madzik456
03.11.07, 00:34
Półtora roku temu straciłam w wypadku samochodowym Brata. Był o rok ode mnie
młodszy, razem sie wychowywalismy. I odszedl tak nagle,że nie zdążylam sie z
Nim pozegnac, bo widywaliśmy sie coraz rzadziej.
I choć minęło sporo czasu od Jego odejścia, nie ma dnia, bym o Nim nie
myślała. Przypominają o Nim piosenki w radio, śmieszne teksty, którymi
wszystkich potrafił rozsmieszyć.Nie porafię się z tym pogodzić, że nie ma Go
wsród nas.Czego bym nie zrobiła, by wrócić ten czas, by być razem z Nim...
Z drugiej strony -pewnie nie doceniam tego, ze mam inna "bliską" mi osobę -
męża. "Bliską", bo właściwie coraz bardziej się od siebie oddalamy od siebie.
Wydaje mi się, ze mąz mnie nie rozumie, nie rozumie tego bólu. W ciągu tego
czasu staraliśmy się o dziecko, dwukrotnie ciąża zakończyla się poronieniem.
Po odejściu Brata nie czulam się i nadal się nie czuje gotowa, by miec
dziecko, i nasze malżeństwo wisi teraz na wlosku.I coraz trudniej nam się
dogadać ze sobą.
Chyba za bardzo żyję przeszlościa, ale nie potrafię inaczej.Zaczelam chodzić
do psychologa, ale nie jestem przekonana, że sie uda. Ogarnia mnie coraz
wiekszy smutek. Najchetniej przekroczylabym prog do tego innego życia........