Dodaj do ulubionych

Kochać to także umieć sie rozstać...

06.11.10, 14:09
...Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem.

Ja nie potrafię się z Tobą rozstać, mój Kochany. Nie potrafię pozwolić Ci odejść... Czy oznacza to, że Cię nie kocham??? Kocham Cię ponad wszystko, ponad własne życie, ale Ty odszedłeś... Moja miłość nic nie zmieni, nie potrafiłam Cię zatrzymać...
Dziś mija rok, najgorszy rok mojego życia... Pierwszy z najgorszych lat, które przede mną...
Rok temu tak mocno trzymaliśmy swoje ręce... Przez siedem i pół roku nasze dłonie stały się jednością, dziś tak zimno moim dłoniom bez Twoich...

Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Złap mnie za rękę i prowadź prosto do Ciebie...
Łzy nie pozwalają, by dalej pisać...

Kochanie, rocznicowy płomyczek dla Ciebie.... (*)(*)(*)
--
"Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
Obserwuj wątek
    • kalincia Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 06.11.10, 22:55
      ja uczę się patrzeć na jego odejście w taki sposób, jak w tym wierszu..
      "Myślałam, że twoja śmierć była stratą i zniszczeniem ..
      bólem nie do wytrzymania ..
      Teraz zaczynam odkrywać, że twoje życie było darem i wzrastaniem ..
      Śmierć nie może zniszczyć najpiękniejszego daru, jaki od ciebie otrzymałam ..
      Uczę się przyglądać na nowo twojemu życiu, zamiast myśleć o twojej śmierci.. "

      też słyszałam, że kiedyś nadchodzi taka chwila, że trzeba pozwolić odejść zmarłym.. że tak jest lepiej, że oni powinni odejść "dalej", a my na siłę próbujemy ich zatrzymać i nie powinniśmy tego robić.. usłyszałam to na wykładzie-fakultecie na studiach, na te zajęcia trafiłam przypadkiem.. prowadząca opowiadała o śmierci ojca z perspektywy ukochanej córeczki.. mówiła o swoim bólu i buncie oraz właśnie o tej granicy, o momencie, w któym należy powiedzieć "dobrze, pozwalam Ci odejść.."
      czułam od dawna, że ta chwila się zbliża, że powinnam powiedzieć "idź, bądź szczęśliwy, ja dam sobie radę", teoretycznie to wiedziałam, ale praktycznie nie potrafiłam, nie chciałam się żegnać.. nienawidzę pożegnań, nie radziłam sobie z tym bólem i tęsknotą, nie chciałam pozwolić mu odejść "głębiej".. już i tak odszedł za szybko, o dziesiąt lat za szybko..
      nie wiem czy w moim przypadku ta chwila już nadeszła.. chwila, w której powiem "dobrze, odejdź, bądź szczęśliwy, najszczęśliwszy na świecie, ja sobie tu jakoś poradzę", nie wiem, czasem czuję, że ona już nadeszła, że ją przeoczyłam..

      minęły 2 lata i 2 miesiące.. tak jak u Ciebie, u mnie także świat umarł 6-tego dnia miesiąca.. tyle, że 6.09.
      nie mogłaś go zatrzymać, uwierz - po prostu nie mogłaś.. tak się po prostu stało.. Może kiedyś nadejdzie moment, że pozwolisz mu odejść - nie spiesz się, ta chwila być może sama nadejdzie.. daj sobie czas na rozpacz, na krzyk, na łzy cieknące po twarzy, ale pamiętaj, że On jest gdzieś obok Ciebie - nie możesz go zobaczyć, ale On jest- zawsze blisko, zawsze z Tobą, w każdej sytuacji, pomoże Ci przejść przez życie..
      • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 06.11.10, 23:28
        Olu,nie wierz w te opowieści ludzi,którzy sami nie potrafią kochać,więc nie mogą znieść tego,że są tacy,którzy potrafią.Twój ukochany na zawsze ma miejsce w Twoim sercu.Nie pozwól Mu stamtąd odejść,to jest Wasze wspólne miejsce i nigdzie nie może Mu być lepiej. Przytulam Cię mocno.
        • first.marionetka Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 08:18
          Kochałam i kocham mojego Syna najmocniej jak tylko matka potrafi.
          Nie pogodziłam się z tym rozstaniem, bo jestem słabym człowiekiem.
          Ale od początku powtarzałam " idź w stronę Światła", błogosławię Cię i pozwalam Ci odejść".
          Tak, mój Syn jest w moim sercu i będzie do końca moich dni.
          Ale moim zdaniem ta dusza ma prawo wzrastać, a ja nie mam prawa tego blokować.
          Dusza ludzka jest nieśmiertelna, to mówią nam wszystkie wiodące religie.
          Tilio, to właśnie z wielkiej miłości szanujemy wybory innych.
          Nasi Kochani nie mieli wyboru, bo gdyby mieli pozostaliby przy nas.
          Ja myślę, że energia duszy ma większe możliwości, niż jesteśmy w stanie to pojąć ludzkimi zmysłami.
          Oni mogą być i w Świetle i w naszym sercu.... aż do spotkania w Świetle.
            • first.marionetka Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 09:28
              Może to jest moje "wiano" dla Niego, że oprócz miłości, którą posyłam Mu z serca, z duszy posyłam Mu zgodę na realizację Jego duszy.
              Tak mi lżej. Tak moimi myślami i ja wzrastam ku Światłu, bo tam widzę moje ukochane dziecko....
              Serce matki skamieniało, ale dusza podpowiada, że to wszystko musi mieć sens na płaszczyźnie Wszechświata.
          • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 12:10
            Oczywiście Marionetko,że dusza ma prawo wzrastać i być wolna.Ja po prostu nie wierzę w to,że miłość jest jakąkolwiek formą zniewolenia.To jest dla mnie absurd.Pisałam od początku,że prosząc mojego ukochanego o opiekę nade mną-jeśli jest to w Jego możliwości-mówię jednocześnie:"jeśli nie zakłócam Twojego spokoju,jeśli nie jest to dla Ciebie krzywda"-więc wybór pozostawiam.Natomiast nikt ani nic nie jest w stanie wmówić mi,że miłość i pamięć o ukochanym człowieku może być dla Niego jakąkolwiek krzywdą.Wręcz przeciwnie,jak już pisałam,nie ma silniejszej i piękniejszej modlitwy niż miłość.
                • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 16:10
                  :) Jak myslę o swoim zyciu widzę siebie wolną (mimo róznych sympatii)na szerokiej łące. Znalazł sie na niej Piotr , wziął mnie za ręke i poprowadził w wąwóz . Piekny, słoneczny, ciepły ,bezpieczny. Szliśmy . Trzymałam Piotra zawsze ciepłą dużą mocną dłoń.Patrzył na mnie a każde jego spojrzenie było jak magiczna siła która pozwalała zyć. I nagle wbrew jego woli zabrano go. Rozdzielono nas. Stoję sama w ciemnym wąwozie. Wokół wicher,ciemność ulewa.Nie ma powrotu na łąkę.
                  Przede mną straszna przerażajaca droga. On chciał i chce być ze mną jesli ma choć odrobinę wlasnej woli. Jeśli go nie ubezwłasnowolniono.
                  Ja tez nie chcę wolności .Nie czuję się wolna. Czułabym gdyby chciał odejść. Oddaliśmy sobie świadomie nasze dusze i ciała. Nasze ciała rozdzielono i to też wbrew naszej woli ..Tylko ciała.
                  Wierzę że razem idziemy ku sobie ,ku światłu któremu na imię miłość.Przecież Bóg jest Miłością.

                • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 20:21
                  "Miłość silniejsza niż śmierć" - od dziś będę sobie powtarzać to zdanie jak mantrę. Ja w głębi duszy wiem, że On czeka. Czeka na spotkanie ze mną tak samo, jak ja czekam na spotkanie z Nim. Tylko perspektywa tego czekania strasznie mnie przeraża... Ja tak bardzo tęsknię, ta tęsknota nie pozwala mi żyć. A co jeśli będę zmuszona dożyć siedemdziesiątki albo, nie daj boże, osiemdziesiątki??? Ja już nie pasuje do tego świata, nic mnie już tu nie trzyma, nic mnie nie cieszy... Po co tak "żyć"? W imię czego?
                  --
                  "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
                  • margolka-and-more Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 22:04
                    ... myślę, że trzeba próbować być razem najlepiej, jak można w okolicznościach, jakie nam przypadły... Tak samo myślałam, gdy jechałam pierwszy raz do hospicjum... do miejsca, w którym nikt już nie ma złudzeń... być razem najlepiej jak można. I próbuję - próbujemy - z Kwiatuszką moją. Mam po tej stronie dwa Bardzo Poważne Powody do Życia, bardzo nieletnie, dla których na razie jestem całym światem. Mam jeszcze sporo rzeczy do zrobienia. Czas liczę wstecz - bo - jak chyba wszyscy na tym forum - już wiem, że każda godzina następna może być końcem świata. Ale cały czas jestem z Nią, a Ona ze mną - od chwili, gdyśmy sobie obiecały, że się nie pogubimy. Choćby nie wiem co. Choćby koniec świata.
                    Tylko chciałoby się w oczy spojrzeć i przytulić. Ale nie można. No trudno. Przecież o sobie nie zapomnimy z tego powodu...
      • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 10:24
        Dziękuję Kalinciu za Twój wpis i za ten wiersz. Ja jeszcze uważam jego Śmierć za niewyobrażalną stratę i ból nie do wytrzymania. Jednocześnie dziękując losowi za ten dar miłości, który otrzymałam. Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu on jest dany. Często, kiedy jeszcze byliśmy szczęśliwą parą, gdy nawet nie myśleliśmy o chorobie i nieszczęściu, rozmyślałam sobie, jak wielką jestem szczęściarą. Przecież niektórzy ludzie poszukują swojej drugiej połówki całe życie i jeszcze często jej nie znajdują, a ja odnalazłam Go tak szybko, miałam Go praktycznie "pod nosem", tylko troszkę musiałam poczekać i być cierpliwą... I tym bardziej nie potrafię zrozumieć dlaczego to wszystko...
        Połowa mojego serca leży w jego grobie, pod tym zimnym, głuchym kamieniem... Ale połowa Jego serca żyje w mojej piersi. Moim zadaniem Tu jest teraz pielęgnowanie pamięci o Nim...
        Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie powiedzieć: "dobrze, odejdź, bądź szczęśliwy, najszczęśliwszy na świecie, ja sobie tu jakoś poradzę", nie wiem. Nie wiem również, czy On chciałby odejść, wydaje mi się, że nie.
        W tej chwili ból nadal jest tak ogromny, że zasłania mi cały świat.
        Dziękuję za słowa otuchy, bardzo mi one są w tej chwili potrzebne.
        Światełko dla Twojego Ukochanego (*)(*)(*)
        --
        "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
          • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 12:19
            W miłości,ale tej najprawdziwszej,wolność zawiera się niejako z definicji.Jeśli kogoś naprawdę kochamy,to szanujemy jego wolność zawsze i tu w ziemskiej miłości, i kiedy odejdzie tam.Jeśli kgoś zniewalamy nasza miłością,to to nigdy nie jest prawdziwa miłość.Więc myślę,że ktoś kto kocha nie ma potrzeby tego oddzielać:kocham kogoś,czyli życzę mu wszystkiego,co dla NIEGO dobre.
            Wzrastanie ku Światłu,tak.A czym jest Miłość jeśli nie Światłem właśnie?Czym jest Światło,jeśli nie Miłością?
            • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 13:31
              No i jeszcze taka sprawa:jeśli wierzycie,że dusze naszych bliskich żyją nadal po śmierci, i wierzycie,że mają wzrastać i się rozwijać,to czemu zakładacie,że odebrano im wolną wolę i że tylko od nas zależy,czy będą mogły odejść?To chyba coś nie tak.Jeśli śmierć jest tylko bramą do dalszego etapu podróży,to po pierwsze Oni poprzez rozstanie z nami też się czegoś uczą,tak jak i my tutaj uczymy się poprzez rozstanie z Nimi,a po drugie jeśli się mają rozwijać to znaczy że mogą podejmować własne,wolne,świadome decyzje,prawda?
              • hala30 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.11.10, 23:21
                Co to znaczy pozwolić odejść? Gdy Synek żył było to proste. Realizacja jego marzeń, pragnień, własne dorosłe życie. I moje wspieranie w wyborach. I ciągła nienachalna troska. Akceptacja i miłość. I wiara, że to wszystko dla jego dobra. A teraz? Została miłość, wspomnienia, ból i smutek. Co w tej sytuacji znaczy pozwolić odejść? Przecież nie zapomnieć, przestać kochać.
                Piszecie- pozwolić iść ku Światłu, pomóc duszy wzrastać i rozwijać się. Przecież tego chcę. Chcę, żeby tam, gdzie jest było mu dobrze. Zrobię przecież wszystko dla Syna. Chyba ,że poprzez "pozwolić odejść" mam rozumieć akceptację jego śmierci, zaprzestanie pytań "dlaczego", pogodzenie się z losem. A tego nie potrafię. Nie chciałam takiego rozstania i Syn tez nie chciał. Więc jak zaakceptować wybór wbrew naszej woli?
                • grazyna1965 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.11.10, 00:57
                  Ja nie mogę pogodzić się z odejściem mojej Patryni to znaczy, że nie kocham Jej najbardziej jak tylko możliwe??? Rozstać musiałam się..ale pogodzić się nie potrafię i nie chcę. Wciąż słyszę, że nie mogę tak rozpaczać, że nie mogę płakać, że muszę!!! pogodzić się z tym, że moje jedyne dziecko umarło. Jak mam się pogodzić z czymś takim? Jak można w ogóle myśleć, że jest to możliwe?? Dlaczego ludzie mają wyobrażenie, że moja rozpacz może w czymś zaszkodzić mojemu dziecku?? Patra zawsze rozumiała moje zdenerwowanie gdy bałam się o Nią. Teraz też boję się,przeraźliwie się boję, nie wiem czy jest Jej Tam dobrze, czy jest szczęśliwa. Martwię się o Nią, bardziej niż kiedykolwiek. Bo kiedyś wystarczyło napisać sms-a, nagrać się na pocztę i czekać na odpowiedź. A teraz nie mam żadnej odpowiedzi..tak bardzo pragnę żeby była szczęśliwa, zawsze tego chciałam. Przedtem wiedziałam co robić. Akceptowałam Jej pomysły na życie, wspierałam, dawałam rady, podpowiadałam..a teraz nie wiem co mam robić żeby Jej pomóc. Nie wiem czy moja modlitwa pomaga Jej, nie wiem nic. Moje serce pęka ze strachu o Nią, o to że może jest tak samotna jak ja..że tęskni za mną. Jak mam Jej pomóc?? Błagam tylko Boga żeby kochał Ją bardziej ode mnie. I o to żebyśmy spotkały się. Tylko o to. Tak bardzo chciałabym wierzyć, ale mnie to przerasta. Jest za trudne dla mojego serca, dla mojego umysłu. Dlatego rozpaczam. Bo kocham ponad wszystko. Patra to rozumie. Nie wiem tylko czy Bóg to rozumie.
                  Grażyna,mama Patryni
                  • first.marionetka Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.11.10, 07:47
                    Ja jako matka też się nie pogodziłam i nigdy się nie pogodzę z Jego odejściem.
                    Podobnie jak inne mamy zamartwiam się o Niego dzień i noc.

                    Wierząc, że dusza ludzka jest nieśmiertelna staram się nie blokować jej wzrastanie.
                    Każda z nas ma prawo wybrać ścieżkę myślową, którą może udźwignąć.
                    Ja wybrałam na ten czas taką. Wierzę, że jest Mu tam dobrze, bo ja matka modlę się
                    za Niego z ufnością że Bóg ma Go w swojej opiece.
                    Nie mogę myśleć inaczej, muszę myśleć, że to ma głębszy sens i że się spotkamy.
                    Jest we mnie wiara.
                    Co nie znaczy, że nie wyję z bólu tak po ludzku, po matczynemu. Im większa rozpacz u mnie tym większe zaufanie, że to musi mieć głębszy sens, który na ten czas jest dla mnie zakryty.

    • annubis74 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.11.10, 15:13
      A ja nie wierzę w tę ludową mądrość wobec tych którzy odeszli
      Ktoś mi powiedział po śmierci mojej Mamy, że muszę pozwolić jej odejść.
      Dokąd odejść? I dlaczego muszę
      Zacytuję Wam fragment książki -pamiętnika Sonii Raduńskiej, pod którym mogę się podpisać rękoma i nogami:
      "Kiedyś myślałam że jeśli ktoś umarł to już go nie ma. Że są tylko ci, którzy żyją. Odkąd mam swoich umarłych wiem że oni są czasem bardziej - wyraźnie- obecni niż ci żywi z którymi jesteśmy na co dzień."
    • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 11.11.10, 09:39
      Gdzie teraz jesteś ?
      Tylko w moich marzeniach
      Jesteś zagubiony, ale zawsze jesteś
      Biciem mojego serca
      Jestem zagubiona teraz bez ciebie
      Nie wiem gdzie jesteś
      Wciąż mam nadzieję, wciąż obserwuję
      Ale czas oddala nas od siebie

      Czy jest droga, którą znajdę Cię ?
      Czy jest znak, który powinnam znać ?
      Czy jest droga, którą powinnam podążać
      Aby przyprowadzić Cię do domu ?

      Przede mną zima
      Teraz jesteś tak daleko
      W ciemnościach moich marzeń
      Lecz twoje światło pozostanie

      Gdybym mogła być obok Ciebie
      Gdybym mogła być tam gdzie Ty
      Gdybym mogła Cię sięgnąć i dotknąć
      I zaprowadzić Cię do domu

      Czy jest droga, którą znajdę Cię ?
      Czy jest znak, który powinnam znać ?
      Czy jest droga, którą powinnam podążać
      Aby przyprowadzić Cię do domu, do mnie ?

      www.youtube.com/watch?v=uZt5RVbJo58
      Tak się dzisiaj zasłuchuję w tej piosence... I niebo dziś tak pięknie płacze...
      --
      "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
      • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 11.11.10, 11:21
        Piękne .
        Pozostając dokonać wyboru życia zagubioną milościa. Dużo o tym myslę. Umieć się rozstać to nie tylko pozwolić Im odejść. To pewnie też pozwolić sobie na nowa drogę .

        Tylko...czy ja tego chcę ?
        Tak jak w tej piosence ciągle szukam drogi do niego.

        I to dlatego że MIŚ.
        A dlatego że ZEGAREK ...też .

        Do tej pory potrafiłam godzić misia z zegarkiem. Kochać i układać. Byla w tym jakas logika jakiś porządek . A teraz ?

        • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 11.11.10, 12:30
          proy0311 napisała:

          Umieć się rozstać to nie tylko pozwolić im odejść. To pewnie też pozwolić sobie na nową drogę.

          Moja Droga Proy, też dużo o tym wszystkim myślę. Pogodzić się z losem, zamknąć ten rozdział w swoim życiu, stworzyć dla Niego dożywotnie mieszkanie w moim sercu, ale iść do przodu, nie oglądać się za siebie, ułożyć sobie życie na nowo... Tego oczekuje ode mnie rodzina, może i znajomi, Ci, których jeszcze trochę interesuje mój los...
          Wszyscy powtarzają: "Wyjedź z tego miasta". Słyszę to na każdym kroku... Jedną z ostatnich rad mojego G. zanim odszedł były słowa: "Jak mnie już nie będzie, wyjedź stąd, tu cię nic nie czeka"... Może to i prawda, nic mnie tu nie czeka. To małe miasto, wszędzie widzę nas razem, a to cholernie boli, ale jednocześnie nie potrafię zostawić tak po prostu tych miejsc... Jak zacząć nową drogę, gdy tak cholernie ciężko samotnie spakować torbę i wyjechać... Gdzie wyjechać? Jak znaleźć nową pracę, mieszkanie, za co i jak żyć? I czy w ogóle to coś zmieni? Bardzo w to wątpię...
          Mam 24 lata, czuję się jak 80-letnia staruszka, której już nic nie czeka w życiu. Ja wiem, że On nie chciałby, żebym tak żyła. Ale inaczej na razie nie potrafię...
          --
          "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
          • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 11.11.10, 14:30
            Kiedy miałam 23-24 lata bylam w bardzo trudnym momencie mojego życia. Wtedy poznałam Piotra. On przywrócił mi poczucie kontroli nad życiem. Teraz wydaje mi się że cale moje życie to to z nim.
            Bardzo lubiłam wtedy mówić mu wiersz, którego nauczyłam sie dużo wcześniej , oddawal dokładnie to co czułam

            Są takie chwile , gdy sie nie śmie badać swej własnej duszy
            bo się czlowiek lęknie,że ani jednej nie znajdzie w niej struny,
            co potrącona,jeszcze czysto dżwięknie.

            Lecz trzeba tylko jednego spojrzenia,pełnymi wielkiej miłości oczyma,
            by w akord związać wszystkie struny duszy,
            potrzeba jednych oczu...

            (i tu zostawiałam trzy kropki, choć w oryginale było ...lecz ich nie ma)
            To chyba wiersz Leśmiana.

            Zostawiłam te trzy kropki długo przed tym jak poznałam Piotra.Wypełnił je.
            Wiersz niestety znowu aktualny. Teraz w tych trzech kropkach nie mieści się nadzieja i oczekiwanie. Teraz jest tam tęsknota.Ale nadal nie kończę słowami...lecz ich nie ma.
          • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 11.11.10, 20:08
            Pozwól mi spróbować jeszcze raz
            Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi
            Za pychę i kłamstwa, za me nałogi
            Za wszystko co związane z tym
            Za świństwa duże i małe
            Za mą niewiarę - rozgrzesz mnie
            rozgrzesz mnie Panie mój, o Panie

            Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany
            Chciałbym, chciałbym zobaczyć co,
            co dzieje się w mych snach
            Co dzieje się
            I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
            Uczyń bym był z kamienia
            Bym z kamienia był
            I pozwól mi, pozwól mi
            Spróbować jeszcze raz, jeszcze raz

            Chcę trochę czasu, bo czas, bo czas leczy rany
            Chciałbym, chciałbym, zobaczyć co
            Co dzieje się, co dzieje się w mych snach
            I nie, nie chcę płakać, Panie mój
            Uczyń bym był z kamienia
            Bym z kamienia był
            I pozwól mi, pozwól mi pozwól mi...
            Spróbować jeszcze raz
            Jeszcze raz, jeszcze raz...

            www.youtube.com/watch?v=gzSjxzdWqJc
    • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 06.01.11, 12:09
      14 miesięcy... To już 14 miesięcy... Jak przeżyłam ten czas, nie wiem. Nie wiem już nawet kim ja tak naprawdę jestem... Wydaje mi się czasem, że tylko ucieleśnieniem Bólu i personifikacją Cierpienia...
      Święta były koszmarne... Nie Święta same w sobie, bo w ogóle ich nie czułam. Czy byłyby, czy nie, dla mnie nie sprawiało to żadnej różnicy. Koszmarem była ta maska, która nie mogła zniknąć z mojej twarzy. Maska, która już tak uciska moją głowę, że ta w każdej chwili może wybuchnąć, a tego bardzo się boję... Ja wiem, że nie powinnam dusić w sobie tych wszystkich złych emocji, ale to jest silniejsze ode mnie, nie potrafię przy kimś się otworzyć ani tym bardziej płakać, choć psychiatra mnie uprzedził, że jeśli nie pozwolę wydostać się tym uczuciom na zewnątrz, to przyjdzie czas, że zapłacę za to wysoką cenę... Ale to nie zależy ode mnie, po prostu wiem, że nikt nie chce znać prawdy. Na pytanie jak się teraz czuję, oczekują odpowiedzi, że "Dobrze" albo przynajmniej "Lepiej". Więc tak im odpowiadam. Na początku próbowałam tłumaczyć, ale i tak nikt nie słuchał i każdy wiedział lepiej, jak powinnam się czuć. Przecież to był TYLKO mój chłopak, znajdę sobie nowego... Szkoda słów.
      14 miesięcy, a mi dalej nie chce się żyć. Już teraz wiem, że to nie śmierć jest karą. Karą jest życie, a moją nagrodą będzie śmierć... Mam nadzieję, że nie każą mi już długo czekać...
      W Święta miałam piękny sen, On trzymał mnie w swoich ramionach, czułam zapach Jego skóry i słyszałam bicie Jego serca... To jest moje Niebo i chce tam jak najszybciej się znaleźć...

      --
      "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
        • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 10:38
          Po pierwsze Tilio, bardzo się cieszę, że się odezwałaś, bo już tak długo nie widziałam tu Twoich nowych wpisów i już tęsknić za nimi zaczęłam, bo jak piszecie to mi tak lepiej na duszy się zaraz robi i uwielbiam czytać i Ciebie, i Proy, i Margolkę, która tak wszystko pięknie umie nazwać i określić, że ja nigdy bym tak chyba nie potrafiła...
          Oczywiście masz rację, coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że chyba bez psychologa sobie nie poradzę, bo złości we mnie i agresji tyle, że kipię nią, a że nie mam przeciwko komu jej skierować, to tylko moi bliscy, których przecież tak bardzo kocham cierpią, bo niezasłużenie wylewa się właśnie na nich ta żółć, którą po prostu ociekam.
          Ale na moim zadupiu ciężko o psychologa, poproszę kumpla, który sam jest psychologiem, może mi kogoś poleci, chociaż on namawia mnie na terapię, ale najpierw jako DDA, bo twierdzi, że cały mój problem w tej kwestii leży. Ale ja nie chcę do tej kwestii juz w życiu wracać. Mój Tata nie żyje i niech mu ziemia lekką będzie, ale Go już nie ma i rozdział zamknięty...
          Cel na przyszłość: pozwolić sobie pomóc???
          --
          "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
          • agalt Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 20:58
            ollaa86 napisała:

            > Ale na moim zadupiu ciężko o psychologa, poproszę kumpla, który sam jest psycho
            > logiem, może mi kogoś poleci, chociaż on namawia mnie na terapię, ale najpierw
            > jako DDA, bo twierdzi, że cały mój problem w tej kwestii leży. Ale ja nie chcę
            > do tej kwestii juz w życiu wracać. Mój Tata nie żyje i niech mu ziemia lekką bę
            > dzie, ale Go już nie ma i rozdział zamknięty...
            > Cel na przyszłość: pozwolić sobie pomóc???

            Oleńko, posłuchaj rady kumpla. Tacie ziemia lżejszą będzie, gdy Ty się wyzwolisz. Pewnie nie chciał, pewnie nie umiał inaczej. Ale jeśli jesteś DDA, to zrobił Ci krzywdę. Pomożesz mu, stawiając otwarcie czoła temu problemowi. Oczyszczone rany goja się lepiej.
            Olu, jeśli SĄ mój Jaś, Twój Grześ, Piotr Proy, kwiatuszka Margolki, to jest i Twój Tato. I dopóki Ty nie wyleczysz ran, to jest to Twój i jego problem. Pozwól sobie pomóc
            --
            Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
            • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 22:13
              Podpisuję się obiema rękami.Zwłaszcza Olu,że jeśli nie chcesz do tego wracac,to znaczy,że to ciągle boli.A skoro boli,to znaczy,że nie pozwala normalnie życ.Nie wiem,czy to jest główny problem w Twoim życiu,pewnie śmierc Grzesia jest ważniejsza,w każdym razie teraz,ale fakt pozostaje faktem.
              Mój ukochany też był DDA.I też nie chciał pozwolic sobie pomóc.Efekt?Jestem tu z Wami,bo On nie umiał z tym życ.
          • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 22:44
            Olu i Proy czytam codziennie,tylko pisac nie mam siły.Z pustego i Salomon nie naleje,a ja czuję taką wewnętrzną pustkę,że nie potrafię czasem nic z siebie wykrzesac.Czasem przykro mi,że nie potrafię w danej chwili wesprzec Was jakimś dobrym słowem,ale wierzę,że wsparcie ma sens wtedy,kiedy nie są to słowa puste,tylko płynące z serca.A że w sercu często lód i rozpacz to milczę.Brakuje już słów,żeby pisac o smutku,samotności,lęku.Czas ogólnie dla mnie niełaskawy,zawodowe sprawy wymagają uwagi,brak sił fizycznych i psychicznych,samopoczucie złe,zdrowie nawala,więc czasem naprawdę trudno podnieśc ręce do klawiatury i wydusic z siebie choc słowo.Ale sercem jestem z Wami cały czas.

            Czytam Waszą dyskusję na temat wierności Im i czy układac sobie życie z kimś czy nie.Myślę,że przede wszystkim przeżyc żałobę we wszystkich jej aspektach i nie wybiegac aż tak do przodu.Oczywiście takie myśli się pojawiają i to jest normalne,ale chyba nie ma potrzeby decydowac na zapas,nie ma też potrzeby zarzekac się,że na zawsze albo że nigdy itp.Czas pokaże.Ja nie wyobrażam sobie,żeby mógł byc ktoś inny i powiem szczerze,że nie chciałabym,żeby był,choc oczywiście samotnośc mi doskwiera bardzo.Ale nie używam słowa "nigdy",bo jedyne uzasadnione "nigdy",to "nigdy nie wiadomo".Nie potępiłabym też nikogo,kto po śmierci partnera ułożyłby sobie życie od nowa.Myślę,że najważniejszą rzeczą w życiu jest pozostac wierną SOBIE a w tym będzie zawarty również Wasz stosunek do Nich.Jeśli przyjdzie taki czas,że spotkacie kogoś,kto będzie wart Waszej miłości i będziecie czuły,że jesteście gotowe to dobrze.Ale warto też pamiętac,żeby się nie rozmieniac na drobne i nie szukac "kogokolwiek" byle tylko zapełnic pustkę.

            I również dlatego namawiam na terapię.Żebyście nie szukały nowego związku jako lekarstwa na ból,bo to zła droga i łatwo wtedy wpaśc w zły,uzależniający związek.Ważne jest żeby dojśc do takiego momentu,w którym zupełnie uczciwie można samej sobie powiedzic:"potrafię i mogę byc sama".Jak kiedyś pięknie napisała Agalt jest bardzo wielka różnica między :"Kocham cię,bo cię potrzebuję a potrzebuję cię,bo cię kocham"

            Przytulam Was mocno bardzo

      • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 10:21
        ollaa86 napisała:

        > 14 miesięcy... To już 14 miesięcy... Jak przeżyłam ten czas, nie wiem. Nie wiem
        > już nawet kim ja tak naprawdę jestem... Wydaje mi się czasem, że tylko ucieleś
        > nieniem Bólu i personifikacją Cierpienia...


        Od samego początku mam oczywiście dylemat jak żyć. Kocham Piotra. Bardzo. Obecnie niestety to najczęściej sprawia ból bo tęsknię . Rzadkie są chwile kiedy go czuję choć niezaprzeczalnie takie są. I bardzo Wam dziękuję ze pisząc o swoich doświadczeniach obecności utwierdzacie mnie w przekonaniu że nie wydaje mi się. Dziękuję za absolutnie kaśde SĄ które wyczytałam w Waszych postach.
        Zmagam się z pytaniem co dalej. Nie tylko jak przetrwać ale też jak te relacje i z nim i tutaj poukładac.
        A On mi się śni. Jeden z pierwszych razów kiedy w emocjach uniesienia i tęsknoty obiecalam mu przed snem że obiecuję mu juz na zawsze byc dla niego...przyśnil mi sie nad ranem zły i sie bardzo złoscił. Juz na jawie zapytałam: To za duże obciążenie, nie możesz tego przyjąć ? No to nie Ty to niech Bóg przyjmie dla siebie. I wtedy dopiero miałam wrażenie że Piotr sie uspokoił. Ten Piotr w mojej głowie. On nie chciałby żebym się zobowiązywała.
        Przed Bogiem uprzedzona przez pisane teksty wdów też niczego nie przyrzekałam.
        Nasze Anioły-bliscy na pewno nas kochali. Wychodzę i ja z takiego założenia, pewnika. Chcieliby tgo co dla nas najlepsze. Teraz jeśli są i czują też pewnie tego chcą
        Dlatego i ja tego dla siebie chce.
        Kiedy poznałam Piotra wszystko wokł śpiewało do mnie słowami Skaldów " Wszystko mi mówi że mnie ktoś pokochał" A teraz mam wrażenie że Piotr mówi do mnie słowami Piaska "Śniadanie do łóżka" I to śmieszne ale gdy wczoraj musiałam iść w mieście ulicami którymi chodziłam z nim tyle lat , których bez niego nie znałam, kiedy serce chciało mi pęknąć z tęsknoty i niewiary że go już nie ma, weszłam do sklepu i tam w radio ta właśnie piosenka.

        Myslę że Oni chcą patrzeć "...jak piękniejsze wciąż idziemy przez świat..."

        Tilia bardzo korzystałam i korzystam z Twoich rad ( pewnie wynikających z doświadczenia)
        między innymi tych żeby plakac. Pamiętam jaką ulgę przynosiło mi płakanie tutaj na stronach forum. pamiętam jak wtedy zadałam pytanie do kiedy mam prawo do tego forum . Chcialam na zawsze . I tak jest. 14 miesięcy ...człowiek sam sobie chciałby narzucić ograniczenie ...sam sobie nie daje prawa. Nie jestem psychologiem, ale chce mi sie do Ciebie Olu powiedziec żebyś sobie pozwoliła na zdrowy egoizm...dla swojego Ukochanego byłaś (i pewnie jesteś) najważniejszą istotą w jego życiu. Pomyśl o sobie w taki własnie sposób...
        Jedno tylko ograniczenie Twoich uczuć i czynów...dobre to te dzięki którym będziesz czuła się szczęśliwsza. Płacz tutaj...gdy trzeba...przecież wiesz że wszyscy rozumieją...malo tego...czują to samo tylko w rożnych chwilach.
        bardzo podobały mi sie zyczenia mojej siostry dla mnie. Życzyła mi wielu przyjaciół..powiedziała ..w tym mężczyzn...chwila zastanowienia i oczekiwania na moją reakcję...głównie mężczyzn. Ona naprawdę Wie że kocham Piotra. Rozumieli się bez słów. Ona ma wrażenie że czuje go przy sobie mocno, ona pieknie się za niego modli, jej śni się uśmiechniety i zadowolony,ona umie kochac. Niech moc tych zyczeń spadnie Olu na Ciebie i na nas wszystkie.
        Kocham Piotra a On jeśli jest (Margolko dziękuję za każde SĄ) a on Piotr kocha mnie.
        Jeszcze raz Kochamy się. I śpiewa mi słowami Piaska.

        Pewnie to dziecinada ...ale ...kocham...Was
        • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 10:54
          Ja przeprowadziłam kiedyś z moim Grzesiem taką rozmowę. Wiem, że mówił absolutnie szczerze, bo był wtedy w pełni zdrowym facetem. To było rok przed początkiem Jego choroby, wyszłam od lekarza ze skierowaniem do przychodni onkologicznej. Ja. Pojechałam, kazali zrobić badania, czekałam na wyniki. Leżeliśmy sobie przytuleni, ja się bałam, rozmawialiśmy. Mówiłam, że nie chcę jeszcze umierać, chcę żyć dla Niego, z Nim, że tylko On się dla mnie liczy. Zapytałam: A co jeśli to nowotwór i umrę? Znalazłbyś sobie nową, ożeniłbyś się i miałbyś z nią dzieci? On uśmiechnął się, pocałował mnie i odpowiedział: Przecież wiem, że chciałabyś, żebym był szczęśliwy. Jeśli to ja bym niedługo umarł, to też chciałbym, żebyś była szczęśliwa. Niczego innego bym nie pragnął.
          Pamiętam jak zabolały mnie wtedy Jego słowa, choć były bardzo prawdziwe, ale ja w tamtym momencie oczekiwałam innych. Dziś wiem, że te słowa musiały paść i padły właśnie takie. Bo nie chodziło w nich o mnie. Mam je w głowie cały czas: Chciałbym, żebyś była szczęśliwa...
          --
          "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
        • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 11:25
          Zapomniałbym, dziękuję za życzenia Proy, za piękne życzenia... Zarzekałam się, że już nigdy nikt, jednak wiem, jak życie jest nieprzewidywalne i nie wiem co i kto jeszcze stoi na mojej drodze. Wiem jednak, ze jeśli teraz marzę o czyichś ramionach, to są tylko Jego ramiona, jeśli marzę o czyichś pocałunkach, to są tylko pocałunki składane Jego ustami...Ale nie wiem, może kiedyś, wiem tylko, że boję się samotności, pustych wieczorów, bezsensu życia, który jest teraz. Tak bardzo się boję...
          Mam nadzieję, że wszystkie jeszcze odnajdziemy drogę,, na której spotkamy szczęście. Czy będzie to inny mężczyzna nie wiem, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy szczęśliwe. Tego Wam z całego serca życzę.
          Masz rację. To wielki cud. PRZEŻYŁAM 14 MIESIĘCY.
          --
          "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
    • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 06.01.11, 13:20
      19 tygodni. dziś wlaśnie mija.
      Marzenia mamy takie same. Ile jeszcze czasu do mojej nagrody.
      Wylewanie żalu. Pozwolić sobie na smutek. Czasami myslę że gdybym ja sobie pozwoliła to by wystarczyło. Bo wtedy mogę tutaj wejść i płakać do woli ...ale ...zdarzają się chwile kiedy jest mi lepiej . Chwytam sie tego i tę smutaśną spycham daleko głęboko pod kołdrę. Wyłazi w miejscach gdzie jestem po raz pierwszy bez Piotra a gdzie ostatni raz byliśmy razem. Mam wtedy wrażenie że tego czasu pomiędzy nie było. Ze zza rogu wyjrzy Piotr.
      Dzisiaj Ollaa miałam sen taki na temat pozwolić odejść.
      Zgubiłam się z jakąs kobietą w mieście i nie mogłam trafić do samochodu . Piotra samochodu. Tak bardzo chciałam zeby mi pomógl ,niby wiedzialam ze nie może ale tak bardzo chciałam(pewnie powrotu do tego co było). No i wreszcie nas znalazł. Siedzielismy przy jakimś okrągłym stoliku. On był trochę zły ze taka jestem gapa i nic sobie nie radzę, i ja wtedy Uświadomiłam sobie że on nie żyje i strasznie na niego nakrzyczałam . Po co sie pojawia jak i tak nie może wrócic bo go nie ma. I sen mi sie urwał. I do samochodu nie dotarłam. A on sie na mnie nie gniewa. Nigdy za moje wybuchy sie nie gniewał. Był mądry. Wiedzial ze to tylko moja biedna dusza krzyczy. Pozwalał. Kochal. A co ja dawałam mu w zamian ..,? Mam nadzieje ze dość aby był szczęśliwy.
      W związku z tym Twoim tematem miałam jeszcze jeden wcześniej sen. Po wizycie u teściów gdzie mówiłam zgodnie ze swoim najgłębszym przekonaniem i wiedzą ze...tylko Piotr na zawsze. W nocy przysniło mi sie że do grobu chowana jest jakaś starowinka a zostaję skazana na bycie z nią przez skucie kajdankami. Tak połączone . Ona tam ja tu. I sie przerazilam . jeden z policjantów powiedział że to tylko na jakis czas .że póżniej mnie uwolnia.
      Wiem że oba te sny to przetrawiane przez moją świadomość moje mysli. Dowiaduje sie z nich o mojej podświadomości.
      1. Że na zawsze Piotr. Pewnie tak ale....może nie. Nie wolno stawiać sobie wymagań. Nie można od siebie oczekiwac...następny dzień to...niewiadoma.
      2. Lęk przed życiem i trudnymi sytuacjami. Piotr juz nie przyjdzie z realna pomocą...to rózne wymiary.
      Co nie zmienia faktu że ciagle do niego mówię. Że ciagle trzymam go przy sobie.Wreszcie nie zadaje pytań czy oni są. Nie dlatego żebym jakoś cudownie byla utwierdzona ze są. Ale dlatego że chcę w to wierzyć. Owszem mam wrażenie że dostaję małe znaki. I tak chce je traktować. Nie jak przypadek.
      Oleńko pozdrawiam Cię z mojego smutnego świata. Jakos tak wierzę tym którzy mówią mi że jeszcze zaświeci słońce. Z tą nadzieją żyję. Może tym slońcem będzie głeboka wiara? Moze jakieś zainteresowanie nowe czymś, może jakas idea, może jakas pasja...np czytanie ...może....może ...wierzę.Jaki to cud. Przezylam 19 tygodni.
      • margolka-and-more Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.01.11, 00:41
        Proy,
        przychodzą z pomocą. Całkiem realną. Myślę.
        To już zaraz będzie u mnie 17 miesięcy. Od czego? Od godziny, w której niebo spadło mi na głowę. Razem ze słynnym deszczem meteorytów na świętego Wawrzyńca.
        Odnaleźć przyjaźń między światami - tak, to chyba był główny cel tego czasu. I jakoś się odnalazłyśmy. Międzytęczowo. I nie wątpię, że SĄ.
        Od tamtego czasu wszystko po kolei mi się wali i to wcale nie dlatego, że Jej tu nie ma. Tak się złożyło.
        Ale żyję. W każdym dniu szukam pokornej radości. Wściekam się, płaczę, zadręczam przyjaciół mailami i - wstaję. I idę dalej. Mimo wszystko.
        Tylu ludzi mnie się pyta, skąd biorę tę siłę. Skąd jeszcze radość.
        Myślę, że Stamtąd. Bo ktoś jest przy mnie mimo wszystko. Nawet jak to ja robię głupie rzeczy, jest przy mnie. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak bym to zniosła wcześniej...
        Córka mojej Kwiatuszki powiedziała mi kiedyś "to jest Twój anioł też".
        Tak. To mój anioł. Przyjaciel na wieczność.
        Przede mną ciężkie czasy. Kolejne, chyba najcięższe. Mam odwagę wstać rano tylko dlatego, że Ona jest obok mnie. Słońce moje.
        • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.01.11, 20:26
          Tak, pewnie masz rację. Prawdę mówiąc i ja żyję dzięki temu że z Piotrem rozmawiam.
          Bez nich to w zasadzie trudno o dobre czasy. Brakuje ich tak żeby dotknąć. Dzielić smutek mnożyć radość . Wszystko takie trochę...na doczekanie. Życzę Ci siły na trudne chwile.
        • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 07.01.11, 22:38
          Margolko,jak zwykle trafiasz w samo serce i w samo sedno.Ja też się zawzięłam,że będziemy razem,że nikt mi Go już bardziej nie zabierze.Jest bo jestem i chocby tylko tak,to to już i tak bardzo wiele.Za wszystko co straciłyśmy tu,to jedno dostałyśmy -nasze Anioły.U mnie też cholernie pod górkę i każdy dzień jest piekłem tęsknoty z jednej a walki z rzeczywistością z drugiej strony.I jeśli to znoszę to też tylko dzięki miłości,która daje mi siłę.I dlatego,że trzeba zapalic Im światło.Ktoś przecież musi...

      • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 10:26
        Och Proy, ja też tak miałam. Nigdy nie zapomnę pierwszego wyjazdu PO do Torunia, gdzie razem studiowaliśmy. Wyłam już całą drogę w autobusie, a idąc Starówką, łzy zalewały mi oczy tak, że nie widziałam dokąd w ogóle idę... Jego Wydział, mój Wydział, nasze ulubione knajpki, akademiki... I świadomość, że już nigdy razem nie przejdziemy się starówką, nie wstąpimy do empiku przejrzeć wydawnicze nowości...Potok łez, przy którym Wisła to strumyk...
        Nie jeżdżę już tam, chyba, że naprawdę muszę. Zawaliłam ostatni rok studiów, jak nie obronię się w tym roku, to już chyba wszystko przepadnie, ale dalej nie potrafię się do tego zabrać. Jeśli to zrobię to tylko dla świętego spokoju mojej mamy, która nie może przeżyć, że stracę tyle lat, tyle pracy, tyle wysiłku... I nie może pojąć, że straciłam o wiele więcej, a studia przy tym to pryszcz, który mi wisi...
        A propos tematu pozwolić odejść, tak się jeszcze cały czas zastanawiam, bo Grześ był moim pierwszym chłopakiem, pierwszym mężczyzną w moim życiu i zawsze myślałam, że ostatnim. I wiecie nie mam porównania, jak to jest, gdy facet zostawi tak po prostu, bo nie kocha już, bo pokochał inną... Ja byłam straszną zazdrośnicą, oj Grześ nie miał ze mną lekko, ale wiedziałam, że i tak dla jakiejś innej laski mnie nie zostawi. Przyszło mi walczyć o Niego z tą, z którą nie miałam najmniejszych szans. Wiem, że każde rozstanie boli, ale bardziej boli, gdy już nie kocha i odchodzi dobrowolnie, czy gdy wiesz, że kocha całym sercem, ale zabiera ci Go śmierć, bezpowrotnie, bez niczyjej zgody? Nie potrafię tego porównać... Mi osobiście wydaje się, że bardziej boli śmierć ukochanego właśnie ze względu na tę bezpowrotność, ostateczność, że już nigdy, choćby nie wiem co... Dziewczyny, z którymi na ten temat rozmawiałam, które facet po prostu zostawił, twierdzą, że powinnam się cieszyć, że mnie nie skrzywdził, nie zranił, odszedł, ale zostawił świadomość ogromnej miłości do końca. On mnie nie skrzywdził, to prawda, ale czuję się skrzywdzona, zraniona i gdyby to On mnie skrzywdził miałabym na kogo tą złość i gorycz wylać, a tak nie wiem co z nią zrobić. Przeciwko komu ją skierować? I wreszcie chyba łatwiej pozwolić odejść facetowi, który po prostu wybrał inną drogę. Tak myślę sobie codziennie, rozwodzę się co by było gdyby, a jak by było lepiej, i tak dumam, a to wszystko i tak do niczego nie prowadzi...
        --
        "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
        • agalt Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 13:30
          Olu kochana,
          Tak sobie myślę, że studia powinnaś skończyć. Nie dla mamy, ale dla siebie i dla Twojego Ukochanego. Wiem, że one wydają się teraz zupełnie nieważne, ale może nadejść czas, gdy to, że ich nie skończyłaś jednak okaże się istotne. Twój Ukochany Grześ by nie chciał, żebyś je zaniedbała. A i Ty poczujesz się lepiej, jak poczujesz, że robisz coś, żeby był z Ciebie dumny. Że się nie poddałaś...
          Co do porównania, jak jest lepiej, to wszystko zależy. Jeśli ktoś przestaje Cię kochać i zaczyna Cię ranić czy odchodzi, a Ty jesteś osobą asertywną, to Twoje uczucie tez wygasa. Bo trudno kochac kogoś, kto sprawia Ci przykrość i zadaje ból. Masz uczucie porażki, żalu, ale masz też świadomość, że niewłaściwie ulokowałaś swoje uczucia. Czegoś się w ten sposób uczysz i idziesz dalej przez życie, starając się wykorzystać swoją nową wiedzę. Świat się nie kończy. Choć wiem, że nie jest tak zawsze, bo niektóre kobiety kochają za bardzo i nie widzą, kiedy należy odejść lub pozwolić odejść.
          Natomiast, gdy umiera ktoś, kogo kochamy i kto kocha nas, to razem z nim umiera część nas. Dlatego nagle to, co było dla nas ważne, nagle staje się nieistotne i niewarte zachodu. Tu kończy się nasz świat, a przynajmniej traci sens. I strasznie trudno znaleźć sens nowy.
          Ale - tak, jak piszesz - to rozważania, które nic nie wnoszą. Zaprzątamy swój umysł czymś, co pozwoli przez jakiś czas nie myśleć o tym, czego i tak nie jestesmy w stanie ogarnąć. Ktoś w innym wątku zastanawia się, czy zrobił wszystko. Zrobiłam wszystko. Wszystko, co w mojej mocy. Mój Jaś był pod opieką wspaniałego lekarza, który też robił wszystko, co w ludzkiej mocy. Gdyby to od ludzkiej mocy zależało, tuptalibyśmy teraz razem po górach. To, że zrobiłam wszystko nie ma żadnego znaczenia....
          Ale myślę, że powinnyśmy się cieszyć. Przeżyłyśmy coś, co było i jest naprawdę ważne i piękne. Niewyobrażalnie tęsknię za Jasiem. Ale jak pomyślę, że tego bólu teraz mogłoby nie być, bo mogłam go nigdy w życiu nie spotkać, to dopiero wtedy wszystko się we mnie kurczy z przerażenia. Więc zamiast złości i goryczy codziennie kieruje do Nieba podziękowania za to, że dana mi była taka miłość. Nie umiem sie zlościć, bo dostałam przepiękny dar, który niewielu dostaje. Wolę go pielęgnowac we wspomnieniach, niż zlościć sie czymś, czego nie rozumiem. I wierzę, Olu, że jesli dano nam taką miłość, to nie po to, żeby nam ja odebrać. Jeszcze ją odnajdziemy, ona na nas gdzies czeka. Trzeba tylko trochę poczekać. I zrobic parę rzeczy... Poczekajmy, Olu.
          Przytulam Cię mocno
          --
          Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
          • tilia7 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 22:09
            Aniu z jednym się muszę nie zgodzic,piszesz:"To,że zrobiłam wszystko nie ma żadnego znaczenia".
            Ma.Ma ogromne znaczenie.Bo WIESZ,że zrobiłaś wszystko,co mogłaś.Możesz nie miec do siebie żalu,możesz nie miec poczucia winy,możesz miec-choc pod tym względem-spokojne serce.To jest ogromnie ważne,żeby zrobic co można.Ja to wciąż odczuwam.Z jednej strony wciąż pojawiają się pytania,czy naprawdę zrobiłam wszystko,co mogłam.Z drugiej,wiem,że tak,że zrobiłam,że przede wszystkim kochałam jak mogłam i umiałam najlepiej,że wspierałam,pomagałam,słuchałam,tuliłam.Że byłam,cały czas byłam.
            Pamiętam,jak strasznie się bałam pogrzebu i jak miotałam się strasznie czy w ogóle dam radę się z nim pożegnac.Strach,że tego nie zniosę,że nie dam rady,że oszalęję był taki,że naprawdę nie wiedziałam co robic.Ale poszłam,poszłam się pożegnac,poszłam się przytulic,poszłam patrzec jak mi go zabierają i zasypują ziemią i choc to jest trauma na całe moje życie,jestem samej sobie wdzięczna,że zdobyłam się na odwagę,że znalazłam siłę,że zaryzykowałam własne zdrowie psychiczne i poszłam zrobic WSZYSTKO,CO ZROBIC MOGŁAM.I teraz wiem,jakie to było cholernie ważne-dla mnie,bo oczywiście niczego to nie zmieniło w Jego sytuacji.Owszem,nie uratowałam,nie ocaliłam-ale zrobiłam co mogłam,żeby uratowac i ocalic.I nie chcę wiedziec,co by ze mną było,gdybym tego wszystkiego nie wypełniła...
            • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 23:49
              Ja również uważam, że to bardzo, bardzo ważne, żeby zrobić wszystko, co w naszej mocy. Po to, żeby potrafić spojrzeć sobie w twarz... Nie mogłam zrobić wiele, jedyne co mogłam, to być przy nim, każdego dnia. Stałam wciąż obok patrząc, jak moj ukochany mężczyzna, z pełnego sił, zamienia się w fizyczny wrak człowieka. Robiłam co mogłam, donosiłam filmy, które chciał obejrzeć, czytałam książki, gdy już sam nie miał sił, pielęgnowałam, jak umiałam, chciałam jak najlepiej. Po prostu byłam, do samego końca. Pewnie nie potrafiłam zachować się w sytuacji, gdy najbliższy człowiek odchodzi, bo każą nie płakać, a ja płakałam... Każą pozwolić odejść, nie zatrzymywać, a we mnie wszystko krzyczało" Boże błagam, nie zabieraj mi Go!!!".
              Obiecał mi, że zawsze będzie przy mnie, ale Ja też go nie opuszczę, w końcu nie przyrzekaliśmy sobie, że tylko do śmierci.
              --
              "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
            • agalt Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 09.01.11, 09:56
              Niedokładnie o to mi chodzilo, Tilio. Często pytanie "czy zrobiłam wszystko? Czy zrobiono wszystko?" ma w sobie element "Może, gdybym zrobiła jeszcze coś, gdyby lekarze zrobili jeszcze coś, nie stałoby się tak i ta osoba, która odeszła żyłaby nadal". W takim kontekście moje "zrobiłam wszystko" nie ma znaczenia. Pod każdym innym ma ogromne znaczenie.
              --
              Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
        • margolka-and-more Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 23:01
          Jedź Olu do Torunia. Spróbuj raz jeszcze. Weź Grzesia koszulkę czy książkę, czy coś innego i poproś Go, żeby jechał z Tobą. Idź nad Wisłę albo do Parku Bydgoskiego, albo w milczące mury Marii Panny. Otul się ciepło, kaptur na głowę, nie daj się ludziom oglądać i płacz, jeśli potrzebujesz. Tak długo, aż się uspokoi w Tobie to morze.
          A może Grześ chciałby z Tobą zobaczyć, czy tuż przed Twoją obroną nie zakwitną magnolie pod Collegium Maius?
          Też studiowałam w Toruniu. Dekadę temu. Dużo szczęścia pochowałam w tamtych uliczkach. Ty też, prawda?...
          Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek zrobisz, będzie blisko. To tylko cienka zasłona, to, co Was rozdziela teraz... Cokolwiek zrobisz, mądrze czy głupio, będzie obok. Jakkolwiek ułożysz sobie, życie. Tam to wszystko da się jakoś pogodzić, myślę.
          Piosenka dla Ciebie. Kiedyś Ci cytowałam... www.youtube.com/watch?v=chge9gvoUG8&NR=1
          Nie bój się. Wstań i idź. Jest z Tobą.
          • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 08.01.11, 23:22
            Margolko w przyszłym tygodniu jadę do Torunia, do załatwienia kilka spraw w Książnicy i w dziekanacie. Bałam się strasznie, ale pojadę, zrobię jak piszesz, niech to będzie moje katharsis, na tę dolinę, która mnie dopadła...
            Łzy spływają po twarzy, gdy czytam co napisałaś... Wszystkie zajęcia miałam właśnie w Maiusie. Mam masę zdjęć z Grzesiem przy kwitnących magnoliowych drzewkach, które napawały nas zawsze zachwytem. On studiował na przeciwko, na Wydziale Historii i Archiwistyki i zawsze zazdrościł nam, filologom, Maiusa...:)
            Dziękuję Margolko kochana, nawet nie wiesz jak bardzo.
            --
            "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
    • neha Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 06.01.11, 16:57
      Kochana ból ścisnął moje serce gdy przeczytałam Twoje słowa ..
      Jestem obok ..choć nie mogę trzymać Cię za rękę ..zawsze jest tu ktoś kto ogrzeje Cię ciepłym słowem....
      Tak mi przykro łącze się z Tobą w rozpaczy po stracie UKOCHANEJ OSOBY (*)

    • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 27.02.11, 21:11
      Dlaczego jesteśmy tak bezradni, dlaczego nie możemy o niczym decydować? Mimo, że tyle już czasu żałoby za mną ja cały czas czuję się jak na początku tej trudnej drogi... Cały czas krzyczę: Dlaczego On? Dlaczego MY? Czasem dopada mnie złudne uczucie, że przecież dam radę, bo Mu obiecałam, bo w Jego oczach byłam silna i mocna. Szłam do przodu, choć zawsze miałam pod górkę, bo w domu nigdy nie było lekko... Nie ważne. Gdy wydaje mi się już, że zaczynam podnosić się i iść do przodu, wtedy kolejny raz upadam... Dziś znów leżę rozłożona na łopatki, nie wiem skąd tyle negatywnych emocji wkoło mnie, ja chcę już teraz tylko świętego spokoju, czy to tak wiele? Tylko z każdy upadkiem sił coraz mniej, by kolejny raz powstać..
      Tyle we mnie frustracji, ręce mi już opadają, tak niewiele już oczekuję od życia, a tyle przykrości jeszcze dokoła. Przepraszam za moje bredzenie, ale właśnie niedawno wróciłam z pracy, i wciąż nie mogę uwierzyć, że komukolwiek może sprawiać tak wielką przyjemność gnojenie człowieka, który ledwo pełznie przez to życie, który jest zbyt zmiażdżony, by wykrzyczeć im w twarz, jak bardzo ich nienawidzi...
      Jestem robakiem ,którego wszyscy depczą...
      Grzesiu, przecież tak bardzo mnie kochasz, błagam Cię, zabierz mnie stąd!!!!!!!!!!!!!
      --
      "bezradni jak dzieci
      i doświadczeni jak starcy
      jesteśmy po prostu wolni
      to znaczy gotowi odejść"
          • proy0311 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 27.02.11, 22:02
            Margolko ...tylko Kociewie może takie nieziemskie istoty na świat sprowadzać.
            Ola ...co ja mogę Tobie więcej ...niż słowa tej piosenki...niż Margolka ?
            Tak są i tacy ludzie...jakich spotkalaś dziś. Wtedy naprawdę trudno...wtedy tak bardzo brakuje...wtedy jest jeszcze gorzej...ale ...ciągle nie jestes sama...Masz w sobie siłę ...swoją i Grzesia...znajdziesz ją... na pewno znajdziesz...
            • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 27.02.11, 23:34
              Popłakałam sobie... Lepiej trochę, wraz ze łzami sporo żalu popłynęło... Takiego potoku już dawno nie wylałam. Potrzebowałam tego...
              Margolko, kiedy właśnie ta samotność taka straszna, bo doskwiera, przeraża z każdym dniem bardziej...
              Jak to dobrze, że jesteście... Wiem, powtarzam się, ale tylko Wy tu rozumiecie... Dziękuję...

              Tak czytam wiersze Poświatowskiej... Trafiłam przed chwilą na ten wiersz:

              Oda do rąk

              Bądźcie pozdrowione moje dłonie, palce moje chwytne, z których jeden przytrzaśnięty drzwiami samochodu, fotografowany promieniami Roentgena — dłoń na zdjęciu wyglądała jak zwichnięte skrzydło — niewielki okruch kości obrysowany własnym odrębnym konturem. Serdeczny palec lewej ręki ozdobiony raz pierścionkiem owdowiały jest teraz i pozbawiony swej ozdoby. Ten, który mi dał pierścionek, już dawno nie ma palców, jego ręce splotły się w jedno z korzeniami drzewa.
              Ręce moje tyle razy dotykające stygnących dłoni umarłych i ciepłych mocnych żywych dłoni. Umiejące pieścić niezwykle, w dotyku zatracające przestrzeń dzielącą istnienie od istnienia i niebo od ziemi. Ręce, którym nieobcy ból bezsilności, wczepione w siebie jak dwa przelękłe ptaki, bezdomne, szukające na oślep i wszędzie śladu twoich rąk.


              Znów powieki bolą od łez... Kochany, ucałuj je... przed snem...
              --
              "bezradni jak dzieci
              i doświadczeni jak starcy
              jesteśmy po prostu wolni
              to znaczy gotowi odejść"
              • margolka-and-more Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 28.02.11, 00:13
                * * *
                Moim sąsiadem jest anioł
                on strzeże ludzkich snów
                dlatego wraca późno do domu
                Na schodach słyszę dyskretne kroki
                i szelest zwijanych skrzydeł
                On rano staje w moich drzwiach
                otwartych na oścież
                i mówi:
                Twoje okno znowu świeciło długo
                w noc

                Też Poświatowska.
                Olu, ja sobie myślę, jak straszna byłaby ta samotność bez miłości, jak nieludzka... Samotność bez Aniołów po sąsiedzku...
    • ollaa86 Re: Kochać to także umieć sie rozstać... 19.03.11, 17:07
      Powietrze zapachniało wiosną.
      28 lat temu świat witał Jego i wiosnę jednocześnie.
      11 lat temu moje serce rozkwitło wraz z wiosną Miłością. Może dziecinną, ale jakże gorącą i prawdziwą.
      9 lat temu, również wiosną (no, troszkę późniejszą) pierwszy raz złapał mnie za rękę i pocałował moje usta...
      Wiosna wraz z powiewami cieplejszego wiatru niesie ze sobą wiele pięknych wspomnień... i łez... Jeszcze wciąż łez...

      ***
      Jutro świętowalibyśmy Twoje urodziny. Pewnie byłbyś już moim mężem... Jak to cudownie byłoby...
      Wszystko przepadło, wszystko stracone...
      Światełko dla Ciebie trzymam wciąż w dłoniach, byś mnie nie zgubił, z oczu nie stracił.
      Kocham Cię i czekam na Ciebie... (*)(*)(*)

      --
      "My suitcase is packed with all your heartbeats
      so i walk to their sound and head towards the sun
      So my shadow will cover the tears on the ground
      I'm moving away form the place where you took your last breath
    • ollaa86 Najważniejsza jest ta Miłość, którą masz... 01.04.11, 11:46
      www.youtube.com/watch?v=sHUo1oEQyBc&feature=related
      Kochanie moje, czy dziś chcesz mi właśnie to powiedzieć???
      Tęsknisz? Bilecik szykujesz? A może jeszcze nie?...

      Wiem, że jesteś, pomożesz dotrwać, czy przetrwać?
      Po prostu BĄDŹ...
      --
      "My suitcase is packed with all your heartbeats
      so i walk to their sound and head towards the sun
      So my shadow will cover the tears on the ground
      I'm moving away form the place where you took your last breath
        • ollaa86 Re: Najważniejsza jest ta Miłość, którą masz... 03.04.11, 16:05
          W białe kwiaty wtulam twarz
          Gra muzyka z tamtych lat
          I znów słyszę głos
          Siedem mostów siedem ran
          Tak po prostu staniesz tam
          I strach zostawi mnie
          Znów płynie list
          Gdy spotka ciebie
          Czy choć najmniejszy dasz mi znak?
          Tyle gwiezdnych lat
          I taka wielka mgła
          I codziennie ciebie brak


          Grzesiu, tak bardzo mi Ciebie brak...
          OSZALEJĘ Z TEJ TĘSKNOTY!!!

          --
          "My suitcase is packed with all your heartbeats
          so i walk to their sound and head towards the sun
          So my shadow will cover the tears on the ground
          I'm moving away form the place where you took your last breath
          To find you my love in the magic of life after dead...
    • ollaa86 555 15.05.11, 13:34
      'Cisza Przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza Przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli...'

      555 dni ciszy.

      ***
      stąd do końca Wszechświata
      jak od dziś do wieczności
      zbyt daleko by Cię dogonić
      zbyt długo byś na mnie poczekał
      błysk tej małej gwiazdki
      jak Twój uśmiech

      spotkamy się
      gdy zniknie

      Kocham Cię:* (*)(*)(*)
      --
      www.youtube.com/watch?v=2EIeUlvHAiM
      • margolka-and-more Re: 555 15.05.11, 13:49
        Myślałam o Tobie Olu. W Toruniu juwenalia, które na pewno Cię nie bawią.
        Myślę, że Grześ trzyma Cię za rękę w tej ciszy. Też Mu niełatwo.
        Przytulam Cię mocno.
        • ollaa86 Re: 555 15.05.11, 14:03
          Witaj Margolko:)
          Ja również myślę o Was, codziennie, zaglądam tu, ale jakaś taka zmowa milczenia zapanowała...
          W środę byłam w Toruniu. Długo się zbierałam, ale w końcu jakoś się wybrałam. Studenci poprzebierani maszerujący Szeroką... Jakoś tak smutno mi się zrobiło, ale też uśmiechnęłam się do swoich wspomnień. W sumie to tylko na spotkanie z Przyjaciółką pojechałam, popłakałyśmy trochę, bo u niej też niewesoło... I pośmiałyśmy się też, żeby nie było, że takie z nas smutasy:)
          Piękną modlitwę do Marii Margolko napisałaś, cudowną... Pewnie gdybym tak mogła do Boga się taką modlitwą pomodlić, do Marii, to może troszkę bólu zabraliby z moich ramion, pomogli podźwignąć. Ale mój ból muszę nieść sama, jeszcze nie czas...
          Również przytulam Cię z całych sił:)
          --
          www.youtube.com/watch?v=2EIeUlvHAiM
          • margolka-and-more Re: 555 15.05.11, 14:13
            A ja nie pojechałam. Choć miałam właśnie teraz w Toruniu być. Poczekam jednak do wakacji. Bałam się strug deszczu i wrzawy juwenaliowej.
            Ale już uprosiłam chmury, żeby wpuściły trochę słoneczka i za chwilę będę mogła zanieść bukiecik niezapominajek Kwiatuszce mojej - dziś Święto Niezapominajki:)
            I 643 dni bardzo wymownej ciszy.
            Piękna piosenka.
    • ollaa86 I ciągle nasłuchuję, czy kto puka w ciszę?... 16.08.11, 15:45

      Bolesław Leśmian - [Jak niewiele ma znaków to ubogie ciało]

      Jak niewiele ma znaków to ubogie ciało,
      Gdy chce o sobie samym dać znać, co się stało...
      Stało się, bo się stało! Już się nie odstanie!
      Patrzę ciągle i patrzę, jak gdyby w otchłanie,
      I ciągle nasłuchuję, czy kto puka w ciszę?...
      Nie dlatego, ze widzę, nie przeto, że słyszę.
      I usta moje bledną, a to ten ból biały
      Nie dlatego, że zmarły, lecz bardzo kochały,
      I uśmiech nie dlatego trwa na nich przelotem,
      Żeby się uśmiechały... ten uśmiech wie o tem.
      A gdy ciebie wspominam - świat mi cały gaśnie,
      Bo tak oczom potrzeba - tak chce się im właśnie!
      A dłonie załamując, wiem, że nie z rozpaczy,
      Lecz nie mogę inaczej - nie mogę inaczej.


      Przepraszam Grzesiu, tak Cię bardzo przepraszam... Wiem, że Cię zawiodłam. Nie tego ode mnie oczekiwałeś, przecież wiem, przecież Cię znam jak nikt na świecie.
      Ktoś mi niedawno powiedział, że właśnie by żal z siebie wylać potrzeba siły. Jednak słaba jestem. Ale wiesz, że się przestraszyłam... Tak, tylko Ty byłeś ze mną dwa tygodnie temu, Ty wiesz, jak bardzo się bałam.
      Żałobą się owinęłam, jak kokonem. Przepraszam.
      --
      "My suitcase is packed with all your heartbeats
      so i walk to their sound and head towards the sun
      So my shadow will cover the tears on the ground
      I'm moving away form the place where you took your last breath
      • ollaa86 Re: I ciągle nasłuchuję, czy kto puka w ciszę?... 04.10.11, 09:47

        www.youtube.com/watch?v=_Fbp4UszUUg&feature=player_embedded#!
        Już październik...
        Kolejna jesień...
        Ostatnie ciepłe promienie słońca przebijające się pomiędzy żółtymi i czerwonymi liśćmi...
        Babie lato oplatające twarz...
        Poranne krople rosy na źdźbłach traw, lśniące jak perły, jak łzy zawieszone na krawędziach rzęs...
        Bo tak pięknie wkoło, bo nasza ukochana jesień...
        Druga bez Ciebie... tak smutna i samotna...
        I listopad zbliżający się wielkimi krokami...

        "It's coming back"
    • ollaa86 To już dwa lata... 06.11.11, 16:11
      Dwa lata temu runął nasz świat... Przeżyłam, wciąż żyję, mimo że Twoja obecność już tak bardzo inna. Ale dobrze, że Jesteś:) Bez Ciebie bym sobie nie poradziła.
      Na zawsze w moim sercu.
      (*)(*)(*)
        • ollaa86 Re: To już dwa lata... 07.11.11, 09:24
          Tak Margolko. Teraz wiem, że jest blisko, zawsze, choćby nie wiem co, "choćby koniec świata". Jest blisko, bo jest we mnie. I jest mu tam dobrze. A ja jestem spokojna. W końcu. Wiem, że nie raz będzie jeszcze gorszy dzień, ale przetrwam. Nie wiem ile mam jeszcze czasu, ale chcę przeżyć go szczęśliwa, nie samotna i zgorzkniała... Przecież zawsze byłam celebrytką życia, przecież taką On mnie pokochał:). Może to głupie, ale czuję, że odkąd przestałam się miotać, On też jest spokojniejszy.
          Margolko przytulam Cię z całych sił. Myślę o Kwiatuszce i Twoim Tatusiu. Światełko dla nich ogromne (*)(*)(*).

          Ps. Kto może, niech trzyma za mnie kciuki 14 listopada :):):)
          • margolka-and-more Re: To już dwa lata... 07.11.11, 23:53
            Będę trzymać. Obrona?:)
            Przetrwamy. Jakoś wszyscy przetrwamy.
            Myślę, że Ich światła dla nas większe jeszcze... Ja przynajmniej błąkam się trochę po omacku, obijam się co i rusz o fakty, o których zapomniałam w roztargnieniu, a ktoś raz po raz zapala mi świetliki pełne ciepła...
                  • ollaa86 Re: To już dwa lata... 14.11.11, 18:14
                    Kochane moje, dzięki za kciuki i pozytywne myśli! Pomogły! Udało się, obroniłam się!!!:D
                    Jestem strasznie szczęśliwa, ale też mi smutno, że nie mam z kim za bardzo się cieszyć...
                    Mam w głowie tylko "Wish you where here" Floyd'ów...
                    I smutno mi, że to już koniec studiów, które kochałam. I Maiusa kochałam... Będę tam wracać:)

                    Ola
                    • margolka-and-more Re: To już dwa lata... 14.11.11, 18:40
                      Gratulacje:):):) Z nami się ciut możesz pocieszyć też. I zdradzę Ci tajemnicę: w Maiusie czas się zatrzymuje! W tym roku wróciłam tam po - zaraz, zaraz - 11 latach i... NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO!. No, prawie nic. Klimat pozostał. Natychmiast się tam odnalazłam.
                      Pamiętasz, jakie miałaś niedorzeczne myśli o niekończeniu pracy? Grześ jest z Ciebie dumny. Chodzi tam między niebiańskimi odmianami magnolii i powtarza: "A widzicie? To moja dziewczyna!"
                      Mocne uściski Oleńko
                      g/
    • ollaa86 The winter is back 07.12.11, 09:39
      Zakochałam się i słucham non stop. Cudowny głos, przepiękny tekst. Może komuś też się spodoba...

      www.youtube.com/watch?v=vK7xIrg-VIg&feature=share
      Czasami mam wrażenie, że niektóre piosenki są o mnie...

      "Nie bój się
      Cieni na swojej ścieżce
      Bo one oznaczają
      Że w ciemności nadal jest światło."
      • ollaa86 puk puk 05.03.12, 00:15
        Kochanie, jestem szczęśliwa. Tak wiem, że wiesz, w końcu maczałeś w tym palce...
        Tak wiem, że jesteś ze mnie dumny:)
        Nie mówię "Żegnam", bo wciąż jesteś ze mną:) Dziś tak dobrze o tym wiem...
        Do zobaczenia, gdy przyjdzie czas:)

        Pozdrawiam wszystkich, którzy pomogli, gdy było bardzo ciężko.
        Agalt, Tilio, Proy i Margolko codziennie myślę o Was. Cieplutkie uściski dla Was:)

        • agalt Re: puk puk 05.03.12, 20:15
          Olu, to wielka radość czytać, że jesteś szczęśliwa. Ogromnie się cieszę
          Pozdrawiam cieplutko
          a/
          --
          Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
        • margolka-and-more Re: puk puk 05.03.12, 22:59
          No to się Grześ cieszy! Może nowa praca to jest? Albo zawirowanie życiowe w dobrym kierunku? Albo po prostu spokój duszy? Tak sobie tylko snuję domysły, czym jest Twoje szczęście:) A ja w sumie też jestem szczęśliwa. A tak trochę na przekór:) W końcu SĄ - więc wszystko ma sens:):) Pozdrawiam Cię Olu cieplutko. Też często o Tobie myślę - i o magnoliach pod Maiusem:)
          • ollaa86 Re: puk puk 06.03.12, 01:48
            Praca wciąż ta sama, ale skóra grubsza, już nie tak łatwo mnie zranić. Opancerzyłam się:)
            Spokój duszy przyszedł pierwszy i odważyłam się postawić wszystko na jedną kartę. I znalazłam nowy Dom w ciepłych ramionach... i przepadłam:)
            I zrozumiałam, że "W życiu nie chodzi o to, żeby czekać aż burza minie... Chodzi o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu"... I tańczę, tańczę i widzę słońce:) Nareszcie...

            Nie żałuję ani jednej chwili. Kocham te, które przynosiły szczęście i wiem, że ogromny sens miały te najgorsze, którymi płaciłam za to, że dane mi było być z Grzesiem. To mój los i moje życie, więc muszę wziąć je w swoje ręce i iść naprzód. I idę, niosąc dumnie mój ból i strach, i piękne chwile, które przeżyłam, czując ciepło dłoni, w której schowałam swoją lodowatą dłoń... To ona daje mi siłę. Idę z naiwną, ale szczerą nadzieją, że teraz już nic złego się nie stanie, że w końcu 'los się musi odmienić':) Boję się, ale idę na spotkanie tego, co jest dalej...:)
            Margolko, Tobie dziękuję szczególnie. Dzięki Tobie wiele zrozumiałam. I zawsze byłaś, kiedy było źle.

            PS. A Maius już niedługo zakwitnie magnoliami, tydzień temu podziwiałam pączki na drzewkach magnoliowych:)

            Ola.
            • margolka-and-more Re: puk puk 06.03.12, 22:25
              Twój uśmiech i radość to będzie dla Grzesia Twojego najlepszy urodzinowy prezent - bo o ile dobrze kojarzę, to już niedługo, prawda?:) Tańcz Oleńko, tańcz:) Śmiej się do chmur i do nadziei na słońce. Bo ono już blisko, już czujesz to ciepło, prawda?
              Jesteś teraz ze wszystkich światów otoczona miłością....
              Cieszę się razem z Tobą:)
              • tilia7 Re: puk puk 30.03.12, 10:48
                Olu,cieszę się bardzo,że odnalazłaś spokój i szczeście,i mądrośc,którą dają te bolesne doświadczenia.Szerokiej drogi i dużo słońca na niej.
                Przytulam bardzo ciepło i mocno
                • ollaa86 Re: puk puk 31.03.12, 12:15
                  Dziękuję Wam dziewczyny za każde dobre słowo:). Chciałabym, by to wszystko się spełniło... Wierzę, że na drodze każdej z nas czekają chwile piękne, zasługujemy na to, już nasi Ukochani postarają się, żebyśmy były szczęśliwe... Tak wierzę w to...:) Może już tylko w to wierzę???
                  U mnie kryzys, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko, nie? Czemu to wszystko musi być tak cholernie trudne???
                  • proy0311 Re: puk puk 11.04.12, 20:19
                    Nie tylko nie powiedział że bedzie łatwo :) W zasadzie życie jest opatrzone gwarancją treści :
                    " Nie będzie łatwo. W razie problemów...( i tu powinno być kilka gotowych adresów)"

                    Miłość. Podobno jest w nas :)
                    Tylko urok pozwala nie stawiać na pierwszym miejscu...problemów :)
                    Trochę zapomnieć że będą :)

                    Ale...gotowość ulegnięcia urokowi...:)
                    Już samo to jest piękne:)
                    Świadczy o tym żeś żywa.

                    Tyle się rozpisywałam swego czasu i w tym wątku ...ale dopiero teraz patrzę na jego temat jak na "temat"
                    W sumie zadanie.

                    Nie wiem :) Może kiedyś się dowiem :)
                    Pozdrawiam Ola :)

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka