double-ma
18.08.07, 09:38
Mezczyzna po smierci zony byl ze mna przez rok, teraz przestal sie
odzywac, poniewaz zbliza sie rocznica jej smierci. Ja jestem
zakochana po uszy, cierpie, jestem zraniona i roczarowana, jak on
mogl mi cos takiego zrobic, kiedy nawet snulismy plany na
przyszlosc - to byl naprawde cudowny rok (ciezki, ale cudowny)
przyjazni przede wszystkim, bylam jego jedyna pocieszycielka po
smierci zony. I czy tylko nia sie okazalam? Czy on nie zdaje sobie
sprawy z tego co robi teraz ze mna? Ze nagle mnie odtraca? Ze mnie
rani tak bardzo. Teraz ja sie czuje, jakbym stracila kogos
bliskiego. Przeciez on musi byc odpowiedzialny za to, co ja czuje,
poniewaz sam mnie przekonywal, zebym mu zaufala, zebym dala mu czas.
A teraz urywa kontakt. Ja cierpie!!! Zycie wydaje mi sie bez sensu.
Nie mozna oplakiwac zony i jednoczesnie ranic kogos innego!
Pomocy!