aisha_25
05.09.07, 11:24
Moja mamusia odeszła 26 lipca, dokładnie w swoje imieniny...Nie było mnie przy
niej gdy umierała...i tego nie mogę sobie podarować. Mimo iż chorowała od lat
to nikt się nie spodziewał tego że tak szybko odejdzie,może prócz lekarzy...ja
miałam nadzieję że wyjdzie z tego,była taka silna,walczyła o życie do
ostatnich swoich dni.Moja ostatnia rozmowa z nią na 2 dni przed śmiercią to
były same plany,marzenia do zrealizowania,to była radość z naszego spotkania
które miało nastąpić w piątek a zmarła w czwartek...miałyśmy spędzić razem
cały weekend,tak długo się przecież nie widziałyśmy...nie zdążyłam...i to mnie
boli najbardziej ale tak widocznie miało być. Jest mi ciężko,ogromna pustka i
ból,uczę się żyć na nowo ale bez mojego największego szczęścia...mamusi.
Staram się żyć tak jak ona by tego chciała,wiem z czego byłaby zadowolona a z
czego nie.Chodzę na czarno ubrana ale źle się czuję w tym kolorze-przygnębia
mnie i wiem że ona by nie chciała abym chodziła tak smutno ubrana i żebym się
smuciła,rozpaczała...ale jak tu się cieszyć???
Pocieszam się tym że wiem że już nie cierpi a tutaj cierpiała okropnie,że jest
tam jej dobrze i mimo iż oddałabym wszystko żeby mieć ją przy sobie,móc z nią
porozmawiać, przytulić się do niej,usłyszeć że mnie kocha...to wolę żeby była
tam bo wiem że tam zaznała w końcu tego szczęścia którego tutaj nie miała nigdy...
KOCHAM CIę MAMO,wiem że jesteś ze mną cały czas...