Dodaj do ulubionych

Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij sie...

12.10.09, 12:11
Mam na imię Halina. Jestem mamą Agatki-lat prawie 24, którą w
zeszłym roku pokonała choroba nowotworowa. List ten piszę do tych,
którzy są na forum , ale sie nie wypowiadaja, szczególnie do tych
którzy weszli tu może po raz pierwszy. Kochani jestem już ciut dalej
w swoim przeżywaniu żałoby. Pisze do Was, żebyscie sie nie bali
mówic i pisać. Pamietam jak w ubiegłym roku w sierpniu po raz
pierwszy przypadkowo(choc ponoc nie ma przypadkow) weszłam na to
forum. Najpierw czytałam przez kilka dni i sie nie odzywałam. Bałam
sie, co sobie pomyslą, a moze dla nikogo nie będzie ważny mój ból,
moje cierpienie, a może nikt sie nie odezwie, a może jeszcze
bardziej bede cierpieć, nie to są moje osobiste sprawy, mój ból,
nie...nikt mi nie pomoże. Tak myślałam, potem był dzień bardzo zły,
smutny, taki jakich wiele, sami wiecie i zaczęłam pisać. Pomyslałam-
najwyżej więcej nigdy tej strony nie otworzę, wiecej tu nie wejdę.
Zaczęłam pisać...pisałam pierwszy list dwie godziny, ponieważ wyłam
i rozpaczałam przy każdym słowie dotyczacym mojego dziecka, każde
słwo o jej cierpieniu było przeżywaniem na nowo tego cierpienia,
kazde słowo było tak bardzo dla mnie bolesne. Byłam w czasie pisania
tego listu jednym wielkim krzykiem i bólem...List wysłałam i
zamknęłam komputer. Było mi lżej i było mi wszystko jedno co ktos
sobie pomyslał, wszystko jedno...W głebi jednak bardzo chciałam zeby
jedna osoba, tylko jedna... nie wiecej się znalazła która odpowie,
która mi pomoże, ktora mnie zrozumie, która powie, potwierdzi, ze
mojemu dziecku jest dobrze, ze...sama nie wiem co ..po prostu, że
bedzie ze mną, nic więcej...Gdy nastepnego dnia weszłam na forum
znowu płakałam, ale tym razem ze wzruszenia, ze tylu ludziom mimo iż
sami cierpią moje cierpienie nie jest obojetne... I tak sie zaczęla
droga wychodzenia z zaloby, z cierpienia wspolnie z ludzmi z tego
forum. Wspolnie z tymi, ktorzy rozumieja, ktorym nic nie musze
tlumaczyc, ze raz lepiej, ze dziesiec razy gorzej, ze znaki, z
ktorych nie dotknieci zaloba sie smieja i w glowe pukaja, ze sny, ze
nadzieja, ze czesto jej brak...Pewnie zasze juz bede ta inna, bo
straty dziecka nie da sie zamknac(a pewnie i straty innej bliskiej
osoby tez), jak jakiegos tam rozdzialu w swoim zyciu, pewnie juz
zawsze bede tesknic i czasem plakac, wiem ze zycie jest teraz inne,
ale zalobe mozna oswoic, mozna pomalenku nauczyc sie z nia zyc.
Pisze to do Was, ktorych wiem, ze jest wielu milczacych nie
wypowiadajacych sie na tym forum. Nie bojcie sie, piszcie o swoim
bolu, tesknocie, o swoich bliskich, ktorzy juz TAM. Podzielcie sie z
innymi z tego forum swoim cierpieiniem, razem isc jest choc
odrobinke latwiej, wierzcie mi...
Halina-mama Agatki
Obserwuj wątek
    • samotny_3 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 12.10.09, 20:50
      Droga Halinko.jestem właśnie taki który w milczeniu czyta posty osób których
      dotknęła straszna tragedia po stracie kochanej osoby.Czytając je, wiem że nie
      tylko ja cierpię,ale są jeszcze inni którzy podobnie jak ja przeżywają podobną
      tragedię.
      Twój apel do dzielenia się swoim bólem ,tęsknotą i cierpieniem zachęcił mnie aby
      podzielić się z Wami swoim. 81 dni temu odeszła moja Kochana Żona,przegraliśmy
      walkę z rakiem.
      Pozostał ból,cierpienie,tęsknota,samotność i łzy.
      Czy można teraz normalnie żyć? kiedy wszystko wydaje się bezsensowne.
      Apatia,brak sił i niechęć nawet do życia towarzyszy mi każdego dnia.
      Nie wiem jak sobie radzić dalej, kiedy każdy dzień przynosi tylko tęsknotę i
      łzy.Zamknąłem się w sobie ,unikam ludzi,bo banalne rady typu "trzymaj się" itp.
      tylko mnie drażnią.Mam nadzieję że tutaj zostanę dobrze zrozumiany,ponieważ
      łączy nas ból i cierpienie po stracie kochanej osoby.Kiedy zmarła moja Mama,też
      pozostał ból i tęsknota,ale miałem sens aby żyć i troszczyć się o rodzinę,teraz
      pozostał bezsens życia.Jak powiedziała mi pewna pani w sklepie ,"nawet najlepsza
      córka nie zastąpi panu żony"czy rzeczywiście jestem skazany na cierpienie w
      samotności?
      Piszę ten post nie dlatego aby szukać na forum pocieszenia ale dlatego że
      zachęcony propozycją Halinki chciałem podzielić się z Wami swoim cierpieniem.
      • halas1961 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 12.10.09, 22:58
        Jak to dobrze, ze sie odwazyles, ze napisales choc troche o tych wszystkich
        odczuciach. Nie bede Cie pocieszac, bo kazdy musi swoja zalobe przejsc po kolei,
        kazdy troche inaczej, no i kazdemu inny czas na jej oswojenie potrzebny. Ja niby
        taka rozpisana jestem, wygadana ale nadal jeszcze czuje obawy przed ludzmi,
        nadal czesto jest tak, ze cierpie w samotnosci. Mam jednak te swiadomosc, ze z
        kims obok lzej, tak wlasnie jak chocby w tej chwili piszac do Ciebie. Troche to
        namiastka bliskosci drugiego czlowieka bo wirtualnie, ale jednak z drugiej
        strony pisze prawdziwy czlowiek. Wiesz mezczyzni czesto bardzo swoj bol staraja
        sie ukryc, nie placza bo taka jakas glupia regula, ze chlop musi byc twardy. w
        kazdym razie tak jest z moimi chlopakami, widze jak meczyli i mecza sie moj syn
        i maz. Mysle,ze to nie jest dobre, ze nie powinni ukrywac i dusic w sobie swoich
        uczuc. Placz nieraz choc na troche pomaga i przynosi ulge.
        mam nadzieje, ze choc od czasu do czasu sie jeszcze odezwiesz
        Wiesz, ja zawsze na dobranoc kiedy tak bardzo tesknie za corka, mysle sobei,
        przeciez Ona jest, napewno jest tam gdzies indziej i napewno widzi i czeka, ze
        kiedys za jakis tam czas... jakos to mnie pociesza zawsze
        Dobranoc
        Halina-mama Agatki
    • mismax Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 14.10.09, 14:33
      Jestem z Wami od 10.09.2009 czyli od momentu kiedy uznałam, że
      bardzo słabo radzę sobie z utratą najbliższej osoby. Znam Wasze
      historie, podziwiam Wasze zaangażowanie na forum bez którego nie
      udało by mi się przejść tej drogi i znaleźć się w punkcie w którym
      teraz jestem. Dziekuję!
      • jucha32 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 14.10.09, 21:30
        Ja znalazłam się tu całkiem przypadkiem. Szukałam forum dla mojej
        koleżanki, która straciła syna. I znalazłam.
        Znalazłam tu również wypowiedzi moich znajomych forumowiczek z mamy-
        wdowy.
        Bo ja jestem wdową. 18 maja 2008 roku w wypadku samochodowym
        straciłam mojego męża Adama. Ja i moich dwóch synów: Piotruś i Oluś
        przeżyliśmy ten wypadek. Mąż zginął na miejscu.
        Teraz będę zaglądać tu częściej.
      • monika073 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 17.10.09, 12:57
        Pani Halinko,
        czytam to forum już prawie od roku...codziennie i wszystkie wpisy
        nie jestem jeszcze gotowa do tego aby napisaś o swojej tragedii ale powoli się do tego zbieram...
        nie może Pani odejść z forum bo te Pani wpisy, wiersze, przemyslenia bardzo mi pomagają nawet Pani niewie jak bardzo pomaga mi Pani przejść przez ten okropny czas żałoby...
        czasami sobie mysle że moja kochana mamusia której już nie ma ze mną postawiła Panią na mojej drodze i tak jakoś jest Pani do niej bardzo podobna w swoich wypowiedziach tak mi ją Pani przypomina...
        bardzo dziękuje za wszystko
        pozdrawwiam gorąco
        monika
        • stokrotka-20 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 17.10.09, 23:42
          ja czytam forum od dawna...ale tez w milczeniu.pomimo ze od smierci mojej Mamy
          minelo juz 5lat ja dostalam wymarzony dowod zwalniajacy z opieki nade mna
          wszystkie instytucje ktore tylko komplikowaly jeszc ze bardziej moje zycie nadal
          wracam do tego co przezylam pomimo ze nie chcial tu juz byc.probuje rozgryzc
          problem wiedziec jak najwiecej ale brakuje mi ludzi ktorzy maja podobne
          doswiadczenia i wiedza jak radzic sobie ze zwykla codziennosci.....
          • asia12811 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 19.10.09, 15:14
            Witam, ja jestem na tym forum niecałe 2 miesiące. 22.08.09 odeszła
            moja mama, przegrała nierówną walkę z rakiem. A tak chciała żyć...
            wychowywać ze mną mojego czteroletniego synka. Teraz zostałam sama(z
            ojcem mojego synka nie mam kontaktu, rozeszliśmy się wkrótce po
            narodzinach naszego syna).
            Jest mi bardzo źle bez mamy, bez jej wsparcia, ciepła, rozmów..
            Nawet to, że długo już chorowała(przez ostatnie 7 miesięcy jej życia
            była zdana na rodzinę, sam nie poruszała się)i powoli mnie
            przygotowywała, na to że wkrótce odejdzie nie pozwoliło mi się
            pogodzić z jej odejściem. Ciągle pytam dlaczego? Przecież miała
            dopiero 64 lata.. Długo żyła z rakiem, 22 lata od pierwszej diagnozy
            i myślałam, łudziłam się, że i ty razem da radę go pokonać.
            To wszystko tak boli i tylko dzięki Wam czuję się trochę lepiej, bo
            wiem że w moim cierpieniu nie jestem sama.
            • halas1961 do asi 19.10.09, 20:28
              Asiu, moja coreczka tez przegrala z rakiem, miala prawie 24 lata, ale od
              zachorowania do odejscia minelo tylko 16 miesiecy. A ja mysle: "jak dobrze, ze
              jeszcze w tym cazsie prawko zrobila, jak dobrze ze pojezdzila 3 miesiace
              samochodem, jak dobrze ze ja mialam, ze byla taka jaka byla, jak dobrze ze na
              mnie czeka...", Czesto przychodza mysli o tym czego nie zdazyla, nie zobaczyla,
              nie zrobila, ale sa takie tez jak Ci napisalam wyzej.
              Sprobuj i Ty tak pomyslec:"jak dobrze, ze mamam miala te 22lata, jak dobrze ze
              zobaczyla mojego synka, jak dobrze ze sie nim nacieszyla przez te 4 lata, jak
              dobrze ,ze ją mialam, ze byla taka jaka byla..."
              Pozdrawiam cieplo
              Halina-mama Agatki
              • asia12811 Re: do asi 20.10.09, 08:50
                Pani Halinko dziękuję za Pani dobre słowa.
                Na pewno będę pozytywnie myśleć.
                Moja mama na pewno nie chciałaby żebym się tak załamywała, bo ja mam
                dla kogo żyć i wiem że muszę być silna dla mojego syna.
                Tylko czasami jest tak ciężko, że nic się nie chce.. tylko płakać.
                Pozdrawiam
                Asia
      • halas1961 do moniki i nie tylko:) 19.10.09, 20:11
        Dziekuję za wszystkie miłe i serdeczne słowa...Tak wiele ich otzrymałam
        prywatnie, ze sie naprawde nie spodziewałąm, a przy okazji mile nowe znajomosci
        blizsze:):):)Bardzo lubię przebywać wsród mlodych ludzi:) od zawsze zreszta,
        może dlatego ze jakis czas byłam instruktorka zawodu, a może tak juz jest, ze z
        młodymi jakoś raźniej...Chce tylko napisac że wszystko ma swój czas, tak jak
        napisalam w watku o Dniu Wszystkich świętych(nie bede sie więc powtarzac).
        Myślę, że też powinnam pozwolic płynąć czasowi i pozwolić mu zmieniac to co jest
        do zmienienia we mnie i wokól mnie. Mogę z perspektywy czasu powtórzyc tylko jak
        w tytule tego watku, nie bójcie isę otworzyć i pisac o tym o czym już może nie
        macie z kim rozmawiać, lub boicie sie na głos powiedzieć. Forum jest wlaśnie po
        to. Jakie bedzie na nim wsparcie i atmosfera zalezy wyłacznie o nas,
        uczestników tego forum. Ludzie przychpdzą i odchodza, pisza, potem milczą ,
        czytaja w ciszy, aż przychodzi dzień ze odchodzą, ze juz im forum nie jest
        potrzebne i tak byc powinno. Utknięcie na zawsze na forum nie jest dobre chyba
        dla nikogo, dlatego napisałam, ze zamierzam sie pomału wycofywac i tak mam
        nadzieję bedzie. Póki co jeszcze raz na jakis czas popiszę.
        I powtarzam do Was, ktorzy niesmialo sie odzywac zaczeliscie i do tych co tylko
        czytacie, naprawde nie bojcie sie. Takie wyzalenie sie, wyplakanie, wspolne
        przezycie bolu i straty jest naprawde zbawienne i pomocne. Nie trzeba sie
        wsytdzic swoich uczuc, nie wazne czy ktos potrafi ladnie pisac, czy bedzie pisal
        w zlosci, w irytacji o tym co go dotknelo, ma prawo...
        Pozdrawiam z calego serca
        Halina-mama Agatki
        • telepeters Re: do moniki i nie tylko:) 10.11.09, 17:08
          Masz racje Halinko, jak czlowiek wyrzuci z siebie swoje smutki, to
          mu lzej. Czasami tylko forum daje do tego szanse. Wczoraj dostalam
          kategoryczny zakaz rozmawiania w domu o tej, ktora nas opuscila, bo
          inni sobie nie radza i sobie nie zycza. Co bym zrobila bez Was,
          skoro mam tak wielka potrzebe uzewnetrznienia swoich mysli i przezyc?
          Jestem wdzieczna za Wasze wpisy, bo wiem, ze nie jestem osamotniona
          w tym co przezywam, ze to w pewnym sensie normalne, ze jest szansa,
          ze bedzie lepiej, choc nie ma mowy o zapomnieniu, ale o
          zaakceptowaniu tego co sie stalo.
          • halas1961 w piątek wieczorem nie ma nikogo na forum????? 27.11.09, 19:46
            Nie wierze ,że w piątek wieczorem nie ma nikogo na forum:) No nie wierzę:)Wy tam
            nie czytajcie, nie czytajcie.... tylko pisac, pisac:) Rączki na klawiaturkę i
            piszemy.
            Za oknem pada znów i pada. Młoda z rodziny dalszej sie obraziła smiertelnie, bo
            osmieliłam się jej napisac ze matkę trzeba szanowac, ze matka nie bedzie
            zawsze(matka młodej 2 rok po usunieciu nowotworu złośliwego-na razie ok.), ze
            kiedys może żałować wypowiedzianych słów, zachowań...Młoda nie ma jeszcze w
            sobie pokory...Jaka szczęśliwa, jeszcze życie ją oszczędza, jeszcze nie ma
            prawdziwego powodu do łez, do rozpaczy...Myślałam, ze zrozumie...Pomyliłam
            się... Ale to nic, to nic...Kiedyś sama sie przekona jak prawdziwe były moje
            słowa, ze czas nieraz by się chciało cofnąć, ze to by się zrobiło inaczej, tego
            by sie nie powiedziało, a tamto owszem częściej by się mówiło...Ale czasu sie
            cofnąc nie da...Już czasu nie ma...
            A deszcz pada za oknem i pada...I świńską grypą straszą, tylko ja się nie
            boję:)Mąz wczoraj mówi niby żartem do mnie:"a moze to swinska grypa, 16 osób
            zmarło". Spojrzałam na niego zdziwiona: "ja się smierci nie boje, Agatka tam na
            mnie czeka". Nie odpowiedział nic, bo On sie boi, jeszcze się boi...
            Moja grypa nie jest swińska:)
            I tak pisze byle co, bo nic innego do głowy mi nie przychodzi.
            Moje córka będzie miała na Boze Narodzenie prezent. Taki trochę dziwny, ale
            tylko dla niej specjalnie przygotowany. Mojej córce bedzie poświecony wieczór w
            Ośrodku dla Dziewczat z problemami wychowawczymi. Będę mogła gadać i gadać o
            swojej córce. O tym jak się urodziła, jak była malutka, o zabawnych sytuacjach,o
            jej dorastaniu, o jej marzeniach,planach, o niej...o jej chorobie, o
            odchodzeniu...o Bogu, o łzach moich...o Waszych łzach...
            Ktos mnie zaprosił, ktos wymyslił tę "Lekcję Życia"...a ja sie zgodziłam, bo
            dlaczego nie...może moja Agatka sprawi, ze inna dziewczyna zechce żyć, ze inna
            dziewczyna zechce walczyć o swoje życie i je zmienic...Mam wiarę, ze tak bedzie.
            Nie wiem, może będę płakac, nigdy nie słyszałam jak ktos czyta moje wiersze,
            nigdy nikt obcy nie przygotowywał prezentacji zdjęć mojej córki, nigdy przed
            duzym gronem nie mówiłam o Agatce...Ale, myslę ze Ona chce abym tam pojechała ,
            abym mówiła, bo śniła mi się po wstepnym spotkaniu i taka była szczęśliwa, tyle
            mówiła, opowiadała, mówiła jak tam jej jest, ale ja rano nic już nic nie
            pamiętałam...Widocznie nie wolno nam niektórych rzeczy pamiętać...Tak więc wciąz
            mi moja Agatka czas organizuje:)
            Czekam teraz aby ktos inny cos napisał, tez chcę poczytać:)
            Halina-mama Agatki

            • tilia7 Re: w piątek wieczorem nie ma nikogo na forum?? 27.11.09, 20:15
              W piątki i soboty to często tak,że nikogo nie ma na forum:(
              Halinko jesteś bardzo dzielną kobietą i na pewno warto,żebyś na takie spotkanie
              poszła.Ja pracowałam kiedyś z młodzieżą,niektóra też była trudna.I powiem Ci,że
              do nich przemawia właśnie szczerość,właśnie ból,prawdziwe łzy,prawdziwe
              życie.Jak się zaczyna opowiadać jakieś wydumane bzdury i pouczenia,to się
              zamykają,uciekają,wyśmiewają.A jak się przyjdzie z sercem, z opowieścią o
              własnym życiu,o własnych kłopotach,to słuchają.I może naprawdę któraś z tych
              dziewcząt zrobi dla siebie coś dobrego po takim spotkaniu.Tobie będzie trudno,na
              pewno,to nigdy nie jest łatwe,mówić o takim bólu i o takiej miłości,przed
              ludźmi.Ale dasz radę.
              U mnie nie pada,wieczór nawet pogodny,księżyc i gwiazdy widać.I tylko smutno
              strasznie:(((
              • olaopolanka Re: w piątek wieczorem nie ma nikogo na forum?? 27.11.09, 21:39
                A ja jestem na forum, jestem codziennie od prawie dwoch miesiecy...
                Ale nie zawsze potrafie pisac, choc mam tyle do powiedzenia, moj bol,
                zal,gorycz, bezradnosc, samotnosc po smierci Mamy powoduje to,ze tak bardzo
                kurcze sie w sobie, tak bardzo zamykam sie w sobie, zamykam sie na innych.
                Co ja mam napisac Halinko, ze to tak boli,ze zyje jak automat,ze nic mi sie nie
                chce, ze nikogo nie chce widziec, z nikim sie spotykac,ze nie chce mi sie zyc,
                ze czuje sie przezroczysta, ze od dwoch miesiecy zyje obok. Tak mi
                ciezko,wiem,ze mnie rozumiesz.
                • halas1961 Re: w piątek wieczorem nie ma nikogo na forum?? 27.11.09, 22:26
                  Ja rozumiem...masz racje Olu i wiem, ze i Ty i Tilia i wszyscy pozostali tez
                  rozumiecie. Pytasz co napisac, ot chocby to co napisałaś, ze Ci źle, że boli...
                  Ta młoda z mojej rodziny powinna przeczytac jak źle tym co ich mamy juz po
                  tamtej stronie...
                  Olu, Tilio ten ból kiedys będzie inny. On wciąż będzie, ale będziecie umiały z
                  nim życ, nauczycie się z nim życ, nawet usmiechu się nauczycie. I wcale to nie
                  bedzie usmiech wymuszony, sztuczny...
                  Tylko często dziura w głowie, w myślach się pojawi... często wzrok gdzies
                  ucieknie daleko, daleko, czesto mysli uciekna... jak mi dzisiaj, gdzie koszula
                  flanelowa zamiast 20 zł, kosztowała prawie 100zł bo reszty z lady nie wzięłam a
                  kasjerka albo ten człowiek co za mna był w kolejce nie okazał sie uczciwy...
                  Przyjdze czas na powrót do ludzi i na powrót do zycia.
                  Wierzę że przyjdzie.
                  Tilio, a Twój wierszyk umię na pamięć i mam Go wciąż w mysli:) Nawet nie wiesz
                  jak bardzo wiele on dla mnie znaczy.
                  A na forum sa dzis inni ludzie też, gwarantuję:) pisac się boja, nie chce im
                  się, nie maja sił, wydaje im się ze nic nie mają do powiedzenia, wolą
                  czytać....Jedna z tych opcji do wyboru:) ale pisanie to tak jak rozmowa troche,
                  pomaga niezwykle, wiem co piszę, bo jestem tego przykładem jak mi forum pomogło
                  i pomaga nadal trwać.
                  Ze sie wciąz powtarzają słowa o cierpieniu, tęsknocie, o bólu, o straconej
                  nadziei, o bezsensie...No i cóż z tego że się powtarzaja, a jednak choc niby się
                  powtarzaja to pisane przez różnych ludzi inaczej brzmia, inaczej je słychac bo
                  przeciez kazdy człowiek jest inny... Dlatego nie ma co sie obawiac pisania.
                  Namawiam dzis bardzo zawzięcie do pisania:)
                  Halina-mama Agatki
      • tilia7 Re: Jesli juz tu jesteś...do Halinki 28.11.09, 10:24
        Halinko,ja się nie obawiam pisac,tylko czasem już ręce opadają i po
        prostu nie wiem nawet co jeszcze napisac bym mogła.Pustka w
        głowie,pustka w sercu i tylko ten ból,strach,lęk.Czasem słowa wydają
        się takie nieodpowiednie,za ciasne na to,co się naprawdę czuje,zbyt
        mało wyraziste.Trzeba by siąśc i wyc jak zraniony pies a nie mówic
        ludzkim głosem,żeby ten ból jakoś wyrzucic z siebie,wykrzyczec.I
        jakby mało było żałoby to ciągle jeszcze inne problemy,też wcale nie
        błahe,dobijają,powodują,że czuję się zagubiona,pogubiona,bezradna
        jak dziecko w ciemności.Ale staram się pisac,własnie dlatego,że
        wiem,iż czasem moje słowo może komuś choc odrobinkę pomóc.
        Jak grypa "nieświńska"?:)Przechodzi?
        Pozdrawiam ciepło
    • sygitka21 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 07.12.09, 17:13
      Witam!
      Jak każdy straciłam bliską osobę. Nie jest to rodzic, dziecko, lecz
      aż dziadek. Mój autorytet, mój ukochany wspaniały dziadek. Był
      niezwykły, bardzo poważany; cichy, rozważny.
      Był pierwszy atak zimy, listopad, a w kondukcie szło pół wsi. W noc
      Jego śmierci śniłam o Nim. Gdy zadzwonił telefon (choć wówczas,
      będąc nastolatką, nie wiedziałam, że choruje na raka) wiedzieliśmy
      ooje z Tatą, że odszedł... Jeśli będę mieć dziecko, to będzie miał
      po Nim imię. Kocham Cię, dziadku :(

      --
      [url=http://tiny.pl/3jcg][IMG]
      http://img291.imageshack.us/img291/6751/opolebp8.gif[/IMG][/URL]
      [url=http://tiny.pl/hq8vk][img]
      http://images49.fotosik.pl/216/a6fe12a0bd5dbb8b.png[/img][/url]
      • halas1961 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 07.12.09, 20:23
        Dziadek czy babcia to dla młodego człowieka, dla dziecka bardzo wazna osoba.
        Osoba, ktora nie musi aż tak pilnować wychowywania(bo od tego matka i ojciec:),
        ktora moze rozpieszczac, ktora ma cierpliwosc czesto wieksza niz rodzice. Moj
        tata, dziadek mojej Agatki odszedł gdy Agatka miała 11 lat. Pamietam jak bardzo
        płakała... Dziadek miał zawsze czas, dziadek opowiadał różne historie ze swojego
        bardzo cięzkiego dzieciństwa, dziadek nauczył, że chleb gdy upadnie na podłoge
        to trzeba podnieśc i pocałowac, bo Dziadek wiedział co znaczy głód. Dziadek
        opowiadał bajki, dziadek nauczył pierwszego wiersza Mickiewicza na pamieć.
        Pamietam była to "PAni Twardowska", a potem "Powrót taty":)Dziadek śpiewał
        "przybyli Ułani..." i inne takie tam przy których często sam usypiał. Do lasu
        chodził, robił proce, łuki, mebelki dla lalek...Dziadek kochał swoje wnuki(moje
        dzieci) do szaleństwa:)
        Biedne dzieci co nie miały w dzieciństwie swoim dziadków...
        Masz racje to "Aż Dziadek"
        Halina-mama Agatki
    • petea1 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 07.12.09, 20:47
      kochana Halinko! ja tu weszłam - zmarł mój Teść, ale to jak Ty pomagasz ludziom
      tu na forum to jest wręcz niebywale- czytam Twoje posty i jestem... nie... po
      prostu jesteś cudownym człowiekiem!Wybacz, ale nie potrafię ładnie pisać,nie
      potrafię wyrazić tego co bym chciała, przytulam Cię mocno...
        • halas1961 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 08.12.09, 11:59
          Dziekuje Wam z calego serca, z calego... za te cieple slowa. Czasem
          tego ciepla o ktorym piszecie mi tez jest brak ogromnie...dzis ide o
          16 na takie spotkanie o ktorym juz troche pisalam, troche sie
          denerwuje, bo sie okazalo ze na tym spotkaniu ma byc az 60 dziewczat
          z problemami. Ja myslalam ze ze 20, a tu 60. Boje sie troche czy
          sie nie pogubie. Mam mowic O Agatce, o tym ze trzeba o siebie i
          swoje marzenia walczyc, realizowac, ze trzeba sie starac zyc, tak
          aby u kresu nie zalowac niczego, itd. Trzymajcie za mnie kciuki.
          Kiedy Agatka odeszła napisałam dlugi list o niej i do niej. Mam to w
          torebce jako sciage. No i chyba musze wziasc jednak cos na
          uspokojenie:) Trzymajcie kciuki, bardzo prosze
          Halina-mama Agatki
          • first.marionetka Halinko, dasz radę... 08.12.09, 13:12
            Halinko, dasz radę. To nie ma znaczenia czy jest 20 czy 100 osób.
            Tym się nie przejmuj. Pomyśl ile możesz im dać mówiąc, ot tak z
            serca.
            Mam w Sobie dużo ciepła i potrafisz roztoczyć to ciepło między to
            większe niż myślałaś grono dziewcząt.
            Będę Cię wspierała myślami.
            Pięknie pomyślane spotkanie. Młode dziewczyny ze swoimi problemami,
            usłyszą między innymi o problemach przerastających dorosłe osoby, o
            odchodzeniu....
            Wierzę, że otworzysz ich obolałe duszyczki na głębsze spojrzenie na
            życie.
            Gdy byłam młoda pomagała mi maksyma: " Życie jest jedno, więc na
            pewno dobre" już nawet nie pamiętam czyje to jest.
            Kiedyś doczytałam .... życie jest jedno, więc zrób wszystko aby go
            nie spaprac...........


            Trzymam kciuki.
    • alicja-dwa Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 08.12.09, 19:41
      Witam wszystkich na tym smutnym ale jakże potrzebnym forum.
      W sobotę po długiej chorobie odszedł mój mąż, dzisiaj go pochowaliśmy ale na zawsze zostanie w naszych sercach i naszej pamięci jako wspaniały mąż, ojciec i dziadek. W tej chwili nie wiem co mogłabym jeszcze powiedzieć, na razie co chwilę łapię się na tym, że się spieszę, gdziekolwiek jestem bo podczas załatwiania spraw związanych z pochówkiem a jest tego mnóstwo, łapię się na tym że ciągle mam w głowie "muszę szybko do domu" i za chwilę refleksja nie spiesz się nie musisz załatwiaj wszystko spokojnie, a kiedy cokolwiek robię w domu to po prostu rozmawiam z nim tak jakby był obok. Myślę że tak będzie jeszcze długo ale jest jedna krzepiąca myśl mój mąż już nie cierpi bo kiedy cierpiał i tak nie mogłam mu pomóc jedynie dać zastrzyk przeciwbólowy, jest ciężko ale i tak kiedyś tam się spotkamy wcześniej czy później Pan Bóg każdemu z nas dał świeczkę która kiedyś zgaśnie.
      pogrążona w smutku Alicja
    • hpwa Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 09.12.09, 20:27
      I ja jestem taką osobą która prawie wyłącznie czyta,nie potrafie
      się otworzyc,nawet wypłakać,bardzo mi z tym żle. Bardzo tęsknie za
      moją Olunią;(
      Pozwolę sobie publicznie podziękować Halince ,która jest dla mnie
      jak matka.To jej wyrozumiałość i ciepło pozwala mi jakoś
      funkjonować.
      • halas1961 spotkanie z dziewczynami 09.12.09, 22:50
        Witajcie
        Nie bardzo wiedziałam w którym wątku opisac to spotkanie, a nowego nie chce
        zaczynac.
        Wczoraj było spotkanie w Osrodku szkolno -wychowawczym dla dziewczat. Spotkanie
        pierwsze z cyklu"Lekcja Życia". Dziewczynki od 13 do 18 lat z wyrokami sadowymi.
        Dziewczynki szalenie przez los doświadczone, pokrzywdzone i zwykle to przez
        dorosłych tak im się poukładało, ze sa w osrodku. Spotkania te sa pomysłem
        Osrodka i Hospicjum dla dorosłych. Mają pomóc i dziewczętom i osobie takiej jak
        np. ja. Zgodziłam sie wziąśc udział w tym spotkaniu i opowiedziec o Agatce.
        Spotkanie było w całości poswięcone Agatce. Dla mnie to tak jak prezent dla
        mojej córki pod choinkę. Może to głupio, ale tak czułam. Obawiałam się czy bedą
        słuchały, czy ja sie nie pogubie. Nigdy przed takim licznym towarzystwem nie
        musiałam mówić. Oproćz dziewcząt(okolo 50) było 6 wolontariuszek z Hospicjum,
        trzy studentki, które przygotowały ze zdjęc wypozyczonych ode mnie prezentację o
        Agatce od narodzin do ostatniego zdjęcia robionego przez nia samą. Te zdjecia
        były tez zabawne, takie na których np. ja wyszłam fatalnie ale zawsze z nich się
        smiałysmy z Agatka. Był tez Agatki kot i pies i plaza nad morzem, zrobina przez
        Agtake w czasie gdy wystapily pierwsze oznaki choroby. Zdjęcie z nad morza jest
        bardzo charakterystczne. Ja bym je zatytułowała: "ślady na piasku"...tak jak
        slady jakie człowiek zostawia po sobie gdy juz odejdzie. Jedne głebsze a inne
        tylko lekko zaznaczone...
        Była muzyka, dziewczyna grała na flecie i cudnie spiewała. Na początek
        zaspiewała piosenkę, której ja nie znam. Chyba młodziezowa jakaś, ale mówiła o
        rozstaniu i tęsknocie...No i ja się rozpłakałam...nie, nie... nie szlochałam,
        ale nie mogłam łez opanować i tak leciały mi te lzy....Potem L.(młoda
        psycholog)z Hospicjum powiedziała o tym ze trzeba walczyć o siebie i spełniać
        swoje marzenia i wciąz sie podnosić, itd...miec wiarę w siebie. No i zaczelam
        mowic...Opowiadałam po kolei od narodzin Agatki... o jej chorobie w
        niemowlęctwie, o cudzie (moim zdaniem), ze nie zmarła po trzech miesiacach jak
        prorokowali lekarze...I tu pojawily sie pierwsze łzy wsród młodych
        słuchaczek...Potem opowiadałam smieszne historie rowniez , jak Agatka ręke
        złamała gościowi co ją napadł, jak na mne mówiła śmiesznie(przezwiskiem z
        Muminków:)...Sluchały, sluchały i raz płakały, raz się śmiały...Potem
        wolontariuszki czytały moje wiersze i o dziwo udało mi sie opanowac patrząc w
        sufit:) ...a prawie wszyscy płakali...Pedagog A. z Osrodka mówiła potem, że nie
        wierzyła co sie dzieje, bo te z ADHD co nie potrafia 30 minut wysiedziec 2
        godziny siedziały i sluchały, płakały, smiały się...były ze mną... Potem
        opowiadałam dalej o szkole, wypalonym skrecie z marihuany i konsekwencjach tego
        zdrowotnych bardzo przykrych,o studiach, Allegro, planach, marzeniach, o
        chorobie, o pozegnaniu, strachu, nadziei co odeszła...o ostatnich chwilach mojej
        Agatki...O sobie troszkę i o tym ze nie wolno zycia zmarnowac, ze jesli nawet
        brakuje tej najblizszej osoby to trzeba zyc nadal...No tak mniej wiecej skrótowo
        to pisze:) Dałam też 12 swoich ksiązeczek pedagog aby dała tym dziwczynkom ,
        ktore zechca...Chcialy od razu:) Było wiele dziewczat, ktore patrzyly w oczy
        kiedy mowilam, jakie one mialy za szybko dorosle spojrzenia....Wdzieczna im
        jestem, ze sluchaly, ze zachowaly sie tak jak niejeden dorosly byc moze nie
        potrafi... Potem K. (szefowa wolontariatu)opowiedziala o pracy wolontariuszy.
        Tak mysle caly czas o tych dziewczynkach, tak bardzo bym chciala zeby im sie
        udalo wyrwac ze srodowisk ktore je niszcza, zeby uwierzyly w siebie i udalo im
        sie stanac na nogi. Poki co kontakt z ich P. Pedagog mam. Mam tez malutki pomysl
        na cos co by im uprzyjemnilo czas a jednoczesnie troszke nauczylo cierpliwosci.
        Narazie milcze, nic nie mowie bo musze dokladnie przeanalizowac czy to dobry
        pomysl:)Bo moze nie za bardzo:)
        No i to byloby na tyle...po spotkaniu. Aha, i storczyki dostałam przecudnej
        urody:)A moje wiersze pierwszy raz slyszalam jak ktos czytal, dziwnie...wiecie,
        jakos inaczej niż bym sama czytała. Wydaje mi sie ze lepiej jakos...A na koniec
        dziewczyna z wolontariatu zaspiewala
        piosenke, ktora spiewali wszyscy przy trumnie gdy odeszla Agatka. Pierwszy raz
        przy niej nie plakalam...
        No i naprawde to juz na tyle, bo strasznie zmeczona jestem
        Halina-mama Agatki
    • alicja-dwa Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 10.12.09, 07:59
      Dziękuję wszystkim na tym forum za to, że dzielą się swoim bólem i wspierają się wzajemnie, ból każdego z nas jest tak samo wielki a jakże jednak inny. Halinko dziękuję za ten wątek i po prostu nie wiem co mogłabym Ci jeszcze powiedzieć ..... musimy się trzymać i żyć dalej dla tych co jeszcze są z nami i żyć tak jakby chcieli ci co odeszli.
    • mocnakrysia Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 29.12.09, 18:43
      Moja ukochana mama przegrała swoje życie 22.12.2009r. Pochowaliśmy ją w wigilię
      . O godz 10 był pogrzeb. Wcześniej już o tym wspomniałam- " nagła śmierć matki".
      Nie umiem bez niej żyć. tak bardzo tęsknię. Całe święta spędziłam na cmentarzu.
      Już chyba zawsze święta kojarzyć mi się będą ze śmiercią. Chorowała na białaczkę
      tylko 2 miesiące, choroba czyniła spustoszenie w jej organiżmie z dnia na dzień.
      Usychała jak bukiet kwiatów. A mieliśmy tyle wspólnych planów i marzeń. Tak
      bardzo ją kocham , MYŚLĘ ŻE ZA MAŁO CZASU JEJ POŚWIĘCAŁAM, bo praca ,dom ,
      obowiązki. A teraz nawet nie mam gdzie zadzwonić. Myślę że nigdy nikt nie będzie
      jyż mnie kochał tak jak ona- moja kochana mamusia.
      • olaopolanka Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 29.12.09, 21:47
        Krysiu, moja Mamusia przegrala walke a my wraz z Nia 26.09.2009 a wiec trzy
        miesiace temu.Walczyla o zycie trzy miesiace, miala rozlegly zawal.Juz trzy
        miesiace Jej nie ma,niekiedy mam wrazenie,ze TO sie stalo wczoraj,niekiedy, ze
        wieki temu.Ale Jej odejscie strasznie boli-dlatego rozumiem Twoja rozpacz Krysiu
        i dokladnie mysle tak samo jak Ty, ze nikt juz nas nigdy nie bedzie tak
        kochal.Mamy po prostu kochaja za to, ze jestes.Pozdrawiam Cie ciepio.
      • mala_1984 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 29.12.09, 22:16
        Czuję dokładnie to samo. Nikt nigdy nie będzie tak kochał. NIKT. I mimo, że od
        odejścia mojej mamy minęło ponad 4 i pół miesiąca, prawie 5 miesięcy to ja nadal
        myślę o tym, że tak mało czasu jej poświęcałam. Za mało dzwoniłam, za rzadko
        przyjeżdżałam do domu, za mało pomagałam. Już nie myślę o tym non stop, ale
        ciągle te myśli mnie dopadają i to dosyć często, codziennie o tym myślę. Czy
        kiedyś to się zmieni, czy przestanę się oskarżać. Wiem co czujesz, bo czuję
        dokładnie to samo. Tak dobrze Cię rozumiem.
        • edzia764 Re: Jesli juz tu jesteś...nie bój się, odezwij si 30.12.09, 11:16
          Kochane ... wiem doskonale co czujecie. Stracić Matkę, najlepszego
          przyjaciela jest bardzo wielką stratą. Oskarżanie się o pewne
          zaniedbania przeżywa każdy .... jednak tak jak kocha Matka nie kocha
          nikt ... Ona zawsze wszystko wybaczy. "czy kiedyś to się zmieni" ...
          tak to sie zmieni. Ból przycichnie, jednak pamięć i tęsknota
          zostanie. Z biegiem czasu bedzie lżej, jednak pamięci o Niej z serca
          nie da sie usunąć. Piszę to z własnego doświadczenia. Minęło 16 lat,
          jak odeszła moja Mamusia a ja ciagle o Niej myślę. Przeżyłam kolejne
          bolesne chwile ... cztery lata temu zmarł mój Tatuś ... a w lipcu
          2009 r. zmarł nagle mój mąż. Pozostałam sama (nie mielismy dzieci) i
          walczę z bólem, tęsknotą za Nimi .... tymi najbliższymi osobami.
          Wielką ulgę odczuwam czytając wpisy na tym forum. Tu czuję, że nie
          jestem sama, mam wsparcie, a przede wszystkim zrozumienie, którego
          nie może okazać nikt, kto nie przeżywa cierpienia, tu nie odgrywa
          roli nasz wiek ... tworzymy rodzinę, która wzajemnie się wspiera.
          Zycze WAM wytrwałości w podążaniu tą nową drogą usłaną cierpieniem,
          bólem, tęsknota .... Irena
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka