Dodaj do ulubionych

czy u Was było pdobnie?

18.05.10, 14:52
ZA miesiąc minie rok od śmierci mojej Mamy?
Od kilku tygodni mam takie dziwne niepokojace wrażenie
jakbym dopiero zbliżała się do chwili kiedy to wszystko się wydarzy,
z pełną świadomością że to się zdarzy i z całkowitą świadomością że
już się zdarzyło.
Nie umiem wytłumaczyć do końca tego uczucia, ale mam wrażenie jakby
czas się zapętlił, jakby za chwilę miała przeżyć deja vu. Jak
z "Dnia świstaka".
Po krótkiej chwili kiedy poczułam się już trochę lepiej wszystkie
wspomnienia dotyczące zwłaszcza okoliczności pobytu Mamy w szpitalu
i Jej śmierci wróciły z nową mocą.
Przeżywałyście coś takiego? Cz powinnam jednak zwrócić się do
jakiegoś specjalisty po pomoc
Obserwuj wątek
      • hanka_m Re: czy u Was było pdobnie? 18.05.10, 17:21
        Bardzo podobne miałam odczucia do Ciebie, moja Mama zmarła zaraz po świętach
        Bożego Narodzenia w 2008 roku i przed następnymi świętami czułam coś bardzo
        podobnego. Nawet zapach jodły źle na mnie działał (a wcześniej bardzo lubiłam).
        Myślę, że to są normalne odczucia w żałobie, w rocznice wszystko wraca do nas ze
        zdwojoną siłą.
        • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 18.05.10, 17:40
          Identycznie.Przed rocznicą byłam tak niespokojna,jakby dopiero miało
          się wszystko stac.Czułam jak jakaś straszna energia koncentruje się
          w tym dniu i w tej dacie.Masakryczne uczucie rozdwojenia jaźni,bo
          przecież,wiem,że już się stało a mimo to czułam,że dopiero się
          stanie.Napięcie było tak skrajne,że po powrocie do domu z cmentarza
          w dniu rocznicy mój mózg mnie wyłączył całkiem,ale to całkiem na
          wszelkie uczucia.
          Ja mam w ogóle okropne zaburzenia z odbieraniem upływu czasu,krótko
          mówiąc nie czuję,że jest czas.Tego roku w ogóle nie umiem rozbic na
          mniejsze części:miesiące,dni.Dla mnie ten rok to jedna wielka kula
          bólu.Pamiętam jakieś strzępki wydarzeń,ale w ogóle nie czuję
          linearności czasu.Nie pamiętam,że były pory roku.Od rocznicy nic się
          pod tym względem nie zmieniło.Może jedynie jak jadę na cmentarz to
          za każdym razem mam wrażenie,że nie byłam chyba z miesiąc albo
          dłużej a w rzeczywistości jestem co tydzień.
          Ogólnie dla mnie jest niezmiennie jeden i ten sam dzień - dzień "po"
          • first.marionetka Re: czy u Was było pdobnie? 21.05.10, 07:57
            ….. Tilio, napisałaś „ nie czuję, że jest czas”.
            W ogóle pięknie ujęłaś to co czujemy ( wpis z 18-go).
            Tak, czuję dokładnie to samo.
            To było wczoraj….. jeszcze wczoraj mogłam mojego syna przytulić, to
            było wczoraj.
            I długie dziś, po tym wczoraj.
            Już nawet nie denerwuje mnie, że za długie…. widocznie tak ma być.
            Pogodzenie? Rezygnacja? Nie wiem, ale widocznie tak ma być…
            Myślę sobie, że nie zwariowałyśmy.
            Nasze myśli wzniosły się wyżej, stąd więcej widzimy.

            Wiesz, tym Twoim wpisem uświadomiłam sobie, że dla innych ludzi obok
            mnie czas płynie jak płynął i dla nich odejście naszych bliskich
            umiejscowione jest np. pół roku, rok itd.i stąd oczekują, żeby
            inaczej spojrzeć na naszą stratę, dla nas to „ zawsze wczoraj” daje
            zupełnie inne spojrzenie.
            I myślę sobie, że nie do końca zatrzymałyśmy się, bo to przecież
            niemożliwe. Świat funkcjonuje jak funkcjonował, ale w naszych
            myślach jest to „ wczoraj”, które jest niezrozumiałe dla innych…..
            Dla mnie to wczoraj, to cały mój świat dziś. Gdzie idę widzę to
            wczoraj i mojego syna, blisko, obok, gdzieś dalej, ale wiem, że
            niedługo wróci…. to chyba już tak będzie, to ta nadzieja, że jest
            obok, że jest to wczoraj.
            …. Może jaśniej, dobrze mi z tym, że czas nie istnieje, znów
            jesteśmy blisko………
            • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 21.05.10, 13:16
              Masz rację Marionetko,czas płynie i my oczywiście jakoś płyniemy z
              tym czasem.Mimo naszych tragedii,świat nie zechciał się zatrzymac i
              jak się kręcił,tak się kręci.Ale jakaś wewnętrzna częśc nas
              została "tam"-własnie "dzień po".
              Teraz Ty pięknie napisałaś:"Dla mnie to wczoraj, to cały mój
              świat dziś."
              - no właśnie.To "wczoraj" zawiera w sobie całą
              miłośc,całą nadzieje,wszystkie najpiękniejsze wspomnienia a
              jednoczesnie najczarniejszą rozpacz,najboleśniejszy ból,najgłębszy
              szok.Wiadomością o śmierci ukochanego zostałam zaskoczona,gdy
              wysiadłam wieczorem w środku miasta z tramwaju.Świat nie tyle
              stanął,co zniknął.Zniknął całkiem-tego się nie da opisac.Nie ma
              wtedy NIC i to NIC potrafi wchłonąc jak czarna dziura.Nocy nie było-
              pamiętam tylko,że siedziałm na łóżku skulona,bez słów,bez łez,w
              kompletnej pustce,w kompletnej ciszy,bo świata nie było.Bałam się
              nawet położyc,bo w moim poczuciu nie było łóżka.Siedziałam tak do
              rana.A potem wstał dzień i dotarło do mnie,że świata naprawdę nie
              ma.Naturalną koleją rzeczy moje myśli i moje serce zostały tam,gdzie
              świat był.Nie mogę poddac się czasowi i odejśc stamtąd,bo to jest
              jedyny realny punkt zaczepienia.Gdzie niby można "pójśc" po końcu
              świata?

              "Nasze myśli wzniosły się wyżej, stąd więcej widzimy."-masz
              rację Marionetko.Więcej widzimy i więcej wiemy.Spojrzałyśmy śmierci
              prosto w oczy i wytrzymałyśmy to spojrzenie.Byc może jesteśmy przez
              to silniejsze.Ale wiedza,którą mamy i to spojrzenie "z góry"
              powodują,że naprawdę jesteśmy już Inne i wewnętrznie przebywamy
              Gdzie Indziej.Zapewne w sensie "choroby" nie zwariowałyśmy.Ale ja
              osobiście czuję się nienormalna,wyobcowana,inna w tym świecie,który
              nie rozumie,że ciągle jest "dzień po".I sama sobie przyglądam się
              wciąż podejrzliwie,sprawdzając,na ile mam kontakt z
              rzeczywistością,na ile potrafię się dostosowac do tych dziwnych norm
              jakie tu panują:(

              • first.marionetka Re: czy u Was było pdobnie? 21.05.10, 15:55

                Ja teraz, tak naprawdę nie oczekuję, żeby świat mnie „ inną „
                zrozumiał, zaakceptował.
                Nie jest mi to do niczego potrzebne.
                Chcę zaakceptować sama siebie inną. A nie jest to takie proste.
                Tilio, Ty już potrafisz pisać o swoich uczuciach, już się z nimi
                zmierzyłaś.
                Ja nadal jestem skulona w sobie, pytająca „ jak to”…..
                Uczę się żyć inaczej, uczę się z ludźmi takimi jak My, bo Ich słowa
                porządkują moje wnętrze.
                Spalone, ale z dziwnie bijącym sercem. Bo w nim jest ta moja miłość.
                Ta miłość , która nie może umrzeć…. Ma być wieczna, aż do spotkania
                z moim dzieckiem.
                Nie ma we mnie pogodzenia, ale żal jakby inny. Podnoszę się dla
                Niego, żeby był ze mnie dumny…. Chyba tak zamierzam żyć. Czy mi się
                uda? Pewnie tak – cel szczytny, wiara w spotkanie graniczy z
                pewnością ( moją pewnością wygenerowaną w bólu, żeby nie zwariować
                tak naprawdę). A tak po prawdzie, to chyba miałam wiarę na spotkanie
                z bliskimi, którzy odeszli dużo wcześniej.

                Teraz zrozumiałam, że na bardzo dużo spraw w naszym życiu nie mamy
                wpływu. To się dzieje wbrew nam. I trzeba to zaakceptować. A
                przynajmniej przyjąć do wiadomości.

                Na chwilę obecną ten mój ból, żal podzieliłam na mniejsze
                „ kawałeczki” i jest wewnątrz spokojniej. cóż głowa nie wytrzymała
                muru….
                Zrozumiałam oczywistość, że też jestem śmiertelna i że mogę się z
                Nim spotkać szybciej niż mi się to wydaje. Bo przecież nie znamy
                dnia, ani godziny.
                • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 22.05.10, 09:55
                  "Chcę zaakceptować sama siebie inną. A nie jest to takie proste.
                  ".
                  Mnie też tylko o to chodzi,żebym ja umiała życ z sobą samą.Na
                  akceptacji świata mi nie zalezy.Ja go nie akceptuję tak całkiem to i
                  on mnie nie musi.Ale chciałabym czuc się sama ze sobą bezpiecznie i
                  pewnie.Chciałabym się umiec sama ze sobą wewnętrznie pogodzic,żeby
                  nie toczyc ciągle,w każdej minucie tej zajadłej,wewnętrznej walki
                  między chęcią Życia i Nieżycia.Bo w tej chwili cokolwiek robię,robię
                  wbrew sobie samej.Kidy staram się jakoś życ,jakoś sobie radzic,jakoś
                  dbac o siebie,dopuścic jakiekolwiek pozytywne myśli-destrukcyjna
                  częśc mnie aż syczy z nienawiści do mnie samej i pluje jadem w
                  oczy,miota się,buntuje i wścieka.Bo nie chcę życ,wcale nie chcę.Bo
                  czemu muszę życ,kiedy On nie żyje?A kiedy się poddaję tej destrukcji
                  i wpadam w całkowitą apatię i rozpacz,zaczyna wrzeszczec na mnie ta
                  jakaś wewnętrzna siła życiowa,która stawia na siłę na nogi,daje kopa
                  w d... i mówi Wstań!Wstań i walcz tchórzu.Walcz o siebie.I tak w
                  kółko.To jest nie do zniesienia.Kiedyś znalazłam taki cytat,że są
                  ludzie,którzy "nie mają ani chęci do życia,ani odwagi do
                  śmierci".Tak właśnie się czuję.
                  Chciałabym móc na sobie polegac.Niech będzie ból,niech będzie smutek-
                  na to nic już nie poradzę,wiem.Ale niech nie będzie tego cholernego
                  lęku,przerażenia o drugiej w nocy,kiedy nagle mam wrażenie,że osuwam
                  się w przepaśc.Niech nie będzie tej paniki,kiedy jakiś
                  niespodziewany czynnik wywołuje lawinę wspomnień i nagle czuję,że
                  zaraz braknie mi tchu.Żebym sama sobie mogła zaufac,sama siebie
                  utulic w tym bólu,sama sobie byc oparciem.
                  Staram się znaleźc sens w tym wewnętrznym zmaganiu się ze sobą,w tej
                  walce o siebie ,wbrew sobie.Jest to trudne,piekielne trudne.

