odeszła, zabrała ze sobą mnie...

02.09.07, 13:17
zapewne potraktujecie mój list z przymrużeniem oka, bo wszyscy piszą tutaj o
stracie bliskich osób, tj. tata, mama, dziadek...

a ja dziś w nocy zabiłam moją najukochańszą Kotkę... nie miałam wyboru, była
chory, i innego wyjścia nie było... została uśpiona...

Była ze mną przez te 18 lat, przez większość mojego życia, była najlepszą
pocieszycielką, jaką tylko sobie mogłam wymarzyć. Była takim moim lekiem
antydepresyjnym w najgorszych momentach. Nie przewidziałyśmy tylko jednego -
że teraz, że dziś, że w przyszłości zdarzy się coś, czego chyba nie dam rady
wytrzymać. a Ona nie będzie miała jak mi pomóc.

wiecie, jak to jest, gdy wszystko w domu przypomina mi o Niej? że cały dom był
przystosowany do Niej, że każdy kąt kojarzy się z Nią?

godzinę temu pojechałam Ją pochować. moje kochane futerko...

chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, że odeszła w momencie wielkiego
cierpienia, kiedy choroba sprawiała jej ogromny ból... i nie mogłam Jej
powiedzieć, że Ją kocham, i że zawsze będę o Niej pamiętać...

ta Kotka była prawie całym moim życiem.... wyobraźcie sobie kogoś, kogo
kochacie najbardziej na świecie, a ten ktoś umiera w męczarniach. i żadnego
porozumienia między wami...

nie wiem, jak zniosę następne dni, ta tragedia mnie przerasta...
    • zle_wychowanie Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 02.09.07, 13:21
      dlaczego, dlaczego tak jest, że tak strasznie cierpimy po utracie najbliższych?
      nie pragnę niczego innego, jak tylko zasnąć, zapomnieć o tym całym bólu, który
      mnie wypełnia... nie potrafię się z tym pogodzić...
      dlaczego musimy tak strasznie cierpieć? nie docierają do mnie żadne racjonalne
      argumenty, po prostu one nie istnieją dla mnie, dla mnie jest tylko fakt, że Ona
      nie żyję, i że wkrótce zapomnę, jak miękka była w dotyku...
    • hania_2006 Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 02.09.07, 22:39
      Ja z całą pewnością nie potraktuję Twojego listu z przymrużeniem
      oka, dokładnie wiem, co przeżywasz. Nasz kot odszedł od nas po 18-tu
      latach spędzonych z nami (tak, jak u Ciebie). Ratowaliśmy go przez
      dwa tygodnie, codziennie chodziłam z nim na dializy (miał mocznicę),
      nie udało się. Umierał na moich rękach, mówiłam do niego,
      opowiadałam o niebie dla kotków, nigdy nie zapomnę tej ciszy gdy
      przestało bić jego małe serduszko. Od tamtej pory minęły dwa lata a
      ja nadal nie mogę chodzić między półkami, gdzie jest jedzenie dla
      kotów. Odbywaliśmy normalną żałobę po naszym kocie, wydawało nam
      się, że zaraz wejdzie, słyszeliśmy jego chodzenie i drapanie.
      Tęsknilismy za nim strasznie, do dziś brakuje mi jego mruczenia i
      ciepełka. Było mi o tyle łatwiej, że przezywaliśmy tę stratę razem z
      mężem, wzajemnie się wspierając.
      Półtorej roku po śmierci kota umarł mój mąż. Moja druga żałoba trwa
      już 9 miesięcy, jest mi bardzo źle.
      Rozumiem doskonale Twój ból i wiem, że jest Ci bardzo trudno.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo siły. Hanka
      • anapos Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 15.09.07, 07:38
        Ja też straciłam 10.09.2007 ukochanego kocurcia o imieniu Czadorek .
        Nie wiedziałam , ze był chory / mocznica / .
        Chorobę zauważyłam w ostatnim jej stadium . Rozpaczliwie ratowałam
        go , był ze mną tylko 10 lat. Niestety , nie miał szans.
        Żeby skrócić mu cierpienie wraz z weterynarzem podjęłam decyzję .
        Pożegnałam się z nim , powiedziałam do niego : żegnaj Czadorek , a
        on odpowiedział mi miauknięciem .... nigdy tego nie zapomnę .
        Trzymałam go jak odchodził , żeby nie był osamotniony .
        Teraz podtrzymuje mnie tylko świadomość , że skończyło się jego
        cierpienie , że tam , w kocim niebie cieszy się wolnością i patrzy
        na mnie z góry .
        Rozumiem Cię doskonale i nie ukrywaj tego , musisz przez to przejść .
        Mam nadzieję , że czas ukoi Twoją ranę , a koteczka na zawsze
        pozostanie w twoim sercu , tak jak mój Czadorek .
    • kaniesia-on-line Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 16.09.07, 00:57
      Kochanie ! Ja 2 lata temu też zabiłam jak to określiłąs psa
      boxera ,moje futro:)głowa do gory ,moja rada !!!!
      weż drugie zwierzątko ja tak zrobiłam bo cały czas
      wyłam,pomaga ,sprawdzone,i kochasz wtedy jak tamto co umarło a wręcz
      mocniej ,pozdrawiam ,Agnieszka.
      Jak co to mój miail/agnieszka-kaniecka@wp.pl/
      Chodzę do studium Terapeuta zajęciowy i mogę pomóc rożmową
      radą,piszcie ,uwielbiam pomagać i wspierać ,pomagając innym pamietaj
      po9magasz sobie ,i weż drugie zwirzątko a zobaczysz jak je pokochasz
      nie zapominając o tamtym ,pozdrawiam,AGA.
    • kkkkk4 Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 17.09.07, 08:51
      www.allegro.pl/item245068385_sosnowiec_kotek_w_dobre_rece_od_zaraz_.html
      www.allegro.pl/item2443612http://www.allegro.pl/item243351424__afn_charytatywna_na_b_chore_kociaczkii_.html20_prawie_umarla_teraz_p
      otrzebuje_juz_tylko_domu_.html
      • kkkkk4 Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 17.09.07, 08:52
        www.allegro.pl/item243351424__afn_charytatywna_na_b_chore_kociaczkii_.html

        www.allegro.pl/item244361220_prawie_umarla_teraz_potrzebuje_juz_tylko_domu_.html
    • kkkkk4 Re: odeszła, zabrała ze sobą mnie... 17.09.07, 08:53
      Też tak cierpiałam jak odszedł pies. NIe zmarnuj tego potencjału i
      miłości jaką masz w sobie. Wiem nikt nie zastąpi Twojej
      kotki....nieeee- tyle zwierzaków potrzebuje uczucia i tak wiele może
      go ofiarować.
Pełna wersja