Jak umierać

23.11.07, 13:41
Czy lekarz powinien mówić, że choroba jest nieuleczalna, że pacjentowi zostało
niewiele czasu, że opieka będzie już tylko paliatywna?

Czy lekarz ma obowiązek nie dawać fałszywych nadziei, mamić czczymi
obietnicami cudownej poprawy?

W krótkich odstępach czasu umierały dwie bliskie mi osoby.

Obie umierały na raka.

Jednej lekarze nie powiedzieli, że choroba jest nieuleczalna.

Męczono ją długimi i częstymi dojazdami, badaniami, terapiami - wszystko na
marne, bo nadziei żadnej nie było.

Do końca nie miała potwierdzonej wiedzy, że umiera, więc umierała w wielkim
strachu i męce. Strach i męka świadomości, że nikomu nie można ufać, że
wszyscy dookoła - bliscy, i przede wszystkim lekarze, kłamią.

Druga dostała diagnozę-wyrok bez ogródek, ale w sposób delikatny. Lekarz
poprosił o obecność kogoś z rodziny, był rzeczowy, wyjaśnił, że nie ma żadnej
skutecznej kuracji. Odpowiedział na pytania i wątpliwości - przygotowane przez
chorego zawczasu, bo gdy proszą o obecność kogoś bliskiego, to wiadomo o co
chodzi.

Było pół roku wśród rodziny i przyjaciół, bez fałszywych nadziei.

Miał czas na załatwienie spraw, pożegnania, testament, zakończenie podjętych prac.

Miał spokój i korzystanie z długiego okresu względnie dobrej formy fizycznej -
dopóki choroba na dwa tygodnie przed śmiercią nie wymusiła przeniesienia się
do hospicjum.

Było gaśnięcie i wyłączanie funkcji organizmu, przytomność aż do ostatniego
dnia i odejście we śnie.

Mieliśmy cały czas kontakt z lekarzami i personelem medycznym - osobisty i
telefoniczny.

I jeszcze jedna uwaga - umieranie jest wielkim wysiłkiem. Dajcie umierającemu
spokój. Potrzebna jest mu wasza obecność, słuchanie waszych rozmów o sprawach
błahych.

Ale nie narzucajcie się z nieskuteczną pomocą, poprawianiem pościeli,
przynoszeniem i podawaniem jedzenia, którego organizm i tak nie przyjmie i
wszystko skończy się bólem i wymiotami.

Nie zmuszajcie chorego do niczego, nawet jeśli wasze starania wynikają z
dobroci serca.

Nie zmuszajcie do rozmowy.

Nie spisujcie na łapu capu testamentu i nie załatwiajcie w ostatniej chwili
podziału majątku.

Spełniajcie prośby chorego, gdy chce być sam.