                  Potrafię mówic o swoich uczuciach,tak Marionetko,to prawda.Choc
                  szczerze mówiąc,często czuje,że subtelności i różnorodności tych
                  odczuc nie da się ując w słowa,nie da się nikomu
                  wytłumaczyc.Bezcenna umiejętnośc jaką posiadam,to umiejętnośc
                  rozpoznawania i nazywania tego,co czuję.To na pewno mi jakoś
                  pomaga.Ale to nie zmienia faktu,że ja też-jak nawet wczoraj
                  pisałam,niezmiennie zaskoczona,zszokowana,zadziwiona i
                  nierozumiejąca pytam:"Jak to nie żyje?"
                  • annubis74 Re: czy u Was było pdobnie? 25.05.10, 15:03
                    Doskonale rozumiem te uczucia o których piszesz Tilio.
                    Być może u mnie część destrukcyjna nie jest aż tak silna...
                    Bardziej jest to apatia, ogólne zniechęcenie, niechęć, obojętność
                    czuję jakby świat obok był tylko dekoracją a życie spektaklem w
                    dodatku nudnym, który nie jest w stanie mnie zaabsorbować.
                    Patrzę teraz na doniesienia o powodzi, myślę sobie, że powinnam
                    wpłacic jakieś pieniądze, może znaleźć jakieś zbędne rzeczy, które
                    ludziom pozbawionym wszystkiego się przydadzą.
                    Zawsze byłam typem "zaangażowanym". A teraz to wszystko przeplywa
                    przed moimi oczami i nie ejstem w stanie się przejąć nieszczęściem
                    innych.
                    Nie znoszę siebie, nienawidzę, czuję ze stałam się/staję osobą samej
                    sobie obcą... Miota się między tą apatią, a krótkimi chwilami, kiedy
                    probuję się poderwać do działania.
                    Nie mogę ufać swoim reakcjom, nie mogę polegać na sobie
    • kopciuszek125 Re: czy u Was było pdobnie? 18.05.10, 19:01
      W czerwcu tego roku minie trzy lata, a mnie niedawno ogarnął tak straszny smutek
      wszystko stanęło przed oczyma jakby to się stało w tych dniach. Była bardzo
      chora, cierpiała i na samym początku taka ulga że już nie cierpi z biegiem czasu
      jest coraz gorzej tak strasznie mi jej brakuje tak strasznie tęsknię za nią.
      Ciągle mam przed oczyma jej twarz i dopiero niedawno mogłam oglądać zdjęcia
      mojej mamy. Nie wiem czy możecie sobie wyobrazić, że nie pamiętam takiej nocy
      żeby mi się nie śniła. Tylko we snach nigdy mi nie mówi jak jej jest tam na
      drugim świecie. Był nawet taki moment że nie mogłam nawet zaglądać na ta stronę
      byłam tak zdołowana, ale coś mnie znowu ciągnie.
    • mala_1984 Re: czy u Was było pdobnie? 18.05.10, 23:50
      Mam identyczne odczucia w snach... Mama wraca, mam świadomość co się stało, ale
      jestem taka szczęśliwa, że jednak wróciła, po czym ponownie choruje, identyczne
      uczucia strachu, dlawienie w gardle, czuje niemal do tej pory jej zapach z
      ostatniego snu(a bylo to ok 2 tyg temu) i potem znowu jestem przy tym jak
      odchodzi. Straszne uczucie!!!!! NIEWYOBRAZALNIE STRASZNE!!! Ponownie ten
      okropny, dlawiacy bol sciskajacy tak mocno gardlo...

      To tylko albo AZ sen, ale taki realistyczny jakbym przezywala te zdarzenia
      ponownie. Mimo tego strasznego uczucia nieustannie czekam, az przysni mi sie
      mama. To chyba nigdy nie minie...
      • annubis74 Re: czy u Was było pdobnie? 19.05.10, 22:04
        Dziękuję Wam za odpowiedzi. Nie wiem czy to właściwe słowo - ale to
        pocieszające że nie tylko mnie się to zdarza. Może rzeczywiście przy
        okazji rocznic, szczególnych okoliczności te wszystkie uczucia się
        spiętrzają, uderzają z nową gwałtownością. Ja też mam problem z
        upływem czasu, wydaje mi się że wszystko przepływa gdzieś koło mnie
        a ja nie biorę udziału w tym życiu, upływie czasu, jestem poza nim.
        Mała, napisałaś że Tobie coś takiego zdarza się w snach. ja prawie
        nie śnię, choc kiedyś miałam realistyczne i surrealistyczne sny. Od
        czasu śmierci Mamy ich nie pamiętam. Mama śniła mi się jeden raz i
        tylko ten sen zarejestrowałam. MNie to męczące uczucie zdarza się na
        jawie. Mam świadomość że Mama nie żyje, a z drugiej poczucie, że to
        dopiero nastąpi, ze powinnam biec, ratować, pomagać, przygotować się
        na walkę z chorobą. A potem jest to uczucie bezsilnośći. Że nie mam
        dokąd biec, kogo ratować.
        • ollaa86 Re: czy u Was było pdobnie? 20.05.10, 02:04
          U mnie mija dopiero pół roku. Ale czas przede mną ciężki. Zbliża się rok, kiedy
          choroba zaczęła się ujawniać... Niestety ujawniła się całkowitym zwaleniem z
          nóg. Przede wszystkim Jego, lecz tym samym i mnie. Znowu czuję strach, jakby to
          wszystko dopiero miało nadejść... Ale tym razem czuję nieuchronność złego
          zakończenia. Rok temu miałam nadzieję, karmiłam się nią do samego końca, żeby
          nie oszaleć, żeby trwać przy nim, by do samego końca trzymać Jego coraz
          zimniejszą dłoń...
          Teraz nie mam żadnej nadziei, a będę musiała przeżyć wszystko jeszcze raz... Tak
          bardzo boję się, że tym razem zwariuję...
        • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 20.05.10, 11:29
          Niewielka to pociecha,ale jednak zawsze-z punktu widzenia
          psychologii to zapętlenie czasu w okolicach rocznicy jest zjawiskiem
          jak najbardziej normalnym i nie oznacza,że się zwariowało.Ja też
          miałam wątpliwości,bo to odczucie jest naprawdę bardzo silne i tak
          straszne,że trudno je ogarnąc,ale psycholog,do której chodzę mówi,że
          w mniejszym lub większym stopniu przeżywa to każda osoba,która
          straciła bliską osobę.Ten pierwszy rok jest zawsze takim szokiem po
          śmierci,przeżywamy go trochę w takim amoku,jakby był czymś
          nierealnym.Emocje sięgają szczytu,bo nie potrafimy przywyknąc do
          nowej sytuacji,ból zaślepia,trzeba przeżyc pierwsze święta bez
          ukochanej osoby,pierwsze jej urodziny bez niej,pierwsze swoje
          urodziny bez niej,pierwszą rocznicę ślubu itd.Przed faktyczną
          śmiercią ukochanej osoby nie byliśmy przygotowani na to,że ta osoba
          odejdzie.Jednych ta śmierc zaskoczyła całkiem znienacka,inni
          towarzyszyli chorym bliskim,ale do końca mieli nadzieję.Więc wtedy
          nie bylismy gotowi na zetknięcie ze śmiercią.I dlatego te
          uczucia,które normalnie czulibyśmy wtedy(strach,że to się zdarzy)
          odczuwamy dopiero teraz,kiedy już wiemy,że się zdarzyło.
          Tylko tak Wam mogę doadac otuchy-nie wariujecie,mimo,że pewnie
          nieraz Wam się wydaje,że właśnie tak jest.
          • olaopolanka Re: czy u Was było pdobnie? 20.05.10, 21:43
            Nie bylam w stanie tu pisac od jakiegos czasu, 29 czerwca minie rok jak Mama
            dostala zawalu, a pozniej 3 miesiace walki, czuje,ze tym razem ja umieram i tak
            jakby Mama umierala drugi raz, mam wrazenie,ze dostane obledu.Rozumiem
            racjonalnie,ze z punktu psychologii takie stany w zalobie sie zdarzaja ale nie
            ma to dla mnie zadnego znaczenia bo ja to naprawde czuje.Agalt rozumiesz
            mnie,prawda?
            • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 20.05.10, 22:23
              22 maja.... 25 maja... 26 maja... 27 maja.... maje maje maje... 7
              czerwca... 19 czerwca...1 lipca... 2 lipca.. 9 lipca.. 11 lipca... 17
              lipca... 20 lipca... straszny 28 lipca... 30 lipca... i dzień po dniu
              aż do 10 sierpnia, Boże mój. Zaraz się zacznie to okrutne odliczanie.
              Może - urealni się to wszystko wreszcie? Wszystkie Was przytulam mocno.
              • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 22.05.10, 00:38
                A więc jest dzień pierwszy. Stacja pierwsza.
                Odchodziła od pierwszych do ostatnich czereśni. Uwielbiała je.
                Wynalazłam dla Niej pierwsze, wyszukałam i ostatnie.
                Tak, tak długo owocują czereśnie. Tak szybko się odchodzi.
                Nie interesuje mnie teraz moje własne cierpienie. Jest - w pewnym
                sensie - sprawiedliwe i zgadzam się na nie. To, co rzuca mnie na
                ziemię, to absurdalność Jej cierpienia. Ja nie chcę. Dziś ciągle nie
                chcę, żeby wydarzyło się przed rokiem.
                • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 22.05.10, 09:32
                  Masz rację.To Ich cierpienie boli najbardziej.Nie powiem,że tak z
                  pokorą całkowitą zgadzam się na swoje.Ale niewątpliwie wolę cierpiec
                  ja niż myślec,że cierpiał On.Dla mnie wciąż fakt,że mimo całej mojej
                  miłości,cierpiał tak bardzo,że uciekł od tego cierpienia,to,że byłam
                  obok i nie mogłam pomóc - to jest męka największa z możliwych.To
                  jest też mój największy zarzut wobez Miłości.Bo Miłośc powinna
                  ocalac,powinna chronic,powinna...
                  • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 22.05.10, 22:28
                    Tilio, ja usłyszałam wreszcie to upragnione "teraz to ja chcę żyć".
                    Taka byłam wtedy szczęśliwa... I zaraz potem Szef zdecydował, że game
                    is over. Wierzę, że to jednak Szef, kimkolwiek On jest. I nie
                    potrafiłam Jej tego wytłumaczyć inaczej, niż cały czas tłumaczę
                    sobie: jakiś to musi mieć sens. Ale nie mam pojęcia, jaki. Moja
                    dewiza życiowa: carpe diem z nadzieją na jutrzejsze memento mori.
                    Bardzo ładnie pozwala pędzić codzienny żywot i nikomu nie przeszkadzać. Mi nie wolno przeszkadzać. Tilio, nie śmiem
                    przyrównywać swojego bólu do Twojego - nie straciłam ani mamy, ani
                    męża, ani ukochanego, ani dziecka. Straciłam "tylko" moją K. Jak Ty
                    to kiedyś pięknie określiłaś - najważniejsze Spotkanie mojego życia.
                    I nie strata boli - bo miłość ocala, zobaczysz. Boli - że Ją bolało,
                    a ja nic nie mogłam.......
                    • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 23.05.10, 22:20
                      Ja z powodu straty cierpię.Niestety jest tak,że w miłości jesteśmy zawsze trochę
                      egoistyczni.Może Jemu jest lepiej-mam nadzieję,że tak-ale mnie bez Niego jest
                      piekielnie źle.Można by oczywiście miliony słów na temat poczucia straty
                      napisać.Ale przychodzi mi przede wszystkim na myśl,to,co kiedyś przepięknie
                      napisała Marionetka:Z jednym skrzydłem można żyć.Ale latać nie można.
                      • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 23.05.10, 23:10
                        Niestety można żyć. I niestety nie można latać... Więc wymyślamy
                        sobie jakieś sztuczne skrzydła, żeby śmiesznie podskakiwać pod niebo.
                        Ja przynajmniej tak mam... Co i rusz mam nowy pomysł na sztuczne
                        skrzydło. Teraz - wydaje mi się, że nie zostałam bez Niej jednak.
                        Egoizm w miłości... Tak, handlując z Szefem o Nią w lipcu zeszłego
                        roku rzuciłam i tę ofertę - niech mnie choćby znienawidzi, byle by
                        była zdrowa... Oferty nie przyjęto. Więc do końca byłam kochana i
                        potrzebna. A Szef wygrał przetarg na mojego Anioła. Biznes
                        eschatologiczny lub inaczej ironia losu. A ja staram się pamiętać, że
                        mi się wcale nie należało, to co mnie spotkało. Tak mi łatwiej. Taka
                        kolejna proteza skrzydła. Tylko proteza.
                        Tilio, nic Ci moje gadanie nie pomoże, ani nikomu, może mnie samej -
                        to właśnie mój egoizm. Byle bym tylko nie skrzywdziła. Nie pozwól,
                        żebym skrzywdziła.
                        • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 24.05.10, 11:44
                          O to się droga Margolko nie bój.Skrzywdzona już jestem ponad ludzką
                          miarę i tak napełniona bólem i krzywdą,że już nie przyswajam
                          więcej.No i poza tym mam jednak dośc ugruntowane poglądy na różne
                          sprawy,niełatwo na mnie wpłynąc,niełatwo zasugerowac cokoliwiek czy
                          jakoś na mnie oddziaływac.Czytam wszystko,co tu piszecie z jednakową
                          uwagą.Ale każda wypowiedź przechodzi przez bardzo gęste sito moich
                          osobistych doświadczeń i odczuc,i przyswajam tylko to,co dla mnie
                          dobre,ważne,sensowne.To się dzieje niejako automatycznie.W Twoich
                          wypowiedziach odnajduję dużo dobrego i sensownego,nie wiem czym
                          miałabyś kogokolwiek tu skrzywdzic.
                          Każdy z nas ma swoje sposoby na radzenie sobie z bólem.Ja nie szukam
                          protezy skrzydła,raczej próbuję życ bez latania.Źle mi idzie,bo
                          trudno sens odnaleźc w życiu bez latania,kiedy poznało się czym jest
                          latanie.Ale też się staram wierzyc,że nie zostałam bez Niego tak
                          naprawdę.Że może przez tą śmierc jest nawet bardziej mój.Że jest
                          przy mnie zawsze,mój Anioł Opiekuńczy.
                          Czego mnie nauczyło to forum to to,że nie ma jednej uniwersalnej
                          mądrości,jednej drogi dla każdego.Dobrze czasem spojrzec na drogę
                          kogoś innego,mozna czasem mądre,cenne obserwacje z tego "spojrzenia"
                          wynieśc.Czasem można poczuc ulgę,że inni też idą tak trudnymi
                          drogami,też upadają a jednak wstają w końcu i ida dalej.Ale
                          najważniejsze jest to,aby trzymac się własnej drogi i budowac własną
                          mądrośc.Nawet,jeśli w kompletnych ciemnościach trzeba jej szukac na
                          ślepo.
                • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 26.07.10, 22:57
                  ...stacja już któraś tam. 26 lipca, poranek. Gdy nam powiedziałaś, że już wiesz. Nie wprost. Napisałaś o swojej miłości do nas. Moje serducho rzuciło się przez Wisłę do Ciebie.
                  Zobaczę Cię za cztery dni. I już zostaniemy razem - do końca.
                  Kwiatuszko moja, ale dlaczego właśnie Ciebie to spotkało?................
            • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 20.05.10, 23:04
              Olu,ja wiem,że to niewiele pomaga,bo sama dostaję obłędu-a w każdym razie tak
              czuję.Chciałam Wam tylko napisać,że jeśli nasz stan w ogóle można nazwać
              normalnym to to są normalne odczucia dla tego właśnie stanu.Wiem,że to żadna
              pociecha,wiem aż za dobrze,bo każdego dnia się zastanawiam,czy jeszcze się w tej
              "normie" mieszczę,czy jednak zwariowałam:(
              • kasik2222 Re: czy u Was było pdobnie? 21.05.10, 08:32
                Tilia, nie zwariowałaś. U mnie 25 minie 2,5 roku. I mimo że układam
                sobie życie z kimś innym, to i tak mam wrażenie, że jestem "inna".
                Zawsze będę. Ból siedzi w środku i zadziwia że jest. Jak to? to
                dalej wydaje mi się niemożliwe. Niemożliwe że Darka nie ma. Że ja z
                kimś innym. A przecież mamy dziecko. Więc gdzie on, dlaczego nie
                przy nas?
                • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 21.05.10, 12:47
                  Kasik,dzięki za wsparcie.Ja też czuję,że jestem inna i wiem,że inna
                  będę już zawsze.Tak bardzo inna,że nie z tego wręcz świata.Nie chcę
                  nawet się spotykac z dawnymi znajomymi,bo jak wytłumaczyc,że tamtej
                  Kasi już nie ma,nie ma naprawdę,że jestem zupełnie kimś
                  innym:inaczej czuję,inaczej myslę,inną mam wrażliwośc,że już mnie
                  nie śmiesza dawne żarty,że tak naprawdę nie mam nic nikomu do
                  powoiedzenia-no,chyba,że ten ktoś przeżył równie bolesną stratę i
                  jest w stanie zrozumiec,o czym mówię.Takie osoby,jak ja powinny miec
                  mozliwośc zamieszkac w rezerwacie dla żałobników:(Jak nie czuc
                  się "wariatem" kiedy śmiac się potrafię tylko złośliwie,to co innych
                  cieszy,we mnie wywołuje smutek a czasem świat po prostu
                  znika,całkiem,i zostaję tylko ja i Otchłań:(
                  Po roku i niecałych dwóch miesiącach pytanie:"Jak to nie żyje?"
                  nadal jest centrum mojego życia.Zadziwienie,szok,kompletne
                  niezrozumienie-oczywiście teraz przeżywane już bardziej świadomie-
                  ale wcale przez to nie mniej bolesne i straszne.
                  • first.marionetka Re: czy u Was było pdobnie? 24.05.10, 11:41
                    Tilio, wiadomo, że jesteśmy " inne".
                    Byłoby nie do pojęcia, gdybyśmy pozostały niezmienione po stracie.
                    To niemożliwe.
                    Nie trzeba tworzyć rezerwatów dla żałobników,wewnętrznie i tak
                    stworzyliśmy enklawę do której nie wpuszczamy " obcych".
                    Dlatego tu, na forum tak świetnie wymieniamy swoje myśli.
                    Przecież w tłumie można umrzeć z samotności, bo można się odgrodzić
                    od tego tłumu....... i czuć się jak na bezludnej wyspie.
                    Te bezludne wyspy tworzymy w swojej głowie, świetnie wiecie co mam
                    na myśli.
                    Ja wyszłam do ludzi, którzy nie wiedzą o moim bólu.......
                    niesamowite, ale na te parę sobotnich godzin zapomniałam o całym
                    moim obecnym świecie. Tym świecie z bólem.
                    I choć było to miejsce gdzie bywaliśmy razem, wśród tych obcych
                    ludzi poczułam się jakby On za chwilę miał podjechać na rowerze i
                    powiedzieć " cześć, masz fajną pogodę na zdjęcia...
                    On tam żył, był z nami...... nic nie bolało......
                    Moje myśli wypełniły się spokojem.
                    Zrozumiałam tam, że właśnie robię coś na czym potrafię się skupić.
                    A mało jest takich spraw, rzeczy na których potrafię się skupić.
                    Ten czas "tam" przemówił do mnie, że " każdy ma swoje buty i swoją
                    drogę"... i że ja właśnie szukam swojej.
                    Że nie będzie to fruwanie zaplanowane wcześniej, to już wiem, ale
                    może jakieś " raczkowanie" do spotkania...
                    Przez te kilka chwil nie byłam tą oszukaną przez los marionetką,
                    tylko kimś otwartym na dalszą drogę.....
                    tam ziemia zlała się z niebem, znów byliśmy razem.
                    Tilio, tam nie czułam się tym " wariatem" jak czuję się wśród ludzi,
                    którzy patrzą w moje wypalone oczy a ja odczytuje z ich wzroku"
                    straciła syna, nie umarła??? dla nich umarłam.
                    Dla siebie żyję,już inaczej, ale żyję dalej. Sporo mam do
                    przemyślenie, przegadania w sobie.
                    Myślę, że starczy mi czasu aby " coś" zrozumieć.......
                    • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 25.05.10, 23:05
                      "dla nich umarłam.
                      Dla siebie żyję,już inaczej, ale żyję dalej. Sporo mam do
                      przemyślenie, przegadania w sobie.
                      Myślę, że starczy mi czasu aby " coś" zrozumieć..
                      " - Marionetko Twoje słowa
                      skojarzyły mi się z alchemicznym poszukiwaniem Kamienia Filozoficznego.Tam też
                      trzeba "umrzeć dla świata" i w odosobnieniu przejść najciemniejszą ciemność,żeby
                      potem móc osiągnąć jasność i pojąć Tajemnicę Życia.

                      I jeszcze jedno skojarzenie.Przeczytałam ostatnio gdzieś takie piękne
                      zdanie:"Tylko my sami jesteśmy sobie dani na zawsze".Bolesna to prawda,ale tym
                      bardziej prawdziwa.I myślę,że najważniejsze faktycznie jest dla nas teraz to,aby
                      z samymi sobą dojść do ładu,aby właśnie "to wszystko przemyśleć,przegadać w
                      sobie" i aby nauczyć się żyć ze sobą-inną,nową sobą,aby w sobie samej znaleźć
                      siłę,oparcie,ukojenie.
                      • first.marionetka Re: czy u Was było pdobnie? 31.05.10, 12:27

                        "Tylko my sami jesteśmy sobie dani na zawsze".

                        Tilio, to takie prawdziwe, a zarazem okrutne.
                        Kochasz KOGOŚ, jest dla ciebie ważny i odchodzi.
                        I nie masz na to wpływu, nikt cię nie pyta o zdanie,
                        nikogo to nie obchodzi czy dasz radę.
                        Taki jest ten świat od zawsze.
                        Może po przejściu tej „ ciemnej strony życia”
                        ujrzymy światło wiedzy, zrozumienia.
                        Ale póki co rollercoaster, góra – dół, zawrót głowy….
                        Już się wydaje, że coś się zgadza, za chwilę nic nie pasuje.
                        I nie ma tu mądrych, nie ma odważnych.
                        Przynajmniej ja takich nie dostrzegam.
                        Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Jak żyć?
                        To co kiedyś cieszyło, teraz nasączone jest przeżytym bólem.
                        Przyszłość nie pociąga, wręcz przypomina o przeszłości.
                        Czy to się kiedyś skończy?
                        Dla jednych tak, dla drugich nie i nie jestem pewna,
                        czy to tak do końca od nas zależy.
                        Ale jakoś trzeba iść do przodu. Choć to nie jest to o co
                        mi w życiu chodziło.
                        Ale, czy ktoś pytał mnie o zdanie? Nie!!! I dlatego tak
                        trudno się odnaleźć w tej innej, nie mojej rzeczywistości.
                        A póki co, jutro następny, bardzo trudny dzień……………………………………
                  • annubis74 Re: czy u Was było pdobnie? 25.05.10, 10:10
                    Tilio, dla mnie pytanie "Jak to nie żyje?" wciąż jest tym, które
                    dźwięczy w mojej głowie jak echo. Jest w nim ciągle ten sam szok,
                    niezgoda, nieakceptacja, bunt i tęsknota. Ale nie wiem czy mając do
                    wyboru opcję "rezerwatu dla żałobników" bym się na nia zdecydowała.
                    Czasem mam wrażenie że siedzę w takim rezerwacie czy raczej getcie
                    dla ludzi dotkniętych żałobą. PO śmierci Mamy wiele osób powtarzało
                    mi banały o pogodzeniu się, o tym że taka jest kolej rzeczy, o tym
                    że śmierć jest naturalnym procesem. A z drugiej strony ich
                    zachowanie temu przeczyło - jedni uciekali, omijali, inni próbowali
                    zagłuszyc mój żal głupimi żartami.
                    Interesuję się antropologią, etnografią wiele czytam nt. rytułałów,
                    obrzędów. W "niecywilizowanym" świecie istniały rytułały iobrżedy
                    załobne, mające przeprowadzić żałobników przez okres od chwili
                    śmierci poprzez pogrzeb aż przez proces żałoby, miały pomóc
                    zaakceptować i pogodzić się ze śmiercią. Byli wokół ludzie,
                    społeczność, która akceptowała i szanowała fakt, że żałobnik jest
                    objety okresem ochronnym , ale też go nie izolowała. Dziś w
                    cywilizowanym społeczeństwie śmierć staje się sprawą wstydliwą, bo
                    przecież najważniejsza jest dbra zabawa, optymizm, żart, hedonizm.
                    Zamiast pociechy ze strony bliskich czy przyjaciół mamy płatnego
                    psychologa i garść pigułek.
                    • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 25.05.10, 12:30
                      Interesuję się antropologią, etnografią wiele czytam nt.
                      rytułałów,
                      > obrzędów. W "niecywilizowanym" świecie istniały rytułały iobrżedy
                      > załobne, mające przeprowadzić żałobników przez okres od chwili
                      > śmierci poprzez pogrzeb aż przez proces żałoby, miały pomóc
                      > zaakceptować i pogodzić się ze śmiercią. Byli wokół ludzie,
                      > społeczność, która akceptowała i szanowała fakt, że żałobnik jest
                      > objety okresem ochronnym , ale też go nie izolowała. Dziś w
                      > cywilizowanym społeczeństwie śmierć staje się sprawą wstydliwą, bo
                      > przecież najważniejsza jest dbra zabawa, optymizm, żart, hedonizm.
                      - Annubis,pisząc o rezerwacie,to miałam własnie na myśli.Że
                      teraz w społeczeństwie,w tej jego części,która nie została dotknięta
                      stratą,nie ma miejsca na przeżywanie żałoby.Wszyscy albo odwracają
                      oczy,albo doprowadzają do szału mądrymi radami,albo na siłę próbują
                      nam wmówic,że już,już natychmiast mamy przestac,bo przecież życie
                      toczy się dalej.Otóż nasze się nie toczy,a w każdym razie nie tak
                      jak się toczyło i potrzebujemy się nad tą śmiercią,nad tym grobem
                      zatrzymac.Wypłakac,przezyc ból,zastanowic się nad sensem,nad
                      sobą,nad życiem.Potrzebujemy czasu,żeby rozsypane puzzle poukładac
                      na nowo.W zwykłej codzienności nie ma na to miejsca.I forum nasze
                      jest w pewnym sensie takim rezerwatem-tu wszyscy dotknięci żałobą
                      rozumiemy się nawzajem,szanujemy swój ból i dajemy sobie
                      wsparcie.Tworzymy społecznośc,która zastępuje te dawne rytuały(też
                      czytam o tym,bo antropologia,obrzędowośc,religijnośc,magicznośc i
                      ich wpływ na psychologię i kulturę człowieka to również mój obszar
                      zainteresowań).Pisząc o "rezerwacie dla żałobników" miałam na myśli
                      miejsce, do którego moznaby uciec choc na jakiś czas.Niekoniecznie
                      zostac na zawsze,ale móc schronic się tam,dopóki nie uda nam się
                      wynegocjowac jakiejś ugody z "normalnym" światem
                      • shope Re: czy u Was było pdobnie? 31.05.10, 23:42
                        święte słowa, sama czasem zastanawiams ię jak jestem w stanie
                        chodzić do pracy skoro spotkało mnie coś tak okropnego a jednak idę
                        dalej. Niestety. Nie mogę się odnieść do rocznicy bo u mnie świeża
                        rana:( Ale mogę powiedzieć, że w życiu nie czułam się tak
                        nieszczęśliwa i pozbawiona sensu życia. Tzn. wyobrażam sobie kolejny
                        tydzień, miesiąc czy może nawet rok - ale nie potrafie sobie siebie
                        wyobrazić, że żyję mając 40 - 50 czy 60 lat! Nie chcę tego - nie
                        chcę się pogodzić z faktem , że będę musiała przżyć taki kawał życia
                        bez mojego taty :( Nie mam męża ani dzieci i nie chcę mieć - jak mam
                        stanąć na ślubnym kobiercu i sie cieszyć chwilą? Przecież to już
                        nigdy nie będzie dla mnie radościa :( Pieprz** takie życie!
                        • annubis74 Re: czy u Was było pdobnie? 01.06.10, 15:31
                          Shope, bardzo Ci współczuję z powodu śmierci Taty
                          i doskonale rozumiem co czujesz. U mnie za niespełna miesiąc minie
                          rok od śmierci Mamy, a ja nie umiem tego roku ogarnąć. Nie wiem czy
                          minął jak chwila bo przecież jeszcze ciagle wydaje mi się że przed
                          chwilą widziałam Mamę żywą, radosną i pełną planów, czy też trwał
                          całą wieczność, bo tęsknię jakbym Jej nie widziała wieczność.
                          Wiem, ze to najgorszy rok w moim życiu, ale... nie umiem sobie
                          wyobrazić tego, że jestem/będę kiedyś szczęśliwa, a z drugiej
                          strony, ku mojemu zdumieniu wraca do mnie chęć życia. Są chwile
                          radości (związane głównie z moją córką), są chwile kiedy chcę wrócić
                          do życia, wyjechać, wyjść do kina, na kawę z przyjaciółką.
                          czuję ukłucie bólu, bo chciałabym czymś miłym, radosnym podzielić
                          się z moją Mamą i nie mogę. Pewnie to bolesne ukłucie będzie mi
                          towarzyszyć już zawsze. ostatnio obchodziłam imieniny, było miło,
                          nawet byłam zdziwiona że jakoś tak dobrze się bawiliśmy, ale
                          później, kiedy goście sobie poszli, musiałam odreagować. Płacz,
                          płacz, płacz... Pewnie tak już będzie zawsze.
                          Mam nadzieję że i ty odnajdziesz kiedyś radość, chociaż nasza radość
                          już na zawsze będzie naznaczona smutkiem i nieobecnością osób dla
                          nas ważnych, kochanych, ktorych w takich chwilach będzie nam
                          szczególnie brakować.
                          • amberka2 Re: czy u Was było pdobnie? 04.06.10, 00:00
                            U mnie rowiez bylo i jest podobobie jak u Ciebie.

                            Moja mama odeszla prawie poltora roku temu, a ja ciagle o niej mysle.
                            W pewnym momencie bylam przekonana, ze juz sobie poradzilam z ta ogromna
                            strata,ale bylo to tylko zludzenie. Nadal nie moge pogodzic sie z faktem, ze
                            mama nie uczestniczy w zyciu mojej coreczki. Wiem, ze bylaby najlepsza babcia
                            pod sloncem i jej nieobecnosc tak strasznie boli.

                            Gdy nadchodzi kolejny miesiac np. czerwiec, to ja od razu mysle o ostatnim
                            czerwcu w zyciu mamy. To bylo dwa lata temu i moja mam byla prawdziwym fanem
                            pilki noznej. Na odleglosc, ale razem ogladalysmy mecze w ramach ME w PIlce
                            noznej. Teraz zblizaja sie kolejne mistrzostwa w i na pewno znowu bede myslec
                            o mamie, ale juz nie podzieli sie ze mna swoim entuzjazmen. To takie smutne.

                            W lipcu minie kolejna juz druga rocznica od tej strasznej diagnozy. Pamietam
                            dokladnie ten dzien, co robilam, jaka byla pogoda i telefon od kuzyna lekarza,
                            ktory przekazal mi ta straszna wiadomosc. Potem siedzialam cala noc w necie i
                            szukalam informacji o tej chorobie i juz wiedzialam, ze mama dostala wyrok.
                            Nadal jest mi bardzo ciezko o tym pisac.

                            Staram sie cieszyc zyciem. Ostatnio bylam na dluzszych wakacjach, wlasciwie
                            pierwszych od trzech lat. Chodze czasem do kina, spotykam sie ze znajomymi. Ale
                            bez mamy nic nie bedzie juz takie jak bylo.
    • adoptowany Re: czy u Was było pdobnie? 03.06.10, 23:24
      tak u mnie jest podobnie,bo wlasnie teraz mija rok od tragicznej
      smierci mojej coreczki.Od miesiaca mam poczucie ze to ponownie sie
      staje,kazda chwila kazda rozmowa i niemal kazda minuta wraca wraz z
      natretnym poczuciem mojej winy,ze bylem beznadziejnym ojcem ktory
      nie umial ochronic wlasnego dziecka.I kiedy tylko wchodze na gore do
      jej pokoju to serce mi peka..i nie potrafie powstrzymac
      szlochu.Jedno tylko wiem,nikt i nic tu na ziemi nie potrafi
      zlagodzic tego cierpienia po utracie najblizszej ci osoby.Czas nie
      leczy,a jedynie momentami poprzez inne intesywne doznania troche
      lagodzi bol.Jedynie w silna wiara i milosc w rodzinie pozwala
      przetrwac to wszystko.Trzymajcie sie.Pozdrawiam.Tata Justysi
    • ollaa86 Re: czy u Was było pdobnie? 21.06.10, 10:46
      Co za parszywy dzień... Pierwszy dzień lata... Dziś mija rok od pierwszego pobytu mojego G. w szpitalu, zaczyna się dla mnie piekło po raz drugi... Rok temu jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest tak źle, za miesiąc przyjdzie diagnoza, zaawansowany nowotwór z przerzutami, nieznane ognisko pierwotne... Wędrówka po szpitalach onkologicznych, żaden szpital nie chciał go przyjąć, dopóki nie odnajdziemy tego ogniska. Jak mieliśmy je znaleźć, skoro lekarze nie potrafili ze swoim cudownym sprzętem??? Łzy, łzy, łzy i bunt, i strach. Ten ogromny strach... Wszystko wraca ze zdwojoną siłą...
      Już nie mam sił, by przeżyć to po raz drugi! JUŻ NIE DAJĘ RADY!!!
        • ollaa86 Re: czy u Was było pdobnie? 21.06.10, 20:11
          Margolko, chciałabym wierzyć, że tak jest, że już nie cierpi, że jest szczęśliwy, że wciąż JEST... Że odnalazł już sens, dlaczego musiał odejść. On bardzo kochał życie, nie wymagał od niego wiele.. Tak bardzo nie chciał zostawić mnie tu samej. Wiem, że do końca bycia TU się z tym nie pogodził.
          Chciałabym wierzyć, że mimo, że jest gdzieś daleko, to cały czas jest blisko, że jest ze mną...
          Chciałabym wierzyć, że gdy przyjdzie mój czas, On będzie ze mną, nie z poczucia obowiązku, nie z wdzięczności, ale z MIŁOŚCI, tak jak ja trwałam przy Nim...
          Na razie tak bardzo CHCIAŁABYM WIERZYĆ...:(
          • margolka-and-more Re: czy u Was było pdobnie? 22.06.10, 00:15
            Olu, to już wiele, to bardzo dużo, że chcesz wierzyć. To może nawet
            wystarczy na dziś. Pomyśl, ile razy wcześniej, gdy jeszcze mogliśmy Ich
            dotknąć, myśleliśmy, że ta miłość większa od nas, jakaś nie z tego
            świata. Że może nawet nas przerasta. Miłość sięga dalej niż zmysły i
            czas. A Oni kochają.
            Przecież kochasz mnie - więc Jesteś.
            • ollaa86 Re: czy u Was było pdobnie? 26.06.10, 01:54
              Tilio, zazdroszczę Ci tej pewności, mam nadzieję, że i ja jej dostąpię, gdy przyjdzie czas...
              Margolko, masz rację, ta miłość była, i wciąż jest, jak nie z tego świata. Tak wielu nam jej zazdrościło. Myślę sobie, że może dlatego dostąpiłam jej tak wcześnie (gdy Go pokochałam miałam tylko 13 lat), bo była nam pisana na tak krótko... To już nieważne... Nic już nie jest ważne.

              Boże błagam Cię ODDAJ MI GO!!!!!!!
              • tilia7 Re: czy u Was było pdobnie? 26.06.10, 10:16
                ollaa86 napisała:

                > Tilio, zazdroszczę Ci tej pewności, mam nadzieję, że i ja jej
                dostąpię, gdy prz
                > yjdzie czas...


                Olla nie masz czego zazdrościc,bo nie mam żadnej pewności.Tylko ośli
                upór,żeby w to wierzyc,bo cóż innego zostaje?

                Moja miłośc też była nie z tego świata,potwierdzając zasadę,że im
                coś piękniejsze i doskonalsze,tym bardziej kruche...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka