Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!!

    • gwiazdec_zka Samobójstwo w imię miłości?... 17.02.10, 00:04
      Potrzebuję wsparcia, najlepiej na prywat
      • tilia7 Re: Samobójstwo w imię miłości?... 18.02.10, 20:49
        Próbowałam wysłać do Ciebie maila,ale cały czas mi odrzuca i się nie udaje.Nie
        wiem,czy ja coś źle wpisuję w adresie.Napisz jaki masz adres poczty albo odezwij
        się pierwsza to odpiszę.
        Przytulam mocno.
        W imię tej miłości spróbuj żyć.Na początek tylko spróbuj.
        • gwiazdec_zka Re: Samobójstwo w imię miłości?... 20.02.10, 18:39
          Nie chciałam, żeby tak to strasznie zabrzmiało, moj temat, przepraszam ze mogliscie pomyslec... Zapomniałam, że wszyscy jestesmy tak samo wrazliwi na tym punkcie i jestem pewna, że sama bym sie przestraszyla, gdybym przeczytala cos takiego.
          Nie mysle o samobojstwie...
          Wiem ze Kochany Moj popelnil samobojstwo "w imie milosci" do mnie... Bo nie dalam nam kolejnej szansy. Teraz wiem jak bardzo sie mylilam i jak mocno go kocham... W tamten dzien mialam dzien bardzo ciezki...
          I nie mowie ze nie mysle bo takie mysli tez przychodza czasem do glowy, ale wiem tez ze sama nie zrobilabym sobie nic, bo niestety mam instynkt samozachowawczy, a teraz jestem na etapie ze nie mam na nic sily. Moje rece waza chyba tone kazda...Moj adres mailowy to lilly_lilith@wp.pl (żaden podtekst religijny, nie znosze tej nazwy ale juz nie chce mi sie zakladac innego), wiem ze go nie podalam ale cos chyba myslenie mi szwankuje. Gazetowego nie mam bo nie umiem go zalozyc.
          Jeszcze raz Was przepraszam ... i... dziekuje za troske
      • agalt Re: Gwiazdec_zkooooooo! Odezwij się, pliiiiiiiiz 20.02.10, 09:29
        Pewnie nie tylko ja martwię sie o Ciebie... Daj jakiś znak życia.
        Przytulam
        • slodkamonia Re: Gwiazdec_zkooooooo! Odezwij się, pliiiiiiiiz 11.03.10, 18:27
          Witam wszytkich serdecznie! Tak dawno nie pisałam na tym forum.
          Czytam Wasze komentarze i bardzo wspólczuję. Wasze rany są takie
          świeże. Jak poszukacie postów z 2007roku, zobaczycie, że mój ból
          był niemniejszy. Ale jednak piszę dziś do Was, by dać Wam nadzieję.
          Dziś już moje życie wygląda inaczej. Śmieję sie, bawię, żyję.
          Poznałam wspaniałego mężczyznę, z którym planuję ślub. Czasami
          wspominam Krzyśka, ale te wspomnienia już tak nie bolą. Mogę o Nim
          myśleć i zaraze sie uśmiechać. Dziewczyny odwagi! Przyjdzie czas,
          który ukoi Wasz ból. Ułożycie życie na nowo. Dziś kocham innego
          meżczyżnę - Tomka, ale w secu nadal jest miejsce dla Krzysztofa.
          Życie toczy się dalej, a ja żyję. i Kocham...
          Odwagi! Ściskam Was bardzo mocno!
    • ewelina-1602 Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 17.02.10, 16:46
      Wiem co czujesz. Dzis mija miesiac i 8 dni od smierci mojego meza.
      Nie skonczyl nawet 30 lat. Jestem w 8 m-cu ciąży. Jest bardzo
      cieżko. Mam to szczescie, że mi się często śni i czuję jakby był
      przy NAS, opiekował się NAMI. Nigdy go nie zapomnisz, jesli go
      naprawde kochałaś, wspomnienia zawsze zostaną. Ja wierzę, że po
      niespełna 10 latach naszej miłości mój ukochany pozostanie we mnie,
      w mej pamięci.
      • aniawdowa Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 19.02.10, 11:59
        Witajcie dziewczyny to wszystko o czym piszecie jest bardzo smutne i jak bardzo
        mi znane. 4 marca minie 4 lata odkąd nie zyje mój mąz...
        Chciałam Wam napisac tylko o tym ze moze byc jeszcze dobrze, nie tak samo jak
        było wtedy kiedy jeszcze ta ukochana osoba była ale i tak dobrze. Potrzeba czasu
        aby człowiek nauczył się zyc w tej nowej sytuacji, jeden potrzebuje go wiecej
        drugi mniej.. ale przyjdzie taki czas ze zaczniecie sie znów usmiechac i cieszyc
        tym co jest.
        Kochac nie przestaje się nigdy to pozostaje w sercu na zawsze ale uwierzcie ze
        jest tez mozliwe pokochanie znów kogoś innego ( znam kilka takich osób którym
        sie udało)
        Nie poddawajcie sie i dawajcie radę..ja przez ten okres zwłaszcza ten na
        poczatku najtrudniejszy wiele rzeczy robiła wyłacznie z mysla o tym aby mój mąż
        był ze mnie dumny aby widział ze daje radę.
        I wiem ze dałam i wiem ze dam nadal i Wam wszystki tez zycze duzo siły DACIE RADĘ..
        • gwiazdec_zka juz ok 20.02.10, 18:50
          Nie chciałam, żeby tak to strasznie zabrzmiało, moj temat, przepraszam ze mogliscie pomyslec... Zapomniałam, że wszyscy jestesmy tak samo wrazliwi na tym punkcie i jestem pewna, że sama bym sie przestraszyla, gdybym przeczytala cos takiego.
          Nie mysle o samobojstwie...
          Wiem ze Kochany Moj popelnil samobojstwo "w imie milosci" do mnie... Bo nie dalam nam kolejnej szansy. Teraz wiem jak bardzo sie mylilam i jak mocno go kocham... W tamten dzien mialam dzien bardzo ciezki...
          I nie mowie ze nie mysle bo takie mysli tez przychodza czasem do glowy, ale wiem tez ze sama nie zrobilabym sobie nic, bo niestety mam instynkt samozachowawczy, a teraz jestem na etapie ze nie mam na nic sily. Moje rece waza chyba tone kazda...Moj adres mailowy to lilly_lilith@wp.pl (żaden podtekst religijny, nie znosze tej nazwy ale juz nie chce mi sie zakladac innego), wiem ze go nie podalam ale cos chyba myslenie mi szwankuje. Gazetowego nie mam bo nie umiem go zalozyc.
          Jeszcze raz Was przepraszam ... i... dziekuje za troske
        • slodkamonia Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 11.03.10, 18:29
          Witam wszytkich serdecznie! Tak dawno nie pisałam na tym forum.
          Czytam Wasze komentarze i bardzo wspólczuję. Wasze rany są takie
          świeże. Jak poszukacie postów z 2007roku, zobaczycie, że mój ból
          był niemniejszy. Ale jednak piszę dziś do Was, by dać Wam nadzieję.
          Dziś już moje życie wygląda inaczej. Śmieję sie, bawię, żyję.
          Poznałam wspaniałego mężczyznę, z którym planuję ślub. Czasami
          wspominam Krzyśka, ale te wspomnienia już tak nie bolą. Mogę o Nim
          myśleć i zaraze sie uśmiechać. Dziewczyny odwagi! Przyjdzie czas,
          który ukoi Wasz ból. Ułożycie życie na nowo. Dziś kocham innego
          meżczyżnę - Tomka, ale w secu nadal jest miejsce dla Krzysztofa.
          Życie toczy się dalej, a ja żyję. i Kocham...
          Odwagi! Ściskam Was bardzo mocno!
          • maretta111 Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 12.03.10, 10:38
            Słodkamoniu to dobrze, że jesteś szczęśliwa, że na miejsce Twojego Krzysztofa
            wszedł inny, ale mi mojego braciszka nikt nie zastąpi i tym bólem muszę walczyć
            sama ... Pozdrawiam
            • aga521111 Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 04.05.10, 14:05
              Witam Was dziewczyny! Tak naprawdę nie wiem dlaczego i po co pisze ale wiem, że
              bez względu na to co napisze i tak mnie zrozumiecie. Wcześniej tak nie myślałam.
              10.01.2010r. ok godziny 4 nad ranem mój chłopak miał wypadek samochodowy. tak
              naprawdę napisałam cala tą historie ale ja usunęłam bo stwierdziłam ze co to ma
              teraz za znaczenie śmierć=zawsze to samo nie ważne jaka: Stratę! 10 maja minie 4
              miesiące jak nie ma go pośród nas. pierwszy raz pisze. W pierwszych dniach po
              tej tragedii nikt tak naprawdę nie umiał mi pomoc wydawało mi się ze tak
              naprawdę nikt nie przeżył nic gorszego niż ja. Sobota wieczorem siedzę z siostra
              i koleżanką oglądamy film , On z kolegami tez gdzieś był myślałam że jest w domu
              z tego co mi pisał. ok 00:00 gdy szlam już spać napisałam mu że szkoda że już
              śpi ale to nic i jeszcze kilka innych słów(które nie powinny zapaść) zasnęłam!
              przebudziłam się ok 3 i mu odczytałam wiadomość od niego: skarbie ja w L...... a
              TY?? Tak to była ostatnia wiadomość od niego. Rano wstałam w przestrachu i od
              razu do neta: sennik: wąż duszący mnie. znaczenie: śmierć lub choroba w
              rodzinie... nigdy nie patrzyłam w sennik bo wydawało mi się ze to są bzdury...
              przestraszyłam tym cala rodzinę -chociaż mama nie kazała mi wierzyć. Po chwili
              napisałam do mojego skarba wiadomość ze już wstałam i ze jeżeli coś złego mu
              wczoraj napisałam to przepraszam ale tel nie odpowiadał. myślałam ze pewnie śpi
              a tel mu się rozładował. kolejne godziny mijały i nadal cisza. o godz 13:26
              dostałam wiadomość od kolegi mojego i Skarbka że miał wypadek i zginął w nim. a
              ja przyjęłam to jako żart. niestety to nie był żart. to była pardwa jakże
              bolesna. Michał nigdy nie odczyta tej wiadomości.... mimo tego że teraz wydaje
              mi się że jest już lepiej wcale tak nie jest.Bo dopiero teraz zaczyna to od mnie
              dochodzić. Ciągle myślę ze Michał wyjechał i niedługo wróci. ponoć nie ma ludzi
              niezastąpionych ale to nie prawda są i taką osobą był on. tak naprawdę tłumacze
              sobie to na wiele sposobów ale żaden nie daje mi tego pełnego wytłumaczenia ze
              tak miało być.ostanie dni ostanie rozmowy i te słowa: takie życie księżniczko...
              ; tylko proszę Cię nie płacz bo będę płakał razem z Tobą... To był trudny
              związek bo tak jak i on był trudnym człowiekem widze to teraz że ja reż taka
              jestem i te noworoczne obietnice : Nowy rok, nowe postanowienia ,czas na
              zmianę!! Tak miał 100% rację czas na zmiane tylko dlaczego taką zmianę....
              przeciez wszystko zaczęło sie układać... a teraz jego brak.. nie wiem co mam robić??
              • gwiazdec_zka Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 04.05.10, 20:32
                Droga Ago,
                Nie napisze Ci nic mądrego, ani budującego, poniaważ sama jeszcze jestem pograżona w ogromnym bolu i haosie po śmierci Mojego Mężczyzny...

                Pisz tu do nas:-) To pomaga.
                Ja częściej czytam niż pisze, ale kiedy nie umiem nazwac moich odczuc, często znajduję sie w wypowiedziach innych tutaj.

                Kazda śmierc jest inna i każda z tych osób, za którymi tesknimy jest NIEPOWTARZALNA.

                światełko w czwartym miesiacu za Twojego Michałka
                (*)(*)(*)(*)

                A Ciebie przytulam mocno...
                • mmiicchheellee Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 04.06.10, 23:25
                  tak sie zastanawialam czy napisac czy nie...w sumie niewiem co
                  napisac....to ja napisalam ten post-Piotrek to byl hmmm to nadal
                  jest moj chlopak....minely 4 lata....mam coreczke 2letnia nowego
                  faceta ale nie jestem chyba szczesliwa....chyba jakos za szybko to
                  nwszystko zaczelam, za szybko staralam sie na nowo ulozyc sobie
                  zycie...coreczka jest jedyna radscia mojego zycia, a nowa
                  milosc...to chyba nie jest milosc a napewno to inne uczucie wiecie
                  trudno mi zapomniec Piotrek byl moja druga polowka jak bardzo mnie
                  wkurza to ze wszystkim naszym znajomym sie udallo a nam nie...czasem
                  mysle o tym jakby to bylo pewnie teraz z nim mialabym dziecko, mysle
                  o tym wszystkim bardzo rzadko, coraz rzadziej ale jednak
                  mysle....ciezko mi mieszkam w UK jestem tu sama jedyna radosc to
                  coreczka zycie mi sie nie ulozylo za dobrze ale tak szczerze wam
                  powiem...pogodzilam sie z tym po tym wszystkiem co sie stalo nie mam
                  juz ochoty walczyc i szukac znow nowego szczescia niech jest tak jak
                  jest......moja coreczka to promyk moja radosc:)))
                  • ignisdivine Podziwiam was.... 11.01.11, 01:28
                    Naprawdę, jesteście bardzo dzielne...
                    Ja mam chłopaka... Jest cały i zdrowy. I każdego dnia modle sie, żeby tak pozostało.
                    Często myślę o śmierci. Panicznie się jej boje...
                    Drżę o mojego Piotrka kazdego dnia... i chyba zawsze będę, bo kocham go ponad wszystkich...
                    Gdyby go zabrakło odebrałabym sobie życie...
                    Dlatego uważam, że jesteście bardzo, bardzo dzielne... że sobie z tym radzicie...
                    Ściskam was, kochane moje... Będę się modliła za wasze aniołki!
                    • lourelou Re: Podziwiam was.... 12.01.11, 20:50
                      A ja się w ogóle nie spodziewałam, że mój Peter może umrzeć... był taki silny, taki radosny, tak doskonale radził sobie ze wszystkim. Kochał sztukę, dobre jedzenie... planowaliśmy razem dalekie podróże. Niedługo miną 2 miesiące, odkąd go zabito.
                      Najgorsze jest to, że jego ciało zostało skremowane w Monachium, skąd pochodził i tam jest jego urna. A ja nie mogę nawet pójść na jego grób.

                      okiemspokojnymbardzojasnym.blox.pl/html
                      • agalt Re: Podziwiam was.... 12.01.11, 21:08
                        lourelou napisała:

                        > Najgorsze jest to, że jego ciało zostało skremowane w Monachium, skąd pochodził
                        > i tam jest jego urna. A ja nie mogę nawet pójść na jego grób.

                        Współczuję Ci ogromnie. Na szczęście światełko możesz mu zapalić wszędzie. A Twój Peter przecież nie jest tam, gdzie urna. Jest przy Tobie. Na pewno.
                        Przytulam
                        a/
                        • pidika Re:Wszystkiego najlepszego Kochany.... 27.02.12, 21:33
                          Dzisiaj są Twoje 29 urodziny (już 5 bez Ciebie) Kocham Cię i najlepszejszego gdziekolwiek jesteś...
                      • pidika to już 5 lat... 26.05.11, 22:03
                        wspomnienia wracają na każdym kroku, i ciągle boli. Ułożyłam sobie życie na nowo ale nie tak miało wyglądać...
                        • mmiicchheellee Re: to już 5 lat... 23.07.11, 23:31
                          u mnie tez juz 5lat.... napisalam tego posta, dawno tutaj nie zagladalam... tez ulozylam sobie zycie na nowo....niby.... ale to nie tak wszystko....jakby nie moje zycie na poczatku bylo ok myslalam ze jestem szczesliwa... ale teraz wiem ze tak naprawde nie jestem... szczerze nie chce juz probowac szukac szczescia... czuje ze przegralam zycie.... przepraszam za smutny post...
                      • natalka-93 Re: Mój chłopak nie żyje!!!! 19.09.11, 14:04
                        Mi niedługo miną 3 miesiące odkąd nie ma mojego chłopaka razem ze mną. Jak o tym myślę tak żeby opowiadać to to nie boli po prostu zero uczuć, ale jak myślę o tym dla siebie to boli tak, że tylko odejść z tego świata się chce bo tu nie ma żadnego już szczęścia. Tak to widzę. Mój chłopak umarł prawie na moich oczach. Może właśnie już tam umarł nie wiem. Przyjechał do mnie jak zawsze. Przyszła do mnie koleżanka. Oglądaliśmy film. Poszliśmy się przejść. Kiedy wracaliśmy do domu bo musiał wracać do siebie(było to około 23) to doszło do tragedii. Zaatakowali i pobili go na śmierć. Leżał nie przytomny. Jak było tam ciemno i pusto. Nagle zrobiło się jasno i dużooo ludzi. Przyjechała karetka i długo nie odjeżdżała. Potem policja, szpital, czekanie i nawet przez myśl nie przeszło mi, że go nie będzie. Ciągle układam sobie w głowie co mu powiem jak już będę mogła do niego pójść. Nagle wyszło 4 lekarzy i stali z takimi minami , że nie szło na nich patrzeć... Szczerze to nawet nie wiem jakie miałam myśli po tym wszystkim , nie pamiętam..
                        • natalka-93 Re: Mój chłopak nie żyje!!!! 19.09.11, 14:07
                          A jak czytam posty, że można sobie ułożyć życie to w to nie wierzę. A jak ktoś piszę, że będzie dobrze i mozna po tym się z kimś innym związać to mam takie obrzydzenie... Jak można być z kimś innym ?!
                          • proy0311 Re: Mój chłopak nie żyje!!!! 19.09.11, 18:04
                            Witaj Natalko...
                            UŁożyć życie...? Wiele wiele wiele dni musi upŁynąć zanim czŁowiek poczuje że ciągle tu jest...na tej ziemii...po tej stronie gdzie nic pewnego...
                            gdzie...ludzie ludziom...
                            czŁowiek czŁowiekowi...

                            Taką mam nadzieję ...że Są...
                            że tam lepiej...

                            Zostaliśmy...tęskniący...nieukojeni...
                            Próbujemy dzień po dniu iść...

                            Przyjmij wyrazy wspóŁczucia ...


                            • kalincia Re: Mój chłopak nie żyje!!!! 19.09.11, 18:21
                              Przykro mi .. <przytul>
                              Bardzo mi przykro, że straciłaś swojego ukochanego ..
                              Nie będę Cię pocieszać, bo pocieszenia nie ma ..
                              Nie powiem Ci, że będzie dobrze i że się podniesiesz ..
                              Mnie tak mówiono, ciągle to słyszałam, budziło to tylko moją agresję i jeszcze większy ból..

                              Możliwe, ze to mój post przeczytalaś o układaniu sobie życia od nowa i poczułaś obrzydzenie
                              Rozumiem.
                              Jesteś na początku drogi, którą ja przeszłam i obawiam się, że wiem jak teraz nienawidzisz świata..
                          • niunka251 Re: Mój chłopak nie żyje!!!! 22.11.11, 23:34
                            Witam dziewczyny
                            Z całego serca wam współczuje ponieważ wiem co przezywacie,bo dokładnie 4 lata temu straciłam swoja ukochana osobę:(wiem jaki to jest koszmar dla was i jak takie wydarzenie potrafią zmienić człowieka już na zawsze tak mi się narazie wydaje ponieważ choć tyle minęło zawsze jest choć cień wspomnień tego co było i ból w sercu ale i ból z czasem staje się coraz mniejszy choć zawsze jest:(opowiem wam swoja historie możne choć odrobinę pomogę tym które przestały wierzc ze jest szansa na inne życie...ze można nauczyć sie z tym żyć ale czas jest bardzo wskazany ja musiałam dożo wycierpieć zanim sie pozbierałam i ochłonęłam....
                            Z moim chłopakiem byliśmy ponad 3 lata był to mój pierwszy poważny chłopak,myślałam ze już zawsze będziemy razem ze jesteśmy dla siebie stworzeni,świetnie sie dogadywaliśmy we wszystkim,czasem mieliśmy jakies drobne sprzeczki ale to chyba normalne jak dwoje ludzi sie dociera ,i odnośnie sprzeczek pokłóciliśmy się dwa dni przed tym tragicznym wydarzeniem pamiętam jak dziś jaka byłam uparta kiedy próbował mnie przeprosić a ja byłam taka nie ugięta i jak nigdy żałowałam ze nie porozmawialiśmy i nie wyjaśniliśmy sobie tego,chciałam go potrzymać w niepewności ,choć byłam pewna ze i tak wszystko wróci do normy a on zrozumie ze zle zrobił,miałam wtedy 21 możne jeszcze byłam zbyt nie dojrzałą,teraz wiem ze takie pierdoły nigdy by mi nawet nie dały powodu do złości i obrażania,on bardzo to przeżył,napił sie z kolegami i wsiadł za kółko rozbił sie kilkaset metrów od mojego domu,zginał na miejscu wraz z kolego,nigdy nie zapomnę tego dnia jak dostałam telefon ze zdarzył sie wypadek i ze prawdopodobnie to on i ze nie żyje,biegłam ze łzami w oczach w te miejsce prosząc Boga żeby to nie była prawdą,ze to nie on ale gdy go zobaczyłam jak leżał czułam ze serce mi peka z bólu i rozpaczy,ze mogłąm sie odezwac,porozmawiac,ze mogło do tego nie dojsc ze to wszystko przeze mnie miałąm takie straszne poczucie winy,byłąm zła na siebie na niego i Boga dlaczego na to pozwolił,nie chciałąm zyc,nie miałąm na nic ochoty,nikt nie potrafił mnie pocieszyc,choc rodzina i przyjaciele bardzo sie starali za co jestem wdzieczna ze byli wobec mnie cierpliwi i wyrozumiali ze zawsze byli przy mnie płąkali ze mna a czasem tylko słuchali nic nie mówiac to dodawało mi otuchy i wiary,ale i tak najwazniejsze było to zebym sama sie z tym uporałą,bardzo duzo płakałąm prawie codzienie,nie spałąm prawie wcale tylko wspominałąm,ogladałam wspólne zdjecia,codzienie chodziłąm na cmetarz w myślach przepraszałam tak bardzo pragnełąm by do mnie wrócił ,zeby było tak jak kiedys....ale tak nigdy sie nie stało,wszystko mi przypominało mojego ukochanego,wpadałąm w jakos paranoje.Po pól roku troche sie poprawiło znalazłam prace,zajełam sie czyms,ale nadal było mi ciezko,na zewnotrz tego nie okazywałąm a wsrodku serce płakało,czasem nie panowałąm nad tym emocje były silniejsze i płacz w samotnosci pomagał.Po około 10miesiacach zaczełam sie spotykac z pewnym chłopakiem który był przeciwienstwem mojego ukochanego,na chwile potrafiłam sie oderwac od tego co przezyłąm,chociarz duzo o tym rozmawialismy starał sie mnie zrozumiec,ale ja tak sie bałąm nowego zwiazku cały czas miałam uczucie jak bym go zdradzałą nie potrafiłam tak odrazu zwłaszcza ze zblizała sie rocznica Marcina,a ja na nowo wszystko przechodziłąm chociarz minoł rok od smierci,czułąm sie winna temu wszystkiemu tak mi było zle nie potrafiłąm z nikim wtedy o tym porozmawiac:(Ten chłopak starał sie mnie wspierac i rozumiec a ja nie chciałąm kochac dwóch mezczyzn jednoczesnie i nie chciałam zwiazku z litosci,ale po jakims czasie odwazyłąm sie na ten krok i kazdy wtedy mnie w tym wspierał doradzał zebym chociaz spróbowałą ze moze to Marcin mi go zesłął ze jest dobrym facetem,pamietam nawet jego rodzice bardzo chcieli zebym sie nie załąmywałą i ze kiedys spotkam faceta którego tak samo pokocham ze nie moge sama sie w tym smutku zamykac i żebym poszła na przód bo Marcin by tego chciał bym byłą szczesliwa.I szczerze na poczatku było mi barzdo ciezko uwierzyc ze jestem z kims innym ciagle porównywałam wiedziałam ze to nie wparzadku i ze krzywdze tego chłopaka myslałąm ze to jeszcze nie ten czas nie ten chłopak i wogóle,widziałam ze cierpi razem cierpielismy z tego powodu byłam pewna ze to sie nie uda ze nie potrafie na nowo pokochac a jednak sie myliłąm,bo za jakies pare miesiecy mój chłopak wyjechał do pracy za granica i wszystko sie zmieniło,poczułam cos czego dawno nie czułąm,zakochałąm sie zaczełąm tesknic,i zmieniłąm,ale juz nigdy nie byłam taka jak przed smiercia Marcina,w człowieku po takich wydarzeniach cos umiera i musimy sie starac zaakceptowac to i zaczoc od nowa,mineło 4 lata jestesmy juz 3 lata mamy wspolne plany ale sa momenty ze mysle o Marcinie czuje ze w moim sercu zawsze bedzie:)ale po tym wszystkim wiem ze zycie toczy sie dalej i to ile bedziemy nosic załobe zalezy wyłacznie od nas samych,ja cierpiałam bardzo długo dopiero jakis rok temu zrozumiałąm,ze nie tylko ja cierpie ale i moi bliscy,nadal kocham Marcina ale pogodziłam sie z tym co nas spotkało widocznie tak miało byc:(wiem ze nigdy o nim nie zapomne,mam tylko nadzieje ze tam na górze jest mu dobrze:)Także dziewczyny życzę wam bardzo dożo siły,w pokonywaniu smutku i bólu jakim jest utrata ukochanej osoby:) wierze ze kazdej ktora przezyłą taki dramat napewno uda sie pokonac te cierpienie ale na to potrzeba czasu.....3majcie sie cieplutko:*
                            • pidika Re: Wszystkiego najlepszego... 27.02.12, 21:34
                              Dzisiaj są Twoje 29 urodziny (już 5 bez Ciebie) Kocham Cię i najlepszejszego gdziekolwiek jesteś...
                              • jegoania Pierwszy raz na tym forum 20.09.12, 01:00
                                Ja swojego Krzyśka straciłam w maju tego roku. Minęło już prawie 5 miesięcy a ja dalej stoję w miejscu. Dalej tak samo tęsknię, dalej tak bardzo boli. Idę z powrotem na studia, boję się jak cholera, zaczynam wszystko od zera i czuję się taka sama, kiedy Go nie ma. Codziennie proszę Go, żeby dał mi jakiś znak, że jest, że nade mną czuwa...wierzycie w takie rzeczy? Wierzycie w sny?
                                • cytrynka_100 mój Krzyś 20.09.12, 18:56
                                  Ja swojego Skarba straciłam prawie 3 lata temu, też ma czy raczej miał na imię Krzyś. Podobnie jak Ty byłam wtedy w trakcie studiów i to był dla mnie najgorszy czas. Mnie do tej pory to boli i za Nim tęsknie, chociaż już jest inaczej. Naprawdę czas zmienia nasze odczucia i powoli przyzwyczajamy się do zaistniałej sytuacji, chociaż w moim przypadku zajęło to kilkanaście miesięcy. Ja również prosiłam o znaki i sny i je miałam, chociaż z czasem coraz mniej, ale wierzę że On tam jest i nadal mnie kocha.
                                  • jegoania Re: mój Krzyś 25.09.12, 23:21
                                    A ułożyłaś sobie życie? Czasami mam dni, że wydaje mi się, że jestem silna i dam radę, spotykam się z ludźmi, śmieo daję się...a czasami mam dni, że mam ochotę skończyć ze sobą. Sama nie umiem siebie rozgryźć.
                                    A dalej Ci się śni? Albo daje znaki, że czuwa?
                                    • kasik2222 Re: mój Krzyś 26.09.12, 08:43
                                      Dziewczyno, 5 miesięcy to jest nic... nie dziw sie że stoisz w miejscu. To całkiem normalne. Nikt nie wie , czy ułożysz sobie życie, każdy człowiek, każda historia jest inna. Ale trzeba walczyć, wyznaczać sobie malutkie cele. Najpierw zapłanuj tylko dzisiejszy dzień, i tak przez jakiś czas. Później zacznij planować na dwa, trzy dni. Pomalutku , małymi kroczkami. Na przeżycie żałoby, na oswojenie się z tym, że będziesz zawsze tęsknić, potrzeba lat, a nie miesięcy. Nawet żałoba wyznaczana jest na rok. Bo wszystko przez ten rok jest nowe, zostałaś wyrzucona ze swojego świata, i znalazłaś sie w całkiem obcym, nieznanym i nieprzyjaznym miejscu, gdzie boli każdy ruch i każda myśl. Gdzie wszystko jest "po raz pierwszy". Pierwsza jesień bez niego, pierwsze święta, pierwsze urodziny. Ale czas leczy rany, i to nie jest farmazon - to rzeczywistość, z którą kiedyś sie oswoisz. I jeszcze ( mam nadzieję ) zaświeci dla Ciebie słońce. Przytulam Cie mocno i duuuużo siły życzę, Kasia
                                    • cytrynka_100 Re: mój Krzyś 28.09.12, 21:28
                                      Może najpierw odniosę się do tego co napisała kasik2222, bo to wszystko jest prawdą. Każdy przeżywa to inaczej i w innym czasie. Najgorsze są właśnie te "pierwsze razy", nawet nie chodzi o święta czy urodziny, pamiętam jak przeżywałam datę kiedy powiedział mi pierwszy raz kocham, a teraz już Go nie było. Ryczałam cały wieczór, następnego dnia było wszystko super, po czym kolejnego znowu się podłamałam. Ale płakałam zawsze w samotności, do poduszki... no chyba że wypiłam trochę alkoholu, to wtedy potrafiłam rozkleić się na zawołanie. Tak jak piszesz jednego dnia wydaje Ci się że wszystko będzie dobrze, a następnego chcesz odejść bo nie dajesz rady.. Ja miałam tak samo i powiem szczerze że nadal tak mam, chociaż już rzadziej. Najważniejsze są małe cele jak napisała kasik2222. Może głupio to zabrzmi ale dla mnie takim celem było nawet branie prysznica, czy wstanie z łóżka (bo chciałam ciągle spać żeby mi się przyśnił).
                                      Jeśli chodzi o to czy ułożyłam sobie życie z kimś innym to nie. Nadal jestem sama, chociaż spotykałam się przez chwilę z pewnym chłopakiem, ale miałam nawet straszne opory żeby Go pocałować!! po prostu jakoś nie potrafiłam!! Chyba bardziej chodziło o to że potrzebowałam kogoś kto mógłby mnie przytulić.
                                      Niestety mam coraz mniej snów i znaków od mojego Skarba:( Ostatnio śnił mi się w lutym, tak bezpośrednio, że byliśmy razem i mogliśmy rozmawiać. A od tamtego czasu śnią mi się inne rzeczy ale Jego w śnie nie ma, występuje pośrednio np. dostaje od Niego smsy. Ale każdy "ładuje" mnie pozytywną energią. Wiesz mi bardzo pomogło pisanie. Zapisywałam wszystkie sny które miały dla mnie jakiekolwiek znaczenie, wszystkie swoje odczucia i znaki które mi dawał. Wiedziałam, że chociaż je pamiętam to za miesiąc mogą mi umknąć. Z perspektywy czasu myślę że to mi jakoś pomogło. Pomogło mi również to forum, chociaż sama się nie wypowiadałam, to przeczytałam większość wpisów.
                                      Jeśli mogłabym Ci jakoś pomóc to pisz a teraz mogę Cie jedynie wirtualnie przytulic i życzyć dużo siły
                                      • jegoania Re: mój Krzyś 28.09.12, 21:57
                                        Właśnie tak robię, małymi kroczkami powolutku do przodu. Zaczęłam wychodzić z domu, spotykam się z ludźmi, nie pokazuję niczego po sobie. Czuję się taka wyprana z emocji. Tylko zauważyłam, że ludzie myślą, że skoro po mnie nie widać, to ja się już ze wszystkim pogodziłam. W sumie nie powinno mnie to obchodzić, ale czasami ranią mnie różnymi pierdołami o których mówią tak beztrosko. Z jednej strony nie chce, aby ktoś widział, z drugiej mam ochotę wszystkim wykrzyczeć co czuję. Czasami sama siebie nie rozumiem.

                                        Mi Krzysiek zazwyczaj śni się tak "pośrednio" jak mówiłaś. Że rozmawiam z nim przez telefon albo właśnie dostaje smsa. Tylko niestety te sny nie są miłe, zazwyczaj śni mi się, że nie jesteśmy razem, ja zabiegam o kontakt a on mnie olewa.
                                        • pidika Re: mój Krzyś 01.10.12, 18:51
                                          Dzisiaj mija 5 lat od śmierci Tomka. Jegoania czytam Twoje wpisy i widzę siebie. Daj sobie czas i bądź pewna, że te wszystkie sprzeczne emocje są w tej sytuacji zupełnie normalne. Ja przede wszystkim grałam twardą, ale wieczorami wyłam i miotałam się po całym mieszkaniu, myślałam, że ten ból rozerwie mnie od środka. Nie rozerwał ale dużo czasu minęło zanim nauczyłam się z nim żyć. Nie rozmawiałam z nikim o bólu który mnie zżerał - a to błąd. Żeby wytrzymać zaczęłam pić każdego dnia, na trzeźwo nie mogłam spać. Dzięki pomocy rodziny i specjalisty wyszłam z tego. Najbardziej pomógł mi jednak Tomek. Miałam wiele znaków od Niego, że czuwa, że jest gdzieś obok. Doświadczyła tego cała moja rodzina. Jeśli jesteś ciekawa mogę opisać co działo się w tym czasie. Pytasz czy można ułożyć sobie życie. Ja dwa miesiące temu wyszłam za mąż. Jestem szczęśliwa, choć dzień ślubu był trudny. Dla mnie to był kolejny namacalny dowód, że nie ma już Tomka, że otwieram zupełnie nowy rozdział nie z Nim. Wydaję mi się, że wszystko wróciło i chwilowo boli bardziej, wiem jednak, że kiedy poukładam sobie wszystko w głowie i oswoję się z myślami to będzie lepiej.
                                          Pozwól sobie na płacz i rozmawiaj- to pomaga. Daj sobie czas dużo czasu. A o studia się nie martw jakoś się da; sama to przeszłam. Nauka czasami pomagała bo skupiła myśli na czymś innym.
                                          • jegoania Re: mój Krzyś 02.10.12, 09:17
                                            Chetnie dowiem sie,w jaki sposob Twoj Tomek dawal (czy nadal daje) znaki,ze jest blisko. Ja tez mialam kilka przypadkow, znakow, tylko nie wiem na ile to wszystko prawda, a na ile po prostu zbieg okolicznosci.
                                            Dzisiaj mija dokladnie 5 miesiecy odkad nie ma mojego Krzyska, bylam na mszy i cmentarzu...w takie dni wszystko wraca i jest bardzo ciezko normalnie funkcjonowac. Chodze na studia, znalazlam prace na weekendy, spotykam sie z ludzmi, szukam zajec zeby nie myslec. Ja unikam lekow i alkoholu, wiem, ze Krzysiek nie chcialby, zebym sie poddala.
                                            Bardzo ciesze sie, ze ulozylas sobie zycie, moze to wlasnie Tomek podsunal Ci Twojego meza, kto wie? Milo slyszec, ze jednak mimo wszystko dalas rade, ze wszystkie tutaj trzymacie sie, ja tez sie staram. Przutulam Was mocno.
                                            • cytrynka_100 Re: mój Krzyś 14.10.12, 23:43
                                              Jeśli chodzi o Twój wcześniejszy post i o to jak piszesz o tych "pośrednich spotkaniach" na które Ty nalegasz to wiem o co chodzi. Ja też chciałam żeby przychodził, żeby był obok, żeby było jak dawniej i żebym czuła że jestem szczęśliwa tak jak było kiedyś... wiedziałam jednak że tak nie może być przez cały czas. Przychodził często i śnił mi się różnie. Pewnej nocy jednak leżąc w łóżku powiedziałam Mu że wiem że nie będzie tak ciągle i że nie chce Go trzymać na siłę tu gdzie ja jestem, chce żeby był szczęśliwy i wiem że musi iść dalej, nie może zostać ze mną. Jest mi ciężko ale zależy mi też na Jego szczęściu i dlatego musi mnie zostawić. Może dlatego już nie śni mi się tak często? i tak bezpośrednio? ja często leżąc w łóżku mówię coś do Mojego Skarba i wierzę że On to słyszy, myślę że Ty też możesz spróbować powiedzieć swojemu Krzyśkowi że tęsknisz i bardzo Go kochasz ale pragniesz Jego szczęścia i nie chcesz żeby się na Ciebie denerwował ale żeby zrozumiał że jest Ci ciężko!
                                              Jeśli chodzi o spotkania z ludzmi to ja miałam różnie.. tzn. raczej unikałam kontaktów i wtedy okazał się że "przyjaciółki" raczej nimi nie są... no ale to już inna bajka. Podobnie jak Ty starałam pokazywać że wszystko jest "ok" a wcale tak nie było, ale ja jednak wspomagałam się uspokajaczami bo okazał się że stałam się strasznie nerwowa i wybuchowa! Alkohol niestety też się pojawił jako "lekarstwo" na kilka godzin po czym spędzałam noc płacząc. A wszystkie zwroty typu "tak miało być", "takie jest życie", "nie ten to inny", "jeszcze sobie kogoś znajdziesz" i inne doprowadzały mnie do szału!! Potrzebny jest czas... teraz już odbieram to wszystko inaczej, chociaż dalej boli to jednak jest inaczej.
                                              Podoba mi się Twoja wiara że "Krzysiek nie che żebyś się poddała". Myślę że to prawda i że to pomaga! Ja dzięki temu nie pale, bo wiem że Mojemu Krzyśkowi strasznie by się to nie podobało, bo zawsze był przeciwny papierosom.
                                              Jeśli mowa o znakach to może przytoczę to co mi się przytrafiło niedługo po śmiercie Mojego Skarba. Byłam wtedy na drugim roku studiów i zbliżały się zaliczenia i egzaminy, ale wiadomo że nie miałam do nich głowy. I tak np. wiedząc że mam na następny dzień egzamin siedziałam nad notatkami do późnej nocy i po prostu płakałam bo nic mi nie wchodziło do głowy!! w końcu stwierdzałam że nie ma sensu tak siedzieć bo i tak się nic nie naucze... w nocy miałam sny i śniły mi się konkretne strony z mojego zeszytu, rano budząc się uczyłam się na szybko tego co było na nich zapisane, z marnym skutkiem bo marnym, ale faktem jest że to miałam właśnie na egzaminach i pozdawałam! Wiem że to dzięki mojemu Krzyśkowi:)
    • mloda_999 Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 06.07.15, 22:47
      Wiem co czujesz. Moj chlopak utopil sie 3 dni temu w stawie. Nie dam rady przyjsc na jego pogrzeb bo boje sie ze ja sobie coa zrobie. Jego koledzy przyjaciele tego nie rozumieja wola wydrzec sie na mnie niz mi pomoc
      • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 20.06.16, 21:50
        witam, jutro minie dokładnie rok jak moja Miłość odeszła:(czy jest mi lepiej niż rok temu?nie sądzę.czy coś się zmieniło?na pewno ja, z moim Markiem umarła jakaś cząstka mnie.Mój Marek zginął w wypadku samochodowym.Po telefonie, że był wypadek i że niestety tragiczny w skutkach moją pierwszą myślą było: jak go spotkam to mu nieźle nagadam, że był tak nieodpowiedzialny.Gorzka prawda dotarła do mnie jakieś kilka godzin później, tak jakby mój mózg wyparł wszystko.Nie zdarzyłam mu powiedzieć jak bardzo go kocham, choć w głębi serca myślę ze wiedział o tym doskonale.W tych pierwszych dniach po jego odejściu bardzo pomogło mi to forum.Pomyślałam, ze skoro wy dajecie rade, to może mi też się uda.I tak się pomału przeplata wegetacja, gniew,złość, bezsilność, łzy...wszystko to doskonale znacie, niestety.Pomyślałam sobie, że muszę w życiu znaleźć jakiś cel, żeby nie było takie smutne.I skoro mi to forum tak bardzo pomogło, to pewnie jest nas więcej.Chciałabym napisać książkę, opisać kilka historii z forum oczywiście całkowicie anonimowo.Chciałabym tylko innym "Dziewczynom Anioła" dać troszkę wparcia.Pokazać jak to jest kilka lat po.Czy ktoś kilka lat po jeszcze w ogóle tu zagląda???
        Pozdrawiam i dziękuję za wasze historii, dzięki wam czułam, ze nie jestem z tym wszystkim sama.Stukając w klawiaturę stawałyście mi się bliższe niż prawdziwi przyjaciele
        • kalamara Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 29.06.16, 13:57
          Na kafeterii jest forum gdzie udziela sie wiecej osob.pozdrawiam
          • paolettawygrajzrakiem Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 29.06.16, 14:38
            Zaglądam tutaj od niedawna, czytam Wasze historie, Wasze dramaty...Czytam i boję się, boję się bo sama przeżywam dramat choroby mojego taty. Nie umiem się jeszcze pogodzić z Jego chorobą, nie umiem przyznać się przed samą sobą, że z tą chorobą nikt nie wygrał...Łudziłam się, że skoro mam w życiu tyle szczęścia to tym razem mnie nie opuści, że mój tata pokona raka trzustki, że będzie pierwszy...Nawet nie wiedziałam jak bardzo się łudzę. W tej chwili jest morfina, która przy wspomaganiu plastrów działa..jeszcze działa. Opieka poradni paliatywnej dużo pomaga. Nie wiem czy powinnam pisać w tym wątku ale trochę lżej mi się zrobiło, że mogłam to z siebie wylać...jak żółć która zabija mi tatę
            • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 05.07.16, 21:07
              pisz,sama po sobie wiem, że to bardzo pomaga.Walczcie o każdy dzień i cieszcie się każdą spędzoną wspólnie chwila
              • paolettawygrajzrakiem Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 11.07.16, 21:52
                Tata odszedł po 82 dniach od diagnozy. Zmarł 1 lipca 2016 r o godz. 17:30 Świadomy, bezradny ...Tak trudno pogodzić się z Jego odejściem. Wiem, że już nie cierpi, nie czuje bólu, ale tak bardzo Go brak.Odszedł mąż, tata, teść i dziadek, odszedł brat, wujek, sąsiad i najlepszy przyjaciel...Kocham Cię Tato
                • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 15.07.16, 11:12
                  łączę się w bólu:( chciałabym napisać wiem co czujesz, ale to raczej nie jest zbyt trafne.U mnie minal juz ponad rok a nadal czuje ze jestem na poczatku tej samej drogi co tego feralnego dnia.choc zdarzaja juz sie dni ze nie mysle o marku, usmiecham się.albo tak jak teraz 3 dni rycze i łudze sie, że to coś da, że on zaraz wróci:(paoletta czy ty wierzysz, że po drugiej str jest lepiej?ze Oni gdzies tam są?czuwają nad nami?życze DUŻO siły
                  • paolettawygrajzrakiem Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 15.07.16, 14:44
                    Myślę, że są , tak czuję. Miałam kilka sytuacji, gdzie ewidentnie widziałam namacalne dowody opieki bliskich zmarłych. Czasami przychodzą w gości do domu, popatrzą, nigdy nie niepokoją, jedynie kot odczuwa dyskomfort bo bardzo dziwnie się wtedy zachowuje...Chciałabym by Tata dał znak, że jest mu lepiej, o opiekę z Jego strony się nie martwię- czuję ją ...codziennie.
                    • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 18.07.16, 21:02
                      czasem nie potrafię pojąc samej siebie, raz nie mogę się pogodzić z cała tą sytuacją, a dziś np. jest jeden z tych "lepszych" dni.Wierze w to, że gdziekolwiek Marek teraz jest dba o mnie, moje dzieciaczki.W jakiej części świata się nie znajdę on będzie zawsze ze mną, w moim sercu.Cokolwiek robię to zawsze z myślą o nim.Często zastanawiam się czy w danej chwili byłby ze mnie dumny, czy on by tak właśnie postąpił.Idąc na jego grób zawsze zaskakuje mnie jakaś dziwna historia.Oblewam się woskiem, zahaczam o coś....tak jakby dawał mi znak, że on tu gdzieś jest.Za życia to właśnie on był tym który chronił a ja zawsze taka gapcia, coś narobiłam, z tego powodu ze mnie żartował.Brakuje mi tego wszystkiego.Najbardziej żałuję, że nie zdążyłam mu powiedzieć jak bardzo go kocham.Zabrakło mi odwagi:(Ale myślę, że on to wiedział.Jest jeszcze jeden mały szczegół tego wszystkiego, nasze drogi się rozbiegły i na posklejanie wszystkiego było już za późno, bo w między czasie zdarzyłam wyjść za mąż.Wiem, że straciłam miłość mojego życia, zawsze będę go kochać.Mam nadzieję, wiem, że jest mu dobrze
                      • lena238 Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 06.09.16, 20:54
                        Czytając te wpisy, czuję ten ogromny ból i tęsknotę oraz rodzącą się nadzieję na lepsze jutro. Moja historia nie potwierdza słów Szymborskiej, że "nic dwa razy się nie zdarza"
                        Męża, który był moją pierwszą wielką miłością straciłam po 6 latach małżeństwa. Zostałam sama z synem i w ciąży z córką. Przez 5 lat miałam depresję. Dni mijały a ja żyłam jak w amoku. Dzieci rosły a ja nie potrafiłam się cieszyć z tego jak chciałabym.
                        Nie miałam z kim dzielić trosk i radości. Przyjaciół nie miałam, gdyż byli zajęci swoimi rodzinami a ja samotna wdowa stanowiłam zagrożenie. Minęło 20 la, po drodze spotykałam różnych mężczyzn, którzy nie potrafili dotrzeć do mnie i winę zrzucali na mnie.
                        Myślałam, że coś jest nie tak ze mną, ale przyszedł dzień, że odnalazł mnie ktoś, kto obserwował mnie z boku, aż wreszcie odważył się i umówił ze mną(bał się odrzucenia, bo nigdy nie dałam mu znaku, że też mi się podoba, gdyż jak okazało się miał żonę)
                        Jednak z miesiąca na miesiąc naszej znajomości zostaliśmy przyjaciólmi i mogliśmy rozmawiać godzinami ze sobą, aż przyszedł czas, że pokochałam go trwało to 4,5 lata był to wspaniały czas. Pomagał mi we wszystkim, życie wydawało się piękne, to była miłość na którą czekałam przez te wszystkie długie lata. Lata samotności i tęsknoty, ale niestety straciłam go w sierpniu 5 dni przed moimi 49 urodzinami. Znów cierpię z bólu, szleję, życie straciło sens. Naprawdę brak mi sił aby się pozbierać nie widzę sensu, a nie chcę być znów sama. Wiem dobrze co mnie czeka, wiem i jeszcze bardziej się boję. Tęsknota nie mija ona siedzi w nas. Szukał ciągle osoby podobnej do niego i teraz też tak jest. Myślałam, że razem się zestarzejemy. Tyle nadziei, tyle marzeń i znów rozpacz.
                        Czuję się jakby czarna dziura mnie wciągała. Funkcjonuję tylko dzięki lekom, mam nerwicę serca, trudności ze spaniem(boję się zasnąć, gdyż przebudzenie jest straszne)
                        Czy można jeszcze żyć po takiej traumie?

                        • pidika Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 09.09.16, 07:30
                          Tak mi Ciebie brakuję.... Minęło tyle lat ale są takie dni jak dzisiaj, że tęsknota zżera mnie od środka.
                          Musiałam to z siebie wyrzucić a to najlepsze miejsce.
                          Kochane życzę dużo siły...
                          • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 22.09.16, 10:45
                            ktoś mi kiedyś powiedział, że opłakując nie daje mu spokojnie odejść na drugą stronę,że przez to jest zawieszony miedzy jednym a drugim światem.Tak bardzo bym chciała, żeby mu było dobrze!!!Przestałam się zadręczać, choć tak bardzo mi go brakuje.Walczę sama z sobą, chce by był ze mnie dumny:)Wiem, że gdzieś tam patrzy na mnie.Mam swojego prywatnego anioła.Trzeba żyć dalej, nie możemy zmarnować swojego życia!!!Dla dzieci, dla ludzi którzy ŻYJĄ!!!Dla tego wszystkiego dobrego co nas jeszcze czeka.Przeszłości nie wymażemy i blizna w sercu zawsze pozostanie, ale niech to będą najwspanialsze wspomnienia.Dziewczyny WALCZMY!!!U mnie mija już 1,5 roku/ zleciało jak jeden dzień:(
    • skowronska.k Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 24.09.16, 10:56
      Mój chłopak zginął w wypadku ponad miesiąc temu. To co teraz się dzieje w moim życiu jest totalna masakra. Mam 19 lat w maju powinnam zdać maturę a moje terazniejsze dni głównie spędzam na cmentarzu. Czytajac wasze komentarze staram się myśleć ze jakoś będę musiała się z tym zmierzyc i dac sb radę chociaż na chwilę obecną choć jeżdżę na cmentarz spotykam się z jego rodzicami rozmawiamy o tym wszystkim jeszcze to do mnie nie dotarło. Mam wrażenie że on gdzieś wyjechał ale niedługo do mnie wróci. A tak naprawdę nigdy go nie zobaczę i nie mogę się z tym pogodzić. A naprawdę staram się być twarda wszyscy mi powtarzają " musisz być silna dla niego on by nie chciał żebyś się zalamala" ale jest tak cholernie ciężko siedzieć w domu samej i oglądać tylko zdjęcia.
      • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 24.09.16, 19:49
        Kochana, każda z nas ma tu swoją historie i przechodziła dokładnie tą samą drogę, ten sam ból.Nie da się go wymazać i raczej zostanie już z nami do końca życia, ale z biegiem czasu zacznie nabierać całkiem inną postać.Zaglądając na to forum szukamy kogoś kto nas tak naprawdę zrozumie.Myślę, że znajomi i rodzina nawet w połowie nie wiedzą jakim jesteśmy wrakiem w środku, że mamy ochotę płakać całe dnie, zagłębiać się gdzieś w nierealnym świecie szukając jakiegoś kontaktu z ukochanym.Każda z nas musi przejść swoją drogę.Ty też ja przejdziesz, rany są świeże.Nie zapomnisz nigdy, ale z biegiem lat nauczysz się z tym żyć.Ja żyje już podwójnym życiem 1,5 roku.Na początku uciekałam w książki, szukając jakiegoś potwierdzenia, że jest coś po.Trochę pomogło.I początkiem też mogłabym godzinami siedzieć na cmentarzu.Może to zabrzmi śmiesznie ale czułam tam jego obecność, tak jak w dzień jego pogrzebu(choć mało co pamiętam) i msze 30 dni po śmierci.To wszystko gdzieś znikło, nie czuje już go:(Ale to też daje mi nadzieje, że odszedł w lepsze, że nie zadręczam o swoimi łzami.Pisz, pisz, pisz to pomaga.Ja po 2 miesiącach miałam wrażenie, że znajomi uciekają ode mnie, że nie chcą słuchać w kółko tego samego.Nie pojmowałam jak mogą tak spokojnie żyć kiedy umarł nasz przyjaciel....
        • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 24.09.16, 19:52
          "umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać"
          • sardyniam Re: Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!! 21.12.16, 22:26
            dziś dokładnie minęło 18 miesięcy gdy Cię nie ma:(" wróć raz jeszcze, proszę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            chwile rozmowy, jeden dotyk, jeden pocałunek, jedno mrugnięcie okiem.WRÓĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:(:(:(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja