sibeliuss
22.02.07, 19:24
Pięć tysięcy złotych na szczytny cel musi zapłacić Kazimierz Okińczyc, prezes
KSM "Przylesie”.
Sąd ukarał go w ten sposób za to, że chciał zniesławić Stanisława
Stefanowskiego, mieszkańca spółdzielni. W liście, którego publikacji żądał w
nieistniejącym już "Głosie Pomorza”, prezes napisał, że lokator ma kryminalną
przeszłość.
W lipcu 2005 roku, w artykule zamieszczonym w "Głosie Pomorza”, Stanisław
Stefanowski krytycznie wypowiadał się na temat kierownictwa spółdzielni.
Stwierdził, że szefowie "Przylesia” rozpowszechniają w Telewizji Kablowej
Koszalin nieprawdziwe informacje i wprowadzają w błąd spółdzielców. Prezes
Kazimierz Okińczyc przysłał do gazety pismo z żądaniem sprostowania. Napisał w
nim m.in., że dziwi się, iż gazeta powołuje się na opinie Stanisława
Stefanowskiego, bo »został on zwolniony z pracy w spółdzielni "Przylesie” za
czyny opisane w Kodeksie karnym«. Sprostowanie przekazała Stefanowskiemu
ówczesna naczelna "Głosu Pomorza”, Mariola Skolimowska (która była też głównym
świadkiem lokatora w sprawie w sądzie). Naczelna uznała, że pismo K. Okińczyca
zawierało obraźliwe dla spółdzielcy stwierdzenia i dlatego nie opublikowano go.
Po zapoznaniu się z pismem prezesa spółdzielni, S. Stefanowski w marcu
ubiegłego roku wniósł do sądu karnego pozew o zniesławienie przeciwko K.
Okińczycowi. Ostatecznie sędzia Jacek Bytner uznał Kazimierza Okińczyca
winnego tego, że usiłował bezpodstawnie zniesławić spółdzielcę (prezes nie
udowodnił bowiem, że zarzuty co do kryminalnej przeszłości Stefanowskiego były
prawdziwe). Sędzia skazał prezesa na 4,2 tys. zł grzywny w zawieszeniu na rok
- prezes zapłaci ją tylko, jeśli w tym czasie ponownie obrazi lokatora. Ale
sąd nakazał też prezesowi wpłacić 5 tys. zł nawiązki na Polski Czerwony Krzyż
i przeprosić Stanisława Stefanowskiego w telewizji kablowej i w prasie.
Kazimierz Okińczyc nie chciał komentować sprawy. - Wyrok jest krzywdzący i
będziemy się od niego odwoływać - zapowiedział zaś mecenas Daniel Morzuch,
który bronił prezesa w sądzie.
- Cieszę się, bo jestem pierwszym spółdzielcą, który wygrał z prezesem
Okińczycem sprawę w sądzie o naruszanie dobrego imienia. Mam nadzieję, że moja
wygrana nauczy go szacunku dla spółdzielców - kwituje Stanisław Stefanowski.
/głos kosz./