Owszem, jest i będzie wam ciężko. Ale musicie sobie z tym poradzić bez
angażowania tego, który właśnie umiera. On i tak ma własny problem, w którym
nikt mu nie może pomóc. On was nie będzie pocieszał. Nie wymagajcie tego od niego.
    • gaja2856 Re: Jak umierać 23.11.07, 18:52
      Witam
      na początku swojego tematu zostały zadane dwa pytania nie potrafię
      na nie odpowiedzieć jednoznacznie bo to sprawa indywidualna każdego
      człowieka, każdy do tego podchodzi inaczej
      Mogę ci tylko opisac jak było w naszym przypadku
      Moja mama była osobą bardzo silną psychicznie, bardzo
      Do tego stopnia że prowadzący ją lekarz onkolg powiedział nawet pod
      koniec jej choroby że podziwia ja że się nie załamała że inni dawno
      już by się wykończyli a ona nie
      Moja mama wiedziała o swojej chorobie od początku, wiedziała co się
      z nią dzieje jej lekarka mówiła jej to bez ogródek i bez znieczulenia
      Do tego stopnia że po udanej chemioterapii która na pewien czas
      cofneła chorobę lekarka powiedziała jej że i tak umrze...
      Wiedziała ale do czasu bo każdy człowiek ma pewną granicę
      wytrzymałości psychicznej, każdy
      Kiedy znajdowała się w sytuacji beznadziejnej (leżała przykuta do
      łózka po wypadku a choroba postępowała)kiedy lekarka powiedziała
      proszę oddac do hospicjum (to proszę oddać bo pani sobie nie poradzi
      jakby mówiła o worku ziemniaków a nie o najbliższej mi osobie)
      stwierdziłam że juz dosyć
      Nie powiedziałam mamie prawdy kłamałam, jak tylko umiałam i wszyscy
      którzy byli przy nas kłamali, wszyscy lekarka ta okrutna lekarka
      prowadząca też
      Lekarz może ale nie musi powiedziec pacjentowi prawdę, woem to bo
      musiałam uciec się do prawnych aspektów by powstrzymać wylewna pania
      doktor
      Uwiarz mi że moja mama wtedy walczyła że może to wyda ci się
      śmieszne ale w jej oczach mimo że wiedziała jaki był stan wcześniej
      tliła się nadzieja
      To było widać, wszyscy to widzieli
      Nie myśl jednak że moja mama mimo zmowy milczenia nie wiedziała
      każdy człowiek odchodzący wie co się z nim dzieje wie że odchodzi
      i tak było z moja mamą Ona sie tego domyślała a nawet teraz mogę
      powiedzieć wiedziała to ale do końca nie została jej odebrana
      nadzieja nikt nie powiedział jej że nie ma szans, nikt
      Owszem były badania bolesne badania dawały one mamie szansę na
      leczenie na usunięcie guza, lekarze na jej przykładzie się
      kształcili (jeden powiedział że zrobi na niej habilitację)
      Ja uważam że każdy człowiek jest inny ale żadnemu do końca nie
      należy odbierać nadzieji
      • grzes803 Re: Jak umierać 27.11.07, 18:26
        gaja popieram to co napisalas w 100% nie mozna odbierac nadziei , w lipcu umarl
        tato wiec tez przez to przechodzilem i zgadzam sie z toba.
      • ninagren1 Re: Jak umierać 06.12.07, 13:41
        Właśnie minął miesiąc od śmierci mojej mamuni.
        Wznowa wykryta w lipcu br. Mama nie wiedziała do końca o
        przerzutach. Domyślała sie wiele, ale nie pytała i nie chciała nic
        bliżej poznać. Mówiła że człowiek jak już wie to chciałby to
        zmienić, dlatego nie obarczałam jej tym wszystkim czego nie chciała
        wiedzieć. A jak o coś pytała to już mówiłam prawdę. Tylko
        delikatnie. I nie żałuję że jej nie powiedziałam. tydzień
        przed mamy pójciem do szpitala pojechałam do znajomej pieęgniarki i
        spytałam czy mam załatwiać kroplówki wzmacniające, dawać mamie na
        przymus nutridrinki. Ona straciła mamę , siosrtę i ojca na naowtwór.
        I wtedy jak powiedziała mi że nie, mam jej dac spokojnie odejśc i
        nie przedłużać cierpienia tak właśnie zrobiłam. Podawałam tylko to
        na co mama miała ochotę. Rozmawiałyśmy tez tylko wtedy kiedy mama
        chciała. A miomo że nie wiedziała tylko BARDZO domyślała sie o
        wszystkim były rozmowy różne, nt., pogrzebu, ubrania, wychowania
        moich dzieci.
        Była taka dzielna i pokornie znosiła cierpienie. W szpiatlu
        niektórzy wrzeszczeli inni płakali. Ona spokojnie brała leki, tylko
        czasem częściej niż zwykle jak ból sie nasilał.
        Opieka nad mamą przysłoniła mi wszystko a teraz nie moge się
        pozbierać.
        Mamunia śni mi sie częśto, ale oststni sen był taki wyraźniejszy,
        przysła do mnie, taka ładna i spokojna. Mówiła że jest jej tam
        dobrze, spokojnie, nie ma bólu. Tylko ciało sie rozkłada. Chciałam
        żeby wzięła telefon i dzwoniła do mnie, ale powiedziała, że nie ma
        jak wykrecić numeru.
        Ja myslę że zależy od osby chorej i jej psychiki. nie wolno kłamać a
        prawdę dawkowac jak lekarstwo i tylko wtedu jak chory chce.
        Życzę wam i sobie siły i wiary.
Pełna wersja