje mi się,że torebka jest w torbie podróżnej- wymamrotała.
                                                -Acha, tylko, gdzie jest ta torba?-
                                                - W jakiejś przechowalni, mam do niej klucz-. Włożyła dłoń do kieszeni drogiego
                                                futerka i faktycznie pokazała mi kluczyk z numerkiem.
                                                -Problem w tym,że nie wiem , czy to przechowalnia na dworcu autobusowym, czy też
                                                może kolejowym? Muszę się nad tym zastanowić, ale bez drinka nie dam rady.
                                                Mógłby pan mi jednego zasponsorować?
                                                Rozbroiła mnie totalnie, nie mogłem przecież zostawić jej samej, w nocy na
                                                ulicy. Oboje byliśmy na głodzie.
                                                -Czemu nie, mam 10 dolarów, idziemy się napić- powiedziałem podając jej ramię.

                                                • legalna-blondynka fragment 12 13.07.07, 12:07
                                                  Tylko po niemiecku ( może ktoś inny przetłumaczy....:)

                                                  Sie nahm meinen Arm und wir gingen die Market Street hinunter. Es war ziemlich
                                                  angenehm, eine schone Frau im Schlepptau zu haben. Ich war froh, daz sie mich
                                                  gebeten hatte, ihr einen auszugeben. Ich hatte ich sie nie gefragt, aber solange
                                                  sie nicht dagegen hatte, hatte ich auch nichts dagegen. Ich machte kleinere
                                                  Schritte, damit sie mitkam, und von Zeit zu Zeit schaute ich auf sie hinunter.
                                                  Gin war meine Schwache, nicht Frauen, aber ein Geschopf wie sie...na , da konnte
                                                  ein Mann ins Grubeln geraten.
                                                  • grucha444 Blondi nie rob se żartow 13.07.07, 13:35
                                                    Blondi nie rob se żartow i tlumacz sama. Do pyskowek i wymądrzania sie wszyscy
                                                    chętni ale to co wymyślilas juz za trudne hehe.
                                                    PRóbowałem ze slownikiem i kurde nic mi nie wychodzi. Bardzo trudny ten tekst.
                                                    Czekam na kawalek po polsku. Grucha sie kłania:)
                                                  • legalna-blondynka Re: Blondi nie rob se żartow 13.07.07, 15:43
                                                    Grucha bardzo Cię proszę nie atakuj w tym wątku nikogo, zależy mi na tym, aby
                                                    był kulturalny i relaksujący. Zobaczysz, jak wróci Komuchojadek z Tyką będzie tu
                                                    więcej komentarzy...:) Wieczorem napiszę następny fragment, ale ten ostatni
                                                    celowo zostawię bez tłumaczenia. Tobie wyjątkowo wyślę tekst na maila...ok?
                                                  • legalna-blondynka fragment 13( Poznajmy się) 13.07.07, 21:36
                                                    Wir naherten uns der Bar, wo ich nach der Arbeit immer der ersten Drink nehme.
                                                    Wir traten ein und setzten uns ans Ende der Bar. -Hey-, sagte sie strahlend.
                                                    - Ich erinnere mich, daz ich heute abend schon mal hier war!-
                                                    -Schon recht. Daz Sie in irend`ner Bar waren,kann man sich denken.
                                                    Der Barkeeper kannte mich gut, aber er hob die Brauen, als er mich mit dem Dame sah.
                                                    -Was soll`s sein, Harry?-fragte er.
                                                    -Doppelten Gin mit Tonic- ich sah das Madchen an.
                                                    - Ich nehme besser keinen doppelten. Geben Sie mir einen kleinen Burbon und ein
                                                    Bier dazu.
                                                    Ich zundete zwei Zigaretten an und reichte ihr eine. Sie nahm einen tiefen Zug.
                                                    Mein Name ist Harry Jordan, sagte ich. Ich bin 26 Jahre alt und wenn ich nicht
                                                    arbeite, trinke ich...
                                                    -Mein Name ist Helen Meredith. Ich bin 35 Jahre alt und ich arbeite uberhaupt
                                                    nicht. Ich trinke dauernd........

                                                    Dotarliśmy do baru, w którym zawsze po pracy wypijałem pierwszego drinka.
                                                    Usiedliśmy na samym końcu.
                                                    -Hej...rzekła rozpromieniona. Przypominam sobie,że dzisiejszego wieczoru już tu
                                                    byłam.
                                                    -Nie wykluczam,to bardzo prawdopodobne,że mogła tu pani zawitać.
                                                    Barman znał mnie doskonale,ale widząc mnie z kobietą zupełnie zbaraniał.
                                                    -Co ma być Harry? -zapytał. Podwójny gin z tonikiem -spojrzałem na dziewczynę.
                                                    -Ja raczej zrezygnuję z podwójnego, proszę mi podać mały burbon i piwo.
                                                    Przypaliłem dwa papierosy i podałem jej jednego. Zaciągnęła się głęboko.
                                                    Poznajmy się: jestem Harry Jordan, mam 26 lat i jeśli nie pracuję...piję.
                                                    -Jestem Helen Meredith, mam 35lat,w ogóle nie pracuję i piję non stop....
                                                  • grucha444 Blondi mam coś ważnego!!! 14.07.07, 00:00
                                                    Blondi pobuszowalem dokladniej w necie chyba naprawde masz jakims cudem jedyny
                                                    egmeplarz tej ksiązki w Polsce. O tym autorze jest duzo stron zagranicznych.
                                                    Same zachwyty i dobre opinie. Blondi nie zapomniej jak będziesz sławna,ze to ja
                                                    bylem twoim najwiekszym fanem? Klaniam sie slicznie Grucha)
                                                  • legalna-blondynka fragment 14 21.07.07, 23:40
                                                    -Sie sind doch 35, oder?. Ich hatte Sie 26 geschatz, vielleicht junger.
                                                    -Ich bin 35, und ich kann`s nicht vergessen.
                                                    -Na, dann haben Sie mir was voraus. Verheiratet?
                                                    -M-hm. Ich bin verheiratet, aber ach das nicht aktiv.

                                                    Naprawdę ma pani 35lat?. Dawałem pani jakieś 26, być może nawet mniej.
                                                    Mam 35 lat i nigdy o tym nie zapominam.
                                                    No to idźmy dalej. Mężatka?
                                                    M-hm...jestem zamężna , z tym ,że niezbyt aktywnie.........:)

                                                    W tym momencie barman podał drinki. Mój był cudownie zimny i mocny,dokładnie
                                                    taki jak lubię. Pierwszy drink jest zawsze najsmaczniejszy.
                                                  • legalna-blondynka fragment 15 22.07.07, 13:25
                                                    Jeszcze raz to samo - zwróciłem się do barmana. Acha i proszę sprawdzić, czy
                                                    pani Meredith nie zostawiła tu torebki.
                                                    -Nie widziałem żadnej torebki, jest pani pewna,że zostawiła ją pani w naszym barze?
                                                    -Pewna to ja nigdy, niczego nie jestem -odpowiedziała uśmiechając się
                                                    przepraszająco. Byłam tu parę godzin temu, mogłam ją gdzieś posiać.

                                                    -Helen Meredith-powiedziałem po odejściu zakłopotanego barmana: auf Ihr Wohl! Na
                                                    zdrowie!
                                                    Helen przepłukała usta burbonem..... a burbona piwem.....
                                                    Słuchaj Harry, dopóki jeszcze mogę, chciałabym Ci coś wyjaśnić.
                                                    - Nie potrzebuję żadnych wyjaśnień.
                                                    -Mimo wszystko posłuchaj: od 10 lat nie mieszkam z mężem, nie noszę również
                                                    obrączki, ale formalnie nadal jestem mężatką. Mieszkam z matką w San Sienna,
                                                    znasz tę miejscowość?
                                                    -Oczywiście, to piękny,drogi kurort z plażami zatłoczonymi przez turystów.
                                                    -Zgadza się. Jak już mówiłam...piję, to moje główne zajęcie. Dziś rano na wpół
                                                    pijana i zdenerwowana,że kończy mi się alkohol, wyszłam z domu,kupiłam nową
                                                    butelkę i postanowiłam pojechać do San Francisco. W czasie podróży opróżniłam
                                                    całą butelkę i dlatego, nie pamiętam czym tu dotarłam. Prawdopodobniejszy wydaje
                                                    mi się autobus,ale głowy nie dam.....:)
                                                  • legalna-blondynka Dziękuję za maile:) 22.07.07, 16:09
                                                    Właśnie odebrałam pocztę, bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom mojego
                                                    przekładu za miłe słowa. Dostałam również aż 3 bardzo krytyczne maile(oczywiście
                                                    nie wymienię tu nikogo, ponieważ nie zdradzam szczegółów personalnych prywatnej
                                                    korespondencji). Muszę się jednak odnieść do tych "krytyków". Pytanie pierwsze:
                                                    dlaczego nie krytykujecie mnie oficjalnie na forum? Pytanie drugie: skoro
                                                    (niby) znacie język niemiecki, to może zamiast krzyczeć po polsku, uda wam się
                                                    przetłumaczyć chociażby jedno niemieckie zdanie?....serdecznie zapraszam:
                                                    powymądrzajcie się, ale po niemiecku....:)
                                                    Nie chce mi się przy każdym fragmencie wklepywać niemieckiego tekstu, bo i tak
                                                    jak na razie - nikt nie proponuje swojej wersji....:)
                                                    To mój wątek, mam akceptację Elmeka i zamierzam przetłumaczyć tę interesującą
                                                    powieść do końca. Niestety nie będę pisać regularnie, ponieważ jeśli tylko jest
                                                    pogoda...zamykam komputer i wyjeżdżam.
                                                  • legalna-blondynka fragment 16 22.07.07, 16:37
                                                    Tylko po niemiecku....specjalnie dla "moich " krytyków, aby mogli się wykazać...::

                                                    Der Barmann brachte uns die zweite Runde. Nachdrucklich schuttelte er den Kopf.
                                                    -Sie haben keine Handtache hiergelassen Miss. Vielleicht glauben Sie, Sie
                                                    hatten, aber Sie haben nicht.
                                                    -Danke furs Nachschauen- sagte ich. Wenn wir das hier getrunken haben, sagte ich
                                                    zu Helen..., gehen wir zum Busbahnhof und ich suche Ihre Handtasche. Und dann
                                                    fahren Sie lieber wieder zuruck nach San Sienna und zu Mutter.
                                                    Helen schuttelte langsam den Kopf hin und her. -Nein. Ich fahre nicht zuruck.
                                                    Nie mehr.
                                                  • legalna-blondynka fragment 17 ....Alicja... 23.07.07, 21:43
                                                    Po drugiej kolejce Helen straciła kontakt z rzeczywistością, przymknęła oczy i
                                                    popadła w odrętwienie, oparła głowę na moim ramieniu i przysnęła.
                                                    -Może postawić panu następnego drinka?- kobiecy głos docierał z prawej strony.
                                                    Odwróciłem się i zobaczyłem kolejną damę,też bardzo ładną tyle,że sporo starszą
                                                    od Helen. Co jest do diabła, co to za dzień....od paru miesięcy nie gadałem z
                                                    żadną kobietą, a teraz są aż dwie?
                                                    -Czy pani też jest alkoholiczką-zapytałem bez żadnych kurtuazji,przytrzymując
                                                    śpiącą Helen.
                                                    - Nie, nie jestem,ale dziś chciałabym się z kimś napić. Jestem Alicja, a ty
                                                    młody człowieku jak masz na imię?
                                                    -Jestem Harry, ta śpiąca królewna to Helen, później może się poznacie, bo jak
                                                    sama pani widzi....królewna odpoczywa.
                                                    -Pozwolisz,że zbadam jej tętno? Wygląda nieciekawie.
                                                    -Jest pani lekarzem?
                                                    -Jestem psychologiem,ale tak się składa,że znam się na objawach zatrucia
                                                    alkoholem, dziś wieczorem zawiozłam mojego męża, o ironio...lekarza do szpitala.
                                                    -Zaraz, zaraz....czy pani mąż jest alkoholikiem?
                                                    Alicja nie odpowiedziała, spojrzała na mnie z niechęcią i dotknęła tętna Helen.
                                                    -Jednak nie postawię ci drinka, już nie mam ochoty na picie. To moja wizytówka,
                                                    być może przyda się wam obojgu jakaś porada. Wychodzę......
                                                    I wyszła bez słowa. Spojrzałem na wizytówkę: Alicja Pastors, elegancka dama.
                                                    Schowałem wizytówkę do kieszeni. Nie wiedziałem jeszcze jak znaczącą rolę odegra
                                                    pani Pastors w moim życiu.
                                                    Helen nadal drzemała......
                                                  • legalna-blondynka fragment 18 24.07.07, 16:43
                                                    - Harry, przyjacielu nie sądzisz ,że ta śpiąca lala powinna już leżeć w łóżku?-
                                                    zapytał rozdrażniony barman.
                                                    - Budź się Helen, wychodzimy- krzyknąłem jej prosto w ucho.
                                                    - Dobrze Harry, przepraszam za tę niekontrolowaną drzemkę, już mi lepiej.
                                                    - Szanowna pani Meredith....spróbujemy dowlec się na dworzec autobusowy i
                                                    poszukać torebki, na szczęście nie jest daleko,świeże powietrze dobrze nam zrobi.
                                                    *
                                                    Nie pamiętam drogi na dworzec,ale jakoś tam dotarliśmy. W aluminiowej szafce
                                                    bagażowej leżał podróżny , niewielki kuferek. Wyjąłem go i postawiłem na ławce z
                                                    poczuciem ulgi. Helen zajrzała do środka, pogrzebała w nim i cichutko
                                                    wymamrotała: cholera nie ma torebki....musiałam ją zostawić w jakimś barze. Na
                                                    szczęście nie miałam w niej pieniędzy, tylko czeki podróżne, których żaden
                                                    złodziej nie może zrealizować.
                                                    -Dużo tego było?
                                                    -Dokładnie nie wiem-zaśmiała się. Nigdy mi się nie zdarzyło, aby wyjeżdżać z San
                                                    Sienna bez większych pieniędzy.
                                                    *
                                                    Miałem przy sobie 6 dolarów, to wystarczyło na opłacenie taniego noclegu.
                                                    Znalazłem bez trudu hotelik w pobliżu dworca. Helen nie protestowała, nie miała
                                                    już siły.
                                                    Dziękuję Ci Harry za wszystko, muszę się wyspać....jutro też jest dzień.
                                                    *
                                                    Ich verliez das Hotel und ging zu Bar. An den Bar bestellte ich einen Drink. Es
                                                    war langweilig allein zu trinken, nachdem ich mit Helen getrunken hatte.
                                                    Sie war die attraktivvste Frau, die mir seit Jahren begegnet war.
                                                    Sie hatte etwas an sich ,das mich ansprach. Die Tatsache ,daz sie Alkoholikerin
                                                    war, storte mich nicht. In gewisser Weise war ich ja selber Alkoholiker.
                                                    Ich trank rasch aus und verliez die Kneipe. Ich hatte keine Lust mehr zum Trinken.
                                                    Auf der langen Bahnfahrt nach Hause kam ich zu dem Schluz, daz es am besten
                                                    sei,einer Frau wie Helen aus dem Weg zu gehen.
                                                  • legalna-blondynka Drugi rozdział- KTO SZUKA TEN ZNAJDZIE- 19 24.07.07, 20:43
                                                    Am nachsten Morgen stand ich um zehn auf und stellte, noch im Halbschlaf,die
                                                    Kaffeekanne auf den zweiflammingen Gaskocher.
                                                    Ich tappte nach nebenan ins Bad, blieb eine Viertelstunde unter der heizen
                                                    Dusche stehen,rasierte mich und kehrte in mein Ziemmer zuruck. Es war das
                                                    letzte Zimmer links im Erdgeschoz von Mrs.Frances McQuades Fremdenpension.
                                                  • legalna-blondynka fragment 20 - Harry sprząta pokój.....: ) 24.07.07, 23:11
                                                    Pensjonat, w którym mieszkałem znajdował się przy w miarę spokojnej ulicy. Mój
                                                    pokój był odseparowany od pozostałych pokoi i apartamencików,dzięki temu
                                                    położeniu mogłem w spokoju pić, a nawet stawać na głowie. Nie przeszkadzałem
                                                    innym mieszkańcom.
                                                    Usiadłem sobie na krześle i popijając świeżo zaparzoną kawę usiłowałem pozbierać
                                                    myśli,w których na pierwszym planie była Helen. Próbowałem zdefiniować, czego
                                                    chcę, miło mi się o niej rozmyślało.
                                                    Nagle mój wzrok zatrzymał się na ścianie wytapetowanej szarym papierem w
                                                    obrzydliwe, ciemnoczerwone róże. Ja- malarz, nauczyciel historii sztuki nie
                                                    miałem żadnego obrazka? Mieszkałem w chlewie! Cały pokój zawalony był brudnymi
                                                    koszulami i śmierdzącymi skarpetami. W niszy kuchennej, obok zlewu walało się
                                                    siedem pustych flaszek po ginie i kilkanaście po piwie. Okna od dawna nie myte
                                                    pokrywał kurz. Kurz z resztą zalegał na każdym meblu, podłodze, pod łóżkiem i na
                                                    łóżku.
                                                    Kurde...a może by tu posprzątać? Ale czym? - Trzeba by zapytać właścicielkę o
                                                    jakieś szmaty, mop i odkurzacz.
                                                    Nie bez obaw zapukałem do mieszkania ekscentrycznej pani McQuade- sprawiała
                                                    wrażenie narwanej, ale tak naprawdę była bardzo dobrą, przyjazną ludziom osobą.
                                                    - Dzień...dobrrryyy Pani- uśmiechałem się słodko. Czy mógłbym pożyczyć jakieś
                                                    narzędzia do posprzątania mojej garsoniery?
                                                    -Harry....odkurzacz i cała reszta, są od zawsze w tej zielonej szafce na holu-
                                                    krzyknęła zdegustowana moim głupim pytaniem. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć
                                                    zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Chyba się wydało,że dotychczas nigdy nie
                                                    sprzątałem, skoro nie miałem pojęcia o zawartości zielonej szafki.

                                                    Dlaczego pani McQuade znów pofarbowała swoje ładne,siwe włosy na niebiesko?
                                                    Dlaczego wszystkie starsze panie paskudzą sobie włosy fiołkowymi płukankami- to
                                                    zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Szybko przestałem się nad tym
                                                    zastanawiać....chlew na mnie czekał.
                                                  • legalna-blondynka fragment 21 25.07.07, 16:55
                                                    Kurz złośliwie przeskakiwał z miejsca na miejsce, nie mogłem sobie z nim poradzić.
                                                    W końcu musiałem obłożyć wszystkie sprzęty mokrymi szmatami, zajęło mi to sporo
                                                    czasu, ale uzyskałem zamierzony efekt- pokój był czysty. Puste butelki
                                                    zapakowałem w karton i razem z innym- rozkładającym się badziewiem- wyrzuciłem
                                                    do śmietnika za domem.
                                                    Sprzątnie mikro-łazienki uznałem za zbędne. Wskoczyłem pod prysznic, kąpałem się
                                                    rano,jednak po sprzątaniu mojej nory,powtórka była konieczna.
                                                    Brudne ciuchy, pościel i ręczniki postanowiłem po południu oddać do pralni.
                                                    Przeglądając kieszenie trafiłem na wizytówkę Alicji Pastors. Adres uświadomił
                                                    mi,że pani psycholog ma praktykę w dobrej dzielnicy.Damulka zrezygnowała wczoraj
                                                    z postawienia mi drinka...hm...pewnie dla niej takie osobniki jak ja i Helen to
                                                    obiekty godne politowania. Pani Pastors budziła dystans, nie tylko ze względu
                                                    na wiek, bo nie była stara; ona była podobna do Jacqueline Kennedy! Ona była
                                                    podobna również do Helen! Wczoraj miałem bardzo przyjemny wieczór,dziś znów to
                                                    samo. Rozmyślanie o poznanych kobietach przyprawiło mnie o lekki ból głowy.
                                                    Wizytówkę Alicji schowałem do szuflady z dokumentami.
                                                    Poczułem głód, zarzuciłem na ramię torbę z ciuchami do pralni i wyszedłem z domu.

                                                  • legalna-blondynka fragment 22( tylko po niemiecku....dla krytyków) 27.07.07, 13:13
                                                    Ich verliez das Haus und lud meine schmutzige Wasche in der Reinigung ab, ehe
                                                    ich zur Ecke und zu "Big Mike`s Bar-Grill weiterging. Hier war ich wirklich zu
                                                    Hause.
                                                    In dieses Bar verbrachte ich meher Zeit als irgendwo sonst. Es war eine
                                                    freundliche Kneipe,altmodich,mit Sagemehl auf dem Fuzboden und dunklem
                                                    Eichenpaneel. Das Essen war gut,preiswert und reichlich. Ich az nur selten bei
                                                    Mike. Essen kostet Geld , und Geld, das man fur Essen ausgibt, ist
                                                    rausgeschmissenes Geld. Wenn ich Hunger hatte,was selten vorkam az ich bei Benny.

                                                    Ten fragment wklepałam specjalnie dla elokwentnych krytyków, aby mogli nam
                                                    pokazać jacy są świetni w obcojęzycznych przekładach. (Ale podejrzewam,że będę
                                                    go musiała sama przetłumaczyć....:)
                                                  • grucha444 Re: fragment 22( tylko po niemiecku....dla krytyk 27.07.07, 16:01
                                                    Ja nie krytyk tylko fan ale uparlem sie i po mojemu bedzie tak:

                                                    UWAGA TO JA TLUMACZE- GRUCHA::)

                                                    Opusciłem dom, zanioslem ciuchy do pralni i udalem sie za róg, na grilla do
                                                    "Wielkiego Mika". Tu naprawde czulem sie jak w domu. W tym barze spedzalem
                                                    wiecej czasu niz w jakimkolwiek innym miejscu. Knajpa była bardzo przyjacielska
                                                    z niemodna podloga wysypaną trocinami. Sciany pokrywaly ciemnodebowe deski.
                                                    Jedzenie bylo dobre, tanie,porcje obfite. Niestety jadalem u Mika raczej rzadko.
                                                    Jedzenie kosztuje pieniadze,a kasa wydana na żarcie to stracona kasa.Jesli bylem
                                                    glodny, to moglem sie przeciez najesc u Bennego.
                                                  • legalna-blondynka fragment 23 28.07.07, 17:38
                                                    Mike był potężnym facetem. Wszystko miał ogromne: głowę, ramiona,klatę, dłonie,
                                                    stopy. Nim kupił knajpę, 10 lat kopał zawodowo piłkę , zawsze jako prawy
                                                    napastnik.
                                                    - Jak stoję z kredytem, Mike? - zapytałem ściskając jego wielką łapę.
                                                    - Czekaj, zaraz sprawdzimy. Wyjął z szuflady "osobistą książkę dłużników" i
                                                    odszukał moje nazwisko.
                                                    - Nie jest źle Harry, wisisz mi niecałe 12 dolarów, jak dojdziesz do 15 pogadamy
                                                    o spłacie- powiedział swoim charakterystycznym, głębokim, bardzo przyjemnie
                                                    brzmiącym głosem.
                                                    Jak ma się 12 dolarów długu, to trochę głupio domagać się jedzenia, musiałem
                                                    wybrać jedno z dwóch: zdecydowałem się na piwo. Zawsze dbałem o to, aby nie
                                                    wykorzystywać bezczelnie przyjaciół, starałem się terminowo regulować długi,
                                                    dzięki temu byłem tam lubiany. Kolejne dwa piwa postawili mi za darmo barmani.
                                                    Po piętnastej zaczęli się schodzić stali klienci na obiad, nie wypadało blokować
                                                    miejsca, więc zmyłem się bezszelestnie. Powłóczyłem się trochę po mieście,
                                                    pogapiłem na afisze reklamujące filmy w kinach i kilkanaście minut przed piątą
                                                    dotarłem do pracy.

                                                    Benny podniósł swoją płaską glacę zza kasy i zarechotał: ooooo Harry , co tak
                                                    wcześnie?
                                                    -Tak wyszło.
                                                    - No , to skoro jeteś przed otwarciem, skocz proszę do kuchni i zrób nam
                                                    chłopcze coś do jedzenia.
                                                    -Super pomysł Benny, od rana nic nie jadłem. Benny westchnął ciężko, ale nim
                                                    zdążył coś powiedzieć, zniknąłem w kuchni.
                                                    Po paru minutach wróciłem z tacą zapełnioną żarciem.

                                                    -To może i dla mnie pan coś przygotuje- usłyszałem kobiecy głos.
                                                    Taca omalże nie wypadła mi z rąk.........w drzwiach stała Helen i radośnie
                                                    wymachiwała torebką!
                                                  • legalna-blondynka fragment 24 28.07.07, 21:31
                                                    -






















                                                    - Nie mogę uwierzyć własnym oczom, wróciłaś- wykrztusiłem płytkim, zdenerwowanym
                                                    głosem. Jedzenie już mnie nie interesowało, rzuciłem tacę na najbliższy stolik.
                                                    -No przecież mówiłam ,że wrócę, przecież jestem ci winna drinka.
                                                    -Naprawdę masz ochotę coś zjeść?
                                                    -Nie- zaprzeczyła głową, tylko tak powiedziałam....
                                                    - Poczekaj chwilę, posiedź spokojnie...zaraz będę z powrotem.
                                                    Wpadłem na zaplecze, zrzuciłem biały fartuch, nałożyłem kurtkę- trwało to z może
                                                    z 10 sekund. Czułem się jakbym wygrał na loterii, moje podekscytowanie zwalało z
                                                    nóg. Nie myślałem o przyszłości, długach u Mika, chciałem być teraz tylko z nią.
                                                    Benny widząc mnie w kurtce wrzasnął: co ty do diabła zamierzasz zrobić, dokąd
                                                    się wybierasz?
                                                    -Zwalniam się Benny, wybacz, ale zmykam. Podałem rozbawionej Helen ramię i
                                                    wyszliśmy z lokalu.
                                                    Wiedziałem,że gdybym pozwolił jej wyjść samej, poszłaby do jakiegoś z baru z
                                                    alkoholem i po paru godzinach zapomniałaby o moim istnieniu. Mogłaby spotkać
                                                    innego faceta i straciłbym ją na zawsze.







                                                  • grucha444 ACHTUNG !ACHTUNG! 29.07.07, 22:03
                                                    Blondi mnie wrobila w tlumaczenie erotycznych scenek z ksiazki.
                                                    Teraz siedze ze slownikiem i sie mecze ale warto! Jak na te pruderyjne
                                                    amerykanskie czasy sceny sa odwazne.Blondi jak nie dam rady, to ci wysle do
                                                    korekty mailem.
                                                    Bedzie scena o wkladaniu rak pod spodniczke w barze pelnym ludzi i jedwabnych
                                                    ponczochach.
                                                  • legalna-blondynka Re: ACHTUNG !ACHTUNG! 30.07.07, 15:51
                                                    Grucha- narrator jest mężczyzną , więc ty będziesz bardziej wiarygodny, ponieważ
                                                    zaprezentujesz męski punkt widzenia:). Nie kryguj się już i nie udawaj,że
                                                    zupełnie nie znasz języka. Jedwabne pończochy były przyczyną zgorszenia nie
                                                    tylko w Ameryce. W roku wydania tej książki moja mama była uczennicą pierwszej
                                                    klasy bardzo konserwatywnego liceum, w którym obowiązywały mundurki. Pewnego
                                                    dnia przyszła do szkoły wystrojona w spódniczkę"bombkę, czarną obcisłą bluzkę z
                                                    dekoltem i jedwabne pończochy. Za ten "ekstrawagancki i zbyt modny strój"
                                                    odebrano jej na 3 miesiące stypendium:) W rodzinnym albumie mam jej fotkę,
                                                    właśnie w takim stroju- idealnie pasowałaby do książki;jeśli się zgodzi, to ją
                                                    zamieszczę...:)
                                                  • legalna-blondynka RozdziałIII- Pierwsza noc czyli początek tragedii 30.07.07, 17:23
                                                    fragment 25

                                                    Nie mogę uwierzyć,że ot tak, po prostu rzuciłeś pracę Harry, jesteś pewien,że to
                                                    dobry pomysł- zapytała Helen niedowierzająco .
                                                    -Jasne. Ty chcesz mi postawić drinka, a to jest o wiele ważniejsze niż praca.
                                                    -Dobry jesteś, skoro tak to idziemy do tego samego baru, co wczoraj.
                                                    *
                                                    Barman rozpoznał ją natychmiast. Poklepał mnie przyjaźnie po plecach i zwrócił
                                                    się do Helen : o widzę,że dziś pani ma torebkę,poszukiwania się udały?
                                                    -Tak udały się i na to konto proszę nam podać dwa razy to samo- podwójny gin z
                                                    tonikiem.
                                                    *
                                                    Helen, jakim cudem udało ci się znaleźć tę torebkę, opowiedz proszę.
                                                    - To nie było trudne, chociaż rano myślałam inaczej. Obudziłam się w hotelu
                                                    przerażona beznadziejną sytuacją. Miałam przy sobie tylko dwa dolary, które mi
                                                    zostawiłeś. Po kąpieli doszłam trochę do siebie i poczułam głód. Wyszłam z
                                                    zamiarem zjedzenia śniadania, skierowałam się w stronę dworca autobusowego. Po
                                                    drodze zachodziłam do wszystkich otwartych restauracyjek i barów pytając o
                                                    torebkę. I stał się cud...znalazła się! Właściciel był nieufny, nie chciał mi
                                                    jej wydać, ponieważ nie znalazł żadnych dokumentów tożsamości...ani dowodu, ani
                                                    prawa jazdy, dosłownie nic.
                                                    Przekonał go dopiero mój podpis na czekach podróżnych, podpis potwierdziłam na
                                                    kartce i wtedy już nie miał żadnych wątpliwości. Czeki sprawdzają się lepiej niż
                                                    pieniądze. Mam 200 dolarów, to nie jest majątek, ale niektórzy nie zarobią tego
                                                    przez miesiąc. Już nie muszę wracać do matki.
                                                    - Co chciałabyś dziś robić- zapytałem nieśmiało.
                                                    - Kończmy te drinki i przenieśmy się do jakiejś innej, przytulniejszej knajpki.
                                                    Znasz jakąś Harry?
                                                    - Znam wiele fajnych miejsc i z wielką przyjemnością ci je pokażę. Wszystko, co
                                                    zechcesz Helen i jak długo zechcesz.....:)
                                                  • legalna-blondynka fragment 26 03.08.07, 18:12
                                                    Wir ginen an diesem Abend in mehrere Lokale-ich woltte meinen Spaz haben und sie
                                                    soltte auch ihren Spaz haben.

                                                    Tego wieczoru odwiedziliśmy kilka knajpek ,starałem się , aby mój wybór sprawiał
                                                    przyjemność nam obojgu. Na sam koniec zostawiłem Nightclub o malowniczej nazwie
                                                    "Delfin". Trudno tam trafić, nad drzwiami nie ma żadnego napisu, tylko wielka,
                                                    świecąca neonowym blaskiem- niebieska ryba, która w niczym nie przypomina delfina.
                                                    Nikt jeszcze nie wyjaśnił właścicielowi,że delfin nie jest rybą?
                                                    W tym lokalu panuje zawsze tłok, ale tego wieczoru mieliśmy sporo szczęścia.
                                                    Udało nam się znaleźć bardzo miłe, przytulne miejsce w oddalonej od drzwi
                                                    wejściowych niszy.
                                                    Wystrój lokalu miał typowo południowy klimacik. Drinki podawano w ogromnych,
                                                    ciężkich szkłach,o kształcie stylizowanym na morskie zwierzęta.
                                                    Rozsiedliśmy się w wygodnych, dużych kanapach i zapaliliśmy papierosa.
                                                    Kelner zjawił się szybciutko, był Meksykaninem. Twarz miał pomalowaną w
                                                    żółto-niebieskie paski,szyję ozdobioną "kolią" z zębów drapieżnych ryb.
                                                    Helen uśmiechnęła się na widok tak zabawnej postaci i zapytała o specjalność
                                                    lokalu. "Wyspiarz" polecił nam kilka potraw....ale nas jedzenie nie
                                                    interesowało...:)
                                                    - Chcemy się napić czegoś egzotycznego- powiedziała Helen.
                                                    - W takim razie proponuję "Szalonego Delfina": to pyszna mieszanka na bazie rumu
                                                    z kawałkami świeżych owoców, podawana w oszronionych wazonach.
                                                    Brzmi wspaniale- zaśmiała się Helen klaskając w dłonie. Na coś takiego mam
                                                    właśnie ochotę. Kelner odwzajemnił uśmiech, nie patrzył jednak na jej twarz.
                                                    Helen podciągnęła spódniczkę, założyła nogę na nogę i nieświadomie odsłoniła
                                                    żabki, podtrzymujące jej eleganckie, jedwabne pończochy.
                                                  • grucha444 fragment27( Grucha sie klania ze swoja wersja) 03.08.07, 20:00
                                                    Wybaluszne galy kelnera strasznie mnie zdenerwowaly. Natychmiast polozylem
                                                    dlonie na udach Helen,probujac zakryc ten przepiekny widok przed wzrokiem
                                                    wszystkich mezczyzn. Nie odepchnela moich rak,przeciwnie,rozsunela uda i
                                                    zaciagnela sie gleboko dymem. Poczulem gladkosc jedwabiu i cieplo jej ciala.
                                                    -Helen, tak sie balem caly dzien,ze juz nigdy w zyciu moglbym cie nie
                                                    spotkac.Nie chce ci opowiadac glupot o milosci,zeby cie nie zrazic, ale czuje
                                                    sie tak jakbym sie w tobie zakochal od pierwszego wejrzenia. Nie znikaj z mojego
                                                    zycia zanim sie nie przekonasz,ze mowie prawde. Jestem przegranym facetem,mam
                                                    pecha do kobiet,nie mam stalej pracy i pieniedzy.
                                                    -Mowisz jak poeta Harry i bardzo mi sie to podoba. Nie musisz mnie wcale
                                                    zachecac i przekonywac,to chyba jasne,ze jestes w moim typie.
                                                    -Helen, czy zgodzilabys sie dzisiejszej nocy pojsc do mojego,niezbyt ladnego
                                                    mieszkanka-zapytalem jak uczniak.
                                                    - To chyba jasne Harry,gdzie niby mialabym pojsc? Przeciez gdybym nie chiala cie
                                                    odszukac, nie bylabym tutaj.
                                                    ---------------------------------------------------------------------------------
                                                    Po wyjsciu z Delfina kupilismy jeszcze jedna buteleke. Dotarlismy do pensjonatu
                                                    taksowka i po cichu,aby nie budzic sasiadow dowleklismy sie do pokoju.
                                                    Nie wiem skad mielismy sile,aby sie kochac cala noc. Bylo lepiej niz sie
                                                    spodziewalem.
                                                  • andzia311 Re: fragment 16 24.07.07, 11:18

                                                    Barman doniosl wlasnie druga kolejke.
                                                    Zdecydowanym ruchem glowy i zaprzeczl.
                                                    Nie, pani nie zostawila tutaj swojej torebki.
                                                    Byc moze tak sie pani wydawalo ale niestety nie u nas.
                                                    Podziekowalem za sprawdzenie i powiedzialem do Heleny.
                                                    Po dokonczeniu tej kolejki udamy sie do dworca autobusowego w celu poszukiwania
                                                    torebki.
                                                    A pozniej najlepiej bedzie jesli pojedzie sie pani do swojej mamy mieszkajacej
                                                    w San Sienna.
                                                    Helena powolnie krecac glowy zaprotestowala, nie nie ma zamiaru tego robic...
                                                  • grucha444 ehoffmann-zazdrosnica 26.07.07, 23:20
                                                    Te ehoffmann tu ludzie tlumacza z niemieckiego na polski, jak cos potrafisz
                                                    oprocz krytykowania to przetlumacz jakies zdanie. Jak widze czepilas sie Andzi,
                                                    jak umiesz lepiej to pokaz. Czepiasz sie tez Blondi, to ja ci powiem jako
                                                    facet,ze Blondi jest super kobitka i ladniutka jak ta z okladki a od ciebie to
                                                    napewno z 10lat mlodziej wyglada. Blondi i Andzia nie przejmujcie sie ta
                                                    zazdrosnica.
                                                  • andzia311 Re:-) 24.07.07, 13:04
                                                    Ciezko sie to tlumaczy nie znajac calosci.
                                                    W ostatnim zdaniu mazna by bylo napisac np. przenigdy albo nigdy w zyciu.
                                                    W zaleznosci od tego jakie stosunki lacza Helene z matka.
                                                    Poza tym mam problem z autorami biegle wladajacymi tzw. Körpersprache a w tym
                                                    przypadku od potrzasnia glowa, zarzucania warkoczem i.t.p. az w uszych dzwoni:-)
                                                  • legalna-blondynka Re:-) 24.07.07, 13:34
                                                    Tak, masz rację to nie jest łatwe zadanie jeśli nie zna się całości. Streściłam
                                                    tę książkę na początku(nic innego nie mogłam zrobić....:) Helen na paskudne
                                                    stosunki z matką...więc : " nigdy w życiu" będzie odpowiedniejsze. Książka-mimo
                                                    tych samobójstw i traum...jest zabawna i wzruszająca. Nie ma nic z tandetnego
                                                    melodramatu. Z interpretacją mowy ciała ja też mam problem....ale to ma być
                                                    przekład, nie dosłowne tłumaczenie....::) Później napiszę parę zdań....ok?
                                                  • ehoffmann Re:-) 25.07.07, 23:22
                                                    Ta książka nie ma polskiego tytułu. Wyszła na świat w 1967 roku, a zatem
                                                    obchodzi 40 urodziny. Polecam inne dziełko, już po polsku: Herezja oranżu
                                                    palonego. Oto co mówili o nim inni: No one writes a better crime novel than
                                                    Charles Willeford...' - Elmore Leonard. I tyle...
                                                  • grucha444 Re:-) 26.07.07, 09:20
                                                    no kurna ehoffmann, masz spozniony zapłon, jakby ta ksiazka miala polski tytul,
                                                    to by jej Blondi nie tumaczyla. Klaniam sie z roboty czytjac do kawy dzielko Blondi.
                                                  • svenne Re:-) 26.07.07, 09:43
                                                    jesli tytul oryginalny to 'pick up' to wydana zostala w 1954. bynajmniej tak
                                                    podaje ta strona:
                                                    www.fantasticfiction.co.uk/w/charles-willeford/
                                                    milego dnia. ide spac:>
                                                  • tanges1 Re:-)OOOOOO 26.07.07, 11:53
                                                    W końcu zobaczyłem jak wygląda okładka. Jakiej Svenne uzyłeś(aś) wyszukiwarki,
                                                    bo ja mimo wielu poszukiwań tej strony nie mogłem wyszukać z okładka?
                                                  • elmek Re:-)OOOOOO 26.07.07, 13:31
                                                    Heh najbardziej oczywiste rozwiązania zazwyczaj są też najskuteczniejsze.
                                                    Spróbuj w googlach - bodaj 5 wpis od góry ;-)
                                                  • legalna-blondynka Re:-)OOOOOO 26.07.07, 15:22
                                                    svenne bardzo Ci dziękuję za ten link, też go przegapiłam...:)
                                                    Właśnie oglądam wszystkie okładki i czytam komentarze - brzmią zachęcająco:)
                                                    Najbardziej podoba mi się fotka autora....wygląda diabelsko:) Nic dziwnego,że
                                                    tak bulwersował ówczesnych krytyków.
                                                    Helen (z tej okładki) też mi pasuje, chociaż wyobrażałam ją sobie ciut inaczej.
                                                    Według mnie okładki są świetne....trochę za bardzo realistyczne, ale wówczas
                                                    panowała taka konwencja.
                                                    Eho...dzięki za pomoc. Harry we wczesnym okresie malował swoje obrazy stosując
                                                    tylko oranż palony...!
                                                  • ehoffmann Re: no nie moge! 26.07.07, 22:07
                                                    Sorry, pomyliłam rok wydania książki, choć tak stało na jednej ze stron
                                                    wydawniczych - 1967. Cóż internet, to zwyczajnie śmietnik, nie zawsze trzeba
                                                    wierzyć w jego zawartość. Książkę napisano, jak się okazuje, gdzieś około
                                                    rocznika legalnej-tłumaczki... To nie złośliwość... Ja swój, rocznik, też
                                                    odległy, nawet lubię... I zawsze podkreślam, że 19... to był dobry rocznik.
        • johnscott Elmek! To przecież zwykłe piractwo 01.08.07, 20:49
          To, co tu uprawia legalna-blondynka, to zwykłe piractwo, kradzież czyjejś
          własności. To, że książka jest amerykańskiego, nieżyjącego pisarza, nie daje
          prawa do samowolnych przedruków i tłumaczeń. Wstydźcie się i kupcie książkę
          legalnie w księgarni!
          • legalna-blondynka johnscott rzuca fałszywe oskarżenia 01.08.07, 22:42
            Johscott....uprzejmie cię informuję,że kupiłam sobie w Niemczech egzemplarz tej
            ksiązki...i mam go w domu. Nic nikomu nie ukradłam. Moje oryginalne tłumaczenie
            nie jest piractwem,bowiem nikt jeszcze w Polsce nie przetłumaczył tej książki.
            Charles Willeford dzięki mnie będzie bardziej znany w Polsce i z pewnością
            cieszy się z tego faktu...siedząc gdzieś na chmurze...:) To ty się powinieneś
            wstydzić,że nie potrafisz przetłumaczyć nawet jednego zdania po niemiecku. A
            gdybym tu wklepywała fragmenty"Pana Tadeusza" i przekładała tekst na niemiecki,
            to też było by piractwo? Jeśli uważasz,że popełniam przestępstwo to zgłoś to
            gdzieś....zrobisz mi reklamę. Ja nie znam prawa zabraniającego tego typu
            działań. Ludzie tłumaczą często teksty popularnych przebojów, przekładają je i
            publikują nawet w naszych lokalnych mediach...też się powinni wstydzić? Może i
            ich zaatakujesz...?:)
            Gdzie niby mamy mają kupić tę książkę skoro jej nie ma w żadnej polskiej księgarni?
            A na koniec zwrócę się do autora książki: PANIE WILLFORD...tak mi się podoba,
            pana twórczość ,że postanowiłam przybliżyć ją moim rodakom( szczególnie tym
            uzależnionym od alkoholu)
          • elmek Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 08:32
            Jakie piractwo Johnie? To nie jest profesjonalny przekład, tylko amatorska
            zabawa. Nikt nie zamierza czerpać z tego korzyści majątkowych, wydać nielegalnie
            tej książki. Dla mnie to po prostu popularyzacja prozy mało znanego w Polsce autora.
            • johnscott Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 10:26
              Wypadałoby przynajmniej zapytać właściciela praw autorskich, czy wyraża zgodę na
              takie działania. Widzę, że nie macie bladego pojęcia jak bardzo na Zachodzie
              restrykcyjnie są przestrzegane prawa autorskie. Wy działacie jak w dobie PRL-u.
              • ehoffmann Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 10:40
                Oto treść info ze strony o jakże znamiennym tytule: Złodziejstwo intelektualne.
                Prawo autorskie w Internecie

                Niekomercyjne wykorzystanie cudzych prac. Istnieje błędne przekonanie, że jeśli
                nasza strona ma charakter niekomercyjny to nic nie stoi na przeszkodzie, aby
                zamieszczać na niej cudze teksty czy inne prace bez pytania autora o zgodę.
                Przytaczam fragment listu jaki otrzymałem, który zawiera szereg kuriozalnych
                nieporozumień w tym zakresie: "Rozmawiałem ze znajomym prawnikiem, który
                powiedział mi, że jeżeli jakikolwiek tekst został gdziekolwiek opublikowany w
                formie bezpłatnej, to można go publikować na własnej stronie, podając nazwisko
                autora. Powiedział również, że w tekście nie musi być jakiejkolwiek zgody na
                jego publikacje, ponieważ sama publikacja określa tekst jako publiczny, a
                publiczne teksty można publikować bez problemu, jeżeli nie czerpie się z tego
                korzyści materialnych i podpisuje nazwiskiem autora. Ja się na tym nie znam, ale
                ufam opinii osoby, która skończyła prawo, a jako źródło tej opinii podała mi
                kodeks prawa prasowego." Są to oczywiście informacje nieprawdziwe. Nie ma
                znaczenia fakt, czy witryna jest komercyjna czy nie (choć niewątpliwie
                naruszenie w pierwszym przypadku jest poważniejsze) - publikacja bez zgody
                autora będzie zawsze naruszeniem prawa i obyczajów, chyba że autor udziela na
                inne publikacje generalnej zgody, jak się czasami zdarza (zastrzegając
                jednocześnie, iż tekst może być powielany jedynie w celach niekomercyjnych,
                czyli w tym przypadku może być kopiowany wyłącznie na witrynach niekomercyjnych.
                Do tej generalnej zgody podobna jest koncepcja tzw. copyleft. Oznacza ona
                generalną zgodę na swobodne kopiowanie, rozpowszechnianie i modyfikowanie
                programów i innych utworów, jeśli nie dokonuje się tego w celach komercyjnych.
                Taka zgoda musi być jednak wyraźnie wysłowiona przez autora utworu.
                • przemytnik_rabarbaru Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 11:55
                  Ach zawisc niektorych zzera ze ktos ma bardziej zintelektualizowane hobby niz
                  ogladanie Klanu lub innego gowna w telewizorni. Nadgorliwosc gorsza od faszyzmu.
                  Nie lam sie blondynko przeciez podajesz tylko nie powiazane ze soba fragmenty i
                  to raz po polsku raz po niemiecku. Nikt z tego ksiazki nie zlozy. A zawistnicy
                  niech pisza do spadkobiercow Willusia ze ktos stara sie jego dzielo motlochowi
                  przyblizyc. Choc jak widac nie warto.
                  • legalna-blondynka ooo....jaki odważny post. 02.08.07, 16:46
                    Przemytniku rabarbaru...nie ukrywam,ze twój post bardzo mi się podoba i rozbawił
                    mnie do łez...ale muszę coś wyjaśnić....::)
                    Wszystkie tłumaczone fragmenty celowo numeruję i są ze sobą chronologicznie
                    powiązane...może trochę nieuważnie przeczytałeś. Można z nich złożyć książkę i
                    zrobię to po przetłumaczeniu całości i korekcie tekstu, jak już się do czegoś
                    zabieram, to zawsze staram się, aby zadanie wykonać najlepiej jak potrafię.
                    Ten przekład będzie bardzo dobry....:) Nie mam czasu na codzienne, regularne
                    tłumaczenie - w końcu mamy lato....nie zamierzam jednak rezygnować.
                    Zawiść jak sam tu zauważyłeś - jest taka małostkowa. Cieszę się,że podoba Ci się
                    moje hobby...:)
              • legalna-blondynka Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 10:48
                Johnscott....ty zapytaj wydawnictwo....:) a ja zapytam mojego prawnika, czy nie
                podać cię do sądu za rozpowszechnianie nieprawdy i szkalowanie mojego image.
                Adres i telefon wydawnictwa podaj tu na forum...natychmiast wyślę im przekład i
                jeszcze na tym zarobię...:)

                Wiedziałam,że Elmek tak właśnie zareaguje...merci:)
                • johnscott Re: Elmek! To przecież zwykłe piractwo 02.08.07, 17:12
                  Przyznaję, że być może pewne rzeczy trochę za szybko nawałem po imieniu..
                  Bardziej miałem na myśli dać ci ostrzeżenie, że to co robisz, naraża Cię na
                  spore kłopoty. Narażasz na kłopoty też kilka innych osób czy instytucji. Agenci
                  wydawnictw tylko czekają na takie przypadki. Jak tylko znajdę adres do wydawcy,
                  zaraz ci podeślę - podskoczą tam z radości...
                      • ehoffmann Re: ...Johnscott......ucz ty się języków obcych.. 02.08.07, 18:56
                        Rozmawiałam dzisiaj z kimś, kto też czyta ten wątek, zainteresował się nim z
                        pewnych, zawodowych przyczyn. Powiedział, że wydawnictwa dopuszczają chętnie do
                        popularyzacji autora i skromnej ilości zawartości książki. Kiedy są obszerne
                        przedruki, to jego zdaniem nie jest to dopuszczalne i ponosi się pewne ryzyko,
                        że wydawca i posiadacz praw autorskich może dochodzić swoich praw. W tym
                        przypadku wydawnictwo w Austrii, które uczestniczy w polskim rynku wydawniczym.
                        W Polsce ciągle pojęcie praw autorskich jest słabo znane. Nie ma co się
                        cietrzewić, legalna rób dalej swoje, ty odpowiadasz, za to co robisz. Aha, ponoć
                        tłumaczeń z drugiego języka wydawnictwa nie przyjmują. Tłumaczy się z oryginału.
                        • legalna-blondynka Re: ...Johnscott......ucz ty się języków obcych.. 02.08.07, 19:37
                          Boże....gdzie ja żyję....::) Jak parę lat temu pisałam w pewnej gazecie( lubiłam
                          to) to mnie prawie zjedli(nie redakcja, tylko ci, którzy niczego napisać nie
                          potrafili....:) Jak uczyłam za darmo dzieci francuskiego...to mi zarzucili,że
                          nie skończyłam romanistyki. Teraz popularyzuję język niemiecki i świetnego
                          amerykańskiego autora....też mi chcą dokopać. Najlepiej tak jak tu napisał
                          Przemytnik rabarbaru...oglądać kretyńskie seriale " w telewizorni".

                          Wszystkich wielbicieli mojego przekładu informuję,że dokończę to zadanie. Nie
                          będę jednak cytowała długich fragmentów po niemiecku, aby się nie narazić na
                          ataki..różnych tam...osobników. I tym samym nie będziecie Państwo mogli się
                          przekonać do tego pięknego języka. Podziękujcie za to wszystkim małostkowym,
                          zawistnym istotom...:) Aby przetłumaczyć książkę...forum nie jest mi potrzebne,
                          ale robię to dla tak zwanego "dobra społecznego" i własnej przyjemności.

                          Eho...z angielskim też sobie radzę,wiec..nie martw się o mój przekład...::)
                          • grucha444 Re: ...Johnscott......ucz ty się języków obcych.. 02.08.07, 21:10
                            Wracam z ryb, czytam i oczom nie wierze! JOHNSCOT a wynocha z naszego
                            kulturalnego ogrodka. ciebie to nawet z litosci do sadu nie podamy bidoto.
                            Blondi a ty zaraz odbieraj poczte i popraw ten erotyczny kawalek, ktory
                            przetlumaczylem. Nie odpowiadaj tym podlym popaprancom, tylko dalej tlumacz
                            ksiazke. To ja zachecilem cie do tego i nadal bede Ci pomagal.Mam swieze ryby,za
                            2godziny ci podrzuce. Uklony od Gruchy.
                            • tanges1 ponownie zapewniam 04.08.07, 17:55
                              Tak jak mówiłem wcześniej, że wydam przekład Legalnej dodakowo zadbam o opiekę
                              prawną tak, aby to było zgodne z prawami autorskimi.Myślę jednak, że to
                              kwalifikuje się jako wolna interpretacja więc, żadnych przeszkód nie będzie.
                              Wszelkie jednak donosy do prokuratury są jak najbardziej wskazane i oczekiwane.
                                • grucha444 heheh-mam cos do ksiazki 04.08.07, 22:08
                                  WIERSZ

                                  Pelno wrzasków i rwetesu

                                  Pogróżek, ostrzeżeń

                                  Bo zachcialo sie Blondynce

                                  Stukać w komputerze

                                  Jakas ksiazke se tłumaczy

                                  Bezczelna dziewucha

                                  A pomaga jej w tym

                                  Tanges i walnięty Grucha !

                                  • legalna-blondynka Re: heheh-mam cos do ksiazki 04.08.07, 23:33
                                    Ha ha....PANOWIE...obaj czytacie książki, obaj znacie języki, więc założymy
                                    wydawnictwo "Wolnych interpretacji"- inteligentna nazwa....::) Acha....trzeba
                                    jeszcze wymyślić polski tytuł tego przekładu. Proszę o propozycje......:)
                              • nina_zlotow Re: ponownie zapewniam 10.08.07, 12:21
                                tanges1 napisał:

                                > Myślę jednak, że to
                                > kwalifikuje się jako wolna interpretacja więc, żadnych przeszkód nie będzie.

                                tanges, wolna interpretacja, o ile odnosi się do przekładu z jednego języka na
                                inny, jest też tłumaczeniem.
                                Za Wikipedią:
                                "Tłumaczenie pisemne to interpretacja znaczenia tekstu napisanego w języku
                                źródłowym i tworzenie jego odpowiednika przekazującego tę samą wiadomość w
                                języku docelowym".
                                Tłumaczenie bowiem nie odbywa się dosłownie ze względu na występujące w
                                poszczególnych językach idiomy, różnorodność znaczeń, jak i różnice dotyczące
                                konstrukcji gramatycznej zdań.
                                Nie potępiam oczywiście idei, jaką kierują się autorzy wątku, nie kieruje mną
                                złośliwość, ale uważam, że warto jednak przeanalizować zainstniałą sytuację.
                                Sama lubię czytać i chętnie zobaczyłabym przekłady niektórych utworów, które
                                byłam zmuszona czytać w oryginale.

                                --
                                soswjastrowie.yoyo.pl
                                • legalna-blondynka szanowni DONOSICIELE 11.08.07, 21:11
                                  Dziękuję wam za troskę.....:) Jeśli prokuratura wyśle mi akt oskarżenia będę
                                  wiedziała komu dziękować i w końcu zobaczę wasze zatroskane twarze. Tyle pracy
                                  wkładacie w wyszukiwanie potrzebnych WAM informacji.
                                  Wikipedia nie jest żadnym autorytetem naukowym, można tam opublikować każdą
                                  bzdurę i każdy pogląd....:)Oczywiście nie wszystko, co podaje Wikipedia jest
                                  nieprawdą. Mam dla was DONOSICIELE kolejne zadanie....poszukajcie odpowiedzi na
                                  temat "Czy wolno legalnej-blondynce szczegółowo opowiadać książkę, którą
                                  przeczytała po niemiecku"
                                  No...bo ja mam taką fotograficzną pamięć....jak coś mi się wyjątkowo podoba...to
                                  potrafię opowiedzieć dzieło ze szczegółami....:)

                                  Niektórzy donosiciele chwalą się,że.....także coś przeczytali w
                                  oryginale....mogli by tu nam również opowiedzieć(chociaż króciutko...co......?)
                                  Oczywiście nie w moim wątku....proszę sobie założyć swój własny.
                                  Przepraszam moich wielbicieli za przerwę w opowiadaniu tej fascynującej
                                  historii....byłam na wycieczce. Pogadałam sobie z Willefordem- powiedział,że
                                  mnie uwielbia, ponieważ propaguję to kultowe dziełko, niestety DONOSICIELOM
                                  pozdrowień nie przekazał.
                                  Uczcie się języków obcych....to fajniejsze niż grzebanie w Wikipedii..:)



                                • legalna-blondynka Nina...mam dla Ciebie cudowną wiadomość! 11.08.07, 22:01
                                  Nina...ponieważ przeczytałaś jak nam tu publicznie oświadczasz, kilka utworów w
                                  oryginale...podziel się swoimi refleksjami w wątku, który specjalnie w tym celu
                                  założyłam. Krótkie streszczenie to nie przekład.....ale zawsze czegoś ciekawego
                                  można się dowiedzieć. Mam oczywiście nadzieję,że podasz autora dzieła,
                                  kilkanaście oryginalnych zdań i swoją interpretację oraz własne streszczenie.

                                  Cytuję Ninę " Sama lubię czytać i chętnie zobaczyłabym przekłady, niektórych
                                  utworów, które byłam zmuszona czytać w oryginale".

                                  Wspaniale Nino,że to zrobiłaś....pochwal się, co przeczytałaś...w wątku: "Tylko
                                  dla tłumaczy -amatorów"
                                  • nina_zlotow Legalna... uspokój się 12.08.07, 12:43
                                    To, że ktoś zwraca Ci uwagę na pewne niebezpieczeństwa związane z Twoją
                                    działalnością nie oznacza, że jest donosicielem. Gdyby komuś rzeczywiście
                                    zależało, żeby Ci zaszkodzić, doniósłby nie zawracając sobie głowy dyskusją z
                                    Tobą. Zresztą, z każdym Twoim postem upewniam się, że dyskusja z Tobą nie ma
                                    sensu. Kreujesz się na osobę inteligentną, wykształconą, jesteś przekonana o
                                    swojej wyższości nad innymi do tego stopnia, że każda krytyka jest dla Ciebie
                                    nie do zniesienia. Pod jej wpływem tracisz klasę i stajesz się złośliwa. Twoje
                                    argumenty nie mają żadnych racjonalnych podstaw, więc nawet trudno je odpierać.
                                    Proponuję trochę ochłonąć i pomyśleć przed opublikowaniem kolejnych rewelacji na
                                    czyjś temat.
                                    Nie jestem też zobowiązana do udowadniania Ci, czy coś przeczytałam, czy też
                                    nie. Czytam dla własnej przyjemności, a nie po to, żeby ktoś mnie potem
                                    złośliwie z tego przepytywał. Nie lubię, kiedy ktoś rozlicza mnie z każdego
                                    napisanego zdania tylko dlatego, że mu się nie podoba moja opinia. Przydałaby Ci
                                    się lekcja pokory i szacunku dla innych, bo wyraźnie widać u ciebie brak tych
                                    wartości.
                                    • grucha444 Nina wynocha z naszego ogrodka 12.08.07, 15:17
                                      Te Nina czytac nie umiesz? Blondi dla takich jak ty zalozyla nowy watek.
                                      Jak nie umiesz niczego przetlumaczyc to sie tu nie wychwalaj hehehe.
                                      Spadaj czytac to swoje PARDON i Wikipedie.
                                      Nie zasmiecaj nam tego watku.
                                      • nina_zlotow Re: Nina wynocha z naszego ogrodka 12.08.07, 16:41
                                        Zdaje się, że naruszyłeś regulamin, ale to już dla mnie nieistotne. Nie będę
                                        dyskutowała z ludźmi, którzy zamiast rzeczowych argumentów rzucają tylko
                                        epitetami. Tekst o "kulturalnym ogródku" jest raczej nietrafiony, bo to, co tu
                                        uprawiacie nie ma nic wspólnego z kulturą, nazwałabym to raczej chamstwem. Mimo
                                        wszystko wstawię tu jeszcze pewien link, tak ku przestrodze, możecie to opluć
                                        tak samo, jak wszelkie inne wypowiedzi, które są wam nie na rękę:
                                        di.com.pl/news/17240,Aresztowano_autora_tlumaczenia_Harryego_Pottera.html
                                        Pewnie "Dziennik Internautów" również nie będzie dla was wiarygodnym źródłem, bo
                                        wiarygodne są tylko wasze wypociny.
                                        • grucha444 Re: Nina wynocha z naszego ogrodka 12.08.07, 16:59
                                          Nina jeszcze raz ci powtarzam wynocha z naszego ogrodka.
                                          Nasze wypociny swiadcza o tym,ze cos potrafimy.
                                          Natomiast twoje wypociny swiadcza tylko o tym ze nic nie umiesz.
                                          My nie krzyczymy,ze cos przeczytalismy w oryginale.
                                          My pokazujemy,ze potrafimy to jeszcze przetlumaczyc.
                                          Ty zlosliwa zawistna babo,myslisz,ze nie sprawdzilismy, co jest zgodne z prawem
                                          a co nie? Chamstwem to jest chec dokopania Blondi i wtracanie sie w sprawy, o
                                          ktorych nie ma sie pojecia.
                                          • legalna-blondynka Re: Nina wynocha z naszego ogrodka 12.08.07, 23:49
                                            Ojjjj.....:) To miała być świetna zabawa. Grucha jest młodym,błyskotliwym
                                            człowiekiem, ale trochę narwanym.....:)
                                            Ten wątek-wyjaśnialiśmy już parokrotnie- jest przeznaczony tylko dla osób, które
                                            mają ochotę pomóc nam w tłumaczeniu.
                                            Zapraszamy tu również osoby, które udoskonalą polską wersję językową( tłumaczoną
                                            "na gorąco".
                                            Nie będziemy dyskutować z "życzliwymi osobami", straszą nas karą
                                            więzienia.....:) Mamy swoich, profesjonalnych, zaufanych prawników,orientujących
                                            się doskonale w zawiłościach praw autorskich i nie podpierających się opiniami
                                            z kolorowych, plotkarskich pisemek. Nasze "wypociny" to efekt indywidualnego
                                            hobby;hobby nie jest ciężką, męczącą pracą....hobby to endorfiny, to piękna
                                            udręka i ekstaza...:) To lekarstwo na ból istnienia, swoiste antidotum.....i
                                            inne tam.....ble ble....::) Tako rzecze wam...blondynka..)

                                            Wydaje mi się,że zbyt emocjonalnie zareagowaliśmy na post Ehoffmann....chyba nie
                                            miała złych intencji....:)



Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka