Dodaj do ulubionych

Już nie ma mojego kochanego tatausia

13.01.07, 21:38
To stało sie tak niespodziewanie. Tata był chyba najlepszym ojcem i dziadkiem
na świecie. Rok temu w styczniu przypadkowo dowiedzieliśmy się że ma guza na
płucu. W Zakopanym spędził ok. 2 tyg. Stwierdzono już przezuty na węzły
chłonne, nie można było operowac.Przyjechał do domu, z jednej strony ciesząc
sie że ominęła go operacja, a z drugiej przygnębiony na myśl o przeżutach i
chemii. Chemioterapie znosił bardzo dobrze. Brał regularnie co trzy tygodnie,
przybierał na wadze, lekarze pocieszali, że jest poprawa. Po piątej chemii
dostał zawał muzgu; 12cm/4cm - to obszar uszkodzenia. Nastąpił silny
lewostronny paraliż. Tak ciężko było mi to znieśc. Tata sam przyjeżdżał ze
szpitala po chemii, wszystkie badania zawsze były w porządku, a tu nagle taki
szok. Dwa dni wcześniej mój mąż wyjechał do Anglii. Zostałam z dwojgiem małych
dzieci i wszystkimi problemami sama. Ojciec przeleżał w szpitalu 2 tygodnie, a
ja jezdziłam do niego codziennie targając ze sobą dzieci.Jestem jedynaczką i
było mi naprawdę ciężko. Nie wiedziałam co dalej, czy wziąśc tatę do domu czy
dam radę się nim zaopiekowac. Na oddziale na którym leżał, siostra zakonna
doradziła nam że najlepszym rozwiązaniem będzie hospicjum. Najbardziej się
bałam, jak tata na to zareaguje, ale on nic nie wiedział. Leżał tam przez trzy
miesiące. Opieka była wspaniała, a ja jezdziłam tam codziennie i patrzyłam jak
ginie w oczach. Nastąpiły przeżuty na kości i wielkie cierpienie. Cały ten
czas miał dobry humor, opowiadał o dawnych czasach, śmiał sie, żartował, a ja
patrząc na niego z kapiącymi łzami też się śmiałam. Dwa dni przed śmiercią
bardzo płakał, wiedział że umrze. Mówił że najbardziej mu szkoda wnuków. To
bardzo dziwne, bo przez cały ten czas zachowywał sie jak by był w innym
świecie, a teraz sie nagle ocknoł. Plakaliśmy razem z nim. Dwa dni pózniej
zmarł. Mąż nie dostał wolnego żeby przyjechac na pogrzeb, więc nadal byłam
sama. Teraz jest już 3 m-ce od jego śmierci, a ja jestem w silnej depresji.
Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo tata nas kochał, a ja czesto kłuciłam
się z nim i nie doceniałam tego co dla nas robi. Niestety, czas sie nie
cofnie. Mąż po dwóch tygodniach spędzonych w Polsce[na Boże Narodzenie] znów
pojechał, a ja dalej wspominam te ciężkie przezycia i nie ma mnie kto
przytulic i pocieszyc. Tak bardzo mi było ciężko i nadal jest...
Obserwuj wątek
    • bozena.winch Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 13.01.07, 23:40
      To nie jest już trzy miesiące od śmierci taty, tylko trzy miesiące.Żałoba czyli
      Twój smutek, rozpacz, żal, depresja bedzie trwała przynjamniej rok. Potem może
      się wyciszy, uspokoi, ale niekoniecznie skończy.Rozumiem,że Twój mąż musi być
      zagranica, ale czy u siebie na miejscu masz z kim porozmawiać, czy możesz się
      wyżalić? Najtrudniej jest gdy trzeba milczeć lub nie można dać w pełni wyrazu
      swoim uczuciom i trzeba je chować by nikt nie wiedział.
      Zdaję sobie sprawę,że trudno jest Ci tym bardziej,że jesteś sama.Wiadomo,że
      nikt nie zastąpi męża,ale sprawdź w sobie i wokół siebie czy musisz być zdana
      tylko na siebie.Czasami nam się wydaje,że nie możemy swoimi sprawami obciążać
      innych, a ci "inni" nie chcą się narzucać, bo nie bardzo wiedzą czy w aktualnej
      hisotorii naszego życia jest dla ich miejsce.
      Może w hospicjum,w którym Tata zmarł jest grupa wsparcia dla osób w żałobie?
      Może na takich spotkaniach mogłabyś poczuć się mniej osamotniona w swoich
      zmaganiach z rozstaniem?
      Pozdrawiam Bożena Winch
      • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 14.01.07, 09:12
        Nie mam się do kogo wyżalic, nie mam rodzeństwa, a w domu mam moją kochaną mamę,
        dla której ja sama musze byc podpora. Rok temu dzień przed wigilią zmarła
        babcia- mama mojej mamy. Przez cały ten czas tłumiłam wszystko i jąpocieszałam.
        Mama tesz się zadręcza, bo nie była przy śmierci taty. Dzień przed śmiercią
        siedziałyśmy bardzo długo,modliłyśmy się i trzymałyśmy mu w ręku zapaloną
        gromnicę. Drógiego dnia po południu otrzymalismy telefon z hospicjum że znowu
        jest zle. Ja niestety nie mogłam zostac z małymi dziecmi. Mama poprosiła swoją
        siostrę z mężem i zostali razem z nią. Też długo się modlili i siedzieli przy
        nim. OKoło 23 odjechali. Tata zmarł 23.20. Oni nie za bardzo chyba chcieli byc
        przy smierci, a mama sama też nie chciała byc, a poza tym pózniej też nie miała
        by czym wrócic do domu. Teraz czesto popłakuje, że w takim ważnym momencie jej
        nie było przy tacie.
        • bozena.winch Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 14.01.07, 22:53
          Z moich doświadczeń wynika,że bardzo często dzieje się tak ,że chorzy umierają
          w chwilę po wyjściu z pokoju bliskch.Tak jakby obecność najbliższych utrudniała
          im odejście.Rzoumiem,że mama ma do siebie pretensje o to,że jej nie było przy
          tacie i żadne racjonalne uzasadnienia jej na razie nie uspokoją.Nie znam Pani
          mamy i nie wiem czy sensowne jest aż takie oszczęzanie jej przed Pani rozpaczą
          i żalami.Każda z Was przechodzi przez swoją żałobę i nie muście odbywać tej
          podróży oddzielnie.A jak Pani znajomi i przyjaciele? Czy może Pani z nimi
          poroozmawiać o tym,co Pani przeżywa? A może przyłączy się Pani do wymiany na
          tym forum? Jak Pani przejrzy posty,które są to na pewno odkryje Pani jakąś
          hisotrię podobną do swojej.Najważniejsze żeby nie zamykała Pani w sobie swojej
          rozpaczy i smutku.Taka zahamowana żałoba trwa dłużej.
          Pozdrawiam Bożena Winch
    • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 15.01.07, 13:46
      Ewaa202, Twoja historia podobna jest do mojej. Mój Tata również odszedł prawie
      trzy miesiące temu. Pokonała go ta sama choroba. Ale po kolei.

      W kwietniu zeszłego roku u Taty zdiagnozowano raka prostaty. Wykryty bardzo
      późno - w III stadium z przerzutami do kości - dawał kiepskie rokowania: 2lata.
      Diagnoza była tak późna bo lekarz pierwszego kontaktu nie widział ewidentnych
      symptomów nowotworu a my - rodzina i sam Tata - od paru miesięcy zaabsorbowani
      byliśmy ciężką depresją mamy i nagły spadek wagi Taty przypisaliśmy ostremu
      stresowi a nie nowotworowi. Rozpoczęło się leczenie a mimo to Tata był coraz
      słabszy. Zaczął pluć krwią - myślałam, że to przerzut z prostaty do płuc.
      Miałam nadzieję, że stosowane hormony zatrzymają te zmiany. Z drugiej strony
      coś mi mówiło, ze będzie bardzo źle. I tak było. Na początku lipca pobrano
      wycinek z płuca - rak niedrobnokomórkowy w ostatnim stadium zaawansowania
      naciekający na osierdzie. Pierwsza chemia okazała się również ostatnią. Tata
      był za słaby na kontynuowanie leczenia. Pozostała tylko opieka hospicjum
      domowego.

      Znam te rozterki: podołamy opiece czy hospicjum stacjonarne? Tata był
      umierający, depresja mamy trwała już drugi rok (ona też praktycznie wymagała
      całodobowej opieki). Stawaliśmy z bratem na głowie, by podołać (on ma pracę, ja
      małego zaburzonego synka). Złożyliśmy już dokumenty do hospicjum stacjonarnego
      ale udało się go uniknąć. Nie doceniliśmy 92-letniej babci, która w nocy
      czuwała przy chorym synu. Z letargu obudził się też młodszy brat i czuwał przy
      Tacie w ostatnich tygodniach. Tata odszedł pod koniec października.

      Nie wiem jak udałoby mi się to wszystko przetrwać gdyby nie forum - nowotwory
      damy radę. Tam zawsze był/jest ktoś życzliwy. I podczas gdy nikt z moich
      znajomych nie przyszedł na pogrzeb Taty to na forum kilkadziesiąt osób, których
      nigdy nie spotkałam złożyło mi kondolencje. Wiem, ze to nie zastąpi żywego
      człowieka ale bardzo pomaga.

      A żałoba? O swoich uczuciach też łatwiej rozmawiać mi na forum niż z mężem. Nie
      jest to najlepsze rozwiązanie ale mam nadzieję,że takie internetowe rozmowy
      pomogą mi się otworzyć na rozmowy w realu. Może jeszcze za wcześnie. O
      znajomych nie wspominam bo oni zachowują się tak jakby temat nie istniał. No
      jeszcze czasem rozmawiam o Tacie z babcią - ale staram się ją wspierać bo widzę
      jak ona to przeżywa. Z mamą rozmawiać się nie da bo jej stan wciąż jest taki
      sam.

      Ewaa202, mam nadzieję, że uda nam się jakoś przejść przez ten okropnie trudny
      czas. Jeśli masz ochotę pisz tu albo na priv. Chętnie pogadam. Trzymaj się
      jakoś.

      Kasia
      • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 15.01.07, 16:49
        Cieszę się Kasiu, że będę miała z kim porozmawiac. Z wielkim smutkiem czytałam
        Twój list. Ty chyba więcej przeszłaś przez tamten okres niż ja, ale przynajmniej
        miałaś brata, który Ci pomógł. Ja mam 28 lat,zawsze wszystkie sprawy załatwiał
        za mnie tata, do niczego mnie nie dopuścił, byc może dlatego że byłam jego
        jedynym dzieckiem. Nie wyszło to na dobre, bo kiedy trafił do szpitala wszystko
        spadło na moją głowe, a ja nie wiedziałam gdzie się mam ruszyc i co dalej robic.
        To nie do pomyślenia jak ta paskudna choroba potrafi szybko zniszczyc życie.
        Jedynym pocieszeniem dla nas jest chyba tylko to, że już nie cierpią. Napisz mi
        jak Teraz czuje się Twoja mama, domyślam się że jest jej bardzo ciężko. Mojej
        mamie też, bo jeszcze dobrze nie otrząsnęła się po stracie swojej mamy, a już
        zmarł jej mąż. Pozdrawiam, Ewa.
        • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 15.01.07, 17:30
          Witaj Ewo. Dobrze, że się odezwałaś.

          Domyślam się jak ciężko jest teraz Twojej mamie. Masz z nią dobry kontakt? Może
          jeśli będziecie się nawzajem wspierać i otwarcie rozmawiać jakoś łatwiej będzie
          Wam przez to przejść. Ja niestety nigdy nie miałam dobrego kontaktu z moją
          mamą. Teraz, gdy od półtora roku zamknięta jest w swoim własnym świecie, który
          tak trudno zrozumieć, jest mi jeszcze trudniej. Dwa tygodnie po pogrzebie Taty
          musiałam, wbrew woli mamy, zadecydować o skierowaniu jej do szpitala. Był to
          krok, choć jedynie słuszny, to jednak bardzo drastyczny. Nie wiem jak wpłynie
          na nasze dalsze relacje. Sytuacja jednak przerosła wszystkich i to ja musiałam
          zadecydować o przymusowej hospitalizacji. Jak moja mama odzczuła odejście Taty
          tego nie wiem. Jej stan w żaden sposób się nie zmienił.

          No cóż, takie życie. Jeszcze półtora roku temu było w miarę poukładane. Później
          wszystko się posypało: depresja, nowotwór, problemy z synkiem. Na szczęście w
          tej ostatniej dziedzinie wszystko idzie ku dobremu choć wyglądało bardzo
          poważnie. Szkoda tylko, że Dziadek nie może być świadkiem jak jego ukochany
          wnuczek 'wychodzi na ludzi.'

          Ewo, odzywaj się.

          Kasia
          • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 15.01.07, 18:53
            Ja też bardzo żałuje że dziadziu nie może patrzec jak dorastają jego wnuki. Jak
            żył to świata nie widział po za nimi. Syn ma prawie 7 lat, a córka 3. Z
            Kacperkiem mój tata był tak zzyty że gotów był życie za niego oddac. Całe dnie
            spędzali razem. Zawsze było: dziadziu, gdzie idziesz? ja z tobą!. Dla taty
            najgorsze było rozstanie z Kacperkiem, kiedy wyjeżdżał do szpitala. Czasami
            zachowywał się tak jak by tylko to on jeden miał wnuka. Pamiętam jak płakał dwa
            dni przed śmiercią, że tak bardzo mu szkoda odchodzic od dzieci. Płakaliśmy
            razem z nim i Kacper też. To był najsmutniejszy dzień przez cały czas trwania
            choroby. Dręczy mnie też myśl że nie było mnie przy śmierci taty. Napisz mi jak
            to było u Ciebie. Czekam na odpowiedż. Pa.

            • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 15.01.07, 21:22
              Wiesz Ewo, mnie też nie było przy śmierci Taty.

              Byłam przy Tacie w niedzielę. Widziałam takie czerwone plamy na jego kolanach.
              Gdzieś tam mi świtało, ze to oznacza koniec. Ale jakoś tak nie do końca sobie
              to uświadamiałam. Nie zadzwoniłam do lekarza z hospicjum. Obiecałam Tacie, że
              będę we wtorek. Dopiero mój brat następnego dnia zadzwonił do lekarza. Wyrok
              brzmiał: zostały 24 godziny. Brat przyjechał do mnie z tą wiadomością późnym
              wieczorem. Postanowiłam tylko wziąć prysznic i jechać do Taty. Bardzo chciałam
              spędzić z Nim te ostatnie godziny. Przedtem jednak zadzwoniłam do młodszego
              brata, który czuwał przy Tacie, by powiedzieć, że będę niedługo. Rozmawialiśmy
              tylko chwilkę - dokładnie w czasie tej rozmowy Tata zmarł - nie miał siły by
              czekać do wtorku, poczekał tylko na telefon ode mnie.

              Nie zdążyłam. I bardzo byłam o to zła na Boga czy los, sama nie wiem. Ta złość
              to była moja pierwsza reakcja na śmierć Taty. Zaskakujące ale tak było. Całe
              życie byłam córeczką Tatusia i nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. Babci też
              nie było to dane. Tata odszedł, gdy spała. Do dziś nie może się z tym pogodzić.
              Ja myślałam, że już to przetrawiłam, że tak musiało być i już. Jednak chyba nie
              do końca udało mi się z tym uporać. Ostatnio śniło mi się, że umierającego Tatę
              przewieziono do mnie do domu, bym mogła z nim być w chwili śmierci. Ale i we
              śnie mi się to nie udało. Nie wiem dlaczego tak musiało być ale tych, którzy
              najbardziej chcieli z Tatą być, nie było przy Nim gdy umierał.

              • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 16.01.07, 18:38
                Kiedy siostra zakonna zadzwoniła że jest już bardzo zle, nie wiedziałyśmy co
                robic. Ja z małymi dziecmi przedcież nie mogłam zostac, a mama sama też nie
                chciała byc. Zadzwoniłyśmy po ciocie i wujka, oczywiście, zgodzili się. Zabrałam
                ich po drodze. Nie mogłam odjechac nie widząc taty. Poszłam tam, to był straszny
                widok..., płakałam, on tak bardzo cierpiał... Czekałam z dziecmi u teściowej, a
                jak to wszystko się skończy, mama miała zadzwonic, żeby po nich przyjechac. Oni
                bardzo długo się modlili, wujek trzymał mu zapaloną gromnicę w ręku, kiedy było
                juz koło 23ciej, stwierdzili, że nie wiadomo jak długo to jeszcze potrwa i nie
                ma sęsu dłużej siedziec, poza tym dzieci napewno już są śpiące. Sugerowali się
                też tym, że często była taka huśtawka. Było zle, a potem się poprawiało.
                Zadzwonili, przyjechałam z dziecmi i pojechaliśmy do domu. Tata zmarł o 23.20.
                Mama bardzo cierpi z tego powodu że nie była przy Jego śmierci. Wyrzuca sobie,
                że mogła nawet sama zostac. Ja też teraz myśle, że dało się to jakoś wszystko
                ułożyc, żebyśmy obie były przy jego śmierci. Tak jak Ty, ja też byłam jego
                ukochaną córunią. Przez całą pierwszą noc w szpitalu mnie wołał i w hospicjum,
                kiedy bardo cierpiał i był na poł przytomny też. Teraz mi tak bardzo przykro, że
                nie byłam przy jego śmierci. Wydaje mi się, że jak bym była w takiej sytuacji
                dziś, to bez wachania bym została. Wtedy mnie to wszystko przerażało; była noc,
                tata konający i ta paląca się gromnica... Cierpię bardzo, że go już nie ma. Tak
                bardzo mi go brakuje.
                • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 17.01.07, 16:10
                  Ewo, wiem, że ciężko żyć ze świadomością, że nie było się przy śmierci swego
                  kochanego Taty. Myślę jednak, że nasi Tatusiowie nie mieli i nie mają nam tego
                  za złe.

                  Domyślam się, jak bardzo brak Ci Taty. Czuję to samo. Na każdym kroku. Na
                  przykład teraz: zbliża się Dzień Dziadka/Babci. Dziś wychodząc z cmentarza od
                  Taty znalazłam w naszym samochodzie czerwone serdeuszko - zaproszenie na
                  uroczystość z tej okazji organizowaną w przedszkolu naszego smyka. Pierwszy rok
                  w przedszkolu a on nie może zaprosić ani Dziadka ani babci. Smutne to strasznie.

                  Trzymaj się.

                  Kasia
    • kachna.kachna Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 17.01.07, 20:13
      Ewo, chciałabym cię pozdrowić i wyrazić moje najgłębsze współczucie.
      Przeżyłam podobną tragedię miesiąc temu tylko, że podwójnie.
      Mój tato zmarł 11 grudnia, mama 14 grudnia- w dzień pogrzebu taty. Chorowali
      oboje ale nigdy mi przez myśl nie przeszło, że mogą odejść tak nagle-oboje.
      Jeżeli chcesz to napisz na mojego gazetowego maila. Czytam forum od miesiąca
      ale nie potrafiłam do tej pory nic napisać-nie jestem na to chyba gotowa.
      Po prostu ryczę jak bóbr czytając wszystkie posty na tym forum.

      Kasia

      • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 18.01.07, 22:36
        Kasiu, to co Ciebie spotkało jest bardzo przykre. Najważniejsze jest miec kodoś
        bliskiego przy sobie żeby się wypłakac, to pomaga. Ja musiałam się zebrac do
        kupy i dalej życ normalnie ze względu na dzieci. Do mamy nie chciałam się
        wyżalac, bo wiem, że muszę ją pocieszac i byc dla niej podporą. Dopiero teraz
        gdy piszę na forum zaczyna mi byc trochę lżej. Wydaje mi się, że żadne moje
        słowa pocieszenia nic Ci nie Pomoga, trzeba to wszystko przeczekac i z czasem
        człowiek może przestanie tak bardzo cierpiec i zacznie godzic sie z losem.
        Napewno ciągle zadajesz sobie pytania- dlaczego? Ja też tak mówiłam i często
        rozmyślałam, że może jak by tata nie poszedł na chemię, albo gdyby lekarz
        stwierdził od razu, że jest zawał muzgu, może gdyby przed zawałem powiedział, że
        czuje się zle, inaczej niż po tamtych chemiach, yo by dalej żył. Teraz jyż do
        mnie dotarło, że tak było przeznaczone i tak się stalo, tak poprpstu muało byc.
        My bardzo cierpimy, ale trzeba się jakoś trzymac, cieszyc się tym co mamy i życ
        dalej, bo nigdy nie jest tak zle żeby nie mogło byc gorzej. Pozdrawiam, Ewa.
        • smutneslonce1 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 01.02.07, 17:04
          ja swojego tate stracilam w wieku 16 lat,minie juz 10 lat od smierci a ja wciaz
          nie moge sie pozbierac,mam przed oczami dzien pogdzebu cmntarz zaplakane osoby
          a ja niepotrafilam wydusic z siebie ani lzy,cos mnie blokowalo,po pogrzebie
          plakalam do poduchy caly czas,tak mi go brakuje,przezylam to bardzo,znajomi
          przyjaciele odwrocili sie ode mnie bo bylam zbyt biedna,nie mam komu sie
          wyzalic ze swych problemow,teraz jestem mezatka,w rodzinie meza nie uklada sie
          najlepiej jestem piatym kolem u wozu,nikt mnie nie akceptuje bo jestem normalna
          osoba z przykra przeszloscia,kazdy odwraca sie odemnie,widze to golym okiem
          wiecznie sa do mnie pretensje,tylko dziecko trzyma mnie przy zyciu,,mnie bardzo
          potrzeba rozmow,nieraz jak tylko moge ide na cmentarz i placze przy grobie ojca
          jemu opowiadam o swych problemach ale on mi juz nie doradzi,nie wesprze mnie on
          tylko patrzy na ten swiat,wiem co czujecie po stracie bliskiej osoby,tylko
          dlaczego inni nie potrafia tego zrozumiec ...chyba dlatego ze sami nie przeszli
          takiej tragedi co my :(
    • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 06.02.07, 19:29
      nadal jest mi bardzo cieżko, jednego dnia jestem wesoła i robie w domu wielkie
      porządki, bawie sie z dziecmi, a drugiego nagle opadam z sił nie chce mi sie
      życ, z byle powodu płacze i nic mnie nie cieszy. Czsem myśle, że jestem na coś
      chora i wtedy jeszcze bardziej sie załamuje. Prosze, pomóżcie, czy to jest
      normalne po takich przejściach? Kiedy to wszystko wróci do normy? przecież ja
      musze życ i wychowac moje dzieci, przecież teraz tylko dla nich żyję.
      • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 07.02.07, 11:28
        Witaj Ewo. Wiesz, ja mam mniej więcej tak samo. Ostatnio z przewagą tych
        pesymistycznych nastrojów. Wydaje mi się, że to najzupełniej normalne po takich
        przejściach. Banalnie to zabrzmi, ale chyba po prostu potrzebujemy jeszcze
        czasu, dużo czasu, by dojść do względnej równowagi psychicznej. Rada, by nie
        poddawać się depresyjnym nastrojom, bo nasi Tatusiowie by tego nie chcieli na
        pewno jest szczera i płynie z dobrego serca, ale osobom, które dopiero co
        straciły kogoś najdroższego chyba niezmiernie trudno za tą radą podążyć. Mnie
        ostatnio wszystko przypomina Ojca: jakieś przedmioty, pozornie nie związane z
        Nim wydarzenia, muzyka, którą lubił. Czułam się już lepiej a teraz wydaje mi
        się, że wszystko wraca ze zdwojoną mocą. Chyba tego nie da się uniknąć.

        Ewo, tylko nie zamartwiaj się na zapas jakimiś pewnie nie istniejącymi
        chorobami. Jeżeli podejrzewasz coś konkretnego, lepiej po prostu wybierz sie
        szybko do lekarza, by rozwiać swoje wątpliwości. Ja niedawno zrobiłam sobie i
        swoim chłopakom szczegółowe badania, by żyć spokojniej. Jak człowiek raz
        zetknie się ze śmiertelną chorobą, to trochę potem jest przewrażliwiony. Ale
        lepiej sprawdzić wcześniej niż dowiedzieć się za późno.

        No nic, zmykam do mamy do szpitala - u niej niestety bez zmian. Czasem wydaje
        mi się, ze trudniej z tym walczyć niż z rakiem.

        Trzymaj się Ewo i odzywaj się na forum.

        Pozdrawiam Ciebie i Twoje dzieciaczki bardzo serdecznie.

        Kasia
      • bozena.winch Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 08.02.07, 00:00
        Ewo! to,co sie dzieje jest normlnym dzianiem się żałoby.Jeden dzień jest
        lepszy, a nastepny znowu bardzo trudny.Raz masz ochote zająć się codziennymi
        sprawami, a innym razm wszytsko Cię przerasta.
        Kiedy będzie normalnie? Trudno przeciwdzieć. Czas jaki jest potrzebny na żałobę
        jest kwestią bardzo indywidualną. Jednym wystarcza +/_ rok, inni potrzebują
        znacznie dłużej. Tak zreszta przewija się ten temat w postach na tym forum.
        Zapewne jeszcze nie raz zalejsz się łzami i serce Ci się ściśnie z żalu.Ale
        popatrz już pojawiają się dni bez tak gwałtownych reakcji.Żałoba będzie wygasać
        powli. Nie będzie żadnej gwałtownej przemiany.Krok po kroku życie znowu stanie
        się normalne.
        Bożena Winch
    • krzysiek99995 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 06.02.07, 21:21
      Droga Ewo. Bardzo współczuje śmierci taty. Lecz musisz pamiętac że to nie śmierć
      dzieli ludzi tylko brak miłości. A widać że międzu Wami milośc była. Nie miej
      wyrzutów sumieniua z powodu jakiś tam drobnych sporów kiedy żył - takie jest
      poprostu życie że kjażdy ma swoje zdanie. Twój tato jest już po drugiej stronie,
      jest szczęśliwy. Daj mu powód do radości, tym powodem na pewno będzie finisz z
      depresją. Módl się za niego, rozmawiaj z nim. Na pewno Cię wyslucha. Pocieszaj
      się, że mąż wróci i znów przytuli. Jeżeli chciałabyś porozmawiać to masz mój nr
      gg : 7141336. Pozdrawiam Krzysiek
    • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 08.02.07, 12:08
      dziekuje serdecznie za te słowa otuchy, dziś też czuję się okropnie. Zrobiłam
      wszystkie możliwe badania, nic nie wyszło zle, a ja mam problem z ciśnieniem i
      nikt nie potrafi mi powiedziec dlaczego. Czasem wieczorem kiedy kładę się spac,
      czuję mocne kołatanie serca, jest mi zimno, a nogi mam jak z gumy. W zasadzie z
      wynikow badań powinnam się cieszyc, bo wszystko jest w porządku, ale cóż z tego
      jak nikt nie potrafi mnie wyleczyc. Wczoraj przez dzień miałam 150/100. Jeżeli
      ktoś wie czy przy depresji takie rzeczy się zdarzają, to bardzo proszę o
      odpowiedz. Dodam jeszcze, że byłam prywatnie u dwóch dobrych kardiologów i nic. Ewa.
      • krzysiek99995 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 08.02.07, 15:36
        EWO skaoro wyniki są dobre to sądze, iż podłoże dolegliwości nie leży w tak
        czysto medycznym dziale wszak w Twej psychice. Co nie znaczy że masz nie
        kontrolować swojego zdrowia :) Poprostuy spróbuj spróbuj pozbierać w sobie siły
        i wyjśc z marazmu. Przy wysokim ciśnieniu warto takrze dbać o dietę np przy
        wysokim ciśnieniu kawka tylko słaba :) nie wspominając o papierosach czy coś.
        Trzymaj się pozdrawiam Krzysiek
      • bozena.winch Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 08.02.07, 23:18
        "Takie rzeczy " zdarzają sie nei tyly przy derpesji, co przy silnym napięciu
        emocjonalnym związanym z intensywnością przeżywania. Nie chodzi nawet o to,że
        obiektywnie dzieja się jakieś emocjnalnie przyjemne lub trudne sprawy tylko o
        to,jak sie różne sprawy przezywa czyli o subiektywizm.I kołatania serca ,i
        podwyższone ciśnienie są związane z przeżywaniem.Leki bierze sie takie same jak
        przy kłopotach z sercem ciśnienim zwiazancyh z anatomicznymi zmianami (choroby
        nerek, wady serca, miażdżyce. Jak wszystkich kłopotów ze zdrowiem, tak i tych
        nie można lekceważyć , ale nie są one zwiastunem jakiś poważnych, przewlekłych
        schorzeń. To raczej są dolegliwości, a nie choroby.Ważna jest odpowiednia dieta
        ( mam nadzieję,że któryś z kardiologów Ci o tym powiedział), tryb życia ( sen ,
        poruszanie się)i ograniczenie stresów , ale to chyba w Twoim przypadku jest
        całkiem mało realne. Ale dietę ( nisko tłuszczowa, z ograniczeniem kawy,
        alkoholu, mocnej herbaty)możesz sobie zarządzic, prawda?
        Bożena Winch
    • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 22.02.07, 21:12
      Znowu mnie dopadł wielki żal. Tak bardzo mi Go brakuje, tak wiele mam mu do
      powiedzenia, tyle rzeczy się zmieniło. Ukochane wnuki rosną, syn co noc śpi z
      misiem od Dziadzia, zrobił się bardzo płaczliwy,widzę, ze i on przezywa Jego
      śmierc. Jest mi bardzo ciezko. Nie moge się z tym wszystkim pogodzic.
    • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 28.02.07, 21:11
      Tegoroczna wiosna już nie będzie mnie cieszyła jak wszystkie poprzednie. Myślę
      tylko, że muszę zmienic kwiaty na grobie na wiosenne. Nic mnie nie cieszy,
      ostatnie wyniki badań wykazały, że mam niewielką arytmie, więc tym tez się
      martwię, bo nie wiem czy to z czasem będzie się pogłębiac, jak tak to chyba nie
      pojadę z dziecmi do męża. Czuję się tak samotnie..., wiem, że takie pogrążanie w
      wielkim smutku jeszcze bardziej mnie dobija i pogarsza stan zdrowia, ale ciężko
      mi z tym walczyc.
      • kol32 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 03.03.07, 21:28
        Ewo, wyobrażam sobie jak samotnie czujesz się bez Taty. Ja ostatnio strasznie
        tęsknię za tym, by usłyszeć głos mojego Taty w słuchawce, by tak jak kiedyś
        zapytał, co słychać i jak się miewa jego wnuk.

        Dzisiaj widziałam w naszej dzielnicy plakat reklamujący koncert Haliny
        Kunickiej. Zawsze była Taty ulubioną piosenkarką ale nigdy nie widział jej na
        żywo. A teraz, o ironio, zaśpiewa kilkaset metrów od cmentarza, na którym Tata
        jest pochowany. Tak strasznie zrobiło mi się żal, że Tata nie będzie mógł jej
        posłuchać...

        Trzymaj się Ewo.

        Kasia
    • allenaa Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 03.03.07, 00:12
      Trzymaj się Ewuniu, mój tatuś odszedł 27 lutego. Przegrał walkę z nowotworem
      płuc i przerzutami do mózgu, choć był bardzo dzielny. Doskonale rozumiem Cię,
      bo sama pozostaję w nieutulonym bólu, a przede mną Jego pogrzeb w poniedziałek.
      • doska01 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 30.03.07, 13:45
        Przeczytalam caly ten watek, choc w pracy tez mocno lzy cisna mi sie do oczu.
        Wlasciwie siedze i nie wiem co napisac. Bardzo mocno wam wspolczuje, domyslam
        sie jak cierpicie mocno.
        Moj tato odszedl bardzo nagle, nikt sie nie spodziewal tego, po ok 2 tygodniach
        w szpitalu (wlasciwie 2 szpitalach). W trakcie byly podejrzenia o przerzuty do
        watroby, ale i tak nie spodziewalam sie tak naglej smierci. Czul sie dobrze,
        oprocz ogolnego silnego oslabienia spowodowanego anemia. Wiec ta smierc byla
        dla mnie ciosem bo tak dobrze wygladal! Tez dzien wczesniej nie poszlam do
        niego bo wracalam pozno z pracy i mialam pojsc dnia nastepnego tak sie umowilam
        z nim przez telefon.
        A teraz miesiac po smierci wrocilo to do mnie wszystko. Tez nie bardzo potrafie
        sobie poradzic z jego brakiem, jest mi taaak smutno. Tez pytam sie czy mozna
        bylo wczesniej to rozpoznac, byl u lekarza, ale ten tylko stwierdzil anemie,
        zadnych podejrzen!
        Mam nadzieje ze czas wyleczy rany nas wszystkich, czego z calego serca Wam i
        sobie zycze.
        • olga701 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 02.05.07, 01:32
          16 lipca minie 5 lat jak nie ma mojego Taty,jest smutek,żal i wielka
          tęsknota...Nigdy nie zapomnę jak odchodził,trzymałam jego dłoń i prosiłam żeby
          został...To najwspanialszy człowiek,prawdziwy przyjaciel dziadek dla wnuków.Mimo
          upływu tych 5-ciu lat nadal jest mi smutno,czasami płaczę,najgorsze są
          święta.Bardzo przeżyłam Jego śmierć,czasami byłam zła na Niego,że nas
          zostawił,mógł jeszcze wiele zrobić miał tylko 53 lata.Nie jest prawdą,że czas
          goi rany,to my oswajamy się z tym smutnym faktem.
    • tolka6 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 10.05.07, 19:27
      Ja tez straciłam Tatę ,w sierpniu ubiegłego roku. Wiem co to znaczy patrzeć na
      kogoś kochanego w ciężkiej chorobie, jak umiera na twoich oczach. Ale trzeba życ
      dalej, ból zawsze jest to nie prawda że czas goi rany. Zawsze kiedy o nim myśle
      spływaja mi łzy po policzkach tak jak teraz. Wiedz że nie jesteś sama, są wokół
      Ciebie ludzie którzy Cie kochają i on też na Ciebie patrzy z góry. Z pewnościa
      jest dumny z tego że tak go kochasz, i tęsknisz. On naprawdę to widzi jak mój
      tato wierzę w to tak bardzo.
        • ewaa202 Re: do ewaa202 21.08.07, 13:36
          Witaj Kasiu. Jakoś sobie radzę,teraz jest mi trochę lżej,bo jestem z mężem, ale
          nie wiem jak to długo potrwa, czy nie będzie musiał znowu wyjechac. Nadal jest
          mi ciężko, bo przecież nikt nie zastąpi mi Taty. Najgorzej jest kiedy jestem
          sama, wtedy tylko siedzę i sobie płaczę. Dobrze, że są dzieci i przez cały dzień
          jest urwanie głowy, bo wtedy nie wracam myślami do tych ciężkich chwil.
          • kol32 Re: do ewaa202 26.08.07, 23:09
            Witaj Ewo. Przepraszam, ze dopiero teraz odpowiadam, ale byłam na
            wakacjach i z dostepem do neta nie bylo tak latwo jak w domu.
            Mi tez nadal jest ciezko po smierci Taty, czasami bardzo ciezko.
            Kiedy spacerujac brzegiem morza widzialam dziadkow z wnukami to
            serce mi sie sciskalo. Na dodatek moj syn czesto mnie prosi, zeby
            cos zrobic aby Dziadka sciagnac z powrotem z nieba na ziemie. Czy to
            wszystko z czasem stanie się latwiejsze?

            Pozdrawiam Cię serdecznie.
            Kasia

    • ewaa202 Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 02.10.07, 16:17
      Właśnie dziś mija rok. Wszystkie wspomniena wracają jak by to było wczoraj. Dziś
      była moja pierwsza wizyta u psychologa. Pytał czy się pożegnałam z Tatą... Nie
      wiedziałam co mam powiedziec, bo ja przecież uciekłam z hospicjum, gdy
      zobaczyłam tatę umierającego, moja mama została z Nim. Tłumaczyłam się tym, ze
      musiałam zostac z dziecmi, ale teraz myślę, że gdybym naprawdę chciała to
      przecież można było dzieci zostawic z teściową. Może dlatego nadal tak bardzo
      cierpię, że nie widziałam Go po śmierci, jestem bez pożegnania...Wszystkie
      uczucia tłumiłam w sobie, może dlatego, że jak Tata żył to nie mogliśmy się
      dogadac i zawsze było więcej kłótni niż zgody. Wiem, że On mnie bardzo kochał
      choc nigdy tego nie mówił i kiedy płakał dwa dni przed śmiercią powinnam go
      wreszcie mocno przytulic, a tego nie zrobiłam i chyba dlatego jest mi teraz tak
      ciężko.
      • annmaria Re: Już nie ma mojego kochanego tatausia 02.10.07, 17:56
        Ewo! Moj Tatus odszedl 28 sierpnia. Pokonalismy raka jezyka ale radioterapia
        siedmiotygodniowa nieludzko go oslabila. Zlapal zapalenie pluc kilka miesiecy po
        ostaniej wizycie w C.O.. Szpital powrot do domu i po czterech miesiacach kolejne
        zapalenie.Tatus gasl w oczach.Wiesz 85 lat.Zabralam go na wlasna prosbe ze
        szpitala do domu bo wiedzialam ze umiera a zawsze kiedy mowil o smierci chcial
        odejsc we wlasnym lozku. Przywiozlam wiec Tatke do domu przyjechal prywatny
        lekarz.To byl czwartek . We wtorek mielismy jechac na tomografie pluc bo w
        szpitalu nawet tego nie zrobili.Ale juz nie pojechalismy. POzegnalam sie z Tata
        trzymalam go za reke kiedy umieral. A umieral zle. Powtarzalam mu ze za chwile
        bedzie dobrze ze przejdzie i ze bedzie mogl oddychac.Odszedl.Pisze to dlatego
        zeby Ci powiedziec ze zawsze w kazdej sytuacji wracaja natretne mysli. To zle
        zrobilam po co sie klocilam o duperele czemu znow nie zrobilam tego czy
        tamtego.Z drobiazgow sklada sie zycie. Twoj Tata doskonale wiedzial ze kochasz
        go calym sercem tak jak Ty wiesz ze bylas szalenie kochana. I ta jego milosc
        niech bedzie dla Ciebie swiatelkiem na dalsza droge Twojego zycia. Ja tez mam
        swoje swiatelko. A jesli cos zrobilam zle a przeciez tak strasznie sie staralam
        wiem ze Tatus mi wybaczyl. Bo milosc jest od wybaczania. I chociaz jego
        nieobecnosc boli kazdym kawalkiem ciala chociaz lzy same plyna powtarzam sobie
        ze zostalam tu ( o ile jest tam ) tez za niego.Tule Cie mocno do serca. Anka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka