joasia85
15.02.07, 16:48
Jestem nieuleczalnie chora. Mam nieoperacyjna wade serca, co prawda jeszcze
nie umieram ale moj stan systematycznie sie pogarsza. Jeszcze rok wczesniej
bylam na 2 roku studiow a teraz jestem zamknieta w domu. O zrobienie zakupow
czy oddanie jakiejs przyslugi musze sie prosic bo bardzo sie mecze chodzac.
Moja siostra sklada nawet za mnie lozko. Problem polega na tym, ze ona caly
czas ma o to pretensje, traktuje mnie okropnie. Gdy probuje jej mowic, ze ja
przeciez nie moge to mowi zebym jej nie opowiadala o swojej chorobie i nie
porownywala sie z nia bo ona jest zdrowa. Traktuje mnie strasznie to poczucie
bezradnosci mnie wykancza i przytlacza. Moj tata w ogole nie ma pojecia o
mojej chorobie, calkowicie ignoruje temat, a moja mama no coz chcialaby mnie
na okraglo kontrolowac, nie rob tego, nie jedz tego itp. Kiedy cos mnie boli
albo sie zle czuje to szuka w tym mojej winy, ze za dlugo ogladalam
telewizje, ze kiedys tam nie bralam lekow itp. Gdy sie zdenerwuje to mowi
zebym opuscila dom, ale gdzie ja mam pojsc po 1 nie mam gdzie a po 2
potrzebuje wsparcia. Z checia poszlabym do hospicjum ale mnie nie chca
przyjac bo jestem jeszcze za malo chora. Czuje sie strasznie to jest takie
upokarzajace oni nie maja nawet pojecia jak sie czuje. Przeraza mnie to jak
mnie traktuja a szczegolnie siostra bo mam kolezanki, ktore robily dla mnie
bardzo duzo i nic za to nie chcialy a ona tylko sie na mnie wscieka. Uwaza ze
rodzice zwlaszcza mama traktuja mnie zbyt poblazliwie a ja pewnych rzeczy nie
moge po praostu robic. Mam dosc, serdecznie dosc. Dobija mnie ta cala
sytuacja w domu a do tego dochodzi jeszcze fakt, ze mam 21 lat widze jak zyja
moi rowiesnicy i mam wrazenie jakby moje zycie juz sie skonczylo. Czasami
miewam mysli samobojcze i odreagowuje to wszystko klojac palce igla. Chce
tylko zeby ktos napisal, ze to wszystko to nie moja wina bardzo prosze.