Dodaj do ulubionych

Jak żyć po...?

17.11.06, 11:30
Mam prawie 30 lat za miesiąc urodziny - 2 tygodnie temu odszedł mój ukochany
mąż. To było samobójstwo. Niestety nie mieliśmy dzieci. Staraliśmy się ale z
powodu depresji i przyjmowanych leków nie udało się. Wszyscy mówią że
powinnam być silna - ja nie wiem czy dam radę. Zostali mi tylko rodzice i
przyjaciele. Siostra umarła na raka 14 lat temu. Skąd mam czerpać siłę, jak
sobie pradzić z tymi uczuciami? Wróciłam do pracy, już nie płaczę. Nie mam
siły jestem na przemian zła i taka pusta. Tak strasznie go kochałam - a może
kochałam go za mało. Był dla mnie oparciem, moim dniem codziennym i moją
przyszłością. Mieliśmy budować dom i mieliśmy mieć dzieci. Boze jaka ja byłam
głupia, wygodna i egoistyczna. Jeszcze tylko do wakacji i bierzemy się za
dziecko, może nie teraz bo leki bo słaby i taki smutny. Czemu zrobiłam tak
mało przez te dwa miesiące depresji? Moze ona była już wcześniej a ja to
odbierałam jako pracoholizm, czemu nie byłam silniejsza by pomóc mu z tego
wyjść, czemu nie zmuszłam go do brania leków. Oszukiwałam się że jest już
lepiej że śpi wreszcie w nocy, że je więcej. Czemu nie przewidziałam, że może
się stać to co sie stało. Czemu nie mówiłam codziennie że go kocham, ze chcę
mieć dziecko, czemu chodziłam do pracy, czemu ufałam teściowej lekarzowi że
mu pomoze, czemu wierzyłam że będzie lepiej, czemu nie zaciągnęłam go siłą do
specjalisty a tylko prosiłam, czemu, czemu czemu? A przede wszystkim czemu
go ze mną nie ma? Mieliśmy być razem zawsze nie tylko te kilka lat.
Wczoraj poszłam zrobiłam badania krwi na toksoplazmozę - po co, nie będziemy
mieli juz dziecka. Ja chcę mieć dziecko - ale sama? Przecież to razem
mieliśmy się z tego cieszyć. Nie ma to wszystko sensu, owszem będę chodziłą
do pracy ( nie jest bynajmniej moją pasją) coś będę jadła, czasem posprzątam,
pooglądam telewizję. I co tak z dnia na dzień? Po co. Chyba tylko by rodzice
się nie martwili. Czy mogło być inaczej? Co mogłam zrobić by temu
zapobiec?
Obserwuj wątek
    • boruta_wwa Re: Jak żyć po...? 17.11.06, 21:36
      najserdeczniejsze wyrazy współczucia
      ja straciłem Siostrę kilka miesięcy temu i do tej pory nie mogę się z tego
      otrząsnąć, a wyobrażam sobie jak strasznie jest stracić męża/żonę kiedy dzieli
      się z tą drugą osobą całe życie
      nic nie mogę poradzić, bo sam nie wiem jak sobie swoją stratę wytłumaczyć,
      zapewne nigdy się z tym nie pogodzę, ale trzeba jakoś żyć dalej i nie obwiniać
      siebie, bo to bez sensu...
      b.
    • bozena.winch Re: Jak żyć po...? 17.11.06, 21:53
      Depresja to taka choroba,która w znacznym stopniu odbiera możliwość
      uwierzenia,że będzie inaczej niż jest.Rozumiem,że ciągle zadejesz sobie pytania
      o to co mogłaś zrobić inaczej i co byłoby wtedy. Bardzo trudno jest zrozumieć
      dlaczego miłość nie była wystarczającym powodem do życia.Prawdopodobnie,
      niezależnie od tego co mówiłaś i robiłaś Twój mąż w depresji nie był w stanie
      tego przyjąć i w to uwierzyć.Nawet gdybyś go zaciągnęła do specjalisty, nawet
      gdybyś przestała chodzić do pracy, nawet gdybyś powtarzała różne zdania o
      Waszej przyszłości..Jego wizja tego co będzie była czarna, najczarniejsza.Słowa
      innychludzi, nawet najbliższych, nie mają wtedy mocy przekonywania.Nie rób
      sobie wyrzutów,że czegoś nie zrobiłaś.Wiem,że gdybyś mogła zrozumieć, co
      kierowało Twoim mężem, gdy targnął się na swoje życie byłoby Ci
      łatwiej.Najczęściej osoby chorujące na depresję nie umieją przyjąć,że to jest
      choroba, a nie obiektywny odbiór rzeczywistości i że leki będą miały wpływ na
      to jak postrzegają siebie iświat.
      W leczeniu depresji jest taki trudny moment, gdy stan pacjenta zaczyna się
      trochę poprawiać, ale jeszcze depresja króluje i wtedy jest to moment,w którym
      pacjenci mający myśli samobójcze są już w stanie je zrealizować.I często to
      robią.40% pacjentów z rozpoznaną depresją dokonuje prób samobójczych
      (niekoniecznie udanych).
      Nie musisz być silna.Możesz być cierpiąca i słaba.Możesz nie dawać sobie
      rady.Możesz płakać i nie wiedzieć czym wypełnić sobie czas.Postaraj się
      zauważyć koło siebie ludzi, którzy chcą z Tobą być, którzy Cię wspierają i dla
      których jesteś ważna.Nie musisz spędzać czasu przed telewizorem lub w pracy.Nie
      umiem powiedzieć, co może teraz stać się dla Ciebie treścią i sensem życia.Być
      może będzie to, coś takiego o czym teraz kompletnie nie pamiętasz lub jeszcze
      nie myślisz. Nie mam wątpliwość,że coś się wyłoni,że coś odkryjesz lub
      znajdziesz,ale to za jakiś czas.
      Zdaję sobie sprawę,że to kolejna dramtyczna żałoba w Twoim życiu i w życiu
      Twojej rodziny.Wyobrażam sobie ile łez wylaliście po śmierci Twojej siostry.Nie
      wiem,jak wtedy myślałaś o swoim dalszym życiu, ale... okazało się ono możliwe i
      co więcej dużo dobrego doświadczyłaś w kolejnych latach, chociaż na pewno był
      taki moment,że wątpiłaś.
      Nie chcę Cię pocieszać,gdyż zdaję sobie sprawę,że nie ma słów,które by
      pocieszały.Sądzę,że za jakiś czas będziesz mogła przyjąć,że to choroba
      popchnęłą Twojego męża do odebrania sobie życia i może wtedy będziesz mogła
      uwolnić się od poczucia winy i żyć dalej.
      Bożena Winch
    • Gość: dana7675 Re: Jak żyć po...? IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.06, 22:22
      To bardzo przykre to co sie stało i bardzo Ci współczuje ja też mam 30 lat. Pod
      koniec sierpnia zmarł mój narzeczony. Miał wypadek był ciężko popażony. Walczył
      16 dni i było już lepiej.Była juz nadzieja że wróći do zrdowia.Ale tak sie
      niestało... Marzyliśmy o domku, dziecku i rodzinie, o szczęściu, wspólnym byciu
      razem.Mieliśmy tyle planów, tyle marzeń, wszystko prysło. Zapanował
      mrok,bezsens, życie stało się dla mnie tylko egzystencją... Mam tyle pytań ,
      tyle pytań ... Aniołku doskonale rozumiem co przeżywasz i dlatego jesli
      chciałbyś czesem pogadac to dezwij sie podam GG. Wiem ze tylko ludzie którzy
      przeżywaja cos podobnego sa w stanie siebie na wzajem zrozumieć.
      • Gość: barbara Re: Jak żyć po...? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.06, 00:37
        Również i ja straciłam męża.Pozostał ból,tęsknota i wspomnienia.Już nic nie jest
        tak jak dawniej.Nie pomógł psychiatra ani psycholog.
        Chociaż sobie popłaczę i tak mi to nic nie daje.
        Mam tyle pytań ,na które nie mogę znależć odpowiedzi a w szczególności to jedno
        "dlaczego mnie to musiało spotkać".Mój mąż zachorował na raka ,żył tylko dwa
        miesiące od wykrycia tej paskudnej choroby.Widok jaki mi pozostał jest nie do
        opisania.Z dnia na dzień widziałam jak gaśnie w moich oczach....i ta moja
        bezradność....i jego pytania czy będzie żył ....i oszukiwanie go ....Do dzisiaj
        nie mogę sobie wybaczyć ,że nie powiedziałam mu prawdy.Ale czy mogłam go jeszcze
        bardziej zabić.Nie wiem ,mam niesamowte wyrzuty do dzisiaj i ciągle przed
        oczami mam jego smutny wzrok.Żyje ale jak żyć gdy coś cię gryzie.
      • hendik Re: Jak żyć po...? 20.11.06, 14:12
        Dano7675 podaj swoje gg na mojego maila hendik@interia.pl

        Dziękuję Wam za wpisy. Każdy dzień jest inny. Jednego dnia czuję się lepiej
        drugiego gorzej. Czasem myślę co mogłam jeszcze zrobić, wydaje mi się że Paweł
        wróci. Innym razem wiem że tego już nie cofnę. Czasami zastanawiam się czy nie
        czuję się za dobrze czy nie za szybko godzę się z tym co się stało. Bardzo
        pomagają mi moi rodzice i przyjaciele. Jak jestem z ludźmi lubię rozmawiać o
        moim Mężu. To mi pomaga. Czasem sie dziwię, że jestem taka twarda, wstaję idę
        do pracy, myślę jak nauczyć się po ponad 6 latach razem żyć samej. Jedno co nie
        mija, co mi towarzyszy 24 h/dobę to tęsknota - ona jest zawsze.
        Niestety świat jest brutalny, nie zatrzymuje się nie czeka nie ogląda na tych
        co płaczą. Przede mną niełatwa sprawa spadkowa i źli ludzie. Ale mam rodziców i
        cudownych przyjaciół, dobrych kolegów w pracy, byleby o mnie nie zapomnieli.
        Są jeszcze konie i moja czarnula co czeka na mnie w stajni.
    • mskaiq Re: Jak żyć po...? 20.11.06, 07:20
      Nie mozesz ulegac zalowi bo to on sprowadza lzy i bezsens i prowadzi do
      depresji.
      Winisz o wszystko Siebie ale to co sie stalo bylo Jego decyzja, Ty nie mialas
      na to wplywu, nie chcial abys miala wplyw na Jego decyzje.
      Dla Ciebie najwazniejsz sprawa obecnie to zaczac zyc przyszloscia, zapomiec o
      tym co sie stalo.
      Masz dopiero 30 lat, przed Toba jest wiele zycia, gdzies w przyszlosci dziecko
      i ktos kogo pokochasz. Milosc nie umiera nawet jesli nie ma wiecej tej osoby
      ktora kochalismy.
      Moja Matka nie zyje juz dawno ale ciagle jestem z Nia. Nie placze, usmiecham
      sie do wspomien a mam ich wiele z Nia.
      Mysle ze masz rowniez wiele wspomien ze Swoim Mezem. Nie placz, wspominaj dobre
      chwile bez placzu
      Twoj placz niczego nie zmieni a pograzy Cie tylko w bolu i zalu. Nie bedzie
      wtedy z Toba milosci tylko lzy, zlosc, pretensje do losu i do Meza za to co
      zrobil i do Siebie ze nie upilnowalas.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • hendik Re: Jak żyć po...? 29.11.06, 08:48
      To już prawie miesiąc. Chodzę do pracy, Generalnie żyję mechanicznie, nie chce
      mi się sprzątac, robić jedzenia. Czytam ksiązki. Dużo mniej płaczę tak jak bym
      wymazywała z pamięci to co było wcześniej. Nie pamiętam Jego głosu, jego rzeczy
      już Nim nie pachną. Czuje się taka pusta - czy ja jestem jakaś zła, mało
      wraźliwa?
      • nata721 Re: Jak żyć po...? 29.11.06, 09:39
        Uczucia po stracie najbliższej osoby bardzo się zmieniają, mogę coś otym
        powiedzieć bo mój mąż zginął prawie 11 miesięcy temu i przez ten czas
        towarzyszyły mi bardzo różne uczucia :poczucia strasznej winy, otępienia- brak
        jakichkolwiek emocji i obojętność na wszystko dookoła, użalanie się nad sobą,
        złość na zmarłego męża że dopuścił,że tak się stało bo byliśmy udanym i
        kochającym się małeństwem.Uczucia przychodzą falami i chociaż Ty jesteś dopiero
        miesiąc po śmierci swojego męża a ja 11 miesięcy w ostatnich dniach czuję się
        jakby to stało się kilka dni temu.Mamy jednak prawo do przeżywania swoich
        tragedii tak jak dyktują nam nasze myśli i uczucia.Nauczyłam się też przez te
        miesiące nie myśleć otym ,jak inni odbierają moje zachowanie bo to w niczym nie
        pomaga a wręcz odwrotnie.
        • hope13 Re: Jak żyć po...? 29.11.06, 12:20
          Mam 32 lata. Półtora roku temu zmarł nagle mój mąż, pół roku temu zmarł mój
          tato. Nie mam dzieci. Uczucia towarzyszące żałobie zmieniają się. Już nie
          płaczę codziennie, staram się jeść więc przytyłam trochę, rzuciłam palenie, od
          niedawna staram się zasypiać bez tabletek nasennych, co przychodzi mi z wielkim
          trudem. Czasami sprawiam sobie drobne przyjemności - obejrzę ulubiony program w
          telewizji, kupię krem przeciwzmarszczkowy. Ale czuję się jakby moje życie się
          skończyło. Jestem cały czas smutna, zmęczona, nie spotykam się ze znajomymi,
          czytam tylko o śmierci i umieraniu. Cały czas rozmyslam co by było gdyby...
          Układam w głowie różne scenariusze. Nie mogę pojąć dlaczego życie jest tak
          okrutne. Dlaczego straciłam męża, którego kochałam nad życie w tak młodym
          wieku. Gdybym chociaż miała dziecko - byłoby ono motorem do działania. A tak
          nie mam nic.
      • bozena.winch Re: Jak żyć po...? 29.11.06, 23:24
        Nie jesteś zła czy mało wrażliwa.Wymazując z pamięci różne atrybuty męża i
        Waszego wspólnego życia, bronisz się przed rozpaczą. Jak się nie pamięta
        łatwiej można przestać płakać. Rozumiem,że starasz się niedotykać swoich uczuć
        i wpychasz je gdzieś głęboko.Czytanie książek spełnia rolę wypełniacza czasu i
        wewnętrznej pustki- jak się nie ma dostępu swoich uczuć,to warto zająć się
        uczciami i historiami innych ludzi.Żyjesz mechancznie by ochronić się przed
        żalem i tęsknotą.Teraz masz taki czas.W postach od innych osób do Ciebie
        wyraźnie widać,że przychodzą różne fale przeżywania.Tak zapewne będzie i z
        Tobą.Żałoba jest czasem zmieniających się różnych uczuć,aż do wyciszeni, co nie
        oznacza zapomnienia.
        Bożena Winch
        • hendik Re: Jak żyć po...? 12.12.06, 12:54
          Bardzo pomaga mi pisanie tu na forum. Hm to taki dziennik mojej żałoby. CZasem
          płaczę. Wyczytałam gdzieś, ze nie wolno tłumić płaczu to jak tylko mogę to
          sobie płaczę. Jak sobie rozmawiam z mamą to łatwiej mi się płacze.
          Zniknęły te natrętne myśli co mogłam jeszcze zrobić, nie wymyślam scenariuszy.
          Czasem pojawia się żal i brak zrozumieni dlaczego ktoś może nie chcieć żyć,
          dlaczego nie był ciekawy jak to będzie dalej. Gdzieś tam na górze jest Ktoś kto
          wie jaki ma sens to co nas spotyka i wzywa do siebie naszych bliskich
          niekoniecznie wtedy gdy my tego chcemy.
          Czuję się dużo lepiej od kiedy zaniechałam kontaktów z rodziną męża. Nie mogłam
          znieść ich pytań, wyrzutów, żali ich sposobu rozumienia tej tragedii. Zaczęłam
          się ich bać. Wiem że jest im ciężko że w zasadzie ta tragedia powinna zbliżyć
          ale nie ufam im nie wierzę w zapewnienia gdy z drugiej strony liczony jest
          każdy grosz ze spadku. Nie mam siły matriwić się o emocje innych i pomagać im
          moim kosztem.
          Dwa dni temu miałam 30. urodziny. Rodzice i przyjaciele zgotowali mi cudowny
          dzień. To tak bardzo pomaga, to że czuję że jestem dla nich ważna.
          • hope13 Re: Jak żyć po...? 12.12.06, 16:27
            Kiedy czytam o Tobie to tak jakbym czytała o sobie. Tylko w przypadku mojego
            męża to był zawał. Mam 32 lata, chcieliśmy mieć dzieci, ale nie udało się,
            postępowanie spadkowe (jeśli nie ma dziecka to wiesz jak jest). Napisz jeśli
            możesz: jolmail@poczta.onet.pl
            • hendik Re: Jak żyć po...? 29.12.06, 22:27
              Hope - dzięki wysłałam maila.

              Już po świętach, jeszcze Sylwester i Nowy Rok. W zeszłym roku o północy
              wyszliśmy na dwór, piliśmy szampana, całowaliśmy się i mówiliśmy sobie jak
              bardzo się kochamy i co chcemy by 2006 rok nam przyniósł. Byliśmy tacy
              szczęśliwi. Miał być pocżtek budowy domu i ciąża. Nie ma domu, nie ma ciąży nie
              ma mojego ukochanego męża.
    • zlotaraczka2 Re: Jak żyć po...? 01.01.07, 23:56
      Serdecznie Ci współczuję,bo tyle mogę zrobić. Opiszę też moją historię, a
      moze coś dobrego dam w ten sposób. Mam 36 lat i jestem 13 lat po rozwodzie. Już
      nie dawałem sobie szans na nowe życie, postanowiłem jednak jeszcze raz
      spróbować. Dałem anons do gazety matrymonalnej i tym sposobem się
      poznalismy.Nie zdawałem sobie sprawy, ze jest ona młodsza odemnie o 17 lat, bo
      wyglądała na 20 lat i tak mi sugerowała. Przyjeżdżała na kilka dni i wracała do
      siebie. Zaszła w ciążę i wtedy dopiero powiedziała mi prawdę. Wiedziałem już,
      że będę musiał stoczyć walkę o nasze prawo do miłości i o nasze dziecko. Wtedy
      nie wiedziałem jaka będzie to walka, nie mogłem przewidzieć niczego co mnie, co
      nas czeka. Żyłem chwilą i nadzieją, a siłę czerpałem z uczuć. Po wielu
      perypetiach urodził nam się syn. Zaczęło się nam coraz lepiej układać, aż
      nadszedł ten pechowy dzień. Znalazła się w szpitalu. Diagnoza była ciosem. To
      nowotwór mózgu w ostatnim stadium rozwoju. Dwie nieudane operacje, dwa tygodnie
      w agoni i ta chwila kiedy od nas odeszła. Bolało i nie wiedziałem jak mam dalej
      żyć. Minęło pół roku, a ja nie wiem jak i kiedy. Jednym co mi dodaje sił jest
      Kubuś. Wiem że warto czekać na to co niesie jutro, bo tak jak pisałem, nigdy
      się nie wie co przyniesie los i może nas bardzo zaskoczyć, na dobre lub na
      złe.
            • dana7675 Re: Jak żyć po...? 22.01.07, 00:36
              ktoś powiedził mi że skoro bardzo kochałaś to długo jeszcze bedziesz tęsknić za
              ukochaną osobą... czasem kiedy przychodza łatwiejsze dni boje sie że moja
              tęsknota odejdzie, że zaczynam zapominać i wtedy nie wiem co jest lepsze. To że
              przez chcile jest łatwiej żyć czy boleść mojego serca ...
            • anula36 Re: Jak żyć po...? 22.01.07, 12:09
              tak z twoich postow widac ze jestes bardzo wrazliwa, ale tez niezwykle silna osoba, wierze ze z uplywem czasu odnajdziesz od nowa sens w zyciu, tylko daj sobie troche czasu.
              A na razie to moge tylko wirtualnie poglaskac po glowie:)
                • nata721 Re: Jak żyć po...? 05.02.07, 12:41
                  Dopiero minęły 3 miesiące od śmierci Twojego męża i tak na prawdę dopiero teraz
                  dociera pustka i tęsknota .Dla mnie właśnie wtedy był najgorszy okres choć
                  teraz gdy już minął rok z perspektywy czasu mogę powiedzieć , że te trudne
                  chwile przychodzą i odchodzą zmieniając się w otępienie i bezsilność.
                  Wczoraj nie chcąc spędzić kolejnej "pustej " niedzieli poszłam do brata i jego
                  rodziny ale gdy wróciłam było znów gorzej , bo znów zdałam sobie sprawę , że
                  gdy dzieci poszły spać zostałam sama i znów położyłam się do pustego łóżka .Do
                  2 w nocy nie spałam . Ciężki dziś dzień.
                  Pozdrawiam Cię ciepło życzę Ci dużo sił .
    • pawelfurman Re: Jak żyć po...? 04.02.07, 22:37
      Witam. Bardzo mi przykro z powodu śmierci męża. Nie obwiniaj się. Często takich
      sygnałów nie odbiera się doraźnie. Dzień jak dzień, mąż przyszedł zmęczony z
      pracy - poprostu codzienność. Choroba na jaką cierpiał działa spontanicznie,
      liczy się chwila - i ta chwila nadeszła .... nie obwiniaj się. Myśl o nim,
      pamioętaj módl się lecz też żyj - żyj normalnie. Wiedz o tym że już się nie
      męczy wszak wiedz też o tym że najbardziej teraz potrzebna jest mu modlitwa,
      teraz najbardziej na to liczy. Pozdrawiam
      • hendik Re: Jak żyć po...? 20.02.07, 13:59
        Nie wiem czy pisałam. Kupiłam sobie psa i to mi dało dużo dobrych emocji, nowe
        obowiązki. Strasznie mnie to podniosło na duchu spowodowało ze zaczęłam
        planować. No ale wróciły kiepskie dni. Okropnie tęsknię i żałuję. Na nowo myślę
        co mogłam zrobić i marzę o tym, że któregoś dnia się obudzę i mój mąż będzie
        spokojnie spał obok a ja będę mądrzejsza i nie pozwolę by stała mu sie krzywda.
        Nie daje mi spokoju ogrom jego cierpienia.
        Jak wyjeżdzam chcę mu opowiedzieć o wyjeździe, jak mi źle chce sie do niego
        przytulić. Jak ugotowałam coś dobrego zastanawiałam się czy by mu smakowało.
        Nie piję musujących witamin bo zawsze piliśmy je razem. Niedługo będzie w TVN
        taniec z gwiazdami, a ja patrze na pudełka z naszymi tanecznymi butami i mi
        serce pęka. Bo miałam szansę spędzić całe życie z fantastycznym człowiekiem,
        ale dane mi było tylko kilka lat.
        • aniawx Re: Jak żyć po...? 20.02.07, 18:54
          Hendlik piszesz, ze było Ci dane tylko kilka lat - ale BYŁO CI DANE!! Poznałaś
          wspaniałego mężczyznę!! Poznałaś co to jest miłość... Doskonale wiem, co
          czujesz... Ale cieszę się i dziękuję Bogu z to, ze postawił Patryka na mojej
          drodze życia. Bez Niego byłabym biedniejsza o te wszystkie doświadczenia, te
          wesołe i te smutne, ale wszystki piękne...
          I prosze Cie o jedno - nie zamartwiaj się tym, ze nie pomogłaś mężowi!!! To Ci
          nic nie da, a wręcz przeciwnie, będzie jeszcze bardziej dołować. Pamiętaj, ze
          jesteśmy TYLKO ludzmi, nie zawsze robimy to co należy i NIKT nie robi zawsze
          dobrze!!! Staramy się ile w naszej mocy - i to jest dobre, ze sie staramy!! A
          jestem pewna, ze Ty strałaś sie o to, zeby Twój mąż był szczęśliwy...
          Co do pas - ja tez mam - dostałam go od Patryka:) Mój piesek jest kochany i
          duży:) i śpi ze mną w łóżku i faktycznie potrzebuje duzo mojego czasu. Reguluje
          mi życie, ale dużo pomaga...
          trzymaj sie ciepło i uściskaj pieska ode mnie:)
          Ania
    • perelka278 Re: Jak żyć po...? 26.02.07, 19:10
      hendik przyjmi wyrazy wspólczucia.ja straciłam narzeczonego siedem miesięcy
      temu zginął w wypadku samochodowy. ciagle zadaje sobie takie pytania jak ty.
      dlaczego zwlekałam ze ślubem, dzieckie. mieliśmy juz wybrane imiona dla
      nich.dzien przed wypadkiem rozmawialiśmy jak bedą miały na imię. i nie
      zdarzyłam.za późnoa. jeden telefon i cały świta runął. chcę ci jeszcze
      powiedzieć,że z depresją byz nie wygrała. wiem co mówię moja mama popełniła
      samobójstwo.maiała depresję. wystarczyło głupie 45 minut gdy była sama i
      koniec.mam brała leki. nic nie pomogło. nie zadręczaj się.to nie twoja wina
      • hendik Re: Jak żyć po...? 04.04.07, 13:49
        Dzisiaj mija 5 miesięcy. Trochę mniej płaczę, dalej żyję z dnia na dzień. Nie
        mogę sie pogogodzić z tym co się stało. Mam świadomość że nie da się cofnąć
        czasu, ale dalej jestem przekonana że można było uniknąć tragedi. Ale wtedy nie
        miałam takiej wiedzy, wierzyłam ze będzie dobrze i taki scenariusz mi do głowy
        nie przychodził. Czy to mój błąd? Niestety nie mamy czasem dostatecznego wpływu
        na ukochaną osobę. A miłość nie jest w stanie przezwyciężyć wszytkiego. Cóż
        zostałam sama, muszę zacząć życie od nowa, tylko nie da się zapomnieć, a
        zamiast wózka wybieram pomnik. Jak mógł mnie tak zranić? Myślę że mężczyźni
        biorąc ślub powinni podpisywać zobowiązanie do przymusowego leczenia na wniosek
        żony i odwrotnie plus testament.
          • anula36 Re: Jak żyć po...? 05.04.07, 11:45
            dziewczyno kochana MUSISZ sobie uswiadomic na czym polega istota kazdej choroby
            psychicznej, w tym depresji- nie jest zalezna od osoby chorujacej, choruje sie
            czy sie chce czy nie, a czlowiek chory NIE WIE CO CZYNI I W JAKIM SMUTKU
            POZOSTAWI BLISKICH PO SWOIM ODEJSCIU.Chocby bedac zdrowy obiecal ze bedzie z
            toba nastepne pol wieku, w chorobie o tym nie mysli.To tak jakbys miala
            pretencje do meza i siebie ze umarl na zawal. To co zrobil nie wynikalo z jego
            mysli i woli tylko z choroby. A temu ze wlasnie on zachorowal nie jest winien
            ani on ani ty.
            Sciskam cie bardzo mocno.
        • hania_2006 Re: Jak żyć po...? 09.04.07, 20:32
          "Myślę że mężczyźni biorąc ślub powinni podpisywać zobowiązanie do przymusowego
          leczenia na wniosek żony i odwrotnie"
          Też tak uważam. Mój mąż od pewnego czasu źle się czuł ale nie chciał pójść do
          lekarza. Tak do końca nie wiem dlaczego, był też depresyjny - wszystko widział
          w czarnych barwach. Może dlatego nie chciał sie leczyć? Umarł w nocy,
          prawdopodobnie na zawał. A ja od ponad czterech miesięcy nie wiem, co mam ze
          sobą zrobić. Co jakiś czas, poza wieloma innymi uczuciami, pojawia się żal do
          niego że mnie tak zostawił. Trzymaj się, serdecznie pozdrawiam. Hanka
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka